Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 22

Niedziela:

Obudziły mnie stłumione krzyki i śmiechy. Wsłuchałam się w te odgłosy i doszłam do wniosku, że impreza się niedawno skończyła, a niedobitki jeszcze piły. W pokoju zaczynała robić się szarówka. Nie miałam pojęcia, która mogła być godzina. Czy to ważne? No dobra, byłam zbyt leniwa, żeby szukać telefonu. Niebieskooki oddychał równo i głęboko. Miał taką spokojną twarz, że za nic w świecie nie powiedziałabym, że ma w sobie tyle skurwysyństwa, jak mówią że ma. Chciało mi się pić, ale jeszcze bardziej nie chciało mi się wstawać. Wtuliłam się mocno w ciało leżącego obok chłopaka. Jego skóra była lekko chłodna. Otulił mnie delikatny zapach jego perfum. Westchnął przez sen i objął mnie czule, niewyraźnie coś mamrocząc. Przytuliłam głowę do jego serca i wsłuchałam się w ten równy rytm. Po policzkach płynęły mi zagubione łezki, ale szloch pozostał we mnie stłumiony. Trochę ściskało mnie w klatce piersiowej.

Mariola powiedziała, że on się mną bawi, jak wcześniej całą masą innych dziewczyn. Może i ona jest pierdolniętym pustakiem, ale nie zmienia to faktu, że Rafał nie zaprzeczył. I jeszcze ta cała Magda. Kim ona jest w tym wszystkim? Jego przyjaciółką? Są w otwartym związku? Rozmawiają ze sobą swobodnie, dobrze się dogadują, ona często go zaczepia - jemu to się podoba. Zapytać go o to? Chcę w ogóle to wiedzieć? Sama nie wiem. To może być koniec wszystkiego. Kaplica. Ale jak długo będę w stanie się oszukiwać, że wszystko jest w porządku?

"Nie długo" - podpowiada mózg.

Ma rację. Nie chcę żyć iluzją szczęścia. Mydlana bańka w końcu pęknie i te brzydkie rzeczy, przed którymi się chowam, spadną na mnie wszystkie na raz. Nie zniosę bycia zabawką. Chyba powinnam odejść od niego. Na samą myśl o tym, łzy mi płyną dwa razy szybciej, a do uścisku pod piersiami dochodzi gula w gardle. To będzie trudne. Mega trudne. Nawet nie wiem czy dam radę. Przypomina mi się co powiedział w nocy. "Boję się że..." Że co? Czego on się może bać? Nie mam pojęcia o co mu chodziło. Powinnam z nim porozmawiać o tym wszystkim. Tylko że jestem tchórzem. Nie chcę żeby mnie zostawił. Czuję się przy nim słaba i bardzo silna równocześnie. Moje serce ufa mu bezgranicznie, a mózg każe mi spieprzać od niego gdzie pieprz rośnie. Chcę się wyplątać z jego ramion, ale przyciąga mnie do siebie mocno.

- Gdzie idziesz? Zostań - mruknął zaspanym głosem.

- Muszę do łazienki - wyjaśniłam cicho, żeby go nie rozbudzać i żeby nie usłyszał jak łamie mi się głos.

- Ale wrócisz zaraz do mnie? -  mrugał zaspanymi oczami.

- Wrócę - szepnęłam, bo inaczej zaczęłabym beczeć jak zarzynany baran.

- To daj buzi - wymamrotał wciąż cicho.

Oczy miał z powrotem zamknięte. Otarłam wierzchem ręki łzy i cmoknęłam go w usta, a on przytulił mnie mocno i wciągnął na siebie.

- Nigdzie cię nie puszczę, sikaj tutaj - oznajmił.

Jego zaspane oczy się otwarły, a usta ozdobił szeroki uśmiech.

- Płakałaś? - popatrzył na mnie przytomniej.

- Rzęsa mi do oka wpadła - skłamałam z udawaną wesołością. - Serio mogę na ciebie nasikać?

- Nie - odepchnął mnie i zagrzebał się w pościeli śmiejąc się od ucha do ucha.

Narzuciłam na siebie swoje majtki i koszulkę Rafała, która sięgała mi za pośladki, a on mi się przyglądał. Wciąż byłam podpita i kręciło mi się w głowie. Wyszłam do łazienki. Na krótką chwilę oślepiło mnie światło. U stup porcelanowej bogini spała Kobyła. Rany, zarzygała pół kibla i wszystko w pobliżu. Starłam srajtaśmą wymiociny z deski i dokładnie obłożyłam ją czystym papierem. Nie udało mi się dobudzić Kingi. Złapałam ją pod pachy i odsunęłam na bok. Fajne miała koleżanki, skoro ją tu tak samą zostawiły. Załatwiłam swoją potrzebę i cicho plaskałam bosymi stopami w stronę kuchni. Zwolniłam ciekawa o czym tam gadali. I mnie wmurowało.

-..., bo taka jest kurwa prawda - usłyszałam Żwirka. Co ona miała z tą prawdą!?

- Ale to nie twoja sprawa - mówił spokojnie Gruby.

- Nie moja!? Mną też się bawił! Tak samo było z Moniką, Gośką, Patrycją, Marzeną i Izką. Może nie? - podniosła głos Mariola.

- Ciszej, kurwa. Nie jesteś tu sama. To one za nim latały. Co wy wszystkie kurwa w nim widzicie?

- Po chuju. Ej, wiesz co? Przecież z Patką, to ze dwa miesiące chodzili. Każdy ci to powie.

- Nie mieszaj się w to. A z Patką to była inna motka i to ona odjebała zwoda. Marta jest dorosła, Rafał tym bardziej. Niech sobie robią co chcą.

- Dopóki ona dupy mu daje, to ma fajnie! Co było w Golejowie? Najpierw zaprosił mnie i przeleciał w Staszowie, a później poleciał do tej suki i poszli się jebać do wody, jak graliśmy w piłkę. Zresztą i tak każdy wie, że to taka sama kurewka jak i on - darła ryj co raz bardziej.

O kurwa. Zabolało. Bardzo zabolało. Nie mogłam uwierzyć, że się wtedy z nią seksił. Nie było ich raptem jakieś półtorej godziny, ale wrócili z zakupami. Kłamie czy nie? Kurwa, no!

- Ja tam nic do niej nie mam. Fajna jest, tylko cycki mogłaby mieć większe - skomentował Błażej.  

- Weź Mariola z niej zejdź, bo ty jej prawie nie znasz - wtrącił się Tiger.

- Ale nie tak jest? Każdy wie, że łazi po knajpach i daje dupy - odburknęła Mariola.

- Byłaś? Widziałaś? To jej sprawa gdzie łazi i czy daje, czy nie daje - tłumaczył cierpliwie Gruby.

- Ej! Ja jej tylko prawdę powiedziałam! - Znów podniosła głos.

- Darłaś się jak głupia - zaśmiała się Roksana.

- Jak ci szkoda, to też se połaź po knajpach - dodał Tiger.

- Ty też jesteś stałym bywalcem melanży - przypomniała jej Lisu.

- Spierdalaj - psyknęła Żwirek.

- Głodna jestem - marudziła Roksana ignorując koleżankę.

- To zrób sobie kanapkę, ja ci robił nie będę... Roksana, nie tam, na górze.

Dalej nie słuchałam. Wycofałam się cichutko do łazienki i przemyłam twarz zimną wodą, żeby się uspokoić. Oni też mnie uważają za dziwkę. Zresztą, mam to w dupie. Jeśli ceną za fajne wspomnienia ma być gówniana opinia, to ja mogę ją zapłacić. Opinia mi do szczęścia niepotrzebna. A Żwirkowi najchętniej rozjebałabym mordę, ale nie chcę żeby wszyscy wiedzieli że podsłuchiwałam. Spuściłam wodę w kibelku i wyszłam. Niby zaspana władowałam się do kuchni. Przy stole siedzieli rozłożeni Błażej, Robert, Mariola i Roksana.

- Nie śpicie? - ziewnęłam szeroko i się przeciągnęłam.

- Suszy? - zapytał Robert i podał mi swoje zimne piwo. Wypiłam parę łyków i oddałam mu puszkę.

- Jest jakiś sok? - zwróciłam się do Grubego.

- W salonie poszukaj. Albo chodź, bo możesz nie znaleźć - poprowadził mnie do pomieszczenia obok.

- Masz jakąś dużą miskę? - spytałam go cicho.

- Mam, a co? Niedobrze ci?

- Kobyła, a właściwie jej zwłoki, leży w łazience i trzeba by ją stamtąd odholować. I lepiej daj jej miskę.

- No co ty gadasz? To chodź po nią, bo się przeziębi od zimnych płytek.

W łazience Gruby zaczął kląć pod nosem na widok panującego tam syfu, wziął nietomną dziewczynę na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Ja z sokiem udałam się do "swojego" pokoju i położyłam obok Rafała.

- Niunia?

Patrzył na mnie jednym okiem, bo do drugiego przylegało mu do poduszki. Podałam mu sok, a on się do niego przyssał jak niemowlę do cycka. Jego to dopiero musiało suszyć. Pewnie palił wczoraj z chłopakami.

- Czego dusza pragnie? - uśmiechnęłam się czule.

- Przytul mnie - poprosił.

- To są drogie rzeczy - odpowiedziałam wesoło.

- Wiedźma - burknął i przyciągnął mnie do siebie.

Oplotłam go mocno rękami i noziami. Przywarłam do niego jakbym się bała, że robię to po raz ostatni. Wbijam sobie tą chwilę na wszelki wypadek do pamięci. Opuszki moich palców muskały jego klatkę piersiową, dopóki nie pogrążyłam się we śnie.

Wstaliśmy po ósmej rano. Wzięliśmy wspólny prysznic. Okazało się, że nie tylko ja sobie pożyczam szczoteczkę Błażeja. Dla jasności obyło się bez sekscesów. Znaczy on chciał, ale ja się jeszcze zbyt kiepsko czułam. Poszliśmy na zewnątrz zapalić. Widok przed domem nie był tak straszny, jak się spodziewałam. Syf trochę był, ale po imprezach u Wojtka bywało gorzej.

- Jesteś na mnie zła? - zapytał mnie Rafał.

- Tak - warknęłam.

Tak na prawdę nie byłam. Bo i o co? Nic nie zrobił przecież. To czego się boję, toto że plotki o nim okażą się prawdziwe. Żeby tylko słowa Żwirka nie były prawdą, błagam!!!

- Czemu? - kontynuuje przesłuchanie i przygląda mi się uważnie.

- Domyśl się - odburkuję obrażonym tonem i krzyżuję ręce na piersiach.

Moja twarz jest bez wyrazu. W środku zwijam się ze śmiechu na widok jego miny.

- Powiedz - nalega mega smutnym głosem.

- Nie - wzdycham i wzruszam ramionami.

- Proszę - nalega bardziej, a ja nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać.

- Jestem zła, bo gdybyś nie miał nic na sumieniu, to byś nie zadawał takich pytań - wyjaśniam uderzając go palcem wskazującym w pierś, gdy udaje mi się nieco uspokoić śmiech.

Przyciągnął mnie do siebie i zaplótł ręce za moimi plecami.

- Ty naprawdę jesteś Małą Wiedźmą - mruknął.

Wyczarowuje ten swój uśmiech i trącił swoim nosem mój.

- Nie taką znowu małą, mam metr siedemdziesiąt siedem - skrzywiłam się.

- Wysoka jak brzoza... - wybuchł śmiechem i nie skończył, bo szturchnęłam go pod żebro. A on mnie zaczął łaskotać.

- Spada-aaaj! Wyższy jesteś - wykrzykiwałam przez spazmy rechotu. - To jest znęcanie się nad człowiekami! Przeeestań natentychmiast! Łogarnij się! Tyle! Dooość! Umieram! Ale ja umieram! Dooość! - wypluwałam słowa śmiejąc się i w końcu mi odpuścił.

Wróciliśmy do kuchni. Tam zapomniałam o smutkach i rozterkach. Zbierałam brudne naczynia, a Rafał je mył. Celowo ciągle się o niego niby przypadkiem ocierałam. Miałam przez to jedną szklankę na sumieniu, ale kto by się tam szczegółami przejmował. Zwłaszcza, że to nie ja ją zbiłam i jak coś, to miała nie być na mnie. Gdy skończyłam zbieranie brudnych garów, to pomagam Niebieskookiemu je myć. I przeszkadzałam, żeby mu za dobrze nie było.

Zaatakowałam go pianą, a on mnie nią natarł. Oblałam mu niechcący koszulkę wodą, a on mi również niechcący nalał wody do trampka. Całkowicie przypadkiem nadepnęłam mu na stopę, a on mi przypadkiem stanął na obu. Nieświadomie uderzyłam go biodrem, a on w jeszcze większej nieświadomości poczochrał mi włosy łapami uciapanymi w pianie.

Japy nam się cieszyły jak nawalonym schizofrenikom. Upominałam go, że nie domywa naczyń, a on je mył drugi raz w nieświadomości, że go okłamywałam. W końcu się zorientował, że go robiłam w balona, bo za dużo podsyłam do zwrotu i za karę ubrudził pianą opłukane szklanki, żebym i ja miała zajęcie. Śmialiśmy się, łapaliśmy za słówka, przepychaliśmy i dogryzaliśmy sobie. Nigdy bym na to nie wpadła, że zmywanie naczyń może być takie fajne!

Dołączyli do nas Piotrek z Anią i wspólnie kończyliśmy sprzątać kuchnię i salon. Pan Gołąbek tańczył z miotłą, a chwilę później dołączyła do niego Pani Gołąbkowa z mopem. W salonie ja zbieram śmieci i myłam ławę ukradkiem terroryzując Rafała ścierką. Niebieskooki odkurza dywan i co chwilę atakował mnie odkurzaczem. Na koniec posprzątaliśmy bajzel w ogrodzie i w czwórkę władowaliśmy się na huśtawkę. Huśtaliśmy się jednak za mocno. Łańcuch się oderwał od belki i wylądowaliśmy na jakimś krzaku, który rósł sobie spokojnie z tyłu i drapał nas po nogach. Nikt się nie mógł podnieść, bo wszyscy umieraliśmy ze śmiechu.

- Cholera, ale te nasze baby grube. Zepsuły Grubemu huśtawkę - powiedział Piotrek do Rafała.

Wytoczyliśmy się z ławeczki, ale zostaliśmy dupami na trawie.

- Bo żrą wszystko co im w te małe, paskudne łapki wpadnie - mruknął Romeo z głupią miną nadal się śmiejąc. I na potwierdzenie swoich słów udawał wiewiórkę wcinającą orzechy.

- Bo przed nami, to się powinno lodówkę łańcuchem owijać i na kłódkę zamykać - wytłumaczyłam.

- Kochanego ciała nigdy za wiele - dodała Ania.

- A miejsce wielorybów jest w oceanie - droczył się Rafał.

Oberwał ode mnie i mojej przyjaciółki po łapach, na co zareagował jeszcze większym rechotaniem. Gnojek!

- Gdzie mi tu z tymi płetwami! - śmiał się.

Wywrócił mnie na plecy, siadł na mnie okrakiem i łaskotał. Śmiałam się tak bardzo, że nie miałam siły go zepchnąć. Za to moja Ania owszem. Przewróciła go na trawę obok mnie i przygniotła. Podniosłam się szybko i rzuciłam na nich, żeby Niebieskooki nam się nie wyrwał. W tym wszystkim zapominam o Piotrku. Kiedy o sobie przypomniał, było już za późno.

- Kanaaaaapka! - krzyknął spadając na mnie.

Ja pierdziulę, ale on był ciężki! Jeszcze specjalnie nas przygniatał.

Sturkaliśmy się po kolei i leżeliśmy wciąż rechocząc. Losie, co za debile. Uwielbiałam ich! Chłopacy podnieśli się pierwsi, poszli do garażu Błażeja po narzędzia i wzięli się za reperowanie huśtawki. A my zostałyśmy na trawie w cieniu i rozmawiałyśmy ściszonymi głosami.

- Nie obraź się na mnie, ale ja na twoim miejscu bym go zostawiła - westchnęła przyjaciółka, a ja wyczarowałam lekki uśmiech. Nie chciałam pokazywać, jak ciężko mi było o tym gadać i bałam się, że zacznę ryczeć.

- Spoko. To nie takie proste jak się wydaje.

- Widać, że go kochasz, ale teraz już obie wiemy jaki on jest naprawdę.

- Czyli jaki? - zapytałam.

Sama nie wiem czy bardziej siebie, czy jej. Czy aby na pewno go kocham?

- No, bawi się dziewczynami. Do żadnej się nie przywiązuje. Po wybrykach tej pierdolniętej, niektórzy się wczoraj zakładali o kratę piwa, jak długo będziecie razem. Nikt nie obstawiał, że dłużej niż do końca wakacji - wyznała.

Ożeż kurwa... Wakacje się skończą za niecałe trzy miechy.

- Kto by pomyślał, że nasze sprawy będą aż tak interesować wszystkich - przerwałam jej.

- Piotrek mówi, że oni pierdolą głupoty, bo go nie znają. Nie wiem co ci doradzić. A tak w ogóle to ta laska, co z wami przyjechała wczoraj, to mnie wkurwia nielitosiernie. Jak poszliście, to skakała ciągle koło Piotrka. I w ogóle jak ktoś się za bardzo do niej przystawiał, to on od razu interweniował. Tak jakby byli parą. Weź, masakra.

- Szuka chuja do dupy - podsumowałam szczerząc się i wzruszyłam ramionami.

- A czaisz, że jak nawalony Wojtek zaczął się do niej kleić, to mój Sexmistrz mu powiedział żeby ją zostawił, bo Romeo go zajebie!? I Wojtas się wpienił. Potem Piotrek coś mu na ucho gadał i Wojtek dał jej spokój. Między nimi chyba coś jest - westchnęła.

Nie chyba, tylko na pewno. Zajebiście. A miało być tak pięknie. Pytanie tylko, co było między nim, a Magdą?

- Może to geje? - powiedziałam niby poważnie, a kumpela obrzuciła mnie trawą.

- Nie o nich mi chodziło, gamonico!

Śmiałyśmy się obie.

- Zabrzmiało jakby Piotrek zdradzał cię z Wojtkiem, dałnico - oznajmiłam i równocześnie rzuciłam w nią całą garścią trawy.

- Z czego się śmiejecie? - zawołał do nas Rafał.

- Z ciebie - skłamałam.

- Bo masz brudną dupę - dodała Anka.

Niebieskooki otrzepał spodenki i oglądał się przez ramię. Stanął do nas plecami.

- Już? - zapytał.

- Nie wiem, bo spodenki zasłaniają - odpowiedziała Ania i śmialiśmy się wszyscy.

- Mam je zdjąć?

- Nie! - krzyknęła Anka.

- Tak! - krzyknęłam równocześnie.

Niebieskooki zaczął zabawnie tańczyć i bardzo powolutku zsuwał spodenki, ukazując nam swoje bokserki.

- Schowaj tą grubą dupę, bo oślepną - skomentował Piotrek.

Drzwi od domu się otwarły, więc Rafał ubrał z powrotem swoje galoty. Stanął w nich (w drzwiach, nie w galotach) Błażej i się przeciągnął. Niecierpliwy Robert wypchnął go na zewnątrz, a za nimi wysypały się w komplecie "niezłe szprychy". Obraz nędzy i rozpaczy. Szeptały i chichotały coś między sobą. Chłopaki podeszli do nas.

- Gruby, dziewczyny zepsuły ci huśtawkę, ale spokojnie. Sytuacja już jest pod kontrolą - rzucił na wstępie Rafał.

- Ale wy psuje jesteście - burknął do nas Błażej.

- No bo wiesz, tak naprawdę, to Rafał tam posadził swoje tłuste cztery litery i huśtawka siłą rzeczy wymiękła - sprostowałam niby poważnie.

- Tak myślałem - Gruby pokiwał głową ze zrozumieniem.

- I teraz na mnie będzie? - oburzył się Niebieskooki, a na jego twarzy gościł ten nieodłączny uśmiech.

- Na kogoś być musi, a ty stoisz najbliżej miejsca zbrodni, zbrodnicielu. Dawaj fajkę -  dodał Tiger.

Niebieskooki wyciągnął paczkę, w której został mu tylko jeden papieros i podał koledze.

- Ostatniego to nawet kurwa nie bierze - powiedział dość głośno Robert.

- Jak on nie chce, to mi daj! - zadarła się do Rafała Żwirek i ruszyła do nas.

- A jednak kurwa bierze ostatniego - szepnął Rafał.

- Ta to by nawet umarłemu z ucha wypiła - burknęłam pod nosem, tak żeby tylko przyjaciółka mnie usłyszała.

- Że co!? - wydusiła ze śmiechem.

- Mój dziadek tak mawiał - wzruszyłam ramionami i poczęstowałam Tigera i Grubego Nevadami.

Niebieskooki zrobił minę w stylu "ja pierdolę, znowu ona" i bez słowa podał Marioli paczkę. Wyciągnęła papierosa i chciała mu oddać opakowanie, ale Romeo już się przysiadł do mnie i Anki, więc ją zignorował. Tiger i Błażej wrócili do koleżanek, a głupia cipa Żwirek siadła koło Niebieskookiego.

- Sorry za wczoraj - patrzyła na mnie, Rafała i Gołąbków. - Pijana byłam i mi odjebało. Nawet nie pamiętam co mówiłam - zrobiła skruszoną minę. - Mam nadzieję, że się nie gniewacie - ciągnęła przymilnie, a z jej twarzy promieniowała szczerość i żal.

Jak ja nie lubiłam fałszywych ludziów! Miałam nadzieję, że po tym fajku zdechnie franca na raka.  

- Było, minęło - powiedział obojętnie Rafał, a my wymownie milczeliśmy.

- Naprawdę mi przykro. Jak mi rano powiedzieli co mówiłam, to nie mogłam uwierzyć. Przecież wiecie, że ja tak nie myślę o was - ciągnęła wciąż tym skruszonym tonem.

Nikt tego nie skomentował. Nie mieliśmy po pięć lat, żeby jej w to wierzyć. A jej tłumaczenie było po prostu żałosne. Nie doczekawszy się od nas żadnej reakcji, przeprosiła jeszcze raz i wróciła do swoich koleżanek.

- Udław się kurwo tym papierosem - mruknął pod nosem Pan Gołąbek patrząc na plecy odchodzącej Marioli. - Odwieziesz nas? - zapytał Rafała.

Niebieskooki kiwnął mu głową i poszedł do Błażeja. Zamienili kilka słów i nas zawołali.

- Chodź, chodź Mała Wiedźmo, odwieziemy ich - cieszył się do mnie Romeo.

- Biegnę sadysto - odpowiedziałam.

Podniosłam się niechętnie i powoli, otrzepałam tyłek z trawy i powlekłam się jako ostatnia.

W Tarnobrzegu poszliśmy najpierw zjeść kebab, a później odwieźliśmy zakochańców pod blok Ani. Dziś mają iść na kolację do Piotrka rodziców. Biedna Anka się stresowała, a my żeby ją wesprzeć, dodatkowo ją straszyliśmy, wyolbrzymiając ich prawdopodobne wady. Rafałowi szło to lepiej, bo ich znał. No i po raz chyba już tysięczny, Ania utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem nienormalna. I tak ją kochałam.

Gruby dzwonił do nas co chwilę, bo dziewczynom się spieszyło, a Rafał ciągle okłamywał go, że będziemy za dziesięć minut. Po niemal dwóch godzinach od wyjazdu, wróciliśmy. Okazało się, że na Żwirka czekał jej zniecierpliwiony chłopak. Dwukrotnie Romeo musiał zjechać na pobocze i zgasić silnik, żeby mogła pogadać ze swoim facetem, który był święcie przekonany, że była u kuzynki. Wcześniej jej współczułam, że Niebieskooki ją olał. Teraz mu się nie dziwiłam.

Zastanawiałam się, czy to on bawił się nią, czy ona próbowała nim. A może każde toczyło własną grę? W Sandomierzu, w budce koło giełdy, kupiliśmy hamburgery dla siebie i chłopaków. Były pyszne i wypasione. Rafał zeżarł na miejscu, a ja męczyłam swojego na raty, bo po wcześniejszym kebabie nie byłam zbyt głodna. Właściwie to wmuszałam w siebie to pyszne cholerstwo na siłę. Najwyżej mogło mi pójść w dupę.

U Grubego nie siedzieliśmy długo. Błażej podwiózł nas jedynie na obrzeża Tarnobrzega. Dalej bał się jechać, bo był wciąż nietrzeźwy. Nie mieliśmy co robić, więc poszliśmy na Plac Czerwony. Niebieskooki trzymał mnie za rękę i za każdy razem, gdy mówiłam coś głupiego, to mnie odpychał, że się mało nie wywracałam, a później przyciągał, aż się od niego odbijałam. Nie bolało mnie to, no dobra - może troszkę, ale za to miałam ciągłe napady niekontrolowanego śmiechu.

Deptałam mu po stopach, kułam pod żebra albo uderzałam lekko pięścią w ramię. On też ciągle się śmiał. Chyba byliśmy pojebani. Znaczy ja na pewno, a on stwarzał takie wrażenie. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli. Pewnie wyglądaliśmy jak tałajstwo wypuszczone z dziczy. Ale kto by się tam szczegółami przejmował.

Na miejscu od razu napadliśmy na budkę z lodami z maszyny. Smakowały wyśmienicie. Później kupiliśmy truskawki i żarliśmy takie nieumyte. Od tego się przecież nie umiera. Szlajaliśmy się po mieście i śmialiśmy z ludzi aż do wieczora. Później przenieśliśmy się nad Wisłę i siedzieliśmy przytuleni na wale. Rozmawialiśmy głównie o nim. Zauważyłam, że nie chciał rozmawiać o swojej rodzinie, więc nie ciągnęłam go za język. Kiedyś pewnie sam mi opowie, ale na to trzeba było czasu.

I w tym momencie przypomniałam sobie o moich rozterkach. Czy ja miałam czas? On nic nie mówił o swojej przeszłości. Nie zamierzałam go do tego zmuszać, chociaż byłam ciekawa. Późnym wieczorem odprowadził mnie do domu. Zrobiliśmy razem kolację, która smakowała jakoś lepiej, niż gdy tworzyłam ją sama. A później wzięliśmy wspólną kąpiel i tym razem ścieraliśmy nadmiar wody z mojej podłogi. Na koniec teleportowaliśmy się do mojej sypialni. Rafał opuścił ją dopiero o trzeciej rano, bo musiał się jeszcze spakować do pracy.

1 komentarz

 
  • Fanka

    Fanka 4 sie 2017

    Dodasz dzis nastepba czesc ?