Pęknięty diament — rozdział 29

Caterina

Podobno, gdy czas mija, rany się goją.
Ciężko było mi powiedzieć, czy w naszym przypadku miało to zastosowanie.
Nadal nie wróciłam do pracy, choć powoli zaczynałam o tym myśleć, bo miałam dosyć siedzenia w czterech ścianach. Matt zaczął przyjmować co poniektóre ważniejsze zlecenia, ale przez większość czasu przesiadywał ze mną w domu. Stopniowo zaczynaliśmy więcej rozmawiać, choć niekiedy były to zwykłe gadki szmatki, by nie siedzieć w ciszy. Czasami nadal zdarzało się nam robić sobie wzajemnie wyrzuty, ale rozmawianie o nich w kółko w żaden sposób nie pomagało, więc wkrótce przestaliśmy, bo każde z nas było już tym zmęczone.
Ale i tak nie było dobrze. Czasami czułam się, jakby ktoś posadził mnie w jednym pokoju z obcym człowiekiem. Niekiedy nie mieliśmy wspólnych tematów, które nie byłyby dla nas bolesne. Nawet pytanie “jak ci minął dzień?” zaczynało być zwyczajnie głupie, bo każdy z nich wyglądał tak samo — trzeba było jakoś go przeżyć i na wieczór spróbować zasnąć.  
Prawie nie wychodziłam z domu. Wyjątkiem okazała się jednak wizyta u lekarza. Przez cały czas jej trwania Matt trzymał mnie za rękę. Jeszcze niedawno był to całkiem normalny, odruchowy gest. Teraz czułam się trochę dziwnie, czując jego dotyk i pewnie on też musiał się do tego trochę zmusić. Nie chciałam wyrywać dłoni z uścisku, bo lekarz nas obserwował i chciałam chociaż sprawiać wrażenie, że wszystko było w porządku.
Zastanawiałam się, czy warto było robić badania w kierunku poronienia, ale lekarz powiedział, że te w pierwszych trymestrach zdarzają się najczęściej. Niekoniecznie musiała być tu jakaś głębsza przyczyna. Dodał też, że przy następnej ciąży będę dużo wnikliwiej obserwowana. To skłoniło mnie do myślenia. W głowie odbijały mi się echem te słowa — “następna ciąża”. Czy w ogóle miało do niej dojść?  
Wiele wieczorów przepłakałam. Poświęcałam niemal każdą myśl naszemu nienarodzonemu dziecku. Byłam o krok od zwariowania, kiedy nagle coś się zmieniło. Coś sobie uświadomiłam. To bolało — jasne, że tak. Straciliśmy dziecko i miało to w nas pozostać już na zawsze. Z drugiej jednak strony, nie było ono planowane. Wpadka nie sprawiała, że ból był mniejszy, ale towarzyszyło mi jakieś dziwne uczucie z tym związane. Może tak właśnie miało być. Stało się — nie mogliśmy już nic na to poradzić, jedynie pamiętać i pilnować, żeby się nie powtórzyło. Nie miałam nawet zdjęcia USG dziecka. Tak naprawdę istniało tylko w moim umyśle. Nie mogłam pozwolić, by mnie to zniszczyło. Z lekkim bólem w sercu zdecydowałam, że musiałam sama sobie ukrócić ten okres żałoby. Nie zaprowadziłby mnie donikąd. Musieliśmy żyć dalej. Skupić się na naprawianiu naszego związku; na tym, co jeszcze istniało.  
Po tych przemyśleniach czułam się nieco lepiej, ale to oznaczało również, że moja trzymana do tej pory w środku wściekłość zaczynała wypływać na wierzch. Teraz wszystkie moje myśli były skierowane na Prue. Niezliczoną ilość razy wyobrażałam sobie ją i Matta… Usiłowałam dalej ukrywać te emocje, bo przecież Matt też cierpiał — ale dłużej już chyba nie potrafiłam. Nie mogłam tak żyć. Choć zarzekał się, że to był jeden pocałunek, dla mnie to było coś znacznie więcej. Nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy było to dla mnie zdradą, ale na pewno nie zamierzałam puszczać tego płazem. Cokolwiek by to nie było, Matt zwrócił uwagę na inną. To nie powinno się w ogóle zdarzyć. Powinnam liczyć się tylko ja.
Gdy wróciliśmy do mieszkania po wizycie u lekarza, chyba za mocno trzasnęłam drzwiami, bo Matt spojrzał na mnie, marszcząc brwi.
— Co ci te drzwi zrobiły?
— Drzwi? — mruknęłam, czując dziwne wibracje przepływające przez moje ciało. — Och, drzwi nic mi nie zrobiły. Za to ty, owszem. — Wzięłam głęboki oddech. — Nie musiałeś się tak zmuszać do dotykania mnie.  
Patrzył na mnie zaskoczony przez chwilę, a potem w jego oczach pojawił się ból.
— Naprawdę myślisz, że się zmuszałem?  
— Może się nie zmuszałeś. — Uśmiechnęłam się kpiąco. — Może wyobrażałeś sobie, że jestem Prue.  
— Boże, Cat… jak możesz? Trzymałem cię za rękę, bo tego chciałem. Bo za tobą tęsknię i cholernie bardzo brakuje mi tej bliskości między nami. A ty wszędzie widzisz Prue?
— A może mi powiesz, jak mam jej nie widzieć? — Upuściłam torebkę na podłogę, aż drżąc z wściekłości. — Trzymałam to w sobie, ale dłużej nie potrafię. Dla ciebie to był jeden pocałunek. Dla mnie to zdrada. Jesteśmy zaręczeni! Jak mogłeś mi to zrobić, Matt? — W mój głos powoli zaczynało wkradać się załamanie. — Nie byłeś ze mną szczęśliwy?
— To nie tak. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem… Poszedłem się upić, bo się pokłóciliśmy i nie wiem, czemu z nią w ogóle rozmawiałem, po co ją odprowadzałem. Nie wiem, czemu… Po prostu nie wiem, byłem pijany i nie myślałem, co robię… Ale to nie tak, że nie byłem z tobą szczęśliwy!
— Ciągle słyszę tylko, że nic nie wiesz — mruknęłam, czując, że siły chyba mnie opuszczają. — To za mało, Matt. Uważasz, że gdyby sytuacja była odwrotna, nie drążyłbyś tematu? — Zajrzałam mu głęboko w oczy, a on się skrzywił. — Gdybym to ja ci powiedziała, że całowałam się z kimś, kto nie jest tobą…
— Co mam ci jeszcze powiedzieć? Gdybym mógł cofnąć czas, to nigdy nie poszedłbym do tego pubu. Nic z tego nie miałoby miejsca. Żałuję tego, nie mogę spać przez wyrzuty sumienia, nie mogę spać, bo widzę jak się ode mnie oddalasz, a ja nie chcę cię stracić… — Pod koniec wypowiedzi głos mu się zaczął łamać.
Byłam rozdarta. Z jednej strony wciąż buzowały we mnie emocje i nie mogłam przepędzić widoku Prue i Matta, ale z drugiej… Patrzyłam na niego i widziałam, że był załamany. Chyba naprawdę żałował i w końcu mówił prawdę. Nie wiedziałam, co robić. Gdyby to był ktokolwiek inny… Gdyby taka sytuacja przydarzyła się bliskiej mi osobie, natychmiast bym jej powiedziała, by uciekała od tego faceta jak najdalej. Sama jednak nie mogłam się do tego zmusić. Przecież to był Matt. Znałam go i kochałam już tyle lat. Przecież wiedziałam, że był wtedy pijany — kac nie opuszczał go przez kilka dni. Może naprawdę nie wiedział, co robił. A może… Nagle do głowy wpadła mi pewna myśl — może Prue w jakiś sposób go sprowokowała? Wiedziałam, że Matt się jej podobał. Jeśli był na tyle pijany, by potem cierpieć przez kilka dni, z łatwością mogła go podejść. Być może to ona go pocałowała, a on nawet tego nie pamiętał i wmówił sobie, że to była jego wina.  
Wzięłam kilka głębokich oddechów, całkiem roztrzęsiona. Nawet, jeśli to Prue zainicjowała pocałunek, Matt wciąż się z nią spotykał, okłamując mnie. Jego uczucia były teraz dla mnie jedną wielką niewiadomą.
— Czy to wszystko między nami… czy cokolwiek było w ogóle prawdziwe? — chlipnęłam, bo łzy wypłynęły nie wiadomo kiedy. Myślałam o wszystkim, co działo się w ubiegłych tygodniach — wspominałam, ile razy się kochaliśmy, jak często Matt mówił, że jestem piękna i że mnie kocha. Czy to też było kłamstwem?  
Matt wyglądał, jakby pękło mu serce.
— Cat… — jęknął i przez dłuższą chwilę nie mówił nic więcej. — Między nami… zawsze wszystko było prawdziwe… — Odwrócił się do mnie plecami i bardzo powoli ruszył do sypialni.
— Wychodzisz? — Ruszyłam za nim. — Tak po prostu?
Zatrzymał się i obrócił głowę w moją stronę.
— A co? Jeszcze za mało mi dowaliłaś?  
Zabolało.
— Próbuję tylko zrozumieć — powiedziałam cicho. — Co popchnęło cię do Prue. Próbuję zrozumieć, czy jeszcze ci na mnie zależy.
— Gdyby mi nie zależało, to już dawno by mnie tu nie było. — Odwrócił się do mnie przodem. — Wbiłaś mi nóż w serce nie mówiąc o ciąży, ale cały czas przy tobie byłem. To dla ciebie za mało? Myślisz, że do tego też się zmuszałem? Po co? Po co miałbym to robić, gdybym cię nie kochał i nie chciał z tobą być? — Był załamany, ale w jego oczach zobaczyłam błysk złości.  
Bez wątpienia wiedział, co powiedzieć, by mnie zabolało. Nagle się wycofałam, widząc ból w jego spojrzeniu.  
To była wina Prue. Musiała być.  
Matt nigdy by mi tego nie zrobił.
Chciałam do niego podejść i go dotknąć, pocałować, ale nagle przestraszyłam się, że mnie odtrąci, więc po prostu tak stałam, nie ruszając się.  
— A może to tobie już nie zależy — powiedział nagle.
Posłałam mu ostre spojrzenie.
— Nie wymyślaj — powiedziałam chłodno. — Sytuacja jest całkiem inna i dobrze o tym wiesz.
— Jakoś to ty ciągle mnie odtrącasz, a nie ja ciebie.
— Ty nie masz ciągle przed oczami obrazu mnie całującej się z innym. — Myślałam, że załagodziliśmy sytuację, ale złość znowu wysuwała się na pierwszy plan.
— Może i nie. — Ruszył do mnie, wbijając we mnie wzrok. — Ale za to ciągle widzę te plamy krwi na podłodze, których nie mogłem doszorować.
Nagle zabrakło mi tchu. Poczułam się, jakby mnie uderzył. Przez chwilę patrzyłam na niego, szukając słów, ale ich nie znalazłam. Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Tak jakbym zrobiła to specjalnie...
— Skończyliśmy tę rozmowę — powiedziałam zduszonym głosem, mijając go.
Złapał mnie za rękę, zatrzymując w miejscu.
— Boże, Cat… nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało…
— Masz rację — przerwałam mu, wyrywając się z jego uścisku. — Odtrącam cię. I może dalej będę to robić, by mieć pewność, że nie zranisz mnie po raz kolejny. — Odeszłam szybko w stronę sypialni, przełykając łzy.  
Kolejny raz mogliśmy coś naprawić i kolejny raz popsuliśmy to jeszcze bardziej.



Matthew

Miałem ochotę w coś przywalić. Miałem ochotę rwać sobie włosy z głowy, bo po raz kolejny wszystko się posypało. A przecież chciałem się wycofać, przerwać tę bezsensowną kłótnię, ale złość przejęła kontrolę i powiedziałem kilka słów za dużo. Oczywiście Cat zrozumiała je całkowicie inaczej, więc znowu to była moja wina. Miałem już dość tego wszystkiego. Wzajemnych oskarżeń, wypominania i ranienia siebie za każdym razem.  
Siedziałem w kuchni, pijąc kawę i myśląc, jak to naprawić. Nie miałem już siły trzymać się na dystans. Potrzebowałem Cat, bo może na zewnątrz byłem cały, ale w środku rozpadałem się na kawałki. Musiałem w końcu zaryzykować i jeśli teraz mnie odepchnie, to nie wiem, co będzie dalej. Nie chciałem o tym myśleć. Dopiłem kawę, wstawiłem kubek do zlewu i poszedłem do sypialni.
Cat leżała w łóżku, na boku i pewnie już spała. Ostrożnie położyłem się obok, a potem przysunąłem i przytuliłem do jej pleców, obejmując ją w pasie.  
— Matt… — Poruszyła się delikatnie i ciężko westchnęła.
— Nie odtrącaj mnie, proszę — powiedziałem cicho. — Nie mam już siły, Cat… Nie chcę, żeby między nami tak dłużej było. Chcę to naprawić, ale nie dam rady sam… Naprawdę nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało, nie o to mi chodziło. Po prostu też widzę rzeczy, straszne rzeczy, których nie chcę… Mnie też jest ciężko i mnie też boli… — Przytuliłem ją mocniej. — Potrzebuję cię…
Przez chwilę się nie poruszała, nic nawet nie mówiła, więc nie byłem pewien, czy w ogóle mnie słuchała. Już miałem się odsunąć, kiedy powoli odwróciła się w moją stronę. Z wahaniem w oczach przybliżyła twarz do mojej i nagle dotknęła delikatnie moich ust swoimi. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio się całowaliśmy i przez chwilę czułem się, jakby to był pierwszy raz. Tak bardzo mi tego brakowało, że nie mogłem jej teraz puścić. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie, o ile to było możliwe, i całowałem powoli, delikatnie, nie chcąc niczego zepsuć. W końcu odsunęliśmy się od siebie nieznacznie, patrząc sobie w oczy, ale żadne z nas niczego nie powiedziało. Leżeliśmy, przytulając się w ciszy, aż zasnęliśmy, a ja po raz pierwszy od dawna przespałem całą noc.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2354 słów i 12488 znaków.

Dodaj komentarz