Pęknięty diament – rozdział 2

Caterina

Moja sukienka, tak idealna na dzisiejszą kolację, szybko znalazła się na ziemi. Gdy w końcu dotarło do mnie, że właśnie się zaręczyłam, to było jedyne, na co miałam ochotę. Przedtem jednak każdy kumpel Matthew musiał mnie wyściskać i posypały się gratulacje. Byłam zwolenniczką mediów społecznościowych, więc nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła kilkunastu zdjęć uwieczniających ten moment — sfotografowałam wszystkie samochody, ustawione dalej w takim rzędzie, by zadawały najważniejsze pytanie mojego życia. Potem przyszedł czas ogromny bukiet, na który składało się chyba ze sto róż. No i oczywiście pierścionek. Był piękny, taki, jaki sobie wymarzyłam — z białego złota, z absurdalnie dużym kamieniem, mieniącym się jak szalony w blasku świateł. Pasował idealnie, co kazało mi przypuszczać, że być może Matthew włożył w jego kupno więcej wysiłku niż normalnie robili to faceci. Ta wizja rozczuliła mnie jeszcze bardziej. Po wysłuchaniu wszystkich gratulacji i dodaniu relacji na portalach, nie mogłam się już doczekać, aż zostaniemy sami. Mój telefon zaczął już po chwili wibrować, na ekranie wyświetlały się coraz to nowsze komentarze. Po chwili ukazało się zdjęcie mojej mamy — zapewne zobaczyła zdjęcie i dzwoniła z gratulacjami, ale chwilowo miałam ochotę na coś zupełnie innego.
Matthew podziękował każdemu koledze z osobna, a ja dalej podziwiałam pierścionek. Potem przeniosłam wzrok na odjeżdżające już samochody.
— Jak to zrobiliście? — zapytałam, nagle ciekawa. Przecież żaden facet nie pomazałby swojego samochodu, nawet dla tak romantycznego gestu.
— Naprawdę akurat o tym chcesz w tej chwili rozmawiać? — Objął mnie w pasie, przyciągając do siebie.
— Nie — przyznałam, w jednej sekundzie porzucając te rozważania. Perfumy Matthew otoczyły całe moje ciało, gdy zamknął mnie w uścisku. — Masz rację. Mam ochotę na…
— Kolację? — przerwał mi z filuternym uśmieszkiem, zbliżając twarz do mojej szyi i jego ciepły oddech otulił moją skórę.
— Nie — wymruczałam, czując na ciele gęsią skórkę. — Nagle przestałam być głodna.
Żadne z nas nie chciało czekać. Nawet się nie upewniałam, czy faktycznie byliśmy już sami. Pociągnęłam Matta w stronę samochodu, na tylne siedzenia. Leżało tam parę płatków róż. Gdy ręce Matthew dobrały się do mojej sukienki, już po chwili byłam całkiem naga.  
— Kocham cię — jęknęłam, gdy pozbył się swoich spodni i przygniótł mnie swoim ciałem.  
— Dziękuję. — Zachichotał mi w zagłębienie szyi, gdy napotkał mój ostry wzrok. Po chwili podniósł głowę, by spojrzeć mi w oczy. — Ja ciebie też. Przecież wiesz. Jeszcze ci mało dowodów mojej miłości?
— Ten brylant cholernie mnie podnieca — wyszeptałam, wyginając ciało w łuk, by ułatwić Matthew wejście.
— Bardziej niż ja? Chyba go zwrócę do jubilera. — Słyszałam rozbawienie w jego głosie, gdy we mnie wchodził.  
Pierwsze pchnięcie było powolne, ale po sekundzie jego ruchy przyspieszyły, aż zaparło mi dech. Wbiłam paznokcie w jego umięśnione plecy, oplatając go nogami, kiedy całował mnie zachłannie. Byłam pewna, że samochód zaczął się bujać, a szyby już pokrywały się parą. Nawet jeśli nie byliśmy na torze sami, już mnie to nie obchodziło. Właśnie miałam najlepszy seks w życiu. Czułam ruchy Matta każdą komórką ciała, wszystkie zakończenia nerwowe były skupione tylko na nim, kiedy jedną rękę zaciskał w moich włosach, a drugą podtrzymywał pośladki.  
— Może mi przypomnisz, co mówiłaś o tym brylancie? — wydyszał mi do ucha. Nie odpowiadałam, zbyt zajęta prądami rozkoszy, które przelatywały przez moje ciało. — Więc? — Wstrzymał swoje ruchy, czekając na odpowiedź.
— Ani mi się waż przerywać — syknęłam, jeszcze mocniej wbijając paznokcie w jego skórę. Nawet w otaczającej nas ciemności widziałam jego zadowolony uśmieszek.
— Ale dlaczego? Przecież ten brylant tak cholernie cię podnieca — drażnił się ze mną.
Uniosłam biodra lekko do góry, czując jego twardą męskość w moim wnętrzu.
— Matthew Cole — zaczęłam ostrzegawczym tonem, mocno dopychając go nogami. — Lepiej dokończ, co zacząłeś, bo pożałujesz.  
— Bardzo kusząca propozycja. — Parę razy poruszył znacząco brwiami. - Ale pozwól, że pokażę ci, co potrafię ja, a czego nie potrafi ten twój ukochany brylant.
Chwilę później narzucił takie tempo, że oboje dyszeliśmy, a pot ściekał z naszych ciał na skórzaną tapicerkę. Zniżył głowę w okolice mojego obojczyka i lekko uszczypnął zębami skórę. Parę sekund później poczułam, jak zaciskam się od środka pod wpływem napływających fal ciepłego nasienia.
— I co? Głupi kamień nie dałby ci takiego orgazmu — zamruczał mi do ucha i wykonał jeszcze kilka dodatkowych pchnięć.
— I wzajemnie — wydyszałam, usiłując złapać oddech. — Nie ma za co.
***
Gdy już się ubraliśmy, pojechaliśmy do mojego mieszkania. Matt ponownie trzymał swoją rękę na moim kolanie, a ja z pewną nostalgią myślałam, jak robił to zaledwie parę godzin temu. W tym czasie moje życie zdążyło nabrać określonego kierunku. Podczas drogi zdążyłam sprawdzić wszystkie reakcje znajomych na zdjęcie, które wrzuciłam, oddzwoniłam do mamy i przeczytałam komentarze. Choć było to może trochę głupie, lubiłam informować znajomych o różnych większych bądź mniejszych wydarzeniach z mojego życia. Czytanie tylu gratulacji i komentarzy pełnych serc oraz wykrzykników było dziwnie satysfakcjonujące.
Weszliśmy do mieszkania, trzymając się za ręce. Matthew wolną ręką trzymał róże, które po przekroczeniu progu wręczył mi, bym wstawiła je do wazonu. Jeszcze nigdy nie dostałam tak okazałego bukietu, więc ledwo zmieścił się do szklanego naczynia, ale to przecież był tylko kolejny powód do odczuwania mieszanki szczęścia i satysfakcji.
— Choć warto było ominąć kolację, to jednak jestem trochę głodna — przyznałam, kierując się w stronę sypialni i zdejmując szpilki z nóg.
— Możemy coś zamówić. Na co masz ochotę?
— Jest późno — zauważyłam, zerkając na zegarek. — Większość restauracji jest już zamknięta. Niewiele opcji mam do wyboru.
— Znam pewną pizzerię, która powinna być jeszcze otwarta — powiedział, wyciągając telefon.
— Och, mój królewicz na białym koniu. — Uśmiechnęłam się tak szeroko, że aż zabolały mnie policzki. — Co prawda nie uratuje mnie z wysokiej wieży, ale przyniesie pizzę. To nawet lepsze. — Podeszłam do Matta i mocno go pocałowałam.
— Dla mojej księżniczki wszystko — wymruczał z ustami na moich, po czym oddał pocałunek i złożył zamówienie przez aplikację w swoim smartfonie. — Chyba że brylanty zaspokajają również głód? — Uniósł swoje brwi do góry.
— Czyżbym mocno uraziła twoje ego, kochanie? — Uśmiechnęłam się z rozbawieniem. — Już do końca życia będziesz pokazywał mi swoją wyższość nad brylantami?
— Nie wiedziałem, że muszę. Ale skoro nalegasz... — Złożył pocałunek na mojej szyi. — Prysznic?  
— Koniecznie. Coś mam lepko między nogami — rzuciłam ze śmiechem.
— Brylant się stopił?
Zaczęłam się głośno śmiać. Po chwili, gdy Matthew opłacił już zamówienie, rozsunęłam suwak sukienki i pozwoliłam, by opadła na wykładzinę. Zostałam w samej bieliźnie, co natychmiast przyciągnęło uwagę Matta.
— Idę do łazienki — powiedziałam uwodzicielsko, oddalając się od niego. — Może masz ochotę się przyłączyć?
— Miałbym cię zostawić sam na sam z głupim kamieniem? — zapytał, rozpinając guziki koszuli. — Nie ma mowy.
— Mogę go zdjąć i wtedy będę już tylko twoja. — Uśmiechnęłam się, zsuwając z palca pierścionek i odkładając go na komodę. — Ale później zakładam go z powrotem. Musisz w końcu mieć jakiegoś rywala.
— Zniszczę każdą konkurencję — zaśmiał się, zdejmując spodnie.
— Na to liczę. — Nie powiedziałam już nic więcej, bo zamknął mi usta pocałunkiem, gdy dotarliśmy do drzwi łazienki.  


Matthew

Obudziłem się jako najszczęśliwszy mężczyzna na świecie. Trzymałem w ramionach moją narzeczoną. Narzeczoną. I po co się tak stresowałem? Wszystko poszło jak z płatka. Przyciągnąłem Cat jeszcze bliżej, tuląc ją, jakby ktoś miałby ją zaraz wykraść. Na jej palcu błyszczał w porannych promieniach słońca ten przeklęty brylant. Uśmiechnąłem się, zsuwając dłoń z jej ramienia na biodro. Przekręciłem się lekko na materacu, bo okruszki wbijały mi się w ciało. Po wczorajszym cudownym, wspólnym prysznicu jedliśmy pizzę kompletnie nadzy. Jak to możliwe, że Cat była taka pociągająca nawet wpychając kawałki ciasta do swojej pięknej buzi, jakby tydzień głodowała? Złożyłem pocałunek na jej czole, a ona drgnęła i po chwili otworzyła zaspane oczy, by na mnie spojrzeć.  
— Dzień dobry, śpiąca królewno — powiedziałem zachrypniętym głosem.
— Mmm… — mruknęła, mrugając oczami. — Dzień dobry, królewiczu. Nie, przepraszam, to zbyt tandetne. — Parsknęła nagle śmiechem. — Dzień dobry, mój przyszły mężu.
“Mężu”. Poczułem łaskotanie w brzuchu na to słowo. Zaśmiałem się cicho.
— Lubię cię taką — zamruczałem, chowając twarz w jej włosach. — Zaspaną. Chciałbym codziennie budzić się przy tobie.  
— Po to chyba się oświadczyłeś, no nie? — Podciągnęła się do góry, a pościel zsunęła się z jej nagiego ciała. — Żeby już codziennie widzieć tę samą twarz. Zasypiać przy tej samej osobie. Uprawiać seks z tą jedną osobą.
— Mieszkać w jednym mieszkaniu.  
— Co? — Jej spojrzenie stało się nagle całkiem przytomne. — Sugerujesz, że…
— Chcę z tobą zamieszkać? Chyba tak.  
— A skąd to “chyba”? — Lekko pacnęła mnie w klatkę piersiową. — Albo chcesz albo nie.
— To zależy, jak bardzo ten brylant cię podnieca. — Uśmiechnąłem się łobuzersko.  
— Och, przestań już. — Wywróciła oczami. — Wolałbyś, żebym powiedziała, że pierścionek mi się nie podoba?
— Wolałbym nie słuchać o tym, jak bardzo podnieca cię głupi kamień — odparłem. — Ale mówię poważnie. O mieszkaniu.
— Na pewno jesteś na to gotowy? Już zapomniałeś o tych wszystkich rzeczach, które ci przeszkadzają, kiedy u mnie siedzisz? — Wyciągnęła rękę i zaczęła wyliczać na palcach. — Moje włosy są wszędzie. Mam za dużo ciuchów. Wszędzie walają się lakiery do paznokci…
Mina mi trochę zrzedła, ale jeśli miałem się budzić trzymając w ramionach cały mój świat, to może powinienem się poświęcić.
— Pójdziemy na pewne kompromisy. Dostaniesz ogromną garderobę, ale będziesz musiała w niej trzymać wszystkie swoje rzeczy, od ciuchów po lakiery do paznokci.
— To mi się podoba. — Uśmiechnęła się szeroko. — A co z moimi włosami? Nie ogolę się na łyso — zastrzegła.
— Jeszcze nie wiem, ale nigdy nie pozwoliłbym ci ich ściąć. — Przejechałem delikatnie dłonią po jej blond włosach i wsadziłem kilka kosmyków za ucho.
— Nawet jakbyś pozwolił, to i tak bym nie ścięła. — Droczyła się ze mną, a później jej oczy zaświeciły się z ekscytacji. — To zróbmy to w takim razie! Zaczynamy szukać od razu? — Aż podskoczyła, by dosięgnąć laptopa, odsłaniając piersi.
Złapałem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie.  
— Kupię ci taki wielki żyrandol, cały z diamentów, żebyś na sam jego widok była mokra — zamruczałem jej do ucha i zacząłem składać pocałunki na szyi.
Cat roześmiała się głośno, co odebrałem jako zaproszenie, ale odepchnęła mnie.
— Spocznij na razie, pułkowniku. Jak chciałeś zamoczyć, to trzeba było nie wspominać o mieszkaniu. Teraz ono jest na pierwszym planie. — Już dorwała laptopa i wchodziła na strony z ogłoszeniami o nieruchomościach.
— Chryste, jak nie brylant, to mieszkanie. Jeszcze ślubu nie było, a ja już schodzę na dalszy plan — powiedziałem żałośnie, teatralnie zasłaniając oczy przedramieniem.
— Oj, kotku… — Cat przymknęła laptopa — alleluja! — i nieznacznie się do mnie zbliżyła. — Znajdźmy mieszkanie, a wtedy obiecuję ci, że ochrzcimy każde jego pomieszczenie… kilka razy. — Uśmiechnęła się słodko.
— Kilka razy, mówisz? — W mgnieniu oka złapałem urządzenie i otworzyłem pierwsze lepsze ogłoszenie. — Co sądzisz o tym?
— Hola, hola, nie tak szybko. — Narzeczona natychmiast odebrała mi laptopa. — Nie szybkość się liczy, a jakość, prawda? Nie weźmiemy pierwszego mieszkania, na jakie spojrzałeś, tylko dlatego, żebyś mógł już spuścić z kija.
— Było mi nie obiecywać. Teraz jaja będą mnie boleć na samą myśl. — Spojrzałem na nią urażony. — Ale masz rację. Nie weźmiemy pierwszego lepszego.
— Dziękuję za wyrozumiałość. — Cmoknęła mnie w policzek. — A teraz, co powiesz na wspólne śniadanie i kawę? Poszukamy mieszkania potem. O pustym żołądku nie powinno się tego robić.
— O, tak, kawę.  
***
Przez kilka następnych dni oglądaliśmy mieszkania. W przerwach na lunch, albo po zajęciach Cat. W sumie to nie wybraliśmy żadnego, ale widziałem, że jedno bardzo jej się spodobało. No i odpowiadało naszym wymaganiom. Musieliśmy jednak zawiesić poszukiwania, bo czekał mnie wyjazd na trzydniową konferencję z Japończykami, którą miałem tłumaczyć. Musiałem się też do niej przygotować, więc w przeddzień wyjazdu siedziałem sam w swoim mieszkaniu przeglądając papiery i w międzyczasie pakując niewielką torbę. Wymieniłem kilka wiadomości z Cat, starając się nie myśleć, jak spędzę te kilka dni bez niej. Może rozłąka dobrze nam zrobi? Nie wyjeżdżam znowu na tak długo, ale jej obietnica ciągle siedziała mi w głowie i wypływała na powierzchnię w najmniej odpowiednich momentach.
Konferencja przebiegła jak wszystkie pozostałe i udało mi się wrócić wcześniej niż planowałem, dlatego postanowiłem zrobić Cat niespodziankę. Kupiłem to mieszkanie, którym się tak zachwycała, a klucze do niego włożyłem do drewnianego pudełka i obwiązałem wstążką. Nie napisałem jej, że wracam wcześniej. Skoczyłem tylko do siebie do domu zostawić rzeczy, wziąć szybki prysznic i przebrać się w luźniejsze ciuchy, po czym pojechałem do niej. Pudełko z kluczami schowałem do tylnej kieszeni spodni, gdy stanąłem przed drzwiami do jej mieszkania i zapukałem. Otworzyła, zupełnie się mnie nie spodziewając. Włosy miała związane w niesfornego koka na czubku głowy, ale kilka luźnych kosmyków otulało jej twarz, a na sobie miała tylko rozciągnięty sweter sięgający jej ledwie do pół uda. Zatkało mnie. Miałem się przywitać, ale mogłem tylko stać i patrzeć. Chyba nie widziałem jej jeszcze w takim wydaniu.
— Matthew! — Zaskoczenie na jej twarzy potwierdziło, że niespodzianka mi się udała. — Co jest? Przespałam twój powrót? Wydawało mi się, że to dopiero jutro. — Już wyciągała ręce, by się do mnie przytulić.
— Wróciłem wcześniej. Bałem się, co możesz właśnie wyprawiać sam na sam z tym głupim kamieniem. — Zamknąłem ją w uścisku, chowając nos w blond włosach, by poczuć jej zapach. — Tęskniłem.
— I z tej tęsknoty zwiałeś Japończykom? — zironizowała, wtulając się we mnie mocno. — Nie zdziwię się, jak dostaniesz tylko połowę wypłaty.
— Nie miej do mnie pretensji, jak nie starczy na ten żyrandol.
— Nie martw się. Ty mi wystarczysz — odparła wesoło, odsuwając się ode mnie i głaszcząc mnie po policzku. Chwyciła mnie za rękę i razem weszliśmy do mieszkania. — Zrobić ci herbaty? Kawy?
— Naprawdę musisz pytać? Widziałaś mnie kiedyś pijącego herbatę?
— Nigdy nie wiadomo. — Zaczęła krzątać się po kuchni, a ja podziwiałem jej odsłonięte nogi.  
Po chwili wyciągnąłem pudełko z kieszeni, postawiłem je na blacie i czekałem, aż Cat się odwróci. Zrobiła to dopiero, gdy zalała wrzątkiem wsypaną do kubka kawę. Przyniosła mi kubek i wtedy jej wzrok przesunął się na pudełeczko.
— Co to? — Wskazała na nie i spojrzała na mnie pytająco.
— Niespodzianka. — Uśmiechnąłem się szeroko.
— Rozpieszczasz mnie ostatnio z tymi niespodziankami. — Oparła się o blat z delikatnym uśmiechem, biorąc do ręki pudełeczko i obracając je w dłoniach. — Najpierw zaręczyny, teraz to… mam się bać? — dodała żartobliwie. — To jakiś zadatek, by usprawiedliwić złe zachowanie?
— Nie chcesz? To mogę zwrócić. — Wyciągnąłem dłoń po pudełko.
— Nie! — Odepchnęła moją rękę i zaśmiała się. — Chcę. Tylko chyba jeszcze nie dotarło do mnie, że faktycznie jesteśmy zaręczeni — przyznała, biorąc mnie za rękę i splatając nasze palce. — Nie spodziewałam się tego tak szybko. Myślałam, że jeszcze nie jesteśmy na tym etapie. Jesteś tego pewien?
— Pamiętasz, jak rozstawaliśmy się te parę lat temu? Stwierdziliśmy wtedy, że jeśli kiedyś znowu się spotkamy i będziemy wolni, to będzie to przeznaczenie. No i się spotkaliśmy. Na co mamy czekać?
— Pamiętam każde słowo. — Chwilę bawiła się pierścionkiem na palcu. — Ale wtedy rozstaliśmy się nie bez powodu. Co będzie, jak sytuacja się powtórzy, a my znowu nie będziemy umieli sobie z tym poradzić?
— Nie jesteśmy już dzieciakami, Cat. — Złapałem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. — Poradzimy sobie. — Trąciłem jej nos swoim. — A teraz otwieraj prezent.
Cat odetchnęła głęboko i uśmiechnęła się.  
— Tak jest, proszę pana. — Skierowała wzrok na pudełeczko i otworzyła je. Chwilę później na jej twarz wstąpiło zdumienie, gdy wyciągnęła kluczyk. Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. — Co to jest?
— Przecież wiesz.  
— Wiem, że to klucz. Nie wiem, co takiego otwiera.
— Chcesz zobaczyć?
— Oczywiście.
— To chodź, jedziemy. — Złapałem ją za rękę i pociągnąłem w kierunku drzwi, zapominając o kawie.
Chwilę później siedzieliśmy już w aucie i jechaliśmy do naszego nowego mieszkania. Naszego. Już się nie mogłem doczekać jej miny, gdy zobaczy, co otwiera ten klucz. Chociaż pewnie poznała już drogę i domyśliła się, gdzie jedziemy. Kilkanaście minut później staliśmy już pod drzwiami, a Cat trzymała w dłoni klucz.
— No na co czekasz? Otwieraj wrota do naszego królestwa — zamruczałem jej do ucha, obejmując ją od tyłu.
Chyba dalej nie wiedziała, czego miała się spodziewać, ale posłusznie wsunęła klucz do zamka. Sekundę później zobaczyła wnętrze, które tak jej się podobało. Usłyszałem jej gwałtowny wdech.
— Matthew, przecież… to mieszkanie, które oglądaliśmy. — Odwróciła się w moją stronę. — Jest nasze? Ale jak to?
— Brylant na pewno tego nie załatwił — zaśmiałem się. — Kupiłem je dziś rano.
— Żartujesz sobie ze mnie! — Miała tak szeroko otwarte oczy, że aż mnie to rozbawiło.  
— Kochanie, z ciebie? Nigdy.  
— Naprawdę jest nasze? — zapiała i wyrwała się z mojego objęcia, by wpaść do mieszkania szalonym galopem. — Boże! Tu jest tak pięknie! Tyle miejsca! — Rozglądała się wokół, jakby była tu pierwszy raz. — Muszę to uwiecznić, póki jest jeszcze porządek! — Wyjęła komórkę i zaczęła biegać po wszystkich pomieszczeniach i je fotografować. — Jak pokażę to Amandzie, to padnie z wrażenia.
Ach, Amanda — przyjaciółka Cat, której serdecznie nie cierpiałem.
— Niech padnie i już nie wstanie — mruknąłem pod nosem.
— Matthew!  — Cat zmieniła ton głosu na ostry. Jak brzytwa. — Jesteś niemiły, wiesz?
Wywróciłem oczami. Wiedziałem, że rozpoczynanie tego tematu to błąd, ale nie mogłem się powstrzymać. Nie znosiłem tej francy od samego początku.
— Wiesz, że jej nie lubię.
— Ale życzenie jej, żeby już nie wstała, to chyba przesada, nie sądzisz? — Cat skrzyżowała bojowniczo ręce na klatce piersiowej, ale ja tylko wzruszyłem ramionami.
Podszedłem do niej i położyłem dłonie na jej biodrach.  
— Nie chcę się kłócić o jakąś bzdurę. Może odłożysz ten telefon i pokażesz mi, jak bardzo się za mną stęskniłaś? — zamruczałem, sunąc delikatnie wargami po linii jej szczęki.
— Moja przyjaciółka to nie bzdura — odpowiedziała odruchowo, ale jej głos nie był już tak stanowczy, jak przed chwilą. — Ale masz rację. Nie kłóćmy się.
Wyjąłem jej telefon z dłoni i położyłem na najbliższej płaskiej powierzchni, jaka znalazła się pod moją ręką.
— To od którego pomieszczenia zaczynamy chrzczenie? — zapytałem i przygryzłem płatek jej ucha, a moje dłonie zawędrowały pod jej sweter, by zatrzymać się na pośladkach.
— Możemy zostać tu, gdzie jesteśmy — mruknęła rozkosznie i jednym ruchem rozpięła mi spodnie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3702 słów i 21285 znaków.

1 komentarz

 
  • emeryt

    Droga Autorko, jest przyjemnie napisane. Dziękuję Tobie za nie, czekam na więcej oraz serdecznie pozdrawiam.

  • candy

    @emeryt a nawet trzy autorki :) bardzo dziękujemy :D