Pęknięty diament — rozdział 22

Matthew

Nie poznawałem samego siebie. Robiłem coś, czego z pewnością nie powinienem robić. Dla mnie to nie znaczyło praktycznie nic, ale gdyby Cat się dowiedziała, to byłaby tragedia. Spotykałem się z Prue głównie na kawie, czasami na sushi w porze lunchu. Rozmawiało mi się z nią naprawdę dobrze, dzieliliśmy wspólne zainteresowania, ale była dla mnie tylko koleżanką. Mimo że czasami łapałem się na tym, że patrzyłem na jej usta i myślałem o tamtym głupim pocałunku, nie zamierzałem znowu zrobić czegoś takiego. Powinienem zakończyć tę znajomość, ale nie potrafiłem. Ciągnęło mnie do niej, owszem, ale poza miło spędzonym czasem nie chciałem niczego więcej. Źle się czułem, okłamując Cat, ale nie mogłem powiedzieć jej prawdy. Przeważnie mówiłem jej, że jadę z chłopakami na tor, co wcale nie było kłamstwem, bo rzeczywiście to robiłem, a to, że przed spotkaniem z chłopakami widziałem się z Prue, zachowywałem dla siebie.  
Jednak gdy tylko wracałem do domu, brałem Cat w ramiona i wdychałem jej niepowtarzalny zapach, zapominałem o istnieniu Prue. Cat była całym moim światem, miłością mojego życia i kochałem ją do szaleństwa. Tym bardziej nie rozumiałem tego, co wyprawiałem. Starałem się to jakoś wynagrodzić mojej narzeczonej i spędzałem z nią każdą wolną chwilę, okazując jak najwięcej czułości, ale ona chodziła jakaś zamyślona, jakby oderwana od rzeczywistości. Niby było jak dawniej, ale jednak nie do końca. Coś zaprzątało jej głowę i nie wiedziałem, co to było. Może to zbliżający się wielkimi krokami ślub i stres z nim związany. Często spotykała się z Mel, nie miałem nic przeciwko temu, ale odnosiłem wrażenie, że coś przede mną ukrywają. Zawsze wykręcały się wymówkami, że to babskie sprawy, jednak powoli przestawałem w to wierzyć. Święta były już za pasem, więc może szykowały prezenty w tajemnicy przed wszystkimi, a ja byłem tylko przewrażliwiony?
Za pasem było też spotkanie z Prue i wybieranie menu. Zaczynałem się stresować. Jak miałem się zachować? Udawać, że nie znałem jej tak dobrze? Że wcale nie spotykaliśmy się na kawie? To będzie ciężki dzień. Muszę go tylko przeżyć tak, żeby nie skończył się katastrofą.


Caterina

Nie miałam najmniejszej ochoty na wybieranie menu, ale wiedziałam, że prędzej czy później musiałabym to zrobić, a czas przecież powoli się kończył. Pojechaliśmy na spotkanie z Prue i przykleiłam sobie uśmiech do twarzy, choć w środku jak zwykle czułam dziwny niepokój i niechęć. Chciałam jedynie zrobić to jak najszybciej, po czym wrócić do domu i położyć się do łóżka. Mdłości nie dawały mi spokoju, najchętniej w ogóle nie ruszałabym się nigdzie spod kołdry. Zastanawiałam się, czy Matt w ogóle widział, że było ze mną coś nie tak, czy może nawet nie zwracał na to uwagi.
Prue jak zwykle już na nas czekała, wyprostowana jak struna, zdystansowana i chłodna. Uśmiechała się uprzejmie, ale miałam wrażenie, że pod tym uśmiechem coś się kryło — zresztą, nie po raz pierwszy. Zaczęłam się zastanawiać, czy to były hormony ciążowe, czy zwyczajnie wariowałam.
— No dobrze. — Wyciągnęła skądś listy propozycji dań. — Jak najszybciej musimy ustalić ilość posiłków. Później możemy przejść do konkretów. Ile ostatecznie osób będzie na weselu?
Matt zaczął jej coś odpowiadać, ja chwilowo milczałam. Przez to całe gadanie o jedzeniu było mi coraz ciężej udawać, że czuję się dobrze. W pewnym momencie ledwo powstrzymałam odruch wymiotny.  
— Przepraszam, muszę iść do łazienki — wymamrotałam, wstając od stołu w błyskawicznym tempie. Rzuciłam się w stronę toalet, jakby były moją ostatnią deską ratunku. Zaczynałam mieć dosyć ciągłego uciekania i wymiotowania po kryjomu, ale jeszcze nie czułam się na tyle pewnie, by mówić Mattowi o wszystkim.  
Przeczekałam w toalecie najgorsze chwile, aż w końcu poczułam się lepiej. Umyłam zęby szczoteczką, którą przezornie nosiłam ze sobą w torebce i postanowiłam wrócić do stolika. Z odległości zerknęłam przelotnie na Prue i Matta i nagle poczułam, jakby ktoś wbił mi nóż w klatkę piersiową.
Siedzieli blisko siebie. Za blisko, niemal stykali się nogami, pochyleni w swoją stronę. Matt coś do niej mówił, zapewne po cichu, tak, by nikt inny tego nie usłyszał. Nie wyglądało to na dyskusję o menu. Prue nagle zaśmiała się perliście, odchyliła do tyłu i delikatnie uderzyła Matta w ramię. On rzucił jej jeden ze swoich najlepszych uśmiechów i coś dodał. Ona spłonęła rumieńcem. Gdy na to patrzyłam, nagle zapomniałam, jak się oddycha.
Dlaczego oni zachowywali się tak, jakby się znali od lat? Kiedy się tak spoufalili? I dlaczego, patrząc na nich, miałam wrażenie, że byłam tu piątym kołem u wozu? Przecież Matt był moim narzeczonym. Zaraz miał zostać moim mężem. Gdy Prue się tak na niego patrzyła… jej oczy błyszczały. Nagle porzuciła cały swój profesjonalizm i wyglądała, jakby wyszła na kawę ze swoim chłopakiem.  
Zorientowałam się, że mam w oczach łzy, dlatego spróbowałam je osuszyć i wziąć się w garść. Powinnam w tej chwili podejść do nich i zażądać wyjaśnień, ale już wiedziałam, co wtedy by się stało: Prue w mojej obecności znów stałaby się chłodną profesjonalistką i zachowywałaby się, jakby nic się nie stało. A Matt… Coś zakłuło mnie w sercu. Mój Matt. Czy powiedziałby mi prawdę?  
Czy on w ogóle mówił mi prawdę?
Zaczęłam zdecydowanym krokiem iść w ich stronę, a oni gwałtownie od siebie odskoczyli, jakby ktoś przyłapał ich na gorącym uczynku. Usiadłam z powrotem przy stoliku, udając, że wszystko w porządku i wtedy zobaczyłam, jak Matt uśmiechnął się do mnie ciepło.
— Wszystko okej, kochanie? — zapytał, kładąc mi dłoń na udzie. — Jesteś jakaś blada.  
Przez chwilę na niego patrzyłam, próbując doszukać się prawdziwego sensu tego pytania. Zajrzałam mu głęboko w oczy, starając się wszystko z nich wyczytać. Wydawał się taki szczery. Chciałam wierzyć, że wszystko było tu w porządku, ale nic nie mogłam poradzić na ten niepokój, który zagnieździł się we mnie i nie chciał odejść. A z doświadczenia wiedziałam, że gdy obsesyjnie się o czymś myślało, zwykle był ku temu powód.
— Wszystko w porządku — odparłam i uśmiechnęłam się blado. — Możemy wrócić do tematu.
— Jesteś pewna? — Matt patrzył na mnie podejrzliwie.  
— Całkowicie. — Usiłowałam poszerzyć uśmiech, ale znowu zbierało mi się na wymioty — dosłownie i w przenośni.  
Traciłam kontrolę nad własnym związkiem i życiem.
***
Kiedy wróciliśmy, położyłam się do łóżka, mówiąc Mattowi, że rozbolał mnie brzuch. W sumie mówiłam prawdę — dalej było mi niedobrze. Oczy zamknęły mi się same i nawet nie wiedziałam, czy Matt był obok. Zasnęłam snem tak mocnym, że chyba nawet nic mi się nie śniło. Gdy się obudziłam, zobaczyłam, że Matt siedział z komórką i z kimś pisał. Moją pierwszą myślą była Prue.
— Co robisz? — zapytałam, przecierając oczy.
— Dawno nigdzie razem nie wychodziliśmy, więc pomyślałem, że pójdziemy na kręgle całą paczką. Co ty na to? — Odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął.
— Dobry pomysł. — I rzeczywiście tak uważałam. Po odpoczynku czułam się odrobinę lepiej. Może nawet mogłam się trochę rozerwać. Całe wieki nie byłam na kręglach. — Pójdę się tylko wykąpać i przebrać, jeśli mamy czas.
— Mamy. Zarezerwowałem tor na osiemnastą. — Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę. — Wszystko w porządku, Cat? Ostatnio nie czujesz się za dobrze. Jesteś na coś chora?
— Chyba na przedślubny stres. — Zmobilizowałam się i posłałam mu uśmiech. — Gdy to całe planowanie się skończy, będę mogła w końcu trochę odsapnąć.
— Na pewno tylko o to chodzi? Może powinnaś iść do lekarza, zrobić jakieś badania… zaczynam się martwić.  
Na jego twarzy malowała się autentyczna troska, powodując w mojej głowie jeszcze większe zamieszanie. Czy ja wariowałam? Może tylko wmówiłam sobie, że między nim a Prue coś było. Może tak naprawdę nic się nie działo, a ja panikowałam bez powodu. Ukrywałam przed Mattem informację, która odmieni jego życie. Czułam się okropnie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Postanowiłam, że przynajmniej dziś wieczorem przestanę obsesyjnie o wszystkim myśleć i spróbuję się dobrze bawić.
— Wszystko jest w porządku. Nie martw się o mnie. — Wygrzebałam się z pościeli i usiadłam obok Matta, by się w niego wtulić. — Pójdę pod prysznic i możemy iść.  
Punktualnie o siedemnastej pięćdziesiąt czekaliśmy przed kręgielnią. Już z daleka widziałam machającą do mnie Mel. Gdy tylko znalazła się obok, zaczęła trajkotać jak najęta. Słuchałam jej, jednocześnie obserwując, jak podchodzą do nas Aaron, Theo i Tyler ze swoimi dziewczynami. Wszyscy zaczęliśmy się witać i wtedy podszedł także Jake, jako ostatni. Zmierzył mnie dziwnym spojrzeniem i skinął głową. Niezbyt się tym przejęłam, bo Mel właśnie szeptała mi do ucha pytanie.
— Powiedziałaś mu już?
— Nie — odszepnęłam jej i położyłam palec na ustach. Wszyscy weszliśmy do kręgielni, w której było głośno i huczno. Matt poszedł wypożyczyć mi buty, a ja zdjęłam kurtkę i usiadłam na krzesełku przy wskazanym przez obsługę torze. Parę minut później gra się rozpoczęła. Matt wpisał nasze imiona do komputera. Zauważyłam, że przy moim imieniu dodał znak mniejszości oraz trójkę — zapewne miało to symbolizować serce. Uśmiechnęłam się do niego i cmoknęłam w policzek, wyrzucając z głowy Prue. Ten wieczór miał być tylko nasz.
Trwałam w swoim postanowieniu i było naprawdę fajnie — zamówiliśmy trzy ogromne pizze oraz coś do picia. Skubnęłam trochę pizzy, ale niewiele, bo mój żołądek raczej nie preferował takich rzeczy. Zresztą, nawet nie będąc w ciąży, nieczęsto jadłam takie posiłki, dlatego nikt się tym nie przejmował. Siedziałam w objęciach Matta, wstając tylko po to, by rzucić kulą. Za pierwszym razem nie zbiłam żadnego kręgla, bo kula zbytnio ciążyła mi w dłoni, ale później już załapałam, w jaki sposób powinnam ją rzucać. Raz czy dwa udało mi się nawet zbić całe dziesięć kręgli, za co Matt nagrodził mnie długim pocałunkiem. Było dobrze.  
Przeniosłam wzrok na tor, przy którym właśnie stała Mel. Zamachnęła się porządnie i rzuciła kulą — udało jej się zbić całe dziesięć kręgli. Tryumfalnie wyrzuciła ręce w powietrze.
— Ha! — ryknęła. — Pobijcie to! — Odwróciła się do nas z szerokim uśmiechem. — Dawaj, bracie, pokaż, co potrafisz. — Szturchnęła Matta, a on tylko się zaśmiał i wstał. Mel natychmiast zajęła jego miejsce. — Tak się cieszę, że zadzwoniliście. Dawno nie byłam na kręglach.
— Ja też — przyznałam. — I jest całkiem fajnie.  
— Potem będziecie chodzić już tylko z dzidziusiem. — Uśmiechnęła się.  
— Ćśśśś.  
— No wiem, wiem. — Wywróciła oczami. — Kiedy mu powiesz?
— Jak przestanę rzygać dalej niż widzę. — Uśmiechnęłam się z rozbawieniem. — Zmieńmy temat. Z kim przychodzisz na ślub? — zapytałam, bo w sumie nie wiedziałam, czy Mel przyjdzie sama czy z kimś — a w końcu powinnam to wiedzieć. Ostatecznie była moją świadkową.
— Jeszcze nie wiem, ale… — Nagle zawiesiła na kimś wzrok i uśmiechnęła się powoli. — Mam kogoś na oku.
Podążyłam za jej spojrzeniem i odkryłam, że patrzyła na Jake’a, który właśnie śmiał się i mówił coś do Matta.
— Jake? Naprawdę?
— O tak. Gdybym tylko mogła, już teraz bym się na niego wspięła i…
— Dobra, wyobrażam sobie. — Zaśmiałam się.  
— Tylko nie mów Mattowi, bo najpierw udusi Jake’a, a potem zajmie się mną.
— Nie powiem — obiecałam, dalej patrząc na Jake’a, który właśnie brał zamach, by rzucić kulę.  
Za pierwszym razem trafił dziewięć kręgli, za drugim zero. Gdy się odwrócił, ponownie zawiesił na mnie dziwny wzrok, zanim wrócił do stolika. Nie odwróciłam wzroku, wpatrywałam się w niego równie intensywnie jak on we mnie. Zastanawiałam się, co chciał mi przekazać tym spojrzeniem — równie dobrze mógł być to wzrok z cyklu “pamiętam, jak obudziłaś mnie o siódmej trzydzieści rano”. Później jednak przypomniałam sobie moje wątpliwości; to, jak w ogóle nie wiedział, o czym mówiłam. To dziwne wrażenie, że kłamał. Gdy taksował mnie tym uważnym wzrokiem, wszystko wróciło.  
Potem przeniósł wzrok na siedzącą obok mnie Mel i jego oczy zabłyszczały. Uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech, zakładając kosmyk włosów za ucho i zarumieniła się lekko. Jakiekolwiek były pobudki Jake’a, miałam nadzieję, że ułoży im się z Mel. Zasługiwała na szczęście. Zresztą, jak my wszyscy.



Matthew

Obserwowałem Cat cały wieczór i wyglądało na to, że dobrze się bawiła, ale jednak nie do końca. Nadal coś ją trapiło. Nie miałem pojęcia, co to było, a ona chyba nie zamierzała mi powiedzieć. Chciałem tylko, żeby znowu była wesoła, ale nie wiedziałem już, co powinienem zrobić. Próbowałem już chyba wszystkiego i wcale nie wierzyłem, że stres przed ślubem był odpowiedzialny za jej stan. Coraz bardziej byłem przekonany, że Cat coś przede mną ukrywa. Zwłaszcza gdy zobaczyłem, jak z Mel nieustannie szeptały sobie coś na ucho. Może to były tylko babskie sprawy, jak to ujęła moja narzeczona, a może nie. Może to było coś poważniejszego. A może się z kimś spotykała? Nie, to głupie. Nie miałem powodu, żeby ją o to podejrzewać.  
Cat zawsze była pełna energii, ale ostatnio coraz częściej była zmęczona i po pracy kładła się do łóżka, nie mając ochoty na nic. Zaczynałem się poważnie martwić, że może jest na coś chora i to ją tak dobiło. Tylko dlaczego nie chciała mi powiedzieć? Z drugiej strony każda próba wyciągnięcia z niej jakiejkolwiek informacji kończyła się fiaskiem, bo powtarzała aż do znudzenia, że wszystko jest w porządku. Zaczynało mnie to denerwować. Nie byłem ślepy i widziałem, że nie była ze mną szczera. Chciałem jej dać trochę czasu, więc cierpliwie czekałem, aż sama do mnie przyjdzie i wyjawi to, co ukrywała, jednak moja cierpliwość w końcu się wyczerpała. Miałem dość czekania i kiedy po raz kolejny po powrocie z pracy Cat olała wszystko i zakopała się w pościeli, nie wytrzymałem.
— Cat, co się z tobą ostatnio dzieje? — zapytałem, siadając przy niej na łóżku.
— Jestem trochę zmęczona. — Wzruszyła ramionami. — Każdemu się zdarza.
— Nie pamiętam, żebyś w ostatnim czasie nie była zmęczona. To nie jest normalne. Jesteś jakaś blada i chyba mniej jesz.  
— Mam gorszy okres.
— Dlaczego? Tylko nie mów, że to stres przed ślubem, bo chyba sama w to nie wierzysz.  
— To ty mi nie wierzysz — rzuciła ostro. — A więc to twój problem.
— Caterina! — Podniosłem głos. — Nie jestem ani ślepy ani głupi. Wiem, że coś przede mną ukrywasz.
— A ty? — Zajrzała mi głęboko w oczy. — Jesteś ze mną całkowicie szczery?
Żołądek zacisnął mi się w supeł. Wiedziała o Prue? Dlatego się tak zachowywała? Nie, przecież to niemożliwe. Skąd miałaby wiedzieć? Gdyby wiedziała, to chyba by ze mną o tym porozmawiała? Nie mogła wiedzieć. Teraz odwracała tylko uwagę od siebie.  
— Oczywiście, że tak. Nie odwracaj kota ogonem, rozmawiamy o tobie.  
— Rozmawiamy o tym, że nie wierzysz mi, gdy mówię, że jest w porządku — rzuciła oschle. — Nie wiem, czego oczekujesz. Jestem zmęczona, mam gorszy okres, ale ty i tak wiesz lepiej, więc po co w ogóle pytasz?
— Na początku wierzyłem, ale to już za długo trwa. Poza tym widać na kilometr, że coś jest nie tak. Staję na głowie, żeby ci poprawić humor i nadal jest tak samo. — Byłem zły, ale musiałem się opanować. Krzyki niczego nie zmienią, więc zmieniłem ton na łagodniejszy. — Zbywasz mnie, a ja się coraz bardziej martwię. Cokolwiek to jest, możesz mi powiedzieć.  
Na jej twarzy pojawiło się dziwne napięcie, jakby chciała coś powiedzieć, ale tylko westchnęła i odezwała się oschle:
— Nie masz powodu do zmartwień. Gdyby działo się coś ważnego, powiedziałabym ci. Zaraz będziemy małżeństwem, musimy być ze sobą szczerzy. — Mocno zaakcentowała ostatnie słowo.
— To bądź ze mną szczera i powiedz mi, co ci jest, bo nigdy nie widziałem cię w takim stanie.  
— Matt, przestań — syknęła, odwracając się do mnie plecami. — Nie drąż tematu.  
— Caterina, ostrzegam cię…  
— Ty mnie? — prychnęła, gwałtownie odwracając się z powrotem w moją stronę. Usiadła, odrzucając kołdrę i lekko poczerwieniała ze złości. — No, co zrobisz, Matt? Co mi zrobisz, jak nie powiem tego, co chcesz usłyszeć? Wyrzucisz mnie z domu? Postawisz w kącie? — zadrwiła. — Za duży mur między nami wyrósł, Matt. — Nagle zerwała się z łóżka i poszła do przedpokoju, po drodze chwytając swoje klucze. — A w dużej mierze zbudowałeś go ty. — Wściekle zaczęła zakładać buty.
— Serio? Wychodzisz? — Podszedłem do niej i skrzyżowałem ręce na piersi. — Jasne, po co rozmawiać. Dlaczego to ja zbudowałem jakiś mur? To ty go zbudowałaś, odcinając się ode mnie.
Wyprostowała się i rzuciła mi zbolałe spojrzenie.
— Ostatnia szansa, Matt. Przyrzeknij mi, że jesteś ze mną szczery — wyszeptała, patrząc błagalnie.
Może jednak wiedziała? Jeśli tak i ja teraz skłamię… Miałem cholerne wyrzuty sumienia i naprawdę nie chciałem jej już dłużej okłamywać. A jeśli jej powiem, a jej odbije? Na pewno nie zareaguje na to spokojnie. Na pewno wyjdzie. Ale przynajmniej byłbym w końcu szczery. Nie wiedziałem, co robić. Nie chciałem stracić Cat. Między nami i tak już były rysy. Niektóre dość głębokie, a co, jeśli ta jedna okaże się za głęboka? Nie mogłem tak ryzykować.  
— Jestem szczery — powiedziałem, patrząc jej prosto w oczy, po czym westchnąłem. — Kochanie, co się dzieje? — Zbliżyłem się do niej i objąłem, przytulając mocno. — Dziwnie się zachowujesz i naprawdę się martwię.  
Choć myślałem, że mi się wyrwie, ona nagle jakby zwiotczała w moich ramionach. Po chwili dobiegł mnie cichy szloch.
— Nie chcę już rozmawiać — wykrztusiła z twarzą mokrą od łez. — Proszę...
Znowu westchnąłem, tuląc ją do siebie i pogłaskałem po włosach.  
— Powiedz mi tylko, że nie jesteś poważnie chora, że nie masz żadnego raka i już nie musimy rozmawiać…
— Nie jestem chora — wyjąkała, wtulając się we mnie mocno.
Ucałowałem czubek jej głowy, pomogłem zdjąć buty i zaprowadziłem z powrotem do łóżka. Niby mi ulżyło, ale skoro nie była chora, to co się z nią działo? Co przede mną ukrywała?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3546 słów i 19331 znaków.

1 komentarz

 
  • Gazda

    Ok Maty, tak trudno się domyślić?

  • candy

    @Gazda 🤣🤣🤣🤣