W objęciach światła – rozdział 3

W objęciach światła – rozdział 3Nicholas

Wracając do mieszkania Angeliki, wstąpiłem jeszcze do sklepu, by kupić jej ulubione czerwone wino. Tym gestem chciałem jej podziękować za to, że mnie przyjęła. Zastanawiałem się, jak przyjmie wiadomość o tym, że już nie będę zawracał jej głowy, bo wydawało mi się, że lubiła mieć mnie obok. Mi zresztą też pasował ten układ, ale to jednak nie był mój dom.
Myślałem, że będzie w pracy, ale gdy wróciłem, kręciła się w kuchni. Włosy miała wysoko upięte i zawzięcie szorowała blat jakąś szmatką. Na mój widok aż podskoczyła.
– Gdzie byłeś? Poszedłeś się z kimś bić? Nick, co do cho… – Już była przy mnie i oglądała fioletowe oko.
– Nie panikuj. To tylko Will.
– To z nim się widziałeś? Mogłeś mi powiedzieć.  
– Nie wiedziałem, co z tego wyjdzie.
– To tym bardziej powinieneś mi powiedzieć. Żebym w razie czego wiedziała, skąd mam zabrać twoje zwłoki. Poczekaj. – Poszła szybko w stronę zamrażarki i po chwili podała mi kompres chłodzący. – Przyłóż sobie.
– Dzięki. – Z wdzięcznością opadłem na krzesło, podając jej butelkę wina. – To dla ciebie.
– Za co?
– Za to, że przyjęłaś włóczęgę pod swój dach.
Parsknęła śmiechem.
– Nie jesteś włóczęgą. I to nie był żaden problem. – Nagle jakby coś zrozumiała i mina nieco jej zrzedła. – Wracasz do siebie, prawda?
– Tak. Jeszcze nie do końca sobie to wyobrażam, ale tak. Powinnaś się cieszyć. Na pewno zawracałem ci głowę swoją obecnością.
– Nigdy nie zawracasz mi głowy – powiedziała cicho, trzymając kurczowo butelkę wina. – Nie przeszkadzała mi twoja obecność.
– Przecież nadal będziemy się spotykać. – Wydawała się dziwnie smutna, więc odłożyłem kompres i wstałem. Objąłem ją ramieniem i przyciągnąłem do siebie. – Tak szybko się mnie nie pozbędziesz.
Chyba się uśmiechnęła.
– To dobrze – powiedziała, też mnie obejmując. Zaraz jednak się odsunęła. – Pomóc ci się pakować?
– Wyglądałaś na bardzo zajętą szorowaniem tego blatu. Nie chcę ci przerywać tej fascynującej czynności. – Uśmiechnąłem się szeroko. – I chyba nie mam aż tylu rzeczy. Ogarnę to raz dwa, a potem może zrobimy kolację?  
– W porządku.
Niby mogłem od razu wrócić do siebie, ale głupio było mi tak zostawić Angelikę. Mogłem chociaż zjeść z nią tą ostatnią kolację. Poza tym, z pełnym żołądkiem chyba będzie mi łatwiej wrócić i skonfrontować się z dziewczyną, która chyba jako pierwsza była bliska złamania mi serca.
Zrobiliśmy quesadille z kurczakiem i warzywami, popiliśmy odrobiną kupionego wcześniej wina i czułem pewien żal, że zostawiam Angelikę samej sobie. Przyzwyczaiłem się do jej obecności przez te parę dni. W końcu jednak uścisnąłem ją na pożegnanie, czując się, jakbym wyjeżdżał gdzieś daleko.  


Hayley

Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz miałam tak silny atak. Nie wiedziałam, ile byłam nieprzytomna, leżąc na chodniku w parku. Podczas upadku otarłam sobie skórę na łokciu, nadgarstku i brodzie. Dobrze, że nie uderzyłam głową jakoś mocniej, bo tylko tego jeszcze mi brakowało. Wstrząśnienie mózgu nie znajdowało się na liście doświadczeń w moim życiu. Poszłam biegać wcześniej niż zwykle, więc w moim najbliższym otoczeniu nie było praktycznie nikogo, kto mógłby mi pomóc. Czekając na Willa, przez park przechodziło coraz więc osób i kilka z nich podeszło zapytać, czy wszystko porządku, ale odpowiadałam, że czekam na brata. Tylko tyle byłam w stanie z siebie wykrztusić. Nadal było mi słabo, a przed oczami tańczyły mroczki. Ledwo rejestrowałam, co się działo wokół. Na szczęście Milo siedział przy ławce i mnie pilnował. Nie pamiętałam właściwie, kiedy pojawił się Will i jak zabrał mnie do domu. Ból nie chciał odpuścić. W mieszkaniu był już tak silny, że zwymiotowałam. Brat dał mi jakieś tabletki, wątpiłam, że pomogą, ale posłusznie je połknęłam. Utrata przytomności nie wydawała się już taka zła. Zanim udało mi się zasnąć, trzęsąc się z zimna pomimo pościeli naciągniętej po same uszy, minęły wieki w męczarniach.  
Byłam wykończona do tego stopnia, że spędziłam w łóżku cały następny dzień. Większość i tak przespałam, a kiedy się budziłam, Will wciskał mi jedzenie i wodę. W międzyczasie gdzieś wyszedł, bo zrobiło się bardzo cicho i znowu zasnęłam. Późnym wieczorem zrobiło się zamieszanie. Milo szczekał z radości i pewnie skakał. Wrócił Will? Ale pies chyba nigdy nie cieszył się aż tak z jego powrotu. Potem jednak usłyszałam głos Nicka i moje serce zaczęło bić mocniej. Do odgłosów dołączył głos brata, ale nie brzmiał złowrogo, więc chyba nie miałam czym się martwić.  
– Nick wrócił? – zapytałam, kiedy Will przyszedł do pokoju.
Było już późno, a on zwykle kładł się spać dużo wcześniej. W dodatku przyszedł bez psa, więc ten musiał zostać w salonie. Z Nickiem.
– Tak.
– Po resztę rzeczy?
– Raczej nie.
– Zostanie?
– Czy ja wyglądam jak Nick? Chcesz wiedzieć, to go zapytaj.
– Nie wiem, czy będzie chciał ze mną rozmawiać…
– Ja też nie, ale to już nie mój problem. Nauczcie się w końcu komunikować jak dorośli ludzie, a nie wymyślać swoje pokręcone wersje na podstawie domysłów. – Zgasił światło i położył się na materacu. – Dobranoc.
– Dobranoc – szepnęłam, zakrywając się kołdrą po same uszy.
Wyrzuty sumienia zżerały mnie od środka.  
***
Gdy tylko się obudziłam, mój żołądek od razu zacisnął się w supeł ze stresu przed spotkaniem z Nickiem. Znowu nie będzie mógł na mnie spojrzeć? Nie będzie chciał ze mną rozmawiać? Może będzie udawał, że wcale tu nie mieszkam… A może…  
Nie, koniec gdybania i rozmyślania. Będzie, co ma być. Będę się martwić później.  
Musiałam iść pod prysznic, ale najpierw poszłam do kuchni nasypać karmy do miski Milo i nalać mu świeżej wody. Potem oczywiście czekała nas obowiązkowa poranna dawka pieszczot, bo inaczej nie dałby mi spokoju. Uwielbiał drapanie po brzuchu i za uszami. Dzisiaj chyba nie miałam siły na bieganie, więc planowałam zabrać go na długi spacer, ale najpierw musiałam się ogarnąć. Ledwo dotarłam do łazienki, kiedy jej drzwi się otworzyły i wyszedł Nick. Zatrzymał się w progu, patrząc na mnie, co spowodowało, że i ja automatycznie przystanęłam. Miał na sobie tylko czarne dresowe spodnie. Poczułam, że się rumienię, a w brzuchu zaczęły szaleć motyle. Starałam się nie patrzeć na jego nagą klatkę piersiową, ale nie było to takie trudne, bo jego lewe oko było całe sine.  
Czy to Will go uderzył?
– Hej – przywitałam się cicho, bo nie wiedziałam, co innego powiedzieć, czy zrobić.
– Hej.
– Co ci się stało w oko?
– Twój brat się stał. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę.
A przecież prosiłam go, by tego nie robił.
– Bardzo boli?
– Przeżyję. Zasłużyłem sobie. – Zawahał się. – Możemy pogadać?
Serce zaczęło mi być szybciej i starałam się powstrzymać nadzieję, że może jednak nie zepsułam wszystkiego.
– Możemy.
– Przegadałem sprawę z Willem, ale tak naprawdę nie wiem, co ty o tym wszystkim sądzisz, więc chciałem się upewnić, że moja obecność w mieszkaniu nie będzie dla ciebie problemem – powiedział dziwnie chłodnym i zdystansowanym tonem.
– Dlaczego miałaby być problemem?
– Z tysiąca różnych powodów. – Uniósł lekko brwi. – Nie chcę, żeby było między nami niezręcznie.
– Ja też nie, ale nie wiem, czy to możliwe po tym… co zrobiłam.
– Nieważne – westchnął. – Nie zagłębiajmy się w to już. Powiem szczerze: nie mam ochoty się wyprowadzać. Chciałbym tu zostać, ale tylko, jeśli będę mógł normalnie żyć. Wolałbym, żebyśmy się nie unikali jak dzieci. Po prostu… zachowajmy się jak dorośli i spróbujmy puścić w niepamięć to, co się stało.  
– Dobrze… więc między nami jest okej? W miarę?
– Jeszcze nie. Ale mam nadzieję, że będzie. – Jego wzrok padł na moją brodę. – Co ci się stało?
– Miałam bliskie spotkanie z chodnikiem. – Uśmiechnęłam się lekko, ale nie było mi do śmiechu. – Zemdlałam w parku...
Uniósł lekko brwi, ale ciężko było mi powiedzieć, czy się przejął czy nie.
– Przez endometriozę?
– Tak, miałam atak i… dzwoniłam do ciebie… – Odwróciłam wzrok. – Nieważne… Will zwolnił się z pracy i po mnie przyjechał.
Zamilkł na chwilę, a gdy się odezwał, jego głos był dużo łagodniejszy:
– Przepraszam… nie wiedziałem. Gdybym wiedział, w jakiej sprawie dzwonisz… odebrałbym.  
– Rozumiem… nic się nie stało... Łazienka wolna? Chciałabym się wykąpać.
– Wolna. – Przesunął się, by mnie przepuścić, ale nadal na mnie patrzył. – Chcę, żebyś wiedziała… Obiecałem Willowi, że będziemy tylko współlokatorami. Że już nic więcej się między nami nie wydarzy.
Tylko współlokatorami. Moja nadzieja prysła jak mydlana bańka. Spodziewałam się tego, ale i tak rozczarowanie boleśnie mnie zakuło.
– W porządku – odpowiedziałam cicho, unikając jego wzroku, bo łzy napłynęły mi do oczu.
Weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi, czując ból w sercu.  
Jak teraz będzie wyglądała nasza relacja? Jak na początku, kiedy się tu wprowadziłam? Nie wyobrażałam sobie mieszkania tutaj bez Nicka, ale skoro się nie wyprowadzał... miałam oglądać go codziennie, wiedząc, że już nigdy nic między nami nie będzie? Będzie tak blisko, a ja nie będę mogła go dotknąć. Nie będę mogła nic zrobić, bo na własne życzenie zniszczyłam to, na czym zależało mi najbardziej.


Nicholas

Minęło parę dni – parę długich, niezręcznych, dziwnych dni. Odkąd wróciłem, odbyłem z Hayley chyba tylko jedną dłuższą rozmowę, na samym początku. Później były tylko jakieś zdawkowe wypowiedzi, głównie dotyczące spraw mieszkaniowych. Nie rozmawialiśmy ze sobą tak jak kiedyś. Ona wyraźnie przede mną uciekała, a mi było głupio, że nie odebrałem od niej telefonu, gdy dzwoniła w potrzebie. Zemdlała w parku, a ja myślałem, że znowu chciała się tłumaczyć. Nie pomogłem jej. Jak ostatni idiota.  
Ciężko było teraz cokolwiek naprawić. Zapewne nie tylko ja wyczuwałem napięcie, które między nami było. Nie wiedziałem, o czym z nią rozmawiać, jakie tematy były bezpieczne. Od prawie pary przeszliśmy do typowych współlokatorów. Ciężko się żyło w ten sposób, ale nie wiedziałem, co miałbym powiedzieć, by polepszyć sytuację.  
Zresztą, ona chyba nie chciała jej polepszać. Odsuwała się ode mnie. Czasem widziałem, jak ćwiczyła albo grała na konsoli – zawsze sama. Ani razu nie poprosiła, bym zagrał z nią, a ja nie chciałem się narzucać. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy się nie lubili, jakbyśmy byli zmuszeni razem mieszkać. Chciałem się do niej zbliżyć, zagadać, ale skoro ona trzymała mnie na dystans…  
Któregoś dnia wszedłem do kuchni koło południa, by obudzić się kawą. Hayley siedziała przy stole i jadła śniadanie. Mruknąłem jakieś powitanie, a ona odpowiedziała mi podobnym tonem, bez nuty entuzjazmu. Podszedłem do ekspresu, który po chwili zaczął buczeć, wypełniając tę cholerną ciszę. W pewnym momencie usłyszałem wibracje komórki. Nie wziąłem swojej, więc to musiał być telefon Hayley.  
– Hej, Nate! – przywitała się radośnie. – Fajnie, że dzwonisz. Co tam?
Uniosłem wysoko brwi. Nie widziała mnie, stałem do niej tyłem, więc mogłem się skrzywić. Hej, Nate? Co to znowu za jeden? Czemu nagle brzmiała tak radośnie, jak jakiś pieprzony skowronek? Już się pocieszyła?  
Nie planowałem nic jeść, ale otworzyłem lodówkę i zacząłem przeglądać jej zawartość, udając, że szukam czegoś na śniadanie, by zostać w kuchni dłużej i posłuchać – kawa już się zrobiła.
– Naprawdę? Jasne, że tak! To o której mogę wpaść?
Zacisnąłem dłoń w pięść. Zazdrość zalała mnie z taką siłą, że ledwo się hamowałem. Skąd, kurwa, wytrzasnęła tego Nate’a? Kolega Dereka? Kolejna podróbka, z której nie będzie zadowolona? Może tym razem jednak się ucieszy, skoro ćwierka jak mały ptaszek nawet przy rozmowie przez telefon. W ciągu tych paru dni ani razu nie słyszałem, żeby gadała z jakimś facetem, a teraz, kurwa, Nate wyskoczył jak filip z konopii. Czekała, aż wyjdę do kuchni, czy co?
– Super, już nie mogę się doczekać. – Brzmiała tak, jakby się uśmiechała. – Do zobaczenia w piątek.
Piątek. Proszę bardzo, jaka ucieszona. Przede mną grała słabą, małą, bezbronną Hayley, która wiecznie płakała i patrzyła na mnie smutnymi oczami, tymczasem chyba chciała się na mnie zemścić i umawiała się z jakimś facetem tuż pod moim nosem. Miałem ochotę zapytać, czy znalazła mojego kolejnego sobowtóra, ale jedynie wziąłem kawę i zatrzasnąłem drzwi lodówki najmocniej jak potrafiłem, po czym wyszedłem z kuchni, nie patrząc na Hayley.
Jeśli próbowała mnie wkurzyć, to jej się udało.
***
Następne dni mijały mi na pracy i chodzeniu na siłownię. W końcu jednak nadszedł piątek. Specjalnie wziąłem wolne, bo byłem ciekawy, dokąd Hayley właściwie wychodziła i czy wróci pijana i uszczęśliwiona z randki, jeśli to na nią się wybierała. Siedziałem w salonie, udając, że oglądam jakiś program. W końcu zobaczyłem kątem oka, jak wychodzi z pokoju, ubrana w dość mocno okrojoną bluzkę z dużym dekoltem. Zazgrzytałem zębami. Już miałem coś powiedzieć, ale ostatecznie sobie darowałem. Przecież sam powiedziałem, że będziemy tylko współlokatorami. Nie mogłem jej winić, a jednocześnie byłem wściekły, że tak szybko sobie kogoś znalazła. Jej ton skowronka sugerował, że to nie mogła być świeża znajomość, bo rozmawiała z tym kimś pewnie i zdecydowanie zbyt radośnie.
W końcu wyszła, a ja po raz kolejny zostałem w mieszkaniu sam. Will znowu był u Emmy. Cieszyłem się, że w końcu miał dziewczynę, ale brakowało mi kumpla. Mieliśmy popracować nad naszą przyjaźnią, a teraz chyba znowu wszystko się zniszczyło. Tego właśnie chciałem uniknąć, mieszkając w kawalerce i dlatego zdecydowałem się na pozostanie tutaj, ale, do cholery, nie tak to miało wyglądać. Nie zamierzałem siedzieć tu sam.  
Przed wyjściem dosypałem Milo trochę karmy do miski, bo nie wiedziałem, o której Hayley raczy wrócić. Później złapałem kurtkę i wyszedłem, kierując się pieszo do pubu, w którym pracowała Angelika. Potrzebowałem przyjaciółki. Niby obiecałem sobie, że więcej nie będę pił, ale sytuacja się zmieniła. Planowałem się jednak odrobinę wstawić, a nie kompletnie spić. To już było coś.
Gdy dotarłem, panował lekki ruch. Dostrzegłem Angelikę sprawnie poruszającą się między stolikami. Usiadłem przy jednym z wolnych stołków przy ladzie, wpatrując się w rząd kieliszków i nazwy butelek. Zaczekałem, aż Angelika mnie zauważy. Na mój widok uśmiechnęła się szeroko.
– A kogo tu przywiało? – zawołała wesoło, podchodząc. – Nie sądziłam, że tak szybko cię zobaczę.  
– Ja też nie, ale musiałem wyjść z domu. Muszę się czegoś napić. Ale tak, by wyjść stąd na własnych nogach.
– Co się stało? – Jej brwi podjechały do góry.  
– Najpierw nalej mi piwa, a dopiero potem pytaj.
Rozmowa była długa i przerywana, bo Angelika co chwilę musiała odchodzić do stolików, zanosić wysokie kieliszki i kufle i sprzątać, ale w końcu powiedziałem, co tak naprawdę wypędziło mnie z mieszkania. Nie od razu usłyszałem, co myślała na ten temat – ruch z lekkiego przemienił się w naprawdę spory, w końcu był piątek wieczór. Sączyłem już drugie piwo, kiedy wróciła i rzuciła w moją stronę:
– Hipokryta z ciebie.
– Że co?
– Już zapomniałeś, jak się wściekałeś, że o nic cię nie zapytała, tylko z góry założyła, że jestem dla niej konkurencją? Zachowałeś się właśnie tak samo. Usłyszałeś minutę rozmowy, w dodatku tylko z jednej strony i proszę, już jesteś wściekły. Z góry założyłeś, że poszła na randkę, że już się pocieszyła, a tak naprawdę nie wiesz, o co chodziło. Też jej o nic nie zapytałeś.  
Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, ale zaraz je zamknąłem. Kurwa. Angelika miała rację. Zazdrość mnie zaślepiła i nawet nie pomyślałem, by zadać jakieś pytanie – po części dlatego, że chyba nie chciałem słyszeć odpowiedzi. Tak czy inaczej, nie zapytałem Hayley o nic. Może naprawdę chodziło o coś innego. Przecież to, że brzmiała tak radośnie, wcale nie musiało oznaczać randki. Nie wiedziałem, co innego miało to oznaczać, ale Angelika trafnie zauważyła, że zachowałem się dokładnie w ten sam sposób, który wyrzuciłem Hayley.
– No dobra, spieprzyłem – burknąłem po chwili, dopijając piwo. – Nie myślałem jasno. Dolejesz mi?
– A może trochę zwolnisz?
– Nie. Dolej mi. – Przez chwilę milczałem, po czym rzuciłem: – Pierwsze, co przyszło mi do głowy… to to, że chciała, żebym był zazdrosny. Że na szybko znalazła sobie jakiegoś fagasa i specjalnie odegrała przede mną jakąś scenkę. Że skoro ja ją odrzuciłem, to jakiś cholerny Nate ma na nią ochotę… i jak widać, ona na niego też.  
– Głupi jesteś.
– Ej. – Uniosłem palec i pogroziłem jej. – Uważaj, bo…
– Bo co? Taka prawda. Zastanów się przez chwilę. Znasz ją już dłuższy czas. Czy jest typem osoby, która by to zrobiła? Zemściła się w tak prostacki i chamski sposób, byle tylko się odegrać?
Zajęła się nalewaniem mi piwa, a ja znowu zamilkłem. Cholera, naprawdę nie myślałem jasno. Przecież znałem Hayley, nawet mimo tego, co ostatnio mówiłem. Nawet jeśli ostatnio nie była tą, za jaką ją miałem. Ona taka nie była. Nie odegrałaby się na mnie dla samego faktu. Przypomniałem sobie ją w bluzie z tym stworzeniem z bajki i w tych cholernych majtkach w gwiazdki. Z tym zawstydzonym zdumieniem na twarzy.
Nie, Hayley nie byłaby do tego zdolna.  
– Dobra – powiedziałem po chwili. – Jestem głupi.  
– No właśnie. Uświadomienie sobie tego to już coś. – Przesunęła napełniony kufel w moją stronę. – Nie wymyślisz czegoś głupiego, jak zostaniesz przez chwilę sam? Muszę iść do tamtego stolika.
– Postaram się. – Przewróciłem oczami, a ona uśmiechnęła się i odeszła.
Zostałem sam ze swoimi myślami, ale nie miałem ochoty się w nich zatracić, więc skupiłem się na otoczeniu. Panował niezły hałas, w dodatku obok rozsiadła się zgraja facetów, wyraźnie już pijanych i cholernie głośnych. Co chwilę rechotali i przekrzykiwali się, jakby byli na stadionie. Nie zamierzałem ich słuchać, ale po prostu się nie dało. W pewnym momencie usłyszałem, że mówią o Angelice.
– Znowu jest ta kelnerka. Kurwa, warto było przyjść. Lubię, kiedy zakłada te miniówy. Zawsze o nich myślę, kiedy Karen zbiera się na seks. – Wybuch śmiechu. – Inaczej, kurwa, w ogóle by mi nie stawał!
– No, niezła dupa. Wolna?  
– Mogę się jej o to zapytać, jak już ją wyrucham. – Kolejny rechot. – O tu, na tej ladzie. Słyszałem, że to lubi.  
Zacisnąłem dłoń w pięść. Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem szybciej oddychać. Nie potrzebowałem kolejnej bójki, ale nie mogłem słuchać tych debili. Choć na samym początku nawet mnie i Angelikę łączył tylko seks, to była cholernie dobrą osobą i nie zasługiwała na takie traktowanie, a już zwłaszcza nie na zboczone komentarze tych idiotów. Odwróciłem się i spojrzałem na nich. Wyglądało na to, że byli po trzydziestce; ten, który gadał najwięcej, właściwie dobijał już do czterdziestki, miał ogromne wąsy i równie ogromny brzuch. Zobaczyłem, jak lubieżnym wzrokiem omiata tyłek Angeliki, która właśnie zmywała jeden ze stolików. Zacisnąłem palce na kuflu, bojąc się, że zaraz szkło nie wytrzyma i pęknie.
Miałem nadzieję, że wróci prosto do mnie, ale nagle wąsaty wrzasnął:
– Pani kelnereczko! Halo! Haaaloooo!
Angelika nie miała wyjścia. Musiała do nich podejść, choć widziałem, że nie ma na to ochoty – ale w końcu to była jej praca. Gdy tylko się zbliżyła, gość wyciągnął swoją obrzydliwą łapę i bez ceregieli złapał ją za tyłek. Widziałem, jak gwałtownie poczerwieniała i chciała odskoczyć, ale oblech położył na niej drugą rękę i przyciągnął bliżej siebie.  
Nawet nie zarejestrowałem, że się ruszyłem; po prostu w następnej chwili złapałem się na tym, że zaciśniętą pięścią waliłem raz po raz w tłustą i czerwoną twarz tego faceta, Angelika krzyczała, a jego kumple chyba nie do końca wiedzieli, co robić. W końcu jeden z nich się na mnie rzucił, przy okazji przewracając stolik. Usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła, ale nie czułem nic, nie czułem bólu, jedynie napędzającą mnie wściekłość i adrenalinę, gdy zmieniałem twarz kolesia w bezkształtną siną masę. Wkrótce sam dostałem w twarz – w oko, które niedawno podbił mi Will, więc zabolało podwójnie – i szybko szamotaliśmy się tak, że gdy w końcu nas rozdzielono, moja koszulka była cała zakrwawiona i w strzępach. Ledwo widziałem na oczy, bo wzrok miałem dziwnie zamglony i ciężko mi się oddychało. Barman wraz z innym kelnerem szybko wyrzucili nas z pubu. Stałem na chodniku, próbując dojść do siebie. Przerażona Angelika wypadła za mną.
– Nick! O Boże! – Pochylała się nade mną i dotykała delikatnie mojej twarzy, podczas gdy łapałem oddech. – Dlaczego to zrobiłeś? O mój Boże, to wygląda… powinieneś iść na ostry dyżur…
– Nic mi nie jest – powiedziałem, choć było ciężko wymówić mi choćby te cztery słowa.
– Nic? Twoja twarz mieni się dziesięcioma różnymi kolorami! I… o nie… – Ujęła mnie pod ramię, unosząc je do światła – dopiero teraz zobaczyłem, że przy zgięciu łokcia widniało duże rozcięcie, które obficie krwawiło. Nawet nie wiedziałem, kiedy to się stało. Niczego nie poczułem. Ból nadal do mnie nie docierał. – To trzeba zszyć!
– Nie panikuj. Nic mi nie będzie. – Podniosłem na nią wzrok. Chyba miała w oczach łzy.
– Nie musiałeś tego robić.
– A właśnie, że musiałem. Nie słyszałaś, co mówili. Cholerne zboki. – Zakasłałem lekko, czując, że mam w ustach krew. – Nie miał prawa cię dotykać. Musiałem zareagować. Dobrze, że byłem obok…  
Już nic nie powiedziała, jedynie wtuliła się we mnie mocno. Objąłem ją, czując, że kręci mi się w głowie. Ból powoli dawał o sobie znać, adrenalina ustępowała. Zastanawiałem się, czy faktycznie powinienem iść do szpitala, ale szczerze mówiąc, nie miałem do tego głowy – chciałem po prostu położyć się w swoim łóżku i zasnąć.  
– Musisz wracać – powiedziałem po chwili. – Na szczęście oczyściłem teren ze zboczeńców. Jakby trafił się jakiś następny, to złap jakiś nóż…
– Nie chcę cię zostawiać. Jak dotrzesz do mieszkania?
– Tak samo, jak dotarłem tutaj, na pieszo.
– O nie. Na pewno nie. – Wyjęła z kieszeni komórkę i weszła w aplikację taksówki. – Zamawiam ci taksówkę. Chociaż tak będę miała pewność, że dotrzesz do siebie. Zadzwoń do mnie, kiedy wejdziesz do mieszkania, dobrze?
– Zadzwonię. Nie martw się. – Zerknąłem na swoje ramię, a wzrok nagle jakby mi się wyostrzył. Wyglądało na to, że rozcięcie jednak nie było aż tak głębokie. Przynajmniej tyle. – I jeśli coś będzie nie tak, to pojadę na ostry dyżur. W porządku?
– W porządku – powiedziała, ale głos nadal miała pełen niepokoju.  
Czekaliśmy chwilę, aż w końcu przed nami zatrzymała się taksówka. Gdy kierowca mnie zobaczył, pokręcił głową z niesmakiem i wyjął z bagażnika jakąś narzutę, którą rozłożył na tylnym siedzeniu. Angelika przytuliła mnie jeszcze raz i szepnęła:
– Naprawdę ci dziękuję, Nick. – Przeniosła usta z płatka mojego ucha na mój policzek i dała mi szybkiego buziaka, zahaczając nieco o usta. Zaraz potem szybko pobiegła z powrotem do pubu, a ja wtoczyłem się do taksówki i zamknąłem oczy.
Wyrzuciłem z siebie wściekłość, ale ona nadal we mnie siedziała, tak samo jak dziwny niepokój i uczucie straty, którego nie mogłem się pozbyć.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4536 słów i 24793 znaków.

2 komentarze

 
  • Convallaria

    Ciekawy rozdział oj ciekawy. Czy faktycznie Harley poszła na randkę, a może to tylko kolega. Nick może mieć koleżankę to i Harley może kolegę. Wszyscy gdzieś wychodzą to czemu ona miałaby siedzieć sama w domu?
    Chciałabym by ta opowieść miała pozytywne zakończenie. Żeby ta dwójka przetrawiła to co się stało i doszła do porozumienia. Mimo wszystko uważam że Nick przesadził w swoich oskarżeniach no ale już o tym pisałam poprzednio. Czekam na kolejny rozdział 😊

  • candy

    @Convallaria jasne, że może mieć kolegę, ale Nick od razu miał w głowie co innego. Jest mocno wybuchowy... później jeszcze bardziej wyjaśni się dlaczego. Jeszcze nie wiemy, jak zakończymy, ale chyba za bardzo ich lubimy, żeby nie dać im szczęśliwego zakończenia :D

  • AlexAthame

    Nie rozumiem dlaczego takie fajne opowiadanko komentuje tylko jeden facet i to taki, z którym autorka nie zawsze się zgadza. No ale tak już pewnie jest. Czy wybuch Nicka miał związek z Hayley? Może. Niestety kelnerki zwykle ubierają się nieco prowokująco, ale nie zawsze albo prawie nigdy jest to z powodu, że są puszczalskie. Niestety do pabów przychodzą różni goście, a dodatkowo alkohol nie wpływa pozytywnie na ich zachowanie. Z pewnością Nick mocno zapunktował w oczach Angeliki, tylko co dziewczyna z tym zrobi skoro wie, że serce jej byłego kochanka jest zajęte. Szkoda że ani Hayley ani Nick nie potrafią porozmawiać ze sobą szczerze. Z jednej strony ból z drugiej poczucie winy. Dobrze to odebrałem? Wiem po sobie, że nie jest to łatwe tak po prostu szczerze porozmawiać. Jesteśmy bardzo skomplikowanymi istotami. Ciężko powiedzieć przepraszam, a kiedy się to zrobi, to okazuje się, że to za mało. :smile:

  • candy

    @AlexAthame nie zawsze będziemy się zgadzać ;) Nick wybuchł po części z powodu Hayley, a po części dlatego, że po prostu Angelika nie powinna być tak traktowana, a jest jego pierwszą przyjaciółką. Taki ubiór mógł równie dobrze być wymogiem pracodawcy. Ciężko rozmawiać, ale może w końcu zaczną :)

  • AlexAthame

    @candy  :) Ostatnio nie mamy aż takich różnic zdań. Powrót Nicka do domu już o czymś świadczy. Też mam nadzieję, że się dogadają.