Pytanie cz 9

Znowu pukanie. Jacek?  
― To ja ― usłyszałam głos Kelly.
― Wejdź Kelly.  
Weszła. Miała ze sobą dwie torby
― Nie musisz pukać, wchodź.
― Edytko, muszę. Tak jest lepiej. Przyniosłam ci sushi. Jesz ryby, prawda?
― Ty nie jesz mięsa, czy tak?
― Tak, od małego. W Polsce to dziwne. Kiełbasa, wódka. Patrzyli na mnie jak na dziwadło. Dobra, jedz sobie.
Wyszła zanim zdążyłam ją zatrzymać. Fajna jest. Nie, to złe słowo. Kochana. To określenie jest właściwe.  
Jak ten czas leci. Miałam wrażenie, że dopiero poszła na lunch. A może w moim świecie liczb czas płynie szybciej? A może tracę wówczas poczucie przemijania...
Zjadłam i popiłam. Kelly przyniosła mi też picie.  
Zaczęłam pracować. Raz wyszłam tylko do łazienki. Rzuciłam w jej stronę miły uśmiech.. Rozmawiała z kimś. Dlatego nic do niej nie zagadnęłam. Nie byłam pewna czy Jacek jest u siebie, czy nie.
   Czwarta trzydzieści. Zamknęłam komputer. Och to dzisiaj dopiero czwartek. Myślałam, że piątek.
― Idę.
― Do jutra. Jakby coś było nie tak, dzwoń. Choćby w środku nocy.
― Dziękuję, Kelly.
Zawahałam się chwilkę i pocałowałam ją w policzek.
   Po chwili już jechałam po Orzeszka. Basi już nie było, widocznie ktoś ja zabrał.
― Bawiłaś się z Basią?
― Tak. Z Basią i Tamarą. Kasi nie było, chora.
― A kto zabrał Basię? Tatuś czy mama?
― Tatuś.
― Głodny Orzeszek?
― Troszkę.
― Przyjedziemy do domku i mamusia zaraz coś da. Ciocia Kelly przyniosła wczoraj pierogi z jagódkami.  
Nie byłam pewna czy już kiedyś jadła. Czułam się miło. Nawet myśl, że mój wciąż aktualny mąż jest blisko innej kobiety, wcale mnie nie martwiła. Czy powinnam być zła na nią? Są różne trendy. Niektóre zdradzone kobiety zawsze upatruja winę w, , tamtej". Ale wina zawsze jest po obu stronach. Dotyczy to również powodu zdrady. Czyli też gdzieś zawiniłam. Tylko gdzie. Nie mieliśmy problemów. Umieliśmy je rozwiązywać. Ja byłam wierna. On? Chyba też. Finanse? Nie było tak źle. On zarabiał i ja. Nigdy na nic nie brakowało. Mieliśmy dwa samochody. Nie miałam ogromnych wymagań, ale starczało na dodatki. Sex? Dawałam mu wszystko co chciał. W ciąży robiłam ograniczenia. To prawda. Ale byłam zawsze zdolna go zaspokoić oralnie. Nie powiem, że był to tylko obowiązek. Z pewnością, nie byłam perwersyjna. On tak chciał. A ja polubiłam. Ale nie chciałam, bo wydawało mi się to nieodpowiednie. A potem ten pamiętny wieczór. Ale już był z nią, wierząc Kelly. Teraz uświadomiłam sobie jego smutek w oczach i zmęczenie. Musiał z nią to robić w pracy. Bo kiedy miał? Zawsze spał ze mną. A ja głupia obwiniałam się za pocałowanie Jacka. Dobrze, ze epidemia HIV się zmniejszyła. Czy używał kondona? Chciałam przestać o tym myśleć. Tylko częściowo udało mi się to odgonić.
Norbert był moim drugim chłopakiem. Marcin zrobił to ze mną kiedy miałam siedemnaście lat. Bylśmy ze sobą trzy miesiące. Fajnie nam było. Nie kochałam go, mimo to przeżyłam rozstanie. Zostawił mnie dla innej. Wcale nie ładniejszej. Czy jestem typem, który się zostawia? Jeśli tak, to dlaczego?
Mit, , Większy jest lepszy”? W moim wypadku byłabym za. Marcin nie był tam zbyt duży. Ale i tak było fajnie. Pamiętam, że się trochę wystraszyłam kiedy zobaczyłam organ Norberta. Czyżby jej tym zaimponował? Ale związki się tak nie zaczynają., , Przepraszam, czy masz dużego”?
Właśnie, jak to się zaczęło? I kiedy? Ale nie chciałam tego analizować. Uśmiechnęłam się w głębi. Jestem analitykiem. Przyzwyczajenie zawodowe.  
Dojechałam do domu. Po chwili byłyśmy na górze. Zaczęłam przygotowywać jedzenie dla Patrycji. Oczywiście pierogi miały być dodatkiem, a nie głównym daniem. Ale mój Orzeszek pamiętał
― Kiedy dostane pielogi?
Czasem mówiła, , r”, a czasem nie. Ale przeważnie wymawiała.
― Zaraz mamusia ugotuje. Ale najpierw marcheweczka i kaszka.  
― Nie chcę marchewecki. Jadłam w żłobku.
― Dobrze, mamusia da coś innego.  
― Ciocia Kelly przyjdzie?
― Dzisiaj nie. Może jutro, albo pojutrze.
― A kiedy tatuś przyjedzie?
Zrobiło mi się przykro. Dziecko powino mieć dwójkę. Czy jest szansa, że będziemy razem? Rana bolała. Ale w tej chwili byłam gotowa mu wybaczyć. Oczywiście jeżeli przestanie. Czy dowiem się prawdy? Dlaczego tak się stało? Jego wersję? A może i jej. Nie, to raczej niemożliwe. Mogłabym patrzeć jej w oczy? Bez nienawiści?
― Tatuś pojechał daleko. Będzie za kilka dni.  
― Dobrze.
Pat zaczęła się bawić. Korciło mnie żeby zadzwonić do Joli, albo Kelly. Ale nie zrobiłam tego. Wiedziałam, że Kelly nie zadzwoni, a Jolka? Chyba zrobiłaby to, jeżeli stałoby coś strasznego. Ale wyglądało, że leczą rany. Może Krzysiek nie jest potworem. W końcu są ze soba kilka lat. Najmniej trzy. Różni są ludzie. Jak ja bym zareagowała, gdyby Norbert mnie uderzył? Nie wiem. To zależy za co. Męzczyźni są inni. Bardziej agresywni. To jest chyba powiązane z testosteronem. No i oczywiście adrenaliną. Ale kobiety też mają adrenalinę. Albo raczej nasz organizm go potrafi wydzielić. Mówię o kobietach.
   Byłam sama. Pierwszy dzień. Wczoraj wydarzyło się zbyt wiele. Cały czas nachodziła mnie myśl, że to miało coś wspólnego z ostatnim wspólnym wieczorem. Ale w końcu to zostawiłam. Po prostu to wykorzystał jako pretekst. Tak to odczułam. Zaczęłam widzieć inny portret mojego byłego męża. Czyli już podjęłam decyzję? Nawet nie wysłuchałam drugiej strony? Zrobię to, jeśli będzie chciał, ale tracił kolejne punkty. Pobawiłam się z moim skarbkiem. Komórka. Kelly. A jednak.
― Cześć, wszystko dobrze?
― Tak, radzę sobie. Patrycja pytała o ciebie. Lubi cię. Co najmniej lubi.
― Miło słyszeć. Ja ją pokochałam od pierwszej chwili. Mam nadzieję, że tego źle nie rozumiesz.
― Nie zrozumiałam źle. Przeciwnie. Czuję co masz na myśli. Dziekuję, że dzwonisz.
― Dobrze, nie będę przeszkadzać. Pewnie zaraz kładziesz Orzeszka spać. Norbert nie dzwonił?
― Nie. Prawdę mówiąć nie tęsknię.
― To miłej nocy.
Wyłączyła się. Czy powiedziałam coś nie tak? Chciałam z nią rozmawiać. I wówczas poczułam, że brak mi jej. Że chciałabym żeby była. Ale nie jak wczoraj. Wczoraj nie chciałam być sama. Teraz chciałam, żeby tu była. Blisko. Przez chwile walczyłam z sobą, żeby nie zadzwonić. Znowu zadzwoniła komórka. Myślałam, że to jeszcze raz Kelly. Ale nie. To była Jola.
― Dzwoniłam wcześniej, ale rozmawiałaś z kimś.
Brzmiała dobrze.
― Fajnie, że dzwonisz. Myślałam jak tam u ciebie.
― Normuje się. Dostałam kwiaty. Cały bukiet. On jest porywczy.  
― To dobrze, że się normuje. Aktualne to jutro?
― Tak, chcę żebyś przyjechała z Patrycją. Mam pomysł, ale to ma być niespodzianka.
― To dopiero się zobaczymy wieczorem?
― Tak, wstyd pokazać się ludziom z takim limem. Odwołałam kilka spotkań z klientkami. Ale dał mi pieniądze. Więcej niż bym zarobiła. Dziwny gość z niego.
Nie chciałam zrobić tego samego błędu co z Kelly.  
― Cieszę się, że kłopoty nas zbliżyły. Sorry. Źle to zabrzmiało. W ostatnich dniach dużo się stało i czasem klecę głupie zdania.
― Rozumiem. Też się cieszę. Będę kończyła, bo muszę położyć Basię. A ty pewnie swoją kruszynkę, pa.
Rzuciłam okiem na mojego skarbka. Patrycja bawiła się, ale zauważyłam objawy zmęczenia.
― Idziemy luli.
― Chcę kupkę.
― Dobrze to siadamy na nocniczek.  
Pomogłam jej wytrzeć pupkę.  
― A teraz idziemy się myć.  
   Jakie to życie jest dziwne. Zaczynamy je i ktoś nam wyciera pupę, a później jak długo żyjemy to znowu ktoś to robi. Ale nie zawsze. U dziewczynek trzeba bardziej uważać. Można to robić tylko w jednym kierunku. Ale moja córeczka jest dzielna! Zaczęła chodzić w dziesiątym miesiącu. Mówić w dwunastym. No i przestała używać pieluchy w dwudziestym szóstym. Zuch.  
Umyłam ją i włożyłam piżamkę.
― Idziemy spać. Mamusia pośpiewa.
― Bajka.
― Dobrze.
Najbardziej lubiła o Królewnie Śnieżce. Opowiadałam jej już wiele razy, ale jeszcze się jej nie znudziło.
Wycałowałam buziaczka i posiedziałam przy niej aż zasnęła. Poszłam do łazienki. Cholernie mnie drażniło ciało na podbrzuszu. Zachciało mi się golić łono.
Odrośnie, pomyślałam.
Usiadłam przy stole. Tak pusto. Czy mogłabym żyć sama? Pewnie tak. To przejściowe. Włączyłam laptop. Pochodziłam po różnych stronach. Zgasiłam. Przecież nie mogę iść spać o ósmej.
Nalałam wodę do wanny i wlałam zielone jabłuszko. Zanim weszłam do wody patrzyłam na swoje odbicie w lustrze.
― Wygladam jak gwiazda porno.
Raz oglądaliśmy z Norbertem. Zanim dowiedzą się jak mają na imię, już się kochają. I to w sposób, w jaki ludzie tego nie robią. Głównie chodzi o to żeby pokazać organy. Nie miałam obrzydzenia, ale też nie widziałam w tym nic pociągajacego. Lepiej kochać się z kimś samemu niż patrzyć jak inni to robią.
Weszłam do wody. Co za rozkosz. Od jutra wezmę się za brzuch. Wystarczy piętnaście minut dziennie i efekt musi przyjść. To pewne!
Leżałam w wannie chyba ponad godzinę. Dolewałam ciepłej wody. W końcu wyszłam. Sprawdziłam komórkę. Miałam wiadomość od Norberta.
, , Ucałuj Orzeszka”. Dobrze, że chociaż o niej nie zapomniał. Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę. Dopiero się złapałam, że jestem nago. Coś mi zaświtało. Poszłam do sypialni i otworzyłam szafę. Wyjęłam koc z marynosów. Ostry. Zrzuciłam kołdrę na fotel. Położyłam się i nakryłam ciało kocem. Po pięciu minutach myślałam, że oszaleję. Ale zawsze stawiałam na swoim. Męczyłam się chyba kilka godzin. Miałam kilka chwil, że chciałam się w końcu poddać. Ale nie.
Obudziłam się wypoczęta. Poszłam do łazienki. Siusiu, rączki, buzia, zęby. Już miałam wejść pod prysznic. Przypomniałam sobie o treningu. Wyszłam z łazienki. W salonie zrobiłam piętnaście pompek, a potem kilka minut poświęciłam na ćwiczenie mięśni brzucha. Zabrałam mały kocyk z dywanu. Teraz mogłam wejść pod prysznic.  
― Chorobcia, nie nastawiłam budzika. Która może być godzina?  
Uspokoiłam się, było jeszcze ciemno. Popatrzyłam na komórkę. Dopiero szósta. Miałam dużo czasu. Powoli się ubrałam. Czułam się dobrze. Jak nigdy. Zjadłam jogurt z owocami. Kanapkę z serem żółtym, pomidorem i sałatą. Zrobiłam herbatę z róży. Zaczęłm przygotowywać jedzonko dla Pat.
― Wstajemy. Orzeszku.
Wszystko szło świetnie. Zjadłą ładnie swoją papkę. Miałyśmy jeszcze trochę czasu.  
― Mama poczyta bajeczke z Księgi bajek, chcesz?
― Tak, o Śnieżce.
Zaczęłam czytać. Patrycja siedziała mi na kolanach.
― Jedziemy, kochanie.
   Byłyśmy znowu pierwsze. Poczekałm na Basię. Zobaczyłam mercedesa. Siedziałam chwilkę. Wszedł z nią do środka. Patrzyłam przez oszklone drzwi jak rozbiera Basię. Robił to zupełnie normalnie, chociaż nie zauważyłam objawu pieszczoty czy ciepła. Wyszedł Otworzył drzwi wozu. Ruszył. Wysiadłam z Pat.  
― Basia już jest.
Patrycja pobiegła do pokoiku.
― Pani córka jest dzielna. Jako pierwsza z dwulatków nie ma pieluszki. Ale chyba i Basia ją dogoni. Tylko trochę nerwowa ta Basieńka.
― Tak. Kilka dni temu Patrycja zaczęła sama robić siusiu do nocniczka w nocy. Dziękuję.
― To teraz Patrycja będzie przychodzić każdego dnia?
― Na razie tak.
― Coś z mamą?
― Teściową. Moja mama nie żyję.
― Och, przykro mi. Pewnie rak?
― Tak.
― Teraz ludzie chorują. Przez tą chemię.
― Prawdopodobnie. Muszę lecieć, dziękuję.
― Do zobaczenia po południu.
Panie ze żłobka były miłe. Nie w każdym żłobku tak było. Były afery.  
Dojechałam za dziesięć. Kelly już była. Jacek wszedł chwilkę po niej.
― Witam panie. Miły dzień na dworzu. Wiosna.
― Tak, ładnie.  
Poszłam do pokoju. Pewna myśl nie dawała mi spokoju.
Wyszłam.
― Kelly. Ty się wczoraj nie pogniewałaś?
― Co ci przyszło do głowy! Dlaczego miałabym?
― Och, wydawało mi się. Idę do moich liczb.
Kelly uniosłą kciuk do góry.
Kiedy wyszłam na lunch nie było ani jej ani Jacka. Poszłam do małej kawiarenki niedaleko. Tuż za rogiem. Zamówiłam kanapkę i kawę z pianką. Chciałam jeszcze ciastko, ale pomyślalam o brzuchu.
Reszta dnia upłynęła spokojnie. Jacek wyszedł wcześniej. Pożegnał się ciepło.
― Chcesz się spotkać? ― zapytała Kelly  
― Bardzo bym chciała. Patrycja pytała o ciebie. Ale obiecałam znajomej, że wpadne do niej po piątej. Jej i moja córka bardzo się lubią. To nie typowe. Dzieci w tym wieku raczej rywalizują. Dam znak jutro. Na pewno.
― Jest OK, Edyta. Spoko.
― Ja bym chciała. Brakowało mi ciebie wczoraj.  
Kelly zrobiła dziwną minę. Nie zdziwioną... trudno określić. Uśmiechnęła się.
― Cieszę się.
Trochę przyspieszyłam. Ale przypomniałam sobie, że Jola ma czekać w domu.  
Korki. Nic dziwnego. Weekend. Dotarłam. Patrycja siedziała sama. Ale nie była smutna. Pani Lidka była z nią. Ta sama pani, która rozmawiała ze mną rano
― O już jest mamusia. Mówiłam ci, że zaraz przyjdzie ― powiedziała pani Lidia.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2382 słów i 13391 znaków, zaktualizował 31 mar 2020.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Kłopoty dnia codziennego i tak Edyta dzielnie to znosi.

  • Lunasweet123

    Co ile dajesz nowe?

  • AlexAthame

    @Lunasweet123 Co ile daję co?Ja wiem że ty wiesz ale ja nie