Take me home (Rozdział 6.)

Następnego dnia spóźniłam się na autobus, przez co musiałam jechać kolejnym kursem. Na domiar złego, kiedy wysiadłam okropnie się rozpadało. Nim doszłam do firmy, byłam cała przemoczona. Oczywiście Victor wiedział, że nie dam rady przyjechać na czas. Chwilę po tym jak uciekł mi autobus napisałam mu wiadomość z wyjaśnieniem.
     Gdy przekroczyłam próg budynku, napotkałam zadowolone spojrzenie sekretarki. Wyglądałam pewnie jak milion nieszczęść. W kilka minut pokonałam drogę z parteru na ostatnie piętro.
     W swoim biurze od razu zdjęłam kurtkę i trampki, które chwilę później wylądowały pod biurkiem. Po kilku sekundach usłyszałam pukanie i dźwięk otwieranych drzwi. Obróciłam się w ich stronę i zobaczyłam szczerzącego się Victora.
-Wpadłaś po drodze do fontanny? - zaśmiał się mierząc mnie wzrokiem od samego czubka głowy po moje bose stopy.
-To nie jest śm… - kichnęłam zasłaniając usta i tym samym przerywając zdanie.
-Oj, niedobrze. - mruknął marszcząc brwi.
     Rzucił teczkę z dokumentami na moje biurko i czym prędzej podszedł do mnie z powrotem. Złapał mnie delikatnie za podbródek i przechylił moją głowię tak, żebym spojrzała na niego.
-Nie wyglądasz najlepiej, a jesteś mi teraz bardzo potrzebna. - szepnął, a ja stałam wpatrzona w jego brązowe oczy.
-Jeśli to coś naprawdę ważnego to dam radę.
-Jesteś pewna? - chciał się upewnić, a ja skinęłam potwierdzająco głową.
     W chwili kiedy wypowiedział te słowa, poczułam ścisk w żołądku. Czy on się o mnie martwił? Zmrużyłam oczy przyglądając się mu uważnie. Przeniosłam spojrzenie na jego usta. Miałam ochotę go pocałować, ale mój zapał ostudziła myśl, że ma przecież dziewczynę.  
     Czy ja się zakochałam? Nie, to nie może być to. Po prostu jestem chora. Odwróciłam szybko wzrok i ruszyłam do biurka. Czułam jak pieką mnie policzki, a nie chciałam, żeby to zauważył.
-Do czego jestem Ci potrzebna? - zapytałam stojąc plecami do niego i kolejny raz kichnęłam.
-Mam ważne spotkanie i chcę, żebyś na nim była. Poza tym miałaś rzucić okiem na dokumenty dotyczące projektu.
-Poradzę sobie, ale nie w tych ubraniach. - westchnęłam siadając na fotelu. - Nie mam nawet w co się przebrać.
-To da się załatwić. Daj mi kilka minut. - rzucił mi tylko tajemniczy uśmiech i już zamykał za sobą drzwi.

Oczami Victora…
-Chyba oszalałeś myśląc, że będę paradować w czymś takim po firmie. - prychnęła niczym wściekła kotka, a ja zaśmiałem się w duchu.
     Czekałem już dziesięć minut, oparty o ścianę tuż obok drzwi do jej biura. Co chwilę dobiegało do mnie stłumione kichanie czarnulki, a to nie zapowiadało nic dobrego.
-Zawsze możesz ubrać z powrotem te mokre ciuchy albo chodzić nago. - stwierdziłem opierając głowę o ścianę.
     Usłyszałem tylko jak przeklina na cały świat i minutę później otworzyła drzwi. Zmierzyłem ją wzrokiem i zagwizdałem pod nosem. Nie sądziłem, że będzie wyglądać aż tak dobrze w tym co kazałem kupić jednemu z pracowników. Wysłałem go do sklepu zaraz po tym jak wybiegłem z gabinetu Emily. Miała na sobie szarą, dopasowaną spódnicę i elegancką koszulę zapinaną na guziki.
Niby nic niezwykłego, ale jej to pasowało. Beż żadnych wyrzutów sumienia mogłaby zrezygnować z luźnych ubrań, które nosiła dotychczas.
-Uważaj, bo coś Ci zaraz wpadnie. - mruknęła pod nosem, przez co otrząsnąłem się od razu. - A to, noś sobie sam. - dodała, po czym wręczyła mi parę czarnych szpilek.  
     Uniosłem do góry jedną z brwi. Po chwili spojrzałem w dół i spostrzegłem, że stoi boso. Przetarłem twarz dłonią i westchnąłem ciężko. Nie wytrzymam z tą kobietą.
-Ubierz je, bo rozchorujesz się jeszcze bardziej.
-Nie ma mowy. - skrzyżowała ramiona na piersi. - Wystarczy, że jestem chora. Nie chcę się jeszcze połamać. - warknęła wściekła. Rozbawiło mnie to, ale starannie to ukryłem.
-Nic ci się nie stanie. Ubieraj, bo nie mamy czasu. - postawiłem na swoim.
     Sekundę później Emily ubierała już szpilki opierając się jedną ręką o ścianę, a ja szczerzyłem się jak głupi. Wygrałem po raz kolejny.
-Mamy piętnaście minut. Chodźmy. - powiedziałem zerkając na zegarek.
     Sięgnąłem po dokumenty, które wcześniej położyłem na jednej z szafek znajdujących się na korytarzu. Moja towarzyszka nie odezwała się już ani słowem, lecz posłusznie weszła ze mną do windy. Chciałem ją jakoś udobruchać, więc wysłałem jej jeden z najlepszych uśmiechów jakie miałem w zanadrzu. Widząc to przewróciła oczami, na co ja zaśmiałem się pod nosem.
     W kilka minut pokonaliśmy drogę do sali konferencyjnej. Większość zespołu była już na miejscu. Osoby, z którymi miałem prowadzić rozmowę, również były już gotowe. Przywitałem się z nimi i przedstawiłem im Emily. Gdy położyłem dłoń na dole jej pleców, żeby odprowadzić ją do stołu, poczułem jak bardzo była spięta. Zerknąłem na nią przelotnie i zauważyłem, że niesamowicie się stresuje.
-Spokojnie, nie musisz się nawet odzywać. - szepnąłem przy jej uchu, gdy usiadła na krześle. - Notuj tylko to, co uważasz za istotne.
     Kiwnęła głową na znak, że zrozumiała. Odszedłem od niej z zamiarem zaproszenia wszystkich tu obecnych do zajęcia miejsc. Kątem oka wciąż doglądałem Emily.
     Gdy harmider ucichł, chciałem już zacząć, lecz do pomieszczenie wparował Evan. Jak zawsze spóźniony. Przeprosił i usiadł naprzeciw czarnulki. Mógłbym przysiąc, że widziałem jak puszcza do niej oczko i perfidnie się uśmiecha.
     Zacząłem spokojnie wyjaśniać cel spotkania, ale tak naprawdę gotowało się we mnie. Byłem zazdrosny? Cholera… Chyba tak.
     Nienawidziłem go. Gdyby zrobił coś tej drobnej istocie siedzącej obok mnie, zabiłbym go na miejscu. Była bardzo wrażliwa. Podczas tej całej akcji w restauracji, gdzie pracowała, miałem wrażenie, że zemdleje pod wpływem samego spojrzenia Rebecci.
     Właśnie. Moja dziewczyna, a właściwie to narzeczona. Im dłużej z nią byłem, tym bardziej wredna i oschła się stawała. Za jakiś czas mamy się pobrać, ale nie widzę jej u swojego boku. Bardziej pasowałaby na tym miejscu Emily.

Oczami Emily…
     Wszystko miało trwać maksymalnie godzinę, a rozmowy ciągnęły się dalej. Z każdą minutą czułam się coraz gorzej. Starałam się skupić myśli na tym co słyszę i zapisywać ważne informacje, lecz mój stan mi na to nie pozwalał. Moje dłonie trzęsły się nieprzerwanie, a delikatny przeciąg przyprawiał mnie o dreszcze.
      W pewnym momencie poczułam na moim kolanie dłoń Victora. Domyśliłam się, że zauważył co się ze mną dzieje. Przez następne kilka minut gładził kciukiem skórę na mojej nodze. Za każdym razem, gdy musnął palcami moje ciało, przechodziły mnie ciarki. Kątem oka dostrzegłam minę Evana. Nie wyglądał na zadowolonego.
-Mogę wyjść? - szepnęłam brunetowi na uch, a gdy ten tylko skinął głową wstałam i ruszyłam do wyjścia z sali.
     Usłyszałam za sobą kroki, ale nie odwróciłam się, żeby sprawdzić kto to. Będąc przy windzie poczułam zawroty głowy. Gdyby nie to, że ktoś objął mnie mocno w talii i przytrzymał, już dawno leżałabym na podłodze.
-Niedobrze. - mruknął pod nosem i wprowadził mnie do windy. Po głosie rozpoznałam, że to Evan bawi się w bohatera.
-Już jest lepiej. - szepnęłam opierając się plecami o ścianę. Pochyliłam się i zdjęłam szpilki, po czym podałam je blondynowi.
-Przeklęte buty. - prychnęłam, gdy wysiadaliśmy z windy.
     Słyszałam kroki blondyna za sobą. Po wejściu do gabinetu sięgnęłam po swoje rzeczy i ubrałam kurtkę oraz buty. Błyskawicznie wrzuciłam teczkę z dokumentami dotyczącymi projektu do torebki.
-Wracam do domu. - rzuciłam do Evana, który właśnie odkładał, powierzone mu przeze mnie, buty pod biurko.
-Nie ma mowy, żebyś prowadziła w takim stanie. - obruszył się i skrzyżował ramiona na torsie.
-Nie martw się, nie mam zamiaru prowadzić autobusu.
-Co z twoim autem?
-Mała awaria.
-Odwiozę Cię. Nie pozwolę, żebyś wracała sama.
-Okej, niech będzie. - westchnęłam przeczesując włosy palcami, po czym wyminęłam go wychodząc z pomieszczenia.
     Już kilka minut później byliśmy w drodze do mojego domu. Siedziałam opierając głowę o szybę i obserwując zmieniające się za nią obrazy. Nie miałam najmniejszej ochoty na jakiekolwiek rozmowy, choć nie raz w trakcie jazdy czułam na sobie spojrzenie siedzącego obok mężczyzny.
     Nim się obejrzałam, byliśmy już na miejscu. Od razu odpięłam pasy i sięgnęłam po torebkę.
-Dziękuję. - szepnęłam i otworzyłam drzwi z zamiarem opuszczenia auta.
     Nagle poczułam jak Evan łapie mój nadgarstek, co spowodowało, że obróciłam twarz w jego stronę. Posłałam mu pytające spojrzenie.
-Przemyślałaś moją propozycję?
-Tak, ale teraz i tak nic z tego. - westchnęłam spuszczając wzrok. - Nie wiem jak się będę czuła.
-Dobrze, zaczekam. - szepnął i przysunął się do mnie bliżej.
     W jednej sekundzie jego dłoń spoczęła na moim policzku. Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego błękitne oczy. Od pocałunku dzieliło nas już niewiele.

Tak, wiem xd jestem okropna. Nie dość, że taki długi, to jeszcze zakończyłam w takim momencie xd
Dziękuję Wam za te wszystkie komentarze <3
Jak myślicie? Pocałują się? :D

nomatterwho333

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1770 słów i 9512 znaków, zaktualizowała 5 lut 2017.

3 komentarze

 
  • Mariusz

    Pocałunek wydaję się logiczny, ale w jej stanie pewnie się skończy kichnięciem, ciekawe jak Evan zareaguje na taki obrót sprawy ;)

  • ala22

    Część świetna <3 czekam na next :)

  • Malawasaczka03

    Ty wredny potworku^^. W takim momencie:P. Ale ogólnie część jak zwykle przecudowna <3