Pęknięty diament – rozdział 13

Caterina

Ślub zbliżał się wielkimi krokami, a organizacja wszystkiego była coraz trudniejsza, dlatego pewnego dnia przysiadłam z laptopem na balkonie, popijając jednocześnie kawę i zrobiłam sobie personalizowany kalendarz online. Kiedy już uporałam się z jego obsługą, wszystko stało się znacznie klarowniejsze — zaznaczyłam sobie różnymi kolorami wszystkie zajęcia, od zajęć i kursu makijażu począwszy, skończywszy na spotkaniach dotyczących planowania ślubu i wesela. Choćbym chciała mieć jeszcze trochę czasu dla Matthew i naszego związku, naprawdę mało go zostawało. W dodatku szykowały się dla mnie samotne dni — Matt miał wkrótce wyjechać do Japonii na niecałe trzy tygodnie. Dostał olbrzymie zlecenie, na które składało się kilka konferencji i mnóstwo spotkań biznesowych. Nie zagłębiałam się w ich tematykę, ale wiedziałam, że Matt był tam niezbędny, dlatego zdawałam sobie sprawę z tego, że nie mógł zrezygnować, nawet jeśli musiał zostawić mnie samą na tyle dni.
Ale i tak ostatnio nie było między nami za kolorowo. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku, ale cały czas wyczuwałam pewne napięcie — spowodowane zapewne tą wielką kłótnią o Prue i zdjęcie, które zrobiła im wtedy Amanda. Choć obiecałam, że od teraz będę już mu ufać, nie potrafiłam w pełni wszystkiego naprawić. Brak czasu również nie działał na naszą korzyść, dlatego rzuciłam się w wir przygotowań ślubnych, by zaplanować wszystko i mieć już to z głowy. Każdą wolną chwilę spędzałam przykuta do laptopa, przeglądając różne pomysły na dekoracje sali, bukiety, różne rodzaje szpilek ślubnych, czytając opinie fotografów i DJ-ów. Na początku cieszyłam się, mając tyle opcji, ale po jakimś czasie zaczęło mnie to już męczyć. Kiedy już myślałam, że coś wybrałam, znajdowałam inny pomysł, który podobał mi się jeszcze bardziej. Tak toczyło się to błędne koło.
Obok tego wszystkiego była Prue. Non stop przesyłała mi swoje wizje na wesele, które, chcąc nie chcąc, musiałam brać pod uwagę. Było już jednak jasne, że nasze opinie były skrajnie różne, a ja nie chciałam marnować czasu na wyjaśnianie jej, dlaczego większość jej propozycji w ogóle nie pokrywała się z tym, czego chciałam. Na niektóre wiadomości w ogóle jej nie odpisywałam, więc chyba w końcu się zirytowała, bo przysłała mi wiadomość z zaproszeniem na kawę. Początkowo chciałam odmówić, ale po krótkiej chwili namysłu odpisałam, że będę.  
Miałam czas dopiero w najbliższy piątek, po kursie, więc wkroczyłam do umówionej kawiarni w pełnym makijażu, którego nie miałam czasu zmyć. Poszukałam wzrokiem Prue, cicho licząc, że może się spóźni, ale nie — już siedziała przy stoliku, wyraźnie zniecierpliwiona. Ruszyłam w jej stronę, usiłując się uśmiechnąć. Rozpocznijmy tę farsę.
— Cześć — powiedziałam, siadając naprzeciwko niej i zakładając nogę na nogę. — Widzę, że już zamówiłaś. — Wskazałam na filiżankę, która stała przy krawędzi stolika.
— Cześć. — Uśmiechnęła się niewyraźnie. — Zamówiłam, bo od rana pracuję na wysokich obrotach i potrzebowałam porządnej dawki kofeiny.  
Postanowiłam od razu przejść do rzeczy.
— Po co to spotkanie?  
— Ślub zbliża się wielkimi krokami, a my jeszcze nie ustaliłyśmy wielu ważnych kwestii. Nie możemy zostawić niczego na ostatnią chwilę. Musimy wreszcie podjąć pewne decyzje, a w cztery oczy będzie nam łatwiej, nie sądzisz?
— W porządku. — Wyglądało na to, że i ja będę potrzebowała dużo kofeiny, by przetrwać to spotkanie. Wzięłam do ręki menu kawiarni. — Masz coś konkretnego na myśli?
Przyjrzała mi się uważnie.  
— Potrzebujemy dużo konkretów, dlatego przyniosłam parę katalogów. Myślę, że z pewnością coś wpadnie ci w oko i będę mogła od razu zacząć przygotowania. Może zaczniemy od wystroju sali.  
Zanim wzięłam od niej katalogi, złożyłam zamówienie u kelnerki i przez chwilę milczałam. W końcu przysunęłam do siebie to, co przyniosła i zaczęłam przeglądać, choć nie czułam się komfortowo, gdy wiedziałam, że cały czas rzucała mi spojrzenia.
— Rozumiem, że wywalamy ten róż, o którym była mowa — rzuciłam, podnosząc wzrok dopiero, gdy kelnerka przyniosła moją kawę.
— Tak. Powiem w skrócie, jak to widzę. — Złożyła ręce jak do modlitwy i uśmiechnęła się delikatnie. — Nie martw się, biel zostaje. Przełamiemy ją jedynie fioletowymi bukietami na stołach. Prostokątne stoły zamienimy na okrągłe. Zamiast różowych świateł będą fioletowe. — Przeczesała dłonią włosy. — No i wpadł mi do głowy pomysł ze ścianką stworzoną z kwiatów, gdzie goście weselni mogliby robić sobie zdjęcia. Aha, no i jeszcze jedna sprawa. — Wyciągnęła ręce i otworzyła pierwszy katalog, który przede mną leżał. Przekartkowała go szybko i wskazała palcem na napis ślubny. — Myślałam o czymś takim: duże serce, w środku wasze imiona, a wszystko w złocie. Oczywiście, to twoja decyzja, co tam ma być napisane i w ogóle. — Cofnęła ręce. — Masz pytania?
— Pytań raczej nie mam. — Właściwie nie miałam się do czego przyczepiać, o dziwo. — Zgadzam się co do stołów. Ścianka z kwiatów brzmi wspaniale. Chciałam do tego jeszcze dołączyć podświetlany napis “LOVE”. A co do napisu ślubnego, znalazłam coś innego. — Wyciągnęłam komórkę i szybko odszukałam zdjęcie znalezione w Internecie. Podsunęłam telefon Prue. — Zamiast serca, ozdobny okrąg z gałązkami. I zastanawiałam się nad malutkimi koronami nad naszymi imionami, jako symbol tego, że w liceum zostaliśmy królową i królem balu. — Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
Prue uniosła brwi.
— To urocze. — Uśmiechnęła się delikatnie. — Tworzycie naprawdę piękną parę.
Wątpiłam, by faktycznie uważała to za urocze, ale postanowiłam pociągnąć temat dalej.
— Dzięki. A ty? Masz kogoś? — Upiłam łyk kawy, by się na czymś skupić.
Prue wyglądała na zdezorientowaną.
— Nie, nie spotykam się z nikim — odpowiedziała z lekkim wahaniem.  
— Matt opowiadał mi o Patricku. Podobno ostro cię podrywał. — Uśmiechnęłam się delikatnie, uważnie obserwując wyraz twarzy Prue. Zauważyłam, że niespokojnie poruszyła się na krześle, gdy wspomniałam o Matthew.  
— No tak, Patrick. Mogłam się domyślić, że Matt go zapamięta. — Westchnęła. — Owszem, próbował mnie poderwać, ale to nie pierwszy raz. Mam z nim spory problem. Nic do niego dociera. A tak poza tym, to nawet nie jest w moim typie — powiedziała, obejmując dłońmi filiżankę i upijając łyk kawy.
— A kto jest? — Sama nie wiedziałam, po co właściwie ją o to pytałam. Może wciąż czułam niepokój po jej ostatnim spotkaniu z Mattem. Wiedziałam, że musiałam jakoś wybadać sytuację. — Może Matt? — Ponownie się uśmiechnęłam, jakbym żartowała, a Prue niespodziewanie zaczęła się krztusić kawą. — Wszystko w porządku?
— Tak — wychrypiała, trzymając się za gardło. — Co to za pytanie?
Policzki zaczęły mnie już boleć od udawanych uśmiechów, ale postanowiłam nie ściągać maski. Jeszcze nie.
— Żartowałam, oczywiście — rzuciłam, choć byłam śmiertelnie poważna, ale Prue nie musiała o tym wiedzieć. — Zawsze latały za nim całe haremy dziewczyn, nawet moja własna przyjaciółka, jak niedawno się okazało. Musisz przyznać, że jest przystojny, prawda?  
Prue uniosła brew i odchyliła się na krześle.  
— Ty jesteś piękna, a on jest przystojny. Dalej nie rozumiem, do czego zmierzasz? Zresztą, nie interesują mnie faceci, z którymi współpracuję. Między innymi dlatego nie dałam szansy Patrickowi. Nie mieszam spraw zawodowych z prywatnymi. A w tej chwili nie jestem nawet w stanie skupić się na swoim życiu, więc tymczasowo nie jestem zainteresowana żadnym mężczyzną.  
Pod koniec wypowiedzi Prue nagle posmutniała, dlatego zapytałam delikatnie:
— Dlaczego nie jesteś w stanie się skupić na swoim życiu? Jeśli mogę zapytać…
Wbiła wzrok w swoją filiżankę, lekko się garbiąc.  
— To nie jest żadna tajemnica. Dwa lata temu byłam na twoim miejscu. Miałam już wybraną i gotową sukienkę, ale nigdy jej nie założyłam. Mój narzeczony… — Zamilkła na chwilę i westchnęła cicho. — Mój narzeczony zerwał zaręczyny i mnie zostawił. Nigdy nie zapomnę, jak było mi źle, gdy musiałam wszystko osobiście odwoływać. Nikomu tego nie życzę.  
Zmartwiałam, słuchając jej. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego. Nagle wszystko zaczęło nabierać sensu — jej awersja do białego koloru, jej niekiedy chłodne podejście do wszystkiego. Choć nie chciałam się nad nią litować, nie mogłam jej nie współczuć.
— I mimo tego zajmujesz się organizacją wesel? — Mój głos jakby przycichł. — To musi być dla ciebie okropne. Cały czas rozdrapujesz rany.
— Zajmuję się tym kilka lat. To moja praca marzeń. Po tamtym zajściu wzięłam więcej zleceń, oddałam się całkowicie swojej karierze i staram się jak najmniej o tym myśleć. — Uśmiechnęła się do filiżanki. — Lubię uszczęśliwiać ludzi, a ten ich wspólny, wielki dzień musi być jak najlepszy, żeby później było im łatwiej. Stres związany z przygotowaniami zawsze wpływa negatywnie na relacje, więc warto powierzyć takie sprawy specjalistom.  
Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Czułam, że mój stosunek do Prue po raz kolejny uległ delikatnej zmianie. Nie patrzyłam na nią tak, jak jeszcze przed chwilą. Chciałam wybadać sytuację dla uspokojenia własnego sumienia, a poznałam urywek życia Prue, który lekko zmienił moje myślenie o niej, czy tego chciałam, czy nie.
— Dziękuję, że mi powiedziałaś. I przepraszam za te pytania. Wracamy do pracy? — Popukałam palcem w katalog, który leżał na stoliku i wtedy coś sobie uświadomiłam. Być może faktycznie nic nie wydarzyło się tamtego dnia między Mattem i Prue, a ja przesadnie zareagowałam. Teraz jednak zyskałam pewność, że mój narzeczony jej się podobał. Choć Prue była sprytna i nie okazywała za dużo emocji, ten jej podskok na krześle był aż nadto wymowny. Z drugiej strony, wyglądało na to, że miała złamane serce i nie była gotowa na nowego mężczyznę, ale i tak byłam zdeterminowana, by trzymać ją jak najdalej od Matta.  
— Nie masz za co przepraszać, przecież nie jestem robotem. — Odsunęła filiżankę na bok. — Skoro salę mamy z głowy, to może przejdziemy do ogrodu? Ślub w plenerze to nie jest łatwa sprawa. Zanim zaczniemy się modlić o piękną pogodę, zaplanujmy wszystko, krok po kroku.  
Jak powiedziała, tak zrobiłyśmy. Siedziałam tam dużo dłużej, niż początkowo planowałam, ale może to i dobrze. W końcu przestałam zadręczać się myślami o Matthew i Prue, a skupiłam się jeszcze bardziej na ślubie. To był mój priorytet na najbliższe tygodnie — doprowadzić do tego, byśmy stanęli na ślubnym kobiercu i by wszystko było idealne.  


Matthew

Ponownie wpadliśmy w wir przygotowań do ślubu, a ja dodatkowo szykowałem się do wyjazdu do Japonii. Z jednej strony już nie mogłem się go doczekać, a z drugiej wcale nie chciałem jechać. Od kiedy zamieszkaliśmy razem z Cat, trzy tygodnie osobno wydawały się wiecznością. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że będę sam. Chociaż zaczynałem się do tego przyzwyczajać. Od naszej ostatniej kłótni nie było już tak, jak kiedyś. A fakt, że nie mieliśmy za wiele czasu dla siebie wcale nie polepszał naszej relacji. O ile ja starałem się ustawiać dzień tak, by zjeść razem posiłki, tak odnosiłem wrażenie, że Cat skupiła się bardziej na ślubie i wszystkim z nim związanym, a nie na mnie. Przestaliśmy jadać wspólne śniadania i jedynym miejscem, w którym zawsze byliśmy razem, było łóżko. Im bliżej wyjazdu było, tym było gorzej między nami i tym bardziej chciałem jechać. Miałem powoli dość oglądania jej wiecznie wpatrzonej w telefon albo laptopa, więc jeździłem na tor z chłopakami, żeby nie wszcząć czasem kolejnej kłótni.
Wieczorem, w przeddzień wylotu, pakowałem ostatnie rzeczy do walizki i sprawdzałem, czy mam wszystkie dokumenty. Gdy upewniłem się, że wszystko jest na swoim miejscu, zapiąłem walizkę i westchnąłem. Spojrzałem na Cat, która siedziała przy toaletce z zestawem różnych pędzli, ćwicząc chyba jakaś technikę makijażu.  
— Tylko tym razem nie wysyłaj mi takich zdjęć, jak ostatnio — powiedziałem z nutą rozbawienia w głosie.  
— Bo tak cię rozproszyły? — Uśmiechnęła się do mnie w lustrze. — Czy masz już dość mojego widoku?
— O czym ty mówisz? Ostatnio prawie w ogóle cię nie widuję.
— Żartuję. — Odłożyła pędzle, wstała i podeszła do mnie, obejmując mnie za szyję. — Obiecuję, że nie będę wysyłać nic, co oderwie cię od pracy. Chociaż będę tęsknić. Już tęsknię.
— Ja też — przyznałem, obejmując ją w pasie, by przyciągnąć ją bliżej.
— Pewnie nie będziemy rozmawiać zbyt regularnie ze względu na różnicę czasu — westchnęła, podnosząc głowę i patrząc na mnie smutno. — Dziwnie się czuję, wiedząc, że znowu polecisz na drugi koniec świata.
— Damy radę. Wrócę zanim się obejrzysz. — Pocałowałem ją w czoło.
— Wiem, że damy. W końcu jak nie my, to kto? Może kiedy wrócisz, zdążę już ogarnąć chociaż część tego całego weselnego bajzlu.
— Mam nadzieję. Może jak wrócę, to wezmę sobie trochę wolnego?
— Sama nie wiem, kochanie. Wiesz, że ja i tak mam teraz dużo pracy. A wolne będziemy mieć podczas miesiąca miodowego. — Uśmiechnęła się, a po chwili mina jej zrzedła. — Boże, miesiąc miodowy! Tak się skupiłam na samym ślubie i weselu, że kompletnie o tym zapomniałam.
Niezbyt mi się spodobała ta odpowiedź, ale nie chciałem się kłócić przed wyjazdem, więc odpuściłem.  
— To gdzie byś chciała pojechać?
— Hm… — Cat przybrała lekko rozmarzoną minę. — Rany, jest tyle opcji. Hawaje? Malediwy? Wyspy Kanaryjskie? — Zaczęła wyliczać.
— Bali? Karaiby? — dołączyłem do wyliczanki.  
— To jeszcze zależy, czego dokładnie chcemy. Mogę popatrzeć na oferty, ale czym mam się kierować? Ceną? Gwiazdkami hotelowymi? Czy może po prostu widokami, a wszystko inne to tylko kwestia sporna?
— Możemy zaszaleć. Postaw na widoki i zobaczymy, co z tego wyjdzie. — Uśmiechnąłem się.
— Już nie mogę się doczekać. — Pocałowała mnie krótko. — O której masz lot?
— Siódma dwadzieścia chyba, więc muszę wstać jakoś przed piątą — westchnąłem.
— Biedactwo. — Pogładziła mnie po policzku. — Słuchaj, może prześpię się dziś w salonie? Będziesz miał całe łóżko dla siebie, żebyś się chociaż trochę wyspał.  
— Zwariowałaś? Będę miał całe łóżko dla siebie przez najbliższe trzy tygodnie. Poza tym i tak najlepiej mi się śpi z tobą.
— No wiem, ale wiem też, że potrafię się nieźle wiercić. — Wywróciła oczami. — Pamiętasz, jak kiedyś śniło mi się, że ścigałam się na rowerze? Kopnęłam cię tak, że później wyglądałeś jak ofiara przemocy domowej.
Wybuchnąłem śmiechem.  
— Nie martw się, wyśpię się w samolocie. Nie pozwolę ci spać na kanapie, jakbyśmy byli pokłóceni.
— Cieszę się. — Uśmiechnęła się szeroko. — To może chociaż spakuję ci jakieś książki do poczytania podczas tych… ilu godzin? Piętnastu? Gdzieś tu mieliśmy taki stary odtwarzacz płyt DVD…
— Już spakowałem, ale dzięki, kochanie. A muzykę mam w telefonie. Wykorzystaj ten czas na przytulanie, a nie szukanie jakichś starych odtwarzaczy.
— Mówisz, masz. — Wtuliła się we mnie mocno.
— To co? Wspólna kąpiel? —  zamruczałem jej do ucha.  
— Wiesz, że zawsze jestem na to chętna. — Pociągnęła mnie w stronę łazienki.
I przez chwilę było jak dawniej. Nie było żadnego ślubu, żadnych przygotowań, żadnego wyjazdu. Tylko ja i Cat.  
Gdy przed piątą rano zadzwonił budzik, ciężko mi było zwlec się z łóżka. Wziąłem szybki prysznic, żeby się dobudzić, po czym poszedłem do kuchni przekąsić coś na szybko i obowiązkowo wypić kawę. Wróciłem potem do sypialni, żeby się ubrać i popatrzyć na śpiącą Cat. Im dłużej na nią patrzyłem, tym bardziej nie chciałem jechać. Westchnąłem zerkając na zegarek. Musiałem już wychodzić. Podszedłem po cichu do łóżka i pochyliłem się.  
— Kocham cię — szepnąłem, pocałowałem ją delikatnie w policzek i wyszedłem.
***
Siedząc w samolocie, miałem dziwne uczucie deja vu. Ale przecież tym razem nie rozstałem się z Cat i nie leciałem na studia. Mimo to, mój umysł zalała fala wspomnień. To była ostatnia impreza. Ostatni raz, kiedy się widzieliśmy, ale ona o tym jeszcze nie wiedziała. Nie powiedziałem jej, że dostałem się na program wymiany dla najlepszych studentów. Miałem ją odwieźć do domu, siedzieliśmy w aucie, ale ja nie zapaliłem jeszcze silnika. Zbierałem się na odwagę, żeby w końcu jej powiedzieć. Żołądek miałem zaciśnięty w supeł z nerwów. Nie wiedziałem, jak mam zacząć, więc milczałem jak ostatni tchórz, aż w końcu Cat się odezwała:
— Wszystko w porządku?  
Westchnąłem ciężko, unikając jej wzroku.
— Nie. Muszę ci coś powiedzieć, ale nie wiem za bardzo jak — wykrztusiłem.  
Wyprostowała się, zaniepokojona.
— Powiedz wprost. — Musiała wyczuć, że to coś poważnego, bo jej głos zaczął drżeć. — Co się stało? Masz kogoś innego? Zrywasz ze mną?
Spojrzałem na nią z bólem. Zrywam? Sam nie byłem pewien, co chciałem zrobić.
— Nie wiem, ja… — Wziąłem głęboki wdech. — Wyjeżdżam do Tokio.
— Co?
— Wyjeżdżam — powtórzyłem. — Dostałem się do tego programu dla najlepszych studentów. Dokończę studia w Tokio.
Cat gwałtownie puściła moją rękę i odwróciła wzrok, odsuwając się w głąb samochodu. Nagle jakby skuliła się w sobie, a oczy jej się zaszkliły. Nic nie mówiła. Serce mnie bolało na ten widok.
— Powiedz coś…
— Co mam na to powiedzieć? — Łza spłynęła jej po policzku i w końcu na mnie spojrzała. — Że wszystko będzie dobrze? Że damy sobie radę, będąc na dwóch końcach świata? Wierzysz w to?
— Chciałbym, ale… Już teraz jest ciężko, a kiedy dojdzie różnica czasu… szesnaście godzin to dużo…
— To bardzo dużo. Za dużo, by normalnie żyć, by tworzyć normalny związek. — Cat objęła się mocno ramionami.  
Spuściłem głowę. Nie wierzyłem, że to się działo naprawdę. Łamałem nam serca tym wyjazdem.
— Więc… To koniec? — Głos mi zadrżał.  
— Chyba tak. — Cat całkiem się rozpłakała. Jej twarz świeciła się od łez, których już nawet nie ocierała. Spojrzała na mnie wzrokiem pełnym bólu. — Co nie znaczy, że przestanę cię kochać — wyszeptała.
— Cat… — jęknąłem, czując jak serce mi pęka. — Jeśli jesteśmy sobie przeznaczeni, to się jeszcze spotkamy.
— Łatwo ci mówić — odpowiedziała z goryczą w głosie. — Nie wiem nawet, czy wierzę w jakieś przeznaczenie.
— Łatwo? Wcale nie… Myślisz, że ja przestanę cię kochać? — Patrzyłem na nią z bólem. — Ja też jakoś specjalnie nie wierzę, ale jeśli się spotkamy, to to będzie znak.
— Jeśli… — powtórzyła i jeszcze przez chwilę milczała. — W takim razie… chyba już wszystko ustalone. — Odwróciła wzrok w drugą stronę. — Odwieziesz mnie do domu?
Ze wspomnienia wyrwał mnie komunikat o turbulencjach. Upewniłem się, że moje pasy są zapięte, włożyłem słuchawki do uszu i zamknąłem oczy, próbując zasnąć. To wspomnienie mnie dobiło, więc wolałem przespać ten stan. Miałem ze sobą tabletki nasenne o krótkim działaniu, które zażyłem w czasie lotu, żeby łatwiej było mi się przystosować do nowej strefy czasowej. Musiałem jednak unikać kawy, co było dla mnie trudne, bo mój organizm domagał się swojej dziennej dawki kofeiny, ale chciałem zmniejszyć objawy jet lagu do minimum, więc nie miałem wyjścia. Dawno nie latałem na takie odległości i obawiałem się najgorszego.  
Po wylądowaniu, a także zameldowaniu w hotelu zostawiłem Cat wiadomości, które pewnie odczyta dopiero za jakiś czas, ale nie mogłem się powstrzymać od zerkania co chwilę na telefon, chociaż wiedziałem, że powinna być jeszcze na zajęciach.
Przez kolejne dni przyzwyczajałem się do strefy czasowej. Nieustannie bolała mnie głowa i mimo że ciągle chciało mi się spać, miałem problemy ze snem. Tym bardziej, że Cat nie było obok. Jednak dzięki temu udało mi się ją złapać na wideo rozmowę. Niestety, tylko raz. Zostawianie wiadomości lepiej się sprawdzało.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3747 słów i 21138 znaków.

Dodaj komentarz