Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 23 - 24

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 23 - 2423
Mia

   ‘Spokojnie Mia. Oni nic ci nie zrobią. Chcą tylko wiedzieć, co masz w głowie, tak jak twój psycholog.’
Nic złego, gdyby nie ten malusieńki problem. Nie mogę puścić pary z gęby, wtedy znajdę się w diabelskim, rozpędzonym, niekończącym się młynie.  
Widok Samuela z wiadrem, mopem i pościelą, był przez ułamek sekundy naprawdę zabawny. Tak samo wydany koleżankom rozkaz posprzątania mieszkania prawie zadbał o uniesienie kącików moich ust w górę, lecz tylko „prawie” i skłamałabym mówiąc, że nie mam tlącej baśki. Jeszcze chwila, a z uszu i dziurek nosa buchnie płomień.  
Siedzę pomiędzy Samuelem a Tomem. Kai zajął miejsce przede mną na podłodze, łokcie ma oparte o kolana, a brodę ułożył na splecionych ze sobą palcach. Nie spuszcza ze mnie wzroku. Jego ostatnie miażdżenie mi mózgu, było dwa miesiące temu i mam do chłopaka pełen szacunek. Przynajmniej tyle dobrze, iż jesteśmy sami w czwórkę, lecz nie zmienia to faktu, że mam tak ogromną ochotę na tę rozmowę, jak na trzymanie w łapach Mróweczki.
– A teraz na spokojnie. Co się dzisiaj wydarzyło. Od początku proszę. – Kai jako pierwszy daje głos.  
– Mia znów narzuca sobie szaleńcze tempo. Łamie sobie głowę planowaniem całego dnia, twierdząc, że musi sama wszystko wykonać. To jest grane – odzywa się Sam. Ja milczę, bo nie do końca jest to prawdą. Największy kopniak w żołądek oberwałam, kiedy Pluto zaczął mówić na temat mamy i Juliana. Wspomniał o tym, co przechodzili, kiedy byłam fizycznie widoczna, lecz psychicznie niedostępna. A co gorsze ma rację, bo jestem już prawie na końcu rezerwy.  
– Aha. Dlaczego chciałaś się zmyć? – To pytanie kieruje Tom w moją stronę.
Co mam rzec? Przyznać się im, że dostaję pietra? Nie wytrzymuję tego? A może wziąć wyśmiać to wszystko, stwierdzić, iż to był głupi żart z mojej strony?  
Ta cała chora sytuacja grozi wybuchem. Obojętnie, jakie wypowiem słowa, to i tak ochroniarze nie dadzą mi spokoju.
– Tsunami, milczeniem niczego nie uzyskasz, tylko pogarszasz sprawę. Wypluj to, co ci leży na wątrobie, ty poczujesz się lepiej, a my poszukamy rozwiązania. Dobrze wiesz, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych – zapewnia mnie Misiek. Nie przekonuje mnie jego wypowiedź. Może ze dwa, trzy punkty z listy sprawiające mi pietra będą w stanie przejąć, lecz nie główny problem, który nasila się z godziny na godzinę. Czas ucieka, a ja jestem coraz bardziej bezsilna i zdenerwowana.
– Rozmawiaj z nami Mia – wymaga Samuel z nutką nacisku w głosie.
– Za dużo szczekasz – warczę.
– Aaa! To z tej strony wieje halny. Rozumiem – odpiera, wstaje na nogi. – Nie podobało ci się, co powiedziałem… Prawda często boli, ale ktoś musi otworzyć ci oczy. Zmieniłaś się w pracoholika. Myślałem, że te dwa dni wolnego, jakoś pomogą ci zejść z obrotów, lecz ty sobie coś wpajasz do kadłuba, kosztem własnego zdrowia. Co chcesz tym osiągnąć? – Robi przerwę na zastanowienie się. – A może powinienem inaczej sformułować pytanie. Hm? – Tym zdobył moją uwagę. Podnoszę na niego wzrok z uniesioną do góry brwią. – Co przede nami ukrywasz? –  wypowiada twardo, wyzywająco i stanowczo. On czuje to, inaczej skąd mógłby wiedzieć? Albo to tylko jego podpuszczająca taktyka, bym wypadła we własne sidła?
– Istnieją tylko dwa logiczne wyjaśnienia twojego zachowania. A. depresja B. ciąża – mówi Tom z lekkością piórka. Z przerażenia wstrzymuję oddech, bo prawie trafił w sedno sprawy. Odwracam się do niego, jego spojrzenie przepełnione jest ciepłem. Puls w końskim tempie wystrzeliwuje po sam limit, pot w ułamku sekundy skrapla się na czole, nerwy puszczają i zaczynam się histerycznie śmiać, choć tak naprawdę nie jest mi do śmiechu, lecz płaczu.
– Cholera. Mia! To nie jest zabawne! – upomina mnie Samuel. – Co w ciebie wstąpiło?! – Łapie mnie za ramiona, podnosząc głos. Pod kopułą mojej czaszki rozlega się dźwięk drapnięcia paznokciami o tablicę. Za wiele tego. Wstaję na równe nogi.
– Nie wyrabiam!!! – krzyczę, łapiąc się za głowę. – Za dużo tego! Zadowoleni? Nie potrafię dłużej! Nie potrafię! – wołam. Z całą pewnością moja twarz przypomina ugotowanego buraka. Ze wszelkich sił powstrzymuję cisnące się do oczu łzy. – Zawiodłam na całej linii! – Chłopcy nic nie mówią tylko patrzą się na mnie jak na debila. Odwracam się do kucharza, który również wstał z kanapy. Zaczynam klaskać w dłonie. – Gratuluję Tom. Trafiłeś w setę! – krzyczę w jego stronę. – Brawa dla ciebie! Jednak nie jesteś taki głupi, jakim się robisz! – Nagle zostaję odwrócona. Spoglądam szczeniakowi w twarz.
– Będę ojcem? – pyta Samuel. A ja chcę wiedzieć, czy ten chłopak ma oczy i potrafi liczyć. Przecież to jest oczywiste, iż kobieta może zajść w ciążę, biorąc pod uwagę okres trwania związku plus ilość współżycia w ciągu tygodnia. Jedynie potrafię się na niego głupio patrzeć. Techniczne rzecz biorąc jest wszystko możliwe, ale biologicznie szanse są bardzo nikłe, by szczeniak mógłby posiadać, choć odrobinę pojęcia o funkcjonalności kobiecego ciała.
Jego spojrzenie przepełnione jest miłością i nadzieją. Moje serce mięknie.
– Mia, spodziewamy się dzidziusia? – dopytuje łagodniej.  
Daj mi Boże siły.

    24
  Samuel

  Serce podchodzi mi pod samą krtań. Mięśnie twarzy Mii podejrzanie zaczynają drżeć, z prawego kącika oka uwalnia się łza. Tom i Kai czekają w napięciu na jej odpowiedź. A ja zaraz odejdę od zmysłów, jeśli mi w tej chwili nie powie czy nosi pod sercem nasze dziecko.
– Kotku… – Zaczynam szeptem. Chcę ją zapewnić, że niczego bardziej nie pragnę, jak założenia z nią rodziny, lecz ona chwyta mnie za dłonie, odrywa od swojej twarzy i robi krok do tyłu. Zakłada znów tę swoją mroźną maskę.
– Nie, Samuel – oznajmia pozbawiona emocji. – Stoję nad przepaścią. Ten ucisk w klatce i strach wzrasta z dnia na dzień, bo wiem, co mnie czeka. Zabiera mi powietrze, więc żeby o tym nie myśleć oraz zniszczyć narastającą zaprogramowaną katastrofę, wypełniam maksymalnie dzień pracą. Kiedy jestem w stanie spoczynku, wszystkie minione lata oraz wspomnienia chcą wyjść na światło dzienne. Byłam głupia myśląc, iż w tym roku mogło być inaczej. Ale teraz wiem. Nie mam innego wyjścia, jestem zmuszona do usranej śmierci łykać piguły, a jeśli po nie sięgnę, wymażą z pamięci wszystkie szczęśliwe chwile – mówi coraz ciszej, tak jakby się poddawała, czy wstydziła tej słabości. – Nie chcę tego Sam. Chcę tym razem wiedzieć, co dostanę na gwiazdkę, jakie były potrawy na stole. Staram się temu nie poddawać, ale jestem wycieńczona walką z NIM, tym bardziej, że ON… – Wtem zatrzymuje się w pół zdania, nabiera powietrza i milczy. Otula się dłońmi tak, jakby chciała się przed nami bronić. Chociaż jestem zawiedziony tym, iż nie zostanę jeszcze ojcem, tak przynajmniej wiem gdzie leży problem i w końcu mogę zacząć działać. Podchodzę do niej, biorę ją w objęcia.
– Dlaczego mi tego nie powiedziałaś? Przecież są inne środki, by temu zapobiec, a metoda rycia bereta nie jest w tym wypadku odpowiednia.  
– Siedzenie bezczynnie w oczekiwaniu, aż mroczne szpony mnie dopadną byłyby dla ciebie idealne? Hm? – Więcej jadu w to zdanie nie umiała władować? Jej huśtawka nastroju jest masakryczna i za tym kryje się więcej, tylko co? – Sorry Sam. Tu cię muszę pouczyć. Gdybym tak zrobiła to od ponad miesiąca byłabym wrakiem, a tak przynajmniej mogłam w końcu mieć coś z mikołajek, urodzin i podziwiać rozwój klubu. Mogę mieć satysfakcję z walki z wrogiem, co bardzo dobrze, jak do tej pory mi poszło, nie uważasz? – mówi wyzywająco, podkreślając to uniesioną brwią. Tak, zdecydowanie. W krzakach leżą jakieś zwłoki, które zaczynają się rozkładać. W głowie zaczynam kalkulację. Kiedy ostatni raz była opryskliwa, ile upłynęło czasu od ostatniej menstruacji oraz próbuję sobie przypomnieć moment, w którym zaczęła wymiękać. Pięć dni celibatu miałem z początkiem miesiąca, opryskliwa ostatni raz była w dniu akcji Toma z Mrówką. Bariera zaczęła pękać…
– No dobra Tsunami. Wszystko easy. Tylko nie rozumiem jednego. Czemu chciałaś się pakować? Gdzie dać dyla? A przede wszystkim na jak długo? – odzywa się Misiek.  
– Tss. Jest to twoje poważne pytanie? – Chce wiedzieć moja Dama.
– Ma to coś wspólnego z Dominikiem? – pytam. Nie mam innego wytłumaczenia. Parę godzin temu siedziała w damskiej toalecie, płakała ocierając smarki w rękaw. Czyżby Dominikano był kluczem do jej załamania? Do wybuchu wspomnień, które w galaktyczny sposób wyrzuciły ją z toru normalności?
Mia marszczy brwi.
– Co? Jakim cudem wszedłeś na Dominika? On potrzebuje pracy i to na gwałt. Tłumaczyłam to wam przez piętnaście minut, wylewając rzekę łez – stwierdza opryskliwie.
– Tak. Jedyne, co słyszeliśmy to było ‘oink’ i widzieliśmy gile wycierane w rękaw. Bardzo pociągające – odpiera tym samym tonem Krakers. – Siadaj na cztery litery i mów prawdę. Jakoś pół twojej wymówki nie zostało przeze mnie połknięte. A ten sarkazm z jadem zostaw sobie na deser dla ochlaptusów w knajpie – ostrzega ją. O dziwo Mia spełnia życzenie Buliona.
– Nie moja wina, że zabrakło srajtaśmy, ale na przyszłość wiem, jaki jesteś chętny do podzielenia się swoją chustą – Dopieka mu Rysiu.
– Moje chusty nie są przeznaczone dla smarkul. – Tom daje jej kontrę, która może iść jej w pięty.
– Ale ocieranie krewetki? Inaczej nie można wytłumaczyć siły żelu na twojej głowie. – Kobieta rzuca w niego słowny granat. Ja z Kaiem bierzemy w wizir jego włosy i… Mia ma rację. Zaczynam z Miśkiem tak głośno ryczeć śmiechem, iż brakuje nam tchu. Nawet Mimi cicho chichocze pod nosem, a Tom pierdoła chwyta się za swoją czuprynę.  
– To guma, a nie żel. – Broni się.
  Ojjjj facet… teraz masz poważny problem…


Od Autora
Narobiłam Wam smaki?
To do góry łapy!
Pozdrawiam AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1794 słów i 10332 znaków, zaktualizowała 12 cze 2020.

5 komentarzy

 
  • Basiaa

    Fajny odcinek, szkoda że Mia duzi to w sobie, trochę wiary w swego chłopaka.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję.
    Każda kobieta powinna byc tajemnicza ;) :)

  • nanoc

    Mia dalej gra w chowanego, powinna zaufać swojemu chłopakowi do końca - ale jak poprzednie świetny kawałek

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo.

    Trochę tajemnic kobieta powinna posiadać... ;)

  • shakadap

    Brawo! Świetna robota.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję pięknie. Pozdrawiam   :)

  • Johnny2x41

    Mia, nie! nie!
    Mia, tak! tak!  
    Miaaaaa
    Miiiiaaaaa
    Mia  
    Mia Mia

  • AHopeS

    @Johnny2x41 Mimi ;)

  • Aladyn

    To żadna sztuka... daj do góry kciuka.

    Wszyscy starają się zrozumieć przyczyny takiego stanu Mii, aby jej pomóc, a ona wciąż gryzie w sobie swój problem i nie potrafi, nie chce dać sobie pomóc.
    Sugestia, że może jest w ciąży nie sprawdziła się, więc Sam póki co z wózeczkiem spacerować nie będzie.

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo :)