Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 07

Niedziela:

Na spotkanie celowo spóźniłam się 15 minut. Obserwowałam Bartka z daleka, żeby mi przez przypadek nie uciekł. Miałam na sobie srebrną sukienkę z małym dekoltem, bez pleców i pięknie opinającą moje szczupłe ciało. Uszy zdobiły drobne, perłowe kolczyki. Włosy związałam w luźny warkoczyk z wystającymi kosmykami. Usta pomalowałam szminką, a oczy podkreśliłam tylko tuszem i kredką. Nawet paznokcie równo przypiłowałam. Wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Czekał na mnie przed kawiarnią, a właściwie cukiernią (robią tam dobrą kawę, jakoś z głupia zaczęliśmy mówić na lokal kawiarnia, choć była to zdecydowanie cukiernia). Siedział przy stoliku na zewnątrz, plecami do mnie i nerwowo się rozglądał. Przeleciał po mnie wzrokiem, wtedy na chwilę moje serce przestało bić, ale nie poznał mnie z daleka. Głównie spoglądał w stronę, z której zawsze przychodziłam. Pewnie myślał, że nadal mieszkam z rodziną.

Serce brutalnie gwałciło mi płuco. Aż żebrom się oberwało. Kiedy podeszłam od tyłu, on akurat wstawał żeby odejść, myśląc zapewne, że się nie zjawię. Odruchowo chciałam go złapać za ramię. W pół ruchu cofnęłam jednak rękę. Jakoś dziwnie było mi go tak po prostu dotknąć.

- Jednak nie chcesz już ze mną rozmawiać? - zapytałam jego pleców.

Podskoczył  jak oparzony i odwrócił się. Przestraszyłam go. I dobrze mu tak.

- Wybacz. Zawsze byłaś punktualna, a nawet zwykle czekałaś już na mnie. Byłem już pewien, że nie przyjdziesz. Wyglądasz ślicznie. Proszę, usiądź. Napijesz się czegoś?

Przyglądał mi się badawczo i szczerzył jak mysz do sera. Ewidentnie był zestresowany, bo normalnie mówił sporo, ale takiego słowotoku u niego, to sobie nie przypominałam. Wyrzucał z siebie słowa w tempie błyskawicy.

- Kawy - odpowiedziałam ignorując większość jego wypowiedzi.

Patrzyłam za nim przez szybę lokalu. Kiedy zamawiał, przyglądałam mu się. Był zdenerwowany jak cholera. Postarzał się. Na czaszce zrobiły mu się spore zakola. Dużo schudł. I nie był już taki przystojny jak kiedyś. Sprawiał wrażenie człowieka zmęczonego życiem.

Jak już wybrał stolik na polu, wykorzystałam okazję i zapaliłam papierosa, żeby umilić sobie oczekiwanie. Po chwili wrócił.

- Minął kawał czasu. Co się z Tobą działo przez ten czas? - zagaił.

- Nic szczególnego. Najpierw rzuciłam szkołę i zostałam narkomanką i alkoholiczką. Na odwyku poznałam fajnego chłopaka i wkrótce potem urodziłam pierwsze dziecko. Wtedy też przestałam pić. Tatuś Tomusia niestety nas zostawił. Później znów poznałam fajnego chłopaka. Zaszłam w ciążę, a że bardzo naciskał i on, i jego rodzina, to pobraliśmy się. Ponieważ strasznie się tylko kłócimy i zawadzamy sobie, jesteśmy w trakcie rozwodu. Ale już wszystko w porządku. A z Tobą co się działo? - zapytałam ze smętnym uśmiechem.

Patrzył na mnie jak na kosmitę. Jako że miałam poważną i raczej przygnębioną minę, uwierzył mi w to pieprzenie.

- Naprawdę? - nie krył szoku.

- A czego się spodziewałeś? Że skończę szkołę i znajdę tak pokręconego gościa jak ja, któremu nie będą przeszkadzać moje marzenia, a wręcz przeciwnie, będzie miał podobne i je ze mną spełni? - Wkręcałam mu dalej te brednie, niby urażona jego niedowierzaniem.

- Szczerze powiedziawszy taką miałem nadzieję. Naprawdę nie wiedziałem, że tak kiepsko u ciebie - powiedział skruszonym tonem.

Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. On też.

- Tak na serio, to rzeczywiście nie skończyłam tego liceum. W szkole byłam gościem, więc mnie nie chcieli. Obecnie pracuję w kwiaciarni u cioci Kamili. Robię co chcę, kiedy chcę, jak chcę i z kim chcę. - Wyjaśniłam. - A Ty, gdzie się podziewałeś?

- Przez naprawdę krótką chwilę uwierzyłem ci w te bzdety. O przez taką małą - pokazał palcami jakieś dwa centymetry. - Cieszę się, że ci się ułożyło. Ja dostałem propozycję pracy w Trójmieście i pojechałem. Później poznałem kogoś, zaręczyliśmy się nawet, bo zaszła w ciążę. Tylko że potem przyszło opamiętanie, że takie spokojne życie wcale mnie nie kręci. A moją kobietę interesuje tylko stan mojego konta. Potrzebowałem odpocząć i przyjechałem tutaj, do rodziców. A później zobaczyłem ciebie i zrozumiałem jakim idiotą jestem i jak wspaniałą kobietę skrzywdziłem. - Uśmiechnął się smutno.

- Jak widzisz dzielnie to przeżyłam - powiedziałam lekko, chociaż miałam do niego zajebisty żal. I mimo że ja przeżyłam, to nie potrafię już ufać facetom. Gdyby mnie chociaż trochę pociągały kobiety, zmieniłabym orientację.

- Wiem, że to moja wina. I uważam, że należy ci się wyjaśnienie. Wiedz, że byłem z Tobą bardzo szczęśliwy. Tamtą laskę poznałem w pracy. Przyniosła CV i zaczęliśmy flirtować. A później się spotkaliśmy. Była dobra w łóżku. Ty byłaś dopiero podlotkiem. Wstydziłem się prosić Cię o niektóre rzeczy. Bałem się Twojej reakcji - opowiadał. Nie patrzył mi w oczy. Bawił się cukrem i łyżeczką. Pieprzony tchórz.

- To trzeba było sobie dziwkę poderwać, a nie mnie. Byłaby doświadczona jak trzeba. Nie rozgrzebuj tego. Nie interesuje mnie to. To już tylko historia - powiedziałam z udawanym spokojem.

Naprawdę miałam w dupie jego tłumaczenia. Czułam się jednak lekko urażona jego słowami. Żadna kobieta się nie rodzi, do cholery, boginią seksu. Za to niemal każdą idzie nauczyć fajnych sztuczek. Być może do niektórych rzeczy trzeba dojrzeć, ale jak się kogoś kocha, nie powinno to stanowić problemu.

Patrzyłam na Bartka i myślałam tylko o tym, jaki on mi się teraz wydawał żałosny. Nie był już taki przystojny. Nie miał tego poczucia humoru co dawniej. Był wykończony. Brakowało mu iskierek w oczach. Nie był tym zwariowanym chłopakiem, za którym poszłabym w ogień. Zrobiło mi się go nawet trochę żal. Takie bardzo małe trochę.

Wiedziałam za to jedno. Już mnie tak nie podniecał jak dawniej. A może zawsze był taki jak teraz, tylko ja tego nie chciałam widzieć?

- Chciałem cię przeprosić i błagać o wybaczenie - mruknął.

Patrzył mi na piersi. No popatrz sobie co straciłeś, dupku. Śmiało. Nie po to cztery godziny spędziłam przed lustrem, żebyś się cukierniczką bawił. Moje cycki na pewno cię rozgrzeszą i powiedzą, że się nie gniewają.

- Przeprosiny przyjęte. A wybaczyłam ci już dawno - skłamałam. Wcale mu nie wybaczyłam.

- Serio? - zdziwił się. W końcu spojrzał mi w oczy. Brawo, owacje normalnie.

- Tak. Dzięki Tobie byłam wtedy prze szczęśliwa. Zepsułeś to - trudno. I tak nie żałuję. Mam nadzieję, że ci się ułoży w życiu. Dzięki za kawę. Muszę już iść.

- Dzięki, że przyszłaś. Zobaczymy się jeszcze? Dasz mi swój numer? - nalegał.

- Nie, Bartek. Nie zrozumiałeś. Ty już dla mnie po prostu nie istniejesz. Od dnia, w którym zobaczyłam cię z tamtą pindą. To prawie tak, jakbyś dla mnie umarł. Nie chce mieć już z Tobą nic wspólnego. Wybaczyłam ci, ale nigdy już ci nie zaufam. Nie uwierzyłabym ci nawet, gdybyś mi tylko powiedział, która jest godzina. Cześć.

Odeszłam w stronę centrum miasta. Nie miałam ochoty wracać jeszcze do domu.

- Zaczekaj! - wołał za mną, ale nie zrobił nic, żeby mnie zatrzymać.

Co za ciota. Cieszyłam się, że się z nim spotkałam. Uświadomiło mi to parę rzeczy. Nie kochałam go już. NIE KOCHAŁAM!! Nie wywoływał już we mnie tej masy emocji nie do ogarnięcia. Przez cały ten cholerny czas brakowało mi szczęścia, które mi wtedy dawał. Nie jego. No może na początku... Teraz już mi na nim nie zależy. A tak w ogóle patrząc z perspektywy czasu, to on zawsze był cholernym tchórzem, który tylko umiał wszystko ubierać w piękne słowa. Wyidealizowałam go sobie. Imponował mi niemal wszystkim.

Wtedy jeszcze gówno wiedziałam o życiu. I o ludziach. Teraz wolę czytać książki, niż słuchać paplaniny niby przyjaciół. W tym jego. Myślę, że obecnie mogę spokojnie wyrzucić go z głowy. Bo z serca już wyleciał z wielkim kopniakiem w dupę na drogę. Szkoda tylko, że w żaden sposób nie pomogło mi to zapełnić pustki, którą tam zostawił. I co ja mam tam niby wsadzić? Jabłonkę!?

Spacerowałam po mieście rozmyślając. Poczułam się wolna. Miałam ochotę wręcz tańczyć z tej radości. Dlatego postanowiłam ten wieczór poświęcić na przyjemności. Kupiłam w Biedronce moje ulubione, białe Carlo Rossi, małe świeczki i ulubioną czekoladę z całymi orzechami laskowymi. Zajrzałam też do biblioteki i udało mi się wypożyczyć ciekawie zapowiadającą się książkę "Na krawędzi nigdy".

W domu zrobiłam sobie naleśniki, ponieważ to umiem najlepiej i właśnie one smakują mi najbardziej. Po kolacji udałam się do łazienki. Odkręciłam wodę, żeby napełnić wannę i wlałam płyn do kąpieli, bo uwielbiam pianę. Włożyłam zapalone świeczki do małych kolorowych szklaneczek, co nadało temu małemu pomieszczeniu niezwykłego uroku. Talerzyk z czekoladą, wino i kieliszek postawiłam na wannie. Rozebrałam się do naga i z książką w ręce zanurzyłam się w cudownej kąpieli.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa 19 paź 2018

    Spotkanie z byłym, fajnie opisane. Relaks się należy, zwłaszcza po takich przeżyciach.

  • AlexAthame

    AlexAthame 23 lip 2017

    Tak, to nie powinno być problemem. Tylko obie strony powinny .Co do godziny, która jest? To cholernie trudno powiedzieć dobrze. Bo jak jest punkt druga i to powiesz to już nie jest punkt druga, prawda? Jestem pierwszy więc się cieszę. Jak do tej pory nie miałem innych powodów.