Take me home (Rozdział 10.)

Nie czekając na pozwolenie do środka, niczym burza, wpadła Rebecca. Od razu stanęłam na nogi, przez co Cat o mało nie spadła z fotela.
-Ty. - wskazała palcem na stojącą obok mnie blondynkę. - Wyjdź.
     Spojrzałam błagalnym wzrokiem na opuszczającą pomieszczenie dziewczynę. Czarnowłosa zamknęła za sobą drzwi i podeszła bliżej wwiercając we mnie swoje pełne nienawiści spojrzenie. Przez samą jej obecność zrobiło mi się gorąco, a przez jej wzrok zaczęłam wyliczać w myślach sposoby jakimi mogłaby mnie pozbawić życia. Nie wyglądała na taką, która z łatwością okazałaby łaskę.
-Właśnie dowiedziałam się, że Victor był tak wspaniałomyślny i zatrudnił cię jako swoją asystentkę. - mruknęła stając naprzeciw mnie i zaczęła przyglądać się mojej twarzy.  
-Jesteś śliczna… A ja nie jestem tak głupia na jaką wyglądam, dlatego trzymaj łapy z dala od mojego faceta, bo może się to dla ciebie źle skończyć. - syknęła patrząc mi w prosto w oczy i złapała moje ramię wbijając w nie paznokcie. - Zrozumiano?
-Oczywiście. - wydusiłam przez zaciśnięte z bólu zęby i uwolniłam się z jej uścisku.
-A teraz weź się do pracy i zarezerwuj nam stolik w najlepszej restauracji w tym mieście. - uśmiechnęła się triumfująco i pewnym krokiem wyszła z mojego gabinetu.
     Miałam ochotę ją udusić. Nigdy nie trafiłam na kogoś tak zazdrosnego i zadufanego w sobie jak ona. Spuściłam wzrok na ramię, na którym malowały się krwistoczerwone ślady po szponach szantażystki. Syknęłam cicho z bólu i uchyliłam okno, żeby pozbyć się zapachu jej perfum. Po chwili usiadłam na fotelu tuż za mną głośno wzdychając i opuszczając rękawy koszuli. Zaczęłam szukać jakiejkolwiek restauracji, która spodobałaby się Rebecce. Pół godziny później zadzwoniłam do jednego ze spisanych przeze mnie na kartce lokali i zarezerwowałam stolik dla dwojga.
     Sekundę po wyłączeniu laptopa rozdzwonił się mój telefon. Sięgnęłam po niego, ale widząc, że dzwoni Victor jak najszybciej odrzuciłam połączenie. Nie brałam pod uwagę tego, że może tu przyjść, dlatego zdziwiłam się, gdy tak się stało.
-Emily, możemy porozmawiać? - zapytał zamykając za sobą drzwi.
-Wydaje mi się, że nie mamy o czym. - szepnęłam wstając zza biurka.
     Chciałam się stamtąd jak najszybciej ulotnić. Niestety przechodzą obok bruneta ten złapał mnie za ramię, w które niedawno wbijała pazury jego dziewczyna. Zacisnęłam zęby i wyrwałam się mu w ułamku sekundy. Spojrzał na mnie podejrzliwie i łapiąc za mój nadgarstek podwinął do góry rękaw bluzki, którą miałam na sobie.
-Co to ma być?
-Nie ważne. Każdym pracownikiem się tak interesujesz? - warknęłam łapiąc za klamkę z zamiarem otworzenia drzwi. - Twoja dziewczyna czeka, zamówiłam wam stolik.
-Nie tak szybko.  
     W mgnieniu oka Victor przycisnął mnie swoim ciałem do ściany tak, że opierałam się o nią plecami. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Był stanowczo zbyt blisko, a to nie pomagało mi w trzeźwym myśleniu.
-Dlaczego musisz być taka uparta? - szepnął przy moim uchu i położył dłonie na mojej talii.
-Victor, doskonale wiesz o co i o kogo chodzi. Nie mam zamiaru być powodem, przez który rozpadnie się wasz związek. - odpowiedziałam kładąc dłonie na jego torsie i próbując go od siebie odsunąć.
-Nie zależy mi na niej.
-To czemu wciąż z nią jesteś.
-Muszę. - westchnął i pocałował mnie w czoło.
     Chwilę później Victor odsunął się ode mnie, co przyjęłam z ogromną ulgą. Otworzyłam oczy i zaczęłam swobodnie oddychać. Szybko odsunęłam opadające na oczy włosy i podniosłam wzrok na niego. Posłał mi słaby uśmiech i wyszedł na korytarz.
     Postanowiłam odczekać kilka minut, żeby nie wpaść na niego, gdy będę szła do Cat. Po drodze nie spotkałam żywej duszy, ale bardzo mi to odpowiadało. Gdy tylko na horyzoncie pojawiła się znajoma blond osóbka, przyspieszyłam kroku. Bez słowa usiadłam na brzegu jej biurka.
-Jak się cieszę, że żyjesz. - rzuciła się na moją szyję, na co zareagowałam donośnym śmiechem.
-A czemu miałabym nie żyć?
-Ta wiedźma jest przerażająca. Nie musisz dziękować, że się martwię. - Cat puściła mnie i usiadła z powrotem.
-Idziemy gdzieś? - zmieniłam temat uśmiechając się do niej ciepło.
-Nie mogę. Mam dużo pracy. - westchnęła przeczesując włosy palcami i pokazując na stertę dokumentów.
-Od czego masz mnie? - sięgnęłam po najbliższe krzesło i przysunęłam je siadając obok Cat.
-Ty chyba żartujesz.
-W żadnym wypadku. - zaśmiałam się i zabrałam za część dokumentów leżących przed nami.

nomatterwho333

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 889 słów i 4739 znaków. Tagi: #praca #przyjaźń #zazdrość

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Część super, czekam na kolejną :)