On- Chłopak ze snu.Ciąg dalszy

On- Chłopak ze snu.Ciąg dalszyChociaż od naszego ślubu minął ponad rok, ja nadal nie mogłam uwierzyć w to, że wreszcie się nam udało.Wspomnienia tamtych dni były tak odległe, że prawie zapomniałam o tym co musieliśmy przejść, przez jego ciotkę.A mimo to wiedziałam, że było warto.Spojrzałam na nasze dziecko i uśmiechnęłam się.Miałam wszystko a mimo to czułam dziwny niepokój.Chociaż byłam jego żoną i tworzyliśmy szczęśliwą rodzinę, coś nie dawało mi spokoju, sama nie wiem co.To było takie dziwne i nie wyjaśnione. Sama nie wiedziałam czasami co się ze mną dzieje. Brajan ciągle ze mnie się śmiał, ale mi to nie przeszkadzało.Może to dlatego, że wkrótce mieliśmy odwiedzić jego matkę? Musieliśmy jechać do jego kraju bo naprawdę działo się tam nie za dobrze. Królestwo upadało a w powietrzu wisiał duży konflikt.Ojciec wręcz żądał od Brajana powrotu i wzięcia odpowiedzialności za swoje wybory.Brajan obiecał mi, że nie będziemy musieli długo tam być, miał wpaść do domu na chwile i jeszcze tego samego dnia planowaliśmy powrót.Kochałam męża, ale nie podobało mi się jego zachowanie, chociaż wiedziałam czemu to robi, ja nadal nie popierałam jego decyzji.Chociaż on chciał jechać tam sam, ja się uparłam, że najwyższy czas by dziadkowie poznali swoją wnóczkę.Przecież nie mogli nienawidzić mnie całe życie. Jagoda zasługiwała na ich miłość i akceptację, a ja postanowiłam zrobić wszystko by tak było.  
- Kochanie wszystko w porządku? - zapytał Brajan podchodząc do mnie  
Spojrzałam w jego błękitne oczy i uśmiechnęłam się do męża.Kochałam go, kochałam go każdego dnia bardziej i dziękowałam Bogu za to, że nas połączył.  
- Dziś na kolację przyjdzie Max ze swoją nową zdobyczą - zaśmiał się Brajan  
- Ma kogoś? - zapytałam rozmyślając o Juli  
Brajan z uwagą mi się przyglądał, a ja domyśliłam się o co mu chodzi.  
- Gadałaś z nią? - zapytał łąpiąc mnie w tali  
- Od miesięcy nie mam od niej wiadomości, martwię się - przyznałam  
Brajan usiadł na kanapie, wciąż patrząc na śpiącą córeczkę.Widziałam smutek w jego oczach.  
- Drań! Gdybym wiedział sam siłą zaprowadził bym go do ołtarza! - powiedział rozzłoszczonym głosem  
- Brajanie! Nie zapominajmy, że to była Juli decyzja - powiedziałam stanowczym głosem  
Mąż spojrzał na mnie surowym wzrokiem i wypuścił powietrze nosem, zawsze tak robił, by zapanować nad złością.  
- Znowu masz zamiar kłócić się o Maxa i Julię? - zapytał spokojniejszym już głosem  
- To Ty ciągle robisz awantury nie ja - szepnęłam  
- Bo nie moge znieść świadomości, że moja siostrzenica będzie wychowywała się z dala od nas, od ojca, od rodziny - powiedział  
- Wiem, że się martwisz ja też.Ale nie zapominajmy, że to Max rozwalił swoją rodzinę, to on zdradził Julię, to od doprowadził do ich rozstania - poinformowałam  
- Bo nie wiedział o dziecku - powiedział  
- No i co z tego? zdradził jeszcze przed tym, jak Julia o tym wiedziała.Mógł nie pakować się do łóżka innej kobiety! Mógł utrzymać swojego ptaszka przy sobie a nie działać na dwa fronty! Julia byłaby głupia gdyby wybaczyła mu zdradę, nawet jeżeli jest taki przystojny jak Ty! - powiedziałam podniesionym głosem  
Spojrzałam na zaskoczonego męża i wyszłam z domu trzaskając drzwiami.Nie miałam ochoty na dalsze kłótnie o to samo.Przecież my już nic nie mogliśmy zrobić, to była ich decyzja.A dziecko będzie miało ojca, och Brajanie, gdybyś tylko wiedział-pomyślałam.Szłam chodnikiem oddychając czystym, chłodnym powietrzem, które koiło  
moje nerwy.Sama nie wiem co się ostatnio ze mną działo, napadałam na niego niemal bez przerwy, chociaż czasami nic nie zawinił.To ja ostatnio nie mogłam znaleźć sobie miejsca.To wszystko wydawało mi się tak strasznie dziwne.Chociaż nie wszystko zostało wyjaśnione, ja nie potrafiłam o tym nie myśleć.Znów moi rodzice przepadli jak kamień w wodę, a ja nie wiedziałam co mam zrobić.Chociaż nie zdążyłam się jeszcze z nimi zżyć, chciałam by byli.By po prostu byli.Zastanawiałam się dokąd powinnam iść, do Samanty? chociaż widziałam ją wczoraj wieczorem chciałam z nią porozmawiać. Kilkanaście minut później byłam przed domem naszego ojca, w którym zamieszkała  
Samanta wraz z swoją rodziną.Zapukałam a po chwili drzwi otworzyły się.  
- Cześć mogę wejść? - zapytałam patrząc na uśmiechniętą Sam  
- Jasne a co znowu pokłóciłaś się z Brajanem? - zapytała  
Nie odpowiedziałam, usiadłam na łóżku i spojrzałam na śpiące dziecko.Nagle usłyszałam sygnał TELEFONU, odebrałam a tam  
- Cześć Izo! Możemy porozmawiać musisz mi pomóc to bardzo ważne - usłyszałam wystraszony głos kobiety  

Wciąż chodziłem, zastanawiając się dokąd poszła.Nasza córeczka nadal spała uśmiechając się do aniołka.Wszystko było tak nadzwyczajne, tak piękne, że trudno było uwierzyć w to, że jesteśmy już po ślubie.Moja ciotka siedziała w więzieniu i zapomnieliśmy już o tym co robiła, by zniszczyć nasze szczęście.Wszystko powinno być dobrze, ale nie było.Coraz trudniej było mi zrozumieć dziwne zachowanie Izy i męczyły już mnie te nasze ciągłe kłótnie o nic.Wciąż stałem przy oknie patrząc za szybę i czekając za żoną.Czułem się zły i winny kolejnej kłótni, przecież o mojego brata i jego wybryki się pokłóciliśmy.Rozumiałem ją, że broniła Juli, przecież ona nie była tu nic wina, to Max znalazł sobie kochankę, to on zmarnował szansę na ich szczęśliwe życie, ale prawda była zupełnie inna niż sądziłem, niż ona sądziła. Spojrzałem na zegarek i zacząłem się już pomału niepokoić, przecież zaczęło się już ściemniać a ona powinna być już w domu.Nie wiedziałem z początku co mam zrobić, postanowiłem obdzwonić wszystkich naszych przyjaciół i rodzinę, przecież gdzieś musiała być.Dopiero po zadzwonieniu do Samanty okazało się, że była u siostry, ale teraz bałem się jeszcze bardziej.Wyszła od niej już jakąś dobrą godzinę temu i już dawno powinna być w domu, ale nie była.Jej komórka była wyłączona, a ja traciłem resztki zdrowego rozsądku i czułem się coraz bardziej zmęczony, wystraszony.Gdyby nie dziecko, już dawno bym poszedł jej szukać, ale nie mogłem.Było jeszcze coś, o czym nie powiedziałem Izie.Ten tajemniczy facet, który wypytywał o mnie znajomych. Chociaż nie miałem pewności.miałem wrażenie, że ma to coś wspólnego z tym, że byłem wampirem.Chociaż ostatnio wydawało mi się, że mam to za sobą, bo przecież był już spokój, a jednak nie.  
***  
Siedziałam w kawiarni i z uwagą obserwowałam kobietę, która zamawiała nam drinki. Chociaż nie do końca rozumiałam co ja tu robię i czemu tu jestem, chciałam jej pomóc. Przecież ja z Brajanem byliśmy jej to winni.Młoda kobieta podeszła do mnie z drinkami i chociaż jej usta uśmiechały się, w jej oczach widziałam smutek.  
- Brajan nie wie? - upewniła się kolejny raz  
Kiwnęłam drugi raz głową i uśmiechnęłam się.Wzięłam od niej drinka i wypiłam łyka, w głowie mi się zakołowało i zachwiałam się na nogach.Nie wiem czemu tak dziwnie zareagowałam na drinka.Uśmiechnęłam się, chociaż wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak.  
- Iza co się dzieje? - usłyszałam głos Juli  
Dziewczyna wyglądała na bardzo przerażoną, a ja ponownie zapewniłam ją, że wszystko jest okej.Po chwili znowu odpłynęłam i urwał mi się film(...) Obudziłam się w łóżku jakiegoś nieznajomego mężczyzny, nie wiedziałam co się stało.Wstałam z łóżka i rozejrzałam się po obcym mieszkaniu, nie było w mieszkaniu chyba nikogo, nikogo nieznanego.Nie bardzo wiedziałam co się dzieje, czy do czegoś doszło? co się właściwie stało? na półce leżała moja wyłączona komórka, zaraz, zaraz wyłączona? co się do cholery stało?  
- Jak się spało? - usłyszałam tak bardzo znajomy głos  
Odwróciłam się i zdębiałam.Przede mną stała uśmiechnięta Julia z jakimś mężczyzną.  
- Julia? co się do cholery stało? czemu ja tu nocowałam? czemu miałam wyłączony telefonu? kim jest ten facet? - zapytałam  
- No w nocy byłaś taka chętna a teraz mnie nie pamiętasz? czuje się urażony - zaśmiał się  
- Co proszę? jaka chętna? Julia możesz mi to wytłumaczyć? - zażądałam wyjaśnień  
Wciąż pękała mi głowa, a ja nie wiedziałam co się dzieje.Doskonale zdałam sobie sprawę, że zostałam wrobiona, ale nie rozumiałam jak to możliwe? Dlaczego zrobiła to dziewczyna, która przecież była naszą rodziną? której tak bardzo ufałam? której wierzyłam? Mężczyzna podszedł do mnie, a ja poczułam jego dłoń na szyi, przestraszyłam się.Drugą dłonią zaczął zjeżdżać po moich udach, a ja poczułam jak otacza mnie strach.  
- Jeszcze mam na Ciebie ochotę i już nie długo będziesz moja - powiedział  
Chciałam go uderzyć, zażądać wyjaśnień, ale rzucił przede mną zdjęcia, a ja zdębiałam. Na fotografii byłam ja, całująca się z nim a na dvd leciała taśma z naszym filmem.Zdębiałam.Stanęłam nieruchomo patrząc na Julię, jak, jak ona mogła? wrobiła mnie a teraz wykorzystuje? wciąż nie rozumiałam jej zachowania.To tak bardzo mnie bolało.Wybiegłam z mieszkania w pośpiechu, zakładając na siebie pogniecione już ubrania, w drodze odczytałam wiadomości od męża i w pośpiechu zadzwoniłam do Samanty, odebrała po drugim sygnale.  
- Cześć mogę do ciebie przyjść? - zapytałam  
- Gdzie ty byłaś? dzwonił Brajan! - krzyczała przez TELEFON  
Pół godziny później wysiadłam z taxi i weszłam do mieszkania siostry.Jej męża ani dziecka nie było w domu, zapewne poprosiła go, by zostawił nas samych.Kochałam ją za to, że zawsze mogłam na nią liczyć.  
- Słucham co ty takiego zrobiłaś? - zapytała  
- Nie wiem.Ja naprawdę nic nie pamiętam - powiedziałam  
Opowiedziałam jej wszystko, to co pamiętałam.Opowiedziałam o spotkaniu w restauracji, o drinku po którym urwał mi się film, o zdjęciach i filmie jakim obejrzałam dziś po obudzeniu.Samanta nic nie mówiła, z uwagą słuchała tego co mówię a mi z każdą chwilą coraz bardziej łamał się głos.Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, co zrobiłam i jakie mogą być z tego konsekwencję.  
- Powinnaś porozmawiać z Maxem - powiedziała Samanta  
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, Sam poszła je otworzyć, a ja zamarłam.Przed nami stał Brajan z nasza córeczka.  
- Cześć Samanto.Powiesz mi gdzie byłaś całą noc? - zapytał  

Spojrzałam na Brajana i nie bardzo wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.Przecież nie mogłam powiedzieć wybacz spędziłam noc z jakimś facetem i niczego z tego nie pamiętam.Wciąż przed oczami przelatywały urywki z wczorajszego wieczoru, ale nie  
mogłam sobie za nic przypomnieć tego, co się wydarzyło.Nie miałam jakiegokolwiek punktu zaczepienia, bym mogła rozwiązać tą zagadkę.Jednego byłam pewna, musiałam jak najszybciej porozmawiać z Maxem i opowiedzieć mu o tym co się stało.Przecież tylko on mógł mi jakoś pomóc, tylko on mógł uratować całe nasze małżeństwo.Tylko jak miałam mu to powiedzieć tak, by Brajan się o niczym nie dowiedział?  
- U naszych rodziców - skłamałam  
Chociaż po jego twarzy domyśliłam się, że mi nie wierzy, to chociaż nie zadawał nie wygodnych pytań.Podeszłam do córeczki i wzięłam ją na ręce.Przytuliłam nasze maleństwo a Samanta spojrzała na mnie z wyrzutem.Doskonale wiedziałam, że nie powinnam okłamywać Brajana, ale za bardzo nie miałam innego wyjścia, wiedziałam, że nie podoba jej się to i mi też nie bardzo się to podobało.Niestety nie mogłam postąpić inaczej.Za bardzo kochałam to co mam, by tak łatwo stracić to, bez jakiejkolwiek walki.I chociaż serce podpowiadało mi, bym po prostu powiedziała Brajanowi prawdę, rozum mi na to nie pozwalał.Rozumiałam, że mnie kocha, ale ja na jego miejscu nie uwierzyłabym mu, więc nie miałam żadnej gwarancji, że on uwierzy w to mi.Nie mogłam ryzykować jego straty, nie chciałam.  
- Izo co się z Tobą dzieje? Martwię się - powiedział patrząc mi prosto w oczy  
Unikałam jego wzroku, nie potrafiłam patrząc mu prosto w oczy, tak po prostu go okłamać.  
- Muszę coś załatwić, widzimy się w domu - powiedziałam nie dopuszczając go do słowa.  
Nim cokolwiek powiedział, ja byłam już za drzwiami siostry mieszkania i szłam prosto do celu, do jedynej osoby, która mogła mi jakkolwiek pomóc, do jego brata Maxa. Kilkanaście minut później, zatrzymałam się przed jego mieszkaniem i już miałam pukać, gdy brązowe drzwi otworzyły się a przed nimi stał Max.  
- Cześć widziałem Cię w oknie.Co ty tu robisz? gdzie byłaś w nocy? był tu Brajan, martwił się o ciebie - powiedział Max z wyrzutem  
- Mogę wejść? - zapytałam  
Chłopak przesunął się, robiąc mi miejsce w drzwiach, a ja spojrzałam na Maxa.  
- Słuchaj jak to było miedzy Tobą a Julią? mam problemy Max - powiedziałam wtulając się do chłopaka  
Nagle z pokoju weszła obca mi dziewczyna, a ja spojrzałam na nią zaskoczona.  
- Przepraszam nie wiedziałam, że masz gościa to ja już pójdę - powiedziałam  
- Iza zaczekaj! Zostań! Dużo o Tobie słyszałam, nie mieliśmy okazji się poznać - powiedziała młoda dziewczyna  
- Ona ma rację, zostań proszę Cię - powiedział Max  
Spojrzałam na chłopaka i uśmiechnęłam się.Dziewczyna wyszła z mieszkania, zostawiając nas samych, a ja opowiedziałam Maxowi to, co wydarzyło się w nocy.Co chwila zatrzymując się, by ponownie zapłakać.  
- A to suka!! Nie martw się, pomogę Ci możesz na mnie liczyć i na moją dyskrecję - powiedział Max  
- Ale ja naprawdę nie wiem do czego tam doszło - powiedziałam chowając twarz w dłoniach  
Max przytulił mnie, a ja próbowałam uspokoić szloch.Chociaż obiecał, że to z nią załatwi, ja nie przestałam się bać.  
- Powinnaś powiedzieć Brajanowi prawdę, on zrozumie.Tym bardziej, że wie jaka jest Julia - powiedział jego brat  
- Jaka? - zapytałam nie rozumiejąc co miał na myśli  
Max spojrzał na mnie, zupełnie tak, jakby się nad czymś zastanawiał.Wziął głęboki wdech i pomału, jakby się czegoś bał, zaczął opowiadać mi o jej zachowaniu.Z każdym kolejnym słowem, czułam jakbym wpadała w jeszcze większy strach.Nie rozumiałam dlaczego nikt mi o niczym nie powiedział.Nikt nie ostrzegł mnie, bym jej nie ufała, nikt nie pomógł gdy wpadałam w jej pułapkę.Jednak największy strach poczułam, gdy okazało się, że była wspólniczką z ich ciotką.Nie rozumiałam tego, bo tak bardzo ją znałam, tak szczerze ze sobą rozmawialiśmy i naprawdę wyglądała, jakby się jej bała a  
to wszystko była tylko grą pozorów na którą niestety nie tylko ja się złapałam.To dlatego Max odszedł od niej a w moich oczach był skończonym sukinsynem.To ona powinna być tą, której należy się bać a nie on.  
- Max ja Cię przepraszam - powiedziałam cicho  
- Daj spokój. Wpadłaś w jej sidła, tak jak kiedyś ja.Teraz musimy cię z nich wyciągnąć, robiąc tak, byś nie straciła tych których kochasz.Izo, gdyby Brajan Cię zostawił, byłby najgłupszym facetem na ziemi i dobrze o tym wiemy - powiedział  
Uśmiechnęłam się na dźwięk jego miłych słów.Był tak bardzo kochany i mogłam na niego liczyć, a ja byłam dla niego tak bardzo niesprawiedliwa.Tyle razy kłóciliśmy się z Brajanem o Julię a ona okazała się tak bardzo fałszywa.Siedziałam na fotelu, patrząc w jeden punkt na ścianie, myślami byłam gdzieś daleko przy Brajanie i już wyobrażałam sobie jak się rozwodzimy.Drgnęłam, patrząc smutnymi oczami na Maxa  
- Proszę nie mów mu - niemal błagałam  
Max podszedł do mnie i przytulił mnie, a ja objęłam go ramionami.  
- Nie stracisz go, nie pozwolę na to, zaufaj mi - szepnął do mojego ucha  
Uśmiechnęłam się, dziękując Bogu za to, że go mam.  

Stałem patrząc na Samantę i zastanawiając się, dlaczego moja żona tak dziwnie się zachowuje.Ostatnim czasie tak mało spędzała czasu z naszą córką, że nie wierzyłem, że to ona.Jej zachowanie było mi obce, tak bardzo do niej nie podobne.Kochałem ją, ale na pierwszym miejscu było dla mnie dobro naszej córki, jeżeli ona nie była dobrą matką, to nie pozostawiała mi wyboru.Matko o czym ja myślę? przecież ja nie mogłem odebrać jej siebie i dziecka.  
- Może powinieneś wrócić do domu? poczekać na nią, będzie się o was martwić - powiedziała Samanta  
- Dobra już ci nie przeszkadzam - szepnąłem zabierając dziecko  
Samanta podeszła do mnie i złapała mnie za rękę, poczułem ciepło jej dłoni i spojrzałem w jej oczy.  
- Brajan nie przeszkadzacie mi! Po prostu ona Cię teraz potrzebuje, bardzo potrzebuje! Nie zapominaj o tym, że to twoja żona, matka twojego dziecka, nie zostawiaj jej - usłyszałem błagalny ton jej głosu  
Spojrzałem na nią, pewny, że ona coś wie.Zastanawiałem się tylko, czy wie prawdę? co dolega Izie i dlaczego zachowuje się w ten sposób? Nie nalegałem.Doskonale wiedziałem, że i tak nic mi nie powie, była jej siostra a ja nie chciałem stawiać ich  
obie w dość nie zręcznej sytuacji.Cieszyło mnie, że Iza w tym dość pokręconym swoim życiu i świecie ma kogoś, na kogo może liczyć, komu może ufać.Skoro jakimś cudem mi nie ufała, lub nie mogła powiedzieć tego, co ją tak męczyło.postanowiłem posłuchać rad jej siostry i zabierając od niej córkę, całując ją w policzek skierowałem się w stronę drzwi.  
- Samanto? - zapytałem przy wyjściu  
Oczy dziewczyny skierowały się w moją stronę a ja przełknąłem ślinę  
- Iza nie ma problemów prawda? nic jej nie grozi? - zapytałem  
Samanta spojrzała w jeden punkt i zaczęła stąpać z nogi na nogę, zawsze tak robiła, gdy się denerwowała.  
- Brajanie to na musi Ci to powiedzieć, jedno mogę cię zapewnić, nie jest na nic chora, nie umiera.Po prostu potrzebuję teraz twojego wsparcia i zaufanie.Z czasem wszystko Ci powie.Brajanie proszę Cię nie napieraj na nią, bo jeszcze bardziej się zamknie w sobie - usłyszałem  
Uśmiechnąłem się do niej i ruszyłem w stronę dworu.Wolnym spacerkiem szliśmy w stronę domu.Chciałem by nasze dziecko jak najwięcej czasu spędzało na dworze i na świeżym powietrzu.To podobno było bardzo zdrowe dla małego dziecka.  
***  
Noga za nogą wlokłam się w stronę naszego mieszkania, zachowując się tak, jakbym chciała odwlec to, co przecież było nie uniknione.Wciąż w głowie czułam mętlik i nie wiedziałam co mam z sobą zrobić, przecież go kochałam i właśnie dlatego musiałam ukrywać przed nim prawdę.Wciąż nie rozumiałam dlaczego nikt nie powiedział mi o Juli, dlaczego nikt nie ostrzegł.W prawdzie Brajan nie był do niej przychylnie nastawiony, ale byłam pewna, że z powodu Maxa.Nigdy nie przepuszczałabym, że z niej takie ziółko a teraz było zdecydowanie za późno by to zrozumieć.Usłyszałam sygnał telefonu i odczytałam wiadomość.Za piętnaście minut w kawiarni. Zastanawiałam się czego może ode mnie jeszcze chcieć.Nie dość mi zrobiła? Wciąż martwiło mnie jedno, po co im moje zdjęcia i ten film, czy będę mnie teraz szantażować? czego zażądają? pieniędzy? Przecież Julia wiedziała, że mam mało, za mało by cokolwiek jej dać.W myślach już zastanawiałam się co mogłabym sprzedać, by uzbierać kwotę.Nie wiedziałam, czy i ile będą chcieli, a ja do sprzedania miałam nie wiele.Parę błyskotek za których dostane najwyżej kilka tysięcy.Nawróciłam się i  
poszłam w stronę kawiarni.Nienawidziłam się za to, że tak łatwo daje sobą manipulować, przecież mogę po prostu powiedzieć o tym Brajanowi i zgłosić tą sprawę na policji.Miałam wiadomości i dowód na to, że jestem szantażowana, niczego nigdy nie kasowałam, sama nie wiem czemu.Owszem dużo ryzykowałam, tym bardziej, że nigdy nie ukrywałam przed Brajanem telefonu a on nigdy mnie nie sprawdzał, chociaż teraz nie byłam tego taka pewna.Kilkanaście minut później usiadłam przy wolnym stoliku i czekałam za Julią.Zamiast Juli przyszedł on, widziałam go dopiero drugi raz na oczy i nie bardzo wiedziałam co on tu robi.Bałam się go a na samo wspomnienie tamtego poranka robiło mi się nie dobrze.Czy faktycznie między nami do czegoś doszło? Czy my spaliśmy razem?  
- Punktualna, lubię takie - zadrwił  
Spojrzałam w jego zimne jak lód oczy a po moich plecach przeszły dreszcze.  
- Czego chcesz? Nie mam pieniędzy - powiedziałam  
- Na początku zdobędziesz dziesięć tysięcy w gotówce.Później przyniesiesz mi je do pokoju i poświęcisz mi noc - powiedziała poważnym głosem  
- Słucham? - zapytałam z niedowierzaniem  
Jego dłoń powędrowała pod stół i przejechała po moich nogach a ja zadrżałam.Facet molestował mnie pod stolikiem, a ja nie mogłam nic zrobić.Nie miałam jak się obronić.  
- Potrzebuje Cię na przyjęcie moja droga.Jesteś ładna, zgrabna w sam raz.Będziesz udawała moją dziewczynę, a jak będziesz miła, może oszczędzę ci upokorzeń - powiedział  
- A jak Ci odmówię? - zapytałam ze strachem w oczach  
- Nie odmówisz.Zbyt bardzo kochasz swoją córkę i męża.Zbyt bardzo Ci na nich zależy. Jeżeli boisz się Juli, to mnie chyba jeszcze nie znasz - powiedział  
Chciałam go uderzyć, ale w ostatniej chwili powstrzymał moją dłoń.  
- Lubię ostre a w łóżku zerznę cię tak, że mnie zapamiętasz - zaśmiał się  
Nie wytrzymałam i strzeliłam mu w twarz.Myślałam, że mi odda, ale nie.Spojrzała na mnie tylko i uśmiechnął się.  
- Zły ruch.Teraz moja kolej - powiedział mi na ucho przy pożegnaniu  
Ponownie się do mnie uśmiechnął i wyszedł, on po prostu wyszedł zostawiając na stoliku napiwek dla barmanki.Nadal siedziałam oszołomiona jego słowami i nie mogłam zebrać myśli.Co miały oznaczać jego ostatnie słowa? czy teraz nastąpi atak z jego strony? jak tak to jaki? czy mi coś zrobi? czy zakradnie się w nocy do mojego łóżka? dość! Dziewczyno o czym ty myślisz?? Wasz dom jest strzeżony, na noc zamykany nic ci nie grozi! skarciłam się w myślach.Do tego śpisz z Brajanem, on nigdy nie pozwoli Cię skrzywdzić - podpowiadał mi zdrowy rozsądek.  
Kelnerka podeszła do stolika i zabrała gotówkę, a ja wstałam i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę wyjściowych drzwi.Kołowało mi się w głowie i wszystko widziałam jak przez mgłę.Co do cholery? -pomyślałam.Nagle poczułam silną męską dłoń i odpłynęłam.  

Siedziałem w pokoju, nadal oszołomiony jej zachowaniem.Iza spała nie przytomna a nasza córeczka spała w swoim łóżku.Wciąż nie docierało do mnie, że ona mogła się tak upić.Przecież gdybym nie ja, nie wiem jak by to się potoczyło.Była w takim stanie, że każdy chłopak mógł zrobić nią to co chciał.Jeszcze raz przemyślałem wszystko i nie miałem innego wyboru.Poszedłem położyć się w salonie, bo nie chciałem jej budzić.Czułem ból, ale nie pozostawiła mi wyboru, postanowiłem zrobić wszystko, by nasza córka nie ucierpiała.Nawet kosztem naszego małżeństwa.Przykryłem się kocem, gdy nagle zadzwoniła jej komórka, zawahałem się, ale postanowiłem odebrać jej TELEFON.  
- Hallo masz już? - usłyszałem męski głos  
Rozłączyłem się.Teraz wiedziałem niemal na pewno, że coś tu nie gra.Jej zachowanie w ostatnim czasie było dziwne a teraz dzwonił do niej facet.Czyżby miała romans? Przykryłem się kocem i próbowałem zasnąć.Minuty mijały, później godziny a sen nie przechodził.Wciąż zastanawiałem się, czy aby nie popełniam błędu.Kochałem ją tak samo jak pierwszego dnia, chciałem z nią być i nie wyobrażałem sobie bez niej swojego życia, ale bolało mnie jej zachowanie.To nie była już normalna zazdrość, albo ból po zdradzie.Po prostu bałem się, że zmarnuje sobie życie swoim zachowaniem. Piła, znikała gdzieś, prawie nie zajmując się naszą córeczką.Nie wiem kiedy zasnąłem.  


Obudził mnie płacz Jagody.Wstałem i zrobiłem jej mleko, przebrałem i spojrzałem na Izę, jeszcze spała.Pogłaskałem ją po włosach i tak bardzo tęskniłem za naszymi szczęśliwymi chwilami.Moja żona pomału wybudzała się, kompletnie oszołomiona.Nie bardzo wiedziała gdzie jest.  
- Cicho, spokojnie - głaskałem ją po włosach  
Otworzyła oczy i spojrzała na mnie.  
- Brajan? co się wczoraj stało? - zapytała  
- Spiłaś się.Co się z Tobą dzieje Izo!! czemu ostatnio pijesz? czemu znikasz po nocach? masz kogoś? - zapytałem  
Nie odpowiedziała.Spojrzała w dół, unikając mojego spojrzenia.  
- Izo! zadałem Ci pytanie! - podniosłem na nią głos  
- Nie mogę ci niczego powiedzieć.Pamiętasz? kiedyś Ty prosiłeś mnie o zaufanie, teraz ja Cię proszę zaufaj mi.Jakoś z Tego wyjdziemy - powiedziała prawie płacząc  
- Ale teraz mamy dziecko nie rozumiesz? muszę ją chronić, nawet jakbym miał to robić przed Tobą - powiedziałem  
Jej oczy zaszkliły się.Chociaż wiedziałem, że ją ranię, nie pozostawiła mi wyboru  
- Odchodzę Izo! Odchodzę i zabieram Jagodę ze sobą.Nie wystąpię o rozwód, po prostu pojadę do rodziny.Tam poczekam i dam Ci czas byś uporała się sama ze sobą. Kocham cię rozumiesz? jesteś miłością mojego życia i zawsze nią będziesz.Po prostu nie mam innego wyjścia.Nie dałaś mi go.Teraz wychodzę a ty masz czas, by pobyć z naszą córeczką, być może nie zobaczysz jej długi czas - powiedziałem  
Iza chciała coś powiedzieć, ale nie dopuściłem jej do słowa.Wyszedłem z naszego mieszkania zatrzaskując za sobą drzwi.Usiadłem pod drzwiami i zapłakałem.Nie chciałem tego, Bóg mi świadkiem, że tego nie chciałem, ale każdy normalny, kochający ojciec zrobiłby to co ja.Tak naprawdę czułem się tak, jakbym wybierał między Izą a Jagodą i tak trochę było, ale nie miałem innego wyjścia.Ona mi go nie dała.Ja chciałem  
tylko byśmy byli szczęśliwą rodziną, byłem w stanie poświęcić dla niej wszystko, zrzec się rodziny, porzucić to, co było mi przeznaczone, by być z nią szczęśliwy.A ona co? od kiedy się tak wszystko posypało? od kiedy ona się tak zmieniła i czemu tego nie zauważyłem? czemu nie dostrzegałem jej zmiennego zachowania, jej nieobecności i zamyślenia.Czy myślała o nim? czy mnie zdradziła? tak bardzo chciałbym znać odpowiedzi na to pytanie.Rozwód nie wchodził w grę, kochałem ją i wiedziałem, że z czasem do niej wrócę, ale teraz nie mogłem narażać mojej córki, naszej córki.Jeszcze raz spojrzałem w okno, zastanawiając się, czy sobie poradzą.No tak, przecież przez rok zajmowała się nią idealnie, poświęcała jej cały swój czas.Kochała ją i zapewne nadal ją kocha, ale czy kocha mnie? tego nie byłem już pewny.Zaufaj mi przypomniały mi się jej słowa.Może miała rację? może powinienem jej zaufać? być przy niej, tak jak ona była przy mnie, gdy miałem przed nią tajemnice? nie opuściła mnie, chociaż nie byliśmy jeszcze wtedy po ślubie a teraz ja, jako mąż miałem obowiązek być przy niej na dobre i na złe.Musiałem bo przecież przysięgałem jej przed Bogiem, przysięgałem w kościele.  
- Brajanie, co ty tu robisz? - usłyszałem głos Maxa  
Szedł do mnie, szedł w naszą stronę.Spojrzałem na brata i zastanawiałem się, czego on od nas chciał.Czy ma to coś wspólnego z Izą? nonsens! przecież skąd mógłby wiedzieć o naszych problemach? był ostatnią osobą do której zwróciłaby się moja żona.  
- Nie ma Cię przy Izie? gdzie wasza córeczka? - zapytał  
Czułem się zaskoczony, skąd wiedział o mnie i moich problemach z Izą? od Samanty? -zastanawiałem się  
- Była u mnie - usłyszałem  
Zatrzymałem się zaskoczony i spojrzałem na niego nie dowierzając temu, co słyszę. Jak to była? u niego? co takiego się stało, że poprosiła akurat jego o pomoc? co takiego się wpakowała moja żona, że posunęła się do takiego kroku?  
- U ciebie? jak to u Ciebie? co jej jest! - szarpnąłem go, czując jak narasta we mnie złość  
Max odsunął się ode mnie i spojrzał zdenerwowanym wzrokiem na mnie.  
- Sorry stary, ale sam musisz jej się zapytać i powiem Ci więcej: jesteś głupi! Jesteś skończonym debilem Bracie! Taka żona jak Iza to skarb i doskonale o tym wiesz! Każdy Ci jej zazdrości, nikt nie kochał cię i nie pokocha jak ona.Walczyła o waszą miłość jak lwica, nigdy nie zwątpiła w twoją wierność i nie opuściła cię.Stała twardo u twojego bogu i wspierała cokolwiek by się nie działo.Narażała się na niebezpieczeństwo ze strony naszej ciotki, by być z Tobą a ty teraz co? wiesz? wstydzę się, że jestem twoim bratem - usłyszałem  
***  
Spojrzałam na Jagodę i wzięłam dziecko na ręce.Kochałam ją i chciałam tylko jednego, jej bezpieczeństwa.Jeżeli to miało by sprawić, że córeczka będzie bezpieczna nie zamierzałam zatrzymywać Brajana.Cieszyłam się z ich wyjazdu, ale bolał mnie fakt ich straty.Kochałam Brajana, ale bałam się powiedzieć mu prawdy, nie byłem pewna, czy mi uwierzy.Wciąż w uszach miałam głos tego faceta i czułam na plecach dreszcze. Skąd ja mu wezmę dziesięć tysięcy w gotówce? no i czego on może ode mnie chcieć? po co mu jestem na tym przyjęciu? zemści się za ten policzek? No i najważniejsze pytanie: Czy ta utrata świadomości była z jego winy? czy on coś mi wlał? Coś wsypał? czy znów chciał mnie odurzyć a później wykorzystać? nie wiedziałam.Jagoda uśmiechała się do mnie, a ja postanowiłam iść z nią na spacer. Przecież była moim całym światem.  
- Kocham cię księżniczko.Kocham i zawsze będę - szepnęłam całując ją w policzek  
Dziecko zaśmiało się, a ja się do niej uśmiechnęłam  
- Kochasz mamusię? kochasz? - zapytałam  
- Kocha - usłyszałam za sobą głos Brajana  
Odwróciłam się, nawet nie wiedząc kiedy wrócił.Spojrzałam w błękitne oczy męża i przytuliłam się do niego.  
- Ja ciebie skarbie też kocham - powiedział czułym głosem  
- Ja kochanie też.Tak strasznie się boję - szepnęłam  
Brajan spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, ale poprosiłam go, by nie zadawał pytań. Nie chciałam mu nic mówić, nie chciałam go martwić.  
- Zaufaj mi błagam cię.Jedźcie do twoich rodziców, niech poznają Jagodę a jak już wrócicie, obiecuje ci, że wszystko Ci powiem - powiedziałam  
Widziałam w jego oczach smutek i strach.Przytulił mnie tak mocno, jakby tulił mnie ostatni raz.  
- Brajanie wrócisz do mnie? błagam przysięgnij, że do mnie wrócisz, że cię nie straciłam, że Was nie straciłam, obiecaj mi to - powiedziałam ze strachem w głosie  
- Kochanie obiecuje.Nawet jakby walił się cały świat a wszystko inne było przeciwko nam ja Cię nigdy nie zostawię, przysięgam-powiedział całując mnie tak namiętnie jak nigdy wcześniej  
- Kocham cię - szepnęłam wtulając twarz w jego włosy.  
Wtuliłam się w niego, nie mając pojęcia co przyniesie nam kolejny dzień.Jednego byłam pewna, cokolwiek się stanie, ja nie przestanę o nas walczyć.Walczyłam kiedyś i chciałam walczyć teraz, musiałam, bo przecież miałam dla kogo.Spojrzałam na naszą córeczkę i uśmiechnęłam się do niego.  
- Dziękuje Ci - powiedziałam  

Staliśmy na dworcu, wciąż nie wiedząc co przyniosą nam kolejne dni.Chociaż Brajan niejednokrotnie pytał się, co się ze mną dzieje, wciąż odpowiadałam to samo, wkrótce ci wszystko wyjaśnię.Mówiłam tak, chociaż tak naprawdę nie byłam pewna, czy tak będzie.Doskonale wiedziałam, że gram na zwłokę, by wymyślić coś co mogłabym zrobić, by zatrzymać Brajana.Kochał mnie i doskonale o tym wiedziałam, ale wiedziałam również to, że gdyby miał wybierać między mną a Jagodą wybrał by naszą córeczkę i nie miałam o to do niego żalu.Wręcz przeciwnie cieszyłam się, że tak  
bardzo pokochał naszą córkę.Nie wiedziałam co może mnie tam czekać i cieszyło mnie to, że jakby co Jagoda nie będzie sama.Spojrzałam na Brajana i poczułam strach, wyjedzie i zabierze ze sobą nasze maleństwo.Nie, ja nie bałam się tego, że nie wróci, bo wiedziałam, że wróci.Bałam się tego, że zostanę sama a nie wiedziałam co czeka mnie ze strony nieznajomego faceta.  
- Kochanie za kilka dni wrócimy - szepnął patrząc mi głęboko w oczy  
- Wiem.Kocham was pamiętaj o tym - szepnęłam patrząc na niego błagalnym wzrokiem  
Pocałowałam Brajana i naszą córeczkę i ruszyłam w stronę wyjścia.Nienawidziłam pożegnań, zawsze kojarzyły mi się ze stratą, z rozstaniem a przecież my z Brajanem się nie rozstawaliśmy.Oni po prostu pojechali do jego rodziców a nasza córeczka wreszcie pozna swoich dziadków.Ja postanowiłam na czas nie obecności Brajana zamieszać z Maxem.Szwagier bez problemów się zgodził, nie chcąc bym została sama.Mieliśmy kilka dni, by jakoś rozwiązać ten problem, ale jak? Ostatni raz spojrzałam na męża i znikłam za rogiem.Oparłam się o ścianę i zaczęłam płakać.Tak bardzo bałam się tego co się jeszcze wydarzy.  
***  
Patrzyłem na odchodzącą żonę i poczułem ból.Nie takiego pożegnania się spodziewałem, nie na takie liczyłem.Chociaż nie wiedziałem co się z nią ostatnio dzieje, wiedziałem, że mnie kocha.Wczorajszej nocy widziałem miłość w jej oczach i byłem pewny, że nie udawała.Wczorajszy wieczór był taki jak kiedyś, namiętny, gorący,  
pełen miłości i tęsknoty za łączącym nas uczuciem.Przez ostatnie dni miałem wrażenie, że żyjemy razem a jednak osobno.Chociaż widywaliśmy się codziennie i spędzaliśmy razem czas, powstał między nami mur, który wczoraj zaczął powoli topnieć i to cieszyło mnie najbardziej.Nie byłem pewny, czy dobrze robię wyjeżdżając bez niej, ale przecież potrzebowali mnie i wiedziałem, ze Izie też to dobrze zrobi.Moja żona potrzebowała czasu dla siebie i postanowiłem jej go dać.Kochałem ją i tak naprawdę nie wyobrażałem sobie życia bez niej.Doskonale wiedziałem, że sobie poradzimy, skoro poradziliśmy sobie z moja ciotką, nasza miłość jest nie zniszczalna. Miałem przynajmniej taką nadzieje.Spojrzałem na Maxa, który chciał mi coś powiedzieć. Nie wiedziałem tylko co i dlaczego jest taki milczący.  
- Nie powinieneś wyjeżdżać - szepnął nagle  
Spojrzałem na niego niepewnym wzrokiem, nie wiedząc co ma na myśli.Czyżby on coś wiedział? coś co dotyczy mojej żony?  
- Dlaczego? - zapytałem  
Nie zdążyłem odzyskać odpowiedzi, bo musiałem skierować się do autobusu. Spojrzałem na Maxa, prosząc go by zaopiekował się moim szczęściem.  
- Obiecuje, że nic jej się nie stanie - zapewnił obejmując mnie  
- Kocham cię Max i dziękuje - szepnąłem  
Spojrzałem na brata i ruszyłem w stronę autokaru.Wsiadłem, kupiłem bilet i spojrzałem przez szybę na Maxa, pomachałem mu i przytuliłem córeczkę, ruszyliśmy.  
***  
Widziałam z daleka jak Max szedł w stronę auta.Wsiadł do samochodu i bez słowa zapieliśmy pas, ruszyliśmy.Pół drogi nie odzywaliśmy się do siebie, widziałam, że Max jest na mnie zły, ale nie zwracałam na to uwagi.W końcu chłopak nie wytrzymał i zatrzymał się na poboczu.  
- Dlaczego mu Izo nie powiedziałaś? dlaczego nie zatrzymałaś? - zapytał uderzając ręką o kierownicę  
Był bardziej zły niż sądziłam.  
- Nie będę siedzieć ci na głowie - szepnęłam  
- Izo nie to chodzi.Martwię się o ciebie.Nie mów, że masz zamiar tam iść i dać mu tą kasę? - zapytał patrząc mi w oczy  
- Dziś wieczorem - szepnęłam  
- Nie ma mowy nie puszczę Cię Izo! Nie ma takiej opcji - powiedział zdenerwowanym głosem  
- Ale Max ja muszę - zaprotestowałam  
Chłopak spojrzał na mnie krzywym wzrokiem, a ja już więcej się nie odezwałam. Ruszyliśmy i pojechaliśmy do mojego mieszkania.Kilkanaście minut później, zatrzymaliśmy się przed domem i wysiadłam z auta.szybko wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyłam do samochodu Maxa.Pojechaliśmy do niego.  

Założyłam na siebie płaszcz i spojrzałam ponownie na Maxa, w jego oczach widziałam troskę połączoną ze strachem.  
- Obiecałem Brajanowi, że będę się Tobą opiekował - powiedział załamanym głosem  
- Opiekujesz się - szepnęłam podchodząc do niego  
Przytuliłam go i pocałowałam w policzek.Spojrzałam za siebie i ruszyłam pod wskazany przez niego adres.W torebce miałam dziesięć tysięcy, których bardzo pilnowałam, kilkanaście minut później doszłam pod blok nieznajomego i  
zadzwoniłam domofonem.Wzięłam głęboki wdech i drzwi otworzyły się,  
- Cześć a jednak przyszłaś? - usłyszałam męski głos  
- A miałam inne wyjście? - zapytałam siadając na fotelu  
Spojrzałam na białą sukienkę, która leżała na kanapie i mój wzrok błądził po jego twarzy. Teraz wydawał mi się bardziej męski, bardziej ładniejszy i bardziej milszy niż w kawiarni.  
- Przymierz i zobacz, czy będzie na Ciebie dobra - powiedział podając mi suknie  

Suknia była idealnie do mnie dopasowana, zupełnie tak, jakby ktoś uszył ją specjalnie dla mnie.Założyłam bursztynową sukienkę z odkrytymi plecami i do tego czarne buty na szpilkach.Spojrzałam w lustro, zastanawiając się co ja tu do licha robię.Przecież on mnie szantażował, groził, a ja głupia siedzę w jego mieszkaniu i przymierzam sukienkę. Po co? dlaczego? a jakie miałaś inne wyjście? podpowiadał mi rozum.Żadnego odpowiedziałam sobie w myślach, żadnego.Chwile później wyszłam z łazienki i spojrzałam na skupioną twarz mężczyzny.Nie wiedziałam co mam zrobić i nie rozumiałam czemu nadal tu jestem.  
- Wyglądasz jak milion dolarów - szepnął szeroko się uśmiechając  
- Wolałabym tu nie być - odpowiedziałam  
Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się.Widziałam w jego oczach błysk szaleństwa i uśmiechnęłam się.Usłyszałam sygnał telefonu i doskonale wiedziałam, że dzwoni Max.Niestety nie miałam czasu go odebrać, bo już po chwili wyszliśmy z jego mieszkania i udaliśmy się w stronę limuzyny.  
- Panie Erneście tam gdzie zawsze? - usłyszałam głos młodego kierowcy  
- Tak - odpowiedział uśmiechając się  
Ernest wiedziałam tylko tyle.Ernest powtarzałam w myślach, zupełnie tak, jakby to miało pomóc mi w czymkolwiek.Dobrze wiedziałam, że jest za późno na jakiekolwiek wycofanie się, czy zaprotestowanie.Przez całą drogę zastanawiałam się jak będzie na tym przyjęciu i co się stanie? czy on mnie skrzywdzi? czy spełni swoją groźbę? dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że zostawiłam u niego telefon.Nie!! przecież ja będę musiała do niego wrócić.Nie mogłam pozwolić by zatrzymał mój telefon, nie wiadomo co powiedział by Brajanowi a ja nie mogłam dopuścić by mój mąż dowiedział się czegokolwiek o nim.Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na miejsce a młody kierowca zatrzymał się.Serce biło mi jak oszalałe, a ja nie bardzo wiedziałam co mam zrobić i co się teraz stanie.  
- Pamiętaj nie mów nic.Po prostu się uśmiechaj i pozwól mi mówić - usłyszałam jego rozbawiony głos  
- Wezmą mnie za niemowę - zaprotestowałam  
- To będziesz czarującą niemową - zaśmiał się  
Chciałam go uderzyć, ale w ostatniej chwili złapał moją dłoń i mocno przytrzymał.  
- No mała bez takich numerów proszę - powiedział przez zaciśnięte zęby.  
Wzięłam głęboki wdech i weszliśmy do modnej, drogiej restauracji na przyjęcie.(...)  

Minęła właśnie trzecia w nocy, a ja przeklinałam wszystkie niebiosa i te głupie nie wygodne buty.Miałam ochotę zabić Ernesta i obiecałam sobie, że jak tylko stąd wyjdziemy oberwie tak bardzo, że pożałuje, że tu jestem.Przyjęcie samo w sobie nie było złe a wręcz przeciwnie.Cudowni ludzie i miła atmosfera, a co najlepsze ku mojemu zaskoczeniu cel był wręcz zaskakujący, bo celem tego przyjęcia były chore dzieci i właśnie dziś, na tym balu zbierają pieniądze na różne sprzęty.Ku mojemu kolejnemu zaskoczeniu słynna klinika onkologiczna w mieście jest udziałem Ernesta i jego wspólnika Kamila.To oni otworzyli klinikę a teraz chcą pobudować następną.Nie powiem cholernie mi tym zaimponował a dziś wydał się bardzo miły i już się go ani trochę nie bałam.Gdybym wczoraj się tego dowiedziała nie uwierzyłabym.Nie rozumiałam jak jedna osoba może się aż tak bardzo zmieniać.Dziś jest troskliwym, kochanym Ernestem a jeszcze nie tak dawno szantażował mnie i groził.  
- Jak się bawisz? - zapytał łapiąc mnie w tali  
- Nie wiedziałam, że to wszystko ty budowałeś - powiedziałam zaskoczonym głosem  
- To nie istotne - powiedział łapiąc mnie za rękę  
Wyszliśmy z sali i poszliśmy na krótki spacer.Noc był chłodna, lecz przepiękna.Na niebie błyszczały gwiazdy a wiatr leciutko kołysał liście drzew.  
- Czemu to robisz? przecież nie jesteś taki - zapytałam  
Ernest zatrzymał się i spojrzał mi prosto w oczy, nie wiedziałam w jego oczach żadnego gniewu, czy groźby.Jego oczy były przepełnione bólem i żalem, a ja nie rozumiałam dlaczego.  
- Nic o mnie nie wiesz.Nie wiesz jak to jest stracić dziecko, nie wiesz jak to jest, gdy widzisz wiszącą żonę na sznurku.Nie wiesz - powiedział zakrywając twarz rękoma  
Płakał, on po prostu płakał, a ja nie potrafiłam go uspokoić.Doskonale wiedziałam, że to idealny moment by uciec, ale nie chciałam tego.Teraz bardziej niż kiedykolwiek wiedziałam, że potrzebuje on pomocy i postanowiłam, że mu pomogę.  
- Ale to nie moja wina.Przykro mi, ale proszę Cię nie niszcz mojej rodziny, też mam dziecko.Mam męża nie chce ich stracić - powiedziałam siadając obok niego na ławce  
- Nie stracisz jutro oddam Ci wszystkie nagrania, zdjęcia masz rację to nie jest twoja wina, ja, ja przepraszam - powiedział  
Wstałam, ale za chwile znów usiadłam.Nie mogłam zostawić go samego, nie chciałam. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś mu się stało.  
- Pomogę Ci, obiecuje - szepnęłam  
Ernest spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się przez łzy.  
- Julia, miała rację, jesteś dobrą dziewczyną - powiedział łapiąc mnie za rękę  
Objęci jak zakochana para, wróciliśmy na przyjęcie.  

Dwie godziny później pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wsiedliśmy do limuzyny. Spojrzałam na pijanego mężczyznę i nie rozumiałam dlaczego to zrobił.Dlaczego aż tak się spił.  
- Znowu to samo - powiedział kierowca sam do siebie - Ma pani klucze od jego mieszkania? pomogę mu wejść - powiedział  
- Mam, pomogę panu - szepnęłam  
Kilkanaście minut później dojechaliśmy pod jego mieszkanie.Z pomocą kierowcy zaprowadziliśmy go do mieszkania i położyłam go do łóżka.Zabrałam telefon, który jak na złość był rozładowany i już miałam wyjść z jego mieszkania, gdy złapał mnie za rękę.  
- Zostań, proszę Cię nie chce zostać sam - powiedział pod nosem  
Sama nie wiem czemu to zrobiłam, ale zostałam.Położyłam się w pokoju obok i spróbowałam zasnąć.Nad ranem obudziło mnie czyjeś szarpnięcie, otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą sylwetkę Ernesta.Gwałtownie wstałam z łóżka i podparłam się ściany.  
- Nie bój się nic ci nie zrobię - szepnął  
Czuć było od niego woń alkoholu a jego oczy błyszczały od pożądania.  
- Nie powinnaś być aż taka nie ostrożna i nocować u pijanego, obcego mężczyzny - powiedział drżącym głosem  
Oparł dłonie na ścianie, uniemożliwiając mi jakąkolwiek drogę ucieczki.Zbliżył się do mojej szyi i wchłaniał mój zapach  
- Dziewczyno lepiej już idź, bo nie wiem, czy uda mi się opanować - powiedział uśmiechając się  
Chciałam odejść, ale nie mogłam.Nadal nie chciał mnie wypuścić.  
- Błagam nie rób mi krzywdy - powiedziałam a w moich oczach gościły łzy  
- Nie zamierzam.Jesteś za dobra bym cokolwiek Ci zrobił.Idź już.Taksówka już na ciebie czeka - powiedział otwierając mi drzwi.  
Już chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę  
- Byłbym zapomniał, to dla ciebie.Powinna być tu cała kwota i w środku koperty są zdjęcia i płyta z nagraniem.Uważaj na siebie i dziękuje Ci za wszystko - szepnął zamykając mi przed nosem drzwi  
Wybiegłam z jego mieszkania oszołomiona W głowie miałam kompletny mętlik i nie wiedziałam co się właściwie stało.Z sprzecznymi uczuciami wróciłam do domu Maxa.  

W mieszkaniu panowała ciemność, chciałam wyjść do pokoju nie zauważona i mieć czas na przemyślenie dziwnego zachowania nieznajomego faceta.Nie wiedziałam dlaczego wciąż o nim myślałam i bałam się o niego.Nie wiedziałam i nie  
rozumiałam już niczego.Otworzyłam drzwi i po chwili oświeciło się światło.Spojrzałam na Maxa i zobaczyłam w jego oczach strach i zmęczenie, widocznie nie spał tylko czekał za mną.Biedny Max, przysparzałam mu tyle zmartwień.Czułam na sobie spojrzenie szwagra i nie wiedziałam jak mam się wytłumaczyć.  
- No nareszcie! gdzieś ty była? - wstał z kanapy i zbliżał się w moją stronę, w jego oczach widziałam złość i rozgoryczenie  
- No przecież wiesz - szepnęłam patrząc mu prosto w oczy  
- Dzwonił Brajan.Mówił, że jutro, najpóźniej pojutrze chcę wracać do domu.Powiesz mu prawdę? - usłyszałam pytanie  
Spojrzałam na wyczekujący wzrok szwagra i kiwnęłam ramionami.Nie wiedziałam, czy mu o tym powiedzieć.Nie chciałam go denerwować, bałam się jego straty.No i nie widziałam w tym za bardzo sensu, przecież całą kwotę miałam zwróconą a  
chłopak obiecał mi, że więcej nie będzie mnie szantażować.Więc jaki był w tym sens? żaden a mimo to, coś nie dawało mi spokoju.Jakaś część serca podpowiadał mi bym powiedziała o wszystkim Brajanowi, ale ta druga, bardziej rozważna nie chciała tego, czułam się rozdarta.Chociaż tam gdzieś kilkaset kilometrów ode mnie są dwie najważniejsze dla mnie osoby, czułam się dziwna.Nie chciałam oszukiwać męża, ale coś podpowiadało mi, że Ernest nie jest taki zły jak myślałam.Sama nie wiem, po prostu wciąż w uszach miałam historię jego życia i słowa wypowiedziane na spacerze i po prostu wiedziałam, że on jest inny.Cierpiał, doskonale o tym wiedziałam.Widziałam to w jego oczach i zapragnęłam mu pomóc.Bez słowa minęłam szwagra i  
poszłam do swojego pokoju.Cóż musiałam się z tym wszystkim przespać i przemyśleć to wszystko.  
- Dobranoc - szepnęłam nie czekając na jego odpowiedź  
Spojrzałam na okno i uśmiechnęłam się.Na dworze zaczęło robić się już jasno, więc powinnam powiedzieć raczej dzień dobry, no cóż postanowiłam ominąć tą uwagę i zamknęłam za sobą drzwi.Przez chwile zastanowiłam się, czy nie powinnam wrócić się i porozmawiać z Maxem, ale zamknęłam oczy i zapadłam w głęboki sen.  

Obudziłam się o szesnastej, spojrzałam na telefon, który nadal był wyłączony i postanowiłam go podładować.Po chwili spojrzałam na oświetlony ekran telefonu i odczytałam wszystkie wiadomości.Jedna była od Samanty, jedna od Maxa, trzy od mojego męża, który zapytał się czemu nie odpisuje i co się ze mną dzieje.Ale najbardziej zdziwiła mnie wiadomość od Ernesta, który prosił mnie o spotkanie.Przez jakiś czas się wahałam, ale jak zawsze moja ciekawość była silniejsza niż zdrowy rozsądek.Ubrałam się i zeszłam do kuchni, mieszkanie było puste, bo nie było w nim Maxa, zapewne gdzieś wyszedł.Zjadłam szybkie kanapki i już chciałam wyjść z domu, gdy nagle wpadłam na Maxa.  
- A ty dokąd? nie było mnie parę minut a ty już chcesz się wymknąć? - zapytał nie spuszczając ze mnie wzroku  
- Muszę coś załatwić - szepnęłam  
- Izo porozmawiaj ze mną! nie mów, że znowu chodzi o tego mężczyznę? - zapytał marszcząc brwi  
- Max ja muszę! Obiecuje, że jak tylko wrócę wszystko Ci wyjaśnię - obiecałam  
Chłopak wypuścił powietrze z płuc i odpuścił, a ja uśmiechnęłam się do niego ciepło.Po chwili już szłam pewnym krokiem w stronę mieszkania Ernesta.Nie miałam pojęcia po co to robię i czułam się źle, bo miałam świadomość tego, że jestem nie fair w stosunku do własnego męża, ale sama nie wiem jak to nazwać.Nie, nie czułam nic do Ernesta, to była zwykła troska o niego i życzliwość.Chociaż on z początku zachowywał się jak dureń, w głębi duszy był naprawdę dobrym człowiekiem.Przecież ta cała nowoczesna klinika była jego pomysłem, to on próbuje ratować dzieci, to jemu umarła córka a żona popełniła samobójstwo.To on tyle przeżył i teraz zasługiwał na trochę ciepła i życzliwości z mojej strony.Jedno mi się nie podobało, nie chciałam robić tego wszystkiego, kosztem mojego małżeństwa.Brajan mnie kochał i doskonale o tym wiedziałam.Wzięłam kolejny głęboki wdech i stanęłam przed jego drzwiami. Zadzwoniłam domofonem i po chwili zobaczyłem znajomą, smutną twarz.  
- Cześć wpuścisz mnie? - zapytałam  
Ernest odsunął się i zrobił mi miejsce w drzwiach, spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.  
- Miło, że jednak przyszłaś - powiedział ściszonym głosem  
Rozejrzałam się po mieszkaniu i dostrzegłam na półce fotografię małej dziewczynki.  
- To twoja córka? - zapytałam - Sama nie wiem po co przyszłam - przyznałam szczerze  
- Mimo wszystko dziękuje - powiedział łagodnym głosem  
Uśmiechnęłam się do niego, coraz bardziej czując się skrępowana całą tą sytuacją.
Chociaż wiedziałam, że nie postępuje właściwie coś nie pozwalało mi wyjść z jego mieszkania i wrócić do Maxa. Doskonale wiedziałam, że jak tylko wrócę do mieszkania będę musiała jakoś wytłumaczyć to szwagrowi i nie bardzo wiedziałam jak.Ernest chyba wyczuł mój niepokój bo podszedł i uśmiechnął się.  
- Martwisz się czymś? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy  
- Bo widzisz mój mąż wyjechał do rodzinnego kraju.Aktualnie mieszkam u szwagra a on wie o naszych spotkaniach.Teraz będę musiała mu to wytłumaczyć i nie bardzo wiem co i jak.Sama nie wiem co ja wyprawiam - powiedziałam unikając jego spojrzenia  
Spuścił wzrok i odszedł kawałek dalej, robiąc między nami dystans.Usiadł ze spokojem na fotelu i ponownie się uśmiechnął  
- Troskliwego masz szwagra.To dobrze, że ktoś ma Cię w opiece, teraz jest tak bardzo niebezpiecznie - zaśmiał się  
Chciałam coś odpowiedzieć, ale powstrzymałam się.Bez słowa ruszyłam w stronę wyjścia i już chciałam opuścić jego mieszkanie, gdy nagle złapał mnie za rękę.  
- Zawsze możesz zgonić na mnie a jakby co ja z nim porozmawiam - powiedział  
Uśmiechnęłam się do niego i bez słowa wyszłam z jego mieszkania.Usłyszałam jeszcze jego wołanie, ale nie zareagowałam i nie zatrzymałam się.Po prostu poszłam przed siebie, zmierzając się z czekającym mnie przeznaczeniem.Szłam wolno spacerkiem, zastanawiając się co takiego powiedzieć Maxowi, bo przecież nie mogłam powiedzieć mu całej prawdy.Przyspieszyłam kroku, bo zaczął padać deszcz, a ja nie chciałam zmoknąć.W mojej głowie miotały się różne myśli i ogólnie panował tam mętlik.Wielki mętlik.Kilkanaście minut później, zatrzymałam się przed mieszkaniem szwagra i wzięłam głęboki wdech.Już przed jego mieszkaniem coś mi nie grało, wydawało mi się, że Max nie jest sam.Zastanawiałam się, czy jest z nim jego nowa dziewczyna, czy jeszcze ktoś inny.Weszłam do mieszkania i usłyszałam znajome męskie głosy, przypominające kłótnie.Pobiegłam do pokoju i zamarłam.Na łóżku leżała nasza córeczka a obok okna stał Brajan z Maxem i kłócili się.Ledwo zauważyli moją obecność.  
- Kochanie! - krzyknęłam padając mu w ramiona  
- Na Boga dziewczyno gdzie ty byłaś? - podszedł zdenerwowany Max  
Usiadłam na łóżku i wzięłam córeczkę na ręce, tak bardzo się za nią tęskniłam.Jagoda otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie.  
- Chyba zasługujecie na wyjaśnienie - powiedziałam biorąc głęboki wdech  
Kilkanaście minut później czułam na sobie wzrok Brajana i nie wiedziałam co teraz będzie.Chociaż w jego oczach malował się strach połączony ze złością, jego ciało było jakieś tak dziwnie obce.  
- Powiedz coś! Błagam Brajan powiedz coś!- krzyczałam z bezsilności  
Max wziął Jagodę i poszedł do drugiego pokoju, zostawiając nas samych.  
- Dlaczego, dlaczego mi o niczym nie powiedziałaś? dlaczego mi o tym nie powiedziałaś - w jego oczach malowała się troska i rozpacz  
- Bo się bałam.Bo myślałam, że mi nie uwierzysz, bo nie chciałam cię stracić - szepnęłam  
- Nie podaruje jej tego! Nie podaruje! - krzyknął trzaskając drzwiami  
- Brajanie! - krzyknęłam biegnąc za nim  
Dopiero na środku ulicy udało mi się go zatrzymać i błaganiem przekonałam go, by został.Owszem chciałam to załatwić, ale nie w ten sposób i tak bardzo nie chciałam by coś stało się Brajanowi.Nie wiedziałam do czego zdolna jest Julia i do czego jeszcze może się posunąć, nie wiedziałam jaki jest Ernest a Brajan był przecież moim całym światem.Jakiś czas później cudem udało mi się go uspokoić i postanowiliśmy wrócić do naszego mieszkania.Nie chcieliśmy dłużej siedzieć Maxowi na głowie i być dla niego ciężarem.Brajan zaparkował nasze auto, a ja poszłam do mieszkania.Nie wiedziałam dlaczego, ale wciąż nie opuszczało mnie to dziwne przeczucie, że coś się jeszcze wydarzy.Zaświeciłam światło i razem z naszą córeczką usiadłam na tapczanie w salonie.Wstałam i położyłam Jagodę do jej łóżeczka i spojrzałam na spokojne dziecko, które zasypiało.Nawet nie sądziłam jak bardzo za nią tęskniłam, za nimi tęskniłam.Poczułam w tali dotyk męża i odwróciłam się do niego twarzą.  
- Tak bardzo się za tobą stęskniłam - szepnęłam zawieszając mu ręce na szyję  
- Ja za Tobą jeszcze bardziej.Zrobił Ci coś?-zapytał patrząc na mnie uważnym wzrokiem  
- Nie Brajanie.Nic mi nie zrobił, naprawdę - szepnęłam przekonującym głosem  
- Na pewno? nie oszukujesz mnie? - zapytał szepcząc mi do ucha  
Bez słowa pociągnęłam go do sypialni i zaczęliśmy się rozbierać.Tak bardzo brakowało mi jego silnych, opiekuńczych ramion.  
- Kocham cię Brajanie - szepnęłam wtulając się w jego ramiona(...)  

Leżeliśmy przytuleni do siebie i zamknęłam oczy.Wciąż w głowie miałam ostatnie wydarzenia i doskonale wiedziałam, że tak mało brakowało do tego, żebym straciła to, co mam najwspanialsze.Jednak mimo tego, nie żałowałam swojej decyzji, tylko teraz nie wiedziałam co mam zrobić dalej.Wciąż chciałam pomóc Ernestowi i wiedziałam, że to na pewno nie spodoba się mojemu mężowi.  
- A jak tam sprawy rodzinne? opowiadaj jak tam było - szepnęłam opierając się na łokciach  
Oczy Brajana pociemniały ze złości i pojawił się w nim ogromny ból.  
- To wszystko było kłamstwem Izo.Oni chcieli odseparować mnie od Ciebie. Rozumiesz? - powiedział wybuchając gniewem  
Znałam go i doskonale wiedziałam, że cały gotuje się ze złości.  
- Ja nie wierze.Nadal im nie przeszło? po naszym ślubie nawet nie zmienili zdania? - zapytałam czując jak ogarnia mnie panika  
Nie wierzyłam jak można być aż tak podłym dla własnego dziecka.Naiwnie wierzyliśmy, że teraz, gdy jest nasza córka, gdy on jest ze mną szczęśliwy zaakceptują fakt, że jestem jego żoną, ale niestety myliłam się.Obawiałam się najgorszego i nie mogłam uwierzyć, że do tego doszło.Doskonale wiedziałam jak bardzo ważna jest dla niego rodzinna i nie chciałam by z naszego powodu z niej rezygnował.Niestety nie miał innego wyjścia.  
- Brajanie przykro mi.A jak zareagowali na Jagodę? - zapytałam  
Mąż spuścił wzrok i patrzył w sufit.Nie chciał patrzyć mi w oczy, a ja domyśliłam się, że było gorzej niż sądziłam.  
- Oni nawet nie chcieli jej zobaczyć, nie podeszli do niej.Nazwali ją bękartem i powiedzieli, że ona nigdy nie będzie ich wnuczką.Cały pobyt bawiłem się z nią tylko ja - powiedział ze łzami w oczach  
- Ty chyba nie mówisz poważnie! - wybuchłam złością  
Brajan przytulił mnie, a ja rozpłakałam się w jego ramionach, czując ból z powodu odrzucenia naszej córki.  

Właśnie minął tydzień od powrotu Brajana z naszym dzieckiem.Tydzień strachu, łez i szczęścia bo miałam obok największy skarb-ich.Wszystko było by wspaniale, gdyby nie to, że nasza córka od trzech dni była jakaś niespokojna, w nocy wciąż płakała, w dzień spała albo znów płakała.Miała gorączkę i była bardzo osłabiona.Postanowiłam iść z nią do lekarza, bo pewnie złapała jakąś infekcję.Zadzwoniłam do przychodni i  
zapisałam ją do lekarki, przebrałam, ubrałam i kilkanaście minut później Brajan zawiózł mnie do przychodni.Spojrzałam na zegarek było po dziewiątej, przed nami były, dwie, no trzy osoby a moja córeczka akurat zasnęła.  
- Jesteś tego pewna? może pójdę z wami? - zapytał po raz kolejny  
Znów kiwnęłam zaprzeczająco głową a Brajan uśmiechnął się do mnie.Pocałował dziecko w czółko, mnie w policzek i pojechał.Postanowiliśmy, że on pozałatwia nasze sprawy, a ja zadzwonię jak wyjdziemy od lekarza.Doskonale wiedziałam, że nigdy nie lubił lekarzy, kolejek i tego czekania.Minęła właśnie nie cała godzina i weszliśmy do gabinetu.Przywitałam się z lekarzem, rozebrałam małą i pani doktor zaczęła ją badać.  
- Od jak dawna jest taka niespokojna? - zapytała  
- Od trzech dni - odpowiedziałam  
- A taką jasną cerę ma od urodzenia? - zapytała przyglądając się dziecku  
- Po mamusi - zaśmiałam się  
Lekarka spojrzała na mnie poważnym wzrokiem a ja spoważniałam.Usiadła na fotelu i zaczęła pisać coś na komputerze.  
- Dostanie pani skierowanie do szpitala a tam poproszę by zrobili jej wszystkie potrzebne badania, proszę się nie martwić wszystko będzie dobrze - powiedziała widząc moje przerażenie  
Podziękowałam i wyszłam z jej gabinetu.Stanęłam na środku korytarza i rozpłakałam się.Byłam przerażona i nie wiedziałam co będzie dalej.Ona nigdy nie była w szpitalu, ja zresztą też nie.Nikt z mojej rodziny nie miał poważniejszych problemów ze  
zdrowiem, chyba nikt.Nie wiedziałam jak mam się zachować ani co zrobić.Nie wiedziałam jak wytrzyma pobyt w obcym miejscu.Zadzwoniłam po męża.  
- Brajanie mamy skierowanie do szpitala, przyjeżdżaj po nas - powiedziałam przytulając do piersi małą  
Kilkanaście minut później mąż stał już obok mnie i mocno trzymał mnie w objęciach. Pożegnałam się z pielęgniarkami krótkim do widzenia i wyszłam z przychodni. Zapieliśmy dziecko w foteliku i bez słowa odjechaliśmy.Zatrzymaliśmy się w sklepie dziecięcym, Brajan poszedł do sklepu, bo ja nie miałam siły.Kazałam mu kupić piżamę i rzeczy potrzebne na pobyt w szpitalu.Pół godziny później byliśmy już w naszym domu. Nie chcieliśmy tracić czasu więc jeszcze dziś postanowiliśmy zawieźć małą do szpitala.Wzięłam szybką kąpiel, potrzebne rzeczy małej i jakiś czas później byliśmy już w izbie przyjęć.Podałam w okienku potrzebne dokumenty, skierowanie i po chwili szliśmy z mężem za młodą pielęgniarką na oddział.Zatrzymałam się przed oddziałem dziecięcym i poczułam na policzku łzy.  
- Spokojnie - pocieszał mnie mąż  
***  
Patrzyłem na przerażenie żony i sam zacząłem się bać.Szpital, białe ściany wszystko mnie przerażało, ale wiedziałem, że muszę być silny i ukryć mój strach przed żoną.Ona była kobietą i sama się cholernie bała, więc jakby zobaczyła jeszcze mój strach, było by gorzej.Zatrzymaliśmy się w rejestracji i pielęgniarki porwali nasze dziecko.Podobno musieli je zmierzyć i zważyć.Po chwili słyszeliśmy płacz Jagody, a ja trzymałem Izę mocno za rękę by nie weszła tam i nie zabrała nasze dziecko, chociaż sam miałem na to ochotę.Na całym oddziale słychać było tylko jeden płacz, jej.Nasza córka bała się, płakała a my nie mogliśmy nic z tym zrobić.Kilka minut później oddali nam dziecko, przebrane w piżamkę i z wenflonem w rączce a mi krajało się serce.  
- Już dobrze, jesteśmy przy Tobie - powiedziałem trzymając ją na rękach  
Pielęgniarka podała nam numer sali dwieście dwa i udaliśmy się pod wskazaną salę. Tam stały trzy łóżeczka, jedno z nich było zapełnione przez trzyletnie samotne dziecko a dwa były wolne.My zajęliśmy to obok okna.Nie rozumiałem jak można zostawić samo dziecko w szpitalu.Mały chłopczyk zaczął płakać a Jagoda wraz z nim.Oddałem żonie naszą córeczkę i mocno je przytuliłem.  
- Proszę zostawić dziecko i wrócić tu za jakieś dwie godziny.Teraz i tak będą robione badania - powiedziała pielęgniarka  
Iza ostrożnie podała jej małą, a ja objąłem żonę i ruszyliśmy w stronę wyjścia.Iza jeszcze trzy razy odwróciła się za siebie, zanim opuściliśmy oddział dziecięcy. Doskonale wiedziałem jakie jest to dla niej trudne i miałem tylko nadzieje, że sobie poradzi. Złapałem ją za rękę a jej dłoń mocno mnie ścisnęła.Szliśmy twardo i szybko przed siebie, by nie zatrzymała się ani na moment.Dopiero jak schodziliśmy schodami w dół przestaliśmy słyszeć jej płacz.Zatrzymaliśmy się przed szpitalem i żona zaczęła płakać.  
- Ci kochanie spokojnie, wszystko będzie dobrze.Nasz skarb jest w dobrych rękach - powiedziałem głaszcząc ją po włosach  
Trzymając się mocno za rękę ruszyliśmy w stronę niedalekiej kawiarni.Postanowiliśmy poczekać te dwie godziny w kawiarni i coś zjeść.Pierwszą wartę miała mieć żona, a ja miałem zmienić ją jutro w południe.Gdyby coś się wydarzyło to przecież o pomoc mogliśmy poprosić Maxa, czy Samantę, która na pewno by się zgodziła. Wiedzieliśmy, że damy radę.Zamówiliśmy mocną kawę i po dwa kawałki placka.Iza poczekała w kawiarni, a ja poszedłem do sklepu obok i kupiłem jej coś do jedzenia, bo przecież kawałkiem placka się nie naje.Wróciłem kilka minut później.  
***  
Dziś mija trzy dni jak nasza córeczka jest w szpitalu, w ciągu trzech dni nie powiedzieli na nic, tylko robili ciągle jakieś nowe badania.W nocy siedział Brajan, a ja w tym czasie spałam pod czujnym okiem Maxa a w dzień ja czuwałam przy małej.Akurat weszłam do szpitala i chciałam zmienić swojego męża, gdy zatrzymała nas pani doktor, prowadząca naszą córeczkę.  
- Są już wyniki - powiedziała poważnym głosem  
Weszliśmy do sali a Jagoda stała w łóżeczku.Wzięłam ją na ręce i spojrzałam na męża.  
- Czy nie zauważyli państwo jakiś nieprawidłowości w zdrowiu dziecka? - zapytała  
Kiwnęliśmy głowami na znak, że nie zauważyliśmy.  
- Nie zainteresowała państwa biała cera małej? - zapytała nie spuszczając wzroku z dziecka  
- Ma białaczkę? - zapytał mój mąż mocno ściskając moją dłoń.  
- Czemu od razu państwo myślą o najgorszym? - zapytała zaskoczona  
Szturchnęłam Brajana, nie wiedząc jak wytłumaczyć męża.Brajan spuścił wzrok a lekarka uśmiechnęła się.  
- To Anemia, ale też jest to poważna choroba - powiedziała  
Odetchnęliśmy z ulgą.Przez kilka chwil całe moje życie przeleciało mi przed oczami, chciałam umrzeć i przestać oddychać, bałam się, tak bardzo bałam się tego, co zaraz usłyszymy.Anemia słowa lekarki odbijały się echem w moich uszach, a do mnie dopiero teraz dotarły jej słowa.Uśmiechnęłam się promiennie mając świadomość, że nasza córeczka nie umiera.Nie ma nic gorszego dla rodziców jak śmierć ich dziecka. Pani Doktor odeszła, a ja wpadłam Brajanowi w ramiona.  
- Nie stracimy jej! Nie stracimy jej Brajanie! - krzyknęłam zalewając się łzami, łzami radości.  
Po chwili usłyszałam sygnał telefonu, odebrałam i usłyszałam głos siostry  
- Co powiedziała pani doktor? mów co jest małej! - krzyknęła Samanta  
- Sam to tylko Anemia - powiedziałam  
Usłyszałam ciszę po drugiej stronię słuchawki a po chwili jej głos.- Kochanie to Anemia zawiadom Maxa! - krzyczała  
Uśmiechnęłam się zadowolona, że wszystko się wyjaśniło.Rozłączyłam się a po chwili wzięłam córeczkę na ręce.  
- Moja śliczna - szepnęłam  
***  
Leżałam w łóżku i rozmyślałam.Tej nocy jakoś nie mogłam spać, wciąż zastanawiałam się co by było, gdyby okazało się, że Jagoda jest bardzo chora, co bym zrobiła, by ratować jej życie.Wszystko, zrobiłabym wszystko co było by możliwe, żeby tylko  
uratować naszą córeczkę.Kochałam ją, jaka matka nie kocha swojego dziecka? jaka matka nie kocha kogoś, kogo nosiła dziewięć miesięcy pod sercem? owszem zdarzają się takie, ale ja taka nie jestem.Chociaż popełniałam dużo błędów i nie potrzebnie dałam wkręcić się w chorą relację z Ernestem, wciąż zależało mi na mężu, dziecku i naszym szczęśliwym życiu.Na nas.Usłyszałam jakieś walenie w drzwi, w korytarzu zapaliło się światło, a ja domyśliłam się, że Max wstał.Tak, nadal mieszkałam u szwagra i nie wyglądało na to, by miało się to zmienić.  
- Co ty tu robisz? - usłyszałam jego zdenerwowany głos  
- Proszę wpuść mnie! Musimy porozmawiać - powiedziała  
Założyłam szlafrok i zeszłam na dół.Spojrzałam na Julię i zaniemówiłam.Wyglądała gorzej niż źle.Z ładnej, zawsze zadbanej kobiety zrobiła się czymś, czego nawet nie umiem nazwać.  
- Izo - podeszła do mnie - Izo ja cię przepraszam - powiedziała  
Odsunęłam się od niej i spojrzałam na Brajana.  
- Mam zostawić was samych? - zapytałam czując się dość niezręcznie  
- Nie, proszę zostań.Chcę byś była przy tej rozmowie, w końcu to Ty najwięcej przez nią wycierpiałaś - powiedział  
Usiadłam na kanapie i przysłuchiwałam się ich rozmowie.Jedno nie dawało mi spokoju, wciąż nie wiedziałam co ona zrobiła z dzieckiem.  
- Gdzie masz dziecko? - zapytałam podbiegając do niej  
Spojrzała na mnie zaskoczonym wzrokiem, a po chwili popłakała się  
- Gdzie jest wasze dziecko! - wydarłam się na nią  
- Nie ma - przyznała cicho  
Max spojrzał na nią zaskoczony i zbladł.Dopiero teraz odzyskała świadomość i zaczęła jeszcze bardziej płakać.  
- Mam kłopoty Max, potrzebuje Cię - powiedziała  
- Kłopoty z kim? Co się stało? - dopytywałam się  
- On nie jest taki jak myślisz! Ernest Cię okłamał - powiedziała w końcu  
Chciałam zapytać się jej co ma na myśli, ale uciekła z mieszkania Maxa.Szwagier spojrzał na mnie oszołomiony, a ja nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.Nie wiedziałam jak wytłumaczyć mu to, że nie powiedzieliśmy mu prawdy.  
- Odnajdę ją! - szepnęłam wychodząc z jego mieszkania  
- Izo! - krzyknął lecz nie zatrzymałam się.

Nie ma.Nie miałam pojęcia co ma na myśli, mówiąc nie ma.Nie wiedziałam gdzie jest ich córeczka i co ma z tym wspólnego Ernest.Czyżbym dała się nabrać na jego fałszywe słowa? czyżby mnie omamił i zrobił ze mną co chciał? czyżbym była aż tak głupia, aż tak naiwna? No i czy mogę ufać Juli? czy po tym wszystkim co mi zrobiła mogę jej ufać? czy powinnam? przecież to ona wrobiła mnie, to ona szantażowała i przez parę dni zamieniła moje życie w prawdziwe piekło, to z jej powodu o mało nie straciłam rodziny, to z jej powodu odsunął się ode mnie Brajan z jej i Ernesta.Czyżby wymyślona bajeczka o umierającej żonie byłą zwykłym kłamstwem? no i czego on chce? co ma z tego, że będzie pastwił się nad moją rodziną? czym się zajmuje? kto mu pomaga? w czym? w mojej głowie roiło się od pytań na których nie znałam odpowiedzi.Cierpiałam, cholernie cierpiałam bo miałam świadomość, że znów pakuje się w coś niebezpiecznego, coś co może zagrozić życiu moim, albo mojej  
rodziny, ale przecież tu chodziło o Maxa.Chodziło o jego dziecko i wiedziałam, że muszę zrobić co w mojej mocy, by je odnaleźć, przecież mu obiecałam.Zatrzymałam się przed jego budynkiem i zawahałam się.Drzwi były otwarte i nie wiedziałam, czy powinnam wejść, czy może najpierw się zapowiedzieć.Postanowiłam zaryzykować i weszłam do środka. Rozejrzałam się po pustym mieszkaniu i poczułam strach, nikogo nie było widać.Tylko w  
jednym pokoju paliło się światło, usłyszałam fragment rozmowy i zamarłam.Dwóch mężczyzn skierowało się w stronę wyjścia, a ja w pośpiechu schowałam się w jednym z pustych pokoi. Jednak nie to było najbardziej przerażające.Na ścianie w pokoju wisiały moje fotografie a przy jednym zdjęciu paliła się świeczka.Wyglądało to na zrobiony ołtarz na moją część.Co proszę? co za głupi koleś! Teraz pomału docierało do mnie to wszystko, koleś miał obsesja na moim punkcie.Postanowiłam jak najszybciej, po cichu wymknąć się z jego mieszkania, bo z każdą kolejną chwilą moje serce waliło coraz bardziej a mnie ogarniał coraz większy strach. Bałam się i to już nie na żarty.Nagle poczułam na plecach czyjś oddech i odwróciłam się. Spojrzałam w oczy Ernestowi i zesztywniałam.Poczułam jak ogarnia mnie strach i nie mogłam zrobić ani jednego kroku, panicznie się go bałam.  
- Co za miłą niespodzianka - zaśmiał się  
- Nie sądzę, że taka miła - odpowiedziałam  
Chociaż ogarnął mnie strach, robiłam co w mojej mocy, by tego po sobie nie poznać.  
- Co cię do mnie sprowadza? - zapytał uśmiechając się  
- Chciałam cię tylko po prostu odwiedzić.Wiesz tamtego wieczoru tak dobrze się bawiłam - skłamałam  
- Co na to twój mąż? z tego co wiem już wrócił prawda? i jak tam wasza córeczka? zdrowa? - zapytał  
Spojrzałam na niego oszołomiona i zaskoczona jednocześnie.Nie bardzo wiedziałam skąd ma te informacje i coraz mniej podobało mi się to, że tyle o mnie wie.Przecież wyglądało na to, że mnie śledzi.Jednak mimo mojego strachu, postanowiłam dalej udawać.Miałam jeden cel tej podróży i wiedziałam, że muszę dowiedzieć się co się stało z dzieckiem Maxa. Przecież po to tu jestem.  
- Zdziwiona czemu tak dużo wiem? pewnie teraz zastanawiasz się skąd? - zapytał  
Pokiwałam głową, przyglądając się jego rozbawionym oczom  
- Wiesz kochana jest jeszcze coś takiego jak podsłuch, który zamontowałem w twojej torebce - powiedział poważnym głosem  
Spojrzałam na niego wiedząc, że jestem na przegranej pozycji.Chciałam wyjść, ale nie zdarzyłam, bo złapał mnie i przetrzymał opartą o ścianę.  
- Podziwiam cię kochana.Podziwiam twoją odwagę, że tutaj przyszłaś.Przecież dobrze wiesz, że nie jestem taki jak ci powiedziałem i teraz zapewne zastanawiasz się gdzie dziecko Juli prawda? - zapytał  
Pokiwałam głową, uświadamiając sobie, że on o mnie wie więcej niż sądziłam,  
- Co zrobiłeś temu dziecku? gdzie ono jest? - krzyknęłam  
Wciąż byłam odwrócona twarzą do ściany a na szyi czułam jego oddech.  
- No maleńka na pewno nie tu.Ale bez strachu zaprowadzę cię do dziecka, jeżeli chcesz - szepnął  
- Chce - powiedziałam pewnym głosem  
Ernest spojrzał na mnie i uśmiechnął się, a ja poczułam ogarniającą fale strachu.  
***  
- Co ona zrobiła? - zapytałem po raz kolejny patrząc na zatroskaną twarz brata  
- No pojechała do tego całego Ernesta - powiedział  
Julia spojrzała na nas i zobaczyłem strach w jej oczach.Chciałem podejść, potrząsnąć nią, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem.Przecież była kobietą i tylko ona wiedziała, gdzie może być moja żona.  
- Nie wierze! czy ona naprawdę jest taka głupia! - krzyknąłem  
- Po prostu chciała odnaleźć nasze dziecko - wtrąciła się Julia  
-Ty kobieto zamilcz! To wszystko to twoja wina! - krzyknąłem  
Brat spojrzał na mnie krzywym wzrokiem, a ja wyszedłem trzaskając drzwiami.  
- Brajanie! - usłyszałem  
- Odwróciłem się i spojrzałem na Samantę.Dziewczyna wraz z swoim mężem wyglądali na bardzo zmartwionych.  
- Proszę powiedz mi, że ona wróciła - krzyknęła podbiegając do mnie  
- Nie, przykro mi nie ma jej jeszcze - odpowiedziałem  
- Zawiadomiliście policję? - usłyszałem głos Sam  
Kiwnąłem głową i rozpłakałem się.CDN  

Wpadanie w tarapaty to chyba moje hobby, bo nikt nigdy nie narażał się tak jak ja, ale czy miałam inne wyjście? gdyby chodziło o kogoś innego, gdyby nie chodziło o dziecko.Szłam długim, ciemnym korytarzem i zastanawiałam się, kiedy i jak złapałam się w tą pułapkę.Teraz nie było odwrotu.Spojrzałam na Ernesta i poczułam złość, przecież tak łatwo i ślepo mu zaufałam, tak naiwnie uwierzyłam.Nie, ja zwyczajnie w świecie byłam głupia i naiwna.Boże! pomyślałam o córce i chciało mi się wyć.Znów zostawiłam ją bez mamusi a Brajan? czy on zrozumie? czy nie będzie sądził, że go porzuciłam? że uciekłam z obcym mężczyzną?  
- Wiesz kochana podziwiam cię.Już pierwszego dnia wiedziałem, że jesteś wyjątkowa - powiedział  
Spojrzałam w jego stronę, zastanawiając się, czy to co powiedział mi o rodzinie było prawdziwe? czy po prostu wymyślił sobie tę historię? Wielkie, metalowe drzwi otworzyły się, a ja zobaczyłam w nich kobietę z malutkim dzieckiem.  
- To ona - powiedział  
Pobiegłam, nie zastanawiając się nad konsekwencjami.Złapałam dziecko na ręce i mocno je przytuliłam.  
- Wyciągnę cię stąd - powiedziałam  
Dziecko spojrzało na mnie ślicznymi oczkami, po tacie i uśmiechnęło się.Uśmiechnęło?  
- Ty draniu! co ty chcesz z nami zrobić?! - krzyczałam okładając go pięściami  
- Wkrótce się przekonasz - powiedział wychodząc  
Metalowe, grube drzwi zatrzasnęły się, a ja nie wiedziałam jak mam nas stąd wydostać. Jeszcze długo patrzyłam się w zamknięte drzwi, przeklinając swoją naiwność i głupotę.No świetnie! Nie dość, że nie uratowałam tego dziecka, to jeszcze pozwoliłam zamknąć się wraz z nim.Cudownie, po prostu bosko - pomyślałam.Dopiero po chwili zauważyłam obecność kobiety i uważnie się jej przejrzałam.Słaba kobieta, ledwo chodziła na nogach, a pod oczami miała sińce.Co za facet bije kobiety??  
- On oszalał.Po prostu oszalał - powiedziała kobieta klękając na zimnej posadzce  
- Kim pani jest? - zapytałam wciąż trzymając dziecko na rękach  
- Jego, jego drugą żoną.Przysięgam ja nie wiedziałam.A pani? co pani tu robi? - zapytała  
Poczułam na sobie jej uważny wzrok i nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć.Chociaż wyglądała na ofiarę, nie wiedziałam, czy mogę jej ufać.  
- To dziecko jest mojego męża brata.Chciałam je odzyskać - powiedziałam  
- Pani jest Żoną Brajana? Pani jest rodziną do Juli? - zapytała, a w jej głosie wyczułam ulgę  
Usiadłam zrezygnowana pod ścianą i kiwnęłam głową.Nie miałam już siły ani chęci na rozmowę.Spojrzałam na małe okno, które znajdowało się wysoko i zastanawiałam się, jak po ścianie wspiąć się do okna.Wystarczyło by dostać się do okna i zwyczajnie je otworzyć, teraz żałowałam, że nie mam nadprzyrodzonych sił i nie potrafię latać.  
- No to się pani udało - powiedziała drwiącym głosem  
Wstałam gwałtownie na nogi i pobiegłam do drzwi, kopnęłam i nic, drugi raz i znów nic, trzeci i ponownie nic.Cholera- pomyślałam w duchu  
- To nic nie da.Te drzwi są metalowe droga pani, metalowa! oszczędzajmy siły - powiedziała  
Usiadłam zrezygnowana pod drzwiami, zdając sobie sprawę, że chyba ma rację.Nagle drzwi otworzyły się, a ja zamarłam.W drzwiach stali oni.  
***  
- No wezwij tą cholerną policję! - usłyszałem słowa Samanty  
Spojrzałem na Szwagierkę i wiedziałem, że ma rację, jednak nie potrafiłem się ruszyć. Usłyszałem cichy płacz Jagody i podbiegłem do dziecka.Tak bardzo nasza córeczka tęskniła za matką.Nie rozumiałem tego co się dzieje, nie wiedziałem dlaczego znów zachowała się tak nie dojrzale.Jak mogła iść tam sama? jak mogła ufać obcemu facetowi?  
- Dlaczego nie zawiadomisz tej policji? nie kochasz już jej? - usłyszałem pretensje w głosie Sam  
Spojrzałem na nią i puściłem jej słowa w niepamięć.Rozumiałem ją, przecież Iza jest jej siostrą, martwi się.  
- Jaką mam gwarancję, że ona z nim nie uciekła? - zapytałem  
Poczułem na sobie kilka par oczów, a po chwili przewróciłem się.Cios od Maxa był na tyle silny, że znalazłem się obok ściany i miałem rozwaloną brew.  
- Jesteś idiotą! nie zasłużyłeś na taką wspaniałą żonę jak Iza! - usłyszałem  
Spojrzałem na brata i Samantę, ale to nie oni powiedzieli.Te słowa padły z ust Juli.  
- Nie wtrącaj się! - krzyknąłem  
- Bo co? bo prawda boli? człowieku nie masz pojęcia kim jest Ernest i do czego jest zdolny! Nie masz pojęcia o niczym.W czasie, gdy ty byłeś w domu, ona przechodziła piekło - powiedziała  
- Piekło, które to ty jej zafundowałaś! - krzyknąłem  
-Przestańcie! Na wzajemne pretensje przyjdzie czas! Ja idę na policje, skoro mój brat jest tchórzem ja wykorzystam to, że jesteśmy bliźniakami i zrobię to, co ty powinieneś - szepnął Max znikając za drzwiami  
Za nimi wyszli też Samanta z mężem i naszą córeczką.No tak ponownie zostałem sam. Wybiegłem za nimi, w ostatniej chwili ich zatrzymując  
- Macie rację, przepraszam.Jedźmy na policję - szepnąłem wsiadając do auta brata.

Chwile ciszy wydawały się dla mnie wiecznością.Wciąż niedowierzaniem patrzyłam na tak bardzo znajomą mi twarz i nie wiedziałam co mam powiedzieć.Chciałam cofnąć czas, chciałam z nimi porozmawiać, ale nie potrafiłam.Z mojego gardła nie mogłam wydobyć nawet jednego pomruku, nawet jednego najmniejszego słowa.  
- To nie możliwe - powiedziałam to bardziej do siebie niż do nich  
Tak bardzo znajome oczy spojrzały na mnie, a ja chciałam zniknąć. Nie rozumiałam jak mogło do tego dojść, nie rozumiałam jak to w ogóle możliwe.  
- Jak się czujesz? zrobił Ci coś? - usłyszałam głos mojego eks  
- Nic mi nie jest. Nie wierze. Jesteś w to zamieszany? wy handlujecie dziećmi? - zapytałam czując jak tracę całą odwagę  
- Zamknij się! Nie mów jej nic więcej! - warknął Ernest  
Piotr spojrzał na niego piorunującym wzrokiem, a ja przez chwile miałam wrażenie, że zaraz się pozabijają.To jest to! Gdyby tak skłócić ich ze sobą, to miałabym szanse na ucieczkę.Tylko jak? Plan wy dawał się ryzykowny, ale póki co jedyny jaki miałam w głowie.  
- On, on mnie uderzył! - skłamałam  
Ernest spojrzał na mnie zaskoczony i przerażony jednocześnie, a ja miałam cichą nadzieje, że jednak mój szalony plan wypali.  
- To jakiś absurd!! przecież nic ci nie zrobiłem! - bronił się  
Piotr spojrzał na niego, spod łba i czułym wzrokiem spojrzał na mnie.  
- Ale Piotr ja naprawdę jej nic nie zrobiłem! - krzyczał Ernest  
To może trochę niedorzeczne, ale wyglądało na to, ze to Piotr jest operatorem całej akcji i że to on rządzi a Ernest widocznie się go boi. A może to także wykorzystać? może by przekonać Ernesta? nie, jednak za bardzo bym ryzykowała.Chociaż?? nie byłam pewna.  
- Ty na dziś masz wolne, ja z nimi zostanę.Wezwałeś tą pielęgniarkę do dziecka? - zapytał  
Ernest pokiwał przecząco głową i trzaskając drzwiami wyszedł z pokoju.  
- Piotrze - zaczęłam niepewnie  
Oczy chłopaka skierowały się w moją stronę, a ja zaczęłam wykorzystywać jego słabość do mnie.  
- Stało się coś? - zapytał podchodząc do mnie  
- Nie, tylko sądzę, że tej dziewczynie potrzebna jest pomoc lekarska.Nie rozumiem jak można bić swoją żonę - powiedziałam  
Piotr spojrzał na kobietę i uśmiechnął się.Pociągnął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.  
- Chodź - rozkazał przyjaznym głosem  
Nim się zorientowałam moja dłoń przykuta była to metalowej rury w kuchni. Chłopak zaparzył nam herbaty, a ja usiadłam na dość wygodnym krzesełku.  
- Teraz powiedz mi co tutaj robisz kobieto - spojrzał na mnie pytającym wzrokiem  
- Jak to co? chciałam odzyskać to dziecko - powiedziałam  
Piotr spojrzał na mnie i pokręcił głową.  
- Nie powinnaś się w to mieszać, wszystko mi utrudniasz kobieto! - powiedział surowym głosem  
- Wiesz nie prosiłam się o kłopoty - odpowiedziałam naburmuszona. To dziecko jest Maxa, obiecałam szwagrowi, że je odzyskam, obiecałam to też Juli - szepnęłam  
- Juli? po tym co ci zrobiła? przecież ona jest w to zamieszana tak samo jak Ernest. Działali razem, oni porywali dzieci i sprzedawali je.Handlowali nimi - powiedział coraz bardziej zakłopotany  
- Po co mi to mówisz skoro pracujesz z nimi? - zapytałam  
- Bo jestem tajniakiem kobieto a ty psujesz mi całą akcje. Nie wiesz ile czasu zajęło mi rozpracowanie tej szajki, ile musiałem zrobić by mnie przyjęli, by mi zaufali - szepnął  
Spojrzałam na niego oszołomiona i chyba nie do końca docierały do mnie jego słowa. On jest policjantem? on się naraża? teraz zapomniałam po co tu jestem. Bałam się tylko jednego, że zabiją Piotra. Przełknęłam ślinę i złapałam go za rękę. Chłopak uśmiechnął się do mnie, a ja poczułam się tak jak dawniej.  
- Bądź ostrożny, proszę - szepnęłam spanikowana  
Chłopak przejechał dłonią po moich udach, a ja zamknęłam oczy. Zapomniałam już jak kiedyś było między nami, zapomniałam jaki był dla mnie kiedyś ważny.  
- Nic mi nie będzie. Martwię się o Ciebie. Oni nie będą chcieli żadnych świadków, zabiją Cię - powiedział  
No to mnie pocieszył.Chciałam coś powiedział, ale nie zdążyłam bo do kuchni wszedł jakiś napakowany koleś.  
- Co to ma być? Piotrze! co ona tutaj robi do jasnej cholery! - krzyknął  
Piotr spojrzał na niego, a ja patrzyłam na wycelowany we mnie pistolet.  
- Przykro mi teraz będziesz musiała umrzeć! - szepnął  
****  
Patrzyłem na funkcjonariusza i miałem ochotę mu przywalić.Nie wiem ile czasu siedzieliśmy w tym małym pokoju i który raz z rzędu próbowaliśmy tłumaczyć mu to samo. Chociaż zapewne mieli teraz milion spraw, musieli coś zrobić, musieli ich odnaleźć. Moja cierpliwość z każdą kolejną minutą zaczęła słabnąć, a ja czułem na swoim barku dłoń Samanty.  
- Drogi panie funkcjonariuszu- zaczęła zdenerwowanym głosem Samanta  
- No do licha nie rozumie pan, że Iza zaginęła? nie może pan jej szukać? - przerwał jej Max  
Policjant spojrzał na nas bezradnie a mnie trafiał już szlak.  
- Nasza typowa policja, zawsze rozkłada bezradnie ręce - rzucił Max  
- Mogę jedynie zgłosić zaginięcie pana córki, ale mamy mnóstwo podobnych spraw a od uprowadzenia dziecka minęło dużo czasu, szanse na znalezienie są znikome - powiedział nagle młody funkcjonariusz  
- Adamie!! - usłyszeliśmy ryk potężnego, można powiedzieć, że grubego policjanta  
Spojrzeliśmy na niego zaskoczonym wzrokiem i nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Jak to znikome?  
- Bardzo państwa przepraszam za mojego młodego kolegę, ale miał dzisiaj gorszy dzień - powiedział przyjaznym głosem  
- My mamy już od dłuższego czasu i nikt nie chce nam pomóc - powiedziała Samanta niemal wybuchając płaczem. - Proszę tylko o to, by ktoś szukał mojej siostry.Czy to tak wiele? - dodała wybuchając płaczem  
Pokazałem Maxowi, by zaprowadził Samantę na korytarz, a ja sam usiadłem ponownie na fotelu i spojrzałem surowym wzrokiem na funkcjonariusza  
- No to zacznijmy jeszcze raz. Proszę podać mi wszystkie potrzebne dane dotyczące pańskiej małżonki, kiedy zaginęła, w co była ubrana - powiedział  
Kilka minut później do sali wszedł Max i podał mu wszystkie potrzebne informacje.  
- Mieliście państwo jakieś problemy? może się pokłóciliście? - zapytał uważnie się mi przyglądając  
- Myśli pan, że ona ode mnie uciekła? nie proszę pana. Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem - powiedziałem przekonując bardziej siebie niż jego  
I chociaż wiedziałem, że ona nie uciekła, zdawałem sobie sprawę, ze już dawno nie było między nami tak jak kiedyś. Odkąd wpadła w tarapaty, przestało nam się układać i doskonale o tym wiedziałem.  
- Romans? - zapytał odczytując moje emocje  
- Nie miała żadnego romansu! nigdy by mnie nie zdradziła! - krzyknąłem  
- Przepraszam, to takie nasze procedury - powiedział pospiesznie  
Spojrzałem na Maxa i poczułem jak powoli się rozklejam.Ostatnim czasie tak mało wiedziałem o swojej żonie, tak mało ją znałem, tak mało wspierałem. A co jeżeli naprawdę zakochała się w tym całym Erneście i jest tam dobrowolnie? czy byłaby w stanie zostawić córkę?  
- Panie władzo jest jeszcze coś jeszcze - usłyszałem głos Maxa  
Oboje spojrzeliśmy na siebie, a ja zobaczyłem w jego oczach wahanie. Kiwnąłem głową, chyba tak naprawdę dając mu pozwolenie na opowiedzenie całej historii i oparłem głowę o ręce. W tej chwili poczułem się załamany i zrezygnowany. W moim sercu poczułem dużo wahania i niepewności ale i bólu, który rozrywał mnie od środka.Jakby z boku słuchałem słów brata i nie wiedziałem co mam powiedzieć.Wciąż czułem się winny, że niczego nie zauważyłem.Max opowiadał policjantowi wszystko bardzo dokładnie, bardzo szczegółowo a on słucha i pisał jakiś RAPORT. Po chwili znikł na kilka minut i wrócił z jakąś kobietą.  
- Dzień dobry! nazywam się Beata i od kilku miesięcy prowadzimy sprawę handlem dziećmi. Niestety obawiamy się, że pańska żona jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie - usłyszałem  
Zobaczyłem ciemność przed oczami i straciłem przytomność

Ocknęłam się w obcym pomieszczeniu i zamknęłam oczy. Próbowałam przypomnieć sobie jak się tu znalazłam jednak ból głowy mi to uniemożliwiał. W tym momencie jedno co mnie niepokoiło to to, co się dzieje z Piotrem? czy coś mu grozi?czy oni go zabili? Pomieszczenie było ciasne i małe, nie miało okien a jedynie małe łóżko w rogu i stolik z taboretem.Ściany były koloru szarego i nie było w nim za grosz życia. Złapałam się za głowę i zobaczyłam na ręce zeschniętą krew. Musieli mnie zataić, tylko kto i dlaczego? jedyne co pamiętałam na pewno, to pistolet przyłożony do mojego czoła i jego słowa. Jednak mimo jego gróźb nie umarłam i miałam coraz mnie czasu by się stąd wydostać, ale jak? nie umarłam? a może jeszcze nie? przecież każde wejście tych zbirów w te drzwi, może skończyć się moją śmiercią. Gorączkowo rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale nie było w nim nic, co mogło by mi pomóc w obronie.Żadnej deski, kołka, ani nic ostrego. Nagle poczułam w kieszeni spodni wirowanie, dopiero po chwili zorientowałam się, że była to komórka. Nie miałam pojęcia ko mi ją włożył i nie miałam też pewności, czy to nie pułapka, ani jakaś ich gra, ale nie miałam czasu na zastanawianie się. Spojrzałam uważnie na małą komórkę, zupełnie tak, jakby miała mnie zaraz zjeść i dopiero po kilku sekundach odważyłam się WYBRAĆ numer. Nie byłam pewna, czy jest coś na kącie, dlatego postanowiłam wykręcić numer policji. Do nich byłam wstanie dodzwonić się zawsze. Drżącą ręką, wykręciłam numer i przyłożyłam TELEFON do ucha, głos kobiety odezwał się po drugim sygnale.  
- Słucham? - powiedziała  
- Potrzebuje pomocy. Zostałam porwana i przetrzymują mnie w jakimś pomieszczeniu - powiedziałam roztrzęsionym głosem  
- Można prosić pani dane? - zapytała kobieta  
- Nie ma czasu. Jestem Iza i zostałam porwana. Przetrzymują mnie handlarze dziećmi i grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo - powiedziałam  
- Chwileczkę - usłyszałam głos  
Po drugiej stronie słuchawki słychać było jakieś krzyki, skrzypiące drzwi i kroki zapewne tej kobiety. Po chwili słuchawka zatrzeszczała i usłyszałam inny głos.  
- Tu mówi funkcjonariusz Beata. Pani jest Iza tak? proszę poczekać namierzamy panią - powiedziała  
Nagle usłyszałam skrzypnięcie i rozłączyłam się. Ktoś szedł w moją stronę i bardzo bałam się kto. Schowałam telefon pod łóżko i skuliłam się w kącie pomieszczenia. Nie chciałam umierać, nie zobaczywszy naszej córeczki. Drzwi otworzyły się i zobaczyłam młodego mężczyznę z tacą i jedzeniem.  
- Powinna pani coś zjeść - powiedział  
Chłopak wyglądał na góra dwadzieścia lat i miał przy sobie broń. Spojrzałam na pistolet i postanowiłam zadziałać. Chłopak był szczupły i młody i miałam cień szansy na to, że zabiorę mu broń. Tylko co dalej? jestem kobietą i nie potrafiłam strzelać. Jednak musiałam coś zrobić, nie mogłam pozwolić by zabili mnie jak zwierzę. Nie mogłam dopuścić do tego, by nasza córeczka wychowywała się bez matki. Nagle podbiegłam do niego i uderzyłam go między nogi, chłopak skulił się i upuścił pistolet. Szybkim ruchem chwyciłam bron i wymierzyłam prosto w niego.  
- Ja chcę tylko wyjść - powiedziałam cicho  
Jednak już chwile później leżałam na łóżku a broń była na podłodze. Nie miałam pojęcia w którym momencie uderzył mnie i przewrócił na łóżko, ale było to takie szybkie, że nie zdążyłam zareagować.Leżałam z rozciętą wargą na łóżku a chłopak patrzył na mnie rozzłoszczonym wzrokiem. Podszedł do mnie i jednym silnym ruchem złapał mnie za nadgarstki, które były nad moją głową a drugą ręka rozpinał spodnie.  
- No paniusiu zabawimy się trochę - powiedział siadając na mnie półkrokiem  
Jego oczy były zimne jak lód a czerń skrywała w sobie mroczną stronę chłopaka. Usłyszałam odgłos rozpinanego zamka w spodniach i zamarłam. On, on chciał mnie zgwałcić.  
- Zostaw ją! - usłyszałam silny ryk mężczyzny  
Chłopak spojrzał na niego przerażony i pospiesznie puścił moje ręce, zapiął rozpięty już rozporek i w pośpiechu opuścił małe pomieszczenie. Spojrzałam na Ernesta wdzięczna za uratowanie mnie. Chociaż on był również porywaczem, jego nie bałam się aż tak.  
- Nie zrobił ci nic? - zapytał zatroskanym głosem  
- Nie - powiedziałam przerażona  
Chociaż Ernest wydawał mi się inny niż tamten koleś, pragnęłam być teraz w domu i nie czuć strachu, że coś zaraz może mi się stać.  
- Przepraszam za niego. Przecież mogło Ci się coś stać - powiedział nagle  
Spojrzałam na niego oszołomiona, zastanawiając się nad jego dziwnym zachowaniem.  
- Nie jesteśmy źli. Chociaż handlujemy dziećmi, nie zabijamy, nie gwałcimy - powiedział przekonując bardziej siebie niż mnie  
Nagle poczułam na swoim udzie jego dłoń i zamknęłam oczy. Jego wzrok wędrował po moim ciele, a ja czułam przerażenie, chociaż lubiłam go, nigdy nie zgodziłabym się na seks z nim. Przecież kochałam Brajana i byłam jego żoną, mieliśmy dziecko. Dłoń Ernesta coraz śmielej wędrowała po moim ciele a mnie paraliżował strach. Miałam wrażenie, że pospieszyłam się, zbyt łagodnie oceniając Ernesta. Nagle usłyszeliśmy strzał i spojrzeliśmy na siebie

Jedyne co przyszło mi do głowy to moja śmierć. Wyobrażałam sobie na milion sposobów jak i kto mnie zabije i tak bardzo pragnęłam żyć. Teraz bardziej niż kiedykolwiek miałam do siebie żal. Znów usłyszeliśmy strzały i drzwi gwałtowne się otworzyły. Do środka weszło dwóch uzbrojonych ludzi i spojrzeli w naszą stronę.  
- Erni musimy iść, gliny! - krzyczał jeden z nich  
Chciałam rzucić się do ucieczki, ale strach mi to uniemożliwiał. Dobrze wiedziałam, że to mnie o to oskarżą, ale nie miałam tylko pojęcia, czy mają na to czas. Ernest spojrzał na mnie surowym wzrokiem i bez słowa pobiegł za kumplem. Wszystko działo się minuty a może sekundy, nie wiem. Nim zdążyłam się zorientować, byłam już sama w ciemnym pomieszczeniu a na zewnątrz słychać było policyjną syrenę. Jestem uratowana. Chciałam wyjść, jednam stało się coś co mnie zaskoczyło i przeraziło jednocześnie. Nie byłam sama, kilka osób z grupy zostało, a ja nie wiedziałam jak to się teraz rozegra.Nagle drzwi zatrzasnęły się, a ja byłam wciąż uwięziona. Cholera! dlaczego nie zdarzyłam uciec? dlaczego stałam jak ten osioł, zamiast zwyczajnie wyjść? miałam do siebie żal i czułam jak z każdą kolejną minutą strach nasila się coraz bardziej. Nagle usłyszałam kolejne strzały i po chwili wstrzymałam oddech, co chwila słyszałam kolejne wystrzały a ja modliłam się tylko, by nikt nie ucierpiał.  
- Iza! Iza wyciągniemy cię stąd! - usłyszałam znajomy głos  
Nagle znów padły strzały i usłyszałam wrzask kobiety. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że dziecko z opiekunką nadal tu jest. Chciałam się wydostać, ale drzwi nawet nie drgnęły.  
- Dziecko! ratujcie dziecko! - krzyknęłam z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy  
Znów usłyszałam strzał.Po chwili uspokoiło się, a ja poczułam się tak, jakbym została sama. Ktoś szedł w moją stronę, wstrzymałam oddech a po chwili usłyszałam przekręcający zamek w drzwiach. Drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich Brajana. Nie ucieszyłam się, tuż za nim leżała martwa kobieta a dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to matka dziecka. Max stał z dzieckiem w ramionach i cały się trząsł, dopiero po chwili zobaczyłam jego niewielką ranę. Brajan był chyba cały. Podeszła do nas młoda policjantka i bez słowa poprowadziła nas na zewnątrz.  
- Mogła by pani ich rozpoznać?- zapytała  
Dopiero przy wyjściu go dostrzegłam. Leżał na ziemi w kałuży krwi a nad nim pochylona była jakaś młoda kobieta, zapewne policjantka.  
- Piotr! - krzyknęłam, pędem rzucając się w jego stronę  
- Cii, oszczędzaj siły - powiedziała jego koleżanka  
- Jak dziecko? wszystko w porządku? - zapytał - Izo nic ci nie zrobili? naprawdę chciałem cię obronić - powiedział łapiąc mnie za rękę  
Kiwnęłam głową i po chwili nadjechały karetki. Jedna, za drugą zabierali ranne osoby, a ja wciąż stałam oszołomiona i nie byłam w stanie powiedzieć nawet słowa. Brajan przytulił mnie do siebie i poczułam jak tracę siły. Rozpłakałam się w jego ramionach, chcąc zapomnieć o tym koszmarze.  
- Stało ci się coś? - zapytał Brajan  
Kiwnęłam przecząco głową i oparłam ją na jego ramieniu. Byłam wyczerpana. Młoda policjantka zapakowała nas do samochodu i odwieźli do naszego domu. Dziś nie miałam siły na zeznania. Chciałam być tylko w naszym mieszkaniu i marzyłam o długiej kąpieli. Kilkanaście minut później podjechaliśmy pod dom i wysiedliśmy z samochodu. Bez słowa weszłam do mieszkania, nie żegnając się nawet z policjantami. W domu było coś nie tak, było za cicho. Dopiero kilka sekund później zorientowałam się, że nie ma dziecka. Spojrzałam na męża wystraszona i wyczytałam w jego oczach troskę.  
- Nie martw się jest u Samanty. Oboje postanowiliśmy, że lepiej będzie jak dziś odpoczniemy. Chciałem byśmy spędzili ten czas razem - powiedział spokojnym głosem  
- Nie sądzisz, że po tak długim czasie chciałam zobaczyć nasze dziecko? - zapytałam  
Zamknęłam oczy starając się o tym wszystkim zapomnieć. Chociaż wiedziałam, że Brajan zrobił to dla mojego dobra, jakoś nie potrafiłam być mu za to wdzięczna. Kochałam męża, ale nie wiedziałam, czy po tym wszystkim jest jeszcze dla nas jakaś szansa. Westchnęłam i poszłam do łazienki wziąć długi prysznic.  

Nie poznawałem jej. Chociaż wiedziałem, że tam przeżyła traumę i do końca nie wiedziałem co się tam działo, miałem wrażenie, że jest kimś innym. Obcą mi osobą. Faktycznie może nie powinienem zostawiać dziecka u Sam, ale nie chciałem by Jagoda była świadkiem tego wszystkiego. Miałem też inny cel, chciałem pobyć teraz z żoną. Wiedziałem, że Iza mnie potrzebuje i postanowiłem być przy niej, nie mówić nic, po prostu być. Nadal miałem do niej żal za tak nie odpowiedzialne zachowanie, ale bardziej miałem żal do siebie. Gdybym wcześniej coś podejrzewał, gdybym spróbował z nią porozmawiać. Podszedłem pod łazienkę i zapukałem do drzwi, nie odpowiedziała. Zaniepokojony jej milczeniem, wszedłem do środka i zamarłem. Klękała na podłodze z nożem w ręku i płakała. Podbiegłem do niej i siłą wyrwałem jej nóż. Przytuliłem ją i kołysałem trzymając w ramionach. Nie wiem jak długo siedzieliśmy na ziemi. Nie wiem jak długo ona płakała. Nie wiem też co się tam działo, tak bardzo bolały mnie każde łzy mojej zony. Tak bardzo cierpiałem, bo nie mogłem jej pomóc.  
- Kochane - wyszeptałem, gdy się trochę uspokoiła  
Iza spojrzała na mnie, wciąż nie puszczając mojej dłoni  
- Kochanie - powtórzyłem łagodniej  
Oczy żony pokierowały się w moją stronę a ona zaczęła na nowo się trząść  
- Jesteś bezpieczna - wyszeptałem - Nie pozwolę cię skrzywdzić. Bezpieczna - powtórzyłem kolejny raz  
- Brajanie to było straszne. To był jakiś horror - powiedziała wybuchając nie pohamowanym płaczem  
Chciałem coś powiedzieć, ale nie znalazłem odpowiednich słów, wiec milczałem dalej. Chciałem, pragnąłem ją uspokoić, ale nie wiedziałem jak. Postanowiłem więc, po prostu przy niej być. Nalałem jej olejku do wanny i pomału rozbierałem. włączyłem nastrojową muzykę i niemal siłą zaprowadziłem ją do wanny. Postanowiłem posiedzieć z nią, bo bałem się zostawić ją samą. Ona siedziała w wannie, a ja delikatnie masowałem jej kark. Nie wiedziałem, czy to dobry pomysł, ale po chwili jej oddech uspokajał się a ona  
odprężała. Tego dla niej pragnąłem, spokoju. Patrzyłem na jej siniaka na ręce i zaciskałem pięści. Tak bardzo pragnąłem by tego uniknęła.  
- Kochanie - powiedziałem niepewnie  
Jej wystraszone oczy skierowały się w moją stronę, a ja zobaczyłem w nich błaganie.  
- Czy mogłabyś powiedzieć mi co się tam działo?- zapytałem nieśmiało  
Spuściła wzrok a po chwili po jej policzku ponownie popłynęły łzy.

Opowiadała wszystko bardzo powoli i starannie, zupełnie jakby nie chciała zapomnieć nawet o najdrobniejszym szczególe. Opowiadając nie patrzyła na mnie. Po prostu patrzyła w dal, unikając mojego wzroku, wciąż chwilami zatrzymując się by na nowo zapłakać. Chociaż robiłem wszystko by pozostać opanowanym, nie potrafiłem.  
Momentalnie zacisnąłem pięści, by nie wybuchnąć gniewem. Nie wiem na kogo miałem więcej złości, na Ernesta bo skrzywdził moją żonę, czy na Izę bo okazała się bardzo lekkomyślna. Jednak wiedziałem, że moja złość w tym momencie niczego by dobrego nie przyniosła. Izie i bez tego było ciężko a najgorsze było to, że on był na wolności i nie wiadomo do czego może się jeszcze posunąć. Nie sądziłem, że odważyłby się uprowadzić ich, ale też nie miałem pewności, że nie. Bałem się nie tyle o życie dziecka, co o życie mojej żony i całej naszej rodziny. Usłyszałem dzwonek do drzwi i podskoczyłem ze strachu. Iza spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i chowając twarz w dłoniach zapłakała. Po chwili otworzyłem drzwi i zobaczyłem w nich mojego brata.  
- Cześć Brajanie - powiedział Max  
Wszedł do środka i spojrzał na Izę współczującym wzrokiem. Bez słowa przytulił moją żonę a ona wtuliła się w niego, niemal całym ciałem. Poczułem nie pohamowany atak zazdrości. Miałem wrażenie, że z moim bratem łączy ją lepsza relacja niż ze mną a przecież to ja byłem jej mężem.  
- Tak mi przykro Izo. Gdybym wiedział nie puściłbym cię do niego. Och tak mi przykro - powtarzał kołysając ją w ramionach  
- I tak nic byś nie poradził. Przecież chodziło o twoje dziecko. I tak bym poszła - powiedziała  
- Nawet nie wiem jak mam ci kochana dziękować. Uratowałaś je. Uratowałaś życie mojemu dziecku - powiedział ze łzami w oczach  
Patrząc z boku na tą dwójkę, miałem dziwne wrażenie, że coś mnie ominęło. Sam nie wiem jak to nazwać, po prostu podczas wyjazdu coś musiało wydarzyć się między nimi, coś przeoczyłem.  
- Nalać ci kawy? - zapytałem przerywając im rozmowę  
- Nie ja tylko jestem tu na chwilkę. A gdzie jest wasza córka? - zapytał szukając małej po pokoju  
- U Sam. Mój mąż uznał, że dziecku będzie tam dzisiaj najlepiej - powiedziała z pretensją  
Max spojrzał na mnie spod łba a po chwili wyszedł z naszego mieszkania. W drzwiach zatrzymał się i zupełnie nie zwracając na mnie uwagi, skierował wzrok na Izę.  
- Jakbyś czegoś potrzebowała to dzwoń. Obojętnie, czy w nocy, czy w dzień. Po prostu dzwoń - powiedział uśmiechając się  
Chciałem coś mu powiedzieć, ale nie dopuścił mnie do słowa.  
- Ty głupcze. tracisz ją! Nie widzisz, że taka kobieta to skarb? - zapytał mierząc mnie zgniewanym spojrzeniem  
Miał rację. Iza była skarbem, ale nie wiedziałem, czy dla naszego małżeństwa nie było już za późno.  

Ogarnęło mnie zimno. Nie takie zimno zewnętrzne. Wewnątrz moje serce umierało, pragnąc jakiejkolwiek czułości ze strony Brajana. Jednak nadal nic. Nie wiedziałam, czy naprawdę oddaliliśmy się na tyle, że nie potrafiliśmy ze sobą nawet rozmawiać? Kochałam go, ale nie rozumiałam dlaczego nie chciał mnie nawet przytulić, przecież teraz, po tym co się stało, tak bardzo potrzebowałam jego czułości, jego ciepłych, opiekuńczych ramion i jego bliskości. Jednak nie łudziłam się. Wiedziałam, że nie mam co liczyć na jego jakikolwiek ciepły gest.  
- Łączy was coś? - usłyszałam  
Zadrżałam. Spojrzałam na Mężczyznę, którego kiedyś kochałam do szaleństwa i poczułam na policzku łzę. Kochałam go, ale chyba nie na tyle, by znosić z jego strony wieczne upokorzenia.  
- Nie. Jednak twój brat okazał mi więcej serca niż własny mąż. Nie rozumiesz Brajanie, że ja Cię potrzebuje? potrzebuje cię bardziej niż kiedykolwiek a ty mnie oskarżasz? w imię czego? bo pomogłam twojemu bratu? bo prawie zginęłam? jesteś głupcem Brajanie - wykrzyknęłam nie panując nad emocjami  
Mąż chciał coś powiedzieć, ale nie dopuściłam go do słowa. Położyłam się na łóżku i mocno owinęłam kocem. Nagle zrobiło mi się nie tyle zimno na sercu, co w całym organizmie. Drżałam nie wiedząc dlaczego. Czy z rozpaczy? czy z bezsilności?  
- Brajanie co się stało z naszym małżeństwem? - zapytałam czując nie wyobrażalny ból  
- Ne wiem. Wypaliło się - powiedział chłodno  
Nie wiedziałam co miał na myśli. Czy chodziło mu o uczucia do mnie? czy o to, że nie potrafiliśmy się dogadać? sposób w jaki to powiedział był taki spokojny, opanowany, chłodny. Trudno było mi uwierzyć, że jest tym samym Brajanem, w którym się zakochałam. Wstałam, bo nie widziałam dłużej sensu w przebywaniu z nim w jednym pomieszczeniu i zaczęłam pakować rzeczy. Brajan nie zareagował, nie ruszył się nawet, nie odezwał. Zupełnie jakby moje odejście było mu na rękę.  
- Pojadę na kilka dni Do Samanty. Zostaniemy tam z małą - powiedziałam stanowczym głosem  
- Będę mógł ją widywać? - odezwał się po chwili  
- Oczywiście. Jesteś jej ojcem i nie mam prawa zabraniać wam kontaktu - powiedziałam  
Chłopak odetchnął z ulgą i po chwili podszedł bliżej mnie. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, ale nie odezwał się. Cholera! Chciało mi się wyć i płakać, chciałam krzyczeć a najchętniej wydrapałabym mu oczy, jednak opanowałam wszystkie złe emocje. Postanowiłam być twarda i udawać, że jego chłód mnie nie rani.  
- Brajanie ja odchodzę - powiedziałam próbując do niego dotrzeć  
- Słyszałem nie jestem głuchy - szepnął  
- Naprawdę jesteśmy aż tak bardzo ci obojętni? - zapytałam - Nie sorry tylko ja jestem bo z małą chcesz się widzieć - poprawiłam się  
- Izo co my wyprawiamy? przecież do jasnej cholery wciąż nie widzę po za tobą świata. Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie. Izo błagam - odezwał się, a w jego oczach były łzy  
Mocno przytuliłam się do niego zamykając oczy. Tak bardzo chciałabym, by wszystko się między nami naprawiło. Chciałabym z nim być i stworzyć szczęśliwą rodzinę. Brajan zabrał mi wszystkie torby i pociągnął za rękę, Przytulił mnie i staliśmy tak na środku salonu.  
- Kocham Cię Brajanie. Bałam się, że już nic do mnie nie czujesz - odezwałam się po chwili  
- Głuptasie. Świata po za wami nie widzę i powinnaś o tym wiedzieć. Sam nie wiem byłem zazdrosny o brata. Wy rozumiecie się tak dobrze, że poczułem się zagrożony. Do licha to ja powinienem być przy tobie, gdy mnie potrzebowałaś a nie on - powiedział rozżalony  
- To nie była twoja wina kochanie -pocieszałam go  
Bez słowa wyszliśmy z mieszkania i skierowaliśmy się w stronę samochodu. Nagle podjechało czarne Bmw i...

Zamarłam w nasza stronę szedł Ernest z jakimś mężczyzną. Przez moją głowę przeleciały najczarniejsze scenariusze. Już w głowie miałam wizje śmierci i zastanawiałam się tylko, w jaki sposób zabiją mnie i mojego męża. Jednak Brajan zachował zimną krew. Spojrzał na mnie i gestem dał mi znać bym poszła do samochodu. Posłuchałam go i przyspieszonym krokiem skierowałam się w stronę auta i zamknęłam od środka. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam na policję.  
- Hallo chciałam poprosić o interwencje - szepnęłam  
Podałam adres i po chwili, usłyszałam zapewnienie, że za parę minut ktoś się u nas pojawi. Niestety mogło być za późno. Minuty mijały, a ja nie miałam pojęcia co się tam dzieje, chciałam wyjść z auta, ale wiedziałam, że było by to zbyt niebezpieczne.Przecież musiałam myśleć o naszej córeczce, nie mogłam pozwolić by Jagoda straciła dwoje  
rodziców, potrzebowała nas. Nagle zobaczyłam znajomy samochód, nie miałam pojęcia co tu on robił, ale ucieszyłam się na widok Maxa.  
***  
Patrzyłem na samochód brata i poczułem narastający strach. Nie tyle o mnie, co o niego. W prawdzie nie mieli broni, albo jeszcze jej nie wyjęli, nawet nie byli agresywni. Po prostu ostrzegli mnie, bym porozmawiał z Izą, żeby nie zeznawała. Tylko, czy miała teraz wybór? Patrzyłem jak wolnym, spokojnym krokiem podchodzi do nas brat i przełknąłem ślinę.  
Cieszyłem się, że Iza jest bezpieczna.  
- Mam nadzieje, że twoja żona pójdzie po rozum do głowy - powiedział Ernest  
- I tak was nie minie kara! Porwaliście ją i odpowiecie za to! - warknąłem  
Ernest spojrzał na kumpla z uśmiechem na twarzy i nagle poczułem uderzenie. Kopniak był na tyle silny, że zachwiałem się i upadłem na ziemię. Po kilku chwilach nad sobą zobaczyłem sylwetkę brata a samochód odjechał.  
- Brajanie! - usłyszałem przerażony krzyk Izy  
- Nic mi nie jest - szepnąłem podnosząc się z ziemi  
- Kto to był? - zapytał Max  
- Co ty tu robisz? - spytała Iza  
- Nie wiem. Po prostu poczułem, że muszę tu przyjechać, sam nie wiem. Chyba przeczuwałem, że Tobie coś grozi, wiesz jesteśmy bliźniakami - powiedział Max Zwracając się do mnie  
Cieszyło mnie to. Teraz zrobiło się mi głupio za tą dzisiejszą akcję, bo przecież kogo jak kogo, ale brata nie mogłem oskarżać o to, że chcę uwieźć mi żonę. Wręcz przeciwnie, powinienem być mu wdzięczny za to, że był przy niej i się nią zaopiekował.Byłem. Mimo wszystko byłem mu bardzo wdzięczny i cieszyłem się, że możemy na niego liczyć. Nagle zobaczyłem radiowóz i nie wiedziałem czego może od nas chcieć policja.  
- Ja ich zawiadomiłam - odezwała się Iza  
Nie podobało mi się to. Dobrze wiedziałem, że mogą nas obserwować a to nie polepszy naszej sytuacji, wręcz przeciwnie - pogorszy ją. Z radiowozu wyszła Funkcjonariusz Beata z partnerem.  
- To byli oni? - zapytała prosto z mostu  
- Tak - szepnąłem  
- Zapewnimy wam ochronę - szepnęła - Powinna pani zeznawać jeszcze dziś. Im szybciej pani zezna, tym szybciej ich dorwiemy - zwróciła się do mojej zony  
- Ja nie wiem. Nie wiem, czy powinnam zeznawać. To było dopiero ostrzeżenie. A co jeżeli posunął się dalej? proszę nas zrozumieć, ja mam dziecko - powiedziała wystraszona Iza  
- Rozumiem bo też jestem matką. Ale proszę nam zaufać. Jeżeli będzie taka potrzeba zmienimy wam nazwisko. Damy ochronę. będziecie bezpieczni - powiedziała  
Iza spojrzała na mnie, a ja kiwnąłem do niej głową. Chociaż wiedziałem, że bardzo się boi, musiała zeznawać. Przecież oni handlowali dziećmi, narkotykami i nie wiadomo jeszcze czym. Są niebezpieczni. A my musieliśmy ochronić, niewinnych ludzi. Podszedłem do żony i mocno ją objąłem, wraz z Maxem pojechaliśmy na komisariat. Chcieliśmy mieć już to za sobą.  
***  
Cały czas przed oczami miałam twarz Ernesta. Może to dziwnie zabrzmi, ale nie chciałam mu zaszkodzić. Nadal nie wierzyłam, że on mógłby mieć coś wspólnego z tym wszystkim. Przecież nigdy nie pomyślałabym, że jest złym człowiekiem, a jednak. Siedziałam w małym pomieszczeniu, nazywanym salą przesłuchań a obok mnie siedziała młoda funkcjonariusz. Obok nas w kącie na maszynie siedział policjant, zapisując wszystko to, co im powiedziałam. Mówiłam pomału, bardzo starannie. Opisałam wszystkich mężczyzn, których zapamiętałam i pokój, w którym mnie przetrzymywali. Powiedziałam też o kobiecie, która opiekowała się dzieckiem i o zajęciu Ernesta. Może po tym, coś będą na niego mieć.  
- A jak się pani z nim poznała? - zapytała nagle  
Spojrzałam zaskoczona i zawstydzona na policjantkę i zamarłam. Nie chciałam odpowiadać na to pytanie.  
- Przez Julię - powiedziałam  
Opowiedziałam o zdjęciach i o szantażu. Nie chciałam rozdrapywać starych ran, ale było to chyba konieczne. Nagle zablokowałam się i nie potrafiłam wypowiedzieć nawet słowa. Bałam się.  
- Jeden z nich chciał mnie zgwałcić- szepnęłam wybuchając płaczem  
Beata spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, a policjant przestał pisać. Oboje patrzyli na mnie teraz pytającym wzrokiem.  
- Zrobił ci coś? - odezwała się w końcu Beata  
- Nie. Ernest mnie uratował - szepnęłam  
Znów poczułam na sobie uważne spojrzenie policjantów.  
- Dlaczego? - powiedziała oszołomiona Beata  
- Nie wiem - szepnęłam  
Postanowiliśmy zakończyć zeznania. Nie byłam wstanie powiedzieć nic więcej, dlatego ulitowali się i pozwolili wrócić mi do domu. Chociaż pod naszym domem miała być ochrona policyjna, my postanowiliśmy przenocować się u Maxa. Tak było dużo bezpieczniej dla naszego dziecka. Nie chcieliśmy narażać Jagody na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Porozmawiałam chwile z policjantami, którzy powiedzieli mi, że będę musiała zeznawać w sądzie a później być może zmienią nam nazwisko i wyjedziemy z miasta. Tak dla ochrony. Nie bardzo mi się to podobało, ale teraz nie mogłam już się wycofać. Było na to za późno. Wyszliśmy na korytarz i spojrzałam na Brajana. Tak bardzo go teraz potrzebowałam.  
- Mam do pani pytanie - szepnęłam- Jak się ma Piotr? był ranny, jaki jest jego stan?- dopytywałam się  
- Wyjdzie z tego - szepnęła - Może chcę pani porozmawiać z psychologiem? mamy tu takiego dobrego policyjnego, proszę się zastanowić - szepnęłam miłym głosem  
Spojrzałam na nią i kiwnęłam przecząco głową. Uśmiechnęłam się i razem z policjantami pojechaliśmy do domu szwagra.  

Stałam przed wielkim lustrem patrząc na swoje odbicie. Jedną ręką uderzyłam w lustro, rozbijając je na drobne części. Chociaż po mojej ręce spływała struga krwi, starałam się nie zważać na to uwagi. Siedem lat nieszczęścia, pomyślałam w duchu. O mało nie roześmiałam się na samą myśl o czekającym mnie nieszczęściu. Chyba nic gorszego ne mogło mi się przytrafić. Spojrzałam na łóżeczko w którym spała Jagoda i odgoniłam od siebie tą myśl. Owszem może. Nie wiem jak mogło do tego dojść, nie pamiętam nawet jak to wszystko się stało, mało pamiętam z ostatnich wydarzeń. Moja podświadomość wywaliła z głowy wszystkie przykre wydarzenia. Spojrzałam na gazetę, która leżała na stoliku nocnym i drgnęłam. Chociaż nie chciałam budzić Jagody, wiedziałam też, że nie mogę dłużej to zostać, przecież było to zbyt niebezpieczne. Przeczytałam główny artykuł w gazecie i poczułam na policzku słoną łzę.Nie byłam głupia, dobrze wiedziałam, ze Brajan umarł przeze mnie. Ucieczka groźnych przestępców z więzienia! Artykuł na pierwszej stronię gazety znałam już na pamięć. Czytałam go milion razy i nie mogłam uwierzyć w to, co się teraz działo. Nie miałam pojęcia jak Ernestowi udało się zwiać, nie miałam pojęcia skąd wiedział o tym, gdzie jesteśmy i jak dostał się do naszego domu. Słyszałam tylko strzały, bo nawet nie odwracając się za siebie, zabrałam córkę i uciekłam z mieszkania. Przecież musiałam za wszelką cenę chronić naszą córeczkę.Teraz natomiast niczym nie przypominałam Izabelli. I to już nie chodziło o wygląd zewnętrzny, który udało mi się zmienić, poddając się operacji plastycznej. Miałam inne imię, nazwisko, wygląd i nawet inny sposób ubierania się. Byłam całkowicie innym człowiekiem. Byłam. Niestety dobrze wiedziałam, że nie mogę pozwolić sobie, by zagościć dłużej w jakimś miejscu.Za każdym razem, gdy wydawało mi się, że ktoś nas śledzi przeprowadzaliśmy się do innego miasta. Zamknęłam oczy, by zapomnieć o tamtym dniu. Wróciłam do mieszkania po godzinie. Wchodząc nie poznawałam własnego domu. Wszędzie była krew, na łóżku, ścianach, pokoju i kuchni. Można powiedzieć, że mieszkanie było czerwone a na podłodze leżało martwe ciało Brajana. Jego zimne ciało uświadomiło mi jaką pomyłkę zrobiłam, zeznawając..Obok niego leżało malutkie ciało dziecka, a ja poczułam nie wiarygodny ból. W jednej chwili, w jednym dniu, w ciągu godziny straciłam wszystkich, których kochałam. Max, jego dziecko. Brajan wszyscy leżeli martwi a mi odebrało mowę. Zabili ich. Jednak nie to było najgorsze. Nie musiałam iść do Samanty, by wiedzieć, że ona z swoją rodzina także zginęli, a ja byłam winna ich śmierci. Chociaż czułam ogromny ból, po stracie ukochanego męża, chociaż czułam ból, po stracie ukochanej siostry, jednak śmierć dzieci wstrząsnęła mną najbardziej.  
- Jesteś gotowa? - usłyszałam męski głos  
- Nie. Nigdy nie będę gotowa na śmierć męża. Na śmierć tyle osób - powiedziałam powstrzymując łzy  
- Nie musisz być twarda, możesz płakać - usłyszałam męski głos  
- Nie mogę. Dopóki mam Jagodę nie mogę - powiedziałam  
Piotr był jedyną osobą jakiej w tej chwili ufałam. Jedyną, jaka znała o mnie prawdę i jedyną, jaką dopuściłam do siebie. To on pomógł mi z nową tożsamością. On porzucił dla mnie pracę w policji i postanowił zająć się mną i moja córeczką. Chociaż dziś minął dokładnie rok od dramatycznej śmierci mojego męża, ja nadal nie spałam spokojnie.  
- Powinniśmy jechać - usłyszałam  
Polska kojarzyła mi się z samymi przykrymi doświadczeniami, dlatego postanowiłam wyjechać z kraju. Kupiliśmy lot do Los Angeles i postanowiliśmy wyjechać do mojego ojca. Jedynego mojego krewnego, który jeszcze żył. O mamie już dawno przestałam mieć jakiekolwiek wieści, zupełnie jakby nigdy nie istniała. Ubrałam Jagodę i po raz ostatni odwracając się za siebie, pojechaliśmy na lotnisko. Czułam nie wiarygodny ból, ale ze wszystkich sił, starałam się nie pokazywać swojej słabości. Porzucając kraj, czułam się, jakbym po raz kolejny utraciła Brajana. Chociaż wiedziałam, że to wszystko jest dla dobra naszej córki, poczucie winy mnie nie opuszczało.  
- On nie żyje Karolino - powiedział Piotr  
- Mam na imię Iza! Jestem Iza! - krzyknęłam wpadając w istny szał  
Nie byłam na grobie męża i to chyba było dla mnie najgorsze. Tak bardzo czułam się winna, tak bardzo cierpiałam. Nie miałam pojęcia co czuł pod czas śmierci, czy cierpiał, co czuł. Nie miałam pojęcia o niczym. Wiedziałam tylko jedno, już nigdy nie będzie tak jak było. Zamknęłam oczy, by zapomnieć o śmierci męża. Jego zimne ciało, nie ruchome oczy i wszędzie krew. Dość! Spojrzałam na Jagodę i dziękowałam Bogu za to, że uratował moją córeczkę. Gdybym straciła i ją, nie wiem, czy bym sobie z tym poradziła.  
- Nie Iza. Jesteś Karolina. Pamiętaj nie wszystko jest takie jak nam się wydaje - powiedział patrząc mi prosto w oczy  
Nie wiedziałam co miał na myśli, ale nie darzyłam dalej tego tematu. Pół godziny później siedzieliśmy w samolocie i patrzyłam na krajobraz za oknem. Samolot wbił się do góry i po chwili zaczęliśmy lecieć. Zostawiając za sobą Polskę, zostawiałam stare życie. Tak przynajmniej mi się wydawało.  
- Dziękuje - szepnęłam patrząc na twarz Piotra  
- Nie ma za co. Dobrze wiesz, że robię to z czystą przyjemnością - powiedział uśmiechając się  
- To coś więcej niż zwykłe dziękuje. Nigdy ci tego nie zapomnę. Uratowałeś nam życie i zawsze będę o tym pamiętać - powiedziałam  
Oparłam głowę o ramiona Piotra i zasnęłam. Obudziłam się po kilku godzinach, samolot wylądował a pasażerowie powolnym krokiem szykowali się do wyjścia. Zabraliśmy nasze walizki i powolnym krokiem, zmierzaliśmy w stronę wyjścia. Przez chwile straciłam ich z oczy, tłum była taki wielki, że rozdzieliliśmy się i teraz nigdzie nie widziałam swojej córki. Rozejrzałam się nerwowo dookoła, ale nigdzie nie było ich widać.  
- Pani Karolino! - usłyszałam znajomy głos  
Odwróciłam się i spojrzałam zaskoczona na tak bardzo znajomą mi twarz. Chociaż wyglądał trochę inaczej, poznawałam ten sam kolor oczu.  
- Brajanie! - krzyknęłam rzucając się mężowi w ramiona  
- Nie jestem Brajanem. Mam na imię Olek droga pani - powiedział mocno mnie przytulając  
Nie miałam pojęcia jak to wszystko było możliwe, ale nie pytałam się o to. Nie interesowało mnie jakim cudem przeżył i nie musiałam o wszystkim wiedzieć, ważne było to, że był. Tylko to się dla mnie liczyło. Obok nas stanął uśmiechnięty Piotr, a ja rzuciłam się przyjacielowi w ramiona.  
- Jak to wszystko jest możliwe? - zapytałam zaskoczona  
- Efekty specjalne, kamizelka i trochę keczupu - zaśmiał się Piotr  
Chciałam go uderzyć, ale również się roześmiałam.  
- A pozostali? - zapytałam zaskoczona  
- Wszyscy żyją. Niestety długo nie możemy ich zobaczyć. Tak będzie bezpieczniej - powiedział poważnym głosem  
Chociaż chciałam się z nimi spotkać, rozumiałam to i nie pytałam już o nic. W Los Angeles dostałam wyrobione dokumenty i spojrzałam na dowód. Teraz nazywam się Karolina Karlas mam trzydzieści dwa lata, dwuletnią córeczkę i jestem szczęśliwą żoną Olka. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne, niczego więcej nie pragnęłam.  
- Kocham Cię skarbie - powiedziałam przytulając się do męża  
- Ja ciebie też moja ukochana Karolino - zaśmiał się, przyciągając mnie do siebie i namiętnie całując.  

Karolina Karlas. Nazywam się Karolina Karlas powtarzałam uśmiechając się do dziecka. Karolina Karlas powtórzyłam po raz ostatni, wsiadając do samochodu i jadąc do naszego nowego domu. Koniec

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 22735 słów i 119082 znaków.

5 komentarzy

 
  • Sylwia :)

    Ja przez parę części aż płakałam dosłownie i n tej ostatniej też myślałam ze nie żyje Brajan przepraszam Olek :) ale ciesze się że żyje  :D:D:D:D

  • Mysterious

    Ale to już naprawdę taki koooniec...?? nic więcej z tym nie bedzie:( buuu

  • Mally

    sliczne ;3 i szkoda ze juz koniec ;<.

  • szczęśliwa

    szkoda, że się już zakończyło :(

  • Olcia006

    Trochę dziwne zakończenie ;( ale całe opowiadanie rewelacyjne <3