W objęciach światła – rozdział 2

W objęciach światła – rozdział 2Hayley

Nick nie mógł na mnie nawet patrzeć, a to cholernie bolało. Bałam się, że Will go pobije. Był naprawdę wściekły i już nie pamiętałam, kiedy widziałam go w takim stanie. Nie wiedziałam, ile siedziałam na podłodze w łazience, płacząc, ale w końcu musiałam wyjść. Wzięłam prysznic, założyłam jakieś dresy i bluzę, a potem zakopałam się pod kołdrą, bo nadal było mi tak strasznie zimno. Brat chyba wyszedł, bo nie widziałam go nigdzie, a Nick… pewnie zamknął się w pokoju. Myślałam, że najpierw porozmawiamy sami, zanim Will się dowie, ale oczywiście tak się nie stało. Jednak to nie zmieniało faktu, że nadal musieliśmy to zrobić. Tym razem musiałam wszystko wyjaśnić.  
Gdybyśmy tylko od początku byli ze sobą szczerzy… Gdybym ja nie była takim tchórzem… Gdybym nie sądziła, że nie miałam u niego szans, zwłaszcza w porównaniu z Kim, czy Angeliką...  
Byłam beznadziejna, ale to nic nowego.
Nagle drzwi do pokoju się otworzyły i w progu stanął Will.
– Kupiłem ci test. – Rzucił pudełko w moją stronę, ale nie zdążyłam złapać i spadło na podłogę. – Zrób go.
– Nie chce mi się sikać – powiedziałam cicho, schylając się po opakowanie.
Brat westchnął.
– Piłaś coś dzisiaj? Jadłaś? – A kiedy nie odpowiedziałam, dodał: – Do kuchni. Już.
Wstałam i posłusznie poszłam za nim, mimo że nie byłam pewna, czy w ogóle coś przełknę. Will postawił przede mną szklankę z wodą, gdy usiadłam przy stole, a potem otworzył lodówkę i zabrał się za przygotowywanie jedzenia. W milczeniu.  
On też nie mógł na mnie patrzeć? Jego też zawiodłam.
Wmusiłam w siebie wodę, patrząc na test ciążowy, leżący na stole. Wiedziałam, jaki będzie wynik, ale i tak chciałam to mieć już za sobą.  Will podsunął mi talerz z jedzeniem pod nos. Ryż z warzywami.
– Nie jestem głodna.
– Jedz.
Westchnęłam, biorąc widelec do ręki, a on usiadł naprzeciwko i zaczął jeść swoją porcję. Ja grzebałam w swojej. Napięcie między nami sprawiało, że tym bardziej niczego bym nie przełknęła. Z nim też musiałam porozmawiać. Nagle podniósł głowę i na mnie spojrzał. Jego niebieskie oczy, takie same jak moje, przewiercały mnie na wylot, aż się skuliłam.
– Jedz – powtórzył, wyraźnie zły.
– Nie mam ochoty… Niczego nie przełknę…
– Hayley, do cholery, musisz jeść. Chociaż trochę.
Nabrałam odrobinę ryżu na widelec i wzięłam do ust. Gula w gardle wcale nie znikała i nie ułatwiała jedzenia. Każdy kęs popijałam wodą. Zjadłam może jedną czwartą, kiedy poczułam parcie na pęcherz i od razu chwyciłam pudełko z blatu, odsuwając od siebie talerz. Dziesięć minut później z testem z negatywnym wynikiem w dłoni pukałam do drzwi pokoju Nicka. Nie usłyszałam odpowiedzi, ale raczej się jej nie spodziewałam, więc weszłam.  
– Możemy pogadać? – zapytałam, a potem zalała mnie fala paniki. Nick się pakował. – Co… co ty robisz?
– Masz problem z oczami? – rzucił, nie patrząc na mnie. – Na co ci to wygląda?
– Wyprowadzasz się?
– Nie wiem. Na razie chcę się tylko usunąć z pola rażenia na parę dni. Potem zobaczymy. – Wrzucił do torby jakieś dżinsy.
Parę dni. Okej. Jakoś przeżyję, ale nie wiedziałam, co będzie, jeśli naprawdę się wyprowadzi.
– Zrobiłam test… ja wiem, że to nie jest żaden dowód, ale ja naprawdę nie spałam z nikim innym… nie jestem taka… nie poszłabym do łóżka z facetem, którego nie kocham...
– Problem w tym, że żyłem w przekonaniu, że ze mną też nie spałaś – przerwał mi, w końcu podnosząc na mnie zimny wzrok. – Więc jak mogę ci wierzyć?  
– Wiem, zawaliłam… to nie tak miało być… wtedy… poszłam tylko pod prysznic i chciałam do ciebie wrócić, ale odezwała się endometrioza i… nie chciałam leżeć obok ciebie, zwijając się z bólu… a potem… myślałam, że ty i Angelika… ja wiem, mogłam zapytać… mogłam ci powiedzieć... – Ściskałam w dłoniach test ciążowy, nie wiedząc, czy patrzeć na Nicka, czy w podłogę. – Ale bałam się, że powiesz, że to nic nie znaczyło… że się więcej nie powtórzy… że mnie nie chcesz…
– Teraz na pewno się nie powtórzy. – Wrócił do pakowania, a jego twarz  nie wyrażała niczego. – To jest właśnie twój problem. Za dużo myślisz. I jednocześnie za mało. Przyszło ci kiedyś do głowy, że mogłaś się mylić?
– Tak… często się mylę…
Westchnął. Rzucił wściekle parę dresów na torbę, spojrzał na mnie i skrzyżował ramiona.
– Dobra. Może i ci wierzę, że nie spałaś z nikim innym. Ale jeśli o mnie chodzi, to czuję się, jakbym nawet ja z tobą nie spał. Zadbałaś o to. Byłem przekonany, że mi się to śniło. Teraz to nie wydaje się prawdziwe. Jest jednym wielkim oszustwem. Pytałem cię. Byłem przekonany, że mnie nie okłamiesz.  
– Tak, wiem – powiedziałam cicho, wpatrując się w swoje dłonie. – Przepraszam, powinnam była ci od razu powiedzieć…
– Pytałem cię, czy coś między nami było… czy też to czułaś. A ty uciekłaś i nigdy nie odpowiedziałaś. Potem skłamałaś. Co mam sobie teraz myśleć?
– Byłam skacowana. Co miałam zrobić? Zwymiotować ci pod nogi? – Spojrzałam na niego. – Masz rację, nie odpowiedziałam, ale ty też nie wróciłeś do tej rozmowy, kiedy już czułam się dobrze. Naprawdę żałuję…
– Och, przepraszam, że nie śledziłem twoich zmian nastroju i zajmowałem się czymś innym – powiedział sarkastycznie. – Dlaczego to ja miałem wracać do tej rozmowy? Gdyby ci zależało, sama byś to zrobiła.  
Łzy napłynęły mi do oczu, a wyrzuty sumienia na nowo zalały. Miał rację.
– Zależy mi… – jęknęłam.
– Tak? No dobra, to poczekaj, pójdę się tylko upić, a potem znowu możemy iść do łóżka – rzucił kpiąco, a ja z trudem powstrzymywałam płacz. – Może tym razem wszystko mi opowiesz. – Przez chwilę nic nie mówił, podszedł do szafy i wyjął kilka koszulek. Potem znowu na mnie spojrzał i odezwał się już łagodniejszym głosem: – Myślę, że moje odejście będzie w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem. Oboje ochłoniemy, Will zresztą też… Już dawno powinienem był się wyprowadzić.
Musiałam stąd wyjść. Czułam, że zaraz wybuchnę płaczem. Niby wyjaśniliśmy kilka rzeczy, ale to niczego nie zmieniało. Nie dało się wymazać przeszłości i moich błędów. Nie dało się zabrać bólu.  
– Przepraszam – wykrztusiłam i wyszłam.
Will siedział w salonie na kanapie i chyba grał na konsoli, ale łzy zamazywały mi widok, więc nie widziałam wyraźnie. Rzuciłam mu test, niczego nie mówiąc i poszłam zrobić to, co wychodziło mi najlepiej – zakopanie się pod kołdrą i udawanie, że nie istnieję.


Nicholas

Musiałem stamtąd wyjść. Miałem w sobie zbyt wiele żalu i wściekłości, które przejmowały kontrolę nad moimi ustami. Wychodziły ze mnie same chamskie słowa, a ja nie potrafiłem ich powstrzymać. Albo nie chciałem. Po prostu potrzebowałem oddechu od Hayley. Nie mogłem jej słuchać. Miałem dość tego, że tylko zalewała się łzami i nie potrafiła wydukać z siebie pełnego zdania. Nie tylko ona cierpiała.  
Spakowałem do torby parę najpotrzebniejszych rzeczy i wkrótce wyszedłem, nie oglądając się za siebie. Nie wiedziałem, co będzie później – ile zostanę u Angeliki, czy w ogóle tu wrócę i czy powinienem z powrotem wziąć się za szukanie kawalerki. W obecnej sytuacji było to jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Will mnie zapewne nienawidził. Moje mieszkanie z kumplem dobiegło końca. Sam się o to postarałem.  
Okazało się, że Angelika zostawiła mi klucz pod wycieraczką, a sama poszła do pracy. Dzięki temu miałem trochę swobody. Wszedłem do środka jej stosunkowo małego mieszkania i poczułem się jak intruz. W sypialni obok łóżka został wciśnięty dmuchany materac, więc przynajmniej nie musiałem się dłużej czuć tak, jakbym zdradzał Hayley, śpiąc w łóżku z inną. Postawiłem torbę, czując się dziwnie. Wkroczyłem na terytorium kobiety i, choć miałem na to jej zgodę, jakoś nie potrafiłem się rozgościć. To mieszkanie w ogóle nie było w moim stylu. Przesunąłem wzrokiem po jej kolorowej sypialni i zabałaganionej kuchni. Nie wiedziałem, co powinienem ze sobą zrobić, więc po krótkim namyśle postanowiłem iść na siłownię.
Tym razem nie miałem już zamiaru przesadzić i nabawić się kolejnej kontuzji, ale po raz kolejny potrzebowałem czegoś, co oderwie moje myśli od Hayley. Szkoda, że ćwiczenia i tak nie działały. Hayley nie była w ciąży – przynajmniej to zniknęło z długiej listy problemów. Prawdopodobnie nie spała też z nikim innym. Było mi głupio, że tak na nią naskoczyłem, ale ona mnie okłamała i nie mogłem o tym zapomnieć. Nie za taką ją miałem.  
Ponownie zaczęły mnie zalewać obrazy z naszej wspólnej nocy; jak się okazało, prawdziwe. Nadal nie pamiętałem całości, jedynie urywki, ale czułem się całkiem inaczej, wiedząc, że to stało się naprawdę. Dlaczego się na to zgodziła? Przecież gdy proponowałem jej to na trzeźwo, od razu mnie zbyła. Bo byłem pijany? Zgodziła się, bo przypuszczała, że mogę tego nie zapamiętać? Czułem się, jakby ktoś mocno przywalił mi w żołądek. Wróciła z randki, a potem się ze mną przespała. Po co w ogóle na nią szła, skoro twierdziła, że była we mnie zakochana? Powiedziała, że nie mogłaby pójść do łóżka z kimś, kogo nie kocha – ale na randkę nie miała oporów. Ja byłem jej dokładnym przeciwieństwem. Chodzenie z kimś do łóżka było dla mnie łatwością, nawet jeśli nie kochałem tej osoby. Ba – nawet jeśli jej nie znałem. Nie mogłem się do nikogo przywiązywać, bo wtedy zaczynało się to, na co pozwoliłem sobie z Kim – uczucia, miłość, pragnienie rodziny i dzieci. Gdybym komuś o tym powiedział, być może spotkałbym się ze zrozumieniem, ale… najzwyczajniej w świecie się bałem. Wiedziałem, jak bardzo Kim chciała być w ciąży. Może wzięłaby pod uwagę adopcję, ale wtedy ja musiałbym być pewny, że sam tego chcę. Czy chciałem żyć z nią do końca życia? Nie. Nie była tą odpowiednią. Przez chwilę myślałem, że może Hayley mnie zrozumie – skoro jej choroba utrudniała zajście w ciążę… Byliśmy podobni, w podobnej sytuacji.
Ale może nie byliśmy dla siebie.
Owszem, miała powody, by sądzić, że niczego do niej nie czułem, że zadowalałem się Amy i Angeliką… ale przecież chyba widziała, jaki stawałem się w jej obecności?  Nie widziała, jak na nią reagowałem? Czy może widziała, ale sądziła, że to tylko gra? Dlaczego mnie nie zapytała? Dlaczego nie odpowiedziała, kiedy ja ją pytałem i chciałem wszystko wyjaśnić? Wtedy powiedziałbym jej, że spałem z Angeliką, ale to zakończyłem, bo chciałem tylko ją. Ale ona nie zapytała. Wyciągnęła swoje wnioski. Jak widać, błędne i dość katastrofalne w skutkach.
Musiałem to przetworzyć, dać sobie parę dni, by ochłonąć i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Nie wiedziałem jeszcze, co zrobię, czy powinienem dalej tam mieszkać czy w końcu się wyprowadzić na dobre. Nic już nie wiedziałem. Bolało mnie to, że Hayley mi nie ufała, nawet mimo tego, co się między nami działo. Moje słowa się nie liczyły. Nie ufała mi, nie zapytała o prawdę.
Tak samo jak matka.



Hayley

Nick się wyprowadził, przynajmniej tymczasowo, ale i tak go nie było. Zostałam sama z Willem, żałując, że dzisiaj była niedziela, a nie poniedziałek, bo nie dawał mi spokoju. Jak nie zmuszał mnie do jedzenia, to wciskał wodę albo jakiś sok. Minę miał taką, że robiłam wszystko, by na niego nie patrzeć. Wiedziałam, że to cisza przed burzą i nieuchronnie zbliża się czas rozmowy, na którą nie miałam siły. Nie chciałam mu się spowiadać z tego, co się stało między mną a Nickiem.
W milczeniu poszliśmy na spacer z Milo, bo oczywiście nie mogłam zostać w domu i zakopać się pod kołdrą. Tylko pies się cieszył z wyjścia do parku, mimo że była ładna pogoda, a słońce przyjemnie grzało, śmiejąc się z mojej rozpaczy. Will odezwał się dopiero, gdy wróciliśmy do domu.
– Możemy w końcu porozmawiać?
Westchnęłam. Może lepiej mieć to już z głowy.
– Rozumiem, że wczoraj miałaś iść na randkę z Nickiem?
– Tak.
– Dlaczego? Dlaczego akurat z moim kumplem?  
– Bo nam się nudziło. Proszę cię, Will, nie zadawaj głupich pytań.
Zacisnął szczękę, ale nic na to nie powiedział.
– A co z Derekiem?
– Nic, a co ma z nim być?
– Hayley. – W jego głosie zabrzmiała ostrzegawcza nuta.
– Nie wiem, czy zauważyłeś, ale Derek to podróbka Nicka. I to kiepska. A ja nie chciałam podróbki. W ogóle nie powinnam była iść z nim na tą głupią randkę…
– Nie chciałaś podróbki, więc wzięłaś sobie oryginał.
– Wzięłam. I co? Zazdrościsz?
– Nie bądź złośliwa. Chcę tylko wiedzieć, co się do cholery stało.
– Poszliśmy do łóżka, ale oszczędzę ci szczegółów. – Spojrzenie Willa mówiło wszystko. Już chciał coś powiedzieć, ale kontynuowałam: – Nick był pijany, ale nie sądziłam, że aż tak, by potem niczego nie pamiętać. Wróciłam do swojego łóżka, bo miałam atak bólu… Chciałam mu powiedzieć rano, ale on już umawiał się z Angeliką, a ja… ja myślałam, że oni…
– Kim jest Angelika?
– Nie jestem pewna… W każdym razie… Zataiłam to przed nim, bo jestem tchórzem z niską samooceną i nie sądziłam, że mogłam mu się podobać i… było tylko gorzej. Nie dostałam okresu i powiedziałam mu w piątek… pokłóciliśmy się, a teraz… – Znowu czułam gulę w gardle, a łzy napłynęły mi do oczu. – A teraz nie może nawet na mnie spojrzeć... Wszystko zniszczyłam…
Will milczał, a ja się rozpłakałam. Jak mogłam być taka głupia?
– No i czego ryczysz?
– Bo go kocham…
– Co? – Nie byłam w stanie spojrzeć bratu w oczy. – Dopiero mówiłaś, że ci przejdzie, a teraz go kochasz? – Nie odpowiedziałam. – Zajebiście. Po prostu zajebiście. Nie powinnaś się z nim zadawać, a on powinien trzymać się od ciebie z daleka. Mógł sobie wziąć jakąkolwiek inną laskę, ale nie. Musiał mieć ciebie. Myślałem, że jesteś mądrzejsza. Gdzie on teraz jest? Ukrywa się w pokoju jak ostatni…
– Nie ma go. Wyprowadził się…
– Że co? Najpierw cię w sobie rozkochał, potem zaliczył, a teraz uciekł?  
– Nie, to nie tak! Will, posłuchaj… To wszystko moja wina, ja...
– Nie, mam dość słuchania – przerwał mi. – Siostra kumpla jest nietykalna! Jak go spotkam, to…
– Will, proszę, nie bij go! Przecież to twój przyjaciel…
– Taaa, przyjaciel – prychnął i ruszył do drzwi.
– Will, proszę!
Drzwi trzasnęły i zostałam sama z Milo, który schował się gdzieś za kanapą. Położyłam się na niej, nagle zupełnie bez sił, a kiedy pies do mnie wskoczył, przytuliłam go i zamknęłam oczy. Nie powinnam była się tu wprowadzać. Zepsułam swoją relację z bratem i jego relację z Nickiem. A ja i Nick… to nigdy nie miało mieć miejsca.  
***
W środku tygodniu czułam się jeszcze gorzej. Will był w pracy i snułam się po mieszkaniu jak duch. Na nic nie miałam ochoty. Milo chodził za mną krok w krok, chociaż czasami siadał w miejscu i obserwował. A czasami… stawał pod drzwiami pokoju Nicka i czekał, ale Nick nie wychodził, bo przecież go nie było. Tęskniłam za nim i jak widać mój pies także. Raz nie mogłam się oprzeć i weszłam do środka. Milo ucieszony wszedł razem ze mną, ale kiedy zobaczył, że pokój jest pusty, chyba był rozczarowany. Ogon, którym machał, zastygł bez ruchu. Spojrzał na mnie, jakby domagając się wyjaśnienia.
– Widzisz? Nie ma go… – powiedziałam cicho.
Miałam wyjść, ale zamiast tego położyłam się na łóżku Nicka, przytykając nos do pościeli, która pachniała nim. Od razu zachciało mi się płakać, bo przypomniało mi się jak tu leżeliśmy w jego urodziny. Jak para. Ta randka… mogła być tylko formalnością. Mogłam go mieć, a wszystko zniszczyłam. Mogłam winić tylko i wyłącznie siebie. Użalanie się nad sobą nic nie da. Musiałam się zmierzyć z bolesnymi konsekwencjami swoich decyzji.  
Weź się w garść, Hayley. Może Nick kiedyś ci wybaczy.
Podniosłam się z łóżka i spojrzałam na Milo, siedzącego na środku pokoju. Wyglądał na smutnego. Nie chciałam, żeby taki był. Potrzebowaliśmy długiego spaceru na świeżym powietrzu. Albo biegania.
– Idziemy biegać? – zapytałam, a pies od razu postawił uszy i zaszczekał.
To chyba znaczyło tak. Poszłam się przebrać, Milo założyłam szelki i wyszliśmy. Ruch dobrze mi zrobił i poczułam się lepiej. Cieszyłam się, że było już ciepło i świeciło słońce częściej niż padał deszcz. Wszędzie było zielono, a nieba nie zasłaniała nawet jedna chmura. Ból nadszedł tak nagle i z taką siłą, że w sekundzie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Kiedy się ocknęłam, leżałam na ziemi i przez chwilę nie wiedziałam, co się stało. Zemdlałam. Ostrożnie podniosłam się i jakimś cudem dotarłam do ławki, żeby się na niej położyć. W uszach mi dzwoniło, trzęsłam się z zimna, a jednocześnie miałam ochotę rozebrać się do naga, bo było tak strasznie duszno. W dodatku nadeszły mdłości. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Nicka. Pracował wieczorami, więc mógłby mi pomóc. Może był gdzieś niedaleko. Jednak Nick nie odbierał. Zachciało mi się płakać, ale rozłączyłam się i zadzwoniłam do Willa. Ktoś musiał mnie stąd zabrać. Nie byłam w stanie sama wrócić do domu.


Nicholas

Wpatrywałem się w nieodebrane połączenie od Hayley z poprzedniego dnia. Wciąż się zastanawiałem, czy powinienem był odebrać. Gdy zobaczyłem, że dzwoniła, odruchowo wyciszyłem komórkę i odłożyłem ją. Po co dzwoniła? Znowu chciała się tłumaczyć i płakać? Nie miałem na to siły. Nie zadzwoniła ponownie, może to i lepiej.
Minęło już parę dni, ale nadal nie chciałem wracać do mieszkania. U Angeliki było całkiem wygodnie. Na dmuchanym materacu nie spało się nawet tak źle. Gdy byliśmy we dwoje, zwykle włączaliśmy jakiś film i go razem oglądaliśmy. Oboje mieliśmy wieczorne godziny pracy, więc poranki spędzaliśmy w już ustalonym rytmie – ona pierwsza szła pod prysznic, ja robiłem kawę, potem robiliśmy wspólnie śniadanie, zmywaliśmy, a na koniec ja szedłem się myć. Nie czułem się, jakbym był w związku, Angelika zrozumiała, że naprawdę jesteśmy tylko przyjaciółmi i ani razu nie przekroczyła granicy. Czułem się dobrze w jej towarzystwie, ale zaczynałem trochę tęsknić za własnym mieszkaniem.
I wtedy dostałem smsa od Willa, w którym prosił mnie o spotkanie.  
Byłem zaskoczony i nawet trochę wystraszony. Musiał mnie nienawidzić. Spodziewałem się, że gdy mnie zobaczy, to od razu mi przywali. Pytanie, czy chodziło mu tylko o to, czy może o coś jeszcze. Odpisałem, że się z nim spotkam, choć nie sądziłem, że będzie chciał mnie słuchać.
Umówiliśmy się na piwo w jednej z knajp, w której można było już usiąść na zewnątrz, bo robiło się coraz cieplej. Szedłem ulicą, próbując wymyślić, co mu powiem. Już prawie dotarłem do umówionego miejsca, kiedy nagle Will wyrósł jak spod ziemi, stanął tuż przede mną i zanim zdążyłem się odezwać, zacisnął dłoń w pięść i przywalił mi prosto w twarz.
Spodziewałem się tego, ale i tak zabolało. Od razu przycisnąłem dłoń do oka, czując, że skóra dookoła zaczyna puchnąć. Spojrzałem na niego okiem, którego nie uszkodził i jęknąłem:
– Dobra, przypuszczam, że mi się należało. Ale musiałem iść aż tu, żeby dostać w ryj? Nie mogłeś po prostu kazać mi wyjść na chodnik z mieszkania?
– A skąd mam wiedzieć, gdzie teraz mieszkasz?  
– Wystarczyło, kurwa, zapytać – mruknąłem. Jak widać, ani Will ani jego siostra jakoś nie posiadali tej umiejętności.
– Nie pierdol. Chodź, muszę się napić, kiedy będę słuchał twojej wersji i zastanawiał się, czy podbić ci drugie oko.
Prychnąłem, idąc za nim i pocierając twarz. Najpierw mi przywalił, a teraz chce słuchać? Obawiałem się, że nie wrócę do Angeliki w jednym kawałku.
Ludzie dziwnie się gapili, ale nikt nic nie mówił. Usiedliśmy na zewnątrz i zamówiliśmy po piwie. Nie wiedziałem, od czego mam zacząć. Will i tak w nic mi nie uwierzy.
W końcu jednak zacząłem mówić, by mieć to za sobą. Zacząłem od samego początku, od tego, jak Hayley się do nas wprowadziła i niezbyt za nią przepadałem, wręcz byłem dla niej trochę chamski, o tym, jak Kim zaczęła być o nią zazdrosna, co było początkiem naszego końca. Jak zacząłem więcej gadać z Hayley, głównie dlatego, że często była zdołowana i czułem się niezręcznie, więc próbowałem jakoś poprawiać jej humor… Jak pomogłem wyciągnąć jej szwy, a potem obroniłem przed jej byłym chłopakiem… a ona zaczęła piec mi szarlotki. Zbliżyliśmy się. Nie wspomniałem o tym, jak dotykała mnie po brzuchu, bo uznałem, że Will tego nie zniesie i tego akurat wiedzieć nie musiał. Potem opowiedziałem, że zerwałem z Kim i musiałem jakoś odreagować. Zresztą, Will pamiętał, jak się zachowywałem, może nie aż tak szczegółowo, ale znał cały zarys. Paliłem, piłem, byłem wściekły i wyżywałem się na Hayley. Mieliśmy różne gorsze momenty, na przykład takie, gdy ona oskarżyła mnie o zdradę Kim, albo gdy ja wywaliłem ciasto na podłogę, ale prawda była taka, że się zbliżyliśmy – żadne z nas tego nie planowało. Potem przeszedłem do tego, jak uświadomiłem sobie, że coś do niej czuję i chciałem zaprosić ją na randkę, ale ona wyszła z Derekiem. Ciężko było mi ukryć gorycz.  
– ...i wtedy znowu trochę wypiłem. Wróciłem, a ona… sam nie wiem, nadal niezbyt to pamiętam. Naprawdę byłem pijany, nie wiem, co wygadywałem, nie wiem, jak wylądowaliśmy w łóżku, ale na pewno do niczego jej nie zmusiłem. Rano byłem przekonany, że sobie to wyobraziłem albo że mi się śniło. Pytałem ją o to, ale powiedziała, że oglądaliśmy serial. Nic więcej. Potem mieliśmy urodziny… cóż, myślałem, że coś do mnie czuje, w końcu zapytałem ją o randkę. Zgodziła się i… potem do mnie przyszła i powiedziała, że nie dostała okresu. I przyznała się, że spaliśmy ze sobą. A ja… wściekłem się, bo… – Przełknąłem ślinę i upiłem spory łyk piwa, bo nagle zaschło mi w gardle. Skoro już mówiłem prawdę… – Bo już od dłuższego czasu wiem, że jestem bezpłodny i myślałem, że spała z innym. Resztę już znasz.
Will nic nie mówił, tylko na mnie patrzył. Zdążył już wypić ponad połowę swojego piwa.
– No i? – odezwałem się, gdy po dłuższej chwili nadal nic nie powiedział. – Przywalisz mi znowu? Jak tak, to szybko, póki szklanka jest w miarę zimna i mogę sobie ją przyłożyć…  
Will westchnął.
– Ty myślałeś, ona myślała… ale z was myśliciele. Szkoda, że nie umiecie ze sobą normalnie porozmawiać, a tym bardziej ze mną.
– A ty umiesz normalnie porozmawiać? Przywaliłeś mi na dzień dobry.
– Należało ci się. Złamałeś niepisaną zasadę.
– Myślisz, że to planowałem? Uwierz, ostatnie, czego chciałem, to się za… – Ugryzłem się w język, zanim to słowo zdążyło opuścić moje usta. – ...to poczuć coś do wariatki z różowymi włosami.
Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, a potem wziął sporego łyka piwa.
– I co zamierzasz z tym zrobić?
– Nie wiem. Zabij mnie, ale nie wiem. – Wzruszyłem ramionami. – Może faktycznie nie spała z nikim innym, ale mam dość tego, że nikt mnie o nic nie pyta, tylko wyciąga swoje wnioski, zresztą nieprawdziwe. Najpierw Kim, potem matka… teraz Hayley. Może to był błąd.
– Może. Kim jest Angelika i co ma z tym wszystkim wspólnego?
Czyli mu powiedziała. Westchnąłem.
– Znaleźliśmy się na aplikacji randkowej. Przespaliśmy się ze sobą parę razy, aż w końcu zacząłem ją trochę olewać. Ostatecznie skończyliśmy z seksem, bo zacząłem czuć coś do Hayley… Teraz tylko się przyjaźnimy. Użyczyła mi swojego mieszkania na te parę dni.
Will uniósł brwi.
– Przyjaźnicie się?
– Też nie sądziłem, że to możliwe, ale owszem. Gdyby Hayley o cokolwiek mnie zapytała, to by wiedziała. Tymczasem zobaczyła ją raz, potem zobaczyła, jak do mnie dzwoni, też raz… i dośpiewała sobie resztę.
– A ty co zrobiłeś? Dokładnie to samo.  
– Stary, a ty niby jesteś święty? – Mocniej zacisnąłem palce na szklance. Nie zamierzałem wiecznie być tym najgorszym. – Co byś pomyślał, gdyby Emma ci oznajmiła, że spóźnia jej się okres, a wiesz, że ty nie mogłeś jej zapłodnić? – Znalazł się, kurwa, święty.
– Pewnie to samo, ale nie zamierzam brać w tym udziału. Wyjaśnijcie to sobie między sobą. Zamierzasz wrócić do mieszkania?
– Żebyś mógł mnie bić, jak cię najdzie ochota?
– A planujesz coś, co mnie sprowokuje?
– Nie. Ale powtarzam, tego też nie planowałem. Myślisz, że się nie biczowałem, ukrywając przed tobą prawdę? Gdybym mógł, wybrałbym którąkolwiek, byleby nie była twoją siostrą. Tak czy inaczej, nie sądzę, by coś teraz z tego było. Możesz być spokojny. – Zawahałem się. – Ale… i tak nie wiem, czy powinienem wracać. Co mówiła Hayley?
– Prosiła, żebym cię nie bił, bo to jej wina. Oprócz tego chodzi i ryczy, bo najwidoczniej uważa to samo, co ty.
– No to niezbyt ci wyszło posłuchanie jej prośby. – Dopiłem piwo. Miałem ochotę na następne. – Jeśli chodzi o mnie, to zachowuje się, jakby zraniła tylko siebie i to mnie wkurwia. Ja też mógłbym chodzić i ryczeć, ale jakoś tego nie robię. I co będzie, jak wrócę? Myślisz, że przestanie płakać czy raczej zacznie robić to jeszcze częściej?
– Cholera ją wie. Może przynajmniej zacznie normalnie jeść. Ale nawet pies za tobą tęskni.
Poczułem ucisk w żołądku. Biedny Milo. Kompletnie o nim zapomniałem. Skupiłem się tylko na tym całym gównie, które się działo między mną a Hayley.
– A ty za mną tęsknisz? – rzuciłem, uśmiechając się krzywo.
– Nie mam z kim grać. Milo nie umie trzymać pada i nie pije piwa.
Parsknąłem śmiechem.
– Myślałem, żeby się wyprowadzić… to by było rozsądne i logiczne w obecnej sytuacji. Ale szczerze mówiąc, nie chcę być sam. Wtedy mógłbym zrobić coś głupiego, a wolałbym nie ryzykować. Chyba po prostu… będę musiał jakoś wytłumaczyć Hayley, że między nami wszystko skończone i że wrócimy do bycia współlokatorami.  
– Róbcie, co chcecie. Zamawiamy jeszcze po jednym? – Podniósł pusty kufel.
– Stanowczo. – Ulżyło mi, że ta najtrudniejsza część rozmowy dobiegła końca. W dodatku odzyskałem kumpla, a nie sądziłem, że to możliwe.  
Pozostało tylko zastanowić się, jak miałem stanąć twarzą w twarz z Hayley tak, by nie popsuć już niczego więcej.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5113 słów i 27550 znaków, zaktualizowała 7 maj o 19:11.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Najpierw mama, potem Kim i w końcu Hayley. Ludzie znają cudowny sposób unikania odpowiedzialności za swoje czyny i szukania winy gdzieś indziej. Nie da się ukryć że również spełnia sìę w tym opowiadaniu przysłowie : O to skutki picia wódki. No i na koniec Nick, po przemyśleniu wszystkiego, chce dokonać najgorszego wyboru z możliwych. A tak w ogóle dlaczego mu się nie podoba płacząca wersja Hayley? Chciałby typ Willa, a może swój? Po każdym niepowodzeniu z nim Hayley powinna się zalewać w trupa i iść do łóżka z kimkolwiek. Wówczas byłby zadowolony? Dobre jest to, że to tylko opowiadanie i w życiu jest bardziej niesprawiedliwie.

  • candy

    @AlexAthame ale tu nie ma tylko "czynów" Nicka. On sam nie jest ideałem, ale fakt faktem, że nikt nie pyta go o jego wersję. Ani jego matka, ani Kim, ani Hayley nie są święte i to nie jest tak, że tylko on jest winny tej sytuacji. Dlaczego mu się nie podoba płacząca wersja Hayley? A byłoby lepiej, gdyby mu się podobała?  :rotfl: ma go cieszyć fakt, że chodzi i płacze?

  • AlexAthame

    @candy  Dlaczego istnieją ludzie ktorzy chodzą i płaczą? Bo mają obniżoną samoocenę.Ona jest słaba i wystarczyłoby ją zrozumieć i troszkę podbudować. Znacznie by zapunktował. Zamiast tego pewnie w następnym odcinku jeszcze bardziej ją zdołuje swoją decyzją. Mogłby pomyśleć też dlaczego chodzi i płacze. Gdyby ludzie myśleli do przodu byłoby lepiej. :)

  • candy

    @AlexAthame on ma swoje problemy. Może ich jeszcze nie pokazuje, ale ma powody być wściekły. Ona go okłamała, w dodatku był przekonany, że spała z innym - i jeszcze miał ją pocieszać? xd to czy ona jest słaba to w tym momencie jest niekoniecznie jego problem.

  • AlexAthame

    @candy Jestem w równym stopniu za nim jak i za nią. Jeżeli inaczej odebrałaś, to wybacz, mój błąd :)

  • candy

    @AlexAthame chodzi o to, że czytając niektóre komentarze mamy wrażenie, że ludzie automatycznie litują się nad Hayley w każdej sprawie tylko dlatego, że jest chora, co najmniej jakby to był rak - i próbujemy pokazać, że tacy ludzie też popełniają błędy i nie powinno się im z miejsca wybaczać tylko dlatego, że na coś chorują.

  • AlexAthame

    @candy Wszyscy je popełniamy. Niekórzy je wybaczają, a inni nie.