Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #11

EVIE
Od śmierci Marka minęło kilka tygodni... Wciąż w kupię gruzu nie znaleziono jego ciała nad czym ubolewam. Mam nadzieję, że on jednak żyje i kiedyś go jeszcze zobaczę.  
Teraz siedzę z córką w salonie, ona grzecznie rysuje coś na kartce a ja szukam jakiejś pracy. Chcę wyrwać się z codzienności i mieć swoje pieniądze, zająć się czymś żeby nie myśleć.  
Zadzwoniłam już chyba wszędzie i każda rozmowa kończy się na jednym "Odezwiemy się do Pani." słysząc to wiem, że nie sprzyjam ich oczekiwaniom. Podniosłam wzrok znad laptopa i spojrzałam na małą.  
-Maia co ty robisz?! - rzuciłam laptopem i zabrałam jej nożyczki. Całą rączkę miała we krwi ale jej twarz wciąż była obojętna. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do kuchni. Wyciągnęłam z szafki bandaż i jakiś płyn dezynfekujacy. Przemyłam jej rączkę wodą i płynem po czym zawinęłam w bandaż. - Pojedziemy do szpitala. - wzięłam ją na ręce, po drodze chwyciłam torebkę i praktycznie wybiegłam z domu. Na moje nieszczęście wpadłam na Carla.  
-Gdzie tak uciekasz? - uśmiechnął się szeroko. Widząc jego twarz moje śniadanie stanęło mi w gardle.  
-Maia bawiła się nożyczkami, rozcięła sobie palca.  
-Pokaż. - chwycił jej dłoń i zdjął opatrunek. - Gdzie z tym chciałaś jechać?  
-Do szpitala. - na moje słowa tylko się zaśmiał.  
-Chodź do taty. - wziął ją na ręce i wszedł do domu.  
Denerwuje mnie to, że Mia serio traktuje go jak ojca. Jedynie przy nim się uśmiecha i okazuje czułość. Jednak nie dziwię sie jej, nigdy nie miała ojca i potrzebuje takiej bliskości.
-Myślałam żeby Maie wysłać do psychologa.  
-Coś z nią nie tak? - popatrzył na mnie marszcząc brwi.
-Ona nie zachowuje się jak normalne dziecko. Tylko przy tobie okazuje jakieś uczucia... Jak się skaleczyła w palca nawet się nie skrzywiła.  
-Jest twarda jak skała po tatusiu. - pacną ją palcem w nosek na co się lekko uśmiechnęła.  
Ja jedynie się skrzywiłam i chwyciłam za telefon który zawibrował mi w kieszeni.  
-Słucham. Tak przy telefonie. Kiedy? Dobrze pojawię się. Do widzenia.  
-Kto to? - Carl postawił na podłodze Maie, którą zabrała niańka.  
-Szukałam dziś pracy. Jedna z firm poszukuje sekretarki to się zgłosiłam. - odwróciłam się do niego plecami i wyszłam na taras. Usiadłam na huśtawce po turecku i patrzyłam na ogród, który był naprawdę ładny.  
-Nie pozwalam Ci pracować. - w drzwiach stanął Carl. Ha ha uważaj bo cie posłucham.  
-Nudzę się w domu. - odpowiedziałam obojętnie, nawet na niego nie popatrzyłam. Chciałam pracować... Musiałam.
-To znajdź sobie jakąś koleżankę.  
-Dlaczego zabraniasz mi pracować? - tym razem na niego popatrzyłam. Widziałam, że się zdenerwował ale nie wiedziałam na co.  
-Kate! - zawołał nianie Mai. Przyszła z małą na rękach i niepokojem na twarzy.  
-Tak?  
-Pakuj się. Nie chcę cię już tu widzieć. - skrzywiłam się. Kate dała mi małą i poszła do swojego pokoju.  
-Co ty robisz? - zapytałam oburzona.  
-Nie możesz pracować, musisz zająć się córką. - podszedł do mnie i złapał za tył głowy przybliżając ją do swoich ust i pocałował w czoło.  
Byłam na niego wściekła ale nie chciałam się kłócić przy Mai. Pogłaskał małą po policzku i wszedł do domu.  
Wyciągnęłam telefon i napisałam sms-a do pracodawcy o potwierdzenie spotkania.  
Posiedziałam jeszcze chwilę z Maią na huśtawce ale nie długo bo usnęła. Zaniosłam ją do jej pokoju położyłam na białej pościeli i przykryłam różowym kocykiem. Ucałowałam ją w czoło i w tym momencie poczułam czyjąś bliskość, ta osoba stała tuż za mną. Gdy się wyprostowałam czułam jej ciepło, oddech na szyi i... Te perfumy.
-Mark... - natychmiast się odwróciłam. Jednak nie był to on... Nikogo tu nie było. Nagle poczułam mocny ból głowy, złapałam ręką ramy łóżka i zamknęłam oczy. Czułam, że zaraz nie wytrzymam, ból rozsadzał mi głowę. Upadłam na podłoge robiąc nie duży hałas, obudziłam nim Maie, która wstała z łóżka i podeszła do mnie. Zauważyłam, że sie przestraszyła i wybiegła z pokoju. Po chwili do pokoju wbiegł Carl i zaczął do mnie coś mówić. Nic nie rozumiałam, słyszałam pojedyńcze słowa jak "szpital", "będzie dobrze". Nawet nie wiem jak znalazłam się w aucie, nie pamiętam drogi do szpitala.  

-Panie doktorze co z nią? - usłyszałam czyjś cichy głos, tak jakby zza ściany. Mój mózg nie dopasował jeszcze do niego żadnej twarzy.  
-Jeszcze nie wiemy. Wykonaliśmy tomografie, o wszytkim będziemy pana informować. - odpowiedział jak mniemam lekarz.
-Możemy do niej wejść? - teraz już wiem kto to.
-Oczywiście, ale proszę nie przemęczać pacjentki.
-Naturalnie. - do pokoju wszedł Carl z małą na rękach. -Zobacz, mama już nie śpi. - uśmiechnął się do niej a nastepnie wzrok przeniósł na mnie. Posadził ją obok mnie na łóżku a sam usiadł na fotelu. -Jak się czujesz?
-Dobrze. - zamknęłam oczy. Nie chciałam nikogo widzieć, chciałam zostać sama.  
-Przepraszam. Mam przesyłkę dla pani Evie...  
-To ja.  
-Proszę podpisać obiór. - podał mi długopis i pokazał gdzie podpisać. -To dla pani. - położył na łóżku bukiet kwiatów.
-Od kogo to? - zapytał Carl.
-Niestety nie wiem. - uśmiechnął się przyjaźnie i wyszedł. -Jest jakiś liścik?
-Coś jest... - wyciągnęłam kartonik i przeczytałam...
"Nie pozbędziesz się mnie tak szybko. M."
To mogły być dwie osoby...

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1055 słów i 5572 znaków, zaktualizowała 9 cze 2020. Tagi: #miłość #sekret

Dodaj komentarz