Take me home (Rozdział 17.)

(oczami Emily)
     Po długiej rozmowie z Lucasem udało mi się zasnąć. Niestety spokojny sen nie bym mi przeznaczony, ponieważ budziłam się bardzo często próbując odgonić od siebie złe myśli i koszmary.  
     Wchodząc rano do salonu ujrzałam spakowanych przyjaciół. Poprzedniego wieczoru stwierdziłam, że będzie dla nich lepiej, jeśli wrócą do siebie. Pożegnaliśmy się bez zbędnego przeciągania. Resztę dnia spędziłam na sprzątaniu domu. Chciałam zająć myśli czym innym niż własne pokręcone życie. Na moje nieszczęście zostało jeszcze kilka dni, zannim zasiądę ponownie przy swoim biurku w pracy. Do tego czasu musiałam zorganizować sobie czas w jakikolwiek sposób. Po długim czasie stwierdziłam, że dobrze zrobi mi wyjście do siłowni.
     Następnego ranka, po przebudzeniu, zapakowałam do torby czarne sportowe buty oraz top i legginsy w tym samym kolorze. Pół godziny później byłam już na miejscu. Od razu wykupiłam karnet i skierowałam się do przestronnej szatni w szarych barwach. Przebrałam się i odłożyłam niepotrzebne rzeczy do szafki.  
     Zaczynając bieganie na bieżni założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Nie narzuciłam sobie na początek zbyt szybkiego tempa. Zaczęłam obserwować co działo się wokół mnie, a tym samym przyglądać się ludziom w tym sporym pomieszczeniu. Wszystko było utrzymane w podobnych kolorach jak szatnia. Na ścianie, kilka metrów przede mną rozpościerało się ogromne lustro, które przechodziło później w równie okazałe okno po mojej prawej stronie. Między mną a lustrem poustawiane było mnóstwo przyrządów do ćwiczeń.  
     Przesunęłam spojrzeniem po kilku mężczyznach, którzy ćwiczyli plecami do mnie, lecz w odbiciu lustra widziałam ich twarze. Rozmawiali ze sobą w trakcie ćwiczeń, więc możliwe, że byli znajomymi. Jeden z nich wyjątkowo przykuł mój wzrok i uwagę, ponieważ miałam wrażenie, że gdzieś go widziałam. Niestety nie mogłam określić jak dokładnie wygląda. Po kilku sekundach podniósł głowę i spojrzał na mnie w momencie, kiedy się na niego bezczelnie patrzyłam. Serce zamarło mi w mgnieniu oka i o mało nie zabiłam się o własne nogi. Okazało się, że to Victor.  
     Dlaczego on musi być zawsze tam gdzie ja? Wbiłam wzrok w podłogę przed sobą i postarałam się skupić na tym co robiłam wcześniej. Przyspieszyłam tempo i zamknęłam oczy wsłuchując się w muzykę płynącą z moich słuchawek. Nie długo było mi pisane cieszyć się spokojem. Poczułam jak jedna ze słuchawek wysuwa się z mojego ucha. Przed sobą zobaczyłam uśmiechającego się szeroko bruneta.
-Nie nauczyli Cię, że nie można przeszkadzać innym? - mruknęłam nie przerywając biegania.
-Dlaczego jesteś taka niemiła? - zmarszczył brwi przeczesując włosy palcami. Może rzeczywiście byłam dla niego zbyt wredna.
-Przepraszam. - westchnęłam i speszona przygryzłam wargę.
-Przeprosiny przyjęte… Będziesz na firmowym Sylwestrze?
-Nie planuję, nie mam ochoty i przede wszystkim nie mam w czym przyjść. - wytłumaczyłam spokojnie i zatrzymałam bieżnię schodząc z niej.
-Możemy rozwiązać problem twojej garderoby. - zauważyłam błysk w jego oku.
-Victor… Proszę. - szepnęłam i wyminęłam go ruszając w stronę szatni. Niestety brunet nie dał za wygraną.
-Co ci szkodzi? Naprawdę wolisz siedzieć sama w domu? Brak sukienki to nie pretekst. - zacisnęłam zęby, ponieważ trafił w sedno. Zaczęłam stronić od ludzi, aż doszło do tego, że wolałam spędzać czas w samotności z butelką wina.
-Jeśli powiem, że zastanowię się nad tym, dasz mi spokój?
-Czyli tak? - uśmiechnął się triumfalnie.
-Czyli może. - poprawiłam go odruchowo. - Jeszcze się nie zdecydowałam. - odwzajemniłam uśmiech i poszłam się przebrać.
     Po powrocie do domu wzięłam długą kąpiel. Kolejne dni upłynęły mi na słodkim lenistwie. Nim się obejrzałam nadszedł ostatni dzień roku. Jak zwykle po przebudzeniu, siedziałam w kuchni pijąc kawę. Przerwało mi dość głośne pukanie do drzwi. Niewiele myśląc zostawiłam kubek na kuchennym stole i skierowałam się w stronę źródła dźwięku.
-Dzień dobry. - przywitał mnie elegancko ubrany facet. Był o wiele starczy ode mnie, co wnioskowałam po jego włosach przyprószonych siwizną. - Pani Emily Evans?  
-Tak, o co chodzi? - zapytałam uważnie mu się przyglądając.
-Przesyłka dla pani. - uśmiechnął się ciepło i wręczył mi sporej wielkości pakunek, który od razu obejrzałam z każdej strony.
-A mogę wiedzieć od kogo jest ta paczka? - zmarszczyłam brwi. Na paczce nie było żadnego adresu.
-Pan Victor Shane kazał mi to pani doręczyć.  
-Dobrze, dziękuję. - westchnęłam cicho, chociaż wewnątrz mnie zaczęło się gotować ze złości.
-Do zobaczenia. - mężczyzna skinął głową na pożegnanie i odwrócił się w stronę auta.
     Weszłam do środka zamykając za sobą drzwi na klucz. Położyłam pudełko na szklanym stoliku na środku salonu i złapałam się pod boki. Byłam ciekawa co znajduje się w środku, chociaż nie byłam zadowolona z tego, że Victor wysyła mi jakieś niedorzeczne prezenty. Potarłam czoło dłonią i usiadłam na fotelu z szarym obiciem. Po długiej walce z samą sobą złapałam za biały pakunek i zerwałam odstającą złotą kokardę. Następnie zdjęłam wieczko i odsunęłam cienką bibułkę przykrywającą biały materiał.
     Późnym wieczorem stałam przed lustrem w białej rozkloszowanej sukience na długi rękaw. Talię obejmował złoty pasek. Stwierdziłam, że przecież nic się nie stanie, jeśli jednak się w niej pokaże. Gdzieś w głębi szafy znalazłam czarną marynarkę oraz buty w tym samym kolorze i torebkę na złotym łańcuszku. Przed samym wyjściem zdążyłam zrobić delikatny makijaż i ruszyłam do taksówki czekającej przed moim domem. Oby ta impreza nie okazała się kolejną tragedią.

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Super. Cieszę się z nowej części ????