Niespełnione marzenia cz. 17

Niespełnione marzenia cz. 17ROK PÓŹNIEJ

[JULIA]

Sytuacja z Adrianem kompletnie mnie  zniszczyła. Przestałam wychodzić z domu, stawałam się wrakiem człowieka. Może i zachowywałam się jak wariatka, bo nie znaliśmy się zbyt długo, ale czy miłość można uznać za coś normalnego? Miłości nie można określić słowami, przychodzi znienacka i jak nas złapie to niechętnie puszcza. Wiedziałam, że straciłam coś najważniejszego, coś co jest tylko moje. Czułam ogromną pustkę, aż sama się sobie dziwiłam, bo nie byłam zbyt wylewna. Wolałam tłumić emocje w sobie, lubiłam stawiać przed sobą mur, bronić się przed ludźmi. Śmiałam się z nich, bo nikt nie potrafił tej ściany zniszczyć. Powiedziałam nikt? Dobre sobie... Nikt oprócz Adriana.  
Jednak po pewnym czasie miałam tego wszystkiego dosyć. Pomyślałam sobie, że to odpowiedni moment, aby coś zmienić w swoim życiu, aby zmienić siebie w stu procentach. No dobra może w osiemdziesięciu . Postanowiłam wyjechać na roczny  staż w szkole tanecznej w Anglii. Chciałam odciąć się od tego wszystkiego i zacząć życie od nowa. Pierwszy raz zaryzykowałam i tak naprawdę nie obchodziły mnie konsekwencje i to co zastanę po powrocie do Polski.  
Prowadziłam zajęcia  taneczne dla dzieci   i młodzieży.   Była to   super   przygoda, która pozwoliła   mi zapomnieć .  Choć gdzieś z tyłu  głowy przewijały się przeróżne myśli o Adrianie i o tym, że już dawno jest mężem tej jędzy. To już nie bolało tak bardzo, byłam obojętna. Cholera, kogo chcę oszukać!!!
  
***

Staż dobiegł końca, a ja stałam przed wejściem na lotnisko i czekałam na przyjaciółkę. Spóźniała się, a ja marzłam. Było to   wyjątkowo chłodne,  jesienne popołudnie. Na  szczęście  byłam przygotowana  na taką możliwość, bo w Londynie też pogoda  nie rozpieszczała.  Nie  mogłam ustać w  miejscu, przechodziłam z nogi na nogę.  Rozglądałam  się we wszystkie strony.  
-Jak zwykle się spóźnia!  
Nagle spostrzegłam  znajomą  postać.
-O mój Boże, to przecież Adrian!
Wpadłam w panikę, nie mógł mnie zobaczyć, to nie odpowiedni czas, ani miejsce. Nie byłam na to gotowa. Pospiesznie chwyciłam walizkę i w amoku rzuciłam się na drzwi.  
W prawo, czy w lewo? Lewo w kierunku poczekalni
Pewnie przyjechał kogoś odebrać, a że zawsze był punktualny, to byłam pewna, że nie usiądzie.  
Schowałam się za filarem, modląc się żeby mnie nie zauważył, jednak nie mogłam powstrzymać wzroku i bacznie mu się przyglądałam. Nic a nic się nie zmienił. Dobrze dobrane ciuchy, strój schludny, ale nie elegancki. Kilkudniowy zarost i nieład na głowie, tak lubił najbardziej. A ten specyficzny styl chodzenia? Tylko on tak chodził, to było tylko jego. Miękły mi kolana.  
Po chwili zauważyłam tłum ludzi, a w nim biegnącą blondynkę, która zaraz po tym  rzuciła się na Adriana. Od razu poznałam ten zdzirowaty wyraz twarzy- Patrycja we własnej osobie.  Poczułam dziwny ścisk w brzuchu, wszystko wróciło. Tej jej objęcia i wskakiwanie na Adriana, jak wariatka, jej szczęście... miałam ochotę zwymiotować.
Szybko zmyli się z holu, a ja poczułam ulgę, choć nie do końca. Miałam wrażenie, że ktoś mi się przygląda i się nie pomyliłam. Na jednym z krzeseł siedział dość przystojny brunet o zielonych oczach. Było w nich coś niezwykłego. Siedział pewny siebie, można było wywnioskować, że wie czego chce i raczej tak szybko się nie poddaje. Przez dobrze skrojony garnitur widziałam, że jest dobrze zbudowany. Cały czas bacznie mnie obserwował. Zdałam sobie sprawę, że moje zachowanie musiało wyglądać dość komicznie, zarumieniłam się.  
- Nie ma Pan innych zajęć, tylko obserwuje Pan  ludzi?
-Samolot się spóźnia i się troszkę nudzę.
-Proszę poczytać gazetę, przyniesie więcej pożytku, żegnam- obruszona, chwyciłam walizkę, chcąc jak najszybciej uciec.
-Proszę poczekać!- pośpiesznie wstał. - Przepraszam, że Panią speszyłem, ale nie mogłem oderwać od Pani wzroku- chwycił mnie za ramię.  
-Mówi to Pan każdej dziewczynie, która  przyłapie Pana na bezczelnym gapieniu się? - spojrzałam palącym wzrokiem na jego rękę.  
-Tylko tym, które chowają się za filarem, naiwnie myśląc, że są niewidoczne- cofnął rękę, ale nadal wydawał się być wyluzowany.  
-Miałam swoje powody, proszę Pana.  
-Mówmy sobie po imieniu. Nazywam się Artur Stroiński- wyciągnął rękę.  
-Julia, po prostu Julia.  
-Jaka tajemnicza, lubię takie.  
-To chyba nie na miejscu.  
Naszą krótką wymianę zdań przerwała nam Kamila, narzekając, że wszędzie mnie szukała. Darowałam jej wytykanie tego, że to ona się spóźniła. Po przedstawieniu sobie tych dwojga, Artur pożegnał się z nami, wkładając do mojej kieszeni swoją wizytówkę. Kamila skwitowała to swoim charakterystycznym gwizdaniem. Przewróciłam tylko oczami.  

***

-Mam nadzieję, że będziesz zadowolona- zaparkowała przed blokiem, w którym znajdowała się moja kawalerka.  
Weszłyśmy do środka. Mieszkanie było małe, jak na kawalerkę przystało, ale podobał mi się jej układ. W sam raz na początek.  
Przygotowałyśmy szybko coś do jedzenia, wzięłyśmy wino i rozsiadłyśmy się na kanapie. Kamila to straszna plotkara.  
-I co teraz?  
-Przedstawiam Ci nową Julię- zderzyłyśmy się kieliszkami.  
-Grubo! I taka mi się właśnie podobasz. W końcu widzę na Twojej twarzy uśmiech.
-Niestety przeszłość daje o sobie znać. Widziałam go.
-Kogo?
-Adriana. Przyjechał na lotnisko po Patrycję. Pewnie są szczęśliwym małżeństwem.  
Kamila wybuchła śmiechem.  
-Z czego się śmiejesz?  
-Nieważne. Zabroniłaś mi o nim mówić, więc siedzę cicho.
To prawda, przez cały mój wyjazd gadałyśmy o wszystkim tylko nie o nim. Nie chciałam sobie psuć humoru. Wolałam żyć w niewiedzy i dopowiadać sobie historię, które jak dla mnie były czymś oczywistym.  
-Troszkę Cię nie rozumiem, Jul.  
-W sensie?  
-Poddałaś się. Wyjechałaś na rok i odcięłaś się od wszystkiego, myśląc, że to Ci pomoże.  
-Chyba trochę spóźniłaś się z tym kazaniem. Już wszystko stracone. Muszę zapomnieć o przeszłości.
Wstałam i udałam się do kuchni po talerze. Siadając ponownie na kanapie, Kami cały czas mi się przyglądała.  
-Koniecznie spróbuj tej sałatki, jest przepyszna.
-Nie pobrali się.  
-A wino? Najlepsze jakie do tej pory piłam- jeszcze nie przetrawiłam tej wiadomości. - Co takiego?- właśnie w tym momencie ją przetrawiłam.  
-Nie wiem na sto procent.
-Jak to się nie pobrali? Przecież powinni to zrobić dwa miesiące po moim wyjeździe.  
-Uuu, ktoś tu się zaciekawił- droczyła się. -Daj sobie spokój z tym dupkiem.  
-Nie zależy mi na nim- kłamałam. -Jestem tylko ciekawa.  
-Chodzą plotki, że jednak tego nie zrobili. Twój wyjazd wszystko zmienił. Gdy Patrycja się o nim dowiedziała to przestała naciskać na ślub. To tylko moja teoria.
-Zaraz, zaraz... Skąd ona wiedziała, że wyjechałam?  
-Błagam Cię, to  było oczywiste, że prędzej, czy później wszyscy zauważą Twoją nieobecność.  
-Kami!! Przyznaj się, wypaplałaś wszystko.  
-Och! No dobrze.  Po treningu Kaśka z Julitą się o Ciebie pytały, więc im powiedziałam. Akurat w tamtym momencie przechodził Adrian z tą suką, ale nie skomentowali tego.
-Jak zwykle mogłam na Ciebie liczyć.  
-Nie przesadzaj i bez tego zauważył, że zniknęłaś. Codziennie przychodził do mnie i się o Ciebie pytał.  
-Poważnie?  
-Już nie wiedziałam co robić! Był taki upierdliwy- mówiła pakując do buzi kolejną porcję sałatki. -Dawno go u mnie nie było. Zmęczyła się chłopina.  
Zamilkłam. Musiało trochę potrwać zanim to wszystko sobie poukładałam w głowie.  
-To strasznie dziwne, że nadal się nie pobrali. Jakby zmuszając go wtedy do ślubu, chciała zrobić Ci na złość- gdybała.  
Tak upłynął nam cały dzień: na plotkach  i winie. Z każdym  kolejnym kieliszkiem stawałam się coraz bardziej wyluzowana. Tego mi było trzeba.  



KILKA DNI PÓŹNIEJ


Postanowiłam trochę posprzątać. Już nie mogłam patrzeć na niepozmywane naczynia i ubrania na każdym krześle. Zaczęłam od ubrań. Wszystko leciało mi z rąk. Zastanawiałam się od kiedy jestem taką niezdarą. Podniosłam kurtkę, ale zauważyłam, że coś z niej wypadło. Po chwili przypomniałam sobie jak to się znalazło w mojej kieszeni. Była to wizytówka: Artur Stroiński Agencja reklamowa Stroińscy i numer telefonu.  
To był znak, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
Zadzwoniłam do Artura i umówiłam  się z nim na spotkanie. Nie zastanawiałam się nad tym, była to spontaniczna decyzja. Mężczyzna od razu odebrał i ucieszył się, że zadzwoniłam. Nie przyjął mojego zaproszenia, ale za chwile to on zaprosił mnie na kolację do ,,Magnolii'' dość dobrej i drogiej restauracji. To on musiał być górą, tego się właśnie po nim spodziewałam.  
Wybiła osiemnasta, usłyszałam dzwonek do drzwi. Co za punktualność!  
Poprawiłam włosy i pobiegłam otworzyć drzwi. Założyłam luźną, bordową sukienkę przed kolano z odkrytymi plecami i wysokie szpilki w beżowym kolorze. Jak szaleć to szaleć, w końcu zaczynałam nowe życie.  
W drzwiach ukazał się wysoki mężczyzna z kilkudniowym, ale zadbanym zarostem, ubrany na luzie, ale stosownie. Założył granatową marynarkę, koszulę z rozpiętymi guziczkami u góry odsłaniając swój tors.
Co ja w ogóle robiłam? Miałam to gdzieś.  
-Julio, gdzieś się wybierasz?  
-A idę na kolację z człowiekiem, który lubi się  przyglądać ludziom.  
-Bądź pewna, że ten człowiek skupi dzisiaj swój wzrok tylko na jednej osobie. Wyglądasz przepięknie.  
-Dobra, dobra. Jestem gotowa. Idziemy?  
-Oczywiście.  
Około pół godziny później byliśmy na miejscu. Stolik już na nas czekał.  
-Jak tu pięknie.  
-To moja ulubiona restauracja.
Przyszła kelnerka i złożyliśmy zamówienie. Ceny mnie powaliły, nie wiedziałam, że można tyle zapłacić za jedzenie. Artur zamówił jakieś danie z homarem, a ja sałatkę z przegrzebków i pomarańczy, a do tego wszystkiego wino.
-Naprawdę cieszę się, że zadzwoniłaś.  
-Chciałam Cię przeprosić za moje zachowanie. Nie zrobiłeś nic złego, a ja się trochę na Tobie wyżyłam.  
-Rozumiem Cię doskonale i nie chowam urazy- puścił do mnie oczko. -Ciekaw jestem, dlaczego tak się kleiłaś do tego filaru?
-Naprawdę musimy poruszać ten temat akurat teraz?  
-Czyli chodzi o faceta.  
-Aż tak to widać?- zachichotałam  
-Nie drążę tematu.  
-Doleciałeś na czas?  
-Hmm? Ach tak, już wiem o co chodzi. To było coś strasznego. W ostatniej chwili dowiedziałem się, że mój prywatny samolot ma jakąś awarię i musiałem skorzystać z ogólnodostępnych linii lotniczych. Potem dowiedziałem się, że samolot ma opóźnienie i to dwugodzinne, a spieszyłem się na spotkanie biznesowe w Nowym Jorku. Na szczęście zdążyłem.  
Prywatny samolot, spotkanie biznesowe w Nowym Jorku? W co ja się wplątałam.  
-Powiedziałem coś nie tak? Patrzysz tak dziwnie.  
-Niee, wydaje Ci się- wydukałam. -Po prostu jestem w lekkim szoku.
-Spokojnie, nie jestem jakimś nadętym sztywniakiem w garniaku, który czuje się wyższy, bo ma kasę.  
-O nic Cie nie oskarżam.  
-To dobrze. A Ty? Skąd wracałaś?  
-Z rocznego stażu w Londynie. Taka mała odskocznia, aby zacząć nowe życie.  
-Udało się?  
-Jak na razie wszystko idzie po mojej myśli.  
-A teraz co zamierzasz robić?  
-Na razie szukam pracy.  
-To się świetnie składa  
-Cieszysz się z mojego nieszczęścia?  
-Źle mnie zrozumiałaś. Szukam asystentki, może byłabyś zainteresowana?  
-Przecież nawet nie znasz moich kwalifikacji, nic o mnie nie wiesz.  
-Wiem o Tobie więcej niż może Ci się wydawać.
-Mam się bać?  
-W pozytywnym znaczeniu.
-A na czym miałyby polegać moje obowiązki?  
-Odbierałabyś moje telefony, zajęłabyś się moją korespondencją, umawiałabyś mnie na spotkania oraz byś w nich uczestniczyła. Tylko to na razie przychodzi mi do głowy.
W tym momencie kelnerka przyniosła nam jedzenie.  
-Wygląda przecudnie!
-I na pewno tak smakuje.  
-Wracając do tematu. Kiedyś już byłam sekretarką i dobrze się spisywałam, więc przystanę na Twoją propozycję.  
-Bardzo się cieszę! Jutro przyjadę do Ciebie i wszystko Ci opo...
Wtedy zauważyłam podejrzany stolik z równie podejrzanymi osobami przy nim na końcu restauracji. Już nie zwracałam uwagi na Artura i na to co do mnie mówi. Spełnił się mój najgorszy sen. Prawie zakrztusiłam się kawałkiem przegrzebka.  

[ADRIAN]

Tego wieczoru Patrycja zażyczyła sobie kolację w Magnolii. Już od dłuższego czasu spełniałem jej zachcianki, w ogóle się w nie nie angażując. Byłem tam tylko ciałem. Podziwiałem jej cierpliwość do mnie,  do mojej obojętności wobec niej.  
Omawialiśmy ważny projekt dotyczący naszej szkoły tanecznej. Postanowiliśmy sami zorganizować konkurs  taneczny, którego główną nagrodą byłby miesięczny wyjazd do Hiszpanii. Mieści się tam jedna z najlepszych szkół tanecznych. Byłyby tam organizowane warsztaty i pewnie coś jeszcze. Na tym etapie tylko tyle wiedzieliśmy, ponieważ cały czas byliśmy z nimi w kontakcie. Do finalizacji tego pomysłu brakowało nam tylko pieniędzy. Musieliśmy znaleźć sponsora, który wspomoże nas finansowo, jednocześnie zrobi najlepszą reklamę w mieście. Co prawda ojciec Patrycji jest bogaty i spokojnie mógłby dać nam te pieniądze, ale w końcu chciałem zrobić coś sam.  
-Ojciec nie rozumie, dlaczego na siłę szukasz sponsora.
-Bo nie potrzebuję pieniędzy Twojego ojca, żeby zrealizować ten projekt. Poradzę sobie.  
-Nie denerwuj się. Chciałam Ci coś pokazać- zaczęła przeszukiwać otchłanie swojej torebki. -Trzymaj- podała mi wizytówkę.
-Artur Stroiński?  
-Czytaj dalej.
-Agencja reklamowa Stroińscy. I co w związku z tym?  
-Jeszcze się nie domyśliłeś? Masz sponsora i gościa od reklamy w jednym.  
Patrzyłem na nią z niedowierzaniem. Chyba pierwszy raz zobaczyłem w niej człowieka.  
-Myślisz, że to wypali? W ogóle jest dobry w tym co robi?  
-Kochanie! Jest najlepszy. Jego reklamy zawsze odnoszą sukces i duże zainteresowanie. Poza tym to przyjaciel mojego ojca.  
-Przyjaciel Twojego ojca? W takim razie podziękuję.  
-Nie bądź dziwny. Mój ojciec o niczym nie wie. Sami się z nim skontaktujemy, umówimy na spotkanie i dogadamy szczegóły. Mój ojciec do niczego się nie przyczyni, dopilnuję tego- chwyciła mnie za rękę.  
-Skoro tak mówisz.  
Wtedy stało się coś czego w ogóle się nie spodziewałem. Zauważyłem pewien  ruch przy stoliku po drugiej stronie restauracji.  Przetarłem oczy ze zdziwienia, ale nie dałem nic po sobie poznać, aby Patrycja niczego się nie domyśliła. Kobieta, którą zauważyłem pośpiesznie podążała w kierunku łazienki. Postanowiłem pójść za nią, przepraszając na chwilę moją towarzyszkę.  
Musiałem się upewnić, czy aby na pewno nie zwariowałem. Czekałem z niecierpliwieniem pod drzwiami damskiej łazienki. Odwrócony plecami, usłyszałem otwierające się drzwi. Oblany zimnym potem, odwróciłem się. Moim oczom ukazała się ONA. Piękna, zjawiskowa, tylko moja.  Seksownie ubrana. Zakuło mnie w klatce piersiowej na myśl, że nie wystroiła się tak dla mnie, tylko dla innego. Po jej spojrzeniu wiedziałem, że nie jest tą samą bezbronną i kruchą dziewczyną. Biła od niej pewność siebie, odwaga i niestety pogarda wobec mnie.  
-Wróciłaś- zacząłem cicho.
Spojrzała na mnie. Widziałem, że szukała ucieczki.
-Muszę już iść  
...


_______________________________

Moja wina, moja bardzo wielka wina! :C

Czicza

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2775 słów i 15661 znaków. Tagi: #niespełnione #marzenia

3 komentarze

 
  • Olaa

    Kiedy kolejna część?

  • Czicza

    @Olaa  Na dniach <3

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością dodaj coś szybko kochana bo nie mogę doczekać się dalszych losów ich!! ????????????????

  • Czicza

    @cukiereczek1 Postaram się dodawać Coś nowego przynajmniej raz w tygodniu :)

  • jaaa

    W koncuuu. Doczekałam się kolejnego rodziału.
    Dziekujeee.

  • Czicza

    @jaaa  :rotfl: