Początek wszystkiego cz.2

Kolejne dni mijały szybko i intensywnie. Jagoda pomijając to, że buzia się jej nie zamyka, okazała się świetną koleżanką. Cierpliwie wdrażała mnie w moje obowiązki, przy okazji dzieląc się plotkami. Przez te kilka dni dowiedziałam się na przykład, że blondyna z HR ma romans z brunetem z działu zakupów, że żona prezesa ma córkę z pierwszego małżeństwa, że Adam ze sprzedaży chciał się z Jagodą umówić na kawę, drugi wiceprezes jest na urlopie bo przygotowuje się do ślubu, że brunetka z recepcji zrobiła awanturę brunetce z kadr, bo tamta miała niby zaproponować randkę brunetowi ze sprzedaży, a i że to wszystko oczywiście w wielkiej tajemnicy. No dobra, połowy nie pamiętam, bo któż by zapamięta taką dawkę informacji, przydatnych zupełnie do niczego. Życie w korporacji kwitło.  

Wieczory spędzałam z Kaśką na naszym balkonie. Opowiadałyśmy sobie wzajemnie o pracy i snułyśmy plany na weekend.  

- Natka czas ruszyć nasze zgrabne tyłki i wyjść na miasto, nie sądzisz?  

- Jakieś konkretne pomysły masz? – byłam tą, która z naszej dwójki przybyła do Wrocławia ostatnia, a więc ostatnia by rzucać jakieś propozycje.

- W piątek umówiłam się z dziewczynami na wypad na wyspę słodową. Wiesz same lejdis, wino i śpiew. Idziesz z nami. – Jagoda oznajmiła stanowczo. Zaczęła mi opowiadać jak tam bywa fajnie, pełno ludzi, koncerty… i że fajnych facetów można spotkać.

- Nie będę protestować. Jestem za. – Nie miałam nic do stracenia. Nie należałam do osób, które ciągle siedzą w domu. Nie byłam co prawda duszą towarzystwa, ale lubiłam być wśród ludzi. Moi przyjaciele byli daleko. Czas poznać nowych, zwłaszcza że Wrocław miał się stać moim nowym domem, no i dawno nie miałam żadnej rozrywki. –  Zrobimy się na bóstwo. Dobra, czas na nas. Zmykajmy już spać. Jeszcze tylko jutro do pracy, a potem lecimy na miasto. Dobranoc!

Tej nocy miałam bardzo dziwny sen. Śniło mi się, że zepsuł mi się laptop i musiałam pójść do działu IT na wymianę. Po drodze spotkałam brunetkę z recepcji, która z szyderczym uśmiechem na twarzy podstawiła mi nogę. Czułam, że tracę równowagę i nagle zamiast laptopa mam kubek z kawą, która ląduje prosto na śnieżnobiałą koszulę Kuby! A ja leżę jak kłoda na podłodze. Wszyscy ryczą ze śmiechu. Stop! Obudziłam się nagle. O rety co za głupi sen. Czemu ten Kuba mi się przyśnił? Od tamtej dziwnej sytuacji minęło kilka dni i go nie widziałam już. A tu takie coś…. Zadzwonił budzik.  

Poranna toaleta, ubieranie, malowanie i fru do pracy. Piąty raz tym samym tramwajem o tej samej porze. Zaczęłam kojarzyć niektórych współpasażerów.
Przed szklanymi drzwiami firmy spotkałam uśmiechniętą od ucha do ucha Jagodę. Weszłyśmy razem.

- Jeszcze tylko dziś i weekend! Plany jakieś masz? – spytała

- Tak… - już miałam dokończyć, gdy Jagoda zaczęła mnie szturchać i pokazywać na Ankę z recepcji, bo tak miała na imię, ta co to, pierwszego dnia miała dekolt po pępek. Każdego kolejnego zresztą też. Była bardzo charakterystyczna. Miała bardzo ładne rysy twarzy. Są na świecie dziewczyny, które nawet po przebudzeniu wyglądają ładnie. Ona niestety była jedną z nich.

- Ty patrz jak ta lalka się pręży – Wyszeptała. Nie dało się nie zauważyć, że Anka stara zwrócić na siebie uwagę kilku facetów. – Ta to potrafi. Mało jej ta bluzka na cyckach nie pęknie, tak sobie napompowała. Oni chyba tylko to w niej widzą, bo pusta taka – oj chyba ktoś kogoś tu nie lubi, tak sobie pomyślałam.

Wszyscy żywo dyskutowali i śmiali się w najlepsze. Wśród nich dostrzegłam Kubę - O nie, nie, tylko nie jego! Wzdrygnęłam się na myśl o moim śnie. Muszę się wziąć w garść, muszę. Nie mogę tak reagować na jakiegoś obcego faceta. Nie jestem taka.  
Kuba nas zauważył.  

- Witam piękne panie – przywitał się przerywając rozmowę ze znajomymi. – Dziś piątek. Korpo pizza day. Może się przyłączycie? – zapytał. Pierwsza odezwała się Jagoda. Kątem oka widziałam jak się szczerzy do jednego ze stojących tam chłopaków. To chyba musi być ten jej Adam, o którym mi tak żywo opowiadała.

- No jasne. Niech nam pizza w cycki pójdzie! – wszyscy zaczęli się śmiać.

- Ruszcie się moi drodzy, do roboty! Trzeba zasłużyć na pizzę – pojawił się koło nas prezes.

- Tak jest szefie, już lecimy – odparł Adam. I wszyscy śmiejąc się ruszyli w stronę wind. Mieliśmy trzy do wyboru. Nie wiem jak to się stało, że najpierw stała obok mnie Jagoda, a po chwili zorientowałam się, że stoi obok mnie nikt inny tylko Kuba. Znowu on. Tak stoi i patrzy.

- Brudna jestem? – nie wytrzymałam.

- Nie. Śliczna – wyszeptał.

Zapowietrzyłam się. Tego się nie spodziewałam. Zatkało mnie. Milion myśli na minutę, co by mu tu... Dźwięk otwierających się drzwi windy. Uff. Udało się. Weszliśmy do środka. Ja, Kuba, trzy nieznane mi osoby, Jagoda i Adam. Ci ostatni dyskutowali o nowym projekcie i że koniecznie muszą się jednak spotkać na kawie, a już najlepiej od razu, teraz, już. Pierwsi wyszli nieznajomi. Na trzecim piętrze Jagoda oznajmiła, że musi coś obgadać z Adamem, a że oni mają fajny ekspres do kawy to skorzysta, skoro już tam będzie. No jasna sprawa przecież... Zostałam sama z Kubą, który nie spuszczał ze mnie swoich oczu. Czułam się dziwnie. Co by tu powiedzieć, bo cisza zdawała się być nie do wytrzymania. Dźwięk windy. Czwarte piętro. Jestem znowu uratowana.

- To do zobaczenia na pizzy o 12:00… - Chciał coś dodać, ale drzwi windy się otworzyły, a w nich stanął jego kolega z działu.

- O Kuba! Fajnie, że jesteś. Lecę do kadr i zaraz mamy meeting. Musimy pogadać bo testerzy czekają na realease candidate, wczoraj padł CI serwer, automaty nie odpaliły się w nocy, jakiś manual nie zmergował poprawnie branchy i wersja poszła bez fixów - po czym zwrócił się do mnie – cześć, ty jesteś ta nowa od prezesów? Radek jestem.

- Natalia – podałam mu dłoń na powitanie.  

- Powie się customersom, że to nie bug tylko feature haha – zażartował Kuba.

- Spoko chłopaki, to brzmi jak korpo chiński – dodałam od siebie i zaczęliśmy się śmiać. Kuba wychodząc odwrócił się i puścił mi oko. Drzwi windy się zamknęły. Pojechałam z nowym znajomym na ostatnie piętro.

- Już tu u nas chyba tydzień jesteś. Jak wrażenia? - Zagadał Radek.

- Całkiem dobrze. Jeszcze dużo wyzwań przede mną.  

- Będziesz w konferencyjnej na pizzy dziś? W piątki mamy pizza day, nie wiem czy ktoś Ci wspominał. Firma stawia!

- Tak, tak już mi mówili. Oczywiście, że będę. Pizza day brzmi nieźle. To pa! – byłam już na swoim piętrze - Do zobaczenia!

Podeszłam do biurka. Odpaliłam komputer. Popatrzyłam na stos dokumentów. Muszę je dziś przygotować do podpisu, by na poniedziałek były gotowe na zebranie managerów. Nagle usłyszałam kłótnię. Dochodziła z jednej z salek konferencyjnych. Głos kobiety i mężczyzny. Słyszę szloch. Podchodzę bliżej.

- Jesteś szmatą!  

- Nie mów tak na mnie to jest Twoja wina!

- Mogę mówić gorzej! Jaki ja głupi byłem! Po co tu przyszłaś! Wynoś się! Zapomnij o ślubie!

- Nie wróciłeś do domu na noc, nie odbierałeś telefonu, nie… - kobieta nie skończyła zdania, bo weszłam do pomieszczenia. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie znałam ani jej ani jego. Piękna blondynka, wydęte usta, czerwona szminka, duży biust, sztuczne rzęsy. Miała łzy w oczach. Po drugiej stronie stołu stał mężczyzna, na oko lat trzydzieści. Pognieciona koszula, potargane włosy.

- Co tu się dzieje?! – Nie wytrzymałam – zaraz wezwę ochronę! Nie wiedziałam co mam robić. Dobrze, że zaraz za mną do salki wpadł prezes.

- Natalka zostaw nas samych, proszę. Ja to załatwię z synem i z nią – wskazując na kobietę wykrzywił usta.

Chyba ta rozmowa nie będzie należała do przyjemnych. Nic z tego nie rozumiałam. Gdzie ta Jagoda? Ona wie wszystko. Zaraz. Ślub? Może to ten drugi wiceprezes? Wyszłam. O rety, ale akcja.

Nie minęło pięć minut a kobieta wyleciała z płaczem na korytarz.

- Jeszcze będziesz żałować… A ty co się tak gapisz!!! – ryknęła na mnie

- Pomóc? Czy sama pani trafi do wyjścia? – spytałam.

- pfff – podeszła szybkim krokiem do windy. Znajomy dźwięk i drzwi się otworzyły. Minęła się w nich z Jagodą, o mały włos nie wpadając w nią.

- Stuknięta – syknęła Jagoda, gdy drzwi windy się zamknęły – co ją ta wkurzyło?

- Nie mam pojęcia. Awantura w salce. Ona, prezes i taki jeden. Chyba ten wice? To syn prezesa? Coś gadali o ślubie. A raczej o tym, że go jednak nie będzie. Krzyki, wrzaski. Ty mi tu szybko mów o co tu chodzi?

- Aaa ooo hmmm taaa, no tak, tak to na pewno…  

- Dziewczyny dajcie nam coś mocniejszego. Odwołajcie spotkanie z HR business partnerami. Niech nikt mi nie przeszkadza dziś! Dzięki! – To prezes.  

- Już się robi szefie! – Jagoda chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą do kuchni – chodź opowiem Ci, ale w tajemnicy... – Na Jagodę zawsze w takich sytuacjach można liczyć. Ona wie wszystko.

2 komentarze

 
  • Alessandro123

    Zapowiada się fajna lekka historyjka. Obserwuję dalej  pisz pisz

  • AlexAthame

    Życiowe. A ja myślałem, że po pracy nie mówimy o pracy :dancing: Z pewnością coś się wydarzy,  ponieważ natura ciągnie wilka do wilczycy,  czy jakoś tam... :)