Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 79 - 80

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 79 - 8079
   Samuel

Załoga knajpy składająca się z dziesięciu osób odwraca się i spogląda na typka wypowiadającego oskarżycielskie słowa. Koleś, który stoi trzy metry ode mnie, trzyma w wyciągniętej dłoni nóż i patrzy na moją żonę, jakby popełniła najgorszą zbrodnię tego świata. Jego rysy twarzy, choć przykryte długimi tłustymi włosami, jak i menelskim zarostem są bardzo dobrze mi znane.
– Elias… – stęka z przerażenia Mała Mi. – Jak to możliwe… Przecież... –
– Siedzę w pudle, a ty się łajdaczysz po wszystkich kątach tego kraju? – pyta gardłowo się śmiejąc. – TAKIE SUKI JAK TY ZAWSZE ZNAJDĘ, POMIMO JAKICHKOLWIEK PRZESZKÓD!!! – krzyczy, a ja widzę czerwono. Nikt nie będzie obrażać najcenniejszej osoby mojego życia. Podrywam się na równe nogi, a krzesło z głuchym echem opada na ziemię. Nie dopuszczę, aby ta gnida choć na milimetr zbliżyła się do Mii. Będę walczył do ostatniego tchu, by strzec moje trzy skarby.
– ZWAŻAJ NA SŁOWA, ŚMIECIU! – ryczę. Koleś robi jeden zamach nadgarstkiem, trafiając mnie nożem prosto w obojczyk.  
– SAM!!! – piszczy Mia. Choć ból przeszywa całe ciało, tak adrenalina w żyłach nie pozwala mi się poddać. Nie zwracając uwagi, jak głęboko mogło usadowić się ostrze, wyciągam je z ciała i odrzucam na bok. Podchodzę do dupka wypowiadającego do mojej… MOJEJ ŻONY poniżające, karcące słowa. Ten fagas lepiej niech się modli o miłe kazanie na swoim pogrzebie. Częstuję skurczybyka prawą pięścią w wizaż. On oddaje mi miły powitalny gest. Biorę rozmach, by zadać cios w żebra, gdy ktoś woła:
– NIE!!!!!
Za późno…
Jeden strzał wystarczy…
‘Kocham was maleństwa…’

80
Mia

   Nie…
Nie…
NIE! To nie dzieje się naprawdę!
Zanim potrafię się zorientować, o co w tym wszystkim chodzi, Florian stoi przy obezwładnionym przez Toma Eliasie i wlepia mu jeden strzał w ryj za drugim. Słyszę jęki mojego ex. Choć chcę podbiec do krwawiącego Samuela, to siedzę na krześle niczym sparaliżowana debilka i patrzę na teksańską masakrę piłą mechaniczną VI. Dwie osoby klęczą nad moim mężem, słychać wiele głosów, krzyków oraz odgłos klepanej michy.
– Ta szmata należy do mnie!
– Pomyłka! DO SAMUELA! – Beng. Pięść Flo ląduje prosto na twarzy wroga.
– Nikt tej zdziry mi nie odbierze!
– Po moim trupie! DUPKU! – Boom. Kolejny lewy sierpowy ze strony Flo.  
– Gówno o niej wiesz!
– Ale wiem o tobie! I o tym… – Kolejny cios. – Jaką wyrządziłeś jej krzywdę! Nie chcę mieć w rodzinie…!  
Ktoś szarpie mnie za dłonie, bym w końcu podniosła się z siedzenia, ale nie potrafię. To jakiś horror i jedynie, co mi przez myśl przebiega...
„To mój koniec. Nikt i nic nie uchroni mnie oraz dzieci przed tym potworem.”
Patrzę, jak Samuel się wykrwawia przez ranę zadaną nożem. Stanął w mojej obronie, a ja nie potrafiłam temu zapobiec! Ze wszystkich stron napływają same katastrofy! Kiedy nadejdzie tego kres? Czemu akurat ja? Czym sobie zasłużyłam?
– Mia, rusz się w końcu! – krzyczy ktoś, lecz nie mam pojęcia kto.  
– Ta przeklęta, nic nieumiejąca maciora z bękartami jest moja!
Gdy słyszę te słowa, nienawiść do mojego ex przekracza wszelkie granice.  
Zabiję gnoja!  
Nikt, a zwłaszcza ON nie będzie mnie poniżać takim słownictwem! Biorę pierwszą leżącą pod ręką rzecz, wstaję i niczym w transie z impetem popycham Floriana na bok.
– Trzymaj karalucha! – wydzieram się, okładając Eliasa rogiem wyśmiewanego wcześniej wazonika.
– TY PIEPRZONA DZIWKO!  
– Poczuj się jak ja, gdy gwałciłeś mnie przy swoich koleżkach! – Trafiam rogiem w nos, z którego tryska krew. – Jak mnie chłostałeś! – Kolejny strzał. – Jak mnie skalpowałeś! – Boom. Głowa leci mu na prawo i opada w dół. – WITAM W PIEKLE, GNIDO! – Po tym zdaniu opuszczam wazonik, podchodzę do sapiącego męża i klękam przy nim.
– To… było… mocne… pańcia… – szepcze Sam resztkami tchu. Trzy osoby próbują powstrzymać u Brutusa potok płynącej krwi z obojczyka, pękniętego łuku brwiowego, kości policzkowej i dolnej wargi.
Istna rzeźnia!  
– Kocham – szepcze, zamykając powieki.
– NIE, SAM! NIE PODDAWAJ SIĘ! – krzyczę w panice. Biorę trzęsącymi dłońmi jego twarz. ‘Tak to nie może się skończyć!’  
Ogłuszające syreny oraz kompletny chaos wokół nas i odrywające mnie od męża osoby wraz z rosnącą paniką doprowadzają do mdłości.  
– AUĆ! – wrzeszczę, jednocześnie łapiąc się za brzuch. Kolejny potworny ból przeszywa podbrzusze.
– AUAAAAA!


Od Autora
Czy Sam uciekł spod "kosy"?
Czekam na wasze łapki i głosy.
Pozdrawiam AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 822 słów i 4769 znaków, zaktualizowała 12 gru 2020.

4 komentarze

 
  • nanoc

    Wiedziałem że Autorka uraczy nas jakąś makabrą, nie zawiodłem się, dużo w tym dramatu, nieszczęścia, ale brakuje mi rozprawy z Eliaszem, dlaczego takim skurwielom zawsze się udaje. Nie rozumie tego. Fajny odecinek dramatyczny. Smutno mi. Ale z docinka jestem kontent.  :bravo:

  • Lord Vader

    Wspaniałe!! Nie każ długo czekać na ciąg dalszy. :bravo:

  • AHopeS

    @Lord Vader Dziękuję. Miło mi. :)

  • bosman

    czułem w moczu że to ta gnida Elias , Sam spisał się na medal Mii nie ma się co dziwićże  że ją przyblokowało. Czekam na dalszy rozwój wypadków co będzie się działo . Pozdrowienia i czekam z niecierpliwością umiesz podkręcić akcję oraz cisnienie. Jeszcze raz pozdrawiam

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję bardzo. :)

  • shakadap

    Oj, za długo było "spokojnie".
    Świetnie napisane.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo. :)