Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 9

Abhis popatrzył na mnie z uwagą.
– To jest przenośnia. Chodzi tam o to, że więcej już nie będzie śmierci. Ja jestem uczciwym i rzetelnym pracownikiem. Dlaczego za dobrą pracę miałbym być zniszczony?
– A co odnośnie jego. To też przenośnia? Czy do tej pory jakiś anioł umarł?
– Ogień sam go pochłonie. Jest tak napisane. Do teraz żaden anioł nie umarł. Nie powinnaś z nim rozmawiać.
– Postaram się, ale nie obiecuję. Sam rozumiesz, jak jest. To znaczy, pewnie nie rozumiesz. Ewę może udało mu się zwieść i uwieść, ale ja mam w tym względzie większe doświadczenie. Ona nigdy nie miała kontaktu z kłamstwem, ja miałam wielokrotnie. Nie możesz mi zabronić z nim rozmawiać. Jak nie będzie trzymał rąk przy sobie, to oberwie, to ci mogę obiecać.
– To bardzo potężny anioł, nawet Gabriel miał z nim problem.
– O tak? Niech lepiej uważa. Twój Pan z pewnością to przewidział. Nie mogę go zostawić bez szans, a ty jeżeli mi nie ufasz, to raczej twoje szanse też są marne.
Abhis popatrzył na mnie dłużej i wyraźnie się zmartwił i chyba trochę również się zdziwił.
– Twoja mama ma rację. Ty nie zachowujesz się jak czternastoletnia dziewczynka.
– To już ty sam wiesz lepiej. 
Pomyślałam, że jak trochę będzie zazdrosny, to nic złego się nie stanie. Abhis był mocno do przodu przed Azazelem albo lepiej Lucyferem, bo tamten chciał tylko jednego, takie przynajmniej odniosłam pierwsze wrażenie, a ja nie byłam tym aż tak bardzo zainteresowana. I nie tylko dlatego, że miałam czternaście lat. Pomylił adresy. Pomyślałam to i od razu przyszła mi następna myśl, czy Abhis wie, co myślałam. Popatrzyłam w jego śliczne lico i stwierdziłam, że albo doskonale udaje, albo zastosował się do mojej prośby. Ale nie byłabym babą gdybym nie zagadnęła.
– Wiesz, co teraz pomyślałam? – spojrzałam mu świdrującym wzrokiem w jego śliczne źrenice.
– Nie mam pojęcia. Prosiłaś, żebym nie wiedział.
– W porząsiu. Tylko pytałam.
– Wspominałaś coś o zaufaniu – bąknął.
Poczułam się głupio. Sama wygłaszałam mu mądre mowy, a zachowałam się jak głupia, nieodpowiedzialna gęś. Nie chciałam, po prostu powiedzieć przepraszam, ale musiałam to zrobić w jakiś inny sposób. Spojrzałam mu w oczy. Chyba jednak nie miał ich brzydszych niż Lucek. Tamten miał piękne, ale zimne. Abhisa, przeciwnie, były piękne i ciepłe. Dotknęłam jego policzka.  
– Poprawię się. Ludzie nie są doskonali. A ja mam dopiero czternaście lat.
– Rozumiem.
Widziałam, że to przyjął dość gładko. Fajnie, że nie robił mi wymówek, a miał do tego prawo. Znowu musiałam dać mu punkt, jednak po pierwsze nie chciałam się powtarzać, a z drugiej strony bardzo mnie coś korciło.  
Jakiś miesiąc po świętach, kiedy wyznałam miłość Danielowi, miałam myśl i to nie taką małą, by delikatnie pocałować Daniela w usta. Na szczęście tego nie zrobiłam. Ogólnie traktowałam go i odczuwałam dokładnie jako tatę, ale z drugiej strony był bardzo przystojny i był jednak mężczyzną. Oczywiście nie chciałam go całować jak mama, ale sam fakt, że chciałam zobaczyć, jak to jest, wprawiłby go w pewnie zakłopotanie. Szczególnie że sam był zawsze w stosunku do mnie bardzo subtelny i ostrożny. Miałam taką myśl raz i nigdy więcej. Ufałam Danielowi prawie bezgranicznie, ale gdybym to zrobiła, co on by pomyślał? Pewnie by mi wybaczył, ale byłby to mój kolosalny błąd. Teraz jednak miałam przed sobą całkiem inną osobę, o ile Abhis był osobą. Pomyślałam, że delikatny niewinny buziaczek go ucieszy.
– Zamknij oczy.
– Chcesz przymierzyć suknię, rozumiem. Jest dobra, idealna na ciebie.
Dopiero teraz zobaczyłam suknię. Śliczną, granatową, wysadzaną diamentami. Nie wiem, czy ktoś mu ją uszył i na razie nie pytałam, skąd ją ma.  
– Też. – odpowiedziałam.
Zamknął oczy. Spojrzałam na jego śliczne rzęsy i ideane brwi. Delikatnie ujęłam jego policzki w dłonie i pocałowałam usta. Najdelikatniej jak potrafiłam. Nie zdołałam nawet rozkoszować się tym niewinnym pocałunkiem, kiedy zobaczyłam jego oczy. Nieco zmienione. Może więcej niż nieco. Iskrzyło się w nich coś, co było nieco niepokojące. Dostrzegłam to wszystko, bo sama miałam swoje oczy otwarte. Nie wiedziałam jeszcze, że zwykle ludzie zamykają je, kiedy się całują.
– Xsandu, co robisz!
Nie podniósł głosu, ale w porównaniu z poprzednim tonem, wyczułam różnicę.
– Pocałowałam cię, a co?
Był chyba jednak trochę zły.
– Nie myślę, że powinnaś.
Wiedziałam, czego chcę i dlaczego, on jednak chyba źle to odebrał, co zrobiłam.
– Nie chciałam się z tobą całować. Owszem, pewnie niektóre czternastki to już robią. Uznałam swój błąd, że sama mówiłam o zaufaniu, a tobie nie zaufałam i dlatego w ten sposób chciałam przeprosić. Jak chcesz wiedzieć, chciałam raz nawet pocałować w ten sposób Daniela, ale uznałam, że może tego nie zrozumieć i zrezygnowałam. Potem uznałam, że dobrze, że tego nie zrobiam. Widzę jednak, że i ty nie zrozumiałeś. To nie miał być taki pocałunek, jak robią to dorośli. Myślałam, że ci sprawię tym przyjemność.
– Zaskoczyłaś mnie. Jestem dość poważnym pracownikiem Najwyższego. Kiedy ty rozmawiałaś z rodzicami, ja już miałem z nim rozmowę. W języku potocznym ludzi, wziął mnie na dywanik. Na szczęście nie dostałem żadnej nagany, tylko stwierdził, że jak długo nie zaniedbam obowiązków, to nie ma nic przeciwko, że cię widuję. Wie, że cię nie skrzywdzę.
– Nigdy nie myślałam, że byłbyś do tego zdolny. Lucyfer z pewnością by nie miał nic przeciwko, by mnie wykorzystać i rzucić potem jak zużyte ubranie.
Dostrzegłam, że poruszyły mu się kości policzkowe.
– Możesz nie mówić o tym buntowniku?
– Postaram się. Nie musisz być od razu zazdrosny.
– Nie jestem zazdrosny.
– Wydaje mi się, że trochę jesteś. Powtarzam ci, że musisz mieć do mnie zaufanie. Dopóki Lucek będzie zachowywał się przyzwoicie, nie mogę być dla niego niemiła.
Zmienił się na twarzy i powiedział coś, co zabrzmiało jak wyrzut. Dziwne, że pominął imię Lucek.
– Robisz to specjalnie? Jak czułby się Daniel gdyby Aria miała jeszcze innego amanta?
– To co innego. Nie mówiłam, że będzie lekko – uśmiechnęłam się słodko.
– Przymierz sukienkę – powiedział z lodowatym spojrzeniem.
Ta cała sytuacja mnie bawiła. Nie wiedział, jak bardzo punktował. Nie miałam najmniejszej ochoty flirtować z Lucyferem, ale reakcja Abhisa wprost mnie cieszyła. Wiedziałam, że nie mogę przeciągnąć. Nie znałam siebie z tej strony. Pewnie nawet gdybym wiedział, co myślę, nie byłby zbyt szczęśliwy, ale trudno. Wyglądało, że nie jestem takim aniołkiem, jak sądziłam. Zamknął oczy. Gdyby nie ta cała dyskusja pewnie bym ze dwa razy go zapytała, czy na pewno ma zamknięte oczy. Chyba nabrałam do niego większego zaufania, a może tylko troszkę chciałam, by zobaczył mnie w samej bieliźnie. Definitywnie miałam coś w sobie z wampa i mit dziewczynki o kryształowym i nieskazitelnym charakterze, musiał upaść w moich własnych oczach. Zdjęłam spodnie i bluzkę. Zostałam w bieliźnie. Cóż nie miałam lustra, ale i tak dostrzegłam. Z pewnością nie wyglądałam na czternastolatkę. Nie wyglądała tak, jak jeszcze chwilkę wcześniej w mallu. Moje ciało się zmieniło! Miałam duże piersi jak Aria. Biodra nieco szersze niż poprzednio. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że jestem całkowicie dojrzałą kobietą. Wyglądałam na dwadzieścia kilka lat. Może dlatego chciałam pocałunku? Może dlatego chciałam, by mnie zobaczył w bieliźnie? Co u licha, pomyślałam. Czy to sztuczka Lucyfera, czy Abhisa? Nie, jego bym nie podejrzewałam. Założyłam sukienkę. Cudo. Po sekundzie przyszła konkluzja, że nie musiałam zdejmować ubrania, tylko mogłam założyć ją na ubranie.  
– Co myślisz?
Popatrzył bez gniewu.
– Leży dobrze.
Tylko tyle? Coś jak poprzednio, że nie jesteś brzydka. Dałam jednak spokój i zapytałam.
– Skąd ją masz?
Czy on się zarumienił? Pan Śmierć, postrach świata?
– Sam uszyłem.
– Naprawdę? Zdolniacha z ciebie. Mam pytanie. Czy pierwszy raz, zaraz po wybuchu, też tak wyglądłam? To nie jest ciało czternastolatki!
– Och, nie chciałem ci sam mówić, zanim nie dostrzegłaś. To twoja dorosła postać. Jakby ci to powiedzieć? To nie jest zwykłe ciało. Wprawdzie nie można ci zrobić krzywdy w materii, ale tu nie możesz przebywać w zwykłym ciele.
– Aha – dałam za wygraną.
Teraz wiedziałam, że Lucyfer też nie ma z tym nic wspólnego. Przemknęła mi tylko mała myśl, jak wygląda moja buzia. Byłam jednak trochę pusta.
– Masz czasem wolne? O ile wiem, ludzie umierają cały czas.
– Ponad sto pięćdziesiąt tysięcy dziennie. Były specjalne dni. Hiroszima, Nagasaki, ale to nie były najgorsze dni. Kiedyś zabiłem w noc dwieście tysięcy Asyryjczyków. Trochę więcej niż sto lat temu podczas bitwy pod Verdun, również było sporo. Jednak straty naturalne są dużo większe. Trzęsienie ziemi w Chinach w prowincji Shaanxi pochłonęło osiemset trzydzieści tysięcy ofiar, 23 stycznia 1556. Kilka lat temu tsunami zabiło dwieście tysięcy ludzi, czyli tego dnia liczba odebranych następnych wdechów wynosiła ponad trzysta pięćdziesiąt tysięcy. Wracając do twojego pytania, jak już mówiłem, jestem w wielu miejscach naraz. Jednak z tego powodu mogę być również gdzieś wolny. Rozważałem, czy z racji tego co robię, nie odrzucisz mnie od razu, dlatego na początku naszej rozmowy w kółko powtarzałem, że cię wybrałem. Nie jestem tak mądry jak Bóg, ale idiotą też nie jestem. Gdyby cały czas był bardzo zajęty, byłoby nie w porządku zawracać ci głowę.
Już miałam zapytać o Lucyfera, ale na szczęście się ugryzłam w język. Coś mi się obiło o uszy, że szatan jest bardzo, bardzo mądry. To mnie jednak nie odstraszyło. Mój chłopak był Śmiercią, z tego tytułu brałam pod uwagę, że mogę pograć wysoko. Chciałam zrobić to tylko, by trochę wzbudzić w Abhisie zazdrość. Nie miałam nic złego na myśli. Gdybym porozmawiała z mamusią lub chociaż z Danielem, ale tego nie zrobiłam, ani tego dnia, ani żadnego następnego. Pewnie daliby mi kilka dobrych rad, a tak?
– Dobra to idę ich ratować. Powiedziałeś, że jestem szybka. Skąd wiesz, że będę wystarczająco szybka, żeby nikt nie zauważył?
Wreszcie się uśmiechnął i to tak bardzo ślicznie. Zęby miał też nienaganne. Chorobcia. Coś we mnie topniało. Czy wytrzymam jeszcze dwa lata? Sama nie wiedziałam, że z tym czymś szczególnym, co mnie zaczęło korcić, sprawa nie była tak łatwa jak myślałam, a właśnie dlatego, że mój, prawie pewny wybrany, był aniołem. Korciło mnie postawić jedno pytanie, ale już dzisiaj tyle razy podpadłam, że nie chciałam go już więcej ranić, nawet dla najlepszych powodów, bo faktycznie ile razy zrobiłam mu przykrość, jednocześnie wzrastał w moich oczach.
– Masz możliwości, i tylko od ciebie zależy czy ci się uda. Jak nie masz pewności, że dasz radę, to nie zaczynaj. Gdybyś znała więcej Słowo Boże, to byś wiedział, co mam na myśli. Sama zauważyłaś, że to kontrolujesz. Dotknęłaś Franka Maligana i złamałaś mu pięć żeber. Wiedziałaś, że go nie zabijesz. Wierz w Pana i wierz w siebie. Dasz radę.
– To do zobaczenia Abi.
– Abi to imię żeńskie – lekko się obruszył.
– Jak mam być twoją dziewczyną to mam prawo wymyślić jakieś specjalne imię dla ciebie. Nie może być Abi? Nie mówię Abbi, tylko Abi. Obiecuję wymyślić takie, które zaakceptujesz, ale czy na razie nie może być Abi?
– Dla ciebie może. Czyli ja też będę mógł zmienić ci imię?
– Tak, ale musi mi się spodobać. Na razie Abi będzie takie robocze. Jak zdobędziesz moje serce, co nie będzie łatwe, z pewnością wymyśle coś milszego.
– Coś mi się właśnie zdaję, że nie będzie łatwo. – posmutniał nieco.
– Nie jest tak źle – szepnęłam zalotnie.
Sama się dziwiłam, że taka jestem.  
Znalazłam się z powrotem w miejscu zamachu. Zrobiłam to naprawdę szybko. Teraz już wiedziałam, że nie spowalniam czasu, tylko poruszam się bardzo szybko. To, co robiłam, przeczyło prawom fizyki, ale specjalnie się tym nie przejmowałam. Z mojej perspektywy ludzie byli nieruchomi. Zaczęłam odwalać ogromne bloki. Czułam dokładnie, gdzie są ofiary. Bloki układałam, tak by nie zrobić innym krzywdy. To była drobiazgowa praca. Przesuwałam ludzi z taką szybkością, że przyspieszenie powinno ich zabijać, ale robiłam to w sposób dla nich nieszkodliwy. Jest pewna szybkość, powyżej której nic się nie dzieje. W ten sposób poprzestawiłam kilkadziesiąt osób, które próbowały pomóc. Kiedy już zrobiłam miejsce, powyjmowałam delikatnie poszkodowanych. Kiedy ich dotykałam, dawałam im moc życia, na tyle, by nie umarli. Nie chciałam zrobić wszystkiego. Pozostali ze złamaniami i uszkodzeniami, z którymi medycyna mogła dać sobie radę, z Bożą pomocą, oczywiście. Jeszcze mało wiedziałam, jak to wszystko działa. Jednak w dwóch przypadkach zahamowałam krwotoki wewnętrzne, w jednym naprawiłam mięsień sercowy, bo tkwiło w nim złamane żebro. Ten człowiek by umarł w kilkadziesiąt sekund, ale czułam, że mogę i powinnam go uratować. Ułożyłam nieszczęśników na podłodze i znalazłam się z powrotem w zaświatach. 
Abhis mi pomagał. Miałam tylko nadzieję, że Pan nie będzie miał do niego żalu.  
– Dziękuję za pomoc. Muszę się z powrotem przebrać. Możesz nie patrzeć?
– Jasne.
Zdjęłam sukienkę i założyłam spodnie i bluzkę.  
- Masz u siebie, dla mnie, jakieś spodnie, czy tylko same sukienki? – zapytałam. 
Popatrzył na mnie nieco inaczej i powiedział. 
– Kiedy przyszedł Daniel na ten obiad, założyłaś sukienkę.
Zrozumiałam od razu. To jednak nie przyszło od niego.
– To teraz muszę i powinnam pobyć z moimi rodzicami i zadzwonić do Sary, żeby się nie martwiła. Zobaczymy się niebawem. Bardzo ładna sukienka, dziękuję. Zapoznaj się z tym co robił Daniel, by zdobyć moje serce. Jakkolwiek idzie ci nieźle. Miłej pracy.
– Dla ciebie też, Xsandu.
Zniknął, a ja znalazłam się z powrotem w mallu. Wróciłam do rodziców. Ludzie zobaczyli, co się stało. Niektórzy klękali, inni zaniemówili z wrażenia. Słyszałam niekończące się pytanie. Kto to zrobił?
Tylko dwoje ludzi miało się dowiedzieć. Oczywiście nie od razu. Dowiedzieli się o tym dopiero z porannych wiadomości.  
Doszłam do wozu. 
– Wszystko dobrze, kochanie ? – zapytała mamusia.
– Tak.
– Pomogłaś?
– Co mogłam, to zrobiłam. Od jutra zaczynam szukać sprawców.
Jechaliśmy w milczeniu. Ja wysłałam wiadomość do Sary, że jestem zdrowa i cała i, że nikomu z rodziny nic się nie stało. Kiedy wysłałam zrozumiałam, że nie musiałam tego pisać. Przecież mogłam być w tym czasie zupełnie gdzie indziej. Dojechaliśmy do domu.
Weszliśmy i usiedliśmy w salonie. Mama trzymała na ręku Ethana, bo był trochę wystraszony. Pewnie odczuł emocje innych.
– Daj mi go na ręce – poprosiłam.
Mamusia domyśliła się powodu. Od razu się uspokoił. Dopiero kiedy położyła go spać, mogłam mówić.
– Czułam, że się coś stanie. Coś niedobrego. Zanim nastąpił wybuch, uratowałam jedną panią w dziewiątym miesiącu. Potem poznałam tego kogoś. Wiecie, co mam na myśli?
– Kim on jest. Aniołem?
– I tak i nie. Obiecacie, że pod żadnym pozorem, że nie powiecie nikomu?
– Oczywiście kochanie – powiedziała mama.
Popatrzyłam na Daniela. Skinął głową i to mi wystarczyło.
– To Abhis. Zakochał się we mnie. Mówił, że mnie wybrał, jeszcze kiedy byłam u ciebie w brzuszku, mamusiu. Nie wiem, skąd wiedział, jaka będę.
– Kim jest Abhis? – zapytał Daniel.
– Sam się bał powiedzieć, ale się domyśliłam. To Śmierć.
– Śmierć!? O Boże! Pewnie jest przerażająca. – szepnęła blada jak ściana, mamusia.
Uśmiechnęłam się ciepło.
– Bez urazy, jest przystojny jak jasna cholera. Nawet bardziej mi się podoba niż tata.
Zrozumiałam trochę za późno, że nie powinnam tego powiedzieć. Ale Daniel był naprawdę mądrym człowiekiem. Umiał wyjść nawet z takiej gafy, którą palnęłam.
– Uważasz, że jestem przystojny, córeczko?
– Wybacz tatusiu. Nie wiem, czy uwierzysz i zrozumiesz, ale spodobałeś mi się od pierwszego dnia kiedy cię zobaczyłam. Teraz mogę już powiedzieć. Czułam, że jesteś dobry i pomyślałam, że byłoby miło gdyby i tobie podobała się mama.
– Czyli to wszystko nie stało się przez szpinak – tym razem mama zażartowała.
– Nadal szpinak miał znaczenie. Poza tym, że jestem córką taty, jestem też kobietą. Wygląda na to, że kiedy jeszcze nie byłam kobietą, bo miałam wtedy siedem lat, w tym wiadomym sensie, już miałam wówczas identyczny gust. Wybacz, że tak powiedziałam. Jesteś przystojny, tatusiu. Mama chyba też to wie.
– No cóż, nie mogę zaprzeczyć – przytuliła go ciepło – a jak wygląda ten Abhis? – zapytała.
– Widziałam tylko twarz. Brunet o błękitnych, prawie granatowych oczach. Jest bardzo ciepły i pachnie ślicznie. Jednak powiedziałam mu, że musi najpierw zdobyć moje serce i powiedziałam, żeby w tym brał przykład od Daniela... znaczy od taty.
– Kochanie... – powiedziała cicho mama.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 3148 słów i 17729 znaków, zaktualizował 6 maj o 4:23.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto