Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Moje Maleństwo cz.1

Moje Maleństwo cz.1To był początek lipca, a ja właśnie wyszłam spod prysznica.  
Szybko owinęłam się dużym, puchowym ręcznikiem i spojrzałam w lustro. Moje smukłe ciało było pokryte małymi kropelkami wody, a moje długie, mokre, lekko pokręcone włosy o odcieniu ciemnego blondu leniwie opadały mi na ramiona. Wyglądałam na wypoczętą i pierwszy raz od dłuższego czasu nie zauważyłam worków pod oczami, wręcz moja cera była porcelanowa. W swoich oczach widziałam iskierki, o których często słyszałam od nieznajomych.  Wiedziałam, że one świadczą o mojej zadziorności i chęci pokazania prawdziwej wersji samej siebie. Zawsze byłam ciekawa ludzi i otaczającego mnie świata. Wychowałam się na małej wiosce, która była położona na środku niczego w województwie pomorskim. Byłyśmy umiejscowieni niecałe dwieście kilometrów od Morza Bałtyckiego, ale widać było, że tutaj zatrzymał się czas. Wszyscy mieszkańcy się dobrze znali i każdy szukał nowego tematu do plotkowania. Od dziecka marzyłam, by się wyprowadzić i poznać wielki świat. Chciałam być samodzielna, pracować dla siebie i żyć własnym życiem. Pragnęłam być kompletnie obcym człowiekiem w nowym miejscu i nie przejmować się opinią ludzi. Marzyłam by rozpocząć wszystko od nowa i być kimkolwiek tylko miałam ochotę.
Pośpiesznie wytarłam mokre ciało, wysuszyłam włosy i wróciłam do sypialni ubrana jedynie w szlafrok. Znowu tu byłam, w moim dawnym pokoju, w którym spędziłam większość mojego życia. Rok temu wyprowadziłam się na studia i miałam wrażenie, że od tamtego czasu upłynęły wieki. Pomieszczenie nie było duże, ale miało ogromne okno umiejscowione zaraz nad moim łóżkiem. Po drugiej stronie stało biurko, na którym był dawno nieużywany komputer, a w rogu stała nieduża szafa i komoda na ubrania. Naprzeciwko łóżka postawiony był spory telewizor, który nigdy nie był używany. Kolor ścian wpadał w smutny róż, a na ścianach wisiało kilka bezsensownych obrazów. Na półce, która wisiała nad moim komputerem miałam tablicę ze zdjęciami z liceum. Były tam moje dwie najlepsze przyjaciółki i kilka innych osób, z którymi się wtedy trzymałam.  
Włączyłam muzykę i myślałam o planach na dzisiejszy wieczór. Byłam sama w domu, bo rodzice gdzieś wyszli, a starszy o całe cztery minuty brat był w pracy. Otwierając szafę usłyszałam dźwięk mojego telefonu i spojrzałam na wyświetlacz. ~Monia~ była jedną z moich najlepszych przyjaciółek. Znałam ją od dziecka, bo mieszkałyśmy niedaleko i dzięki temu wychowaliśmy się razem i byłyśmy jak siostry. Chyba była jedyną osobą, która w pełni znała moje wszystkie myśli i sekrety. Poszliśmy nawet razem studiować do jednego miasta, by móc zamieszkać razem i cieszyć się studenckim życiem. Monika wybrała się na psychologię, która od wielu lat była jej pasją. Lubiła zagłębiać się w ludzki umysł i szukać odpowiedzi na nurtujące pytania. Od dziecka planowałyśmy wspólną wyprowadzkę i jak będzie wyglądać nasze dorosłe życie. W listopadzie ubiegłego roku udało nam się znaleźć coś w bardzo dobrej cenie i w niedalekiej okolicy od naszych uczelni. Dzieliłyśmy nieduże jednopokojowe mieszkanie, ale nie potrzebowałyśmy wiele by prowadzić oszczędne, a zarazem szalone życie studenta. Teraz gdy przyszły wakacje, obie wróciliśmy do rodziców, by cieszyć się naturą i spokojem, jednocześnie nadal utrzymując nasze małe lokum. Miałyśmy prawie trzy miesiące spokoju i chciałyśmy wykorzystać ten czas jak najlepiej tylko się dało.  

“Pamiętaj o dzisiejszej imprezie, będę u ciebie o 18stej!” - napisała krótko.  

Jak mogłabym zapomnieć, jak to sama wszystko zorganizowałam. Zaprosiłam parę dziewczyn z liceum na piwo wieczorem. Nie widziałyśmy się prawie rok, a nadal utrzymywałyśmy dosyć bliski kontakt. Nigdy nie byłam duszą towarzystwa, ale lubiłam mieć ludzi wokół siebie. Miałyśmy się spotkać w moim ulubionym barze w mieście. Nie było to miejsce, które każdy lubił, ale my kochałyśmy tam spędzać czas. Lokal był średniego rozmiaru, przy ścianach stały ławki i krzesła, a bar był ulokowany na początku pomieszczenia. Na dworze było ustawionych parę stolików z krzesłami. Był tam też mały staw z rybkami, które lubiłam obserwować po pijaku. Miejsce było bliskie mojemu sercu, iż byłam w dobrych relacjach z właścicielem. Był to facet sporo starszy ode mnie, jednakże bardzo przyjazny, towarzyszki i oczywiście sprzedający mojej ekipie alkohol od lat, gdy wszystkie wtedy byłyśmy jeszcze niepełnoletnie. Zbigniew Kamiński był właścicielem baru z piwem od przynajmniej dziesięciu lat i dla mnie był facetem godnym zaufania i nasza relacja była bardzo bliska mimo trzydziestu lat różnicy. Był jak ojciec, który z uśmiechem na ustach podstawiał mi piwo pod nos i mówiąc „na koszt firmy”. Pierwszy raz, gdy przeszłam przez próg jego lokalu byłam w towarzystwie Moniki i chłopaka, z którym w tamtym czasie się spotykałam. Byłyśmy lekko wstawione i w bardzo dobrych humorach. Miałyśmy po szesnaście lat i lubiłyśmy nabierać ludzi na dojrzałość i pewność siebie udając starsze, niż rzeczywiście byłyśmy. Konrad był od nas rok starszy i nie wyglądał bardzo dojrzałe, co dawało nam małe wyzwanie, by przekonać właścicieli barów i sklepów, aby sprzedali nam alkohol. Tamtego wieczoru weszłam pewna siebie ubrana w krótką jeansową spódnicę i za duży sweter spadający mi z ramienia. Moje włosy były idealnie wyprostowane i sięgały mi za ramię. Spojrzałam na właściciela i zmierzyłam w stronę baru.  

- Sprzeda mi pan piwo? – powiedziałam cicho nachylając się w jego stronę. – tylko jedno i będę uciekać.  

- A ile masz lat? – powiedział poważnie.

- Osiemnaście – wyprostowałam się szybko przybierając poważna minę, ale widziałam, że go nie przekupuje. – za dwa lata i trzy miesiące – lekko się uśmiechnęłam przygotowując się do kontrataku.

- Usiądź tam, a ja ci je przyniosę. Tylko bez żadnych problemów – ściszył głos patrząc na mnie uważnie.

- A co z moimi przyjaciółmi?

- W twoim wieku?

- Tak – pokiwałam głową nie wierząc, że naprawdę się zgodzi.

- Niech przyjdą. Tylko bez przypału – nadal był poważny. – jak się nazywasz?

- Karolina – patrzyłam mu prosto w oczy. – Karolina Król – podałam mu rękę.

- Mów mi Zbyszek – uścisnął mnie lekko i uśmiechnął się do mnie.

Tamtego wieczoru wypiliśmy mało, a ja dalej obserwowałam człowieka za blatem. Na początku mu nie ufałam, ale po czasie, gdy zauważyłam, że przychodzi tutaj więcej osób w naszym wieku, zaczęłam być bardziej naturalna i być sobą. Nasza relacja uległa znacznej zmianie, gdy właściciel baru pomógł mi przepłakać mój pierwszy zawód miłosny i rozstanie z ówczesnym chłopakiem. Byłam kompletnie pijana, a on zawiózł mnie do domu i odstawił bezpiecznie w ręce mojego brata bliźniaka, jednocześnie unikając konfrontacji z rodzicami. Od tamtej pory byliśmy przyjaciółmi i każdy imprezowy wieczór spędzałam u niego.  
Kolejną wiadomość wybiła mnie z mojego rozmyślania, ale tym razem nie wywołała większego uśmiechu na mojej twarzy. ~Seba~ widniało imię na moim monitorze, a ja głęboko wciągnęłam powietrze. Ten chłopak był krótko w moim życiu, ale naprawdę nie widziałam z nim przyszłości. To po prostu nie było to i podświadomie czułam, że trzeba będzie to prędzej czy później zakończyć.  

“Widzimy się dzisiaj?”     

Westchnęłam znowu i nie byłam pewna co mam mu na to odpowiedzieć. Poznaliśmy się w barze, do którego dzisiaj miałam iść, parę tygodni temu. Spotkaliśmy się tam, gdy ja wpadłam do domu na weekend majowy i postanowiłam spotkać się z moimi dziewczynami. On miał jakieś spotkanie ze swoimi znajomymi tego samego dnia. Pamiętam jak cały wieczór patrzył na mnie, a ja tylko czekałam, aż podejdzie do mnie. Nie zrobił tego, aż tak szybko, jak się spodziewałam. Najpierw zagadał z właścicielem, który z uradowaniem wręczył mi drinka od nieznajomego.  

- Chyba mu się podobasz. Pytał o Twój numer, ale dobrze wiesz, że nie lubię się mieszać w nieswoje sprawy - powiedział mi właściciel baru na ucho, gdy stawiał mi alkohol na stoliku. Doceniałam jego szczerość i po prostu się uśmiechnęłam biorąc łyk wódki z sokiem pomarańczowym. To była jedyna wersja mocnego alkoholu, która wypije bez większych wyrzutów sumienia następnego dnia.  

- Jednak to musiałeś mu zdradzić Zbyszku - pomyślałam wiedząc, że nieznajomy nie mógł tego zauważyć sam, jako że dzisiaj piłam jedynie lane piwo. Tamten wieczór upłynął mi na rozmowie z przyjaciółkami, gdy cały czas czułam na sobie jego wzrok. W końcu po paru godzinach obserwacji stanął przede mną ten nieznajomy chłopak. Od razu zauważyłam, że jest ode mnie parę lat starszy. Wysoki brunet z niebieskimi oczami, ubrany w jasną koszulę z krótkim rękawem i jasne jeansy.  

- Nie wyglądasz jakbyś planował znaleźć sobie dziewczynę tej nocy - pomyślałam, jednak tylko patrząc na niego nie wydałam z siebie głosu.

- Jestem Sebastian, mogę się przyłączyć? - zapytał siadając obok mnie, zanim jeszcze mogłam odpowiedzieć na jego pytanie.

Tamten wieczór skończył się na tym, że wszyscy ludzie w barze wspólnie śpiewali stare polskie przeboje, a później piliśmy wódkę prosto z kieliszka, co o dziwo było moim pomysłem. Następnego dnia obudziłam się z ogromnym kacem moralnym, jak i również z pulsującą od bólu głową. Miałam również zapisany nowy numer telefonu i parę wymienionych wiadomości, których wysyłania nie pamiętam. Od tamtego czasu minęło parę tygodni i parę razy widziałam się z Sebastianem, jednak nie uważałam, by ta znajomość miała szansę przerodzić się w coś więcej. Wiedziałam, że za parę miesięcy będę musiała wrócić do Gdańska na studia, a on zostanie tutaj. Nie miało to żadnej przyszłości.

“Idę z dziewczynami na piwo” - odpisałam beznamiętnie.  

Było mi obojętne czy dzisiaj tam będzie, czy też nie. Nie miałam złych intencji tylko po prostu nie szukałam teraz materiału na chłopaka. Nie chciałam, żeby emocje i uczucia zaburzyły mój sprecyzowany plan, który miałam ustalony od wielu lat. Od października zaczynałam drugi rok medycyny i chciałam spełniać się pomagając chorym pacjentom w hospicjach. Od momentu, gdy widziałam moją babcię powoli umierającą na raka, moja perspektywa kariery jako lekarz drastycznie się zmieniła. Chciałam być wsparciem dla rodzin, które przeżywają piekło. Wiedziałam, że realizacja planu nie będzie taka trudna, o ile będę skupiona i będę pracować ciężko. Przede mną była wizja beztroskich wakacji, prawdopodobnie ostatnich wakacji w gronie przyjaciół z dzieciństwa i chciałam wykorzystać ten czas najlepiej jak tylko mogłam sobie wyobrazić.  

“Wpadnij, jeśli chcesz” - dodałam do mojej wiadomości i odłożyłam telefon.  

Otworzyłam ponownie szafę i rozmyślałam co by tu na siebie włożyć. Postawiłam na mój ulubiony strój wyjściowy, czyli biały T-shirt, krótkie jeansowe spodenki, jasne trampki i małą torebkę na najpotrzebniejsze drobiazgi. Wysłałam krótką wiadomość mojej rodzicielce, iż wychodzę i będę koło północy. Moi rodzice nigdy nie zabraniali mi wolności i szanowali moją każdą decyzję. Nasza zdrowa relacja była głównie oparta na zaufaniu i szczerości. Kochałam ich za to, ile dają mi przestrzeni i że po prostu nie muszę niczego wymyślać. Pomalowałam szybko rzęsy, związałam włosy w luźny krok i wyszłam z domu, kompletnie nie mając pojęcia, co przyniesie mi dzisiejszą noc.
Wieczór był ciepły, a niebo bezchmurne. Dzisiaj nie chciałam, by ktokolwiek mnie podwoził do baru, chciałam się przejść jednocześnie chłonąć każdą minutę tego pięknego krajobrazu. Miejsce, w którym mieszkałam od urodzenia można by porównać do małej wioski, o której wiele osób zapomniało. Nie było tutaj wiele rodzin i osób w moim wieku, jednak miałam tutaj moja najbliższą przyjaciółkę Monikę Wróbel, która mieszkała dosłownie trzy ulice ode mnie. Szłam powoli, mijając paru sąsiadów, z którymi grzecznie się przywitałam. Byłam szczęśliwa bez konkretnego powodu, po prostu cieszyłam się, że mam możliwość spędzenia wieczoru w gronie przyjaciół. Parę minut później zauważyłam przyjaciółkę idąca w moją stronę. Miała naturalnie mocno kręcone ciemne włosy, które dodawały jej dziecięcego uroku, jasne oczy i szeroki uśmiech na twarzy. Ubrana była w czarne legginsy, jasną bluzkę z krótkim rękawem i sportowe buty.

- Ale się wystroiłaś, z resztą jak zawsze – rzuciła ironicznie, gdy przytuliła mnie delikatnie na przywitanie.

- Nie wiem o czym mówisz, przecież tylko idziemy na piwo - odpowiedziałam jej marszcząc brwi i zaczęłyśmy rozmowę o wszystkim i niczym jak zawsze.
Po jakiś czterdziestu minutach marszu dotarłyśmy w końcu do naszego azylu. Była ciepła, bezwietrzna noc, więc postanowiłyśmy zostać na zewnątrz. Monika usiadła przy wolnym stoliku, a ja weszłam do środka, by zamówić nasze piwo i przywitać się ze Zbyszkiem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam paru stałych klientów, facetów po czterdziestce, co niemalże każdy weekend spędzali w tym samym towarzystwie, wypijając parę piwek i oglądając mecz w milczeniu. Przez okno wpadało parę promieni słońca, co dawało wrażenie, że jest później, niż rzeczywiście było. Podeszłam do baru, gdzie stał mój jak zawsze uśmiechnięty znajomy.  

- Proszę, proszę, już myślałem, że o mnie kompletnie zapomniałaś – podszedł do mnie i wziął mnie delikatnie w ramiona. – Nie widziałem cię od miesiąca.

- Miałam egzaminy, byłam w Gdańsku – przewróciłam oczami. – przecież ci mówiłam, zanim wyjechałam.  

- Na ile zostajesz tym razem?

- Do końca września! – uśmiechnęłam się szczerze. Naprawdę cieszyłam się na wizje wakacji na starych śmieciach.

- To, co mała, to co zwykle? - zapytał nie odrywając ode mnie wzroku.  

- Dobre sobie – pomyślałam znowu przewracając oczami. Nie lubiłam, gdy ktoś nazywał mnie małą, bo miałam dobre sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, a w tym konkretnym przypadku, on był niższy ode mnie co sprawiało, iż takie wyrażenie było niemalże ironiczne z jego ust, jednakże znałam jego przyjazną naturę i rozumiałam, że jest to jedynie przyjacielski zwrot, nad którym nie powinnam dłużej rozmyślać.  

- Dwa piwa poproszę - powiedziałam opierając ręce na blacie. Zaczęliśmy rozmowę o pierdołach, Zbyszek opowiadał mi o wczorajszym dniu, gdzie mieli imprezę urodzinową jakiejś dziewczyny, która niestety mało pamiętała na koniec dnia. To przywołało moje wspomnienia sprzed ponad roku o moich osiemnastych urodzinach w tym lokalu. Nie było to nic wielkiego, bo nie uważam by wiek miał jakieś znaczenie, chociaż lubiłam fakt, iż mogę iść spokojnie do sklepu i kupić alkohol i fajki bez tłumaczenia się przed panią za ladą.  

- Dziękuję bardzo, złapiemy się później - rzuciłam szybko i wyszłam na zewnątrz, żeby znaleźć Monikę. Siedziała przy pierwszym stoliku od wejścia i odpaliła papierosa. Na dworze było jeszcze parę nieznajomych osób, które też popijało alkohol ciesząc się przyjemnym lipcowym ciepłem. Po parunastu minutach dołączyło do nas jeszcze kilka osób z naszej byłej klasy i wspólnie zaczęłyśmy dyskutować o ostatnich egzaminach, które dopiero co napisaliśmy. Po wypiciu kilku kufli piwa zaczęłyśmy dyskutować na tematy mniej ambitne, a zatem facetów. Każda opowiadała o swoim i jednocześnie narzekała na brak wolności i swobody.  

- Na szczęście ja nie mam takich problemów - powiedziałam głośno kompletnie się nie przejmując tym jak zareagują moje towarzyszki.

- A twój kolega przypadkiem nie miał do nas dzisiaj dołączyć? - zapytała Monika, puszczając do mnie oczko, jednocześnie uśmiechając się szeroko. Dobrze wiedziała, że nie lubiłam o nim mówić w gronie nie najbliższych mi osób, ale Monika dobrze wiedziała, że po paru piwach nie będę miała jej tego za złe.

- No widzisz, dlatego nie chcę nikogo na stałe. Na przykład, ten niby się interesuje, a jednak nawet nie potrafi się stawić na czas - wzniosłam ramiona w geście poddania się, a one wszystkie zaczęły się śmiać. Alkohol trochę zaczął nam buzować w głowie, a ja wiedziałam, że będzie lepiej jak zaczniemy zbliżać się do końca wieczoru. Wstałam od stolika, by zanieść puste szkło do środka lokalu i zapłacić za rachunek, gdy usłyszałam pisk opon i zobaczyłam starego czerwonego Mustanga na parkingu. Zmrużyłam oczy by zobaczyć, kto się pojawił z takim nietypowym wejściem, ale słońce nie specjalnie mi to umożliwiało. Sebastian wyszedł z samochodu, ale z miejsca pasażera, a ja zrobiłam jeden krok bliżej by zobaczyć, kto siedzi za kierownicą. Z tylnego siedzenia wyszedł jakiś facet, który szturchnął Sebastiana i go wyprzedził przechodząc przez furtkę do baru. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja zauważyłam, że ma dłuższe blond włosy, jasne oczy i wygląda na sporo starszego od mojego znajomego. Poszedł do mnie bliżej, a ja nie wiedziałam co mam zrobić.  

- Artur jestem, miło mi cię poznać - wyciągnął do mnie rękę, a ja chętnie podałam mu moją.  

- Karolina - uśmiechnęłam się i nie wiem, czy to alkohol, czy jakaś naturalna więź, ale czułam się bardzo dobrze w jego otoczeniu. Sebastian do nas dołączył i próbował mnie pocałować na przywitanie, ale zwinnie mu się wyślizgnęłam unikając tego niepotrzebnego kontaktu. I wtedy znowu spojrzałam na auto, które wydało dźwięk. Spojrzałam w stronę kierowcy i zobaczyłam przystojnego blondyna z dłuższymi włosami, który patrzył w moją stronę. Jego spojrzenie mnie sparaliżowało i dosłownie czułam gęsią skórkę na plecach. Nadal, patrząc na mnie, wziął papierosa do ust i powoli go odpalił. Nie byłam w stanie dokładnie zobaczyć jego oczu, ale miałam wrażenie, że jego wzrok jest pełen nienawiści i gniewu. Zerwałam ten kontakt wzrokowy i wróciłam do moich towarzyszy, którzy byli pochłonięci jakąś rozmową. Patrzyłam na Artura i zdecydowanie mogłam zauważyć jakieś podobieństwo do nieznajomego z auta. Przyglądałam mu się chwilę, po czym znowu spojrzałam w stronę parkingu, ale auto odjechało. Zrobiło mi się słabo, nie wiem, czy od alkoholu, czy od tego dziwnego napięcia pomiędzy mną a tym człowiekiem.  

- Czemu twój kolega już pojechał? – rzuciłam krótko do Sebastiana.

- On nie jest specjalnie towarzyszki – obaj zaczęli się śmiać z Arturem, a nie rozumiałam, co ich tak bawiło.

Przeprosiłam Sebastiana i udałam się do łazienki. Monika jakby intuicyjnie zauważyła, że coś jest nie tak i poszła za mną.  

- Źle się czujesz? – zapytała ze wzrokiem pełnym troski.

- Czuję się dziwnie, ten facet patrzył na mnie - przerwałam na chwilę próbując znaleźć odpowiednie słowa, pomimo promili we krwi. - patrzył na mnie z nienawiścią, jakbym mu coś zrobiła.

- Jaki facet? - zapytała kompletnie zaskoczona.

- Ten, co przywiózł Sebastiana i jego znajomego.

- Może przesadzasz, ja tam nic nie zauważyłam. Choć, zadzwonię po brata i nas zawiezie do domu. Ty już chyba wypiłaś wystarczająco, a ja jutro mam rodzinną imprezę, więc muszę się prezentować.  
Uśmiechnęłam się blado i jej przytaknęłam. Piętnaście minut później Kuba stał na parkingu. Ten wysoki brunet był dla mnie jak brat i uwielbiałam go jak nikogo innego. Zawsze mogłyśmy na nim polegać, szczególnie podczas naszych alkoholowych wypadów. Mama zapytała, czy jestem głodna, na co szczerze zaprzeczyłam i poszłam się położyć. Chwilę później byłam już w moim łóżku. Nie mogłam zapomnieć wzroku nieznajomego. Ciekawił mnie ten człowiek, a dokładniej powód czemu był taki mroczny. Nie rozumiałam czemu Sebastian nie wspomniał mi o tych znajomych wcześniej, czemu nie miałam okazji ich poznać i czy jeszcze kiedykolwiek zobaczę tego człowieka. Trzasnęłam głową i duchu sama siebie przeklęłam.  

- Zdecydowanie za dużo piwa namieszało mi w głowie i sobie pewnie to wszystko ubzdurałam - pomyślałam. Biłam się z własnymi myślami, przewracając się z boku na bok. Próbowałam zasnąć, ale to było trudniejsze niż myślałam. Spojrzałam na zegarek. Była chwilą po pierwszej w nocy. - Jutro jest nowy dzień, jutro zapomnę o tym nieznajomym i będzie jak wcześniej – pomyślałam i w końcu zasnęłam.Obudziłam się następnego dnia z ogromnym bólem głowy. Nie wiedziałam, dlaczego miałam takiego kaca. - W końcu nie wypiłam aż tak dużo- pomyślałam masując sobie skronie. Spojrzałam na zegarek i było już po dziesiątej. Spojrzałam na swój pokój i zobaczyłam wczorajsze ubrania zostawione na podłodze i przypomniałam sobie wczorajszy wieczór. Zerknęłam na telefon, dostałam tylko jedna wiadomość od Moniki z pytaniem, czy żyje. Tak, żyje, jeśli życiem to można nazwać. Wstałam pomału i się przeciągnęłam. Była niedziela, a ja nie miałam w planie zdychać cały dzień. Założyłam szybko stary dres i poszłam do kuchni. Moja mama siedziała przy stole i czytała gazetę, a tata znowu gdzieś znikł. Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Jej czarne włosy opadały jej lekko na twarz, która miała parę zmarszczek. Miała ciemne oczy, które po niej odziedziczyłam i była ubrana w niebieska dłuższą sukienkę. Była lekko zdziwiona, gdy zobaczyła mnie w takim stanie.  

- Nie pierwszy raz, nieostatni Beato – powiedziałam cicho jakby czytając jej w myślach. Lubiłam mówić jej po imieniu, chociaż ona za tym nie przepadała. Dzisiaj to zignorowała i skupiła uwagę na moim wyglądzie. – Gdybym jeszcze więcej wypiła to rozumiem, ale wczoraj naprawdę byłam grzeczna - uśmiechnęłam się smutno, bo zdecydowanie zdawałam sobie sprawę, że widziała mnie w dużo gorszym stanie.

- Chcesz coś jeść? – zapytała wracając do swojego czasopisma.

- Chyba na razie wypije tylko herbatę i pójdę posiedzieć na dworze- włączyłam czajnik, stojąc oparta o blat kuchenny. Nasz dom nie był bardzo duży, ale zdecydowanie był przytulny. Kuchnia była idealnego rozmiaru z dużym stołem przy oknie. Widok z okna padał na bezludna okolice przypominając mi, że jesteśmy na wsi. Zalałam woda herbatę i ruszyłam na dwór. Zaraz po otworzeniu drzwi zderzyłam się ze ściana zimnego powietrza i moje ciało dostało szoku. Wręcz odskoczyłam zastanawiając się chwile czy dobrym pomysłem jest spędzenie poranka w zimnie. Ból głowy nie ustępował, a ja wsunęłam buty na nogi i ruszyłam na ławkę położona koło naszego ogrodu. Usiadłam tam patrząc na otaczającą mnie, a wręcz budzącą się do życia naturę. Wszystko zaczynało kwitnąć i było tak zielono. Kochałam ten czas, a lato zdecydowanie należało do moich ulubionych sezonów w roku. Siedziałam chwile patrząc jak para unosi się sponad mojego kubka herbaty. Upiłam łyk i zastanawiałam się jak będzie wyglądać moje życie jak skończę studia. Chociaż całe życie marzyłam by wyjechać i być kompletnie samodzielna, coraz częściej łapałam się na myślach czy wyjazd na stale dobrze mi zrobi. Wzięłam kolejny głęboki wdech i zamknęłam oczy skupiając się na śpiewie ptaków. Poczułam ciężar obok mnie, opuściłam głowę i zobaczyłam jak tata do mnie dołącza.

- Wyspałaś się? – zapytał z ironia w głosie. Jerzy Król był ubrany w koszule i robocze spodnie i wiedziałam, że dopiero co wrócił ze spaceru z psami. To była jego rutyna, by każdego dnia przejść się sam na sam i odpocząć. Miał ciemne włosy i jasne niebieskie oczy, które mimo lat nigdy nie straciły blasku młodości. Było w nim coś czego nigdy nie widziałam w żadnym innym człowieku, był zawsze radosny i przyjazny. Potrafił nawiązać kontakt nawet z największym wrogiem, a do tego umiał robić interesy, gdzie każda strona coś zyskała. Byłam z niego dumna, jakim człowiekiem jest i byłam szczęśliwa z faktu, że jestem jego córką.  

- Trochę boli mnie głowa – przyznałam szczerze. – zrobiło się chłodno, szczególnie jak na środek lata – przytaknął mi i nic już nie odpowiedział. Po prostu siedzieliśmy tam w ciszy patrząc przed siebie, każde pochłonięte swoimi myślami. Po prawie godzinie siedzenia na ławce oboje wróciliśmy do domu. Rodzice po krótkiej rozmowie zdecydowali się wybrać w odwiedziny do znajomych, a ja postanowiłam zostać w domu pod pretekstem złego samopoczucia. Rzeczywiście słabo się czułam, więc wróciłam do łóżka, wcześniej zaopatrzając się w duży kubek mocnej kawy i zaczęłam czytać książkę, która poleciła mi koleżanka ze studiów.  

- Jak zawsze romans – pomyślałam i zagłębiłam się w lekturę.

Minęło parę godzin, gdy w końcu stwierdziłam, że czuję się naprawdę głodna. Wyszłam z pokoju i przeszłam przez spory salon, aż w końcu dotarłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i leniwie zaczęłam się zastanawiać nad jedzeniem, które widniało przed moimi oczami. Lubiłam gotować i uważałam, że nawet dobrze mi to wychodzi. Dochodziła już prawie czternasta, a ja postawiłam na banalny standard, czyli jajecznicę na maśle z cebulą. Nie było to nic trudnego, a mimo to uważałam, że arcydzieło polega na wyniesieniu prostoty i banału na wyższy poziom. Wbiłam jajka do dużej miski, dodałam przyprawy i wszystko ze sobą połączyłam. Zaczęłam kroić cebulę, gdy do kuchni wszedł mój skacowany brat, Olek.  

- Wyglądasz jak byś umarł trzy dni temu- uśmiechnęłam się do niego krojąc powoli cebulę w drobną kostkę.

- Tak się czuję. Wczoraj po pracy poszliśmy na jedno piwo, no i wiesz, na jednym się nie skończyło - usiadł przy stole i schował głowę w dużych ramionach. Olek był wysokim brunetem, ale odcień jego włosów czasami popadał w ciemny blond. Włosy miał dłuższe, zaczesane do tyłu i związane w mały kucyk. Miał niebieskie oczy po tacie i ogólnie bardzo go przypominał. Często zastanawiałam się, czy ja nie byłam zamieniona w szpitalu, ponieważ ciężko było mi znaleźć podobieństwo do mojego brata czy nawet rodziców. Byliśmy bliźniakami dwujajowymi, jednak bardzo się od siebie różniliśmy zarówno charakterem, jak i zachowaniem. Łączyła nas bliska więź i podświadomie czuliśmy, jeśli drugie cierpiało lub było chore. Po mojej wyprowadzce było nam trudno żyć na odległość, lecz ja szybciej się przystosowałam do nowej rutyny niż mój brat. Byliśmy w ciągłym kontakcie i nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic od wielu lat. Mimo że mnie cały czas pouczał i kontrolował, wiedziałam, że się o mnie troszczy i chce jak najlepiej dla mnie. Był kochany, chociaż tego mu nie mówiłam.

- Chcesz trochę jajecznicy?  

- Poproszę, dzięki – uśmiechnął się i wstał by wstawić wodę na herbatę. – a Ty co wczoraj robiłaś? Słyszałem, że późno wróciłaś - nasze pokoje dzieliła tylko cienka ściana przez co zawsze wiedzieliśmy czy druga osoba jest w domu.  
- Spotkałam się z Moniką i dziewczynami i też trochę się zasiedziałam – uśmiechnęłam się delikatnie i modliłam się w duchu by nie kontynuował tej rozmowy, bo nie miałam ochoty spowiadać się z mojego prywatnego życia. Olek zawsze był bardzo troskliwy i nadopiekuńczy w stosunku do mnie i po prostu nie lubił, gdy całe wieczory włóczyłam się z różnymi ludźmi, a szczególnie, gdy chodziłam do baru. Uważał, że właściciel jest zdecydowanie za stary, żeby rozmawiać z młodymi kobietami, a gdy dowiedział się co się działo jak jeszcze byłam nastolatka, popadł w furie. Po prostu się martwił, co było zrozumiałe do pewnego stopnia, później zaczynało być denerwujące i często prowadziło do awantur pomiędzy nami.

- Dalej się spotykasz z tym gościem? – popatrzył na mnie zakładając ramiona na klatce piersiowej.

- O Boże, znowu zaczynamy - pomyślałam w duchu i głośno westchnęłam kręcąc głową. - nie, nie spotykam się z nim, to tylko kolega, a Ty zajmij się swoim życiem, a nie cały czas ingerujesz w moje - skończyłam smażyć jajecznicę i nałożyłam dwie porcje na małe talerze. - jedź, a później idź się połóż, bo chyba alkohol do końca zniszczył Ci mózg.
Wróciłam do pokoju by zjeść jajecznicę w łóżku i spojrzałam na mój telefon. Parę wiadomości od Moniki jak zawsze i tylko jedna wiadomość od Sebastiana.  

„Jak się czujesz po wczorajszym wieczorze?? ;)

„Dobrze, tylko jestem trochę zmęczona’’ – odpisując wzięłam kęsa jajecznicy i wróciły mi wspomnienia z wczorajszej nocy. Nie byłam bardzo pijana, po paru piwach jedynie poprawił mi się humor i czułam się bardziej wyluzowana niż normalnie, ale coś w tym wieczorze sprawiło, że dzisiaj nie miałam ochoty na nic, a wręcz czułam pewnego rodzaju pustkę. Przypomniałam sobie tajemniczego kierowcę, który patrzył na mnie tym ciemnym, pełnym wrogiego nastawienia wzrokiem i nie umiałam przypomnieć sobie jego twarzy. Pamiętałam tylko to spojrzenie i jego postawną posturę za kierownicą. Znowu wzięłam telefon do ręki i wybrałam numer Moniki. Odebrała po dwóch sygnałach.

- Co jest laska?

- Pamiętasz tego gościa, o którym Ci wczoraj mówiłam, zanim się zawinęłyśmy do domu?

- Nie, nie pamiętam - mówiła rozbawiona. - masz jakąś obsesję czy co?

- Odwal się, po prostu mnie zaciekawił. I to auto, nie widziałam wcześniej takiego na naszych ulicach - to była prawda, w okolicy każdy się znał z każdym i praktycznie wszyscy wiedzieli wszystko o swoich sąsiadach. Nigdy nie miałam większego zainteresowania samochodami, ale ten konkretny model przykuł mój wzrok i wzbudził zainteresowanie. Czerwony stary Mustang, który na pewno nie był zwykłym samochodem, który się wybiera na rodzinne auto.  

- Spotkaj się z Sebastianem i wypytaj o niego. Może się czegoś dowiesz. Musi go znać, skoro ten ktoś go przywiózł albo najlepiej spotkajmy się znowu jakąś grupą i niech go zaprosi. Wtedy nie tylko się więcej dowiesz, ale znowu na niego popatrzysz - zaczęła się śmiać. - tylko będziemy musiały Ci kupić śliniaczek, bo… - w tym momencie się rozłączyłam, bo moja przyjaciółka widocznie traciła rozum. Jednak pod jednym względem miała rację, znam kogoś kto może mi udzielić odpowiedzi na pewne pytania, tylko musiałam znaleźć sposób jak to wykorzystać.  

Było po szesnastej i właśnie skończyłam pracę. Żeby sobie dorobić na wakacje wracałam do rodzinnego miasta i pomagałam znajomej mamy w jej kwiaciarni. Zawsze lubiłam pracę z kwiatami i wydawało mi się to bardzo relaksujące. Pracowałam tylko trzy dni w tygodniu, co nadal pozwoliło mi się cieszyć wolnym czasem, a jednocześnie zarobić na weekendowe szaleństwo z dziewczynami. Zerknęłam na mój telefon, ale wyświetlacz był pusty. Sebastian nie odzywał się do mnie od paru dni, co nie było do niego podobne. Zazwyczaj pisał mi przynajmniej dwie wiadomości rano, a gdy byłam w pracy upewniał się, że mam co jeść i nikt mnie nie podrywa. Było to dosyć urocze, mimo że nie mieliśmy tak zaawansowanej relacji. Od weekendu nie miałam okazji zacząć z nim żadnej rozmowy, która miała mi dać więcej informacji na temat jego tajemniczego znajomego, więc teraz brak kompletnego odzewu delikatnie mnie irytował. Zadzwoniłam do Moniki i poprosiłam ją, żeby po mnie przyjechała i podrzuciła mnie do domu. Okazało się, że jest w okolicy i już po pięciu minutach stała pod kwiaciarnia.

- Może wyskoczymy na piwko w sobotę? – rzuciła Monia uśmiechając się zalotnie. Jej loki dodawały jej tego naturalnego uroku, o który zawsze byłam zazdrosna. Do tego jej pogodny charakter sprawiał, że zawsze poprawiała wszystkim humor i potrafiła rozweselić nawet najsmutniejszego człowieka. Nie wyobrażałam sobie mojego życia bez niej, była najlepszą przyjaciółką jaka mogłam sobie tylko wymarzyć.

- Pewnie, tylko napiszę Ci konkretną godzinę. Muszę wyskoczyć z mama na zakupy, ale będę wolna późnym popołudniem. – wyjście na piwo zawsze jest dobrym wyjściem. - pomyślałam uśmiechając się sama do siebie i pojechaliśmy do domu. Całą drogę rozmawiałyśmy o pierdołach i rzeczach, które nie miały znaczenia. Ja podświadomie cały czas czekałam na wibracje telefonu, która nie nadchodziła. - Może mi jednak trochę zależy - pomyślałam szybko. Niby nie chciałam związku, ale z drugiej strony te ostatnie parę tygodni spędziłam z nim trochę czasu i nie wiedziałam czemu nagle przestał się odzywać. Wyciągnęłam telefon i napisałam mu krótką wiadomość z prośba o kontakt.
  
- No dalej człowieku, daj mi cokolwiek - dalej kontynuowałam monolog z moim dziwnym i skomplikowanym sercem i patrząc przez okno zastanawiałam się co się dzieje.  
Kilka następnych dni upłynęło mi na zdenerwowaniu, niepewności i ciszy ze strony Sebastiana. Odpuściłabym sobie nawet ten temat, gdyby nie moja cholerna duma, która kazała mi dowiedzieć się co się wydarzyło, że z dnia na dzień przestał się odzywać. Obudziłam się w sobotę zadowolona, że w końcu jest weekend, mogę się wyspać i trochę poleniuchować. Po śniadaniu zjedzonym wspólnie jako rodzina wybrałam się z mamą na zakupy, jak co tydzień w sobotę. Wróciłyśmy z torbami pełnymi jedzenia i produktów chemicznych, a ja zauważyłam, że dobija już czternasta. Powiedziałam mamie krótko, że mam plany na wieczór i będę późno. Zaproponowała odebranie mnie wieczorem, ale jej podziękowałam.  

- Nie chcesz tego widzieć - pomyślałam do samej siebie i wróciłam do swojego pokoju. Znowu stanęłam przed szafą i zaczęłam się zastanawiać co na siebie włożyć. Byłam typem człowieka, który kompletnie nie zwraca uwagi na metki i markowe ubrania, ale preferuje schludność i wygodne. Lubiłam swój styl, bo wydawał mi się prosty i świeży. Preferowałam ubrania, które podkreślały moja sylwetkę, ale jednocześnie dawały mi komfort i wygodę, dlatego dzisiejszego wieczoru zdecydowałam się na czarne rajstopy i dłuższy bawełniany sweter. Moje blond włosy były lekko pofalowane i postanowiłam je tak zostawić. Zrobiłam sobie lekki makijaż, który podkreślał moje brązowe oczy i ciemno różową pomadkę. Włożyłam czarne botki i wyszłam z domu.  

Przeszłam przez próg za dobrze znanego mi miejsca i przerzuciłam włosy przez ramię. Wieczór był chłodniejszy niż tydzień temu, więc nikt nie siedział na zewnątrz, tylko parę osób stało z papierosem i wzrokiem w telefonie. Weszłam do środka i zobaczyłam mojego ulubionego starego niskiego przystojniaka za barem, który kogoś właśnie obsługiwał. W oddali widziałam moje dziewczyny już siedzące przy stole z alkoholem w rękach. Podeszłam do Zbyszka i uśmiechnęłam się uroczo. Wcale nie był zdziwiony moja obecnością, pewnie częściej był zaskoczony, gdy byłam w domu i się nie pojawiałam u niego w sobotę po południu. Zamówiłam piwo i usiadłam obok Zośki Mazur. Ona była kolejną osobą bliska mojemu sercu. Nie byłyśmy podobne do siebie, nasze różne charaktery często powodowały sprzeczki, ale mimo to jedna poszłaby za drugą w ogień. Poznałam ją, gdy trafiłyśmy do jednej klasy w liceum i od tego czasu trzymamy się razem. Ona była ubrana cała na czarno, w krótką sukienkę, grube rajstopy i ciężkie botki na obcasie. Zawsze preferowała taki wizerunek okrutnej i złej suki, a tak naprawdę, gdy ją poznałam zauważyłam jak delikatną i wrażliwa jest osobą.  

- Spróbuj to na mnie wylać, a nie ręczę za siebie – warknęła na mnie spod byka, gdy przez przypadek niemalże oblałam ją piwem.

- Jak tam Twój adorator? Odezwał się już? – zmieniła temat Monika.

- Nie, nie odezwał się, ale postanowiłam mieć go głęboko w dupie, skoro on już mnie tam ma. - upiłam łyk piwa i zdałam się na wymuszony uśmiech.  

Do baru zaczęło się schodzić coraz więcej ludzi, mimo że było dopiero po dwudziestej. W pomieszczeniu panował półmrok i było czuć unoszący się zapach alkoholu. Widziałam parę znajomych grup co często tu spędzali soboty, ale było też kilku nowych uczestników, których wcześniej nie widziałam. Wstałam od stolika zostawiając dziewczyny pogrążone w nieciekawej rozmowie. Wyszłam na dwór, oparłam się o białą ścianę i odpaliłam papierosa. Świetnie zdawałam sobie sprawę jak niebezpiecznym i niezdrowym zwyczajem jest palenie, ale było to moje małe uzależnienie, a także jedyny sekret przed większością społeczeństwa. Odrzuciłam włosy na bok i patrzyłam na zachód słońca. Niebo zmieniło kolor na jasnopomarańczowy, a powietrze było przyjemnie chłodne. Po paru minutach wróciłam do dziewczyn i włączyłam się w rozmowę o facetach, ale tym razem nie tych, którzy nas ignorują. Z biegiem nocy pojawiały się różne tematy, od najnowszych wyprzedaży ulubionej marki ubrań Moniki do życia seksualnego naszej dziwnej sprzątaczki z byłej szkoły. Śmiałyśmy się, piłyśmy alkohol i nie zwracałyśmy uwagi na otaczających nas ludzi.  

- Piwo mi się skończyło, idę po jeszcze jedno – podskokiem wstałam szczerząc się od ucha do ucha bez konkretnego powodu. Podeszłam do baru i czekałam, aż Zbyszek wróci do lady. Zamknęłam na chwilę oczy słuchając hałasu naokoło mnie i cieszyłam się tą chwilą, gdy mogłam być taka młoda, beztroska i bez żadnych problemów. Liczyło się tylko tu i teraz. Ja i moje dziewczyny.  

- Jestem szczęśliwa - pomyślałam w duchu, gdy poczułam na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałam się po sali, którą za dobrze znałam i zauważyłam mężczyznę z papierosem na drugim końcu pomieszczenia. Stał oparty o drzwi, obok niego stali jacyś ludzie, a on palił papierosa i po prostu mi się przyglądał. Spojrzałam mu prosto w oczy, a on nie odwrócił wzroku. Bezwstydnie patrzył na mnie i nic sobie nie robił z mojego wściekłego wyrazu twarzy.

- Czy my się znamy? - powiedziałam do siebie po cichu tak by nikt inny tego nie usłyszał. Ktoś inny stanął za barem i nalał mi napój, o który poprosiłam. Podeszłam powrotem do moich dziewczyn nadal mając na sobie jego spojrzenie. Upijam kolejny łyk alkoholu i wstaję z myślą pójścia do łazienki. Czułam na swoich plecach jego spojrzenie, co mnie trochę paraliżowało. Często zdarzało się tak, że czułam, jak ktoś się na mnie gapi cały wieczór, ale nigdy w taki perfidny sposób. Obróciłam się na chwilę i nasze oczy znowu się spotykały. Wyglądał na starszego, nie wiem skąd mogłabym go kojarzyć. Minęła kolejna minuta, a ja stałam na środku sali i po prostu się na niego patrząc. Uśmiechnął się do mnie delikatnie i znowu zaciągał papierosem. Miał krótkie jasne włosy, białą koszulkę i jasne potargane jeansy. Wyglądał trochę jak nastolatek w skórze faceta po trzydziestce. Nie widziałam dokładnie jego oczu, ale zauważyłam, w jaki sposób na mnie patrzył. Analizowałam jego postawę ciała i wiedziałam, że albo nie ma zainteresowania swoją grupą, albo był tutaj w innym celu. W jednej dłoni trzymał papierosa, a w drugiej butelkę z sokiem.  

- Sok w pubie? – zastanowiłam się. Byłam już lekko pijana, więc myśl o załatwieniu potrzeb fizjologicznych była silniejsza niż analizowanie obcego mi człowieka. - Może mam fajny tyłek i chcę sobie popatrzeć – uśmiechnęłam się w duchu i zmierzyłam w stronę łazienki. Gdy wróciłam zauważyłam ze moje przyjaciółki są już mocno wstawione, z pustymi szklankami obok nich. Siadałam oddychając głęboko, ale nikt nie zauważył mojego podejrzanego stanu. Wstałam znowu, tym razem by wyjść i zapalić papierosa na zewnątrz. Zbyszek był na tyle dobry, że pozwalał palić w środku, ale ja szczególnie w ciepłe wieczory preferowałam postać na dworze i cieszyć się otaczającą mnie aura wakacji. Odpaliłam fajkę i zerknęłam znowu na telefon, który nie miał żadnej nowej wiadomości. - ogarnij się dziewczyno - mówię sobie znowu. Podeszły do mnie dziewczyny i zaczęły rozmowę o moim bracie, który według nich jest niezłym ciachem. Zebrało mnie na wymioty i wróciłam do środka. Gdy siadam przyłączył się do mnie Zbyszek, obejmując mnie ramieniem i szepcząc do ucha, że znowu mam wielbiciela. Jego żona popatrzyła na nas wrogo i właśnie w tej chwili zrozumiałam, że mnie nienawidzi, chociaż kompletnie nie miała do tego powodu. Zbyszek podstawił mi kolejne piwo pod nos.

- Tym razem to nie ode mnie - uśmiechnął się i odszedł. Patrzyłam na ten kufel i nie wiedziałam co mam myśleć. Czy to jest od niego? Czemu mi się tak przygląda? Czemu się do mnie wtedy uśmiechnął? Wstałam pod pretekstem zaniesienia pustych szklanek do baru, ale tak naprawdę chciałam spojrzeć w stronę tajemniczego mężczyzny. Zerknęłam w jego stronę i widziałam, jak przytula dużo niższa od siebie dziewczynę. Miała długie ciemne włosy i była bardzo skąpo ubrana, szczególnie jak na tak chłodny wieczór. Przewróciłam oczami i pokręciłam z zażenowaniem głową. Wróciłam do stolika, podnosząc podarunek i poszłam znowu do baru, tym razem upewniając się, że nieznajomy mnie obserwuję. Mój wypity tego wieczoru alkohol zaczynał wpływać na to jak się ruszam i co mówię. Na pewno nabierałam odwagi. Odsunęłam powoli po blacie to co dostałam w prezencie, spoglądając w oczy nieznajomemu i z perfidnym uśmiechem wyciągnęłam banknot by kupić dokładnie taki sam trunek. Wróciłam do dziewczyn, które zdecydowanie wyglądały na zagubione.

- Nie chcę pić piwa od jakiegoś gościa, którego nie znam, a który gapi się na mnie pół wieczoru jednocześnie tuląc jakaś pannę. Niech się zajmie swoją dziewczyną, a nie tym czy mam co pić - wzruszyłam ramionami i udałam, że cała sytuacja mnie nie rusza. Otóż ruszała i to bardziej niż myślałam. Wypiłam połowę lanego i czułam się naprawdę świetnie. Wiedziałam, że osiągnęłam stan, gdzie lepiej bawić się nie będę, gdyż wypicie więcej może skończyć się nocą w toalecie, a porankiem z wyrzutami sumienia. Wstałam i zaczęłam się delikatnie kołysać do muzyki z baru. W tym miejscu nie było parkietu do tańca, ale muzyka grała wieczorami by umilać nam czas. Chwiejnym krokiem poszłam w stronę wyjścia by znowu odpalić fajkę. Tym razem usiadłam na ławce i spojrzałam w niebo, które było pełne gwiazd. Myślałam chwilę o niczym, po czym zauważyłam, że wzięłam papierosy, ale zapalniczkę zostawiłam w środku.

- Kurwa – rzuciłam cicho. - tak wygodnie mi się siedzi.

- Chcesz ogień? – zapytał niskim głosem. Przestraszył mnie aż tak, że podskoczyłam. Nie spodziewałam się towarzystwa, a przynajmniej nie z jego strony. Stał nade mną nieznajomy z drugiego końca sali i w końcu mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Był wysoki i dobrze zbudowany. Biała koszulka opinała się na mięśniach, a jeansy wyglądały jakby zaraz miały się zsunąć z jego bioder. Miał wytatuowane jedno ramie co tworzyło czarny długi rękaw. Uśmiechnął się do mnie, gdy zobaczył, jak lustruje jego ciało. Ten uśmiech znowu odebrał mi oddech na sekundę. Podał mi zapalniczkę i ciekawsko patrzył, jak odpalam papierosa. Oddałam mu ją szybko i cicho podziękowałam. Dotknął mojej dłoni, a ja poczułam jak moje ciało przechodzi prąd. Siadł obok mnie, ale trzymał odpowiedni dystans. Nic nie mówił, ale byłam za to wdzięczna, bo sama jego obecność była wystarczająco stymulującym doznaniem. Byłam już trochę pijana i wiedziałam, że nie było szans na żadną sensowa konwersacje.

- Daj sobie z nim spokój – powiedział stanowczo nadal na mnie nie patrząc. Uśmiech znikł mu z twarzy i miałam wrażenie, że jego oczy zrobiły się ciemniejsze. Spojrzałam na niego pytająco by dać mu do zrozumienia, że nie mam pojęcia o czym mówi.

- Chyba mnie z kimś pomyliłeś – uśmiechnęłam się delikatnie próbując wyjaśnić sytuację bez zbędnego zamieszania.

- Sebastian nie jest dla Ciebie - nadal patrzył przed siebie. Roześmiałam się, a on nie spodziewał się takiej reakcji. Byłam pijana i na pewno alkohol przejął kontrolę nad moim zachowaniem. Mój śmiech był głośny i pełen dziecinności. Spojrzałam na niego, mając łzy w oczach, ale po chwili spoważniałam, gdy zauważyłam jego wyraz twarzy. Wstałam, poprawiłam sweter tak by dokładnie podkreślał moje kształty i pokazałam mu środkowy palec odchodząc. Tak naprawdę Sebastian mnie nie obchodził, ale fakt, że ktoś mi mówi co mam robić lub nie mam robić, wkurwił mnie na potęgę. Zrobiłam krok do przodu, ale poczułam jak jego dużą dłoń łapie mój nadgarstek i przyciąga w swoją stronę.  

- Kim Ty kurwa jesteś by mi rozkazywać? – krzyknęłam głośniej niż powinnam, gdy on przybliżył mnie do siebie. Miałam przeczucie, że nieznajomy stał za dziwnym zachowaniem mojego kolegi. Nie myśląc długo wyrwałam moją dłoń z jego uścisku i dałam mu nią mocno w twarz. Kompletnie nie wiedziałam skąd wzięła się u mnie taką negatywna reakcja, ale wyprostowałam się i szłam w zaparte, nawet jeśli to co zrobiłam było nie poprawne. On jeszcze bardziej przybliżył się do mnie i dopiero teraz widziałam dużą różnicę wzrostu między nami. Musiał mieć przynajmniej sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, a ja przy nim wyglądałam jak dzieciak. Mimo to byłam pewna swojej sprawności fizycznej i miałam ochotę go uderzyć jeszcze raz. On przewidział mój ruch, złapał moja dłoń, a później druga i oba moje nadgarstki znalazły się w jego dłoni. Stal tak blisko mnie, że czułam jego zapach i automatycznie przygryzłam dolna wargę. Ten facet był za przystojny, a jego perfumy za drogie by go okładać. Rozluźniłam się, a on mnie puścił cofając się krok do tyłu. Katem oka widziałam jak jego znajomi opuszczają lokal i nieśmiale zerkają w nasza stronę.

- Czego ode mnie chcesz? Nawet mnie nie znasz. Wróć do swojej dziewczyny, a ja obiecuję, że sobie sama ze wszystkim poradzę - powiedziałam do niego stanowczo patrząc mu w oczy. Miał piękne ciemnozielone oczy, które były najpiękniejszym odcieniem zieleni jaką kiedykolwiek widziałam. Byłam jednak zła na niego i to pomagało mi zachować zdrowy rozsądek.  

- Znam Sebastiana za dobrze. Trzymaj się od niego z daleka- powiedział cicho i przybliżył się do mnie odrobinę. - Zaufaj mi – szepnął mi na ucho.

Już wiedziałam skąd go znam. To był ten człowiek z auta, który przywiózł Sebastiana tydzień temu. Teraz miał to samo spojrzenie co wtedy. Ciemne, groźne, wręcz pełne nienawiści. Zmyliły mnie jego włosy. Tydzień temu były dłuższe, a dzisiaj nie było po nich śladu. Poczułam, jak pot oblewa mi plecy i robi mi się ciepło mimo zimnego powiewu wiatru. Obrócił się na pięcie i odszedł do znajomych, którzy czekali na niego przy bramie. Chciałam po prostu wrócić do domu. Nie wiedziałam co się wydarzyło tego wieczoru. Byłam wykończona. Za dużo emocji, nie wyjaśnionych informacji i za dużo tego człowieka. Sebastian nadal milczał, a ja jedynie myślałam o wysokim blondynie, który zniszczył mi wieczór.

wiktoriaosem

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 8951 słów i 48102 znaków. Tagi: #poznanie #alkohol #impreza #nieznajomy #milosc

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Napisane bardzo realistycznie. Tak czasem się zdarza, że ktoś kto urodził się dla nas, nas najpierw denerwuje.