Światło w ciemności – rozdział 16

Światło w ciemności – rozdział 16Nicholas

Angelika ciągle pisała i dzwoniła, pytając się, kiedy do niej wpadnę, oferując się, że ona może wpaść do mnie, ale na szczęście nie znała mojego adresu, więc nie było ryzyka, że mnie zaskoczy. Nie odpisywałem i nie odbierałem. Teraz chyba nie stanąłby mi nawet, gdyby robiła striptiz przez godzinę.
Pieprzony playboy.
Butelka alkoholu znowu była moją najlepszą przyjaciółką. Przez Kim znowu wpadłem w swoje dawne błędne koło. Żałowałem, że do mnie zadzwoniła. Żałowałem, że tam pojechałem. Żałowałem, że musiała zacząć się rozbierać. Gdyby tego nie zrobiła, nie musiałbym jej od siebie odpychać po raz kolejny. Nie musiałbym jej zranić, żeby dobitnie jej uświadomić, że nasz związek się skończył. Nienawiść, którą zobaczyłem w jej oczach, była podobna do tej, którą sam do siebie żywiłem. Były momenty, kiedy cieszyłem się, że udało mi się powstrzymać przed seksem z nią, ale były też takie, kiedy żałowałem, że wykazałem się rozumem i odpowiedzialnością. W końcu mogłem ją mieć. Po dwóch pieprzonych latach. Mogłem popchnąć ją na łóżko i przelecieć. Tyle że określenie “przelecieć” nie pasowało do dziewczyny, którą kochałem i która kochała mnie – ale to zniszczyłem. Po raz kolejny.
Byłem playboyem. Byłem dupkiem. Byłem… sobą. Kim powinna trzymać się ode mnie z daleka, tak samo jak Angelika. Była za miła, by wpaść w moje sidła. Hayley… Hayley zresztą też. Pocałowałem ją, by potem wrócić do roli jej pieprzonego współlokatora. To też mogłem doprowadzić do końca, ale powstrzymało mnie cholerne poczucie moralności. Siostra przyjaciela. Nietykalna. Zbyt delikatna. Szkoda tylko, że ciągle była obok, że jej twarz pojawiała mi się przed oczami, na przemian z Kim. Chciałem, by zniknęła. By obie zniknęły. Jeśli Hayley wciąż będzie tak blisko, to… to w końcu się nie powstrzymam. Zniszczę ją tak samo, jak zniszczyłem Kim.
Miałem dość mojego zatęchłego pokoju, ale nie miałem dokąd pójść. Zmusiłem się, by wstać i pójść na mały balkon, który był w salonie. Ledwo mogłem się tam zmieścić, ale chociaż miałem dostęp do świeżego, zimnego powietrza. Butelkę postawiłem na barierce, a z kieszeni wyciągnąłem papierosy i zapaliłem jednego, głęboko się zaciągając i po chwili wydychając dym w zimne powietrze. Znowu padał śnieg. Zastanawiałem się, co robiła Kim. Wtedy usłyszałem za sobą głos:
– Nick? Co ty robisz? Wpuszczasz do środka zimne powietrze i… – zakaszlała. – Ten smród. Od kiedy znowu palisz?
– Od teraz – mruknąłem, nie odwracając się.
– Dlaczego? Przecież już nie paliłeś. Coś się stało?
– Mam taką zachciankę i już.
– A możesz się odwrócić, jak ze mną rozmawiasz?
– To ty zaczęłaś ze mną gadać – odparłem, dalej paląc i gapiąc się na rozświetlone miasto. – Jak masz problem z tym, że jestem odwrócony, to przestań mówić. Problem z głowy. – Wolną ręką złapałem butelkę i upiłem łyk.
– Nie przestanę. – Przecisnęła się, by stanąć obok mnie. – Widzę, że coś jest nie tak. Coś się stało, skoro znowu pijesz i palisz. Porozmawiaj ze mną.
– A może nie chcę rozmawiać? Nie przyszło ci to do głowy? – warknąłem, bo zaczynała mnie irytować.
– Więc lepiej się upić? Zamierzasz rozwalić sobie wątrobę i płuca?
– Nie wiem czy wiesz, ale wątroba jest organem, który się sam regeneruje.
– Na pewno nie w takim tempie. Możesz przestać palić to świństwo?
– Kurwa – zakląłem w końcu, bo miałem już dość. Przeniosłem na nią zirytowane spojrzenie. – Co ci znowu przeszkadza? Nie chciałaś, żebym palił w środku, to wyszedłem na balkon, a i tak masz problem. Będę chciał zapalić, to kurwa zapalę.
Patrzyła na mnie przez chwilę, a potem wzięła głęboki wdech.
– Martwię się o ciebie. Jesteśmy… kumplami, tak? A kumple nie pozwalają się stoczyć sobie nawzajem. Pozbierałeś mnie do kupy, teraz moja kolej. – Wyrwała mi papierosa i wyrzuciła przez barierkę, a potem złapała butelkę i uciekła do środka.
– Kurwa – zakląłem po raz kolejny, idąc za nią, choć nieco się chwiałem. – Oddawaj to! Zwariowałaś?!
Hayley już dotarła do kuchni i zaczęła wylewać zawartość butelki do zlewu. Udało mi się chwycić ją za łokieć i odciągnąć, zanim wylała wszystko.
– Tak mi się odwdzięczasz? – warknąłem, rozwścieczony do granic możliwości. – Zabierając mi jedyną rzecz, która obecnie przynosi mi ulgę?!
Spojrzała na mnie zaskoczona i przełknęła ślinę.
– Dobrze wiesz, że to nieprawda. Ani alkohol, ani papierosy nie przynoszą ulgi. A jeśli już, to tylko na chwilę. To błędne koło. Prędzej zapijesz się na śmierć niż…
– A co niby przyniesie mi ulgę? Rozmowa z tobą? – zaśmiałem się kpiąco. – No to się zapiję na śmierć! Co cię to obchodzi? – Zbliżyłem się do jej twarzy, nienawidząc w tym momencie i jej i siebie. – Nie jesteśmy kumplami. Jesteśmy tylko współlokatorami… i to nie z wyboru, tylko z przymusu. Nie znasz mnie. Nie wiesz, czy coś przynosi mi ulgę czy nie, więc się nie wtrącaj! – Zabrałem jej butelkę i wypiłem resztki, zanim i to zabrała.
Nie wierzę, że kiedykolwiek cię kochałam. Wynoś się stąd!
Teraz ja też nie wierzyłem, że mnie kochała. Bo niby za co?
– Chodzi o Kim? – zapytała cicho. – Odezwała się do ciebie?
Zamarłem, gdy wypowiedziała jej imię. Nie, na pewno nie zamierzałem z nią o tym rozmawiać. Zrobiłem krok do tyłu.  
– Bardziej chciałbym wiedzieć, co ty jej nagadałaś.
– Co? Nic jej nie nagadałam. Myślała, że jesteśmy razem, więc ją wyprowadziłam z błędu.
– My… razem – parsknąłem śmiechem. – A to dobre. – Z hukiem odstawiłem pustą butelkę na stół. – Możesz to sobie wyobrazić? Ja w sumie tak. Wyrywałabyś mi każdego papierosa. I opieprzała mnie za każdy alkohol. Tak? Tak by to wyglądało? Wiecznie coś. Ona opieprzała mnie choćby za to, że kutas mi stawał! Bo nic, co ludzkie, nie jest dla Nicka.
Odwróciła wzrok i objęła się ramionami.
– Nie, nie mogę sobie tego wyobrazić… Nigdy nie byłabym z kimś, kto pali. Udusiłabym się od tego smrodu. Nie mogłabym być z kimś, kto ma kilka dziewczyn na boku.
Uniosłem brwi.
– Mhm. I co… powiedziałabyś, że jestem… no nie wiem, pieprzonym playboyem? Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?
– Nie wiem… może…  
– Dobrze wiedzieć. – Najwyraźniej wszystkie kobiety z mojego otoczenia miały o mnie to samo zdanie. – To chyba powinnaś się cieszyć, że nie jesteś jedną z wielu.
– Po co mnie całowałeś? Zrobiłeś test i stwierdziłeś, że nie nadaję się nawet na bycie jedną z wielu?  
– A ty po co odwzajemniłaś? – Odbiłem piłeczkę. – Bo chyba nie z grzeczności.
– Nie zwalisz tego na mnie. To ty zacząłeś.
– No, zacząłem. Bo chciałem. Bo męczyły mnie ciasne spodnie. – Uniosłem brwi. – I co na to powiesz?
– Nic. Ta rozmowa donikąd nie prowadzi.
– I tu się zgodzę. – Uciekłem wzrokiem w bok i dopiero zobaczyłem na stole blachę pełną ciasta. – Co to?
– Szarlotka. Wesołych Walentynek. – Próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej grymas.
Dziś były Walentynki? Nawet nie ogarniałem, jaki był dzień. Poczułem skurcz w brzuchu. Powinienem spędzać je z Kim… zamiast tego po raz kolejny się upiłem, a alkohol powodował, że wszystko miałem gdzieś. Nawet Hayley.  
– Nie zachowuj się, jakbyś była moją dziewczyną.
– Ja wcale nie… – Wzięła głęboki oddech. – Dotrzymywałam tylko naszej umowy.
Umowy. Nie było żadnej umowy. Nic nie rozumiała. Myślała, że skoro sama borykała się z demonami, to moje były podobne.
Podszedłem do stołu, ale zamiast poczuć chęć jedzenia, poczułem jedynie wstręt. Zanim zdążyłem się zorientować, co robię, jednym ruchem wywaliłem całą blachę na podłogę. Ciasto rozsypało się pod moimi nogami, a ja spojrzałem na Hayley, która zamarła.
– Cóż… chyba z ciasta zostało mniej więcej tyle, co z naszego “kumpelstwa” – rzuciłem, po czym odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z kuchni.



Hayley

Nick wyszedł, a ja stałam oniemiała. Łzy napłynęły mi do oczu. Zrobiłam dla niego ciasto. Postarałam się. Odkroiłam tylko kawałek, żeby spróbować i wyszła mi jak dotąd najlepsza szarlotka, jaką upiekłam. A on… a on po prostu wywalił całą blachę na podłogę. Upadłam na kolana i zaczęłam sprzątać. Łzy płynęły mi po policzkach, zamazując obraz. Jeśli nie chciał jej jeść, mógł powiedzieć. Will z chęcią by to zrobił. Nie musiał marnować tych wszystkich  składników.
– Nie, Milo – jęknęłam, kiedy podszedł i zaczął obwąchiwać kawałki szarlotki. – Nie wolno. – Mój głos jednak nie brzmiał zbyt stanowczo, bo dławiłam się łzami.
Milo nie posłuchał, polizał jeden z kawałków, a potem wziął go do pyska. Chyba mu nie posmakowało, bo zaraz wypluł z powrotem i schował się pod stołem. Chociaż tyle. Nie miałam siły się z nim przepychać, żeby nie zjadł za dużo. Całe szczęście, że nie lubił słodkiego.
Nie zachowuj się, jakbyś była moją dziewczyną.
Dziewczyną? Naprawdę? Upieczenie ciasta równa się bycie czyjąś dziewczyną? Doskonale wiedziałam przecież, kim byłam, a kim nie. Małą, biedną Hayley. Młodszą siostrą Willa. Współlokatorką z przymusu. Nikim więcej. I nigdy nie będę nikim więcej. Miałam tego świadomość. Szkoda tylko, że to durne zauroczenie nadal mnie trzymało. Nawet teraz, kiedy wiedziałam już, dlaczego mnie wtedy pocałował. Nie dlatego, że mu się podobałam. Bo męczyły mnie ciasne spodnie. Bawił się mną jak kot myszą. A najgorsze było to, że gdyby posunął się dalej, to bym mu na to pozwoliła.  
Głupia, żałosna Hayley. Co ja sobie myślałam?  
Kim była piękna, a ja przy niej wyglądałam jak nastolatka. Zwłaszcza w bluzie ze Szczerbatkiem i majtkach w gwiazdki. Zacisnęłam dłonie na kawałkach ciasta, a jabłka przecisnęły się przez moje palce. Nie miałam pięknych długich włosów, ani uroczych piegów, ani takiej figury. Byłam za szczupła, za mało… kobieca. Nie mogłam się z nią równać. Nie miałam z nią szans. Dlaczego Nick miałby zwrócić na mnie uwagę?
Wiedziałam, że coś się stało między nim a Kim. Coś, co popchnęło go do alkoholu i papierosów. Do jego własnej ciemności. Może powinnam inaczej zareagować. Może powinnam dać mu spokój i poczekać, aż będzie chciał rozmawiać. A może nie powinnam się poddawać. Nawet jeśli według niego nie byliśmy nikim więcej, niż współlokatorami. Powiedziałam mu, że pozbierał mnie do kupy i teraz moja kolej, ale… nie miałam na to siły. Za bardzo bolało. W tym momencie moja ciemność mnie pochłonęła. Przesłoniła mi Nicka i jego problemy. Zepchnęła na dalszy plan. Nie miałam siły walczyć nawet o siebie, a co dopiero o niego.  
Po tym wszystkim, co dla mnie zrobił, myślałam, że był moim światłem w ciemności. Myślałam, że mogłam na nim polegać. Myślałam, że nie pozwoli mi utonąć, ale jak zwykle się myliłam. Światło zgasło, a ja znowu zostałam sama. Znowu opadałam na dno i nie widziałam już powierzchni.  
– Co tak śmierdzi? – usłyszałam głos Willa. – Papierosy?
Krzątał się w korytarzu. Pewnie zdejmował buty i kurtkę.
– Nick znowu pali – odpowiedziałam, starając się, żeby głos mi nie zadrżał.
– I robi to w mieszkaniu?
– Nie, wyszedł na balkon, ale dym i tak wleciał do środka.
– Dlaczego znowu pali?
– Bo ma taką zachciankę – zacytowałam Nicka.
Will stanął w wejściu do kuchni, ale nie podniosłam głowy. Przekładałam kawałki ciasta z powrotem do blachy.
– Płaczesz? – Ukląkł przy mnie. – Bo spadło ci ciasto? Przecież nic się nie stało. Zrobisz nowe.
– To nie ja je zrzuciłam, tylko Nick.
– Co? Dlaczego?
– Pokłóciliśmy się.
– I wyjebał całą blachę ciasta na podłogę? Porąbało go?  
Był zły, słyszałam to w jego głosie. Zaczął już wstawać, pewnie chciał do niego iść, ale złapałam go za rękę i spojrzałam w oczy.
– Nie, Will. Zostaw to. Jeśli chcesz iść z nim pogadać, to jako przyjaciel, może powie ci, co się stało, ale nie rób tego z mojego powodu. Jestem dorosła. Nie musisz zachowywać się jak typowy starszy brat, bo ktoś nakrzyczał na twoją małą siostrzyczkę.
– Krzyczał na ciebie? – wysyczał Will.
Wyrwał rękę z moje uścisku i wstał, a ja zobaczyłam, że na koszuli zostały ślady jabłek i okruszki ciasta. Trudno. Wypiorę mu ją. Przełożyłam ostatnie większe kawałki do blachy i podniosłam się z podłogi.
– Will, proszę! Nic mi nie jest. Nick jest pijany i tak się z nim nie dogadasz. Odpuść. Mówiłam ci, pokłóciliśmy się. To chyba normalnie, że podczas kłótni ludzie krzyczą. Myślałam… myślałam, że jesteśmy… kumplami, ale nie martw się, Nick wyprowadził mnie z błędu. Dosadnie wytłumaczył, kim dla niego jestem. Współlokatorką z przymusu.  
Wyrzuciłam ciasto do kosza i chciałam się zabrać za zmywanie, kiedy brat zapytał:
– Zakochałaś się?
Blacha wypadła mi z rąk. Na szczęście prosto do zlewu.
Zakochałam? W Nicku? Nie, nie sądzę. Może było kilka takich momentów, kiedy było blisko, ale to tylko krótkie chwile, które minęły i należą już do przeszłości.
– Nie. Nie zakochałam się – odpowiedziałam w końcu, zaczynając myć blachę. – To tylko głupie zauroczenie. Przejdzie mi.
A przynajmniej taką miałam nadzieję.
– Myślałem, że ostatnio spędzaliście dużo czasu razem. Myślałem, że się lubicie.
– Tak, ja też tak myślałam.  
Jak widać, to była tylko gra. Łzy napłynęły mi do oczu, poprzednie zdążyły już wyschnąć. Zamrugałam szybko, żeby je odgonić. Nie wiedziałam, po co Nick robił to wszystko i nie zamierzałam się nad tym zastanawiać. Nie będę przez niego płakać. Nie chciał spędzać ze mną czasu ani rozmawiać? Trudno. Przeżyję.  
Koniec ze łzami. Koniec z pieczeniem dla niego szarlotek. Koniec z miłą Hayley.  
Skończyłam zmywać, odłożyłam blachę na suszarkę i wytarłam ręce. Okazało się, że Will w tym czasie sprzątnął resztki z podłogi i ją przemył, żeby się nie kleiła. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął lekko.
– No chodź – powiedział wyciągając szeroko ramiona, a ja podeszłam przytulić. – Nie chcę, żebyś płakała. I to przez niego.
– Nie zamierzam. – Wzięłam głęboki wdech, chcąc poczuć znajomy zapach brata, ale zamiast tego poczułam damskie perfumy. Odsunęłam się trochę, by móc na niego spojrzeć. – Pachniesz…
– Emmą, wiem – wtrącił i uśmiechnął się szeroko.
– Emmą? – powtórzyłam zaskoczona.
– Byłem na randce. – Wyszczerzył się jeszcze bardziej.
– A dlaczego ja nic o tym nie wiem? – Uderzyłam go lekko otwartą dłonią.
– Bo sam nie wiedziałem, czy to się uda. Myślałem, że mnie wystawi.
– Ale nie wystawiła, jak widzę. Teraz musisz mi wszystko opowiedzieć. No, poza pikantnymi szczegółami, oczywiście.
– Jesteś pewna? Może jednak chcesz usłyszeć… – Znowu go uderzyłam, a on się zaśmiał.
– Przestań, zboczeńcu. Jestem w stanie sobie wyobrazić, co mój brat mógłby robić z kobietą, chociaż wolałabym tego nie robić. – Odsunęłam się od niego, wstawiłam wodę na herbatę, po czym oparłam się o blat. – Opowiadaj.
Nareszcie. Will znalazł sobie dziewczynę i mógł żyć czymś innym, niż tylko pracą. Wolałam skupić się na nim i jego szczęściu, odpychając myśli o Nicku w najdalszy zakątek mojej głowy. Poradzę sobie bez niego.



Nicholas

Trzeźwienie było bolesnym procesem. Obudziłem się nad ranem, za oknem było jeszcze ciemno, ale musiałem się napić. Podźwignąłem do góry coś, co jeszcze niedawno było moim ciałem i powłócząc nogami, poszedłem do kuchni. Zmrużyłem oczy, gdy zobaczyłem światło i Willa, siedzącego przy stole.
Nawet nie pamiętałem, na jakim etapie przyjaźni obecnie byliśmy, czy byliśmy pokłóceni czy już nie, więc tylko mruknąłem coś pod nosem i doczłapałem się do blatu, na którym stał dzbanek z wodą.
– Wytrzeźwiałeś? – zapytał Will. – Myślisz jasno?
– A co, masz dla mnie jakąś pogadankę? – mruknąłem, nie odwracając się.
– Pogadankę? To już nie mogę zapytać, co się stało, że znowu pijesz?
– Możesz. – Chyba miałem już dość ukrywania wszystkiego, zwłaszcza przed najlepszym kumplem. Hayley mogła tego nie rozumieć, bo mnie nie znała, ale Will… wiedział o mnie praktycznie wszystko. O moim związku z Kim też. Odwróciłem się w jego stronę. – Zerwałem z Kim, a teraz ona mnie całkiem znienawidziła, bo próbowała zaciągnąć mnie do łóżka, żebym do niej wrócił, a ja powiedziałem, że jej nie chcę.  
– O stary… poważnie? Po dwóch latach nagle zmieniła zasady?
Wzruszyłem ramionami.
– Nie wiem. Ale wiedziałem, że nie mogłem dłużej z nią być, bo chcemy czegoś innego. Tylko, oczywiście, cała wina spoczywa na mnie. Powiedziała, że jestem pieprzonym dupkiem. I pewnie ma rację.
– Bo nie chciałeś jej przelecieć i grać według jej zasad? To z nią coś jest nie tak. Może dobrze, że z nią zerwałeś. Chyba nie tak powinien wyglądać związek. – Wstał od stołu. – Dobra, stary, muszę się zbierać do pracy. Słuchaj… nie będę ci robił wykładów, bo nie wiem, co dzieje między tobą a Hayley, ale jeśli jeszcze raz zobaczę, że przez ciebie płacze, to ci po prostu przywalę.
Skrzywiłem się, przypominając sobie wczorajszy wieczór, ale powiedziałem:
– Nie chciałem, żeby przeze mnie płakała, ale ona też mogłaby się powstrzymać od niektórych rzeczy. Ciągle się mnie czepia. Wylała mi alkohol i wyrzuciła papierosa… kurwa, jakbym mieszkał z matką. – Chyba się zagalopowałem, ale ciągnąłem dalej: – Gada, że to jej mieszkanie i nie chce czuć tego smrodu, no to wyszedłem na balkon, a i tam mnie dorwała. Nie zasługuję na to, by odreagować po swojemu? Może… – Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. – Może powinienem się wyprowadzić.  
– Wyprowadzić? Przez Hayley? Słuchaj, Nick, ja mogę z nią pogadać…  
– To nie przez Hayley tylko… przez całokształt. Mieszkałem z kumplem, który zaczął tyle pracować, że nawet go nie widzę i jest tak, jakbym mieszkał tylko z jego siostrą. – Znowu się skrzywiłem. – Nie winię cię, stary, rozumiem twoją sytuację, ale muszę też myśleć o sobie. A faktycznie czasem czuję się, jakbym tu był tylko ja i Hayley, a ona… sam nie wiem, nic jej nie pasuje. Jest wściekła, gdy palę, gdy piję, gdy przyprowadzam dziewczynę… Nie chcę się czuć ograniczany we własnym mieszkaniu i nie chcę potem wysłuchiwać pretensji. Po prostu… może muszę zacząć od nowa.
Will nie wyglądał na zadowolonego, po chwili westchnął i powiedział:
– Spoko. Rozumiem. Jeśli chcesz zacząć od nowa, to nie będę cię zatrzymywał. A teraz muszę iść, bo się spóźnię. Na razie.
Uśmiechnął się niemrawo i wyszedł z kuchni.


Hayley

Chodziłam po mieszkaniu jak cień. Will był w pracy, Nick pewnie w pokoju, a ja nie miałam co ze sobą zrobić. Milo łaził za mną krok w krok. Nie zjadłam śniadania, nie byłam głodna, ale nakarmiłam psa. W końcu zabrałam się za sprzątanie. Myłam właśnie podłogę, kiedy Nick pojawił się w drzwiach swojego pokoju.
– Nicholas, stój! – wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć. – Musisz poczekać aż wyschnie, bo umyłam podłogę i… – W tym momencie Milo przebiegł po mokrej powierzchni, zostawiając odciski łapek. – Milo, nie! – Za późno. Milo już usiadł przy nogach Nicka i czekał, aż się z nim przywita, machając ogonem.
Nick zacisnął usta, wyraźnie powstrzymując się od śmiechu. Pochylił się i pogłaskał psa po łbie.
– Więc mam z tobą rozmawiać na odległość? – zapytał, przenosząc na mnie wzrok.
– A chcesz w ogóle ze mną rozmawiać?
– Zależy od tego, jak bardzo będziesz się mnie czepiać – powiedział, ściągając brwi.
Zacisnęłam szczękę. Nie chciałam znowu się z nim kłócić. Przejechałam mopem po śladach łap Milo.
– Nie będę – mruknęłam w końcu.
– To dobrze. Chciałem cię przeprosić. Wiem, że zachowałem się wczoraj jak palant. – Wzruszył ramionami. – W sumie to… nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Ale, jak teraz o tym myślę, mogłaś mi odpuścić… byłem pijany, a niezbyt się kontroluję po alkoholu. Zwłaszcza jak ktoś mi go zabiera.
Zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się przeprosin, nawet jeśli znowu zwalił na mnie winę.
– To prawda. Mogłam odpuścić, ale myślałam… zresztą, nieważne, co myślałam. Wystarczająco jasno określiłeś naszą relację. Nie będę się już wtrącać, rób sobie co chcesz.
Powoli skinął głową.
– Doceniam. I wiedz, że przykro mi, że wywaliłem to ciasto. Jak chcesz, to zrobię ci lasagne, żebyś też mogła ją wywalić. Tak czy inaczej… już niedługo nie będziesz musiała się ze mną męczyć. Szukam właśnie mieszkania. – Zerknął na wciąż mokrą podłogę. – I chyba do tego wrócę, skoro kuchnia jest obecnie nie do przejścia. – Wycofał się do swojego pokoju i zniknął.
Miałam powiedzieć, że nie chcę jego lasagne, że niczego od niego nie chcę, ale zrzucił na mnie bombę. Z jednej strony chyba trochę się cieszyłam, bo jeśli nie będę go widywać, to może w końcu to głupie zauroczenie zniknie, ale z drugiej… nie chciałam, żeby się wyprowadzał. Bez niego nie będzie już tak samo. Nie wpadnę na niego w kuchni czy korytarzu. Zostanę tu sama na całe dnie, kiedy Will będzie pracował. Na samą myśl chciało mi się płakać. Poza tym, miałam wrażenie, że to przeze mnie. Za bardzo się tu panoszyłam. Na za dużo sobie pozwalałam. To było mieszkanie dwóch facetów, a ja wszystko skomplikowałam.
Z opóźnieniem dotarło do mnie, że jeśli Nick naprawdę się wyprowadzi, to być może Will nie będzie w stanie pokryć całości czynszu i pełnej kwoty pozostałych rachunków, nie mówiąc już o jedzeniu. Musiałam się wziąć w garść i zacząć pracować. Mój brat nie wydoli tak na dłuższą metę. Tylko jak to miałam zrobić, kiedy nie mogłam wydostać się z ciemności? Ta presja spychała mnie jeszcze głębiej.
***
Kolejne dni były męką. Robiłam wszystko, by nie wchodzić Nickowi w drogę. Nie chciałam mu przeszkadzać, nie zamierzałam się narzucać. Unikałam go, ale to nie znaczyło, że go nie obserwowałam, gdy wychodził na mały balkon, żeby zapalić. Nie zwracałam mu uwagi, że dym wlatywał do środka. Po prostu później wietrzyłam mieszkanie. Czasami wpadaliśmy na siebie w kuchni, czy przy drzwiach łazienki, ale szybko schodziłam mu z oczu. Nie potrafiłam już z nim rozmawiać, jakby nic się nie stało. Nie potrafiłam udawać, że mnie to nie bolało. Nie potrafiłam żartować ani się z nim drażnić, kiedy w środku rozpadałam się na kawałki. Wolałam usunąć się z drogi. Miałam wrażenie, że cofnęliśmy się do momentu, kiedy się tu wprowadziłam. Było dziwnie i niezręcznie. Panowało między nami jakieś napięcie, którego nie mogłam znieść, ale nic z tym nie robiłam.
W jednym z nielicznych “lepszych” momentów pomalowałam sobie paznokcie na czarno – jak ciemność, w której tkwiłam. Były krótkie, bo nigdy nie nosiłam długich. Denerwowały mnie i przeszkadzały w rysowaniu. W innym “lepszym” momencie pod wpływem piosenki, której słuchałam w słuchawkach, usiadłam przy biurku i wyciągnęłam swoje przybory rysownicze. Na czystej kartce zaczęły pojawiać się szkice węglem, bo jako pierwszy wpadł mi w ręce. Zanim się zorientowałam, kartka była zapełniona podobiznami Nicka. Jego oczy. Jego uśmiech. Jego profil, kiedy palił na balkonie, opierając się na barierce i trzymając papierosa w dłoni. Węgiel wypadł mi z ręki, a łzy napłynęły do oczu, zamazując obraz.  
Co to miało być?  
Pierwszy raz od miesięcy w końcu siadłam do rysowania i narysowałam akurat jego? Oczywiście styl był komiksowy, czy nawet mangowy, podchodzący pod semi-realizm, ale wiedziałam, że to on. Tyle razy próbowałam szkicować cokolwiek i każda próba była nieudana, a teraz nagle rysowałam jak w transie? Dlaczego? Rozpłakałam się. Łzy ściekały mi po policzkach, a kilka z nich spadło na kartkę i gwałtownie się odsunęłam od biurka. Schowałam kartkę z powrotem do bloku praktycznie na oślep, a węgiel wrzuciłam do pudełka. Nie mogłam na to patrzeć, bo to oznaczało, że moje głupie zauroczenie… Nie, nawet nie chciałam myśleć, co to znaczyło. Nie byłam na to gotowa.
W normalne dni, jeśli w ogóle można je nazwać normalnymi, wstawałam z łóżka tylko po to, by nakarmić Milo i iść z nim pobiegać. Potem gotowałam obiadokolację dla Willa i jadłam razem z nim. To był właściwie mój jedyny posiłek. Czasem przekąsiłam jakieś jabłko, czy banana, ale poza tym nie odczuwałam głodu. Brat patrzył na mnie podejrzliwie i wiedziałam, że zauważył, ale nic nie mówił. Pewnie przygotowywał wykład i mydlił mi oczy zwykłymi rozmowami. Tylko z nim rozmawiałam. Nie udzielałam się nadal na grupie na messengerze, mimo że Kevin, Andrea i Gabrielle się do mnie dobijali. Wszyscy na raz albo każde z osobna. Dzwonili, ale nie odbierałam. Nie miałam siły ani ochoty im wszystkiego tłumaczyć. W końcu nie wytrzymali i przyjechali do mieszkania. Nie wpuściłam ich. Byłam w kompletnej rozsypce. Nie chciałam, żeby mnie taką widzieli. Nie chciałam, żeby mnie pocieszali i się nade mną litowali. Powiedziałam, że źle się czuję, co właściwie było prawdą. Odpuścili – w końcu zobaczyli, że żyję, a przecież nie mogli wepchać się na siłę do nie mojego mieszkania. Gdybym mieszkała sama to co innego.
Okres powalił mnie ostatecznie. Był tak bolesny, że praktycznie cały czas byłam na tabletkach przeciwbólowych, od których bolał mnie żołądek, bo przecież prawie nic nie jadłam. Miska leżała obok łóżka w pogotowiu. Ledwo mogłam ustać na nogach, by przejść do łazienki zmienić tampon. Laptop leżał na krześle, a ja zakopana w pościeli próbowałam oglądać serial. Napisałam Willowi wiadomość, że nie dam rady niczego ugotować. Odpisał, że kupi coś po drodze do domu, albo po prostu zamówimy pizzę. Przynajmniej o to nie musiałam się martwić. Nie miałam siły nawet zrzucić Milo, który wskoczył do mnie na łóżko. Mogłam się do niego przytulić i próbować przetrwać. Tak bardzo brakowało mi faceta, który położyłby się obok, tulił i jadł ze mną słodycze.  
Byłam tak bardzo samotna...

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4928 słów i 27203 znaków, zaktualizowała 8 kwi o 16:10.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Nick reaguje najgorzej jak może.Druga na liście kar  jest Kim.Chociaż za mało wiemy o niej by ją kompletnie oskarżać o hipokryzję. Być może chciała odzyskać Nicka i chwyciła się ostatniej deski ratunku. Jak na razie Hayley jest bez grzechu prawie jak, wiadomo kto. Bidulka stara się dla tego, nie nazwałbym go playboyem, a ten dureń nic nie widzì. Szarlotkę zwalił na ziemie :nerw: Bardzo lubię szarlotkę i chyba mu szybko nie daruję. Może doszedł dna i się w końcu poprawi. Zachowuje się jak debil. :spanki: Zamiast picia i tych spraw mógłby sobie duży garnek na głowę założyc i walić się młotkiem. Może rozum by mu wrócił. Dla Hayley <3  :przytul:  :glaszcze: Dla Kim...sam nie wiem.Fajna część. :bravo:

  • Convallaria

    Strasznie fajne to opowiadanie, pełne emocji które się czuje. Mam nadzieję że bohaterowie odnajdą spokój i szczęście w sobie. To musi być pozytywna historia!

  • candy

    @Convallaria bardzo się staramy, żeby tak było :D dziękujemy! <3 takie komentarze bardzo pomagają <3