Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 4

Zapukałam.
– Proszę, otwarte. – usłyszałam głos taty.
Weszłam.
– Podoba ci się piżamka, Xsandu?
– Jest super. Przyszłam w innej sprawie.
– Czy to poważna sprawa? – zrobił śmieszną minę.
– Bardzo. Mogę ci wskoczyć na kolana, Danielu?
– Chyba tak.
– Mówiłam mamie, dała nam przestrzeń.
– Przestrzeń? Faktycznie czasem mówisz jak dorosła osoba, już to kilka razy zauważyłem.
Usadowiłam się mu na kolanach.  
– Kocham cię. To chciałam powiedzieć. Pamiętasz, że mówiłam, że się postaram, ale to ty się starałeś, tatku.
Zobaczyłam, że oczy mu się zrobiły mokre.
– Czyli mogę ci mówić córeczko?
– Powinieneś. – pocałowałam go w policzek.
Przytulił mnie do swojego atletycznego torsu.
– To nie byłoby fair z mojej strony czekać do świąt, prawda? – powiedziałam cicho.
– Prawda. Jestem szczęśliwy. Jak widzisz, nie zaniedbuje w niczym twojej mamy.
– Zauważyłam. To lecę spać. Dobranoc.
– Dobranoc, córeczko.
Czułam się miło, jakby coś ciepłego rozsiadło się w moim sercu.
– Już po wszystkim. Wie – szepnęłam mamie.
Pocałowałam ją również i poszłam do swojego pokoju. Po minucie leżałam już w łóżku. To miłe powiedzieć komuś, że się go kocha.  
Następnego dnia musiałam o coś zapytać mamy.
Przywiozła mnie ze szkoły i zjadłam obiad. Wiedziałam, że Daniel będzie za godzinę, więc musiałam się pospieszyć.
– Mamusiu, pamiętasz, jak obiecałam, że już nie będę patrzeć na internecie, tylko w razie czego, pytać ciebie?
– Pamiętam. Co byś chciała wiedzieć?
– Czasem widzę, że się całujecie. Wiem, że się staracie, żebym nie widziała, ale nie zawsze się to wam udaje.
Zarumieniła się nieco.
– Przepraszam.
– W porządku. Będziesz miała dzidzię?
– Razem chcemy. Daniel z pewnością będzie cię kochał tak, jak kocha, bo wiem, że tak jest.
– Tak. Będę pomagać, kiedy będziesz miała dziecko. Wiem, że jestem mała, ale się postaram.
– Dziękuję. Chciałaś zapytać tylko to? O dzidzię?
– Nie tylko. Tego i tak bym nie znalazła na internecie. Wiem, że mi mówiłaś, ale jestem taka, że chce wiedzieć. To mi nie daje spokoju. Jednak nie jestem pewna, czy mogę o to zapytać. Pierwszy raz mam wątpliwości.
– Jesteś mądra jak na swój wiek, skoro masz pytanie, to pewnie potrzebujesz znać odpowiedź.
– Dobrze, zapytam. Nie oczekuje odpowiedzi, jeżeli uznasz, że nie wiesz albo nie możesz powiedzieć. Dlaczego tata cię zostawił? To dlaczego mnie zostawił, jest już nieważne. Pewnie nigdy mnie nie kochał, nawet w dziesiątej, a może setnej części, jak Daniel mnie kocha.
Mama patrzyła na mnie długo.
– Powiedziałam ci poprzednio, że nie wiem, ale wiem, dlaczego to zrobił. Wiesz, co ludzie robią ze sobą, jak chcą mieć dzidzię?
– Tak mniej więcej.
– Bill nie czuł się ze mną dobrze. Nie wiem dlaczego. Nie jestem brzydka i starałam się, by był zadowolony. Żeby...
– Mamusiu już dalej nie mów. Rozumiem. Może się mylę, ale w tym wszystkim nie można się starać. To tak jak z Danielem i ze mną. Widziałam, że go lubisz i widziałam, że on lubi ciebie. Nie wiem, czy tak mają wszyscy ludzie, bo chyba jestem trochę inna, ale kiedy to zrozumiałam, chciałam się przekonać czy on będzie mnie lubił, jako córkę. Kiedy to pomyślałam, odczułam takie ciepło od niego. W tamtej chwili ty tego nie mogłaś wiedzieć. Ja wówczas nie powiedziałam ci całej prawdy. Powiedziałam, że chciałam wiedzieć, jak się czujesz, kiedy weszłam. Chciałam to wiedzieć, ale głównie pragnęłam sprawdzić to pierwsze. Muszę ci coś jeszcze powiedzieć. Czytałam na internecie, to stało się wcześniej, bo kiedy ci obiecałam, już nigdy nie patrzyłam, ale wówczas coś czytałam, czego nie rozumiałam. O pracy hormonów i tych wszystkich sprawach, o których nic nie wiem. A kiedy przyszłam do was i chciałam wiedzieć, jaki on jest dla ciebie i dla mnie, poczułam to wszystko. Dlatego ci powiedziałam, że on jest dobrym człowiekiem i nigdy cię nie zostawi.
Patrzyła na mnie inaczej niż do tej pory.
– Powiedziałaś, że poczułaś to wszystko? Czy ja dobrze zrozumiałam?
– Dobrze. Kiedy czasami niechcący się pocałujecie, ja czuję ten sam rodzaj odczucia jak wtedy, tylko dużo słabszy. Wszystkie książki mówią, że to hormony. Te książki się mylą. To jest coś innego.
– Postaramy się więcej uważać, skarbie.
– Jest w porządku. Wiesz co mamusiu, może nie mam racji, teraz sobie coś uświadomiłam.
– Zupełnie nie wiem, o czym teraz mówisz.
– To jest jak fala. Kiedy to czuję, moje ciało jest miękkie, szczególnie w kolanach. Teraz sobie uświadomiłam, że to nie pochodzi od was. Coś lub ktoś jest tu i to od tamtego miejsca pochodzi. Czyli czuję wasze odczucia, inne niż uczucie miłości, które się z tym wiąże, ale wówczas, w tym samym czasie, dostaje to samo z nieco innego miejsca, dlatego sądzę, że tu ktoś jest. Niewidzialny.
– Kochanie, o czym ty mówisz? Kto jest tu?
– Nie wiem, mamusiu. Chciałam wiedzieć i już wiem, że jesteś całkiem szczęśliwa z Danielem i nie musisz się wcale starać, prawda?
– Tak, ale jak to wiesz? Bardzo cię kocham i nie mam przed tobą tajemnic, ale nie chodzi o to, że nie powinnam ci o tym mówić i nie mówiłam. Chodzi o to, że ty nie powinnaś tego odczuwać. Może za kilka lat, ale nie teraz.
– Wiem. Nie martw się. Kiedy się dowiem wszystkiego, będziesz pierwszą, której powiem. Odczuwam, że Daniel pokochał mnie od początku, podobnie jak i ciebie. Ale on odczuwał lub myślał, że musi to okazać. On nie musiał, ale to robił, więcej w stosunku do mnie niż do ciebie. Nie sądzę, by się zmuszał. On się czuje dobrze i naturalnie kiedy coś razem robimy. Kiedy cokolwiek robimy.
– Tak, mówi mi to. Jest bardzo szczęśliwy, że mnie ma, ale również, że ty go zaakceptowałaś i dałaś szansę, by cię pokochał. Pamiętam, jak mi opowiedział swoją reakcję, po tym co mu powiedziałaś. On mi powiedział, że to, co mu powiedziałaś, było najbardziej dorosłym zdaniem, jakie usłyszał w życiu. On i ja wiemy, że nie można pokochać na zawołanie. Oboje byliśmy świadomi, że i ty to wiesz w jakiś sposób. Jesteś inna, kochanie. To nie znaczy, że cię kocham mniej. Nie na to mam dowodów, ale nie mogłabym kochać cię więcej, również.
– Mamusiu, można kochać lub nie. Mówimy, że będziemy kochać więcej lub mniej, ale to tylko słowa. Wiedziałam, że go kochasz, ale trzymałaś na dystans ze względu na mnie. Kiedy przyszłam wtedy, poczułam, że go kochasz, że on kocha ciebie. Poczułam, że z nim będziesz szczęśliwa. W ten całkowity sposób, jaki nie byłaś z Billem. Do dzisiaj, do teraz, nie rozumiałam, jak to wiem i dlaczego to czułam. Teraz wiem i rozumiem.
Wierzysz w duchy?
Znowu się lekko wystraszyła.
– Nie. Nie wierzę.
– A w anioły?
– Pewnie są, ale się nie ujawniają.
– Nie obawiaj się. Nie potrafię udowodnić, ale wtedy poczułam. Dzięki tej rozmowie, z tobą, zrozumiałam lepiej. Tak jak mówiłam, kiedy dowiem się, powiem ci pierwszej. Dzisiaj dostaniemy od Daniela po
trzy tuziny róż. Żółtych.
– Zaskakujesz mnie. Nie jesteś wizjonerem. Zobaczymy czy masz rację.
– To tak, jakby mi ktoś to powiedział, przed chwilką. Nie wiem. Ta wiadomość przyszła sekundę wcześniej, tylko od kogo?

Daniel przyszedł za niespełna godzinę z sześcioma tuzinami róż. Żółtych. Widziałam lekko wystraszoną minę mamy. Przed samym spaniem, kiedy już im powiedziałam dobranoc, przemówiłam do tego kogoś.
– Albo się pokaż, albo daj mi spokój. Czuję, że nie jesteś zły. Wiesz, że jestem szczera. To jak?
Odczekałam chwilkę, ale nic się nie stało, wobec tego uznałam, że to coś lub ten ktoś sobie poszedł. I tak się stało. Nie wiedziałam tylko, że to nie był koniec całej historii, ale dopiero jej początek.

                                                        Dwa lata później.

Dzidzia miała już prawie rok. Chłopiec. Rodzice dali mu na imie Ethan. Zanim do tego doszło brzuch mamy rósł powoli, ale różnicę widziałam każdego dnia. Zarówno mama jak i Daniel nie wierzyli mi, więc więcej o tym nie mówiłam. Jej mąż a mój drugi tata, zrobił się jeszcze bardziej kochany. A kiedy urodził się Ethan już przeszedł samego siebie. Podczas porodu musiałam mu pomagać. Siedzieliśmy w  pokoju obok sali prodowej. Taki duży facet, a tak się bał! Gdybym go nie dotknęła w specjalny sposób, pewnie by zemdlał. Wiedziałam, że dotykam go specjalnie. Ten rodzaj dotyku dałam komuś pierwszy raz, to też sobie uświadomiłam. I dobrze, że dałam go właśnie Danielowi. Potem mama mi powiedział, że to zupełnie normalne, że niektórzy mężczyźni tak reagują, właśnie kiedy ich kobieta rodzi. 
W szkole mi szło dobrze. Zapomniałam powiedzieć czegoś ważnego. Stałam się kobietą, tak zaraz po tej gwiazdce, kiedy mu powiedziałam, że go kocham i od kiedy zaczął mnie tytułować córką, a ja jego tatą. To stało się w nocy i nic nie bolało. Moja piżamka w delfiny się zabrudziła i nie zupełnie dała się uprać, wobec tego Daniel kupił mi drugą. Tym razem mójt nowy tata chyba to bardziej przeżył niż mama. Zapytała mnie, czy czasem będzie się mnie mógł pytać, jak się czuję. Oczywiście, że się zgodziłam, w końcu nie ten ojciec co spłodził, ale ten, co pokochał. Ten slogan przeczytałam wiecej niż rok temu na internecie. Oczywiście nadal mnie wychowywali, przynajmniej i ja tak sądziłam. Spędzałam z nim czas, kiedy mama karmiła i zajmowała się moim braciszkiem. Uczyłam się wszystkiego. Mama się raz zdziwiła kiedy poprosiłam, by dała mi spróbować mleka. Chciałam prosto z piersi, ale ostatecznie zrezygnowałam. Nie pamiętałam kiedy sama ssałam mleczko, a nawet nie pamiętałam smaku mleka karmiącej matki. Spróbowałam tylko raz. Oczywiście smakowało inaczej niż mleko, które kupowaliśmy w sklepie. Mama karmiła Ethana nadal, chociaż miał już prawie rok. Miała przez to bardzo duże piersi i to częściowo utrudniało mi słuchać jej serca, bo nadal tego chciałam. Tak jak poprzednio, nie sprawiałam żadnych problemów. Polubiliśmy się z panem dyrektorem. Wszystko szło jak najlepszym torem. Nigdy nie chorowałam, nigdy się nie skaleczyłam, ani nawet nie zadrapałam. Nikt nie zwrócił na to uwagi. Daniel spowodował, że dali mi spokój z moim sercem. Czułam się dobrze, wyniki analizy moczu i krwi nie wskazywały niczego nadzwyczajnego. Ten ktoś sobie poszedł i już nigdy nie miałam takich innych sensacji, to znaczy czułam ich wzajemną zależność, tak to nazwę, ale nie czułam czegoś z innego miejsca niż oni. Po pewnym czasie prawie o tym zapomniałam.

Pierwszy wypadek zdarzył się kiedy byłam w trzeciej klasie i miał całkiem inny rodzaj. W naszej szkole, imienia prezydenta Davisa Jeffersona, mieliśmy około pięciuset uczniów, jak już wspomniałam. Najmłodsze dzieci miały siedem lat, a najstarsze prawie piętnaście. Nasza szkoła łączyła podstawową i średnią. Mieszkałam na peryferiach Los Angeles. Daniel czasami musiał jechać, właśnie tam. Teraz starał się być jeszcze częściej w domu niż poprzednio. Miał swój własny interes i dlatego było to możliwe. Zwykle spędzałam czas z Sarą, ale do naszej dwójki dołączyła Anabell, blondynka o niebieskich oczach. Może naprawdę polubiłam ją z początku, bo przypominała mi Daniela? Nie wiem. Tego dnia zarówno Sara jak i Anabell nie były obecne. Sara się przeziębiła, a blondynka miała jakieś badania zdrowotne. Znudziło mi się siedzieć w klasie i poszłam na przerwę. Stałam może minutę, kiedy dostrzegłam, że trzech, chyba czternastoletnich chłopaków wyśmiewa, w sposób bardzo chamski, nieco mniejszego. Podeszłam bliżej, żeby posłuchać. Pokrzywdzony miał na imie Derek.  
– Nie przyniosłeś dychy? – brunet, nieco wyższy niż pozostali, lekko go popchnął.
– Przecież przyniosłem, Roger.
– Tylko się nie rozbecz, dziewczynko. Miałeś przynieść po dziesięć dolców, a nie dziesięć.
– Postaram się jutro – Derek miał już w oczach łzy.
– Nie ma, przebacz. Będziesz lądował w kiblu.
Rozmawiali właśnie blisko męskiej ubikacji. Po chwili otoczyli go i zmusili, żeby wszedł z nimi do środka. Minutę potem z toalety wyszło trzech innych chłopaków i nie byli zadowoleni, że gang Rogera im nie dał się załatwić. Byłam dziewczynką i nie powinnam się interesować takimi sprawami, ale coś mi mówił, że muszę zareagować. Po pierwsze byłam dziewczynką, po drugie miałam dziewięć lat i po trzecie to była męska ubikacja. Coś słyszałam, że jest w szkole grupa, co zmusza, by niektórzy przynosili pieniądze. Nawet dyrektor mnie pytał, ale nie wiedziałam nic konkretnego. Weszłam do środka. Przy wejściu, już w środku, stał jeden z trójki gangu Rogera i chyba pilnował, by nikt nie wchodził do wewnątrz.
– Coś ci się pomyliło, mała? Zjeżdżaj stąd, bo oberwiesz.
Nie miałam zamiaru go słuchać. Zdziwiony, że nie tylko nie wyszłam, ale wcale nie zamierzałam zrezygnować, by wejść dalej, chciał mnie popchnąć, ale wiedziałam w jakiś sposób gdzie będą jego ręce i całe ciało i w rezultacie go minęłam. Nie dał za wygraną i chciał mnie uderzyć. Czternastolatek chciał uderzyć dziewięciolatkę, coś takiego! Stało się dokładnie to samo, co przed ułamkiem sekundy. Kiedy jego pięść przecięła powietrze, ja tylko dotknęłam palcem jego szybującej dłoni. Jego ciało szarpnęła siła, tamten jęknął i zwalił się na kafelki. Weszłam do ubikacji. Przy miejscu, gdzie mężczyźni robią siusiu, stała dwójka chłopców i przyciskała głowę Derka do środka pisuaru.
– Kurwa, co ta gówniara tu robi? Zostawiłem Cliffa na straży. Wynocha gnojówo – brunet spojrzał na mnie ze złością w oczach.
– Puść go Roger – powiedziałam cicho, ale usłyszał.
– Zna twoje imię – odezwał się drugi chłopak, tylko trochę niższy od niego, szatyn.
– Załatw ja Kris, sama się prosiła.
Potem wszystko działo się jak w zwolnionym filmie. Roger trzymał biednego Derka, Kris zamierzył się, by mnie uderzyć pięścią w brzuch. Oczywiście jak poprzednio, dokładnie wiedziałam, gdzie znajdzie się jego ręka i tylko nieznacznie poruszyłam swoim ciałem. Lekko pacnęłam go w korpus. Sądziłam, że lekko, ale kiedy zobaczyłam, że leci i spada dwa metry dalej, uświadomiłam sobie, że to nie mogło być lekko. Dostrzegłam zdziwienie szefa bandy. Rozluźnił uścisk, Derek to wykorzystał i się wyrwał z silnych rąk czternastolatka. Roger nie wiedział, czy ma łapać uciekiniera, czy ma skupić cała złość na mnie. Ja nie czekałam, aż zadecyduje. Pamiętając wcześniejsze zajście, dotknęłam go tylko palcem w ramię. Chyba nie do końca jeszcze kontrolowałam swoje odruchy, tak naprawdę wszystko to było dla mnie nowe. Zanim Kris spadł na posadzkę, Roger leciał już w kierunku umywalek. Naprawdę chciałam go tylko lekko dotknąć. Po sekundzie czas przyjął normalną prędkość. Roger rozbił lustro swoim ciałem i padł nieprzytomny, zaraz przy zlewie. Zupełnie nie rozumiałam, czemu chciałam sprawdzić swójpuls. Nie zmienił się ani o troszkę. Kris jęczał, a Roger chyba stracił przytomność. Uznałam, że muszę mu pomóc. Uniosłam go do góry, jakby nic nie ważył i wstawiłam jego głowę, pod kran i odkręciłam zimną wodę. Odzyskał przytomność, ale nie mógł ustać na nogach, więc posadziłam go na ceramicznej posadzce, obok kolegi. Zerknęłam na bok i zobaczyłam wystraszane oczy strażnika, czyli Cliffa.  
Chłopak po chwili zniknął.
– Nie życzą sobie więcej prześladowania kogokolwiek – powiedziałam i wyszłam.
Dopiero w klasie, kiedy usiadłam na krześle, przyszła konkluzja. Coś było ze mną inaczej. Przecież dotykałam inne osoby. Bawiłam się z Sarą i czasem się nawet szarpałyśmy w żartach. Zabrzmiał dzwonek wieszczący koniec przerwy i moi koledzy i koleżanki z klasy zaczęli wchodzić do sali. Zastanawiałam się, czy powinnam iść do pana dyrektora i mu o tym wszystkim powiedzieć. Jakaś cześć mojej osoby była za, a druga przeciw. Ta druga tłumaczyła tej pierwszej co się stanie jeżeli o tym powiem. I to zwyciężyło. Bo naprawdę co miałam powiedzieć? Że zamroczyłam trzech, o pięć lat starszych chłopaków? Niczego nie ćwiczyłam. Fakt, moje serce biło dwadzieścia razy na minutę, ale to wszystko, czym się różniłam od innych ludzi. Oczywiście pamiętałam zwolnienie czasu, trudno by mi było o tym zapomnieć. Wiedziałam, dokładnie co zrobią i gdzie będą znajdować się ich ręce. Nie miałam pewności czy zwolniłam ich czas, czy sama poruszałam się dużą szybciej. Osobną sprawą stanowiła siła uderzeń. Miałam dziewięć lat, ale rozumiałam, przynajmniej w zarysie, zasady fizyki. Coś było nie tak. Czekałam na reakcję. Teoretycznie mogli iść na skargę, ale już dwie lekcje później wiedziałam, że tego nie zrobią. Trzy lekcje potem, od tego wydarzenia, na dużej przerwie, podszedł do mnie Derek.
– Dziękuję. Jak to zrobiłaś? Czy jesteś obdarzona super mocami? Zawsze sądziłam, że to istnieje, tylko na filmach.
– O czym ty mówisz? Czy wyglądam na kogoś nadzwyczajnego? Dobre jest to, że raczej ci dadzą spokój. Nie powinieneś o tym opowiadać nikomu.
– Nie wiem, czy przestaną mnie męczyć, już trzy miesiące się znęcali. Dobrze, nikomu nie powiem, tak naprawdę już nie wiem, czy to się zdarzyło naprawdę.
Ze swojej strony miałam pewność, że banda Rogera już nikomu nie zaszkodzi.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 3192 słów i 17863 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto