Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 3-4

Zaskakujące Lądowanie cz II  rozdział 3-43
   Mia

6 tygodni później…

  Mamy trzeci tydzień adwentu. Mikołajki okazały się być kolejną bombą w kasie i kolosalnie wesołym wieczorem. Julian z początkiem miesiąca zaczął kurs na prawo jazdy, z czego niezmiernie się ucieszyliśmy. W połowie stycznia będzie podchodził do egzaminu i już teraz trzymam za niego mocno kciuki.  
Za tydzień święta Bożego Narodzenia, a otwarcie Samtajl-Night zbliża się coraz większymi krokami. Pogoda jest typowo grudniowa. Minusowe temperatury, śnieg, mokro i pochmurno.  
Remont w sali idzie pełną parą.
Podwieszany balkon z dwoma parami schodów, które miałam w planie, zostały zamontowany trzy tygodnie temu. Damian i jego robotnicy zadbali o idealne tanie, acz stabilne rozwiązanie, pozbawiając mnie tym najgorszego problemu. Ściana dzieląca bar i klub z dostępem do kuchni, nabrała kształt łuku z drewnianymi pasującymi do mebli drzwiami. Toalety pozostały powiększone, wykafelkowane, podzielone na damską i męską. Ściany nabrały miedzianego koloru ze złotymi refleksami. Parkiet wyłożono w nowoczesnym stylu, a zaprojektowane przez szefów meble barowe zostały w trzy dni postawione razem z regałami, ladą i oświetleniem, nadając sali pewien urok, charakter, a także luksus tanim kosztem. Oczywiście bez męskiej pomocy kelnerów i nieszczęsnego Floriana budowa z pewnością trwałby do dzisiaj. Joschua okazał się mistrzem w dziedzinie wyzywania szefostwa od głąbów niepotrafiących złączyć śrubką dwóch desek. Chłopak prawie wykopał bossów z lokalu, przejmując stery w składaniu regałów, docinaniu blatów, jak i nadaniu kształtu całemu frontowi. Stefan zaopatrzył lokal w lampy pasujące do całego klubu, a także zadbał o kolorowe reflektory i kulę disco, które mają być zamontowane po zakończeniu budowy podestu, czyli jutro. Dziewczyny zajęły się szukaniem odpowiednich dekoracji, a Florian jak dla mnie mógłby nie istnieć. Od dnia jego pojawienia się, unikam go na tyle, ile potrafię, jeśli już muszę być w jego towarzystwie staram się zachowywać przy nim naturalnie, ale dłużej niż godzinę nie potrafię wytrzymać. Sześćdziesiąt minut jest porównywalne z cudem przy takiej torturze. To, jak mi się przygląda, analizuje, szuka tematu do rozmowy, lub znajduje się tuż obok mnie i ten jego zapach perfum… Wszytko podnosi mi tylko zawartość żołądka. W takich momentach zawsze mam pretekst, by zniknąć w podziemiach. Na szczęście nikt nie zauważył mojego obrzydzenia do tego typa, ale mój duchowy niepokój z dnia na dzień staje się coraz większy i wyskrobuje to, co od początku próbuję przed wszystkimi zataić.
Demona przeszłości.
   Siedzę na krześle przy oklejonej ochronną folią ladzie, jestem skupiona na  szukaniu Dj-a na sylwestrową noc. Kogoś, kto zagra miedzy przerwami zespołu, jaki stanie na scenie w dniu otwarcia klubu. Wkręcanie śrub w drewno przyszłego podestu i cicha muzyka z radia są jedynymi otaczającymi mnie odgłosami. Upijam łyk zimnej kawy.
TRUUUUUUUUUUUU, TRUUUUUUUUUUU przerażający dźwięk piszczących trąbek doprowadza mnie do poderwania się z krzesła. Wylewam na siebie całą zawartość kubka z ciemną cieczą.  
– Holender jasny, co za… – Zaczynam wrzeszczeć, wycierając ręką ciecz z ulubionego swetra oraz spodni. Spoglądam za siebie i zamieram w ruchu. ‘Co do ch… walca?’
– Happy Birthday to You… –  Zaczynają śpiewać poprzebierane pajace z papierowymi stożkami na głowie i trąbkami piszczałkami w dłoniach. Samuel trzyma w ręku talerz z hamburgerem z wbitymi dwoma zapalonymi świeczkami 23. Po wielkości burgera mogę stwierdzić, że to ‘Fala Tsunami’.
Pracownicy firmy Max&Sohn oraz Damian dołączają się do ryku bydła, klaszczącego rytmicznie w dłonie.
Nie znoszę, kiedy robi się taki teatr, a zwłaszcza, jeśli chodzi o moje urodziny.
Z jednej strony miło, że Samuel pamiętał, ale zamiast tej całej szopki z zaprogramowanym małpim gajem, skromne życzenia w zupełności by mi wystarczyły. Nie jesteśmy dziećmi, aby robić z tego widowisko. Brakuje do tego plotkarskiego magazynu albo telewizji, aby cały świat mógł widzieć moją gotującą się w żyłach krew.
MÓJ SWETER!
‘Opanowanie Mia, to tylko kawałek materiału, który kosztował cię więcej niż sukienka z Esprit, jaką założyłaś na obiad u rodziców Samuela.’ Powtarzam sobie, a powieka zaczyna drgać ze złości.
– Wszystkiego najlepszego Mia! – krzyczy domowe przedszkole. I co mam teraz zrobić?  Bić brawa za udany koncert życzeń? Ani mi się śni!  
Zamykam notebooka, biorę go w ręce i z wyciągniętą dłonią podchodzę do mojego chłopaka.
– Kluczyki od Audi. W tej chwili – żądam od niego mroźnym tonem. W hali zapada grobowa cisza. Jedynie, co mam teraz w głowie to jechać do domu i uratować sweterek, cała reszta mnie nie obchodzi.  
– Dlaczego? – Jeszcze ma czelność głupio pytać? Wciągam głośno powietrze, podnoszę dwa palce do prawej skroni i masuję sobie pulsującą żyłkę.
– Muszę się przebrać? – odpieram pytaniem na pytanie w miarę opanowanym tonem, chociaż najchętniej bym wydała z siebie taki ryk, że lusterka odblaskowe w jeszcze niewiszącej kuli zaczęłyby pękać.
– Dopiero po życzeniach – oznajmia. Nie mam innego wyjścia tylko przejść przez te tortury, których tak nie znoszę. Bycie w centrum uwagi, nigdy nie należało do moich mocnych stron.
– Streszczajcie się. Czas goni – stwierdzam. Lilly wyciąga mi z uścisku laptop, odkłada na barową ladę i się zaczyna…
Przytulanie, całowanie, słowa, które mogą sobie darować. Po co to komu? Ja mam ważniejsze sprawy do roboty niż zaprzątanie sobie głowy, jakimś dennym dniem. Może byłoby inaczej, gdyby za każdym razem nie był czymś zrujnowany.  
Florian, jako ostatni w kolejce już wyciąga łapska, by mnie przytulić, lecz powstrzymuję go uniesieniem dłoni.  
– Dziękuję. – ‘Ty również smaż się w piekle’ dokańczam w myślach, odpowiadając na jego jeszcze niewypowiedziane słowa. Odwracam się od niego, podchodzę do Brutusa, który jako pierwszy gratulował. Tort odstawił obok laptopa, czekając przy ladzie razem z innymi zgromadzonymi członkami baru.
– Kluczyki – ponaglam. Chłopak wyciąga kluczyki z kieszeni, a za chwilę słychać brzdęk…  
MÓJ LAPTOP!

4
Samuel


   O rany…
Niedobrze…
Mam kichę…
W Samtajl-Night zapadła cisza.
– Dokumenty – wyszeptuje Mimi w bezdechu, patrząc w szoku na pęknięty niczym pajęczyna ekran notebooka, który przez przypadek szturchnąłem łokciem, wyciągając klucze od samochodu. Wiem jak bardzo jest do swojego sprzętu przywiązana, a także jaki był dla niej kosztowy. Muszę załagodzić sprawę zanim zdąży mi przyłożyć, lub wyjść ze skóry. Najpierw sweterek, teraz to. Katastrofa ze wszystkich stron.
– Kochanie, odkupię. Nie złość się proszę… – mówię, kładąc dłoń na jej ramieniu. Moja Dama odwraca twarz w moją stronę, w jej oczach widzę zmieniające się na przemian uczucia, smutek, złość i napływające łzy, usta ma zaciśnięte w cienką linię, powstrzymując tym słowa, na które zasługuję. Mia kolejny raz kieruje spojrzenie na laptopa i kręci głową. Dłonią cicho zamyka go, przytula niczym dziecko. Bez słowa chwyta za kluczyki do mojej fury, omija mnie i kieruje się ku wyjściu, przez co nie mam innego wyjścia tylko człapię za nią niczym zbesztany kundel. Niezmiernie mi przykro z powodu zaistniałej sytuacji, bo zamiast sprawić jej radość, to wszystko spartoliłem.
– Mia, to tylko rzecz materialna. Można ją kupić. – Zmieniam taktykę z nadzieję, że pomoże…  
Taa…
Błąd…
Moja pańcia z piskiem obcasów zatrzymuje się w miejscu i odwraca z podmuchem wiatru, a jej spojrzenie jest przepełnione bólem.
– Kupić?! Tu była umieszczona moja ciężka praca i wasza przyszłość. Wszystko szlag trafił – sapie. Choć stara się być opanowana i silna, to z jej prawego kącika oka spływa pierwsza łza, która łamie mi serce, bo zadałem jej najgorszy ból, jaki mogłem zadać. Złamałem moją obietnicę i jej serce. Kątem oka widzę jak Stefan podchodzi do nas.
– Mogę? – pyta cicho, wskazując palcem na przedmiot w uścisku Mii, który automatycznie mocniej dociska do siebie, nie spuszczając mnie z wiziru. – Może uda mi się… – Stara się ją przekonać.
– Nie. On się nadaje tylko do śmietnika. Ekran jest pękniety – odpiera cicho. Odwraca się i zostawia nas wszystkich w klubie, jak jakieś niedorobione głąby. Glueman widocznie nie ma zamiaru się poddać, wyprzedza ją. Coś do niej mówi, Mia kiwa głową, a następnie oboje wychodzą z pomieszczenia.
Nie wiem, co mam robić. Spoglądam na zszokowane twarze kelnerek, kucharzy i barmanów. Kręcę głową, zerkając na zegarek. ‘Mam dwie godziny, aby naprawić to, co spierniczyłem.’  
Idę na zaplecze po kurtkę, Kai staje w futrynie w chwili kiedy chcę opuścić prowizoryczną kuchnię, narzucając na siebie okrycie.  
– Wielkie szkody? – Chce wiedzieć. Wzdycham, wolną dłonią przecieram sobie twarz.
– Monitor notebooka poszedł się walić. Z tego, co mi przez kwiatki powiedziała, znajdował się tam cały projekt i dokumenty. – Przyznaję się, ramiona opadają mi w dół. – Jestem do bani. Najpierw jej sweterek, który uwielbia, a teraz jeszcze to… Impreza jest zakończona, posprzątajcie wszystko w barze. Ja palę gumy po nowy sprzęt. Zrujnowałem Tsunami urodziny – informuję kumpla – pożycz brykę – proszę go. Kai kładzie rękę na moim ramieniu.
– Ryzyk fizyk – odpiera. Z futryny drze się na całe dwa lokale, klaszcze w dłonie zwołując załogę.  
Po dziesięciu minutach każdy z nas wie, co ma do roboty, łącznie ze Stefanem.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1662 słów i 9876 znaków, zaktualizowała 6 kwi 2020.

5 komentarzy

 
  • Margerita

    Łapka w górę trzymam za Juliana kciuki

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję bardzo.

  • nanoc

    Oj wpadka na całego Samuel, zniszczyłeś sweterek, kop dół - to będzie hicior druga część "ZL"

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję :D

  • Basiaa

    Tak, to się zakręciło trochę, ulubiony sweterek - wiem co to jest - podoba mi się fabuła, dynamika, zawsze coś się dzieje. Gratuluję. :)

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję.

  • Aladyn

    Wszystko idzie po myśli Mii. Dochody knajpy rosną, przebudowa na Samtajl-Night przebiega zgodnie z planem, kontakty z Florianem ograniczone do minimum.
    Ale to cisza przed burzą, którą wywołał Samuel organizując imprezę urodzinową Mii. Bilans tej uroczystości – zniszczony sweter, rozbity laptop i jej wściekłość.
    Ciekawe czy i jak uda się chłopakowi udobruchać Tsunami.
    Pozdrawiam Autorkę.  :)

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję i również pozdrawiam. :)  
    Czy się uda mię udobruchać...? Bardzo dobre pytanie.

  • shakadap

    Dobra robota.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję :)