Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

To, co umiem najlepiej. 10. Zakończenie.

Większość ludzi posiada instynkt samozachowawczy. Ja z pewnością go miałem, bo gdyby go u mnie brakowało, pewnie bym chciał umrzeć, właśnie w tej sekundzie, kiedy patrzyłem na martwą Camillę. Która myśl przeważała w tej chwili w moim jestestwie? Czy ta, że zawiodłem? Czy też żal, że starciem kogoś, kogo pokochałem? Prawdę mówiąc, właśnie w tej chwili, nie chciałem żyć. Jeżeli nigdy nie miałeś takiego odczucia, to nie wiesz, o czym mówię. Nie chcieć żyć nie jest tym samym, co chcieć umrzeć. Ten, kto nie chce żyć, traci sens dalszego istnienia. Prawdą jest jednak, iż jeżeli taki stan trwa długo, można w końcu targnąć się na własne życie. Oczywiście jest setki sposobów, by się zabić. Jednym z najmniej popularnych jest zginąć, zabijając jak największą ilość wrogów. W moim przypadku to mijało się z celem. Mój największy wróg, Ojciec, nie żył, a szczerze, nie miałem nic do pozostałych przy życiu członków mojej dawnej rodziny. Tak naprawdę pochłaniała mnie w tej chwili jedna jedyna myśl. Moja miłość nie żyje. 
Jak już wspomniałem wielokrotnie, byłem wyszkolonym zabójcą i żebym nie wiem, jak się zmienił, a z pewnością spotkanie tej ślicznej brunetki gruntownie mnie zmieniło, pozostawało we mnie to, kim byłem. Zabójcą. Ten zawód jest specyficzny. Jeżeli się go długo wykonuje, pewne czynności pozostają na zawsze. Czynności i przede wszystkim oceny. W ułamku sekundy skalkulowałem wszystko, co się wydarzyło. Pierwsze co mi nie dawało spokoju to fakt, dlaczego Ojciec nie zabił Jenny, tylko Camillę. To przecież Jennifer strzeliła do niego. Czyżby był tak perfidny, że wiedząc, że umrze i tak chciał mi dokuczyć? Czemu powiedział sentencje, która oryginalnie wyszła z ust Cezara, podczas jego ostatnich chwil, kiedy cesarz rzymskiego imperium uświadomił sobie, że przyjaciel, osoba zaufana, Brutus, go zdradził. Ojciec musiał zatem ufać Jennifer, a ta jednak go zawiodła. Równocześnie z tą myślą zwróciłem uwagę na niezwykle istotny fakt. Tak, detale bardzo liczyły się w moim życiu. Co dostrzegłem? Otwarte oczy Camilli nie miały zielonego koloru, natomiast żyjącej Jennifer, tak. Spojrzałem po chwili bardziej wnikliwie na Jenny i momentalnie zostałem oblany radością. Jennifer miała oczy Camilli. Była Camillą.

                                                  Camilla.

Odzyskuję przytomność. Jak długo pozostawałam bez niej, nie miałam pojęcia. Siedzę nadal na krześle, ale nie czuję już skrepowania. Jednak nie to mnie dziwi najbardziej.  
A co? To, że patrzę na siebie. Wiem, że to nie ja, ale osoba, która stoi przede mną, przypomina do złudzenia mnie. Tylko oczy zdradzają, że kobieta, na którą patrzę, to Jennifer.
– Jeżeli się uda, będziesz żyła i John również. – mówi szeptem – Tylko kochaj go, tak jak kochasz. Więcej, kochaj go jeszcze, jak ja go kocham. – nie mogę dostrzec uczuć, na jej prawdziwej twarzy, bo zakrywa je maska, ale dostrzegam coś w jej oczach. Coś, co jest nie do zapomnienia.
– Robiłam okropne rzeczy. Nie robię tego jednak, by to zmazać i tak pewnie trafię do piekła – wyszeptała.
– Nie rozumiem – mój głos nie ma pewności, bo naprawdę nic nie rozumiem.
Kobieta podaje mi lusterko i widzę twarz Jennifer.
– Ojciec nie wie, że zrobiłam maskę twojej twarzy, a to stało się zaraz kiedy John odmówił wykonania zadania wykończenia twojej rodziny, z twojego powodu i dla ciebie. Maskę swojej twarzy zrobiłam już dawno, tylko wówczas nie wiedziałam dlaczego. Teraz już wiem. Na szczęście mamy podobne figury.
– Nadal, nie rozumiem – mój głos nie wyrażał emocji.
– To musi się udać. Umiesz strzelać?
– Nie za bardzo, Noah miał mnie pouczyć, ale zabrakło czasu. Powiedz mi, co chcesz zrobić. – teraz z pewnością musiała wyczuć błaganie w moim głosie.
Dobrze, powiem ci co zrobimy. Wejdziemy tam. Ty jako ja, ja jako ty, w tych maskach, które mamy na twarzach. Ojciec nie ma już super ostrego wzroku. Poza tym mi ufa. Nie zwróci uwagi na nasze oczy. Co nam pomaga ja mam koloru orzechowego z odcieniem zieleni. Będziesz mnie trzymać na muszce. Jednak strzelisz do niego.
– Nie trafię! Czy on chce zabić mojego Noaha?
– Chce i to bardzo. Teraz już jest dla mnie wszystko jasne. Rozumiem, dlaczego faworyzował twojego Noaha – uśmiecha się – i mnie. Naprawdę byliśmy ich dziećmi, rodzonymi. Teraz rozumiem w końcu Clarę. Zbójcą się nie rodzisz, ale można do tego wytrenować. Przed chwilą jeszcze chciałam cię zabić, tylko z jednego powodu, mianowicie z zazdrości, ale twoja miłość do niego wszystko we mnie zmieniła. Dlatego jeżeli trzeba, oddam życie za ciebie i za niego. Za niego już dawno byłam gotowa.
– Nie lepiej jeżeli ty będziesz sobą, a ja sobą i jeżeli naprawdę tego chcesz, zabijesz ojca?
Zobaczyłam ponownie coś w jej oczach.
– Jest potworem, ale to mój ojciec, rozumiesz?
– Chyba tak. Dziękuję.
– Nie dziękuj. To ja tobie powinnam. Może pożyję kilka sekund, ale warto. Myślę, że nie ważne jak wiele zła się uczyniło, jeżeli zrobi się potem coś, co jest właściwe.
To, co mówiła, mnie powalało, ale wiedziałam, że w drugim pokoju jest moja miłość i w każdej chwili może umrzeć. Jednak i w tej sytuacji myślałam i analizowałam wszystko na swój prosty sposób.
– Nie chcę, żebyś ginęła. Twój plan wydaje się być dobry, ale wciąż jest szansa, że twój ojciec mnie może zabić.
– Jestem jego córką i jedyną z naszej dwójki, która pozostałam mu wierna, więc tego nie zrobi. Plan nie powiedzie się tylko wówczas, jeżeli dostrzeże nasze oczy, ale na to jest naprawdę mała szansa. Idziemy.

                                                Clara  

Nienawidziłam się. Co ze mnie za człowiek, a dodatkowo matka? Od początku tego nie chciałam, ale jeżeli mogę mieć coś na usprawiedliwienie to tylko miłość do tego potwora. Oczywiście dla mnie nie był taki. Jednak naprawdę nie powinnam się na to nigdy zgodzić. Na jego chorą ideę. Tylko co miałam zrobić? Gdybym się przeciwstawiła, z pewnością by mnie usunął. Teraz już jest mi wszystko jedno. A właściwie nie. Tam, w tamtych pokojach są moje prawdziwe dzieci, które karmiłam piersią. Mój John i moja Jenny. O Boże! Żeby jeszcze było tego mało, siostra kocha brata! Wiem to na pewno, mimo że ona chciała to ukryć przed wszystkimi. Największą ich tragedią jest to, że oni nie wiedzą, że są naprawdę rodzeństwem. Tragedia chyba dotyczy tylko Jenny. Ona go kocha, a on nigdy na nią nie zwrócił uwagi. Nie sądziłam, że John jest zdolny do miłości. Jednak widocznie cuda się zdarzają. Dlatego muszę to zrobić. Moją szansą jest hipokryzja mojego męża. Stawiał na pierwszym miejscu, wyzbycie się uczuć, a w finale zapragnął zemsty na własnym synu. Głupi! Przecież sam wie, że nienawiść jest uczuciem. John zabił kilka naszych wychowanków, ale jest tu jeszcze dość ludzi. Na szczęście czekają na rozkazy od Ojca. To moja szansa. Wiem, że nie sposób zabić uczucie, do końca. Wiem, że wielu z nich jest przeciwnych Ojcu, a tylko nie wszczynają buntu z powodu lojalności. Mam szanse i jednocześnie jedną kartę. Powiem im, jak jest. Spodziewam się reakcji. Zginę lub nie, ale muszę to zrobić. I to teraz. Jeżeli tego nie zrobię, mój syn zginie w męczarni. Dobrze, że umiem strzelać, ale jeżeli mnie nie poprą ci, którzy są przeciwni Ojcu, nie na wiele się to przyda. Nie wezmę automatu, bo byłoby to zbyt ryzykowne, muszą mi wystarczyć dwa Glocki 19, które użyję we właściwym czasie.

Clara opuściła swój pokój i poszła do miejsca, gdzie czeka reszta jej przyszywanych dzieci.
– Matko – wszyscy pochylają czoła na znak szacunku.
W pokoju znajduje się półtora tuzina ludzi.
– Słuchajcie dzieci. Mój mąż jest hipokrytą. Ja niestety również. Od lat was uczyliśmy, że uczucia są złe, ale to nieprawda. Najistotniejsze jednak w tym jest to, że głównym motywem działanie Ojca w tej chwili, jest zemsta. A zemsta jest uczuciem.
– John nas zdradził, musi zostać ukarany – odezwał się Clark.
– Nie rozumiesz, Clark. Nienawiść to uczucie.
– Tak, matka ma rację, bracie. – odezwał się Mark.
– Ojciec nie toleruje nieposłuszeństwa – Clark nie dawał za wygraną.
Muszę reagować i to teraz.
– To skończy się krwią. Kto jest z Clarkiem, niech stanie obok niego, kto jest ze mną, niech stanie obok Marka.
Po sekundzie wygląda na to, że ze mną jest dziesięć osób, przeciw mnie, osiem.
– Tylko krew wszystko rozstrzygnie – błyskawicznie wyciągam pistolety i strzelam.
Jestem godna potępienia, zabijam swoje dzieci. Wszyscy strzelają. Po chwili ósemka jest wyeliminowana. Nie mam czasu sprawdzać, kto umarł, a kto jest ciężko ranny. Z pośród tych co byli po mojej stronie trójka nie żyje, Mark jest lekko ranny.
– Wybaczcie dzieci – mówię to do wszystkich i idę tam, gdzie jest John.
Zawsze myślałam i wmawiałam sobie, że kocham ich równo, ale to nieprawda. Matka kocha zawsze więcej swoje dzieci, które urodziła i wykarmiła. O ja nieszczęsna! 

                                                                       Noah.

– Camilla!
– Skarbie – szepcze moja umiłowana – Jenny zrobiła to dla naszej miłości. To twoja rodzona siostra. Kochała cię, ale nie jak siostra.
– Uwolnij mnie, są jeszcze inni – mówię to, ale informacja, którą mi przekazała Camilla, mną wstrząsnęła – i wszyscy oni chcą nas zabić, dlatego zostań nadal w masce Jennifer.
– Nie wszyscy chcą was zabić, John – Mark wchodzi z pozostałymi – ci, co byli przeciwni Matce, już są wyeliminowani. Oh Matko!
Mark podchodzi do ciała Clary. Teraz ja i Camilla jesteśmy przy niej, bo Camilla mnie już uwolniła.  
– Ona jest ciężko ranna, ale żyje – mówi Camilla – widzę jej aurę.
– Jesteś pewna kochanie? Dostała w pierś, zobacz. Nie czuję pulsu.
– Czy ktoś z was potrafi jej pomóc? – Camilla jest pewna swojego osądu i patrzy na grupę naszych sprzymierzeńców.
– Około kwadransa drogi w szpitalu Victorii pracuje nasza siostra. Jest świetnym chirurgiem. Musimy i tak stąd uciekać, wkrótce będzie tu policja. Wyglądasz jak Jenny, ale nie jesteś nią – Mark zwraca się do Camilli.
– Ona nie żyje. Kazała mi to zrobić, to był jej plan. Nie wiem, czy zrozumiesz.
– Wiem, że John jej się podobał.
– John i Jennifer to prawdziwe dzieci Clary i Ojca. Ona kochała Johna i nie wiedziała, że to jej rodzony brat. Uświadomiłam jej to i wszystko się u niej zmieniło w ułamki sekundy.
– Potem mi wytłumaczysz. Bierzemy matką, może będzie żyła. Och! – Mark kręci głową, spoglądając na martwe ciało Jennny. 
– Miała dwadzieścia osiem lat. Nigdy bym nie pomyślał, że stanie po stronie dobra. – na jego twarzy widać smutek. 
Młody mężczyzna z pewnością ma uczucia, które musiał od zawsze skrywać.
Czwórka mężczyzn bierze Matkę na ręce i wszyscy wychodzimy innym wyjściem. A jednak takie istniało!

Madeleine Cross jest znanym kardiologiem, na szczęście jest teraz w szpitalu i jest wolna. Od razu zajęła się matką. Clara leżała na stole trzy godziny. Madeleine dała nam duże szanse, że Matka z tego wyjdzie. Ze zrozumiałych względów nie możemy siedzieć w szpitalu i czekać na koniec operacji. Nasza siostra przesyła Markowi pozytywną wiadomość, kiedy operacja dobiegła końca. Wtedy wróciłem do szpitala i zabieram Clarę w bezpieczne miejsce. Chyba nikt z pozostałych o nim nie wie. Oczywiście dałem Madeleine adres, a ona obiecała opiekować się Matką, aż ta dojdzie do siebie.
– Zawiodłem kochanie. Nie zdołałem cię ochronić. – mówię cicho do Camilli, kiedy jesteśmy już sami.
– To nic skarbie, najważniejsze, że żyjesz. Dzięki Jennifer.
– Tak. Widziałem jej spojrzenia, ale wówczas jeszcze nie rozumiałem, czym jest miłość. Szkoda, że umarła.
– Umarła szczęśliwa. Nie ma większego szczęścia niż oddać życie za ukochaną osobę.
– Kochanie, mówiłaś, że trzeba żyć dla kochanej osoby, a nie umrzeć?
– Tak, skarbie, ale niestety Ojciec okazał się potworem. Może jednak nie do końca, bo nie chciał zabić własnej córki i dlatego strzelił do niej, myśląc, że to ja.
– Jakkolwiek, zawdzięczamy jej wiele. – rzekł Noah.
– Tak, nigdy jej tego nie zapomnę. – czuję radość, ale i smutek.

                                                                      Trzy tygodnie później.

– Pięknie tu, nie sądzisz, Noah?
– Tak.
– Tylko tyle? Jesteśmy we Francuskiej Polinezji, gdzie zawsze chciałam pojechać, a tylko mówisz, tak?
– No i jesteśmy. – jestem jak zawsze skąpy w słowach.
– Jesteś niemożliwy, Noah!
– Dobrze, że Clara żyje. Mam matkę. – mówię nieco wzruszony.
– Tak, kochaną matkę. Masz też i mnie.
– Wiem, kochanie. – czuję ucisk w gardle.
Camila przygląda mi się wnikliwie. Wygląda ślicznie w tej cienkiej bawełnianej sukience. Jest gorąco, ale bryza z oceanu daje ukojenie.
– Coś chcesz powiedzieć, skarbie? – patrzę w jej oczy.
– Tak. Chciałam cię przeprosić.
– Już o tym rozmawialiśmy. Chciałaś mnie uratować i dlatego wyszłaś z hotelu i mnie znalazłaś. W sumie mogłem się domyśleć, że to zrobisz, jednak nie miałem sumienia cię przykuwać kajdankami. Tak naprawdę dzieki temu żyję.
– Nie za to cię chciałam przeprosić, że uciekłam, by ci pomóc.
– Nie, a za co?
– Pamiętasz nasz pierwszy raz?
– Trudno zapomnieć. Każdy jest taki, ale pierwszy pozostanie zawsze pierwszym.
– Pamiętasz, co powiedziałam?
– Mówiłaś wiele rzeczy.
– Tak, to prawda. Chodzi mi o to, że powiedziałam, że raczej nie zajdę w ciążę. Myliłam się.
– Co! To wspaniale! Ale skąd wiesz, że to się stało wtedy?
– Kobieta wie. Nie jesteś zły?
– Zły? To najmilsze co mogło mnie spotkać.
– To dziewczynka. Niby nie można zdeterminować jeszcze płci, ale ja wiem co mam w łonie. Chcę byśmy dali jej na inię Jenny.
– Tak, oczywiście. Babcia się ucieszy.
– Masz matkę. Wybaczyłeś jej?
– Tak, oczywiście. Skąd wiedziałaś o niej i Ojcu?
– Miałam takie odczucie. Ty też je już miewasz, prawda?
– Tak kochanie, mam podobne odczucia i przeczucia, jak ty.
– Wiesz Noah, coś ci powiem i możesz się z tym nie zgadzać. To, co umiesz najlepiej, nie jest zabijaniem.
– Nie, a co tym jest?
– Nie wiem, czy jest to co, czy raczej kto.
– Kto? Nie rozumiem.
– Miłość jest chyba osobą. Jesteś uosobieniem miłości, dlatego wcale się nie martw tym, co powiesz naszej córce, kiedy już będzie na tyle duża, by wiedzieć, kim byłeś. Jesteś dobrym człowiekiem. Kochanym.
– Skoro mówisz. Mam nadzieję, że nie będę musiał już nikogo zabijać.
– I ja mam taką nadzieję. Ale jak będzie trzeba, nie zawahamy się.
– My? Fakt, robisz postępy w strzelaniu, ale nie dlatego cię uczę, byś kogoś kiedykolwiek miała zabić.
– Gdybym umiała wcześniej strzelać, może Jenny by żyła. Chybiłam, a mogłabym go zabić pierwszym strzałem.
– Kochanie, nie zmienimy przeszłości. Skoro ja jestem dobry, ona też już jest.
– Zaczynasz wierzyć?
– Po tym wszystkim, co przeszliśmy ostatnio, trudno nie.
Przytuliła się do mnie i razem patrzyliśmy w bezkresną dal. Jestem ojcem i mam matkę. A do pełnego szczęścia muszę dodać z radością, że mam najbardziej ukochaną, piękną, mądra i zdolną żonę. Camille Smith. Tak, mam żonę. Ja, Noah, John Smith, były zabójca, który stał się dobrym człowiekiem. Trudno mi w to uwierzyć, ale chyba tak jest, w końcu podobno moja aura jest złota, podobnie jak i Camilli. Zacząłem to widzieć. Dziwne, nigdy bym nie podejrzewał, że mam takie zdolności.  
Podczas ostatniej akcji zginęło wielu ludzi, ale wszystko zostało dobrze ukryte. To dzięki prokuratorowi Sir Rogerowi Winstonowi, jednemu z dzieci Ojca i Matki. Teraz mamy przed sobą świetlaną przyszłość. Wiem, że na to nie zasłużyłem, ale przecież muszą to przyjąć. Kocham i jestem kochany, a wkrótce zobaczę dar życia. Moją córeczkę. Nie mogę zrozumieć, dlaczego to wszystko mnie spotkało, ale muszę. Camilla powiedziała, że to było już dawno zapisane w gwiazdach. Dziwne, ale w to wierzę.

                                                            Koniec.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i kryminalne, użył 2855 słów i 16317 znaków, zaktualizował 11 lip o 6:47.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto