Tam, gdzie łączy się niebo i ziemia – rozdział 1.

– Jo! Josephine! – Krzyczał, biegnąc przed siebie.

Był przerażony. Tylko na chwilę spuścił z niej wzrok... Co on sobie myślał? Wiedział, że nie powinien był jej ze sobą zabierać. Zdawał sobie sprawę z tego, jak może się to skończyć, a jednak uległ.

Warknął coś niezrozumiale pod nosem i zatrzymał się, gdyż zaczęło brakować mu tchu. Rozejrzał się prędko, co nie było najlepszym pomysłem – kawałek jasnej podłogi, znajdujący się tuż przed nim, pokryty był krwią. Cholera. Nie miał pewności, czy należała ona do Jo, jednak od chwili, gdy nie znalazł jej u swego boku, towarzyszyło mu dziwne przeczucie...

– Josephine. – Powiedział jeszcze raz, tym razem dużo ciszej, niż wcześniej – w obawie, iż ktoś mógłby go obserwować.

Jego wzrok ruszył nieco dalej. Zorientował się, że krople krwi znaczyły drogę. Jeśli należała do Josephine... mógł ją odnaleźć. Wierzył, że jeszcze nie było za późno. Jeśli była to krew kogoś innego... wpadnie w pułapkę. Czy chciał ryzykować? Nie, jednak... ta dziewczyna znaczyła dla niego zbyt wiele. Wziął oddech i, gdy już miał ruszyć dalej, usłyszał rozpaczliwy krzyk:

– Oscarze, nie idź tymi śladami! To zasadzka, zabiją cię!

Do jego uszu dotarł strzał i nie było już nic więcej. W końcu jednego z ciemnych korytarzy dostrzegł jej martwe ciało, osuwające się na podłogę. Nie miał wiele czasu, musiał uciekać. Bał się, dlatego zachował się jak tchórz.


Oscar zerwał się z łóżka, a po jego czole spływał pot. Noc w noc, wciąż przeżywał koszmar tamtego dnia. Zamrugał gwałtownie, by wyostrzyć swój wzrok. Chwilę zajęło mu, by jego umysł otrzeźwiał oraz, by mógł przypomnieć sobie, gdzie się znajduje. No tak – pokój hotelowy numer dwieście trzy, przy Straight Street.

Lewą ręką sięgnął po zegarek, spoczywający na małej, nocnej szafce, prawą zaś sięgnął karku, by rozmasować bolące miejsce. Skrzywił się przy tym lekko, a następnie odczytał godzinę. Była dopiero czwarta nad ranem, miał jeszcze sporo czasu. Ze spokojem mógłby wrócić do snu, jednak wiedział, że nie zdoła już zasnąć, dlatego wstał i ruszył w stronę łazienki.

***

Eve, w tym samym czasie, również otworzyła oczy. Obudził ją krzyk Nelly. Zerwała się z łóżka i, czym prędzej, pobiegła w kierunku pokoju dziecka.

Gdy tylko się w nim znalazła, zastała Nelly siedzącą na podłodze. Dziewczynka płakała, a jej twarz ukryta była w ramionach, które opierała o kolana. Kobieta podeszła do niej, usiadła obok i chwyciła ją za drobne ramiona, zmuszając tym samym, by uniosła na nią wzrok.

– Nelly... ? Co się stało? – Zapytała, przestraszona jej stanem, gdyż nigdy wcześniej coś takiego nie miało miejsca.

– Ja... miałam sen. – Wyjąkała z trudem siedmiolatka, a jej ciał zaczęło niebezpiecznie drżeć. – Widziałam w nim tatę. Biegł i... krzyczał czyjeś imię. Gdzie on jest? – Zapytała i rozpłakała się jeszcze głośniej.

Eve nie mogła obserwować tego ze spokojem, dlatego przycisnęła ją do piersi, zaczynając gładzić dłonią jej plecy.

– Ciii... – Westchnęła ciężko, mocniej ją przytulając. – Nie płacz, kochanie. To tylko sen, na pewno nic mu nie jest. Niebawem do ciebie wróci. – Odparła.

Mimo swoich słów nie potrafiła ukryć zdziwienia – doskonale znała sytuację, o której opowiedziała jej Nelly. Wiele razy słyszała ją od Oscara, jednak nigdy nie mówił tego córce...

– Wiesz, Eve... ciągle o tym myślę. Gdybym nie pozwolił jej tam pójść... wszystko wyglądałoby teraz inaczej. – Odezwał się Oscar, przerywając chwilę milczenia, a następnie skierował swój wzrok na roczną dziewczynkę, śpiącą w swoim łóżku.

– Przecież wiesz, że to nie twoja wina. Nie mogłeś wiedzieć, że się od ciebie odłączy, nie miałeś pojęcia, co się wydarzy. Przestań się w końcu obwiniać. – Warknęła kobieta, nie mogąc dłużej znieść słów chłopaka. Kochała go jak własnego syna i nie mogła słuchać o tym, jak zjadają go wyrzuty sumienia.

Wstał gwałtownie, dlatego krzesło, na którym dotąd siedział, odsunęło się i upadło z hukiem na podłogę. W pomieszczeniu rozległ się płacz dziecka.

– Przeze mnie Nelly straciła matkę. – Odparł tonem podobnym do tego, którego moment wcześniej użyła Eve. Miał ochotę rwać włosy z głowy. Uniósł dłonie, a palce wplótł w zbyt długą, nieułożoną, czarną grzywkę, która swobodnie opadała na jego czoło. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że jego niebieskie oczy stały się jakby ze szkła.

Czuł się tak źle, że nie wiedział, co ze sobą zrobić. Odwrócił się i kopnął krzesło, które wciąż znajdowało się na podłodze. W tym momencie płacz małej Nelly stał się przeraźliwie głośny. Eve uniosła się, by do niej podejść, jednak nie mogła pozostawić jego zachowania bez komentarza:

– Wystraszyłeś ją, Oscar. Nelly to twoja córka, nie moja, dlatego mógłbyś w końcu zacząć zachowywać się jak jej ojciec, a nie jak nieodpowiedzialny gówniarz. Nie cofniesz czasu. Nie możesz zmienić przeszłości, lecz pomyśl nad przyszłością. Zastanów się nad sobą. – Rzuciła, po czym podeszła do łóżeczka, a do jej uszu dobiegł już tylko trzask zamykanych drzwi.


***

Wciąż popełniał jakiś błąd, łapał za niewłaściwy przewód, czy też wybierał złą cyfrę, co jakiś czas zerkając na zegarek. Została ostatnia próba. Nie miał już wiele czasu, jednak w jego głowie wciąż gościła Jo. Zawsze starał się, by nie myśleć o rodzinie, o swojej córce, lecz dziś nie czuł się sobą. Działał sercem, nie głową, co w jego przypadku nie było wskazane. Mogło doprowadzić do zguby – jego lub całego zespołu.

Jego zadanie polegało na tym, by wyłączyć alarm wrogów, jednak już dawno zgubił w myślach właściwy plan działania. Nie wiedział, co ma robić, a zostały już tylko trzy minuty.

– Oscar! – Krzyknął ponaglająco Nate, jego przyjaciel, spoglądając na niego przez ramię. – Co z tobą?! Zaraz pozwolisz nam wszystkim zginąć! Jeden niewłaściwy ruch... – Mówił dalej, lecz ten już go nie słuchał.

Dopiero te słowa coś w nim odblokowały, obudziły jego głowę i racjonalne myślenie. Szybko wrócił do działania, które teraz na powrót wydawało mu się łatwe. Wiedział jedno – nie mogli zginąć, nie mogli przegrać, nie mogli wycofać się w najważniejszym momencie, ani też nie mogli zaprzepaścić wszystkiego, czego dokonywali przez lata. Dotarło do niego, że wszystko to mogło stać się przez jego lekkomyślność.

Baza wroga. Godzina szósta trzydzieści. Alarm wyłączony.

Wszyscy spoglądają po sobie, by po chwili rzucić się biegiem w stronę drzwi. Za moment wszystko miało się zmienić: terytorium, przywódca. Wszystkich czekała lepsza przyszłość. Niedługo będzie mógł wrócić do Nelly, tak strasznie za nią tęsknił... Nawet myśl o zobaczeniu Eve była teraz bardzo pocieszająca. Oczywiście... jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.

aile

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użyła 1284 słów i 7207 znaków.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Bardzo dobrze Ci idzie. Naprawdę :bravo: