Take me home (Rozdział 12.)

Z minuty na minutę bawiłam się coraz lepiej. Przestał mi przeszkadzać ogromny tłok. Nie zwracałam większej uwagi na ogrom ludzi tańczących wokół mnie. Pierwszy raz od dłuższego czasu przestałam nad wszystkim rozmyślać.
     Po kilku mocniejszych drinkach Cat zniknęła gdzieś w tłumie nie dając wcześniej żadnego znaku. Nie mogłam jej odnaleźć, ponieważ uniemożliwiało mi to słabe oświetlenie. Mój wzrok nadal miał problem z przyzwyczajeniem się do wciąż zmieniających się świateł.  
     Rezygnując z poszukiwań blondynki ruszyłam w głąb sali nie przerywając tańca. W pewnym momencie poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach. Sądząc po wielkości na pewno był to jakiś facet. Odwróciłam się w ułamku sekundy i odetchnęłam z ulgą widząc roześmianą twarz Evana. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, po czym przyciągnął mnie do siebie jak najbliżej się dało. Oplotłam rękoma jego szyję patrząc mu w oczy. Przez wypity alkohol tańczyliśmy coraz odważniej.
     Kiedy muzyka nieco zwolniła, blondyn przesunął swoje dłonie na moją talię i schylił się delikatnie chowając twarz w moją szyję. Po całym ciele przeszły mnie ciarki, gdy poczułam jego ciepły oddech na skórze.
-Ślicznie wyglądasz. - szepnął mi na ucho po dłuższej chwili. Przez głośną muzykę ledwie usłyszałam co do mnie mówi.
-Dziękuję, ty też wyglądasz całkiem nieźle. - odpowiedziałam po chwili na co zaśmiał się krótko.
     Blondyn oplótł mnie ramionami przez co musiałam przysunąć się do niego jeszcze bliżej. Czułam, że to może się źle skończyć, ale mój przyćmiony przez wypite drinki mózg nie chciał ze mną współpracować. W najmniej oczekiwanym momencie poczułam usta Evana składające pocałunki na mojej szyi. Przymknęłam oczy wtulając się w niego. Blondyn ani myślał, żeby przerywać, kiedy do rzeczywistości przywołał mnie głośny pisk dziewczyny tańczącej obok nas.
     Odskoczyłam od Evana jak oparzona wpadając przypadkowo na jakiegoś chłopaka tuż za moimi plecami. Pokręciłam z niedowierzaniem głową wbijając wzrok w sprawcę tego wszystkiego. Przeczesał palcami włosy patrząc na mnie przepraszająco. Machnęłam ręką, jakby miało to znaczyć, że nic się nie stało i ruszyłam w stronę wyjścia. Musiałam ochłonąć i trochę się przewietrzyć.
     Gdy wyszłam przed klub, wzięłam głęboki oddech i przeczesałam włosy palcami doprowadzając je do porządku. W myślach ganiłam się, że pozwoliłam Evanowi na coś takiego. Zastanawiałam się jak teraz spojrzę mu w oczy. Miałam nadzieję, że jakoś z tego wybrniemy i nie będzie między nami niezręcznej ciszy.
     Nie chcąc przeszkadzać osobom wychodzącym z budynku postanowiłam się przejść. W głowie szumiało mi coraz bardziej, a wspaniały humor gdzieś się ulotnił. Nie miałam zamiaru odchodzić zbyt daleko, bo szpilki na moich stopach okazały się być niezbyt wygodne. Przestałam zwracać na to uwagę w chwili, kiedy zorientowałam się, że ktoś za mną idzie. Przyspieszyłam kroku mając nadzieję, że nieznajomy bądź nieznajoma zostawi mnie w spokoju. Moje prośby oczywiście nie zostały spełnione, a serce rozszalało się na dobre.
     Nie zdążyłam się obejrzeć, kiedy nagle czyjeś silne dłonie złapały mnie w pasie i zaciągnęły w ciemną uliczkę. Oparłam się plecami o mokrą ścianę, kiedy mężczyzna przycisnął mnie z całej siły do budynku zasłaniając usta dłonią. Poczułam jak łzy zaczęły zbierać się w kącikach moich oczu. Próbowałam wyrwać się nieznajomemu, lecz był zbyt silny. Widząc jego perfidny uśmiech od razu zamknęłam oczy.
-Kogo mu tu mamy? - zaczął, kiedy zrezygnowałam z próby ucieczki i przycisnął mnie jeszcze mocniej do ściany. - Ładnie tak uciekać i ukrywać się przed nami? Josh się ucieszy, kiedy dowie się, że w końcu cię znaleźliśmy. Zbyt długo to trwa. - załkałam cicho i pociągnęłam nosem. - Niestety muszę zaprowadzić cię do niego całą, ale nikt nie powiedział, że nie możemy się trochę zabawić.  
     Oddychałam coraz ciężej, przez zatkany już nos. Czułam, że niedługo zemdleję, chociaż najgorsze zapewne było dopiero przede mną. Nagle poczułam coś zimnego na udzie, a na pewno nie była to ręka tego faceta. Zdobyłam się na to, żeby otworzyć oczy i zerknęłam w dół. Mimo coraz większej ilości łez, zauważyłam, że to nic innego niż pistolet. Jęknęłam z przerażenia i zaczęłam się coraz bardziej wyrywać.  
-Ciii, uspokój się to może nie będzie tak bolało. - mruknął mi na ucho. Niewiele myśląc ugryzłam go jak najmocniej tylko mogłam w dłoń, co spowodowało, że ją zabrał.
-Pomocy! - wrzasnęłam z całych sił, przez co niespodziewanie poczułam jego rękę uderzającą w mój policzek.
     Zaniosłam się płaczem, lecz znów zasłonił mi usta. Moje wołanie o ratunek nie poszły jednak na marne. W przeciągu minuty ktoś wbiegł w mojego oprawcę z taką siłą, że oboje upadli na ziemię. Mój wybawca usiadł na przeciwniku i bez żadnych skrupułów zaczął okładać go pięściami, aż ten stracił przytomność. Patrzyłam na to wszystko z niedowierzaniem i chwytałam łapczywie każdy kolejny oddech. W chwili, gdy brunet wstał z intruza, zauważyłam, że to ktoś znajomy. Kiedy do mnie podszedł rozpoznałam go od razu.
-Nic ci nie jest? - zapytał z troską w głosie, a ja momentalnie rozpłakałam się niczym dziecko.


Jest i on ;)
Jak myślicie? Kto to może być? :D

nomatterwho333

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1032 słów i 5556 znaków. Tagi: #przyjaźń #miłość #zabawa #kłopoty

2 komentarze

 
  • Kati

    Blagam Cie zeby to byl jej szef! ❤❤ cudowne opowiadanie ja chcee wiecej! ❤❤

  • Margo1990

    Hmm...myślę że to jej szef :)
    Czekam na kolejną część :)