Światło w ciemności – rozdział 8

Światło w ciemności – rozdział 8Nicholas

Były chłopak Hayley był ostatnią osobą, jakiej się tu spodziewałem. Koleś był nienormalny i było to widać na pierwszy rzut oka. Gdy zaczęli się kłócić, stanąłem przy lekko uchylonych drzwiach od pokoju i nasłuchiwałem. Chciałem dać Hayley szansę, by samodzielnie pozbyła się tego chuja, ale debil był uparty, więc zdecydowałem się pomóc. Gdy krzyknęła, żeby jej nie dotykał, zacząłem wyobrażać sobie najgorsze. Debil raczej był nieszkodliwy, ale głupi – nie mogła gorzej trafić.
Nie mogłem znieść tego, jak płakała, więc niemal siłą podniosłem ją z podłogi i tak jak powiedziałem, poszliśmy do sklepu kupić lody. Hayley wybrała sobie śmietankowe i po powrocie do mieszkania jedliśmy je, aż zrobiło się nam zimno. Chyba poprawił się jej humor. Głupio było mi ją zostawiać samą, ale musiałem iść do pracy. Następnego dnia miałem wolne, więc chociaż wtedy mogłem być w mieszkaniu i mieć na nią oko. Z Kim nadal nie rozmawiałem, co powoli zaczynało mi przeszkadzać. Tęskniłem za nią. Chciałem się z nią pogodzić, ale to ona musiała zrozumieć, co robiła źle. Pozostawało mi więc tylko czekanie.
***
Siedziałem w salonie i grałem na konsoli – sam. Willa jak zwykle nie było. Hayley chyba siedziała w pokoju. Moim jedynym towarzyszem był Milo, który obserwował biegające na ekranie postacie.  
Może dlatego, że znowu zacząłem myśleć o Kim, ale z jakiegoś powodu nagle moja postać straciła kilka żyć i była już na wyczerpaniu. Naciskałem na pada jak nienormalny, starając się za wszelką cenę zrekompensować straty, gdy nagle za mną rozległ się głos:
– Źle to robisz.
Gwałtownie się odwróciłem, aż coś zabolało mnie w karku. Hayley stała za mną i obserwowała ruchy mojej postaci.
– Co? Skąd wiesz?  
– Widzę, jak nieporadnie się miotasz. Zaraz zginiesz. – Wyciągnęła rękę w moją stronę. – Daj pada, to ci pokażę, jak to się robi.
– Ty? – Jakoś nie ufałem jej na tyle, by przekazać pada. – Niby skąd możesz to wiedzieć?
– A co? Dziewczyna nie może wiedzieć takich rzeczy? Przecież nie zepsuję. Prędzej sam rozwalisz pada, jak twoja postać zginie.
Zaintrygowała mnie. Uśmiechnąłem się lekko, ale nadal nie podałem jej pada.
– Najpierw pokaż, co umiesz. Na swojej postaci.
– Na mojej? – prychnęła. – Jak chcesz, tylko potem mnie nie proś, żebym to samo zrobiła twoją.
Przeszła zza kanapy, by usiąść obok mnie. Miała na sobie bluzę z czarnym smokiem z jakiejś bajki. Tę samą, w której widziałem ją po raz pierwszy, ale tym razem miała na sobie legginsy, a nie same majtki.
Przez chwilę się jej przyglądałem, gdy tworzyła postać. W końcu wprowadziła ją do gry i śmiesznie wystawiała koniuszek języka, przygryzając go zębami. Wpatrywała się w ekran, jakby od tego zależało jej życie. W końcu też przeniosłem tam wzrok i z zaskoczeniem odkryłem, że faktycznie potrafiła grać. I to całkiem nieźle.
– Gdzie się tego nauczyłaś?
– Mam brata. Myślisz, że co robiliśmy przez tyle lat? Bawiliśmy się lalkami?
– Nie sądziłem, że Will pozwalał ci ze sobą grać. W końcu… jesteś od niego młodsza. Mogłaś faktycznie coś zepsuć.
– Nie jestem dzieckiem – oburzyła się. – Myślisz, że ile mam lat? Piętnaście?
– Nie piętnaście… Dziewiętnaście?
– Dwadzieścia cztery. – Skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na mnie dziwnie. – Wiem, że wyglądam młodo, ale bez przesady. To tylko trzy lata.
Dwadzieścia cztery? W życiu bym nie powiedział. Przez cały ten czas myślałem o niej jako o małej siostrze Willa, a teraz okazywało się, że wcale nie była taka mała… Byłem w szoku. To trochę zmieniało sytuację. Była ode mnie młodsza tylko o trzy lata. Nie powinienem więc myśleć o niej w kategoriach dziecka.
Ale wciąż była młodszą siostrą mojego najlepszego kumpla – tego nic nie mogło zmienić.
– Zszokowany? To popatrz tu. – Wskazała ruchem głowy na ekran. – Nie zginęłam ani razu. Skopać ci dupę w tej bijatyce, której nazwy nie pamiętam, ale wiem, że macie ją na konsoli? – Uśmiechnęła się w sposób, którego nigdy nie widziałem. Jakby była pewna, że wygra.
Od razu chwyciłem za pada i odwzajemniłem uśmiech.  
– Skoro nie pamiętasz nazwy, to nie byłbym taki pewny twojej wygranej. Ale proszę bardzo, możemy spróbować. – Już miałem włączać grę, gdy nagle zawibrował mój telefon, leżący przed nami na dywanie. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie i imię Kim. Widziałem, jak wzrok Hayley od razu podążył w tę stronę.
Szlag. Czy nie mogła sobie wybrać lepszego momentu? Niby nie robiliśmy nic, co Kim mogłaby przerwać, ale miałem wrażenie, że atmosfera jakoś prysła. Chciałem odebrać, ale nie chciałem gadać przy Hayley – a nie chciałem też wychodzić z salonu, by porozmawiać i zostawiać ją samą, skoro w końcu się rozchmurzyła. Wpatrywałem się w komórkę, niepewny, co robić.
– Czemu nie odbierasz? – zapytała Hayley, przenosząc wzrok z telefonu na mnie. – Przecież to twoja dziewczyna.
– Ostatnio się tak nie zachowywała – burknąłem i jednym ruchem odwróciłem telefon do góry nogami. – Nieważne. Później do niej oddzwonię.
Hayley patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę zaskoczona.
– Może… – zaczęła niepewnie. – Może powinieneś to zrobić teraz.
– Czemu? Ona, wchodząc tutaj jak do siebie, sama decydowała, czy będziemy rozmawiać i kiedy. Teraz moja kolej na decydowanie. – Mówiłem wkurzonym tonem, choć to nie na Hayley byłem zły.
– Jak chcesz. – Założyła włosy za ucho, odwracając wzrok. – Ale gra nie ucieknie, a ona… Zresztą to nie moja sprawa. Nie chciałam się wtrącać.
– Nie wtrącasz się. – Nagle coś sobie uświadomiłem – kolosalną różnicę między Kim a Hayley. Teraz, gdy wiedziałem, że Hayley była ode mnie młodsza tylko o trzy lata, chyba zacząłem inaczej ją postrzegać. Też mogła gadać, że te gry były dla dzieci, tak jak Kim, ale tego nie robiła – zamiast tego siedziała tu i grała ze mną. I nie wtrącała się w nie swoje sprawy. Kim też taka kiedyś była… a później zmieniła się w obsesyjnie kontrolującą wersję siebie. Może to było też moją winą; może niepotrzebnie dawałem jej klucz. Ale przecież razem z nim dałem jej kredyt zaufania, że nie będzie go używać bez potrzeby. Zawiodła mnie i moje zaufanie – raz za razem. – Grajmy.
– Jesteś gotowy na porażkę? – Rzuciła mi figlarne spojrzenie.
Z powrotem złapałem za pada.  
– Sobie zadaj to pytanie.
Zaśmiała się.
– Tak tylko wspomnę, że Will nigdy ze mną nie wygrał. Akurat w tę grę graliśmy najwięcej.
– Tak tylko wspomnę, że ze mną też jeszcze nie wygrał. Naprawdę musi popracować nad swoją techniką. – Uśmiechnąłem się, ale w głowie znowu miałem Kim, którą coraz ciężej mi było stamtąd wyrzucić.
***
Gdy skończyliśmy grać, szybko poszedłem do pokoju i oddzwoniłem do Kim. Chciałem usłyszeć jej głos i przede wszystkim to, co miała mi do powiedzenia. Odebrała od razu.  
– Cześć, Nick.
– Cześć. – Byłem dziwnie zdenerwowany. – Cieszę się, że zadzwoniłaś.
– Zadzwoniłam, bo… zbliżają się Święta. Musimy się pogodzić. Nie chcę ich spędzać osobno.
Moja nadzieja spadła gdzieś do okolic żołądka. Chciała się pogodzić tylko ze względu na Święta? Po to, żeby to dobrze wyglądało przed naszymi rodzinami?
– Tylko o to chodzi?
– Nie – cicho westchnęła. – Męczy mnie to, Nick. Nie umiem funkcjonować, gdy z tobą nie rozmawiam. Musimy poważnie przemyśleć nasz związek. Porozmawiać szczerze i popracować nad nim. Ten system najwyraźniej nie działa, więc musimy coś zmienić i pójść na taki kompromis, który będzie odpowiadał nam obojgu. Nie chcę jednak wszystkiego rozkładać na czynniki pierwsze przed Świętami, więc jedynie deklaruję chęć zmiany i…  
– Rozumiem – przerwałem jej. Rozmowy i zmiany nad związkiem wymagały czasu. Ja też nie chciałem się kłócić przed Świętami, zwłaszcza, że tęskniłem za Kim. Poza tym, cieszyłem się, że w końcu zauważyła potrzebę zmiany. To już było coś. – Możemy się spotkać?
– Oczywiście. – Wyczułem, że się uśmiechnęła. – Przyjedziesz?
– Od razu. – Już łapałem za kluczyki z uśmiechem na twarzy.



Hayley

Granie z Nickiem na konsoli poprawiło mi humor. Will nie miał na to czasu, był zbyt zmęczony i niemal od razu zasypiał przed telewizorem, mimo że chciał obejrzeć jakiś film. Czułam się z tym źle, bo powinnam zacząć dokładać się do rachunków, ale nadal miałam blokadę. Nie byłam w stanie niczego narysować, ale ciągle próbowałam. Kiedyś w końcu musi to minąć. Jednak oglądanie przemęczonego brata, robiącego coraz więcej nadgodzin, dobijało mnie bardziej i bardziej. Chciało mi się płakać na widok worów pod jego oczami. To wszystko była moja wina. Im bardziej się zmuszałam do rysowania, tym bardziej mi nie wychodziło. Mogłam rwać sobie włosy z głowy, ale i tak niczego to nie zmieniało. Złamałam dwa ołówki i zmarnowałam cały blok z kartkami, a kiedy uświadomiłam sobie, że przecież wcale nie były takie tanie i wyrzuciłam pieniądze w błoto, załamałam się do reszty. Byłam beznadziejna.
Łatwo było się uśmiechać i udawać, że wszystko było w porządku, kiedy byłam z Nickiem. Im więcej czasu z nim spędzałam, tym bardziej go lubiłam, mimo że wcale nie wiedziałam o nim więcej. Może poznałam go już trochę lepiej, ale nadal było to tylko trochę. Chodzenie na spacery z Milo i granie na konsoli powoli stawało się naszą rutyną. Chociaż w parku nie trzymaliśmy się za ręce ani nie gapiliśmy na siebie jak zakochane nastolatki, można było odnieść wrażenie, że byliśmy prawie jak para. Prawie. Bo przecież Nick miał dziewczynę. A ja złamane serce. Nadal. Byliśmy po prostu… współlokatorami. Nikim więcej.  
Jednak coraz częściej łapałam się na tym, że patrzyłam na niego, kiedy on nie patrzył. Wodziłam za nim wzrokiem, kiedy stał do mnie plecami i robił herbatę czy kawę. Lubiłam, gdy wymawiał moje imię. Lubiłam jego głos. Podobał mi się niepokojąco bardzo. Bardziej niż kiedyś. A nie powininen. Nie mógł. Przecież to najlepszy kumpel mojego brata, a ja byłam tylko młodszą siostrą Willa. Małą biedną Hayley. Ale kiedy poświęcał mi czas, wcale się tak nie czułam. Dostrzegał mnie i uśmiech sam cisnął mi się na usta.
Na grupie na messengerze nadal się nie udzielałam. Odczytywałam wiadomości z kilkudniowym opóźnieniem, ale nie odpisywałam, mimo że prosili bym to zrobiła. Martwili się i rozumiałam to, pewnie sama bym tak się zachowywała na ich miejscu, jednak nie odzywałam się do nich. Właściwie nie wiedziałam czemu, ale nie miałam ochoty oglądać smutnych emotek i czytać, jaka to jestem biedna i jak im przykro. Nie spodziewałam się, że w końcu skończy im się cierpliwość i postanowią mnie odwiedzić. Kiedy otworzyłam drzwi, zatkało mnie. Kevin znowu trzymał w rękach wielki gar zupy. Uśmiechnął się na mój widok, ale dziewczyny od razu na mnie naskoczyły. Dostałam taki opierdziel za nieodzywanie się, że chciało mi się płakać. Z jednej strony to było miłe, ale z drugiej wręcz przeciwnie. Gdy zobaczyły, że miałam łzy w oczach, przytuliły mnie mocno i cała trójka wpakowała się do środka mieszkania. Milo przybiegł się przywitać, po czym rozsiedliśmy się w kuchni. Nie była to jeszcze pora obiadowa, więc Kevin zostawił garnek z zupą dyniową na kuchence, a ja zrobiłam nam herbatę. Zaczęliśmy gadać i nawet nie wiedziałam kiedy opowiedziałam o wizycie Seana. Godziny leciały, straciłam poczucie czasu i nie zauważyłabym, że przyszedł czas na spacer z Milo, gdyby Nick nie zjawił się w kuchni. Dziewczyny aż wstrzymały oddech na jego widok.
– Cześć – powiedział, lekko zaskoczony widokiem tylu osób.
– Cześć – odpowiedzieliśmy chórkiem jak w przedszkolu. Chyba powinnam ich sobie przedstawić. Pewnie prędzej spodziewali się zobaczyć Willa niż jego kumpla. – To Nick, mój… współlokator… – Zerknęłam na niego i założyłam włosy za ucho. To było niezręczne. – A to Kevin, Gabrielle i Andrea, moi…
– Przyjaciele – dokończył za mnie Kevin, mierząc Nicka podejrzliwym wzrokiem.
– Miło mi – rzucił krótko Nick, po czym spojrzał na mnie. – Zbliża się pora spaceru z Milo, ale widzę, że jesteś zajęta… mogę iść sam.
Patrzyłam na niego zaskoczona. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, głos znowu zabrał Kevin:
– Możesz sobie zrobić wolne. My weźmiemy Hayley i Milo na spacer.
Dziewczyny przytaknęły, a ja byłam rozdarta. Z jednej strony chciałam z nimi iść, bo nie chciałam się jeszcze rozstawać, ale z drugiej… chciałam iść z Nickiem. Nie wiedziałam, co robić.
Nick przez chwilę przyglądał się Kevinowi z dziwnym wyrazem twarzy, aż w końcu wzruszył ramionami.
– Skoro tak… to już nie będę wam przeszkadzał. – Zawrócił i poszedł do swojego pokoju.
“Nie przeszkadzasz” cisnęło mi się na usta, ale było już za późno. Miałam wrażenie, że był niezadowolony. Ja po części chyba też.
– Nie mówiłaś, że twój rycerz na białym koniu jest taki przystojny! – prawie zapiszczała Gabrielle.
– Nie możesz zatajać takich ważnych informacji, Hayley – powiedziała Andrea.  
– On nie jest mój, a to nie są żadne ważne informacje – odpowiedziałam, czując jak palą mnie policzki.  
– Nie jest, ale może będzie. Przecież widzę, że ci się podoba. – Gabrielle uśmiechnęła się szeroko.
Chciałam zaprzeczyć, bo przecież to brzmiało niedorzecznie, ale musiałam być już czerwona jak burak. Nie było sensu kłamać.
– Nick ma dziewczynę, poza tym to najlepszy kumpel Willa i…
– Dziewczyna nie ściana – wtrącił Kevin.
– Kevin! – Spojrzałam na wejście do kuchni. Gdyby Nick to usłyszał… Zapadłabym się chyba pod ziemię. – Koniec tematu. Idziemy na spacer – zadecydowałam, wstając.
– Ach, rozumiem. Boisz się, że usłyszy – zaśmiała się Andrea.
– Wcale nie – syknęłam. – Milo! Idziemy na spacer!
***
Siedzieliśmy z Willem przy stole i zajadaliśmy się zupą, którą ugotował Kevin. Była taka pyszna, że prawie nie rozmawialiśmy. Gdy w końcu zjedliśmy po kolejnej porcji, a ja zajęłam się zmywaniem, brat zapytał:
– Dzwoniła do ciebie babcia?
– Ostatnio? Nie. A co?
– Do mnie dzwoniła.
Powiedział to takim tonem, że aż się odwróciłam, żeby na niego spojrzeć.
– Coś się stało? Coś z dziadkiem? – Poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku. – Rozchorowali się?
– Nie, nie. Wszystko w porządku, tylko… kupili nam bilety na samolot, żebyśmy mogli przylecieć do nich na święta.
Do świąt były jeszcze trzy tygodnie. Nie myślałam jeszcze, jak je spędzimy, nie rozmawialiśmy o tym. Bilety musiały być drogie. Zawsze takie są w tym okresie. Nawet z takim wyprzedzeniem. W dodatku z Bostonu do Anchorage nie było bezpośrednich lotów. Musieli wydać majątek. Nas nie byłoby na to stać w tym roku. Ani pewnie w przyszłym.
– Myślałem, że im mówiłaś, że nie mamy kasy – powiedział Will.
– Nie mówiłam. Po operacji powiedziałam, że przylecimy na święta, ale to tylko tak rzuciłam, bo babcia chciała już kupować bilety i przylatywać. Przecież nie zrobiłabym niczego bez konsultacji z tobą.
– O nic cię nie oskarżam, nie musisz się tłumaczyć.
– Chciałam tylko wyjaśnić sytuację... I co teraz zrobimy? Polecimy?
– Nie wiem… Wolałbym, żeby najpierw to ze mną omówiła, a nie postawiła przed faktem dokonanym… Ale skoro już wydali pieniądze, to szkoda wyrzucić je w błoto. To tylko tydzień.
Pokiwałam głową. Zgadzałam się z nim. Babcia mogła to z nami skonsultować. Skoro to tylko siedem dni, to powinniśmy się cieszyć, że zobaczymy się z dziadkami. Tak dawno się nie widzieliśmy. Nagle ogarnęła mnie panika.
– A Milo? – Spojrzałam przerażona na Willa. – Co z Milo? Będziemy go targać na drugi koniec kraju? W dodatku z przesiadkami?
– Nie mamy pieniędzy, żeby za niego zapłacić. Bilety są tylko dla nas. Poza tym, naprawdę chciałabyś go tak stresować?
– Nie… raczej nie… – Spuściłam głowę. Znowu miałam się z nim rozstawać? Ale nie było wyjścia. – Ale… nie chce nikomu zwalać na głowę mojego psa… i to na święta….
– Pogadam z Nickiem, dobra? Może on się nim zajmie. Milo chyba go lubi, co?
– Tak, chyba tak. – Głupio mi było znowu zwalać na Nicka coś takiego. – A jeśli ma plany? Nie możesz żądać, żeby je zmieniał, bo Milo…
– Nie będę. Zapytam go, okej? Jeśli ma plany, to… coś wymyślimy. Nie martw się.
Nie martw się. Łatwo się mówi. To ja byłam problemem. Ja i mój pies. Jeśli Nick zgodzi się zaopiekować moim psem przez święta, to chyba będę mu piekła szarlotki do końca życia. Jak inaczej miałabym mu się odwdzięczyć?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3101 słów i 17313 znaków.

2 komentarze

 
  • Mysza

    No no no. Wyobraźnia pobudzona na dalsze części i już mnie ciekawi czy będzie tak jak myślę :)

  • AlexAthame

    Każdy ma siebie. Swoją optymalną wersję. Czasem występuje w tej najgorszej, a czasem w najlepszej. Oczywiście jest najlepiej dla niego, kiedy występuje w tej optymalnej. Jedyną osobą w tym opowiadaniu, która unika optymalnej postaci jest Nick. Chyba wszyscy wiedzą dlaczego. To nie brak łóżka jest największym problemem, tylko kontrola. A to nigdy nie jest dobre dla nikogo, szczególnie dla związku. Kim się chyba nie zmieni. Hayley nie jest zaborcza i wie, że gdyby próbowała odbić jej Nicka, to by przegrała, więc czeka. Tak to widzę. Święta, loty... Czegoś nam brak, prawda?