Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 21

Sobota:

Otwarłam zaspane oko i zobaczyłam, że Niebieskooki mi się przyglądał. Od razu wyczarował ten swój zawadiacki uśmiech i mnie nim zaraził. Czułam miarowe bicie swojego serca. Przykleiłam się do zbyt słodkiej herbaty, którą pogardziłam wczoraj, a później przytuliłam się mocno do Rafała, a on ochoczo mnie przyciągnął i cmoknął w czoło. Wdychałam jego cudowny zapach. Miał lekko spocone ciało, podobnie jak ja. Żadne z nas nic nie mówiło, ale ta cisza nie była niezręczna.

Leżąc w tych ramionach byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. W moich żyłach wciąż krążyły resztki alkoholu, którego wprawdzie nie wypiłam wczoraj wiele, ale mój mózg i tak pracował strasznie powoli. Zastanawiałam się, czy to co czułam do Rafała, to już była miłość. Łatwo to można pomylić z pożądaniem. Może tylko głęboko się zauroczyłam? Krótkotrwała fascynacja? Moje wybredne serce mówiło, że go kocham, ale ono było nieprzewidywalne i często zmieniało zdanie. Bywało głupie jak but.

Być może za trzy miesiące już nic nie będę czuła do Rafała, bo to tylko zauroczenie?

Już mi się tak kiedyś zdarzyło. Myślałam, że to jest to, serce się podniecało jak dziecko lizakiem i nagle chuj bombki strzelił. Uczucia z dnia na dzień znikły. Czaru maru i wyparowały jak kamfora. Czułam się później podle, bo tamten chłopak robił wszystko, żeby mnie uszczęśliwić i był we mnie szaleńczo zakochany. Spotkaliśmy się pół roku później na osiemnastce Wojtka. Przyszłam wtedy cholernie spóźniona. Od razu rzucił do kolegów: "Dla mnie impreza skończona". I sobie poszedł. Było mi wtedy przykro jak diabli, że go tak skrzywdziłam. Chłopacy mi później powiedzieli, że przez dwa miesiące prawie nie wychodził z domu. Nie wiem czy to była prawda, ale jeśli tak to jestem cholernie wredna. A pfe!

Rafał wziął moją dłoń i przystawił mój wskazujący palec do mojego policzka.

- Pomyśl życzenie - poprosił.

Pogięło go, czy jak? Ma halucynacje i spadające gwiazdy mu się zwidują? Poczuł magię świat w czerwcu!? Wczoraj nie pił, to może wpieprzył jakieś grzybki cichaczem!? Cholera go tam wie, czym on się karmi.

- Po co? - zaciekawiłam się.

- No pomyśl - wymruczał.

A co mi tam. Pierwsze co mi przyszło na myśl to: "Chciałabym żebyś mnie pokochał." Ale co jeśli ja nie pokocham jego? Poza tym miałam wrażenie, że on już mnie kochał pomimo tego co o nim mówiono. No więc coś innego.  

"Chciałabym się w tobie zakochać."

- Już - odpowiadam, a on odciąga moją dłoń. Na palcu mam rzęsę.

- Odeszła z palcem, spełni się - oświadczył.

Mam taką nadzieję, romantyku od siedmiu boleści.

- Czego sobie życzyłaś? - zapytał przyglądając mi się.

- Abyś mnie częściej przytulał - skłamałam, a on mnie na chwilę boleśnie zmiażdżył swoimi ramionami. Tak, że straciłam na moment oddech. Romantycznie kurwa, nie ma co!

- Tak od serca może być? - zaśmiało się głupie bydle.

Odruchowo chciałam go za karę połaskotać, ale w porę sobie przypominałam, że ten cudowny facet nie ma łaskotek. Więc ugryzłam go w ucho. Mocno, ale tak żeby nie przeciąć skóry. O dziwo nie odepchnął mnie, tylko przyciągnął i zaczął całować. Drapał mnie powstałym już zarostem. Zawsze mnie to denerwowało i wolałam gładko ogolonych facetów. Teraz było inaczej. Ta delikatna szorstkość cholernie mnie podniecała. Uczucie było tak przyjemne, że promieniowało aż do dołu mojego brzucha. On też był podniecony. Jego sprzęcik mnie atakował.

- Czemu śpisz nago? - zapytałam, gdy się ode mnie odkleił.

- Bo lubię spać po nagu. Przyzwyczaisz się - wzruszył ramionami, a moje serducho od razu zabiło szybciej.

"Widzisz, wcale nie chce cię na krótko." - ogłosiło serducho nie przerywając terroryzowania płuca.

"Ciekawe czy wszystkim to mówi" - mózg pokręcił głową z rezygnacją.

- A ty w czym śpiuchasz na co dzień? - zainteresował się Rafał.

- Też nago - wyszczerzyłam się.

Naciągnął i puścił ramiączko mojego stanika.

- Więc co TO robi na tobie?  

- Ałć! Ładnie wygląda - wyjaśniłam z udawaną urazą w głosie, a on się uśmiechnął jeszcze szerzej.

Położył dłoń na mojej opakowanej piersi.  

- Wolę cię bez tego.

- A kogo obchodzi, co ty wolisz!? Znasz się jak świnia na petardach - powiedziałam ze śmiechem, a ten mściwy prostak szturchnął mnie pod żebro.

- Więc nie obchodzi cię co ja wolę? - zapytał.

Specjalnie na spotkanie z nim kupiłam bieliznę, którą miałam na sobie. No, ale przecież mu się nie przyznam.

- Nic a nic - pokazałam mu język, a on mi go lekko przygryzł i zaczął ssać.

Byłam tym trochę zaskoczona, bo nigdy wcześniej nikt mi tak nie robił. Szkoda, bo fajne uczucie. Podnieciło mnie to bardzo, więc zmieniłam temat gdy uwolnił mój język.

- Palisz w pokoju? - mruknęłam.

- Raczej nie, ale możemy zapalić - odparł.

Przewiesił się przeze mnie i podniósł z dywanu swoje spodnie. Z kieszeni wygrzebał białą paczkę Marlboro i seledynową, przezroczystą zapalniczkę. Zapalił dwa papierosy na raz i jednego włożył mi do ust.

- Masz jakąś kiepiołkę? - zapytałam.

Muszę przyznać, że Marlboro były lepsze od moich Nevad, ale były też niestety droższe i nie na moją kieszeń.

- Turystyczna może być?

Złączył nad dywanem palec wskazujący i kciuk. Na mojej twarzy pojawił się ogromny zaciesz. Szybko strzepałam nieliczne drobinki popiołu przez powstałe oczko wprost na dywanik.

- Co robisz, Mała Wiedźmo? - zaśmiał się i wolną ręką złapał się za głowę.

Wzruszam ramionami jakby to było oczywiste.  

- Kiepuję - wyjaśniłam

Podniósł się świecąc golizną, ściągnął z półki dużego, porcelanowego słonika i ulokował się z powrotem obok mnie.

- Tu kiepuj - wytłumaczył i wskazał na centymetrowy otwór w uniesionej do góry trąbie zwierzaka.

Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem i czekałam aż zrobi to pierwszy. Jak później wyczyścić coś takiego!? Niebieskooki widocznie się tym nie martwił, bo strzepywał popiół do słonika. No idiota!

- Głupi jesteś - podsumowałam wesoło i zrobiłam to co on.

- Inteligentny inaczej - sprostował wydychając w stronę sufitu kółeczka z dymu.

Też tak chciałam potrafić!

- Skąd znasz Wojtka? - znów zmieniłam temat.

- Z Łoniowa ze stacji benzynowej. Było koło północy i mieli akurat zmianę. Palić nam się chciało jak diabli, więc czekaliśmy z taką Magdą aż otworzą. Wtedy on podszedł i zapytał czy mamy może ognia. W odpowiedzi zapytałem czy ma papierosa. On uratował nas, my jego. A później często wpadaliśmy na siebie na imprezach i w końcu się skumplowaliśmy. A ty? - zapytał.

"A ty się zastanawiasz czy Magda to kolejna zabawka" - podpowiedział mi mózg.

- My się zaczęliśmy kumplować już w podstawówce - uśmiechnęłam się. - I tak zostało do dziś.

- Tylko kumplować? - Przyglądał mi się.

- No cóż, w podstawówce to się trochę w nim podkochiwałam i wszędzie za nim latałam, ale teraz kocham go jak brata.

Jego telefon zaczął dzwonić.

- Siema stary, co tam? - rzucił wesoło. - Nie mam jeszcze żadnych planów na dziś. Nie, z Martą. Dobra. A z kim jesteś? Dobra. Jakby coś to się odezwę. Na razie - Rozłączył się.

- Masz jakieś plany na dziś? - zwrócił się do mnie.

- Na razie nie.

- To już masz. Wstawaj.

Znów podniósł się bez cienia skrępowania i poszedł do łazienki świecąc mi dupcią i nie tylko nią. Nie chciało mi się wstawać. Zwlekłam się powoli i skończyłam pić tą niedobrą herbatę. Lekko kręciło mi się w głowie. Zdecydowanie musiałam bardziej ograniczyć alkohol.

Rafał znów pojawił się w sypialni.

- Nie będę na ciebie czekał do jutra - skrzywił się i nim się zorientowałam co zamierzał, wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki.

Uwielbiałam jak to robił. Miałam go wtedy tak blisko, że czułam jak mu biło serce. Wrzucił mnie do wody w bieliźnie. Delikatnie pomógł mi się przesunąć i sam siada za moimi plecami. Od razu pozbawił mnie biustonosza i wyrzucił go na płytki. Mokrych majtek pozbyłam się sama. Oparłam głowę o jego tors, a on masując mi skórę, nacierał żelem moją klatkę piersiową, brzuch, ramiona i ręki. Czułam jak jego sprzęcik napierał mi na plecy. Niebieskooki skupił się na moich piersiach.

- Już są czyste - zauważyłam, bo jakby tak dalej poszło, to bym go zgwałciła.

- Nie są - zmysłowo szepnął mi do ucha. Jedna z jego rąk zjechała miedzy moje nozie...

Po wszystkim wytarliśmy zachlapaną podłogę i poszliśmy się ubrać. Pożyczyłam sobie od niego bokserki, skarpetki, spodenki i luźną koszulkę, bo moje ubrania strasznie śmierdziały dymem z ogniska. Wyszliśmy z bloku i niespiesznie człapaliśmy w kierunku mojego mieszkania.

Niebieskooki zabrał mi torebkę i reklamówkę z brudną odzieżą. Uparł się, że on mi to będzie niósł. Nie kłóciłam się z nim o to. Moja torebka zbyt dużo ważyła, żeby mi samej chciało się ją targać w ten upalny dzień. Rafał przełożył moje klamoty do jednej ręki, a drugą odnalazł moją łapkę. Przez całą drogę pieścił palcami moją dłoń. No dobra, ja też nie pozostałam bierna i bawiłam się jego rąsią. Jedyne co mnie irytowało, to jebiące po oczach słońce. Odbijało się cholerstwo od szyb, lakieru aut i od czego tylko się dało. Miałam wrażenie, że robiło to złośliwie, żeby mi za wesoło nie było.

Weszliśmy do mojego mieszkania. Ja od razu wzięłam się za przegrzebywanie szafy w poszukiwaniu ubrań, a on rozglądał się po moim skromnym mieszkanku. Przyglądał się ścianie obklejonej zdjęciami. Na większości fotografii miałam głupie miny. Było tam też sporo moich znajomych.

- Ty Mała Wiedźmo! - wyrzucił w końcu.

Odwróciłam się i zobaczyłam, że przyglądał się tej fotce z Golejowa, na której miał twarz umazaną zapiekanką. Zaczęłam się śmiać. A miałam cichą nadzieję, że nie zauważy.

- No co. Ładnie wyszedłeś - mruknęłam.

- Jak pół chuja z pod pierzyny - podsumował wesoło.

- Zobacz tutaj - pokazałam mu fotę z tego samego dnia. A konkretniej tą co zrobił Krzysiek, zanim zawieźli Grubego do szpitala.

- Dlaczego ja tego nie mam? - zapytał zdziwiony.

- A kogo to obchodzi? - parsknęłam, a on mnie rzucił na łóżko i łaskotał, aż zaczęłam błagać o litość.

- Jak chcesz coś do picia, to sobie weź z kuchni. Czuj się jak u siebie - oznajmiłam gdy mnie wypuścił.

- A masz coś zimnego?

- Chyba tylko serce. Ewentualnie sok pomarańczarowy w lodówce - odpowiedziałam, a on wyszedł z mojego pokoju.

Po chwili wrócił z dwoma pełnymi szklankami i podał mi porcję pysznego, zimnego napoju. Jakie to miłe, gdy ktoś czasami pomyśli i o tobie.

Przebieram się w swoje rzeczy i zrobiłam niespiesznie standardowy makijaż. Na koniec wzięłam z szafki moje drugie oczy na słoneczne dni, żeby to głupie słońce mogło mnie co najwyżej w dupę cmoknąć.

Wychodzimy i zmierzamy w stronę pawilonów. Domyślam się, że do Quattro na pizzę. Przypomniałam sobie jak mnie tam całował po tej wpadce z Bartkiem i od razu micha mi się wyszczerzyła. Często mi się zdarzało śmiać samej do siebie. Ciekawe czy to było normalne. W kręgu moich znajomych, tylko ja tak miałam. Na trzeźwo.

Nie uszło to uwadze Rafała.

- Czemu się śmiejesz?

- Bo mi się coś przypomniało.

- A co takiego?

- Pani Krysia z pilną sprawą picia wódki - skłamałam.

Zaczęłam się cieszyć, a on uniósł brwi.

- No jak wróciliśmy z pizzy i u mnie w bloku zawołała mnie, bo pilnie potrzebowała pomocy - wytłumaczyłam.

- Nie wygląda pijaczkę.

- Bo ona rzadko i mało pije. A wtedy miałyśmy powód.

- Jaki?

Byłam przytłoczona ostatnimi wydarzeniami, cholernie podniecona i nie ogarniałam co robię. A ta stara wariatka miała wtedy rację. Nie zamierzałam mu tego wyjaśniać.

- Babskie sprawy - wzruszyłam ramionami.

Zmarszczyłam nos i pokazałam mu język. Spodziewałam się, że znów mnie szturchnie pod żebra, ale on mnie przyciągnął i pocałował. Może nie jest takim do końca sadystą?

W pizzerii, przy ostatnim stoliku na zewnątrz, siedzieli Gruby, Tiger, Piotrek i Anka, i o dziwo Czerstwy. Od razu stworzyłam z Anią przytulasy, po czym przywitałam się z facecikami. Z braku miejsca usiadłam obok Czerstwego, a Rafał naprzeciwko mnie.

- Romeo, ty to chyba wpadłeś po uszy w jej sidła - zakpił Czerstwy.

- Jeszcze nie wpadliśmy - odpowiedziałam wesoło za niego.

Poszłam po sok, a Niebieskooki zamówił pizzę. Pomyślałam, że trochę dziwnie będę wyglądać, bo wszyscy z piwami siedzieli, ale kto by się tam szczegółami przejmował. Po chwili ogarnęłam, że Niebieskooki wziął sobie pepsi. Więc jednak nie tak dziwnie.

- Nic straconego Julio, zawsze możecie wpaść - kontynuował Czerstwy, gdy wróciłam.

- Ty nie bądź taki do przodu, bo cię sznurówki wyminą - skrzywiłam się.

- Czerstwy jest taki mądry, że go tylko w telewizji pokazywać - skomentował Błażej.

- Oczywiście, a Gruby jest zazdrosny, bo jego to nawet obiektyw nie obejmie - odgryzł się Czerstwy.

- Żebym ja cię za raz nie objął - burknął żartobliwie Błażej.

- Mnie możesz objąć, Misiu - wymruczał Tiger i mrugnął zalotnie rzęsami.

- Ja pierdolę, nie wytrzymam z nimi - powiedział "Miś" i złapał się za głowę.

- To popuść - doradziła mu Anka.

- Julio, a jak już się znudzisz tym czarusiem, to zapraszam do mojego Drekmore - zmienił temat Czerstwy.

- Księciuniu, nie znudzi się - odparł za mnie pewny siebie Rafał.

- Skąd możesz wiedzieć? - dopytywał Czerstwy.

- Z kątowni, Pawełku - Niebieskooki wzruszył ramionami. W końcu dowiedziałam się jak Czerstwy ma na imię.

- Robimy później jakieś ognisko? - zmienił temat Piotrek.

- Może grilla na działkach u Wojtasa? - ekscytował się Czerstwy.

- Może grilla u mnie w ogrodzie? - zaproponował Błażej.

- To nie jest głupi pomysł - zgodził się Rafał.

- Przynajmniej psy tam nie jeżdżą i sąsiadów blisko nie ma - przekonywał również Piotrek.

- Tylko jakieś dziewczyny trzeba ogarnąć, bo mamy tylko dwie i to jeszcze zajęte - nakręcił się Gruby.

- Więc ja ci już nie wystarczam!? Ty grubianinie! - Robert zrobił płaczliwą minę, ale nie udało mu się ukryć zaciesza.

- Grabisz sobie, stary - odburknął Gruby, a Tiger posłał mu całusa.

- Może te z Sandomierza, co były z nami w Golejowie? - zproponował Robert.

- Ale bez Żwirka. Źle jej z oczu patrzy - grymasił Gołąbek.

- Bo ma kurwiki w oczach. Ale loda robi po mistrzowsku - rozmarzył się Gruby.

- Bo zrobiła ich więcej niż Algida - wtrącił z niesmakiem Rafał.

- Jak robiła tobie, to nie narzekałeś - Gruby pokręcił głową i wzniósł ręce do nieba.

Nagle zdał sobie sprawę, że powiedział za dużo. Speszył się. Popatrzył na moją obojętną twarz i przepraszająco na Rafała. O dziwo Niebieskooki nie zmieszał się, ani nie zaprzeczył że tak nie było.

- Bo nie wiedziałem, że każdemu daje - warknął poirytowany.

- Ale mógłbyś do niej napisać, żeby przyjechała - ciągnął Gruby.

Czułam, że obaj z Rafałem mi się przyglądali. Reszta też to robiła ukradkiem. Bydło! Odpaliłam sobie papierosa.

- Mam coś na twarzy? - zapytałam spokojnie i każdemu po kolei popatrzyłam w oczy. Wszyscy oprócz Anki i Rafała uciekli wzrokiem. Ania jak zwykle się szczerzyła.

- Oprócz tapety? - zapytała.

- Masz, o tutaj - odpowiedział Niebieskooki, przechylił się przez stolik i pocałował mnie w usta.

Kiedy siadł z powrotem, nasze stopy pieściły się pod stolikiem, a moje serce biło mocniej zadowolone.

- Jeśli Marta nie ma nic przeciwko, to możemy jechać po nie - zdecydował Rafał. pojednawczo.  

Zabrał mi sok i przykleił się do niego.  

- Marta nie ma nic przeciwko - przedrzeźniałam go.

Uśmiechnęłam się. Na prawdę nie miałam nic przeciwko temu, że chcieli przywieźć tą głupią sukę. Wcale i w ogóle. Od dziecka o tym marzyłam.

Wkrótce potem pojawiły się nasze dwie ogromne pizze. Od razu przechwyciłam jeden z dwóch sosów czosnkowych. Nie zjadłam dużo pizzy, w przeciwieństwie do chłopaków. Wpierdzielali jak małpa kit. Ja nie miałam dziś apetytu. Odeszłam na bok pod poręcz pawilonu, żeby nie smrodzić ludziom przy jedzeniu i odpaliłam papierosa. Trochę mnie jeszcze muliło po wczorajszym ognisku.

- Widzę, że ty to taka trochę kurwurarna jesteś - wyszczerzył się do mnie Paweł.

- Jak mnie naleci - wzruszyłam ramionami.

- Trzeba by Wojtka ogarnąć, żeby palenie zamotał - powiedział tym razem do chłopaków.

- Afrykańskie pomidory? - wybuchł śmiechem Tiger.

- A co miałem babci powiedzieć? Że Marysię posadziłem za domem w ogródku? Chyba by mnie zjadła - śmiał się Czerstwy.

- A pamiętasz jak poszliśmy po pomidory na śniadanie po ognisku? - przypomniał Rafał i wszyscy faceci zaczęli rechotać. Widząc, że my z Anką nie ogarniamy, wytłumaczył nam.

- Nikomu do sklepu się lecieć nie chciało. Byliśmy głodni, a jego dalsza sąsiadka miała ogródek warzywny - pokazał głową Czerstwego. - No i wpadliśmy tam ekipą, żeby pożyczyć trochę pomidorów - opowiadał podekscytowany. - Jebana wypadła z siekierą i zaczęła nas gonić. Spieprzaliśmy jakby nas sam diabeł gonił - śmiał się.

- Ale darła jape. "Jo wom pierdolone skurwysyny dom kraś! Żeby szlak jasny wos wytrafioł i krew nagło zaloła! Za robote się gnoje weśta, a nie ino na gotowe! Łby poupierdalam! Jo se z waszeme matkami pogodom! Wypierdalać mie stąd skurwysyny, bo pazabijom! Zaroz na policje zadzwonię, to się tak śmioć nie bedzieta! Won kurwa łod moich warzyw!" - Czerstwy zabawnie naśladował swoją sąsiadkę, a my ryczeliśmy ze śmiechu.

Po tej opowieści leci cała masa zabawnych historii. Rechotaliśmy jakbyśmy byli już co najmniej naćpani. Ludzie się dziwnie na nas patrzyli, a pozostali klienci cicho obgadywali. Później zgadaliśmy się co i jak z tym grillem u Grubego. Okazało się, że Błażej przyjechał Passatem i zaparkował raptem trzydzieści metrów od nas.

Niebieskooki zadzwonił do koleżanek, to jest "niezłych szprych". Tak, do tamtej francy też. Chłopaki zrobili zrzutę na prowiant. My z Anią też się chciałyśmy dorzucić, ale nam nie pozwolili.  

Rafał zawiózł nas do Biedronki, gdzie wspólnie zrobiliśmy zakupy. Obładowani jak wielbłądy załadowaliśmy się z powrotem do Passata i ruszyliśmy do domu Błażeja. Cieszyłam się przywilejem siedzenia z przodu.

O wątpliwościach wobec Niebieskookiego zapomniałam całkowicie. Na miejscu wysiadło podpite towarzystwo i we dwójkę pojechaliśmy do Sandomierza po dziewczyny. W duchu byłam cholernie wdzięczna Błażejowi, że przyjechał tym autem. Gdyby Rafał musiał iść po swoje, teraz jechałby sam po "niezłe szprychy", bo inaczej byśmy się nie zmieścili.

Cały czas trzymał rękę na moim kolanie i zabierał ją tylko po to, żeby zmieniać biegi. Głaskał czule moją skórę, co wzbudzało doprowadzało moje libido do szaleństwa.

- Odpalisz mi fajkę? - zerknął na mnie.

- To są drogie rzeczy - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam papierosy z kieszeni.

- Zapłacę każdą cenę - odpowiedział wesoło.

- Pisiont złoty! - wybełkotałam z dwoma papierosami w ustach.

Odpaliłam i wsunęłam mu jednego do ust. Zaciągnął się i jego ręka z fajkiem znów opadła na moje kolano.

- Drogo - mruknął. - Chcesz coś do picia?

- Taki chuj jak boćka nos. Nie zmieniaj tematu, tylko dawaj tą stówę - prychnęłam ze śmiechem.

- To najdroższy pet w moim życiu - też się wyszczerzył.

- To najlepszy biznes w moim życiu. A może chcesz kupić całą ramę fajek?

- Na tą chwilę mnie nie stać na twoje papierosy, Mała Wiedźmo - pokazał mi język.

Gdy dojechaliśmy dziewczyny czekały już na nas pod jakimś blokiem. Mariola uchachana jak dziecko lizakiem. Przynajmniej dopóki nie zauważyła, że Rafał przyjechał ze mną. Wtedy mina jej zrzedła, a mi od razu micha mi się ucieszyła.

Bez entuzjazmu przywitałam się z "niezłymi szprychami", ale wiało od nich chłodem jak z niedomkniętego zamrażalnika. I właśnie dlatego wolałam samców. Bo jeśli jedna baba nie lubi drugiej, to jej funfele zazwyczaj też przestają ją nagle lubić. A faceci zwykle są w takich przypadkach inteligentniejsi i tego nie praktykują. Tłumaczą problem jeśli nie słownie, to ręcznie, ale jakby nie patrzeć, skutecznie.

- Siema, jestem Marta - podałam rękę piątej dziewczynie, która była z nimi, a jej nie znałam. Była prawie tak wysoka jak ja. Miała całą masę kolczyków na ciele, kilka tatuaży i ciepłe spojrzenie.

- Cześć, Magda - uśmiechnęła się do mnie i rzuciła się na Rafała.

Przytulili się mocno i Magda stanęła obok niego wesoło trajkocząc.

- To poznam dzisiaj tą twoją słynną kobietkę? - wyszczerzyła się do niego.

- Właśnie ją poznałaś - uśmiechnął się do mnie promiennie i przyciągnął mnie do siebie. Przytulił się do moich pleców i oparł brodę o moje ramię.

- Czemu słynną? - zapytałam.

Wymieniła z Rafałem porozumiewawcze spojrzenie.

- Bo za nim panny sznurem, ale jest wybredny - uśmiechnęła się do mnie, a dziewczyny obok zaczęły szeptać i chichotać.

"Bo on nie bawi się w związki, ale ma chrapkę pobawić się tobą. Oto twoje pięć minut" - złośliwie podpowiedział mi mózg. Zignorowałam go.

Spaliliśmy po papierosie i władowaliśmy się do auta.

- Nie ma palenia w samochodzie! - Rafał poinformował dziewczyny i ruszyliśmy.

Magda nawijała co u niej i opowiadała wesołe historie. "Niezłe szprychy" nadal szeptały miedzy sobą chichocząc co chwilę, jak jakieś zdrowo pierdolnięte hieny wychowane w lesie. I pomyśleć, że w Golejowie były takie spoko. Żywiłam nadzieję, że im później przejdzie, bo teraz były dość wkurwiające.

- Niunia palimy? - zapytał mnie Rafał.

- Pewnie - wyszczerzyłam się widząc w lusterku wstecznym zaskoczone miny dziewczyn.

- Miało nie być palenia w aucie? - bąknęła zadowolona Roksana, która już szukała fajek.

- Bo wy nie palicie - odpowiedział bez wesołości Niebieskooki.

- Dlaczego!? - fuknęły wszystkie "Niezłe szprychy".

- Bo ostatnio jak was wiozłem, to miałem poprzepalane siedzenia - wytłumaczył.

Wtyknęłam mu do ust zapalonego papierosa.

- A Magdzie? - mruknął z dezaprobatą, a ja podałam do tyłu koleżance papierosy i zapalniczkę.

- A czemu ona może? - dopytywała Żwirek.

- Bo ona często ze mną jeździ i nie trzeba po niej sprzątać.

- Bo ci dupy daje - odburknęła pod nosem, ale słyszeli wszyscy.

Rzuciłam mu pytające spojrzenie, ale udał, że go nie widział. Rafał ją totalnie zignorował, ale Magda nie.

- Miałaś więcej chujów w dupie, niż w Sandomierskim jabłek na drzewach wisi( w powiecie sandomierskim jest w cholerę hektarów sadów i głownie rosną tam jabłonki), a mnie się czepiasz - odpowiedziała spokojnie.

Ja i Rafał uśmiechnęliśmy się pod nosem, a Kobyła roześmiała się w głos.

- Spierdalaj głupia kurwo! - Mariola krzyknęła do Magdy.

- Uspokój się - warknął do niej Rafał, a Magda miała wyjebane na jej histerię. - Było nie zaczynać.  

- Romeo, zajedź do Kaufland'a - poprosiła dotychczas cicha Alicja.

- Biedronkę za raz będziemy mijać - odpowiedział.

- Ale ja muszę do toalety. Babskie sprawy - wytłumaczyła.

- Ciocia z Ameryki przyjechała? - Niebieskooki zapytał wesoło i bez skrępowania.

- Czerwonym kabrioletem - Ala też się śmiała.

- Pałka, a ty chodzisz w końcu z tym Krzyśkiem, czy nie?

- Fazy motki -  mruknęła wymijająco.

- Będzie dzisiaj?

- Pojechał po kogoś, ale być może już tam jest.

Dalej podróżowaliśmy w milczeniu. Zastanawiałam się co łączyło Rafała i Magdę.

"Seks bez zobowiązań" - podpowiadał mózg. Czasami chciałabym go wyłączyć.

W markecie poszłyśmy z Magdą tylko po fajki, a Niebieskooki został sam na parkingu. Wróciłyśmy dość szybko i czekaliśmy prawie godzinę na "niezłe szprychy". Resztę drogi jechaliśmy słuchając radia i chichotu dziewczyn.

Gdy dojechaliśmy na miejsce była już prawie siedemnasta. Stoły były rozstawione, z kolumn wystawionych na zewnątrz leciał jakiś pop, grill się palił i wszędzie plątało się pełno człowieków. Wojtas bawił się w DJ-eja.

- Marta! - krzyknął do mnie, na chwilę przyciszając muzykę. - To jest dedyk dla ciebie!

Włączył "Tabu - Jak Dobrze Cię Widzieć" i wszyscy się do mnie cieszyli. No może prawie wszyscy.

Wojtek podszedł do mnie z kieliszkami i sokiem porzeczkowym. Wypiliśmy po jednym kielonku. Kurwa, a miałam nie pić. Polazłam się witać z ludźmi. Kątem oka dostrzegłam, jak Czerstwy podszedł do Wojtka i coś żywo gestykulował.

- A to Paweł ci dedykuje! - krzyknął do mnie, gdy jego piosenka się skończyła.

Tym razem w głośnikach rozbrzmiało "Zabili Mi Żółwia - Wiosna", a Czerstwy już nieźle pijany śpiewał pokazując na mnie i Rafała:

"Tak bardzo, bardzo, bardzo, bardzo chciałbym zostać z Nią

No ale on... mi na to nie pozwoli

Codziennie chciałbym trzymać Ją za dłoń

No ale on... i to mnie boli

Okrutny los znów śmieje się

Jest mi niedobrze, jest bardzo źle

I tylko jedną myśl w głowie mam

Znów się nie uda, znów będę sam [...]"

Skubany znał cały tekst piosenki na pamięć. Wszyscy biliśmy mu gromkie brawa śmiejąc się z jego fałszowania, a refren śpiewaliśmy razem z nim.

- Romeo! Jakiś dedyk dla przyszłej żony? - zapytał go Wojtek.

- Pewnie! Mogę dwa!?  

- Nawet dziesięć - odpowiedział wesoło DJ-ej.

Niebieskooki coś mu cicho wybełkotał, a ten się uśmiechnął się od ucha do ucha i kiwnął głową. Rozbrzmiał "Mesjah - Lepsza Połowa", a Rafał porywał mnie do tańca.

Reszta biła brawo lub poszła w nasze ślady. Serducho waliło mi jak szalone od hulania po trawniku i emocji. Kolejną piosenką był "Hurt - Nowy Początek". Rozwalił mnie tymi piosenkami. Spaliłam cegłę i czułam się niezręcznie. Ale byłam cholernie szczęśliwa. Przegrzebałam w głowie playlistę i już wiedziałam co mu zadedykować.

- Marta, co polecasz dla męża? - krzyknął Wojtas.

- "Aurę!" - Odkrzyknęłam wesoło.

Wiedziałam, że on to znał, więc nie musiałam dodawać, że śpiewał to Farben Lehre. Kiedy piosenka się skończyła wszyscy krzyczeli "Gorzko! Gorzko!..." Niebieskooki pocałował mnie tak, że zmiękły mi kolana. Towarzyszyły temu brawa, gwizdy, okrzyki i śmiech. Teraz to już byłam purpurowa jak ściana w burdelu.

Później leciały już bardziej taneczne piosenki, przeplatane dedykacjami. Kątem oka zauważam Barmana klejącego się do zachwyconej Ali. Chyba coś z tego będzie, pomyślałam. Rafał przyniósł mi zimne piwo malinowe.

- Jak nie pijesz, to myślisz - szepnęłam mu do ucha muskając je celowo ustami.

- Chcesz coś do jedzenia? - odpowiedział w ten sam sposób.

Ciebie. I nie koniecznie do jedzenia, powiedziałam w myślach.  Głośno nie powiedziałam jednak nic, tylko pokręciłam głową. Wypiłam duszkiem piwo, a on zrobił to samo ze swoim i poszliśmy tańczyć.

- Nie odwozisz ich później? - zapytałam Rafała.

- Barman nie pije, to robi za kierowcę - wzruszył ramionami.

Tańczyliśmy dwie piosenki i Czerstwy mnie odbił. Był pijany, ale fajnie się ruszał. Zauważyłam, że Niebieskooki wywijał z Magdą. Kurwa, byłam cholernie zazdrosna. Nie zamierzam jednak na razie nic z tym robić. Jeśli miałam z nim być, to musiałam się nauczyć mu ufać. Zawsze byłam cholerną zazdrośnicą. Taka moja natura. Bałam się odrzucenia i nie byłam w stanie nic z tym zrobić. Skupiłam się na tańcu. Piosenka się skończyła i Niebieskooki zmierzał w moim kierunku, ale Żwirek go dopadła. Oby kurwa połamała nogi! Mnie przypadł Tiger. A później to już głównie Romeo.

Dopiero ciemnym wieczorem zaczęła się prawdziwa impreza. Ludzie byli podpici i każdy był odważniejszy. Biedny Krzysztof co rusz jeździł do sklepu. A my jedliśmy, paliliśmy, piliśmy, śpiewaliśmy i tańczyliśmy. Niektórzy palili też Panią Marię, ale ja odmówiłam. Co rusz odłączała się jakaś para "na spacer". Na szczęście Rafał nigdzie nie próbował mnie zaciągać.

Trochę później Tigerowi, jakimś niepojętym cudem, udało się namówić pijanego Grubego na taniec, a my wszyscy o mało nie wyciągnęliśmy tam kopyt ze śmiechu przy ich popisach. Robercik świetnie potrafił udawać napaloną kobietę.

Koło dwudziestej trzeciej pijana Mariola zaczęła świrować. Najpierw doczepiła się do Gołąbków i wmawiała Ance, że Piotrek będzie ją bił. Nawet jej nie słuchali. Kolejna była Magda i jakiś chłopak, wyzywała ich od ćpunów i debili. Magda sprzedała jej siarczystego liścia, a ona zaczęła kląć i płakać. Gruby próbował ją uspokoić, ale daremnie. Następny był Tiger i Gruby, którym się oberwało za "pedalstwo", bo nie ogarnęła, że się tylko wygłupiali. Później zebrali swoje Pałka i Krzysiek, którzy wrócili właśnie z CPN-u. No i przyszła kolej na mnie i Rafała.

- Wiesz jaki jest naprawdę twój chłoptaś!? - wydzierała się chwiejąc się lekko. - To kurwiarz! Przeleciał pół Sandomierza! Ciebie też zostawi mała kurewko! I będziesz płakać jak my wszystkie!

- Wypierdalaj stąd - warknął Rafał, a wszystkie oczy i uszy skierowały się na nas.

- Boli cię kurwa, prawda? No dalej, zaprzecz chuju! Wszystkie nas czarowałeś, skurwysynu! Tylko jebanie ci w głowie! - wrzeszczała, a ja czułam jak lodowata łapa zaciskała mi się na sercu. - Ją też zostawisz! Wszyscy to wiedzą i się z was śmieją! Zaprzecz kurwa, alkoholiku jebany! Ją czarujesz, a za tą dziwką dalej latasz! - Pokazała Magdę. - Powiedz Marcie, kim ona dla ciebie kurwiarzu jest!

Gruby ją odciągnął do domu, a ona klęła jak pojebana. Kurwa, ale obciach! Ja na jej miejscu wyjebałabym na drugi koniec kraju i się zaszyła w jakimś bunkrze dziesięć metrów pod ziemią.

- Puść mnie chuju! Niech zna dziewczyna prawdę! To jest zwykły pijak i kurwiarz! Zobaczysz Marta! Ja ci prawdę powiedziałam! Puszczaj, ty skurwysynu! Zabieraj te łapy! - krzyki ucichły w domu.

Serce biło mi szybko i było mi duszno. Nic nie mówiłam. Do oczu napływały mi łzy. Udało mi się je powstrzymać. W gardle miałam gulę i zrobiło mi się cholernie gorąco. Przykleiłam się do piwa i odpaliłam papierosa. Potrzebowałam chwili, żeby stworzyć sobie pozory spokoju. Słyszałam szepty za plecami i wiedziałam, że mówią o tej pierdolniętej, o Rafale i o mnie. Wyczarowałam uśmiech i cieszyłam się z półmroku.

- Wszystko okej? - zapytałam Rafała.

- Jasne - też się uśmiechnął, ale czułam, że był zdenerwowany.

- Nie przejmuj się nią - szepnęłam i przytuliłam go. Być może jeden z ostatnich razów. Więc zrobiłam to mocno i starałam się wbić sobie to cudowne uczucie do głowy.

- Jebana, drze się tam jak szmata na wietrze - oznajmił Tiger wychodząc z domu.

- Chodźmy stąd - poprosił mnie szeptem Niebieskooki.

- Dokąd?

- Spać, Kochanie - Pocałował mnie w czoło i poprowadził do domu.

Nie byłam w stanie ogarnąć wachlarza emocji w moim wnętrzu, dlatego podążyłam za nim. Zajęliśmy ten sam pokój co ostatnio. Rafał niedbale wyrzucił z łóżka kapę na podłogę i wyciągnął z szafy poskładaną pościel. Pomagam mu ogarnąć łóżko, rozebraliśmy się do bielizny, zgasił światło i przytulił mnie mocno. Nasze nogi się splotły, moja pupa opiera się o jego sprzęcik, plecy przylgnęły do torsu, a jego głowa spoczęła lekko na mojej. Objął mnie mocno rękami. Czułam jak jego łzy spływały na mój policzek, a on cały drżał od powstrzymywanego szlochu. Nie wiedziałam co się działo.

- Chcesz pogadać? - szepnęłam czule, ale on pokręcił głową.

Odwróciłam się do niego przodem, ale tak żeby nie wypaść z jego objęć. Scałowałam mu łzy i przytuliłam go mocno. Kurewsko mocno bolało mnie to, że on płakał. Odnalazłam swoimi jego usta. Całował mnie. Zachłannie, jakby od tego zależało jego życie. Podniósł się z łóżka i zamknął drzwi na klucz. Znalazł portfel i położył  go na brzegu łóżka. Kochaliśmy się najpierw szybko i ostro, niemal brutalnie, bo on tego potrzebował. Mnie też się to zresztą podobało. Po chwili odpoczynku zrobiliśmy to całkiem inaczej. Powoli, czule i delikatnie. Dotykał mnie jakbym była ze szkła i mogła się rozbić. Po sekscesach przytuliliśmy się do siebie. Byliśmy plątaniną nóg i rąk. Żadne z nas nic nie mówiło. Czułam się spełniona i szczęśliwa. W zamyśleniu głaskałam Rafała po plecach. Czułam nieliczne drobne krosteczki pod palcami. Mariola była teraz odległym echem. Ale nie na długo.

Przypomniałam sobie dzisiejszy dzień. Analizowałam każdy jego fragment. Kim była Magda? To jest ta sama Magda, o której wspomniał rano? Ile jest prawdy w tym, co mówiła pijana Mariola? Dlaczego Niebieskooki płakał? Czy on się mną tylko bawi? Czemu mam od początku wrażenie, że mnie kocha? Czy ja go kocham? Czy potrafię zatrzymać go przy sobie? Czy chcę poznać jego przeszłość? Czy on się mną tylko bawi? Czuję napływające ciepło i łzy pod powiekami. Rozważam te pytania.

- Śpisz? - szepcze, a ja sobie uświadomiłam, że jakiś czas temu przestałam go głaskać.

Nie mam siły z nim teraz gadać. Jeśli otworzę usta, to się rozbeczę. Więc udaję, że tak. W końcu robię się naprawdę senna.

- Boję się kurwa, że... - zaczął cichutko, ale nie skończy, bo ktoś pociągnął za klamkę. Po chwili odszedł. A Niebieskooki nie skończył zdania.

Czego ty się możesz bać?

Chwilę później wpadłam w objęcia Morfeusza.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 4 sie 2017

    Pewnie się wyjaśni. Mam nadzieję, że Rafał nie złamie Magdzie serca. Każdego to boli.