Ogniste Serce. Rozdział 6.

Ogniste Serce. Rozdział 6.UWAGA!!! Wszystkie poprzednie części zostały zaktualizowane!

W międzyczasie kobieta, którą widziałam ostatnim razem, przyniosła tacę. Wgryzłam się w jedzenie.  

- Gdzie ty to mieścisz? - Zapytał Arian unosząc w rozbawieniu brwi. Wzruszyłam ramionami.  

- Ty nic nie zjesz? - Podebrał mi kanapkę i zamilkł. Zamyśliłam się. Znów trafiłam do łóżka Ariana. Znów mnie do niego przyniósł. I naprawdę nie wiedziałam jak to się stało.  

- Tak się właśnie zastanawiam jak tam twoja podróż? - Spytałam z pozornym brakiem zainteresowania.  

- Wysoko i mroźnie.  

- Byłeś w górach?  

- Nie martw się tym. – Przytaknął. Rzucał dla mnie wszystko, ale jednocześnie karmił mnie półprawdami, nic nieznaczącymi frazesami. Mimo to lgnęłam do niego jak ćma do ognia i wiedziałam, że tak jak ona mogę się spalić. Ale jakiś głos znikąd mówił mi, że warto się poparzyć.  

- Posmutniałaś?  

- Wydaje ci się, po prostu jestem zmęczona. - Krótka drzemka w samochodzie była, aż nadto kuszącym wspomnieniem. - Niecodziennie człowiek wpada pod samochód. – Uśmiechnęłam się słabo.  

- No, tak to był trudny dzień.  

- Pamiętasz ten T-shirt, który ostatnio miałam na sobie?  

- Przysięgnij! – Spojrzał na mnie uważniej. - Że jak wyjdę i wrócę za chwilę nie będę musiał zbierać cię z podłogi.  

– Słowo honoru. – Uniosłam dwa palce w znanym geście. Wrócił po chwili z białą koszulką.  

- Mógłbyś się odwrócić. - Spojrzałam na niego z wyrzutem. O dziwo uczynił to bez zbędnych komentarzy. Przez chwilę mocowałam się z zamkiem sukienki, aż w końcu sztywny materiał zsunął mi się z ramion i ubrałam koszulkę. Nie odważyłam się zdjąć bielizny. Gdy poniosłam wzrok Arian, nagi od pasa w górę, zdejmował spodnie. Wyglądał jeszcze lepiej niż w zapamiętałam.  

- Co?- Przełknęłam ślinę. - Ty robisz?  

- To samo co ty. - W samych slipach wskoczył pod kołdrę i przyciągnął do siebie.  

- Masz lodowate stopy. - Wymamrotał zaskoczony. Nie odpowiedziałam. Oplótł mnie ciaśniej ramieniem, muskularne udo wcisnął między nogi. Na pośladkach czułam na wpół twardą męskość. Odepchnęłam protest w głębsze zakamarki umysłu. Promieniowało od niego przyjemne ciepło, które otulało mnie w jakiś kojący sposób. Myśli stały się powolne, dziwnie splątane, a powieki opadły niemal bez mojego przyzwolenia.  

***  

Najpierw pojawiła się drobna pieszczota. Wraz z nią ogień zalegający ciężką kulą w podbrzuszu. Dotyk pogłębił się, stał bardziej natarczywy. Błądził po skórze kreśląc tajemnicze szlaki, które niestrudzenie prowadziły do celu. Wślizgnął się pod koronkę majtek, gdy dotarł do łechtaczki, z moich ust wydobył się cichy jęk. Zacisnęłam powieki, z rozpaczliwą myślą, że nie chce się obudzić.  

- Lara, skarbie... – Ochrypły głos, wybrzmiał wprost do ucha, wibrując w całym ciele.  

- Arian... - Wilgotny dotyk na szyi, wyrwał z moich ust kolejny jęk. Długie palce nabierały sączącą się ze mnie wilgoć i zataczały regularne kręgi.  

- Tak, właśnie. Dojdź dla mnie. – To nie jest sen. Gdy wyczułam ruch, ta myśl wykwitła gdzieś w otumanionym snem i przyjemnością umyśle.  Zgniotłam ją pozwalając by ogień mną zawładną, by objął każdą komórkę ciała, by wybuchnął ognistym pióropuszem.  

Właśnie wtedy, gdy zawisłam na cienkiej granicy pomiędzy spełnieniem, a wciąż narastającą euforią i rozkoszą, ostry ból przeszył moje biodro. Otworzyłam oczy z sykiem wciągając powietrze. Arian wisiał nade mną wpatrując się złotymi oczami, wezbrane naczynia krwionośne lśniły złociście pod skórą, zupełnie jakby jego krew była płynną lawą, kontrastując z ciemną plamą tatuażu.  

- Arian – Wychrypiałam w pełni rozbudzona.  

- Nie ruszaj się – Syknął. – Muszę ... - Na przekór jego słowom uniosłam się i pocałowałam go. Wgryzł się we mnie z głodem, który chyba powinien mnie przerazić. Jego dłoń wróciła między moje uda i praktycznie jednym dotknięciem doprowadził mnie na szczyt. Zakwiliłam w jego usta, gdy fale rozkoszy raz za razem wzdrygały moim ciałem.  Jak za mgłą widziałam jego wykrzywioną twarz, słyszałam gardłowy jęk, nieomal skowyt i czułam parzącą ciecz zalewającą uda. Chwila trwająca zaledwie kilka sekund, wydawała się ciągnąć w nieskończoność. W końcu wycieńczona opadłam na poduszki. Arian zaległ tuż obok. W wiszącym nad nami lustrze widziałam nasze ciała na tle zmiętej czarnej pościeli. W koszuli podwiniętej do pasa, z sinofioletową plamą rozlewającą wokół biodra byłam żałośnie drobna w porównaniu do potężnego i nagiego Ariana. O dziwo to właśnie ta dysproporcja, a nie przeżyty przed chwilą orgazm, wywołał na moich policzkach ognisty rumieniec.  

- Podoba mi się to lustro. – Uniosłam się na łokciu przyglądając mężczyźnie. Smok lśnił na wilgotnej skórze, jednak tym razem zatrzymałam wzrok znacznie niżej. Mięśnie brzucha układały się w idealny trójkąt zwieńczony na w półsztywną męskością oraz ciężkimi jądrami. Nieświadomie zagryzłam wargę, wydawało mi się, że tego typu rozmiarem dysponują starannie wyselekcjonowani aktorzy porno, a przecież to nie był szczyt jego możliwości. Zacisnęłam uda odwracając wzrok.  

- Jesteś taka śliczna, gdy się rumienisz. - Odgarnął mi z twarz włosy.  

- Jak się czujesz? - Zapytał z troską.  

- Dobrze. – Po przespanej nocy i jakże przyjemnym przebudzeniu czułam się o wiele lepiej niż wczoraj.  Jednak stłuczone biodro bolało przy każdym ruchu. Wstał nieskrępowany negliżem i chwycił mnie w ramiona.  

- Zwariowałeś!? – Kopniakiem otworzył drzwi łazienki. Postawił mnie dopiero w kabinie, odkręcił wodę.  

- Przez ciebie wiedźmo. - Odpowiedział pewnie. Wiedźma, powtórzyłam w myśli i zadrżałam w strugach ciepłej wody. Nazwał mnie tak kolejny raz i było w tym coś prawdziwego. Nie umiałam tego określić, ale to słowo po prostu do mnie pasowało. Zwłaszcza gdy wypowiadał je Arian.  

- Muszę Cię w końcu zobaczyć. – Porwał w strzępy mokry t-shirt. Błyskawicznym ruchem ściągnął bieliznę, w końcu i ja byłam naga. Nigdy nie byłam krytycznie nastawiona do swojego wyglądu. Ignorując zbyt mały biust, wąskie biodra podobałam się sobie. Jednak pod spojrzeniem Ariana poczułam się nijaka. Chwycił mnie za brodę, spojrzałam prosto w złociste oczy.  

- Jesteś piękna. – Pochylił się i lekko pocałował. Kropelki wody zawisły na moment w powietrzu.  

- Ty też. – Opowiedziałam. Pomysł, który zrodził się w tej chwili był zbyt kuszący by go zignorować. Chwyciłam tubkę żelu pod prysznic i wylałam na dłonie. Gdy go dotknęłam gwałtownie wciągnął powietrze. Teraz przymknął oczy i znieruchomiał. Zaczęłam metodycznie namydlać kolejne partie ciała. Jak w transie patrzyłam, jak reaguję na każdy mój ruch. Twarde mięśnie obleczone aksamitną skórą napinały się, klatka piersiowa unosiła się w przyśpieszonym oddechu. Przez żyły przebijała słaba poświata, a członek potężniał. Jęknął, kiedy bezwiednie objęłam go i przejechałam od podstawy do główki, zostawiając mydlany ślad. W moich dobrych niedoświadczonych dłoniach wydawał się olbrzymi. Powtórzyłam ruch, drugą dłonią chwyciłam ciężkie jądra. Gdy Arian otworzył oczy, klęczałam przed nim z myślą, jak to by było poczuć go w ustach. Podniósł mnie do góry jednym szarpnięciem, przycisnął do ściany. Chłód kafelkowej ściany i ostry ból przeszywający biodro otrzeźwił mnie. Co ja wyprawiam!? Zablokował mnie własnym ciałem, oparł czoło nad moją głową.  

- Muszę się opanować. - Wysyczał zaciskając szczęki. Uspokoił oddech.  

- Nie igraj ze mną. Oboje nie chcemy, żeby stała ci się krzywda. - Spojrzał na mnie czarnymi oczami. Skinęłam głową. Odsunął się i delikatnie pogładził posiniaczoną skórę.  

- Powinienem był go zabić. - Powiedział to tak cicho, że nie byłam pewna czy mi się nie przesłyszało i wyszedł z kabiny.  

Kurwa! Zrugałam się w myśli, sięgając po porzucony żel. O dziwo na półce znalazłam także szampon i odżywkę do włosów. Wyszłam z kabiny owinęłam się ręcznikiem, z drugiego zawinęłam turban na mokrych włosach. Ruszyłam na poszukiwania ubrania. Porzuconej wczoraj śliwkowej sukni nie znalazłam w sypialni, choć dobrze pamiętałam, że Arian odłożył ją na ramę łóżka. Pomyślałam o garderobie. Nagle zauważyłam, że jedno z luster ma ozdobną gałkę na wysokości klamki. Nie pomyliłam się.  

Wszystkie ze ścian zagospodarowano. Równe rzędy garniturów, koszul, T-shirtów, jeansów, butów. Rzędy szuflad, wieszaków. Pierwszy facet, który ma więcej ciuchów ode mnie! A to jest komplement. Na środku stała wygodna kanapa. Siada i kompletuje garderobę? Zastanowiłam się przelotnie. Jednak największy szok przeżyłam, gdy w głębi dostrzegłam coś co wyglądało na kilka rzędów damskich ubrań. Ironiczny uśmiech zamarł mi na ustach, gdy przypomniałam sobie jego słowa “kupiłem jeszcze kilka rzeczy”. Czy on zwariował!? Przyjrzałam się bliżej. Bluzki, spodnie, buty, suknie, niestety swojej nie znalazłam. Chwyciłam za pierwszą z brzegu szufladę, w środku były komplety koronkowej bielizny. Spojrzałam na metki, wszystkie miały mój rozmiar. Zrezygnowałam z pytań zaczynających się na “Jakim cudem...” i wybrałam coś najmniej ekstrawaganckiego, czyli cielisty biustonosz i figi. Z wieszaka zdjęłam luźne spodnie w kolorze khaki oraz czarną bluzkę. Wróciłam do łazienki, odwinęłam włosy. W szafce już bez zdziwienia znalazłam suszarkę do włosów oraz szczotkę.  

W końcu zaczęłam logicznie myśleć. Nigdy do tej pory się tak nie zachowywałam. Nie miałam wielu doświadczeń w relacjach damsko-męskich i jakkolwiek dziwnie to zabrzmi w wieku 23 lat byłam dziewicą. Jednak, odkąd weszłam w okres w dojrzewania zaczęłam miewać sny. Senne, erotyczne wizje pełne przyjemności, wyuzdania i rozkoszy. Było kilka okazji do ich realizacji, ale wszyscy mężczyźni byli tacy mdli, nijacy. Albo traktowali mnie jak porcelanową lalkę, albo dbali tylko o swoje przyjemności. Za każdym razem wszystko było takie chłodne. Pozbawione głębszych emocji, szaleństwa. Zupełnie jakbyśmy odgrywali teatr, więc za każdym razem się wycofywałam.  

Arian był zupełnie inny, przy nim czułam ogień spalający mnie od środka. Gdy tylko mnie dotykał zapalałam się jak pochodnia. Te sny za dnia skryte w najgłębszych zasłonach umysły były moim drugim, ukrytym ja. Znikały pod szarym płaszczykiem codzienności, pod problemami, kłopotami. Arian je wyzwolił.  

Wysuszone włosy zaplotłam w warkocz, zawiązałam go materiałowym paskiem wyjętym ze spodni.  

- Wracasz do domu! - Spojrzałam w lustro i przykazałam sobie surowo, mimowolnie się uśmiechając. Miałam wrażenie, że moja lustrzana bliźniaczka, zmieniła ten uśmiech w szyderczy grymas.  

Wyszłam z sypialni cicho zamykając drzwi. W holu natknęłam się na znajomą kobietę.  

- Dzień dobry. - Przywitałam się. - Wie może pani, gdzie mogę znaleźć Ariana?  

- Jaka tam pani. Jestem Anna. - Wyciągnęła dłoń na powianie.  

- Lara. Jesteś ... - Zawiesiłam się głos.  

- Można powiedzieć, że zajmuję się wszystkim tym do czego pan Unfire nie ma głowy. - Zaśmiała się - Wyszedł.  

- Cóż, w takim razie ja też już pójdę. - Poczułam gorycz napływającą do gardła, nawet się nie pożegnał.  

- Nie. - Anna zaprzeczyła ostro, po chwili dodała z pozornym spokojem. - Pan Unfire kazał przekazać, że wróci za jakąś godzinę. Prosił, byś nie wychodziła.  

- Ale... - Zaczęłam jednak zdałam sobie sprawę, że kobieta się go boi. Pod płaszczykiem swobody, starała się ukryć przerażenie. Może ja też powinnam? Ta myśl wydała mi się irracjonalna.  

- Proszę zostań. - Zakłopotała się, gdy jej słowa zabrzmiały niemalże żałośnie.  

- Dobrze - Skinęłam głową, a kobieta odetchnęła z ulgą. - Godzina.  

Anna zaproponowała mi śniadanie. Zaoferowałam, że sama się obsłużę, ale nie dopuściła mnie do kuchni, więc przysiadłam obok na barowym krześle.  

- Arian jest... - Zaczęłam jednak Anna przerwała mi wpół słowa.  

- Opanowany. - Anna zaśmiała się nerwowo. – Chyba nie powinnam tego mówić. Dobrze płaci, nigdy nie spotkała mnie z jego strony przykrość.  - Urwała na moment. – Ale rzadko okazuje emocje.  Czasem mam wrażenie, że coś się w nim burzy, że to tylko nieruchoma maska, pod którą skrywa... - Wzdrygnęła się i dokończyła nieskładnie. - Coś.  

W mojej głowie zaczęły pojawiać się kolejne obrazy. Jego zmieniające się oczy, lśniące żyły. Wtedy w parku, w szpitalu czy ludzie mają taką siłę? Nagle uświadomiłam sobie, że Arian zawsze jest ciepły. Gorący, zupełnie jakby cierpiał na permanentną gorączkę. I to jak inni ludzie na niego reagują. Wzbudza strach. A ja...  

- Przy tobie jest inny. - Podjęła nagle Anna. – Nie wiem czym konkretnie się zajmuję, ale często podróżuje, znika wieczorami, zwłaszcza gdy jest paskudna pogoda. Wydaje się samotny. Nikt go nie odwiedza, nigdy nie przyprowadzał tu kobiet. Zajmują go tylko jego skarby. - Zamarła nagle, jakby uświadomiła sobie, że powiedziała zbyt dużo.

1 komentarz

 
  • shakadap

    Brawo! Czekam niecierpliwie na dalszą część!
    Pozdrawiam i powodzenia