Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 35 - 36

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 35 - 3635
Samuel

Przyznaję się. Poniosło mnie i to bardzo. Ale Hej! Każdy by w ten sposób zareagował na słowa swojej dziewczyny - Oczekujesz ode mnie w zamian uległości? Bycia więźniem czy marionetką? - jej cichy głos był przepełniony strachem, a na twarzy widniała panika. Mii drżące wargi oraz wypełniony bólem wzrok, wywołał we mnie bombową mieszankę. Znam obawy Mimi i wiem, czym została spowodowana niska wiara w me dobre intencje, dlatego ten duchowy cios jest większy niż ból połamanych palców. Porwany przez wewnętrzny impuls oraz brak normalnego myślenia, nie zastanowiłem się nad konsekwencjami, ale nie żałuję tego i z godnością przyjmuję to cierpienie. Mia natomiast była gigantycznie wkurzona. Nie tylko przez akcję względem osobówki, siedzenie trzy godziny na izbie przyjęć, czy usłyszenie przepięknej informacji ortopedy, ale dlatego, że została zmuszona prowadzić nasz nowy nabytek. Chociaż oszczędziła mi kazania, tak wolałbym by zmieszała mnie z błotem wrednymi tekstami, niż pół godziny jazdy do domu w absolutnej grobowej ciszy. Nie wiedziałem, co myśli, czuje i jak sobie radzi z nowym problemem. Doprowadzała mnie tym do szału, w dodatku jestem na dwa tygodnie skreślony z listy pracowników, pogrążając tym samym w robocie cały team. Propozycja kolesia, zakładającego mi dwie szyny na paluchy, owijającego je bandażem była bardzo kusząca. Wywołał piękną fantazję paradującej w kostiumie pielęgniarki, troszczącej się o mnie Mimi. Jednak jestem świadomy tego, iż za Chiny tego nie zrobi, bo sam sobie nawarzyłem piwa, więc muszę je teraz wypić. Nie mogę jej zostawić samej z ostatnimi przygotowaniami przed otwarciem klubu. W końcu nie odrąbali mi ręki i po moim trupie zrobię z siebie niedającego sobie rady, sierotę losu.
Wszystko byłoby elegancko, gdyby osły Fryderyki czy reszta grupy siedzącej przy stole w barze, nie patrzyłaby na mnie, jak na inwalidę, który obrywa przepiękne docinki od Karin i Juliana. Mają ubaw moim kosztem. Coś pięknego!
Moja Lady chce zająć miejsce na krześle po mojej lewej, ale nie dopuszczam do tego. Przyciągam ją za biodro do siebie, wskazując by usiadła na moje kolana. Może brzmi to głupio, ale potrzebuję cielesnego kontaktu, dającego mi ochronę przed tą bandą oszołomów. Oczywiście nie obywa się bez przesłuchania. „Jak do tego doszło?” ,‘’Jak długo będziesz nieprzydatny za ladą?” „Kto cię zastąpi?” a na dosypanie soli do rany Kai musi wspomnieć incydent sprzed lat.
– Kaleka, pamiętasz jak byłeś królikiem doświadczalnym, po dwóch pierwszych godzinach treningu Toma w jiu- jitsu? – pyta Misiek. Dominik i Krakers wybuchają śmiechem, lecz dla mnie było to najgorsze przeżycie w dzieciństwie.
– Tego nie da się zapomnieć, do dzisiaj mam uszczerbek na zdrowiu – odpieram.  
– Co zaszło? – wypytuje Joschua. Misiek wyszczerza zęby. Ci dwaj frajerzy dalej mają zaciesz na ryjach, a reszta z zaciekawieniem czeka na historyjkę sprzed dziesięciu lat. Przekręcam oczami.
– Dzięki temu gamoniowi miałem złamane trzy palce u prawej dłoni, wskazujący nawet w dwóch miejscach. Przez cztery tygodnie chodziłem z gipsem po sam łokieć i wyglądałem jak ciota – informuję koło gospodyń, w którym słychać ciche ‘ Uuu’, ‘Ach’, ‘Auć’. Na wspomnienie tamtego dnia zaczyna mnie szarpać dłoń, którą kilka razy zaciskam w pięść i rozluźniam, by pozbyć się niemiłego uczucia.
– Serio? – dopytuje Mia, odwracając twarz, na której widnieje… współczucie?
– Szkoda, że nie słyszeliście tego pisku. Typowa dziewica – Dowala kuchcik, rechocząc pod nosem.
– Miałem wtedy jedenaście lat, dupku! – wołam we własnej obronie, pokazując mu środkowy palec. – Masz szczęście, że twój mistrz nie wypisał cię z kursu.
– Ej, sam się zgłosiłeś na ochotnika. Nie zwalaj winy na mnie – odpiera Bulion. Fajnie! On chce mi włożyć winę w trapera za brak jego pohamowania? Jaki palant! Już chcę mu przypomnieć jak to było, lecz Karin mnie wyprzedza.
– Na szczęście teraz masz u boku Mię, która spełni każdą jedną zachciankę. – Wypala kelnerka.
– Mhm, z całą pewnością. Niech cierpi, jak nie potrafi panować nad emocjami. Ten wypadek nie zwalnia Sama od obowiązków, które ja również mam do wykonania – informuje zespół.
– Mimi, z niechęcią ci przypomnę. Ty już od dawna skaczesz dookoła szczeniaka. To jest tak obleśne, że mam ochotę strzelić sobie kulkę w łeb – wtrąca się Julian, wydając odgłos bełtu. Cała grupa zaczyna ryczeć ze śmiechu, a Mia w sekundzie zastyga. Ciało kobiety przypomina głaz, wbijający się w mięśnie moich ud.  
ŁOHA! Młody nadepnął na minę.  
CHOWAĆ SIĘ TEN, KTO TYLKO MOŻE!


36
Mia

  Zaraz coś strzeli, ale nie kulka.
Łapię za pierwszą lepszą rzecz leżącą pod ręką, biorę rozmach i rzucam w gówniarza z niewyparzoną gębą. Trafiam go w czoło, szkoda tylko, iż oberwał tekturową podkładką pod szklanki. Najchętniej podzieliłabym się z nim tulipanem, roztrzaskując mu butelkę o czachę, ale aż taką sadystką nie jestem i tu ma szczęście.  
– Przynajmniej nie jestem kleszczem z rybimi warami jak Wiktoria. – Oddaję kontrę z nadzieją przypomnienia mu typki z jego urodzin. Sam, który właśnie brał łyka coli, zakrztusza się i wypluwa trunek z powrotem do szkła. Automatycznie klepię go w plecy, aby biedak nie wyłożył mi kopyt do przodu. Wystarczy, że mam na sumieniu fatalny skutek moich uprzedzeń do tak kosztownych prezentów, przypominających mi katusze.
– Dżizas, Tsunami, chcesz mnie utopić? – pyta Brutus kaszląc. Patrzę na niego z przepraszającym, niewinnym wyrazem twarzy. W sumie to, co powiedział brat, wcale nie jest prawdą. Ja nie skacze dookoła mojego chłopaka… Noooo może trochę dzisiaj przed południem… Po jego przebudzeniu… Nie widzę w tym niczego złego, by pomóc mu naciągnąć bokserki, czy zawiązać obuwie, albo podać mu środki przeciwbólowe razem ze śniadaniem i porcją kawy, ułatwiając mu start w nowy dzień. Niestety, ja po raz kolejny nie zaznałam snu przez zaszłe wydarzenia. Do tej pory czuję wszystkie mięśnie pleców, kiedy prowadziłam busa prawie z pełnymi portkami. Byłam przerażona tą wielkością, przestrzennością oraz śliską nawierzchnią.  
– Jul, ty masz dżagę? – pyta zaskoczony Joschua, a mój brat robi się czerwony.
– Dzięki mojej siostrze już nie – odpowiada spłoszony, opuszczając wzrok na trzymaną w dłoniach szklankę z napojem. Oczywiście Karin chce więcej detali, Tom klepie młodego po plecach, a ja kasuję niszczące spojrzenie Andrei i Teresy. Mam potrzebę wyjaśnienia tej sprawy.
– Oooo i to jaka sztuka! Ładne duże oczy obsmarowane dwoma tubkami tuszu, nos tak wysoko w górze, iż szukałam haczyka łączącego jego czubek z nasadą włosów pod toną pudru, który można łupać młotem i majzelem, ale przyznam, usta to ma… jakby przyłożyła je do rury włączonego odkurzacza, odsysając przy tym biust do rozmiaru guzika. A jej uroczy głos... Mhmmmm piękna najwyższa oktawa w najbardziej fałszującym tonie fleta – opowiadam rozmarzona z łokciami opartymi o blat stołu i brodą włożoną w śródręcze, a cała gromadka uważnie mnie słucha. Dominik ma zniesmaczoną minę, Stefan ogromne oczy, a Lilly masuje czoło z uniesioną ku górze brwią.
– Powiedz, że to nieprawda – stęka Tom, patrząc raz na mnie raz na Jula. Wzruszam ramionami, mama kopie mnie nogą pod stołem na upomnienie, a Sam wydaje z siebie dziwny dźwięk poprawiając się ze mną na krześle.
– Julski, sorry, ale Mia określiła właśnie to, co się wtedy przyssało do twojego boku – odzywa się Brutus, potwierdzając moje spostrzeżenie. Dziękuję Bogu, że jest tego samego zdania, co ja, bo inaczej zwątpiłabym w jego męskość.
– Pani Dosch? Co pani powie? – docieka Misiek. Mama przeprasza swojego syna i przyznaje nam rację, ale nie chciała wtrącać się w nabieranie doświadczeń i wtem dostaję oświecenia. Przywołuję sobie naszą wczorajszą wymianę słów „Sam się spuść… Już dawno zrobiłem…” ‘OMG! Karzeł był w łóżku z takim karpiem?!’ Zbiera mi się na wymioty, kiedy przed oczami mam obraz obojga w kopcącej pościeli. TO jest ohydne wyobrażenie. Mam ochotę coś powiedzieć tak, by go przywołać do porządku, ale gryzę się w środkową część policzka. Nie będę prawić mu kazań, ani robić sceny, czy też  borować dziury w brzuchu przy całej rodzinie Samtajl. Choć ciekawość jest ogromna, tak ten temat jest prywatny i dyskretnie na niego wejdę, kiedy będziemy na osobności. W lokalu zaczęły się dyskusje, a ja jedynie mogę obserwować liliputa, który ma niesamowite wypieki na policzkach. Faceci przekształcili się w męski poradnik, wybijając mu tę Barbie z głowy, wyliczając wszystkie za i przeciw takich tapeciarek, jaką jest Wiktoria. Nie mogąc dłużej słuchać jądrowej filozofii względem kobiet, postanawiam wydobyć Jula z tego bagna. Odwracam twarz do mojego chłopaka, który widocznie ma radość, wysłuchiwania gnojenia mojego brata.  
– Naszedł czas na ulotnienie powodu spotkania – szepczę, zwracając tym na siebie uwagę.
– Jestem za. Przynajmniej uwolnimy Krasnala zapędzonego przez ciebie w kozi róg – mówi rozbawiony. Jak to miło z jego strony, że robi ze mnie winowajcę. Jakby braciszek nie sprowokował, tak bym nie weszła na temat pijawki i całe szczęście, że udało mi się ją od niego odczepić.
Razem z Samuelem wychodzimy z pomieszczenia po karton znajdujący się w biurze. Skoro jego zawartość zrobiła na psiaku duże wrażenie, to ciekawa jestem reakcji pozostałych. Brutus dzieli się ze mną podejrzeniami względem Jula i Wiktorii, które mogę z mojej strony również potwierdzić. Choć chciał zabrzmieć zabawnie, tak słyszalne było w jego tonie zmartwienie. Zapewniam go, że porozmawiam z bratem, w końcu temat „seks” w jego wieku jest ważną rzeczą, a szkoda by było, aby wpadł jak śliwka w kompot z tego typu bestią. W dodatku nie mam pojęcia, jak daleko jest z wiedzą teoretyczną, a o praktycznej nawet nie chcę myśleć.  
Z pudłem w ręku wchodzimy po schodach do siedzącej w barze grupy.
– Robaczku, lepiej będzie, abym ja to zrobił – proponuje rozbawiony chłopak.  Staję w miejscu na przedostatnim stopniu, odwracam głowie za ramię sceptycznie na niego patrząc, podnoszę prawą brew. Niby, z jakiej paki miałby to zrobić, przecież ja jestem siostrą i najlepszą osobą do tych rozmów, w końcu już nie raz mu doradzałam.
– Mia… jesteś babą – oznajmia to tak, jakbym o tym nie wiedziała.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1875 słów i 10839 znaków, zaktualizowała 8 sie 2020.

3 komentarze

 
  • nanoc

    Nic dodać nic ująć, świetnie napisane. Jesteś mistrzynią dialogów.

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję :wstydnis:

  • shakadap

    Brawo.
    Świetna robota.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo :)

  • Aladyn

    Zespół starał się rozluźnić atmosferę i obrócić to niemiłe dla Sama wydarzenie w żart. Ale Julian wyskoczył z takim tekstem, że reakcja Mii i jej riposta wdeptała jej biednego brata w glebę.
    Ależ to się fajnie czyta.

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo :)