W objęciach światła – rozdział 20

W objęciach światła – rozdział 20Nicholas

Nie wychodź. Nie wychodź do baru. Nie pij. Nie sięgaj po żadną butelkę. Po prostu oddychaj.
Nawet nie spojrzałem na plecak z konsolą, choć miałem ochotę rzucić nim o ścianę.
Nie spodziewałem się, że przyjdzie tak szybko. Byłem pewien, że mam jeszcze czas stworzyć sobie na nowo maskę, którą założę na twarz i będę udawał, że wszystko jest w porządku. Nie chciałem taki dla niej być. Nie chciałem nie wpuszczać jej do mieszkania, nie chciałem odrzucać każdego jej słowa, ale ona nadal nie rozumiała. Nie rozumiała, że przecież robiłem to dla niej. Nie rozumiała, że nie uwolniłem jej po to, by teraz próbowała wszystko naprawić. Mogła opowiadać o adopcji całymi dniami, ale przecież nie o to jej chodziło i dobrze to wiedziała. Chciała swoje biologiczne dziecko, a jakby o tym zapominała. Może nie wiedziała, co by było za jakiś czas, ale ja się tego domyślałem, a ona nawet nie potrafiła temu zaprzeczyć. Tymi paroma minutami doprowadziła mnie do szału. Byłem o krok od zagarnięcia jej w ramiona. Tak cholernie za nią tęskniłem, ale musiałem ją odepchnąć, by w końcu zrozumiała, dlaczego zrobiłem to, co zrobiłem. By zrozumiała, że to było najlepsze wyjście. Jeśli weszłaby do środka, zaraz bym jej dotknął, ona dotknęłaby mnie i… Wtedy bym już jej chyba nie wypuścił. Ona nie miałaby szansy się odkochać, a przecież musiała to zrobić, by poznać kogoś nowego i założyć z nim rodzinę. Przecież tego właśnie chciała, więc dlaczego nie dopuszczała do siebie tej myśli? Dlaczego nadal walczyła? Dlaczego to ja musiałem być tym złym, tym odpychającym, tym, który musiał trwać przy swojej decyzji? Nawet nie wiedziała, ile mnie to kosztowało. Chciałem zapomnieć o naszym zerwaniu, udawać, że nasza rozmowa w ogóle nie miała miejsca, ale robiąc to, zignorowałbym wszystko, co mi powiedziała, czego chciała. Pragnęła biologicznego dziecka — ja nie mogłem jej go dać. Dlaczego tego nie rozumiała?
Resztkami sił powstrzymałem się od sięgnięcia po butelkę alkoholu, którą trzymałem w lodówce. Nie mogłem się napić, bo szedłem w końcu do pracy. Wyszedłem na balkon zapalić, choć ręce mi się trzęsły. Miałem nadzieję, że Hayley więcej nie przyjdzie, bo jeśli to zrobi i znowu zacznie mówić, że beze mnie nic nie ma sensu… Złamię się. Ugnę się pod naporem jej błagalnego spojrzenia i całe moje bezinteresowne poświęcenie pójdzie na marne.
Musiałem wziąć się w garść i iść do pracy. Teraz pozostała mi tylko ona.
***
Dwa dni później wpadł do mnie Will. Przyniósł piwo — choć nie za dużo — i zaczął rozpakowywać konsolę, milcząco akceptując fakt, że nagle znalazła się w moim mieszkaniu. Nic nie mówił o Hayley i byłem mu za to wdzięczny. Spędziliśmy wieczór grając, gadając i pijąc, i cieszyłem się, że poświęcił mi czas i być może stał po mojej stronie. Trochę bałem się, że znowu dostanę w twarz — w końcu miałem uszczęśliwić jego siostrę, a zrobiłem coś dokładnie odwrotnego. Will chyba jednak rozumiał, w czym rzecz. W przeciwieństwie do Hayley. Nie pojawiła się już przed moimi drzwiami ani nic nie pisała, ale coś czułem, że to nie był koniec. Gdy Will już się zbierał, poprosiłem go, by wziął od Hayley zapasowy klucz do mojego mieszkania. Nie chciałem tego robić, nie chciałem jej go zabierać, ale musiałem jakoś zamknąć ten rozdział.
Angelika codziennie pisała i pytała, jak się czuję, tak jakbym miał się któregoś dnia zabić, jeśli by tego nie zrobiła. Chciała się ze mną spotkać, ale ciągle to odwlekałem. Musiałem najpierw sam doprowadzić się do porządku. Zupełnie nieplanowanie pojechałem do rodzinnego miasta, do domu, bo tata miał urodziny. Zamierzałem wysłać mu jakąś kartkę, ale nieoczekiwanie mama do mnie zadzwoniła i zaprosiła na obiad. I tak nie miałem co robić, więc pojechałem, choć czułem w kościach, że to błąd. “Obiad” właściwie był niedomówieniem, bo zorganizowała tacie dużą imprezę, na której spotkałem wszystkie ciotki, wszystkich wujków, kuzynów, więc przynajmniej miałem z kim pogadać. Większość przyjechała z dziećmi, co dodatkowo wywołało u mnie jeszcze gorszy nastrój, bo wiedziałem, że ja na żadnej imprezie nie pokażę się z własnym dzieckiem — a to bolało jeszcze bardziej niż zwykle.
Co prawda, spotkanie z mamą było znacznie mniej burzliwe niż to ostatnie — niczego mi nie wypominała, nie wspomniała o Kim ani o Hayley — ale jej wymuszona uprzejmość dobiła mnie do reszty. Myślałem, że skoro zadzwoniła, to chciała jakoś poprawić nasze stosunki, ale ona traktowała mnie jak znielubionego kuzyna, na którego przypadkiem wpadła.  Nie czułem się jak jej syn i żałowałem, że w ogóle przyjąłem to zaproszenie. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że chyba nigdy nie będę miał rodziny — ta, którą już miałem, miała mnie gdzieś, a nowej nie byłem w stanie stworzyć. Zawiodłem jako syn i jako mężczyzna.
Wróciłem do domu i musiałem robić cokolwiek, by nie zwariować. Któregoś dnia poszedłem nawet do centrum handlowego, by kupić sobie nowe ubrania, choć nienawidziłem zakupów, ale moja kurtka na jesień była już dość wysłużona i potrzebowałem czegoś nowego. Wydałem więcej niż zamierzałem, ale przynajmniej przez jakiś czas nie myślałem o Hayley. Zacząłem też więcej wychodzić do kawiarni, choć teraz i ona kojarzyła mi się tylko z nią, ale podawali tam zbyt dobrą kawę, bym chodził gdzie indziej, a kawa z mojego ekspresu trochę mi się już znudziła. Jakoś sobie radziłem — przynajmniej do momentu, gdy zobaczyłem Hayley w kolejce, właśnie w tej pieprzonej kawiarni. Śledziła mnie czy co? Stanąłem w pewnej odległości za nią, choć miałem ochotę odwrócić się i wyjść. Przez chwilę kalkulowałem w myślach, czy jednak nie darować sobie tej kawy, i dokładnie w momencie, gdy postanowiłem stamtąd spieprzać, Hayley odwróciła się w moją stronę z kawą w kubku na wynos. Już za późno. Zobaczyła mnie.
Przez chwilę staliśmy, patrząc na siebie w milczeniu, aż w końcu Hayley odezwała się:
— Hej.
— Hej — mruknąłem, patrząc, jak taksowała mnie wzrokiem. Może miało to związek z moimi nowymi ubraniami, a może nie. Nie wiedziałem, o czym z nią rozmawiać. Żałowałem, że tu przyszedłem. — Śledzisz mnie?
— Byłam w pobliżu, a tutaj jest dobra kawa.
— Mhm. A masz może ze sobą mój zapasowy klucz?
Lekki uśmiech, który błąkał się po jej ustach, natychmiast zniknął.
— Chcesz go z powrotem?
— To właśnie sugeruje pytanie, czy masz go przy sobie.
— Chyba go zatrzymam. Ktoś musi podlewać twoją zdechłą roślinkę na parapecie, kiedy gdzieś wyjedziesz.
Zacisnąłem mocno zęby. Dlaczego musiała być taka uparta?
— Każdy może to robić. A zwłaszcza Angelika, skoro już uparła się, by mi ją dać.  
Nie spodobała jej się ta odpowiedź. Zacisnęła palce na kubku z kawą, patrząc na mnie ze złością, aż w końcu fuknęła:
— Dobra. Trzymaj. — Wcisnęła mi kubek w dłoń, żeby zdjąć plecak i zaczęła w nim szukać klucza.
— Przestań się zachowywać jak rozkapryszone dziecko — warknąłem. — Proszę cię o zwrot czegoś, co należy do mnie. Nie musisz robić scen.
— To ty przestań zachowywać się jak dupek. Wiem, dlaczego to robisz i niech ci się nie wydaje, że to podziała. A scenę to dopiero mogę zrobić. — Znalazła klucz, zapięła z powrotem plecak i zarzuciła go na ramię, a potem zabrała ode mnie swoją kawę. Ja jednak miałem już dość.  
— Dobra. Jak chcesz. Zachowuj się tak dalej. Możesz sobie zatrzymać ten pierdolony klucz. Po prostu zmienię zamki. — Kątem oka zauważyłem zbliżającego się do nas jej przyjaciela, Kevina, który najwyraźniej wyszedł z łazienki. — A skoro tak doskonale wiesz, co robię, to może w końcu zrozum, dlaczego. — Po tych słowach odwróciłem się i wyszedłem z kawiarni, gwałtownie popychając drzwi. Akurat zaczynało padać, niebo gwałtownie pociemniało. Chyba miało dość — tak samo jak ja.


Hayley

Spotkanie Nicka w kawiarni było tym, na co liczyłam. Nie okłamałam go — byłam w pobliżu, ale tak naprawdę postarałam się, żeby tam być. Chciałam go zobaczyć bez nachodzenia go w mieszkaniu, bo istniało ryzyko, że nie otworzy drzwi albo zatrzaśnie mi je przed nosem. Klucza nie zamierzałam używać. Nie byłam Kim, a skoro prosił, żebym nie przychodziła, to zamierzałam to uszanować. Miał na sobie rzeczy, których nigdy nie widziałam — czarny płaszcz, jeansy oraz czarny sweter — i wyglądał tak wspaniale jak zawsze. I chociaż wiedziałam, dlaczego zachowywał się w ten sposób, to i tak bolało. Tak strasznie za nim tęskniłam. Może powinnam go po prostu pocałować, może wtedy by się ugiął i w końcu mnie wysłuchał. Może tym razem nie zapomniałabym, co chciałam mu powiedzieć. Może powinnam dać mu czas, ale brak kontaktu z nim doprowadzał mnie na skraj rozpaczy. Próbowałam się jakoś trzymać, zachowywać się, jakby mój świat wcale się nie zawalił, ale to było trudne. Zlecenia przestały sprawiać mi radość i brałam je tylko dlatego, że potrzebowałam pieniędzy.
Któregoś wieczora wpadł mi do głowy pomysł. Przecież Nick też musiał pracować, więc jeśli pójdę do klubu, będzie musiał mnie obsłużyć. Może uda nam się chociaż chwilę porozmawiać. Wyciągnęłam z szafy sukienkę bez dekoltu z długim rękawem. Była krótka i czarna ze złotymi elementami. Zrobiłam mocniejszy makijaż, założyłam szpilki, a potem przekopałam pudła w poszukiwaniu kopertówki. Gdy w końcu ją znalazłam, wsadziłam do niej portfel i wyszłam z mieszkania. Niestety, tego wieczora miałam pecha i Nicka nie było w pracy, a cały stres, który odczuwałam w drodze do klubu, poszedł na marne. Nie zamierzałam jednak się tak szybko poddawać. Pojechałam tam kolejnego dnia i następnego, aż nareszcie zobaczyłam go za ladą. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam w tamtą stronę. Jeszcze mnie nie zauważył, więc cierpliwie czekałam na swoją kolej, a kiedy już miał się odwrócić, powiedziałam:
— Poproszę truskawkowe daiquiri.
Kiedy mnie zobaczył, od razu ściągnął brwi i chyba wymamrotał pod nosem jakieś przekleństwo. Nie mógł mnie jednak stąd wygonić, więc tylko się odwrócił i zaczął przyrządzać drinka, którego po chwili postawił na blacie, nie patrząc mi w oczy.
— Wyskoczysz mi niedługo z lodówki?
— I może jeszcze owinięta kokardą?
Nie uśmiechnął się. Sposępniał jeszcze bardziej.
— Mówiłem ci już. Przestań wszystko utrudniać.
— Ja też ci już mówiłam. To się nie uda. Nieważne, jak bardzo będziesz mnie odpychał. — Upiłam łyk zimnego płynu.
— Więc co? Zamierzasz za mną chodzić? — Skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
— Bez przesady. Ale jeśli tylko tutaj mogę cię zobaczyć i z tobą porozmawiać, to tak, zamierzam tu przychodzić choćby codziennie.  
— Nie mamy o czym rozmawiać, Hayley. Zerwaliśmy — powiedział dobitnie. — Pogódź się z tym.
— A właśnie, że mamy. Chcę ci coś powiedzieć, coś, na co nie wpadliśmy wcześniej, ale ty nie chcesz słuchać.
Zamierzał coś powiedzieć, ale w tym momencie jakaś dziewczyna zawołała go zalotnym głosem i od razu do niej podszedł. Chyba zamówiła drinka, ale wpatrywała się w Nicka tak, jakby to na niego miała ochotę. On wyraźnie skorzystał z okazji, by mnie zignorować i zaczął przygotowywać kolejny napój tak, jakby od tego zależało jego życie.
Zalała mnie fala zazdrości i prawie wypiłam całego drinka na raz. Jeśli tak dalej pójdzie, to szybciej się upiję niż osiągnę to, po co tu przyszłam. Wpatrywałam się w tą dziewczynę, jakbym samym wzrokiem mogła ją odciągnąć od baru i od Nicka. Wzięłam swoje daiquiri i przesiadłam się tuż obok niej.
— Jeszcze raz to samo — powiedziałam, rzucając na ladę kilka banknotów.
Nick zacisnął usta, wyraźnie wkurzony, ale zanim zdążył się ruszyć, odezwała się ta dziewczyna:
— Och, a co pijesz? — Wpatrzyła się w mój kieliszek. — Bo wygląda pysznie.
Wcale nie miałam ochoty z nią rozmawiać, ale chyba nie miałam wyjścia.
— Truskawkowe daiquiri — odpowiedziałam w końcu. — I jest pyszne.
— Zrobisz mi takie? Jako następne — zwróciła się do Nicka z szerokim uśmiechem, który on odwzajemnił.
— Jasne.
Odwrócił się, by zrobić drinka, a ja zmierzyłam wzrokiem tą dziewczynę. Miała średniej długości blond włosy, dość cienkie usta, ale za to ogromne piersi, które prawie wyskakiwały z jej sukienki. I ciągle gapiła się na Nicka.  
— Proszę. — Podsunął jej szklankę. — Daj znać, czy ci smakuje.
Laska od razu wetknęła malutką słomkę między wargi i upiła kawałek, po czym przesadnie jęknęła.
— Obłędne. Jak masz na imię?
— Nick.
— Miło mi cię poznać, Nick. Jestem Mandy. Wszystkim robisz takie dobre drinki, czy tylko ładnym dziewczynom? — Roześmiała się sztucznie.
— Myślisz, że jeszcze by tu pracował, jakby robił niedobre drinki? — zapytałam, mierząc ją wzrokiem, a potem spojrzałam na Nicka. — A moje daiquiri? Chyba że nie jestem dość ładna, by zostać obsłużona.  
Nick chyba był mocno zaskoczony tym, co powiedziałam, a Mandy zmarszczyła swoje cienkie brwi.
— Masz bardzo fajne włosy — powiedziała, zapewne chcąc zatuszować swoją wpadkę, podczas gdy Nick po raz kolejny odwrócił się w stronę kontuaru.
— Dziękuję. — Uśmiechnęłam się, a potem przysunęłam bliżej niej. — Jemu też się podobają.
— To wy się znacie? — Popatrzyła na Nicka, który właśnie się odwrócił, a potem na mnie.
— To siostra mojego kumpla — powiedział sucho, stawiając przede mną kolejny kieliszek.
— Dziękuję, kochanie. — Upiłam sporego łyka, a potem zwróciłam się do Mandy. — To mój chłopak, tylko pokłóciliśmy się kilka dni temu i jest na mnie zły.
Mandy zakrztusiła się swoim drinkiem.
— Hayley — warknął nagle Nick, posyłając mi wrogie spojrzenie. — Może starczy ci tego alkoholu, co?
— Nie jestem pijana. Wypiłam dopiero jednego drinka.
— To przestań gadać bzdury.
— To nie są bzdury.
— Okej… — wtrąciła Mandy wysokim tonem. — Kimkolwiek jesteście, widzę, że macie jakieś niewyjaśnione sprawy… — Spojrzała na Nicka. — To jesteś wolny czy nie?
Chwilę się zawahał, ale w końcu powiedział:
— Tak.
— Nie jest — wysyczałam. — Wścieka się na mnie, więc chce mi zrobić na złość.
— Tak? A o co się wścieka? — Nieoczekiwanie Nick zwrócił się do mnie. — Może o to, że zawsze zachowujesz najważniejsze informacje tylko dla siebie i jesteś tak cholernie uparta?  
— Widzisz? — Spojrzałam na Mandy, upiłam kilka łyków drinka na odwagę i przeniosłam wzrok na Nicka. — Przyznaję, zawaliłam, ale nie była to informacja, którą łatwo się podzielić. Wściekałbyś się mniej, gdybym powiedziała ci wcześniej?
— Dobrze, że jesteś jedyną osobą na tej planecie, której powiedzenie czegoś przychodzi z trudnością — prychnął Nick. — Inni nie mają takiego problemu, dzięki temu ty masz idealną wymówkę. A wściekam się o co innego i dobrze to wiesz.  
— To porozmawiajmy jak ludzie w domu, a nie przy świadkach. — Zerknęłam w bok, ale okazało się, że Mandy już tam nie było.
— W domu, do którego nadal masz klucz i nie chcesz go oddać? Nie mamy o czym rozmawiać. Zrozum to w końcu. A już na pewno daruj sobie nachodzenie mnie w pracy. — Nick był już naprawdę wściekły. — Nie wiem, czego ode mnie chcesz. Sama pytałaś, czy wykorzystałbym taką szansę. Umożliwiłem ci to, a w zamian ty nie dajesz mi spokoju. O co ci chodzi?
— O co mi chodzi? Tęsknię za tobą. Chcę być z tobą, bo cię kocham i tłumaczę ci, że bez ciebie to nie to samo, a do ciebie dalej nie dociera. Będę cię nachodzić, dopóki ze mną nie porozmawiasz. Normalnie, bez wściekania się i grania dupka.
— Nie muszę grać. I do ciebie też nie dociera wiele rzeczy, a zwłaszcza definicja słowa “zerwanie”. Zamierzasz tak naskakiwać na każdą dziewczynę, która się do mnie odezwie?
— Jeśli będziesz mnie tak ignorować jak dzisiaj, to czemu nie? — Dopiłam swoje daiquiri. — Widziałeś jej minę? — zaśmiałam się.
— Owszem, widziałem. Najprawdopodobniej uznała cię za wariatkę.  
— Może i jestem wariatką, ale i tak mnie kochasz. — Uśmiechnęłam się zalotnie i oparłam podbródek na dłoni, wpatrując się w niego, mimo że on odwrócił wzrok.
W głowie szumiało mi od alkoholu. Za szybko wypiłam pierwszego drinka, drugiego zresztą też — kieliszek był już prawie pusty. Nie zamierzałam jednak zamawiać kolejnego. Właściwie powinnam wracać do domu. Pomijając to, że Nick był wściekły, nadal był w pracy, a ja nie chciałam mu przeszkadzać. To nie było miejsce do poważnych rozmów. Zobaczyłam go, zamieniłam z nim kilka słów i na razie to wystarczy.
Nicka znowu zawołała jakaś dziewczyna, a mnie po raz kolejny zalała fala zazdrości. Musiałam stąd wyjść, zanim zrobię coś głupiego. Dopiłam daiquiri i ruszyłam w stronę wyjścia. Po drodze nachyliłam się jeszcze nad ladą, żeby powiedzieć do Nicka:
— Pa, kochanie.
A później rzuciłam tej dziewczynie mordercze spojrzenie. Nick rzucił podobne w moją stronę. Posłałam mu buziaka w powietrzu, po czym odwróciłam się i wyszłam. Naprawdę byłam pijana.


Nicholas

Hayley była absolutnie niemożliwa. Chodzenie do pobliskiej kawiarni to jedno, ale teraz przyszła też do klubu i specjalnie zamawiała drinki, byle tylko siedzieć przy ladzie i ze mną rozmawiać. Doprowadzała mnie do szału, ale byłem też zaskoczony, widząc jej nową twarz, której do tej pory jakoś nie miałem okazji odkryć. Była zazdrosna. Tak zazdrosna, że zachowywała się kompletnie inaczej niż zawsze. Typowa Hayley pewnie tylko by się rozpłakała, ale pijana Hayley… to zupełnie inna historia. Musiałem przyznać, że byłem pod wrażeniem. Cała ta sytuacja z tą blondynką nawet mnie rozśmieszyła, ale i tak byłem wkurzony. Hayley przyszła do mnie do pracy jak jakaś stalkerka i uparcie nie dawała sobie wytłumaczyć, że przecież nie byliśmy już razem, a ona miała skupić się na czymś innym. Niby miała mi coś do powiedzenia, ale co? Gdyby chciała coś powiedzieć, to by powiedziała od razu, bez robienia podchodów. W ciągu tych kilkunastu minut, gdy prowadziliśmy bezsensowne dyskusje, zdążyłaby to zrobić parę razy. Pewnie było to coś nieistotnego, albo po prostu wymówka, by mnie zobaczyć. Byłem wkurzony, bo i tak było mi wystarczająco trudno bez tego, co robiła. Obawiałem się, że gdy wrócę do mieszkania, to ją w nim zastanę, ale nie — Hayley nie była Kim. Całe szczęście.  
Była za to tak uparta, że już zaczynało brakować mi sił do tłumaczenia jej po raz setny tego wszystkiego.  
Byłem tak zmęczony, że zasnąłem niemalże od razu. Obudziłem się po południu i odruchowo chciałem iść do kawiarni, ale powstrzymała mnie myśl, że być może Hayley już tam była i na mnie czatowała, jak jakiś paparazzi na celebrytę. Postanowiłem zadowolić się kawą ze swojego ekspresu. Wziąłem prysznic, zamówiłem sobie obiad i chyba podświadomie czekałem na jakieś wiadomości albo telefony od Hayley, ale niczego takiego nie było. Zrobił się wieczór, który spędzałem na graniu na konsoli, skoro już była u mnie, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Wywróciłem oczami, wzdychając ciężko. Ona naprawdę nie odpuszczała.
Pukanie rozległo się ponownie, więc w końcu wstałem i podszedłem do drzwi, już nabierając powietrza, by jej po raz kolejny powiedzieć, że nie mamy o czym rozmawiać, ale za drzwiami stała Angelika. Nieco się zdziwiłem, że nie napisała żadnego smsa, ale wtedy zobaczyłem, że była pijana, a chyba jeszcze nigdy jej takiej nie widziałem. Opierała się o framugę z dziwnym uśmiechem, a gdy mnie zobaczyła, od razu się wyprostowała, choć nadal się chwiała.
— Nick… — wymamrotała, podtrzymując się o drzwi.
— Co jest? — Wpuściłem ją do środka, a raczej sama się wtoczyła. — Co się stało? Byłaś na randce z tym muzykiem i poszliście w tango?
— Nie. — Odwróciła się w moją stronę i rozsunęła kurtkę, którą miała na sobie. — Rany, ależ tu gorąco.
— Normalnie. Jest ci gorąco, bo jesteś zalana. — Mimo wszystko wziąłem od niej kurtkę i powiesiłem na wieszaku. — Czemu się tak upiłaś?
Opadła na kanapę i przez chwilę nic nie mówiła.
— Nick… jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
— Prawda — przytaknąłem ostrożnie.
— Usiądź no tu. — Poklepała miejsce obok siebie. — Nie będę mówić, jak tak nade mną stoisz.
Usiadłem, przyglądając się jej z bliska. Miała strasznie mętny wzrok i cuchnęło od niej wódką pomieszaną z perfumami. Momentalnie poczułem się jak Hayley, która musiała użerać się ze mną, gdy wracałem w podobnym stanie.
— Już nie stoję. Możesz mówić.
— Tak, ale… Dlaczego tu jest tak gorąco?! — jęknęła głośno, zdejmując też bluzę. Została w samej koszulce i dżinsach. — Tak lepiej — westchnęła, odrzucając ją gdzieś. Spojrzała na mnie poważnie. — Więc… jesteśmy przyjaciółmi.
— Jesteśmy, i to nie od wczoraj. Co jest? Upiłaś się, bo nie wiesz, czy się przyjaźnimy? — Nic już nie rozumiałem.
— Wiem, że się przyjaźnimy — wyszeptała. — Ale wcale tego nie chcę…  
— O czym ty…
— Próbowałam być dobrą przyjaciółką. Naprawdę cieszyłam się twoim szczęściem. Kibicowałam tobie i Hayley, nawet jeśli to tak strasznie bolało — jęknęła, a w jej oczach pojawiły się łzy. — I próbowałam sama być szczęśliwa, ale potem powiedziałeś, że ty i Hayley zerwaliście. — Wyciągnęła ręce i ujęła w dłonie moją twarz. — A ja już dłużej tak nie mogę.
— Angelika, co ty…
— Kocham cię, Nick. Czy to nie oczywiste? — szepnęła. — Z całych sił próbowałam cię nie kochać. Wiedziałam, że umawialiśmy się tylko na seks. Tylko o to chodziło, ale potem cię zobaczyłam, poznałam i… Jak mogłam się nie zakochać? Jesteś… wspaniały. Jesteś takim mężczyzną, jakiego szukałam — mówiła dalej, a ja miałem pustkę w głowie. — Wiem, że ty nie patrzysz na mnie w ten sposób, ale pomyślałam, że jeśli ci to powiem…
— Angelika, proszę cię… — Sięgnąłem po jej ręce i oderwałem od swojej twarzy, ale ona mocno mnie trzymała.
— Zerwałeś z Hayley. Zerwałeś, bo ona chce swoje biologiczne dzieci, a ty nie możesz ich mieć. Mi by to nie przeszkadzało. Nie potrzebuję dzieci. Potrzebuję tylko ciebie. — Po jej policzku spłynęła łza.  
— Przestań — powiedziałem cicho. — A co z tym muzykiem? Mówiłaś, że tak ci się podobał…
— Ale nie jest tobą, Nick. Żaden nie jest tobą. Jeśli byłbyś ze mną, bylibyśmy szczęśliwi. Nie potrzebowalibyśmy dzieci, moglibyśmy podróżować, zwiedzać świat, bylibyśmy wolni, tylko ty i ja… I nie byłoby tej ciemnej chmury, wiszącej nad nami, ryzyka, że być może któreś z nas marnuje swoją szansę na zostanie rodzicem…  
Nie chciałem sobie tego wyobrażać, ale na krótkie parę sekund jednak to zrobiłem. Usiłowałem skupić się na tym, co mówiła, bo brzmiało to kusząco. Może dla niej to był idealny plan, ale… Nie dla mnie. Nie kochałem jej. Wiedziałem, jaka była w łóżku. Wiedziałem też, jaką była przyjaciółką i potrzebowałem jej tylko w takiej wersji — jako kogoś, z kim mogłem pogadać, kto zawsze mi mówił, gdy byłem głupi i popełniałem błąd. Może potrafiłbym żyć z nią w związku, ale nigdy bym jej nie pokochał. Gdzieś w środku czułem rozpacz. Dlaczego kolejna kobieta mnie kochała i mówiła mi to ze łzami w oczach, gotowa poświęcić dla mnie wszystko, a ja od siebie nie mogłem jej niczego dać?
— Dla mnie nie jesteś zepsuty. Nigdy nie będziesz. Jesteś najlepszym, co mnie spotkało… Nick, proszę…  
O co mnie prosiła? Czego chciała? Współczułem jej, bo to nie tak miało być. Nie miała się we mnie zakochać. Mieliśmy się tylko przyjaźnić i byłem przekonany, że tak właśnie było. Pewnie nadal by milczała, gdybym nie zerwał z Hayley… A teraz traciłem jedyną przyjaciółkę, jaką miałem.
— Wiesz, że kocham Hayley.
Przygryzła wargę i skinęła głową.
— Ale nie chcesz z nią być.
— Dobrze wiesz, że chcę, tylko… — Jak miałem powiedzieć cokolwiek, by nie zranić jej jeszcze bardziej?
Nagle gwałtownie mnie puściła, jakbym ją oparzył.
— O Boże — jęknęła. — Nie powinnam tu przychodzić. Nie powinnam ci tego mówić. — Szybko się odsunęła. — Wszystko zepsułam…  
— Naprawdę mi przykro… — wykrztusiłem, zastanawiając się, jak długo dusiła w sobie te uczucia i udawała, że wcale nie istniały. — Ale jesteś moją przyjaciółką i chcę, żebyś pozostała tylko nią. — Choć teraz nawet przyjaźń nie wchodziła w grę, bo niby jak miała wyglądać?
Gwałtownie otarła oczy.
— Jestem idiotką. Mój były miał rację… Nadaję się tylko do dawania dupy.
— Twój były jest idiotą i wcale nie jest tak, jak… — urwałem, bo nagle zerwała się z kanapy, jednym ruchem zgarnęła swoją bluzę, a potem kurtkę i już otwierała drzwi. — Hej, dokąd idziesz? Nie możesz wyjść sama na ulicę, jeśli jesteś pijana! — zawołałem za nią, ale ona już trzasnęła drzwiami i zniknęła.  
Poderwałem się z kanapy, przeklinając siebie i ją. Szybko zamknąłem mieszkanie i dogoniłem ją, gdy wychodziła z klatki schodowej na chodnik. Chciałem ją odwieźć, ale ona już zamawiała taksówkę. Poczułem ulgę, gdy po paru minutach samochód przyjechał i do niego wsiadła. Przynajmniej miałem pewność, że nikt jej nie potrąci czy nie porwie. Wróciłem na górę, oszołomiony. Co tu się stało? Dlaczego… Dlaczego musiała mi to powiedzieć? Dlaczego w ogóle musiała się we mnie zakochać? Niezamierzenie skrzywdziłem kolejną osobę. Nie zrobiłem tego celowo, ale i tak czułem się winny.
Po dłuższej chwili znowu wyszedłem z mieszkania, kierując się do sklepu, z którego wróciłem z butelką alkoholu. Nie byłem w stanie przetworzyć tego wszystkiego na trzeźwo.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4855 słów i 26812 znaków.

1 komentarz

 
  • Gazda

    Ach te kobiety. Jak ich nie ma koło nas to źle. Ale jak są i to w nadmiarze to jeszcze gorzej.
    Ma chłop niezły orzech do zgryzienia. Ale wódka tu nic nie pomoże.

  • candy

    @Gazda dobrze ujęte :D