Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 12

Sobota:

Pragnienie, fakt że było mi zbyt gorąco i głosy na zewnątrz, nie dawały mi spać. Przypomniały mi się wczorajsze ekscesy z Rafałem i na moją twarz wpełzł mimowolny szeroki uśmiech. Nie ma to jak cieszyć się samemu do siebie. Szlag! Wzięłam dziesięć głębokich oddechów, bo trzy to zdecydowanie za mało i jako tako udało mi się odzyskać panowanie nad twarzą. Opatuliłam się ręcznikiem i wyczłapałam boso przed domek. Tak, taka poczochrana.

- Patrzcie kto powstał z martwych! - zaśmiała się ta koza, Żwirek.

- Nie zimno Ci? - dopytywał Gruby.

- Jest i nasza śpiąca królewna - wyszczerzył się i Maruda.

Zignorowałam ich.

- Ale gdzie jest Pani Gołąbkowa? - powiedziałam głosem małej, zagubionej dziewczynki i zrobiłam minę jakbym miała się za raz rozpłakać.

- Gołąbki poszły na spacer, żeby w samotności sobie trochę pogRUCHAĆ - wyjaśnił Tiger.

- Ostro było w nocy, co? - docięła mi zazdrosna Mariolcia z udawanym rozbawieniem. - Dużego ma? - zaciekawiła się.

Teoretycznie mówiła na żarty, ale praktycznie i tak każdy to odebrał jako: "wiem że dałaś mu dupy". Jak to pięknie ujęła pani Kossakowska: "Kto mieczem wojuje, ten zna się na rzeczy albo idzie do piachu". Gotuj się na śmierć, suko! - pomyślałam.

- Do buzi by Ci się nie zmieścił - powiedziałam to tak lekko, że wszyscy zaczęli ziać. Jeden do jednego. Grasz dalej?

- Mam głębokie gardło - wyznała.

Nie wątpię, pewnie nawet głębsze niż moja pochwa, pomyślałam.

Piękny odwrót. Zaimponowała mi tym, że potrafiła się śmiać z samej siebie. Ja też obracałam sytuację w dowcip, kiedy byłam na przegranej pozycji i chciałam wybrnąć bez poniżenia. Rechotałam ze wszystkimi, chociaż wiedziałam, że to dopiero pierwsza bitwa. No, w końcu się coś działo! Ciekawe gdzie podział się Niebieskooki.

Wróciłam po bieliznę, świeże ubrania i moje przemoczone trampki. Odczłapałam w nich w kierunku pryszniców. Kiedy w końcu wyłoniłam się stamtąd, dostałam od Kobyły śniadanie i dowiedziałam się, że była już prawie jedenasta. No ładnie mi się kimnęło.

Gołąbki odkryły, że na plaży jest boisko do siatkówki. I tym sposobem biedny Romeo został wysłany do Staszowa, na poszukiwania piłki. Zmierzał w moim kierunku, zapewne żeby mnie poprosić o dotrzymanie towarzystwa.

Mariola zatrzymała go i dotąd męczyła, aż ten zgodził się zabrać ją ze sobą. Pokazała mi dyskretnie język. Dwa jeden dla niej. "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!" Podeszłam do nich i dokładnie wytłumaczyłam, gdzie znajduje się sklep sportowy. Przecież tydzień temu mijałyśmy go z Anką, wracając z Kurozwęk. Po co mieli błądzić po mieście, jak nie musieli. Szkoda paliwa i w ogóle. Mariola nadal miała przewagę w naszej grze, ale przynajmniej starłam jej ten głupi uśmieszek z japy.

Kiedy Romeo odjechał, od razu napadła mnie Anka spragniona zwierzeń. Zabrałam ją na spacer i streściłam to, co się wydarzyło minionej nocy. Pominęłam uczucia i emocje, które mi wtedy towarzyszyły. Niektórych rzeczy nie powinno się mówić głośno, by nie straciły swojej magii.

Wróciłyśmy zachwycone, bo w pobliskim barze udało nam się kupić papierosy. Napadły nas nasze sępy i niewiele nam ich zostało (znaczy sępów było wiele, tylko fajek mało). Ktoś by mógł pomyśleć, że z nas idiotki, bo mogłyśmy się nie przyznawać. Nic bardziej mylnego! Teraz ci frajerzy polecieli do tamtego lokalu i jak wrócą to będą nas częstować. Naiwniacy w sumie oddadzą nam co najmniej ze cztery razy tyle co wzięli.

Dzień był upalny, bo jak na maj 27'C to świetna pogoda. Przebrałyśmy się z Panią Gołąbkową i polazłyśmy pomoczyć dupy w tutejszej zimnej wodzie. Wyglądałyśmy jak debilki, bo nikogo oprócz nas w jeziorze nie było. Kto by się tam szczegółami przejmował.

Weszłyśmy tylko dotąd, by woda sięgała nam mniej więcej do szyj. Mniej więcej, bo Anka była nieco wyższa ode mnie.

Po jakichś piętnastu minutach odkryłam, że zmierzał w naszym kierunku Rafał z butelką wody mineralnej w ręce. Obok człapała, a jakże!, Żwirek z piłką w łapach. Za nimi podążała rozproszona reszta naszych kolegów i koleżanek. Na twarzy Romea dostrzegłam szeroki uśmiech, co od razu było podejrzane, bo patrzył na mnie. Ściągnął przez głowę koszulkę i niedbale rzucił ją za siebie. Z butami i skarpetkami zrobił to samo. Zostawił tylko spodenki sięgające kolan.

Mój instynkt kazał mi go zgwałcić w trybie natychmiastowym, ale go stłumiłam. Niebieskooki niebezpiecznie szybko się zbliżał.

- Piotrek pytał mnie wcześniej czy umiemy pływać - oznajmiła mi półgłosem Ania.

- Powiedziałaś prawdę? - odpowiedziałam równie cicho.

- No, a to źle? - Miała niepewny głos.

- A co ja, wróżka? Skąd mam wiedzieć. Może unikniemy chociaż picia wody z jeziora.

Uśmiechnęłam się do niej. Jakieś trzy metry przed nami Rafał zanurkował i wynurzył się koło nas.

- Chcecie się napić mineralnej? - Otaksował nas obie wzrokiem.

- Wodę to Ty koniom zostaw, mogłeś przynieść po piwie - burknęłam niby urażona.

- Chcem! Chcem! Chcem! - Ania wyciągnęła rąsię w stronę butelki i natychmiast ją dostała.

Ludzie z grupy wołali nas do grania w siatkę. Najwyrywniej Mariola. Ciekawe dlaczego?

Anka popatrzyła na mnie pytająco. Na brzegu czekał na nią Piotrek, więc spojrzałam jej w oczy i tymi sami narządami wskazałam jej jego kierunek. Tym sposobem zostałam bez wsparcia.

Zaczęłam się kierować na płytszą wodę, żeby zabrać Rafałowi te, jakże teraz dla niego przydatne, jakieś piętnaście centymetrów przewagi wzrostu. Niestety, to szczerzące się bydle, napierało na mnie co raz bardziej i pomału cofałam się w kierunku przeciwnym do zamierzonego. Patrzył mi w oczy.

- Boisz się? - zapytał.

Z każdym jego krokiem, moje serducho przyspieszało rytm. Arytmii się w końcu przez niego nabawię! - przemknęło mi przez myśl.

- Nie - skłamałam po raz któryś tam.

Nie umiem pływać, więc jasne że się boję młotku, skoro woda już mi sięga do ust!

- A teraz? - mówił co raz ciszej. No weź się odstosunkuj!

- Nie - znowu skłamałam.

Popatrzył na mnie znacząco i zrobi kolejny krok do przodu.

- A powinnam? - zapytałam i stanęłam na palcach. No kończ tą głupią gierkę, Łajzo jedna!

- Absolutnie bym tego nie chciał - niemal szepnął.

Nie wiem, co on sobie tam znalazł w tych moich okach, ale ciągle się na to patrzył. I wredota zrobił następny krok do przodu! Położyłam mu dłonie na ramionach, bo nie zamierzałam pić tej głupiej wody. Jego łapki natychmiast odnalazły moją talię i tam zostały. Pomagały mi utrzymać się nad taflą jeziora.

No jakby teraz moje żebra zawiodły i serce się wyrwało, to od prędkości lotu rozjebałoby Rafałka na pół. Miałam przyspieszony oddech. On też. Przyciągnął mnie do siebie powoli.

Tak, teraz zgadłeś. Już Ci się daję pocałować! Porób sobie jaszcze troszkę nadziei. O o o! Właśnie tak. Perfect! No, wystarczy już. Co za dużo, to nie zdrowo. Nie przesadzajmy. E! E! E! E! Hola hola, kolego!- myślałam sobie.

Poderwałam kolano i wsunęłam szybkim ruchem między jego nogi, ale tak żeby go nie zabolały klejnoty. I tam czekał mnie zonk. Jakim cudem, w tej cholernie zimnej wodzie, gdzie stopy mi już zamarzły, mógł mu stanąć? Jebło go, czy jak? I jeszcze w reakcji na moje zdziwienie, wyszczerzył się jak głupi do sera! Dziad! Chyba jednak zaczynałam rozumieć jak to wyczarował, bo jak mnie tak ciągnie do siebie pomalutku, to też mi się gorąco robi tam w dole brzucha.

- Boisz się? - szepnęłam, gdy jego głowa znalazła się dziesięć centymetrów przed moją i uniosłam znacząco nogę. Spróbuj mnie tknąć po tym wszystkim, to ci na jajecznicę klejnoty przerobię.

Zmarszczyłam twarz w szyderczym grymasie.

- Powinienem? - zapytał.

Tak! Stracił pewność siebie! Mam Cię, Złotko! - pomyślałam, a tak swoją drogą, to byłam ciekawa czy minionej nocy też miał tak twardo w kroku.

- I to bardzo... - Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.

Zrezygnował.

Kurwa no! Nie wierzę! Gdzie się odsuwasz idioto! Wracaj! No normalnie nie wytrzymię i puszczę! Czy wszystkie samce muszą być takie niedomyślne?! A potem się jeszcze dziwią, że się na nich obrażamy! No może jeszcze mam mu pójść i podziękować, że mi tak wziął i spierniczył w środku akcji?! No wziąć tylko takiego i powiesić za uszy na suchej gałęzi!

Postawiło mnie toto głupie na nogach i brnęliśmy powoli w stronę brzegu.

Tu się jebnij koleś!  

Moja ręka powędrowała do góry, a że zauważył ten gest, udałam że poprawiam włosy.

Faceci! Ten kto powiedział, że jak Bóg to stworzył, to siedział przez tydzień pod sklepem i płakał, miał świętą rację!

Moja twarz pozostała spokojna, choć miałam mimowolnie nieco ściągnięte brwi. Jakby głupi cielak wiedział co się pod moją czaszką działo, to by spieprzał gdzie pieprz rośnie! A tak to tylko szedł zamyślony. Jak jakaś Łajza. A pfe! Miałam ochotę go zdzielić jakimś kijem.

- Jesteś na mnie zła? - Przyglądał mi się.

Nie kuźwa, z radości skakam. Nie widać!? Flaki bym Ci najchętniej wypruła, głupi ogrze!

- Trochę przesadziłeś - mruknęłam.

Odjebałeś zwoda! No ciężko było mnie przyciągnąć za fraki i pocałować!? Łolaboga, jak ciężko! Trochę bym się powyrywała, ty byś mnie nie puścił i byłoby nam zajebiście, ty niedomyślny idioto!!!

- Przepraszam. Myślałem że tego chcesz - powiedział skruszony.

No, a jakby mogło być inaczej? Co ty, filmów nie oglądasz? Książek nie czytasz? Ile ty masz dziecko w ogóle lat?! Do przedszkola z plasteliny lepić, a nie za baby się brać! Klocki Lego jazda układać!

- Wyciągnąłeś błędne wnioski - odpowiedziałam, a on zrobił się smutny.

Czy Ty naprawdę imbecylu nie widzisz, że powiedziałam to dwuznacznie?! Mam Cię pierdolnąć w pusty łeb żebyś zauważył?! Co za nierozgarnięty facet!

- Na serio sorry, będę się trzymał na dystans - westchnął.

No chyba śnisz, albo żeś się z fiutem za łeb zamienił. Już się na trzymałeś? No to się cieszę. Wystarczy. I tak za długo.

- Nie rób sobie jajeczek! - Zrobiłam zaciesza. - A kto mi moje krzywdy wynagrodzi? - mruknęłam wesoło i szturchnęłam go łokciem w bok.  

W jego oczach zobaczyłam pojawiającą się nadzieję.

- A jak chcesz żebym to zrobił?

Popatrzył na mnie zaciekawiony. No, przynajmniej już nie był smutny.

- Liczę na twoją kreatywność - dałam mu pole do popisu. Teraz już obydwoje się śmialiśmy.

Pozbieraliśmy jego garderobę i ruszyliśmy powoli w stronę boiska. Zarzucił mi ramię na szyję. Tak przyjacielsko. I był cholernie zadowolony, że nie strąciłam jego ręki. Na miejscu dokarmiliśmy nasze raki. Później dołączyliśmy się do grających. Siłą rzeczy zmuszeni byliśmy się rozdzielić. Niebieskooki sam mnie popchnął na tę stronę, po której znajdowała się Żwirek. Złapałam wzrok Marioli i na ułamek sekundy uśmiechnęłam się do niej szyderczo. Zdyskwalifikowałam ją. Wygrałam walkowerem. Giń, suko!!!

Koło osiemnastej poszliśmy jeszcze na rowerki wodne. O dwudziestej, wymęczeni ale szczęśliwi (Żwirek najweselsza), pomaszerowaliśmy do baru na zapiekanki. Nie były tanie, ani rewelacyjne. Mimo to nikt nie narzekał.

Kiedy wróciliśmy chłopaki rozpalili grill. Jak się szybko okazało wszystkich poparzyło słońce. Tylko że kto by się tam przejmował szczegółami, gdy jest tak fajnie? Wieczór przebiegł bardzo podobnie do poprzedniego. Tylko że bez Niemców. Picie, jedzenie, śpiewnie, tańczenie i wszyscy rozeszli się w poszukiwaniu ustronnego miejsca na sekscesy. Nawet Żwirek gdzieś z Grubym zniknęła, co mnie niezwykle zdziwiło. Zresztą nie moja sprawa.

Ja z Rafałem wróciliśmy na plażę. Usiedliśmy blisko siebie na jego kocu (ja bym swojego nie dała, żeby mnie potem gryzł) na skraju linii drzew, tak żeby mieć widok na całe jezioro. Popijając niespiesznie piwo, gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się, że ma 24 lata. Ma też psa o agresywnym imieniu Kazek, a Piotrek to jego rok młodszy kuzyn. W dniu gdy się poznaliśmy, oberwał za to że nie spodobał się jakimś kolesiom. Podczas rozmowy przytulił mnie do siebie i bawił się moimi włosami.

Zimny piasek przyjemnie chłodził od spodu moje poparzone ciało, dlatego nie zwracałam uwagi na to, że miałam go wszędzie pełno.

Kiedy wróciliśmy, już było widno. Weszłam do jego pokoiku napić się czegokolwiek, aby tylko nie uschnąć. Nie było żadnych mebli oprócz łóżka, więc tam usiadłam. Podał mi sok, a właściwie jakąś multiwitaminową breję, ale nie grymasiłam.

Romeo wykorzystał od razu sytuację i sam wygodnie się usadowił na wyrku. Przyciągnął mnie do siebie. Moja głowa spoczęła na jego prawej ręce, a jego lewa przytuliła mnie tuż pod piersiami. Głaskał delikatnie mój brzuch i jego ręka zaczęła wędrować w górę. Złapałam go za tą łapkę i trzymałam. A on jej nie zabrał.

Już zapomniałam jakie to cudowne uczucie, znaleźć się w ramionach faceta. I to takiego! Było w tym coś bardziej intymnego niż seks, a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Zmęczona, ale prze szczęśliwa zasnęłam niemal natychmiast.

1 komentarz

 
  • AuRoRa

    AuRoRa 14 lis 2018

    Niedomyślny, ale uroczy Gdyby dało się czytać w myślach, oj mogłoby być ciekawie Czyta się jednym tchem.