Take me home (Rozdział 5.)

Uwaga, info pod rozdziałem ;)


-Idziemy? - usłyszałam, gdy do pomieszczenia wparował zadowolony brunet.
-Pewnie, daj mi chwilkę. - odpowiedziałam patrząc w ekran komputera.
     Byłam tak zajęta powierzoną mi pracą, że nie zauważyłam kiedy Victor stanął za moimi plecami. Minutę później nie wytrzymał i pochylił się nad moim ramieniem zamykając mój laptop, przez co drgnęłam wystraszona.
-Koniec pracy, idziemy odpocząć. - powiedział stanowczo, a ja wstałam wzdychając cicho.  
-Nie marudź. - zaśmiał się widząc moją reakcję.
     Zjechaliśmy windą do głównego holu. W drodze do wyjścia czułam na sobie wścibskie spojrzenie sekretarki. Miałam wrażenie, że zaraz rzuci się na mnie z pazurami i rozszarpie mi gardło. Odruchowo przesunęłam opuszkami palców po szyi i lekko się skrzywiłam. Mam przeczucie, że nigdy się nie polubimy.
     Victor przytrzymał drzwi i przepuścił mnie pierwszą, kiedy wchodziliśmy do restauracji. Kelner od razu zaprowadził nas do stolika, a mój towarzysz pomógł mi zdjąć z ramion czarną ramoneskę. Nie rozstawałam się z nią nawet, gdy miałam do pokonania tylko trasę z domu do auta. Pogoda nie dopisywała już tak bardzo, a słoneczne dni zdarzały się coraz rzadziej.
     Kelner podał nam karty i po otrzymaniu naszych zamówień skierował się, prawdopodobnie, w stronę kuchni. Odprowadziłam go wzrokiem, a kiedy zniknął wbiłam spojrzenie w bruneta.
-Mogę o coś zapytać? - rzuciłam od razu, co spowodowało, że spojrzał mi w oczy.
-Właśnie to zrobiłaś. - uśmiechnął się łobuzersko. Nie mogłam się powstrzymać przed tym, żeby nie wywrócić oczami.
-Przestaniesz się zgrywać?
-Dobrze. - usiadł wygodniej na krześle i zaczął przyglądać mi się uważnie. - Już jestem poważny.
-Kim była kobieta, z którą wczoraj zastałam cię w biurze?
     Szybko spochmurniał, a uśmiech zszedł z jego twarzy. Tak, moja ciekawość nie zna granic, chociaż sama nie lubię, gdy ktoś wie o mnie zbyt wiele.
-Nie mam z nią romansu, jeśli o to ci chodzi. - uniosłam jedną brew do góry i prychnęłam pod nosem.
-Spokojnie, nawet nie przeszło mi to przez myśl. - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-No dobrze... - przerwał i przeczesał włosy palcami. - To przyjaciółka mojej matki. Jej córka zaginęła jakieś cztery lata temu, a moja matka zaoferowała jej moją pomoc. W końcu mam znajomości, więc co mogłoby pójść nie tak? - zobaczyłam grymas na jego twarzy. - Niestety, razem ze znajomym detektywem nie znaleźliśmy nic, co mogłoby pomóc w sprawie. Policja również odpuściła, ale ona ma nadal nadzieję, że córka się znajdzie. - ostatnie słowa wypowiedział szeptem. Widać, że też było mu ciężko, a mnie zrobiło się gorąco.
-Może kiedyś się odnajdzie. - szepnęłam. - Nie warto się tak poddawać.  
-Przecież to cztery lata. Coś mogło się jej naprawdę stać. Nawet, jeśli żyje to mogła się gdzieś zaszyć. Nie masz pojęcia ile nerwów popsuło mi szukanie jej. - zdenerwował się i to bardzo.
-Przepraszam, nie powinnam zaczynać tego tematu. - mruknęłam wbijając wzrok w swoje dłonie.  
     Nie miałam pojęcia co z nimi zrobić, więc zaczęłam bawić się serwetką zaginając ją w każdy możliwy sposób. Z odsieczą przyszedł kelner, który przyniósł wcześniej zamówione dania.
     Straciłam cały apetyt. Zjadłam tylko odrobinę i zaczęłam kłuć widelcem warzywa znajdujące się na talerzu przede mną. Nie uszło to uwadze Victora.
-Coś ci zrobiły? - zapytał żartobliwie. Szybko zmieniał nastawienie.
-Może. - uśmiechnęłam się do niego lekko. - Co z Twoją dziewczyną?
-Z Rebeccą? Wyjechała dziś rano do rodziców na dwa tygodnie. - westchnął spuszczając wzrok.
-Nie wyglądasz na zadowolonego. To przez to byłeś dziś taki zdenerwowany?  
-Nie, mamy problemy z projektem. Wkradło się kilka błędów.
-Wiesz, że mogę Ci pomóc.
-Mogłabyś spróbować, ale wątpię, że uda Ci się coś wymyślić.
-Nie wierzysz we mnie? - uśmiechnęłam się do niego.
-Ależ skądże.  
     Kilka minut później sytuacja całkowicie się rozluźniła i zeszliśmy na normalne tematy. Gdy skończyliśmy jeść, Victor zapłacił również za mnie, mimo moich protestów. Wróciliśmy do firmy omawiając kilka ważnych spraw. Będąc już u celu każde z nas wróciło na swoje miejsce.
     Czas minął mi na dokończeniu poprzedniego zadania. Wychodząc zgasiłam wszystkie światła i zamknęłam dokładnie drzwi. Prócz mnie w windzie nie było nikogo. Dopiero po czasie do środka wparował Evan.  
-Już koniec? - zapytał szczerząc się od ucha do ucha.
-Pewnie, nareszcie wolność. - odpowiedziałam mu tym samym.
-To co powiedziałabyś na wspólne wyjście? - zbliżył się do mnie niebezpiecznie powodując, że cofnęłam się o krok trafiając plecami na ścianę-.
-Czyli proponujesz mi randkę? - spojrzałam mu prosto w oczy, a on oblizał wargi.
-Trafiłaś w dziesiątkę. Więc co ty na to?
-Dziś odpada.
-A później? Mam jakieś szanse?
-Muszę sprawdzić w grafiku. - uśmiechnęłam się do niego.
     Zaczynało robić się niezręcznie. Zerknęłam za niego i widząc, że winda się otworzyła szybko go wyminęłam. W tym pomieszczeniu było zdecydowanie zbyt ciasno. Dorównał mi kroku już kilka sekund później. Nie odezwał się ani słowem przez całą drogę do mojego auta. Gdy chciałam otworzyć drzwi, skutecznie uniemożliwił mi to obracając mnie w swoją stronę.
-Zgódź się. - szepnął patrząc mi w oczy.
-Evan to nie ma sensu. - westchnęłam ciężko.
-Czemu?
-Mam swoje powody. - odpowiedziałam wymijająco i wróciłam do poprzedniej czynności.
-Masz faceta? Męża? - wymienił przerażony, a ja zaczęłam się śmiać widząc strach w jego oczach.  
     Rozbawiły mnie jego przypuszczenia. Stał zdezorientowany jakiś czas, po czym uśmiechnął się nieśmiało przeczesując swoje blond włosy palcami.
-Nie mam nikogo.
-To co leży na przeszkodzie? Spróbuj, a jeśli nie wyjdzie to damy sobie z tym spokój.
     Zaczęłam myśleć nad tym co powiedział. W tym czasie zdążyłam schować rzeczy i wsiąść do auta zapinając pasy. Przedłużająca się cisza musiała mu bardzo ciążyć, ponieważ stał niecierpliwie z utkwionym we mnie wzrokiem.
-Jutro dam Ci odpowiedź. Do zobaczenia. - rzuciłam cicho i zamknęłam drzwi.  
     W mgnieniu oka zapaliłam silnik i wyjechałam z parkingu. Pojechałam na umówione spotkanie u fryzjerki. Spędziłam tam dwie godziny. Kobieta zagadałaby mnie na śmierć, gdyby nie to, że miała również inne czekające klientki.
     Droga powrotna  nie mogła się oczywiście obyć bez kolejnej katastrofy. Nie przejechałam nawet połowy trasy, a mój samochód zaczął zwalniać, po czym wyzionął ducha. Jeszcze nigdy nie byłam tak zdenerwowana.
     Zadzwoniłam po pomoc i już pół godziny później obserwowałam jak auto ląduje na lawecie. Starszy facet, który wszystkiego pilnował, zapewniał mnie, że mechanik naprawi go jak najszybciej.  
     Do domu wróciłam bardzo późno, ponieważ autobusy rzadko kursowały w te strony. Po wejściu do środka od razu skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i runęłam zmęczona na łóżko.


Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy jest sens, żebym pisała dalej to opowiadanie :/
Nawet nie wiem co sądzicie na temat moich wypocin, więc jeśli macie chęci zostawcie coś po sobie ;)
Może bardziej mnie to zmotywuje ;x

nomatterwho333

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1347 słów i 7456 znaków.

4 komentarze

 
  • Mariusz

    Na razie akcja się rozwija, nie ma tempa formuły 1 ale jest ciekawie i zagadkowo,  z przyjemnością się czyta opowiadanie napisane poprawną polszczyzną, oczywiście malkontenci zawsze się znajdą (dla nich mam tylko jedną odpowiedź - napisz lepiej), jak  dla mnie jest super, więc nie łap doła i pisz. A na końcu nie zostawimy na Tobie suchej nitki ... żartowałem.

  • nomatterwho333

    @Mariusz O jeny, dziękuję ;)  
    Zawsze boję się, że zrobię mnóstwo błędów, chociaż staram się sprawdzać to co piszę.  
    Miło przeczytać takie słowa ;)

  • monikaj12

    Jest super

  • Nataliiia

    Pisz dalej to opowiadanie wydaje się takie tajemnicze, podoba mi się

  • Malawasaczka03

    OCZYWIŚCIE, ŻE PISZ!!! Co ja będę robić kiedy skończysz to opowiadanie?????

  • nomatterwho333

    @Malawasaczka03 Na razie mam dużo pomysłów, więc szybko się nie skończy ;)
    Dziękuję za komentarz  <3