Take me home (Rozdział 7.)

W ostatniej chwili obróciłam głowę w bok sprawiając, że Evan trafił ustami na mój policzek. Błyskawicznie odsunął się ode mnie zabierając swoją dłoń.
-Do zobaczenia. - szepnęłam unikając jego wzroku i wysiadając z auta.
     Z trudem udało mi się znaleźć w torebce klucze i otworzyć drzwi, ponieważ moje dłonie okropnie się trzęsły. Dopiero kiedy znalazłam się w domu blondyn odjechał z piskiem opon. Musiał być niesamowicie wściekły. Na mnie? Nie wiem. Na siebie? Całkiem możliwe. Po odwieszeniu kurtki i zdjęciu butów ruszyłam do sypialni biorąc głęboki oddech.
     Resztę dnia spędziłam w łóżku przeglądając dokumenty związane z projektem. Co jakiś czas zapisywałam swoje uwagi i pomysły na osobnej kartce. Mimo zajęcia, na którym się skupiłam, przez moją głowę przewijały się myśli o niedawnej sytuacji mającej miejsce w aucie blondyna. Nie sądziłam, że mogłabym spodobać się komukolwiek. Evan może był sympatyczny i przystojny, ale ktoś inny zapanował nad moim sercem. Szkoda tylko, że kogoś ma.

     Kolejne dni mijały bez szczególnych wydarzeń mogących zostać firmowymi sensacjami. Evan unikał mnie jak ognia, przez co odezwały się we mnie wyrzuty sumienia, choć nie wiem czy powinnam brać to wszystko do siebie.
     Victor wyjechał gdzieś na kilka dni zaraz po spotkaniu, z którego zwiałam. Ja natomiast raz czułam się lepiej, a raz gorzej. W ciągu tych kilku dni każdą wolną chwilę spędzałam nad projektem. Ze swojego gabinetu wychodziłam tylko, aby zrobić sobie kawę lub iść do łazienki. W domu nie miałam aż tak dobrych warunków do pracy, ponieważ na działce obok ruszyła budowa, a ekipa tam pracująca nie oszczędzała moich uszu.
     Wielkimi krokami nadszedł upragniony przez wszystkich piątek. Jak co rano przyjechałam do firmy i zaszyłam się w swoich czterech kątach. Kartki leżały tak jak zostawiłam je poprzedniego wieczora. Kilka z nich znalazło się na podłodze z powodu braku miejsca na biurku. Nie miałam siły, by je wczoraj posprzątać. Dziś również nie czułam się najlepiej, a nie miałam ochoty na jakiekolwiek wizyty u lekarza.
     Mimo ogromnego bólu głowy i prawdopodobnej gorączki, zabrałam się do pracy. Przez cały czas nikt mi nie przeszkadzał. Odpowiadał mi taki stan rzeczy. Czułam, że nie byłam tu mile widziana. Oprócz jednej dziewczyny, która sama rozpoczęła ze mną rozmowę, wszyscy wyglądali jakby mieli mnie dość. Cat, bo tak miała na imię moja nowa znajoma, okazała się być przemiłą blondynką. Wpadła na mnie wbiegając w ostatniej chwili do windy i od razu wiedziałam, że doskonale się dogadamy.  
     Tego samego dnia umówiłyśmy się w małej kawiarence w centrum. Dowiedziałam się o niej wielu rzeczy. Co chwilę do naszej rozmowy wplatała opowieści ze swojego życia i nie wymagała tego ode mnie. W gruncie rzeczy niesamowicie się z tego cieszyłam. Potrafiła poprawić mi humor.
     Wracając do teraźniejszości, czas mijał w żółwim tempie. Przez pulsujący ból głowy nie mogłam skupić się na tym co robiłam. Sprawdzałam wszystko po kilka razy, żeby nie popełnić żadnego błędu. Nie chciałam zawieść Victora. Skoro powierzył mi tak ważną sprawę, oczekiwał pewnie, że uda mi się zlikwidować wszystkie możliwe błędy.
     O tej porze roku dni były już coraz krótsze, dlatego kilka minut przed szesnastą miasto zatopiło się w ciemności. Poczułam ogromne zmęczenie, przez co postanowiłam zdrzemnąć się przez godzinę. Usiadłam wygodniej na fotelu przyciągając do siebie kolana. Zamknęłam oczy i nawet nie miałam pojęcia kiedy zasnęłam.

Oczami Victora…
     Lot opóźnił się o dobre kilka godzin, przez co w domu byłem dopiero po południu. Zostawiłem wszystkie niepotrzebne rzeczy i wziąłem szybki prysznic. Musiałem jak najszybciej dostać się do firmy. Przez cały wyjazd otrzymywałem stamtąd niepokojące wiadomości. Poza tym martwiło mnie milczenie Emily. Od tamtego dnia nie dawała znaku życia, co bardzo mnie niepokoiło.
     Szybko ubrałem jeansy i czarną koszulkę, po czym skierowałem się  do garażu. Pół godziny później byłem już na miejscu. Gdy tylko przekroczyłem próg, dopadła mnie Camilla z plikiem listów w dłoni. Była tutaj sekretarką tylko dlatego, że była dobrą przyjaciółką Rebecci. Inaczej nigdy nie zatrudniłbym jej w mojej firmie.
-Jest Emily? - zapytałem od razu, przez co jej sztuczny uśmiech szybko zniknął.
-Tak. Pewnie będzie tu do wieczora. Zresztą jak zawsze. - odpowiedziała z pogardą w głosie.
     Puściłem to mimo uszu i czym prędzej udałem się na górę. Zostawiłem listy w swoim biurze  i ruszyłem do gabinetu mojej asystentki. Zapukałem cicho, ale nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Chwilę później nacisnąłem klamkę , a drzwi ustąpiły bez większego problemu. Przekroczyłem próg zamykając je za sobą.
     W pomieszczeniu panował półmrok. Jedynym źródłem światła był ekran laptopa, który oświetlał postać na fotelu. Czarnulka siedziała skulona opierając głowę na kolanach. W oczy rzuciły mi się dokumenty leżące na biurku i na podłodze. Podszedłem bliżej, najciszej jak tylko mogłem zbierając po drodze kilka kartek i odkładając je na szafkę.
     Zerknąłem na Emily i uśmiechnąłem się pod nosem. Musiała poświęcić sporo czasu nad tym projektem. Będę musiał jej to jakoś wynagrodzić. Nieszczęśliwie, kiedy chciałem zapalić małą lampkę znajdującą się na biurku, strąciłem dłonią telefon powodując niemały hałas. Szybko podniosłem ów przedmiot i odłożyłem go na miejsce.
-Coś się stało? - usłyszałem zaspany głos i odwróciłem się w stronę, z której dochodził.
-Nie. Przepraszam, nie chciałem Cię obudzić. - westchnąłem i przeczesałem włosy palcami przyglądając się jej.
     Przetarła twarz dłońmi i opuściła bose stopy na podłogę. Spojrzała na mnie przelotnie , po czym zaczęła układać leżące przed nią kartki. Była blada, co od razu dało się zauważyć. Obróciłem fotel, na którym siedziała w swoją stronę i kucnąłem przed nią opierając dłonie po bokach jej nóg.
-Powiesz mi co się dzieje? - zapytałem patrząc jej w oczy, lecz po chwili spuściła wzrok.
-Wszystko jest w porządku. - szepnęła splatając palce rąk na kolanach.
-Nie widzę, żeby tak było. - podniosłem dłoń i położyłem ją na jej policzku, na co zamknęła oczy. Poczułem pod palcami, że była rozpalona. - Przecież Ty masz gorączkę.
-Wydaje Ci się.
-Nic mi się nie wydaje. Jedziemy do lekarza- wstałem nie czekając na jej odpowiedź.
-Proszę, nie. - jęknęła zawiedziona podnosząc na mnie wzrok.
     Nie sprzeczając się już z nią dłużej stanąłem przy drzwiach łapiąc za klamkę. Em westchnęła cicho i po chwili mogłem obserwować jak ubiera się i pakuje swoje rzeczy. Ciszę w pomieszczeniu przerywało jej kichanie i sporadyczny kaszel. I ona chce mi wmówić, że jest zdrowa?
     Kilka minut później wyjeżdżaliśmy z parkingu. Skierowałem się w stronę przychodni, w której pracował mój dobry znajomy.
-Musimy tam jechać? - usłyszałem zachrypnięty głos czarnulki.
-Musimy. Jeszcze trochę, a możesz się jeszcze bardziej rozchorować.  
     Zerknąłem na nią we wstecznym lusterku. Pod wpływem mojego spojrzenia odwróciła twarz w stronę okna i zamknęła oczy. Po jakichś dwudziestu minutach byliśmy na miejscu, a ja czekałem prze gabinetem lekarza na moją towarzyszkę.

Oczami Emily…
     Nie chciałam tam jechać, ale nie miałam siły, żeby kłócić się z brunetem. Wychodząc z pomieszczenia trafiłam na jego pytające spojrzenie. Lekarz przepisał mi jakieś leki i wypisał zwolnienie na tydzień. W sumie może uda mi się odpocząć.
-I co? - wstał z krzesła i podszedł do mnie.
-Nic, mam to przekazać szefowi. - mruknęłam podkreślając ostatnie słowo i podałam mu świstek ze zwolnieniem.
     Wziął kartkę bez żadnego zawahania i przeczytał zawarte na niej słowa unosząc brew do góry. Uśmiechnął się szeroko. Musiało go to rozbawić.
-W takim razie szef dopilnuje, żeby jego pracownica wyzdrowiała i odpoczęła.
     Przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę wyjścia. Nim się obejrzałam, poczułam jak Victro obejmuje mnie w talii.
     W drodze do mojego domu brunet zahaczył jeszcze o aptekę. Gdy byliśmy pod moim domem, pomógł mi znaleźć klucze i wszedł ze mną do środka. Nie przejmując się tym skierowałam się do sypialni. Czym prędzej przebrałam się w coś luźniejszego i runęłam zmęczona na łóżko. Zasnęłam po kilku minutach.  
     Nie miałam pojęcia ile czasu minęło, ale przebudziłam się kiedy zorientowałam się, że ktoś kładzie się obok. Usłyszałam ciche dobranoc, a po chwili poczułam jak ktoś mnie obejmuje i przytula.

Przepraszam, ze tak długo nic nie było, ale nie miałam czasu na to, żeby cokolwiek napisać :c
Poza tym ta część jest jakaś nijaka, nie jestem z tego dumna :/
Pomijając ten fakt, dziękuję Wam za wszystkie miłe komentarze <3
Mariusz pomysł z kichaniem był prześwietny. Szkoda, że sama wcześniej na niego nie wpadłam :D

nomatterwho333

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1690 słów i 9180 znaków.

3 komentarze

 
  • Prof.Lingwistyki

    Całość ujęta bardzo składnie. Na pochwałę zasługuje tutaj multiperspektywa. Akcja nie przeciąga się w nieskończoność co daje tutaj efekt oczekiwania na dalszy rozwój wydarzeń przez czytelnika. Brak błędów stylistycznych to dla mnie potwierdzenie nakładu pracy , którą Pani zaserwowała nam- czytelnikom. Jesteśmy w oczekiwaniu na kolejny fragment powieści. Widzę tu duży potencjaĺ wydawniczy w krótkim czasie. Pozdrawiam i życzę sukcesów.

  • Mariposa2000

    Super. Kiedy next?