W objęciach światła – rozdział 22

W objęciach światła – rozdział 22Hayley

Nie mogłam spać. Byłam wściekła i zrozpaczona jednocześnie. Nie wiedziałam już, co robić. Ta rozmowa nie tak miała wyglądać. W mojej głowie nie przerodziła się w kłótnię, tylko w szczęśliwe zakończenie. Nie sądziłam, że Nick będzie dalej obstawiał przy swoim i będzie obwiniał mnie o wszystko. Nie twierdziłam, że nie byłam winna, ale to on mnie zostawił. To on uciekł. I jeszcze oskarżył mnie o przekraczanie granic. Nie byłam Kim, do cholery. Czy on był ślepy? Rozumiałam, że cierpiał tak jak ja, ale czemu tak wzbraniał się przed byciem ze mną? Nie miałam prawa nie wiedzieć, czego chciałam, zwłaszcza, kiedy świat walił mi się na głowę? To źle, że musiałam to przemyśleć? Miałam podjąć tak ważną decyzję w pięć minut? Nie rozumiałam go.  
Chodziłam po mieszkaniu jak na kacu. Na mój sen składało się tylko kilka drzemek, więc głowa mnie bolała z niewyspania, ale też od płaczu. Oczy miałam zaczerwienione i spuchnięte, a jeszcze dodatkowo je podrażniłam, wściekle zmywając makijaż po powrocie do domu. Wszystko leciało mi z rąk i nie mogłam się skupić na podstawowych czynnościach, więc napisałam Willowi, żeby przywiózł coś na obiad po drodze z pracy. Prawie weszłam pod samochód, gdy szłam z Milo do parku i gotowanie pewnie też wykraczało poza moje dzisiejsze możliwości. Na zmianę płakałam i się wściekałam. Nie odzywałam się do Gabrielle, ona do mnie też nie. Tylko Andrea pisała i to nie na grupie, tylko w prywatnej wiadomości. Odpisałam jej, bo przecież to nie z nią miałam spięcie, ale i tak nie poczułam się lepiej. Miałam wrażenie, że stałam krok nad przepaścią i usilnie starałam się to ignorować.
Will od razu zauważył, że coś było nie tak. On właściwie pochłonął swoją porcję chińszczyzny, a ja swojej nawet nie odpakowałam.
— Dobra — powiedział w końcu. — Co jest grane?
— Rozmawiałam z Nickiem — odpowiedziałam, nie wiedząc, czy chciało mi się płakać, czy raczej miałam ochotę w coś przywalić. — I poszło bardzo źle. — Wzięłam głęboki wdech i w końcu zdecydowałam się powiedzieć mu o wszystkim. O kłótni z Gabrielle, o rozmowie z Nickiem i o tym, co wyczytałam w necie. Brat słuchał uważnie i co jakiś czas mruczał pod nosem jakieś przekleństwo. — Wychodzi na to, że on nie chce ze mną być…
— Bzdura. Pogadam z nim, przemówię mu do rozsądku.
— Nie możesz go zmusić…
— Do niczego go nie będę zmuszał. Zaraz do niego zadzwonię. — Wziął telefon do ręki i wybrał numer Nicka, ale ten nie odebrał. — Okej, spróbuję później jeszcze raz, a ty powinnaś coś zjeść.
— Nie jestem głodna.
— Hayley, ile razy to będziemy jeszcze przerabiać?
— Aż ci się znudzi.
— Chryste, jesteś nieznośna.
Wywróciłam oczami i wstałam od stołu. Już mu wszystko powiedziałam, a teraz chciałam być sama. Poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Nie wiedziałam, ile czasu minęło, kiedy Will do mnie przyszedł.
— Nick nie odbiera. Daj mi klucz, jadę do niego. Jedziesz ze mną?
— Po co? Żeby znowu rzucił mi w twarz, że go nachodzę? Chciał czasu i przestrzeni, to ma. — Niechętnie podniosłam się z łóżka, żeby wyjąć klucz z plecaka, chociaż byłam rozdarta. Może jednak powinnam jechać? — Jak wymienił zamki, to i tak się nie dostaniesz.
— Nie wymienił.
— Skąd wiesz?
— Po prostu wiem. — Wziął ode mnie klucz i wyszedł, a ja wróciłam z powrotem do łóżka.
Przyszedł Milo i, nie czekając na pozwolenie, wskoczył na pościel, po czym położył się obok mnie, udając, jakby leżał tam od początku. Nie pozwalałam mu leżeć w łóżku i on dobrze o tym wiedział. Powinnam go skarcić i zrzucić, jeśli nie chciałby sam zejść, ale nie miałam na to siły. Minęło może pół godziny od wyjścia brata, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Na ekranie widniało imię Willa i emotka pada oraz policjanta.
— Musisz tu przyjechać — powiedział, gdy odebrałam, a żołądek od razu zacisnął mi się w supeł. — Po drodze wstąp do apteki i kup kroplówkę witaminową na odtrucie alkoholowe i wszystko, co do tego potrzebne. Ta twoja przyjaciółka jest pielęgniarką? Dobrze pamiętam?
— Tak — wykrztusiłam. — Andrea.
— Zadzwoń do niej i poproś, żeby też przyjechała.
Rozłączył się, zanim zdążyłam odpowiedzieć. Boże, było aż tak źle?
Zerwałam się z łóżka i przez chwilę z nerwów nie mogłam znaleźć plecaka ani portfela. Kiedy w końcu znalazłam, drżącymi dłońmi wybrałam numer Andrei. Na szczęście była jeszcze w domu. Dzisiaj miała nocną zmianę. Wysłałam jej adres smsem, po czym wyszłam z mieszkania. Starałam się skupić na tym, co miałam zrobić, a nie myśleć o tym, w jakim stanie był Nick. Kupiłam w aptece to, co chciał Will i chyba dotarłam do mieszkania Nicka przed Andreą. A przynajmniej tak mi się wydawało, bo brat nie wpuścił mnie do środka.
— Dzięki — powiedział, zabierając ode mnie siatkę. — Możesz jechać do domu.
— Co? Chyba sobie żartujesz. Nie wpuścisz mnie?
— Nie. Jedź do domu.
— Ale chcę go zobaczyć. Może trzeba go zabrać do szpitala…
— Nie. Poradzę sobie. Mówiłaś, że chciał czasu i przestrzeni? To to uszanuj. Dzwoniłaś do Andrei?
— Już jestem! — Andrea właśnie wchodziła po schodach, aż w końcu lekko zmachana stanęła obok mnie. — Cześć.
— Cześć — przywitał się Will. — Wchodź. — Wpuścił ją do środka i zanim zamknął drzwi, spojrzał na mnie ostatni raz. — Jedź do domu, Hayley.
Usłyszałam chrzęst klucza w zamku. Zamknął drzwi na klucz, żebym nie mogła wejść? Stałam w miejscu w lekkim szoku. Przecież byłam tak blisko, a znowu od Nicka dzieliły mnie ściany. Wściekłość zeszła na dalszy plan, teraz byłam przerażona. Po minie Willa widziałam, że było bardzo źle. Jednak brat miał rację. Nic tu po mnie. Musiałam uszanować prośbę Nicka, więc pojechałam do domu wypłakać się w poduszkę.



Nicholas

Chyba jeszcze nigdy nie czułem się gorzej. Przez większość czasu po prostu leżałem bez ruchu, nawet jak byłem świadomy, bo bałem się, że gdy to zrobię, to zwymiotuję wszystkie wnętrzności. Było mi cholernie niedobrze, bolała mnie cała głowa i czaszka, cały świat się kręcił i chciałem umrzeć. Dopiero po jakimś czasie poczułem się na tyle dobrze, by zorientować się, co się w ogóle działo i kto był obok mnie, bo definitywnie nie byłem sam. Otworzyłem oczy. Na szczęście wokół było raczej ciemno, więc żaden gwałtowny promień światła nie uderzył mnie w oczy, świeciła się tylko mała lampka. Ostrożnie i bardzo powoli podniosłem się do pozycji siedzącej, ale poczułem, że coś pociągnęło mnie za rękę. Spojrzałem na nią i zobaczyłem wenflon. Co, do cholery?  
— Witamy wśród żywych. Nie ruszaj się, bo wyrwiesz wenflon, a Andrea jest na nocnej zmianie. Przyjedzie dopiero rano — powiedział Will, którego dopiero teraz zauważyłem. Podszedł do kanapy, na której leżałem.
Przez chwilę szukałem słów i próbowałem ułożyć je w jakieś gramatycznie brzmiące zdanie. Czekałem też, aż wzrok nieco mi się wyostrzy, bo był mocno zamglony. Powoli wszystko mi się przypominało — zbyt powoli. Kłótnia z Hayley. Cała ta gadanina o dziecku, która powoli zaczynała wyniszczać i mnie. Nie wiedziałem już, co robić, w jaką stronę iść. Ona raz mówiła, że wcale nie chciała dziecka, ale za chwilę rozważała in vitro. Ja nie wiedziałem, czy byłbym w stanie takie dziecko pokochać. Ta myśl mnie podłamała. Musiałem być największym na tej planecie egoistą i płytkim dupkiem, by nie pokochać dziecka tylko dlatego, że nie miało moich genów, ale skąd miałem wiedzieć, jak zareaguję? Poza tym… Nawet jeśli byśmy się na to zdecydowali, jeśli dołożyłbym się finansowo, było za wcześnie — i dla mnie, i dla niej. Przecież dopiero zaczęliśmy być razem i chyba nawet to nam nie wyszło. Minęło dopiero parę miesięcy. Ludzie decydowali się na dzieci po latach bycia razem. Nie potrafiłbym być ojcem. Byłem za młody. Czasem sam jeszcze zachowywałem się jak dziecko — a przecież jeśli mielibyśmy iść w tym kierunku, to teraz, bo to była ostatnia szansa Hayley. Nie było czasu na zastanawianie się. Nasza kłótnia eskalowała tak szybko, że już sam nie wiedziałem, w czym był problem. Nie wiedziałem, o czym myśleć, co robić, co sądzić, jaki w ogóle był ostateczny wniosek z tego, co Hayley chciała mi powiedzieć. Chciała in vitro czy nie? Chciała dziecka czy nie? Czy ja w ogóle byłem gotowy na dziecko? Czy w ogóle umieliśmy być razem, skoro moje zaufanie do niej znowu się zmniejszyło po tym, jak drugi raz przemilczała ważne informacje? Czy była święcie przekonana, że nie potrzebowała dziecka i czy za jakiś czas nie okaże się, że jednak się myliła?  
Miałem już nie pić, ale dotrzymywanie słowa najwyraźniej słabo mi wychodziło. Źle zrobiłem. Byłem głodny i zmęczony, a zamiast pójść do łóżka i to przespać… Jęknąłem głośno pod nosem, czując się jak zmielone gówno. Po raz pierwszy poczułem, że chyba miałem problem. Że byłem alkoholikiem.
— Dlaczego mam wenflon? — zapytałem w końcu, a mój głos brzmiał, jakby nie był mój.
— Bo masz podpiętą kroplówkę z glukozą i witaminami na odtrucie, idioto. Odpierdoliło ci już do reszty? Co chciałeś tym osiągnąć? Zapić się na śmierć? Utonąć we własnych rzygach? — Will był wściekły, ale jednak wyglądał na lekko spanikowanego. — Wiem, że się pokłóciliście, ale ja pierdole… — Przeczesał dłonią włosy i zaczął chodzić tam i z powrotem blisko kanapy. — Naprawdę, zamknę was, kurwa, w jednym pomieszczeniu i nie wypuszczę, dopóki się nie dogadacie, bo to już przekracza wszelkie granice. Chcecie, żebym zszedł na zawał przed jebaną trzydziestką? Myślicie, że miło się was ogląda w takim stanie? — Zatrzymał się w końcu i spojrzał na mnie. — A gdybym nie przyjechał? Gdyby Hayley oddała ci ten pierdolony klucz? — Zamilkł, przewiercając mnie wzrokiem na wylot. — Nie zamierzam wsadzać do trumny nikogo więcej, rozumiesz? Nikogo. A już zwłaszcza ciebie, więc się, kurwa, ogarnij.  
Po jego ostatnich słowach zapadła cisza, a mnie ogarnęła pustka. Albo to alkohol mnie znieczulił, albo już nie byłem w stanie niczego poczuć. Co miałem mu powiedzieć? On nie rozumiał. Był szczęśliwy z Emmą i nie miał takich problemów. Jemu chciało się żyć.
— Skoro już o tym mowa, to poproszę ten klucz — wychrypiałem.  
Roześmiał się ponuro.
— Zapomnij. Ten klucz należy teraz do mnie, a ty grzecznie leżysz i trzeźwiejesz. Wylałem wszystko, co ci zostało. Przeszukałem mieszkanie. Nie masz już ani kropli alkoholu, ale to nie znaczy, że zostawię cię tu samego. Będę miał cię oku. Andrea przyjedzie rano podpiąć ci nową kroplówkę.
Gdzieś z głębi mojego umysłu odezwało się wspomnienie Hayley wyrywającej mi butelkę z dłoni i wylewającej alkohol do zlewu.
— Daj spokój — odezwałem się. — Nie jestem małym dzieckiem, którego trzeba pilnować. — Przynajmniej w mieszkaniu nie zostało mi za dużo alkoholu, więc niedużo się zmarnowało. Mogłem dokupić więcej, gdy Will w końcu da mi spokój. — I jesteście naprawdę cholernie uparci, jeśli chodzi o ten klucz. Jest mój, mieszkanie jest moje, więc moglibyście uszanować moją prywatność?
— Ty za to jesteś uparty bardziej niż nasza dwójka razem wzięta. I o ile twoja prywatność równa się alkohol to nie, nie masz żadnej prywatności. Ale nie martw się, będę trzymał Hayley z daleka. Na razie.
Nie wnikałem, co znaczyło “na razie”. To znaczy, że Hayley nie wiedziała o tym, że się upiłem? Nie widziała mnie w takim stanie?
— Niby jak zamierzasz mnie pilnować? — zapytałem zamiast tego. — Masz pracę, dziewczynę i obowiązki, więc może od razu sobie to darujmy, co?
— Jest weekend, mam wolne, a potem coś wymyślę. Mam dużo nadgodzin, możemy zrobić sobie małe wakacje. — Uśmiechnął się kpiąco. — I nie przejmuj się tak moją dziewczyną. Emma zrozumie.
Zaczynało mnie to irytować.
— Nie chcę żadnych wakacji. Jeśli będę chciał się napić, to nikomu nic do tego. — Zacząłem majstrować przy wenflonie, próbując go wyrwać.
Will nagle znalazł się tuż przy mnie i szybko unieruchomił, łapiąc za ręce.
— Mam cię związać? Jak w psychiatryku? Może wolałeś, żebym od razu zabrał cię do szpitala, zamiast ratować samemu, co?  
— To nie twoja sprawa — wywarczałem. — Sam idź do psychiatryka, jeśli tak bardzo potrzebujesz.
— Właśnie, że moja. Mówiłeś coś o nie byciu dzieckiem? Bo całkowicie sobie przeczysz. Nie jestem twoim wrogiem, kurwa.
— To mi nie zabraniaj jedynej rzeczy, która przynosi mi ulgę! — Nie miałem nawet siły go odepchnąć. — Mam dosyć tego wszystkiego i nie potrzebuję, żebyś dodatkowo teraz za mną łaził i pilnował! Z Hayley wszystko się spierdoliło! Miałem Angelikę, mogłem z nią pogadać, ale już jej nie ma, nie mam nawet do kogo gęby otworzyć! Rodzice mają mnie w dupie i… — Brakowało mi tchu, w ogóle nie miałem energii. — I po prostu mam już dość…
— Więc najlepiej zalać się w trupa? Alkohol nie przynosi ulgi, przestań pierdolić. Masz jeszcze mnie, do kurwy nędzy. Zawsze miałeś. Może przez ostatnie miesiące nie byłem najlepszym kumplem. — Zamilkł na chwilę. — Dobra, byłem chujowym kumplem. Choroba Hayley wytrąciła mnie z równowagi, sytuacja między wami też, ale teraz cię nie zostawię. Będziesz grzecznie siedział? Mogę cię puścić? Czy mam napisać do Andrei, żeby przywiozła coś na uspokojenie?
— Będę siedział — mruknąłem. Nie miałem już sił na rozmowy z nim. Byłem na samym dnie — dosłownie i w przenośni. Byłem zmęczony, chciało mi się spać. Chyba miałem też wilgotne oczy, ale przecież nie zamierzałem teraz rozpłakać się przy Willu. — Czy… Hayley tu była?
Will w końcu mnie puścił i przeczesał dłonią swoje włosy, odsuwając się trochę.
— Była, ale jej nie wpuściłem. Zabrałem tylko rzeczy, które kupiła. Podobno chciałeś czasu i przestrzeni.
— Owszem. — Nie chciałem jednak mówić niczego więcej, bo przypominanie sobie tej kłótni nie było najlepszym rozwiązaniem. — Tak w ogóle… która jest godzina?
— Jakoś po północy.
— I co, zamierzasz tu nocować?
— Zamierzam.
— Tak? Chcesz spać obok mnie?
— Raczej nie mam wyjścia, co? Ale nie zamierzam cię tulić do snu.
— Jakoś to przeżyję. — Wywróciłem oczami, ale tak naprawdę byłem wdzięczny Willowi za to, co robił. Chyba. — Więc jeśli nie masz nic przeciwko… Chciałbym się położyć. Czuję się chujowo.
— Idź spać. I błagam, nie wyrzygaj się na mnie w środku nocy.
— Postaram się — rzuciłem tylko, po czym ostrożnie położyłem się na plecach i przymknąłem oczy.
Miałem tylko nadzieję, że gdy się jutro obudzę, to będzie choć trochę lepiej.



Hayley

Nie zmrużyłam oka przez całą noc. Martwiłam się o Nicka, więc zasypywałam brata wiadomościami, ale on albo nie odpisywał albo pisał, żebym szła spać. Andrea miała nocną zmianę i chociaż nie chciałam jej przeszkadzać, to musiałam do niej napisać. Choćby po to, żeby odpisała mi dopiero, gdy skończy pracę. Wiedziałam, że na pewno nie oleje mojej wiadomości. Wypłakałam już chyba wszystkie łzy. Miałam wyrzuty sumienia i w kółko odtwarzałam naszą kłótnię w aucie. Może mogłam ująć to inaczej. Może mogłam zareagować inaczej. Może w ogóle mogłam to przełożyć na inny dzień, bo przecież widziałam, że był zmęczony. Gdybanie nie miało sensu, ale i tak zadręczałam się alternatywnymi wersjami.
ANDREA: Był nieprzytomny, jak weszłam. Nie obudził się nawet przy zakładaniu wenflonu. Wyglądał strasznie, ale nie martw się, kroplówki postawią go na nogi. Niedługo kończę zmianę i jadę do niego. Dam ci znać, jak się czuje, ale na pewno lepiej.
Nie zamierzałam czekać, aż Andrea napisze mi, jak Nick się czuje. Chciałam go zobaczyć. Musiałam go zobaczyć. W przeciwnym razie oszaleję tutaj. Miałam na sobie legginsy i koszulkę, więc założyłam na to bluzę. Związałam włosy w koka na czubku głowy i chociaż na zewnątrz było jeszcze szaro, zabrałam Milo na spacer. Świeże powietrze sprawiło, że poczułam się odrobinę lepiej. Po powrocie nasypałam psu karmy do miski i nalałam wody. Nie patrzyłam w lustro, bo wiedziałam, że wyglądałam gorzej niż źle. Oczy zapuchnięte i czerwone. Niczego nie zjadłam, bo nie byłam w stanie. Nerwy zżerały mnie od środka. Wypiłam tylko trochę wody i umyłam zęby.
Will oczywiście nie chciał mnie wpuścić do środka. Otworzył drzwi tylko dlatego, że myślał, że to Andrea.
— Mówiłem ci, żebyś siedziała w domu — wysyczał cicho. — Nick śpi. Ty też powinnaś.
— Nie mogę spać, bo się martwię. Nie mogłeś odpisać mi jakoś normalniej?
— Nie mogłem. Jedź do domu, Hayley. Nic tu po tobie.
— Wpuść mnie. Muszę go zobaczyć, nie rozumiesz tego?
— Rozumiem, ale nadal cię nie wpuszczę.
— Widziałam rodziców w trumnach — syknęłam, czując, jak złość znowu przejmuje kontrolę, ale tylko na chwilę. — Co gorszego mogę zobaczyć w środku?
Widziałam, jak zacisnął szczękę, a potem odwrócił wzrok. Nie odpowiedział, a mnie zalała rozpacz.
— Will… — jęknęłam ze łzami w oczach.
Nie miałam siły się z nim kłócić. Nie sądziłam, że nadal nie pozwoli mi wejść.
— Will, proszę…
— Jedź do domu — warknął i już zamykał drzwi, ale nagle zjawiła się Andrea.
— Co tu robisz, Hayley? — zapytała.
— Muszę zobaczyć Nicka, ale ten dupek nie chce mnie wpuścić — poskarżyłam się jak małe dziecko, nie mogąc dłużej powstrzymywać łez, chociaż myślałam, że już wszystkie wylałam.
—  Och, Hayley… — Spojrzała na mnie ze współczuciem i przytuliła. — Masz ją wpuścić, albo ja też nie wejdę — powiedziała do Willa, czym zaskoczyła i jego, i mnie.
— Andrea, nie możesz…— zaczęłam, odsuwając się od niej.
Ona musiała wejść. Musiała pomóc Nickowi.
— Dobra. — Will chyba też nie miał siły dłużej się sprzeczać, więc otworzył szeroko drzwi.
Weszłyśmy do środka, a brat cicho zamknął drzwi. W mieszkaniu panował półmrok, ale przy kanapie paliła się mała lampka. Andrea od razu wzięła się za podłączanie nowej kroplówki, a ja zostałam z Willem z tyłu, żeby nie przeszkadzać.
— Obudził się? — zapytałam szeptem.
— Tak. Rozmawiałem z nim.
— I co?
— Uparty bardziej niż ty.
Dobrze wiedział, o co pytałam, ale i tak nie mógł odpowiedzieć normalnie. Przyjaciółka szybko się uwinęła, zabrała swoje rzeczy i ruszyła do drzwi.
— Po tej powinien się czuć dużo lepiej, ale jakby potrzebował jeszcze jednej, to dzwońcie.
— Dziękuję — wyszeptałam i mocno ją przytuliłam.
Andrea wyszła, a ja w końcu zdjęłam kurtkę, buty, a potem bluzę.
— Co ty robisz? — zapytał Will.
— Idę spać.
Podeszłam na palcach do Nicka i cicho weszłam na kanapę, a później ostrożnie położyłam się obok. Serce mi pękało, gdy na niego patrzyłam. Był blady, ale oczy miał sinofioletowe i gdyby nie jego płytki oddech, pomyślałabym, że nie żyje. To wszystko była moja wina. Znowu. Zapiekły mnie oczy i zamrugałam, by odgonić łzy. Okropnie śmierdział alkoholem, ale przysunęłam się bliżej, żeby choć trochę się przytulić. Delikatnie musnęłam ustami jego nieogolony policzek i ułożyłam się wygodnie. Po dłuższej chwili Nick poruszył się lekko i odrobinę we mnie wtulił. Teraz, kiedy był obok, w końcu mogłam zasnąć.  


Nicholas

Śniło mi się, że Hayley przyszła i leżała obok, obejmując mnie. We śnie nasze problemy nie istniały, więc wtuliłem się w nią, bo chyba na jakimś poziomie świadomości wiedziałem, że to był sen i że mogłem sobie na to pozwolić. Później w końcu się obudziłem i przez dłuższą chwilę nie wiedziałem, gdzie byłem, co się działo i dlaczego czułem się jak po najdłuższej imprezie świata, ale mój sen wcale nie był snem. Hayley naprawdę leżała obok. Spała, a ja musiałem aż dotknąć jej włosów, by się upewnić, że tu była, że to nie był żaden omam. Nie wiedziałem, skąd się tu wzięła, ale nigdzie nie widziałem Willa. W ręce nadal miałem wenflon, ale kroplówka już się skończyła. Przez chwilę leżałem bez ruchu, dochodząc do siebie i analizując swój stan. Niezaprzeczalnie czułem się lepiej. Głowa odrobinę mnie bolała i byłem cholernie głodny. Potrzebowałem też prysznica, ale przynajmniej już nie czułem się tak, jakbym umierał.
Wyswobodziłem się delikatnie z uścisku Hayley, bo musiałem pójść do łazienki. Wyrwałem z ramienia wenflon. Pociekła mi krew, ale miałem to gdzieś. Cicho przeszedłem w kierunku łazienki i zamknąłem drzwi. Zerknąłem do lustra i lekko się przeraziłem. Wyglądałem tragicznie. Nic dziwnego, że Hayley wcześniej tu nie było i że Will chciał trzymać ją z daleka. Nadawałem się co najwyżej do inspiracji na kostium halloweenowy — żywy trup.
Wziąłem szybki prysznic, bo nadal było mi trochę słabo, a później przewiązałem w pasie ręcznik — nie miałem w łazience żadnych ciuchów — i gapiłem się na swoje odbicie w lustrze, zastanawiając się, jak zacząć wyglądać na odrobinę bardziej żywego. Nagle drzwi łazienki się otworzyły i stanęła w nich przerażona Hayley, ale kiedy mnie zobaczyła, odetchnęła z ulgą.
— Boże, Nick. Nie strasz mnie tak. — Od razu do mnie podeszła i przytuliła.
— A niby jak cię wystraszyłem? — Mój głos nadal był zachrypnięty.
— Obudziłam się, a ciebie nie było. — Odsunęła się, żeby na mnie spojrzeć. —  Zniknąłeś.
— I gdzie niby miałbym zniknąć? Ludzie chodzą do łazienki…  
— Nie wiem, po prostu… martwiłam się… Jak się czujesz?
— Jakbym umarł, a potem zmartwychwstał. — Nie chciałem dłużej stać przed nią w samym ręczniku, bo to przypominało mi czasy, kiedy jeszcze byliśmy razem i gdy takie rzeczy kończyły się seksem, którego teraz już nie było. — Wyjdźmy stąd, muszę się ubrać.
Poszedłem do szafy, by wyjąć z niej jakieś czyste ciuchy i zacząłem się ubierać. Nie obchodziło mnie, czy Hayley na to patrzyła, czy nie. Musiałem coś zjeść. Nadal zastanawiałem się, dlaczego tu była i jak długo miała zamiar zostać. Może Will stwierdził, że będą mnie niańczyć na zmianę.  
W końcu na nią spojrzałem, przeczesując dłonią włosy.
— Dlaczego tu jesteś?
— Musiałam cię zobaczyć. Will nie chciał mnie wczoraj wpuścić. Dzisiaj też nie, ale przyjechała Andrea i w końcu odpuścił. — Objęła się ramionami. — Mam sobie iść?
— Nie wiem — powiedziałem, bo naprawdę nie wiedziałem. Pochyliłem się nad lodówką, by ją otworzyć, ale w środku nie było imponującej ilości jedzenia. Wyciągnąłem jakieś dwa jogurty. — Poczekaj… Andrea jest lekarką czy coś? Dlaczego tu była?
— Pielęgniarką. Will poprosił, żebym po nią zadzwoniła. Bez wkłucia kroplówka nie zadziała. — Zamilkła na moment. — Will napisał, że pojechał się przebrać i zrobi zakupy, jak będzie wracał.
— Okej. W takim razie powinienem podziękować… chyba. — Wyjąłem dwie łyżeczki. — Teraz dopiero sobie poużywacie tego cholernego klucza. Twój upierdliwy brat już zapowiedział, że nie da mi spokoju.
— Nie wiem, czy będzie się nim dzielił. Chcesz w ogóle, żebym tu była?
— Nie wiem — powtórzyłem. — Moja głowa nie funkcjonuje tak dobrze jak zwykle. — Opadłem ciężko na krzesło, otwierając jogurt i zatapiając w nim łyżeczkę. — A ty chcesz tu być? Myślałem, że ze mną skończyłaś.
Odwróciła wzrok.
— Ja… przepraszam. — Spojrzała na mnie i chyba miała łzy w oczach. — Wcale nie chciałam się kłócić i wcale nie to miałam na myśli. Byłam wściekła, ale potem żałowałam. Oczywiście, że chcę tu być. Chcę być z tobą. Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać?
Westchnąłem cicho.  
— Nie mam sił na tą rozmowę — powiedziałem szczerze.  
— Ja też nie. Nie spałam całą noc… — Usiadła na kanapie i podciągnęła kolana pod brodę, obejmując je rękami.
— Dlaczego?
— Bo się o ciebie martwiłam.
— Nie miałaś wiedzieć. A Will nie miał przyjeżdżać tu na misję ratunkową… Błagam, oddajcie mi ten cholerny klucz.
— Dlaczego miałam nie wiedzieć? Dlaczego Will miał nie przyjeżdżać? A co by się stało, gdyby tego nie zrobił? — Głos jej się załamał, więc na chwilę umilkła. — Dlaczego to zrobiłeś, Nick? Dlaczego tak się upiłeś?
Wbiłem wzrok w stół.
— Wiesz dlaczego. Bo nie umiem inaczej.
Hayley długo milczała, aż w końcu zapytała cicho:
— Czemu nie wyciągniemy się nawzajem z tej ciemności? Jak kiedyś?
— Ja nie umiem nikogo wyciągać z ciemności, Hayley. — Nagle odechciało mi się jeść. — Nie umiem nawet poradzić sobie z własną.
Wstała z kanapy, podeszła do mnie, ujęła delikatnie moją twarz w swoje dłonie i spojrzała w oczy, mówiąc:
— Im mroczniejsza ciemność, tym jaśniejsze światło. A tym światłem jesteś ty. Moim światłem. Od dawna.
— Co to w ogóle znaczy? — zapytałem cicho.
— Pokażę ci, tylko daj mi szansę. Pozwól mi cię uszczęśliwić. — Przybliżyła się. — Jesteś moim wszystkim…  
Nie miałem siły po raz kolejny się z nią o to kłócić. Desperacko chciałem jej wierzyć, więc już nic nie powiedziałem. Po prostu patrzyłem w jej niebieskie oczy, a dłonią nakryłem jedną z jej rąk. Pochyliła się, złączając nasze usta w czułym pocałunku, a ja przyciągnąłem jej szczupłe ciało bliżej, żałując, że w ogóle ją odepchnąłem.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4785 słów i 26372 znaków.

3 komentarze

 
  • Wili

    Może się na was odobraże :P z naciskiem na może

  • candy

    @Wili a co takiego zrobiłyśmy? 😱

  • Wili

    @candy pomieszalyscie między nimi :P

  • candy

    @Wili lubimy mieszać 😃 ale jeszcze bardziej lubimy naprawiać 💗

  • Iga21

    Cały czas czytam, a nie komentuje bo zwczyjanie nie wiem co powiedzieć.  
    Jedno jest pewne chcę WIĘCEJ WIĘCEJ I JESZCZE WIĘCEJ  :kiss:

  • candy

    @Iga21 rozumiemy 😃 zawsze jesteśmy wdzięczne za obecność ❤️ dziękujemy!

  • Agaaa

    Noi pięknie 🙂 w końcu jakiś cień nadziei na dogadanie się, bo Nick już zaczynał mi działać na nerwy. Cudnie się czyta i chce się jeszcze i jeszcze więcej 🙂

  • candy

    @Agaaa bardzo dziękujemy <3 Nick ma swoje powody... a o nich już niedługo :D