Ogniste Serce. Rozdział 3.

- Jak tego, że nie osiwieje na starość. Byłam w szoku, gdy go zobaczyłam. Zwykle przysyłał pełnomocnika, ale dziś zjawił się osobiście by podpisać umowę. Szykowałam się na ostre negocjacje. Gdy przyniosłaś kawę, prawie pożerał cię wzrokiem. Niemal bez zastanowienia zgodził się na wszystkie warunki, podpisał kontrakt i wybiegł z gabinetu. Gdy wyszłam, obściskiwaliście się na korytarzu.  

- Nie obściskiwaliśmy się - zaprzeczyłam gwałtownie.  

- Wiem co wiedziałam. Facet nie umiał utrzymać rąk przy sobie. I szczerze, na twoim miejscu nie miałabym nic przeciwko. – uśmiechnęła się drapieżnie.  

- Chociaż jest w nim coś niepokojącego. - dodała po chwili namysłu - Ale gdy zobaczyłam was razem byłaś taka rozemocjonowana. - Puściła do mnie oko - Gdy wspomniał o kawie, wiedziałam, że muszę Cię dodatkowo umotywować.  

- Przedstawił mi się jako Arian.  

- To pewnie jego drugie imię, zawsze używał inicjału John A. Unfire.  

- Poznałam go wczoraj. Uratował mnie w parku, gdy napadł mnie jakiś pijak. – Daga po raz pierwszy nie wiedziała co powiedzieć.  

- Pijak!? Napadł w parku!? O Boże Klara nic ci się nie stało!? Opowiadaj!  

- Ok. Ale potrzebuję do tego porządnej herbaty. – Gdy wróciłam z kuchni zrelacjonowałam jej wydarzenia zeszłej nocy. Starannie pomijając nienaturalne elementy. Daga była zadeklarowaną realistką, a na wszystkie nierzeczywiste sytuacje reagowała dość nerwowo.  

- Taka historia mogła przydarzyć się tylko tobie. I co teraz zrobisz?  

- Nie wiem. - podwinęłam pod siebie nogi.  

- Żartujesz!?  

- Nie wydaje Ci się to podejrzane. Co taki facet może we mnie widzieć? Poza tym byłam w szoku. Dopóki go dziś nie zobaczyłam, nie byłam pewna czy to wszystko w ogóle się wydarzyło.  

- Dziewczyno zacznij w końcu siebie doceniać! - Potrząsnęła mną. - Może jesteś pierwszą, która nie rzuca mu się na szyję. I oddaje jego prezenty. Naprawdę odesłałaś tą kieckę?  

- Przecież mówiłam. Myślałam, że więcej go nie zobaczę. Pewnie już o mnie zapomniał. - Mój pokrętny wywód przerwał dzwonek do drzwi.  

- Spodziewasz się jeszcze kogoś? - spytała Daga, patrząc na zegar, który wskazywał 20:30. Pokręciłam głową. Za drzwiami nikogo nie było. Na wycieraczce leżała paczka. Zaniosłam ją do salonu i otworzyłam.  

W wytłaczany pergamin zapakowano czarną suknię. Koronkowy gorset z odkrywającym ramiona hiszpańskim dekoltem, uzupełniała rozkloszowana spódnica z lśniącego jedwabiu. Była niesamowita. Oprócz niej w paczce były jeszcze czarne pantofle na obcasie. Oraz maska wyglądająca na prawdziwy unikat. Sztywna podstawa była utkana z lśniącej niemal przezroczystej nici, wyszyto na niej czarny ornament z liści. Gdzieniegdzie lśniły pojedyncze kryształki.  

Na spodzie znalazłam imienne zaproszenie na bal maskowy w Pałacu Pod Gwiazdami.  

- Bal maskowy? Pałac Pod Gwiazdami?  

- O naiwności moja! Ty naprawdę nie wiesz!? - Daga spojrzała na mnie jakby wyrosły mi rogi. - Pałac Pod Gwiazdami to zabytkowa rezydencja pod miastem. Jeszcze pod koniec ubiegłego stulecia to była rozpadająca się rudera, ale ktoś wykupił grunty i przeprowadził generalny remont. Od tamtej pory, luksusowe sale są wynajmowane za horrendalne stawki na różnego rodzaju imprezy. Coroczny bal maskowy stał się niemal tradycją. Celebryci, ludzie biznesu, niektórzy za takie zaproszenie byliby w stanie zabić.  

- Chyba trochę przesadzasz.  

- Nie, nie przesadzam. Bal maskowy w Pałacu pod Gwizdami to największe wydarzenie towarzyskie roku. Pikanterii dodaje fakt, że cała impreza odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Dziennikarze niemal przez cały rok snują domysły na temat tej imprezy.  

Z zaproszenia wypadł wykaligrafowany liścik.  

  

Klaro Brawn mam nadzieję, że ta suknia bardziej przypadnie Ci do gustu.  

Czy zechcesz towarzyszyć mi na balu?  

PS: Mój telefon milczy. Czyżbyś znudziła się moją zagadką?  

J. Arian Unfaire  

  

- Zapomniał o tobie? - Dagmara zapytała szyderczo. Wyrzuciłam ją za próg i odpaliłam laptopa. Jednak w Internecie, praktycznie nie znalazłam nic ponadto co powiedziała Daga.  

Większość stron stanowiły zestawienia najbogatszych osób w kraju i na świecie, w tych pierwszych był na podium, w tych drugich w pierwszej dziesiątce. W Wikipedii figurował jako miliarder, właściciel kilku kopalni i kilkunastu firm związanych z przemysłem wydobywczym i jubilerskim. W artykułach na portalach plotkarskich snuto najdziksze teorie, mając na poparcie jedynie zamazane zdjęcia. Bardzo skutecznie chronił swoją prywatność.  

To, dlatego nie powiedział prawdy? Dlaczego tak zależy mu na spotkaniu? Powinnam zadzwonić? Powiem „to ja Lara, dzięki za zaproszenie, ale nie chadzam na bal z miliarderami, którym od czasu do czasu oczy zmieniają kolor”. Do cholery, przecież nie zwariowałam! Sam to potwierdził, a przynajmniej nie zaprzeczył. Jedne wątpliwości rodziły kolejne, zupełnie jak przewracające się klocki domina. W końcu zabrałam się za szkicowanie ilustracji, zawsze mnie to uspokajało.  

Gdy się ocknęłam z policzkiem przyciśniętym do szkicownika była trzecia nad ranem.  

  
***  
  

W salonie był spory ruch, ale w sezonie wyprzedaży to norma. Nikoli nie było, więc razem z Dagą, która ją zastąpiła miałyśmy pełne ręce roboty. Kilka minut przed zamknięciem wszedł Arian, miał na sobie czarną koszulkę polo i sprane dżinsy. Wyglądał nieprzyzwoicie dobrze.  

- Witam panie Unfair w naszych skromnych progach. – Moje słowa ociekały słodyczą.  

- Dlaczego nie zadzwoniłaś? – Oparł dłonie o drugą stronę lady, mrużąc oczy.  

- Zastanawiałam się czy odesłać Ci kolejną suknie. I zabieraj łapy, bo zostawiasz ślady na szybach! – Zabrał ręce, przybierając taki wyraz twarzy jakby miał zamiar ją rozbić w drobny mak.  

- Poważnie? - zainteresowała się nagle Dagmara. Czy ci ludzie naprawdę nie wiedzą co to sarkazm!?  

- Nie. - przewróciłam oczami i spytałam - Dlaczego przyszedłeś?  

- Dlaczego nie zadzwoniłaś? - powtórzył z uporem maniaka.  

- Wczoraj byłam zajęta, a dziś od rana jestem w pracy.  

- Wychodzisz już? - zapytał zniecierpliwiony.  

- Idźcie gołąbeczki, bo jeszcze ta witryna tego nie przeżyje. Ja wszystko pozamykam. - Dagmara niemal wypchnęła nas na zewnątrz. Wciągnęłam na siebie kurtkę.  

- Więc - spojrzałam mu w oczy – dlaczego nie powiedziałeś prawdy? Dlaczego przyszedłeś?  

- Ja – zawahał się - pomyślałem, że będziesz wracać przez park i chciałem Cię odprowadzić. – Poczułam ciepło w okolicy serca.  

- Poza tym nie okłamałem Cię. – dodał pośpiesznie.  

- Poważnie? - roześmiałam się - Naprawdę nie rozumiem Cię. Chodzisz za mną, a ilekroć o coś pytam zbywasz mnie. Ja nic o Tobie nie wiem, a Ty znasz połowę mojego życiorysu. Wczoraj się dowiedziałam, że jesteś tajemniczym miliarderem. Czego dowiem się jutro?  

- To skomplikowane. Poza tym nie wiesz, jak ludzie reagują na słowo miliarder. – Muszę przyznać miał trochę racji. Nagle zmarszczył brwi. - Po co Ci kurtka? Jest Ciepło.  

- Mi jest chłodno. Jestem - skrzywiłam się, nie lubię tego określenia - zmarzła.    

- Przyjdziesz na bal? – Nie mogłam dłużej się oszukiwać, chciałam pójść na ten pieprzony bal. Choć żadne logiczne argumenty za tym nie przemawiały.  

- Tak. – odpowiedziałam krótko. Ruszyłam w stronę parku nie oglądając się.  

- Skąd wiedziałeś, że wtedy potrzebowałam pomocy? - zapytałam, gdy wyczułam obok ruch. Poruszał się niemal bezszelestnie.  

- Ja nie chciałbym Cię okłamywać.  

- Więc powiedz prawdę.  

- Usłyszałem, jak wołasz pomocy. - To absurdalne, ale szarpanina w parku odbyła się praktycznie bezgłośnie.  

- Nie przypominam sobie abym zdarła gardło, a park był wyludniony. Wszyscy uciekli przed burzą.  

- Burze nie są takie złe. - odpowiedział wymijająco.  

- Wiesz, że to pierwsza rzecz jaka mi o sobie powiedziałeś.  

- Wcale nie przecież mówiłem, że kocham klejnoty i zagadki.  

- To co innego.  

- Tak, to wolność. - Burza to dla niego wolność?  

- Wiesz chyba muszę poprosić o wskazówkę do tej zagadki. - zaśmiałam się.  

- Ja też. - Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. - Jesteś bardzo skomplikowana.  
- Rozumiem, że mam to potraktować jak komplement. - Poczułam bijące od niego ciepło. Pochylił się i odgarnął za ucho kosmyk włosów, który uwolnił się z warkocza.  

- Zdecydowanie. - Przełożył warkocz z jednego ramienia na drugie ważąc go w dłoni. - Wiesz nigdy nie spotkałem kobiety o tak długich włosach. - zarumieniłam się. Włosy są moją chlubą, rozpuszczone sięgały połowy ud.  - Nie powinnaś ich wiązać.  

- Są po prostu długie, rozpuszczone przeszkadzają. - Nim się zorientowałam, pociągnął za gumkę.  

- Oddawaj. - Spróbowałam przybrać groźny ton.  

- Nie. - roześmiał się gardłowym śmiechem chowając zdobycz za plecami. Zanurkowałam za jego plecy, ale nim się obejrzałam już przerzucał drobiazg do drugiej ręki i uniósł do góry.  

- Złodziej! - rzuciłam słuszne oskarżenie, próbując opanować śmiech. Z moją drobna postura, z góry byłam skazana na porażkę. Co nie znaczyło, że zamierzam się poddać. Sięgnęłam do jego dłoni, ale straciłam równowagę i zachwiałam się. Silne dłonie uchroniły mnie przed upadkiem.  

- Lara - wymruczał pochylając się. Odruchowo przejechałam dłońmi po napiętych mięśniach ramion.  

- Możesz mnie już puścić. - odpowiedziałam schrypniętym głosem, zastanawiając się czy słyszy moje serce trzepoczące jak skrzydełka kolibra. Pochylił się i przez krótką chwilę wymienialiśmy gorące oddechy.  Gdy w końcu nasze usta się spotkały, płomień, który rozgorzał w moim podbrzuszu zdążył już objąć całe ciało. Nasze języki plątały się ze sobą w zmysłowym tańcu, aż zabrakło nam tchu. Uchyliłam przymknięte powieki, oczy Ariana dosłownie płonęły złocistym blaskiem. Oparł czoło o moje, wpatrując się we mnie.  

- To było - przez chwilę nie wiedziałam, co właściwie chcę powiedzieć - intensywne. - Nie odpowiedział, wplótł palce we włosy zaciągając się głęboko ich zapachem.  

– Co mi teraz powiesz o swoich oczach? -  Wyszeptałam mu do ucha. Zamarł, zamykając oczy. Trwał tak przez chwilę bez ruchu, wciąż trzymając mnie w ramionach. W końcu odetchnął i poluzował uścisk. Otworzył oczy. Były czarne.  

- Podstępna wiedźma. - wymamrotał. Rozejrzał się. Kiedy upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu, kontynuował. - Moje oczy świecą, gdy jestem pod wpływem silnych emocji, wkurzony lub podniecony. - Ostatnie słowo zaakcentował krzywym uśmiechem. - Tyle musi Ci wystarczyć.  

- Czyli jest coś jeszcze? Na przykład dym. - Nie odpowiedział przyjmując zamyślony wyraz twarzy.  

Ja także pogrążyłam się rozważaniach. Kim on właściwie jest? Tajemniczym milionerem cierpiącym na jeszcze bardziej tajemniczą chorobę związaną ze zamianą barwy tęczówek? To idiotyzm. Tajemnica pogania tajemnicę. Prychnęłam w myśli. Ale on niczemu nie zaprzecza, gdyby nie to sama zaczęłabym wątpić w wiarygodność własnych zmysłów. I te brednie o kłamstwie. Teoria o emocjach to tylko półprawda? Powiedzenie części prawdy, to nie kłamstwo, ale też nie prawda. No i ten cholerny dym, a może para?  

Tak bardzo się zadumałam, że omal nie zderzyłam się z drzwiami własnego mieszkania. Wygrzebałam z torebki klucze.  

- Zaufasz mi, jeśli powiem, że wejdę tylko na chwilę?  - zapytał Arian przyglądając mi się z rozbawieniem.  

- Przyrzekam, że nie zwiąże Cię i nie zamorduję nożem kuchennym. - Zaprosiłam go gestem do mieszkania. - Ostrzegam ma bardzo ostre noże.  

- Noże nie robią na mnie wrażenia. Ale musisz przyrzec, że nie utopisz mnie w wannie.  

- Nie mam wanny. - Roześmiałam się - Czyżby Pan Unfire bał się wody?  

- Uwielbiam, gdy się śmiejesz. - Znów założył mi kosmyk włosów za ucho.  

- Rozumiem, że nie odzyskam swojej ulubionej gumki?  

- Oddam Ci ją na balu. Będę miał pewność, że mi nie uciekniesz.  

- Napijesz się czegoś? - spytałam.  

- Nie, naprawdę się spieszę. Dziś w nocy mam samolot. W przeciwnym razie nie pozbyłabyś się mnie tak szybko.  

- Wyjeżdżasz? – W moim głosie pojawiła się nuta żalu.  

- Tylko na kilka dni, muszę dopilnować pewnej sprawy. - Może to i lepiej, pomyślałam. Uśmiech zmarł mu na ustach, gdy zapaliłam główną lampę w salonie.  

Jedna ze ścian niemal od podłogi do sufitu była zawieszona moimi grafikami. Jedne były prostymi szkicami wykonanymi tylko przy pomocy ołówków, grafitu i węgla, inne zwykłym czarnym atramentem. Na górze wisiało kilka scenek narysowanych białym węglem na czarnym podobraziu oraz kilka przy pomocy pasteli. Większość namalowałam akwarelą lub akrylem.  

Wszystkie obrazy, co do jednego, przedstawiały smoki. Niektóre pilnowały swoich cennych skarbów. Inne strzegły księżniczek zamkniętych w wieżach, kolejne po prostu spały, a jeszcze inne toczyły krwawe walki między sobą. Ale to nie były ilustrację z dziecięcych bajek, przedstawiające groteskowe stwory z góry skazane na śmierć z ręki dzielnych rycerzy.  

Z ram spoglądały drapieżne bestie, których paszcze wypełnione były rzędami ostrych jak brzytwy zębów, uzbrojone w różnego rodzaju kolce, rogi, pancerze czy zatrute strzałki. Jednak na swój sposób piękne, pełne zwierzęcej gracji i dzikości. Ich czujne, lśniące spojrzenia były naznaczone pasją, żądzą i ponadprzeciętną inteligencją. Każdy bez wyjątku był wyjątkowy i fascynujący.  

- Twoje? – skinęłam głową.  

- Dlaczego – urwał na chwilę, jakby zabrakło mu tchu – smoki?  

- A dlaczego nie? – roześmiałam się. - To piękne, zapomniane stworzenia. Od zawsze mnie intrygowały. Pamiętam, gdy jako dziecko wkurzały mnie wszystkie bajki. Smoki były w nich takie mdłe, nijakie. Zawsze ginęły zabite przez marnych rycerzyków z mieczykami, zupełnie jakby człowiek mógł się z nimi mierzyć. Smoki są fascynujące. Zawsze, gdy się czegoś bałam wyobrażałam, że gdzieś tam za moimi plecami czai się smok. Z paszczą pełną zębów i ognistym oddechem, który mnie obroni.  

- Wiesz, ja też mam takiego – jego usta drgnęły w uśmiechu - obrońcę. Jest ze mną zawsze i wszędzie. - Chwycił swoją koszulę i ściągnął ją, ukazując to czego mogłam się tylko domyślać.

2 komentarze

 
  • Adrian1

    Ewcia napisz kolejne części. To bardzo ekscytująca opowieść. Czekam!

  • shakadap

    Brawo. Świetnie napisane. Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam i powodzenia.