Krzyk orła 8

Wiatr, zimno i śnieg i lawiny, zabrały więcej istnień niż upadki w przepaść.  
Następnego dnia założyli drugi obóz. Przed nimi stała ściana ,,Morderczej góry”. Kass usiadła w medytacji i prosiła boga gór o przychylność. Tylko tragarze, wiedzieli co robi ta drobna dziewczyna.
   Następnego ranka, jeszcze przed wschodem, wyruszyli. Jak na razie pogoda dopisywała. Na mocno błękitnym niebie nie widzieli chmurki. Jola, Piotr i nawet Marcin podziwiali mocny, prawie szafirowy błękit.  
Kasandra, pouczyła ich jak korzystać z liny i jak zapinać i odpinać uchwyty. Jedynie ona miała w tym doświadczenie gdzie i jak wbijać haki, spity i jak zapinać karabinki. Podświadomie czuła, że już to kiedyś robili, ale było tak irracjonalne, że nawet ona wątpiła. Przed samym decydującym wejściem zdecydowala się porozmawiać z nimi. Rozmowa miała miejsce poprzedniego dnia, wieczorem.
— Nanga Parbat jest bardzo trudną technicznie górą. To co wam teraz powiem, przyjmijcie nie do umysłu, ale do serca. Wyprosiłam u Boga gór, by nie zsyłał lawiny, wiatru i śniegu. Odpowiem wam na pytanie, czemu ta góra jest taka niebezpieczna. Odpowiedź jest prosta, ale znowu niewielu by w to uwierzyło. Powodem jest piramida wewnątrz. A ściślej, co jest w niej. Kasandra wyjęła kulkę.
— To ja sama, mocą daną mi przez tego w którego wierzę, budując ją wraz z Marc, sami ustawiliśmy zabezpieczenia. Bóg gór obiecał mi, że wejście będzie łatwe. Nie nabawicie się odmrożeń, nie doświadczycie trudności z oddychaniem. Nie macie żadnego doświadczenia we wspinaniu, a ja mam znikome. Jednak to nie ma nic do rzeczy. Wejdziemy na około 7600 metrów. Ostatnie czterysta metrów będzie ciężkie. Dlatego zdajcie się na Boga gór, a nie na siebie. Tu w tych górach giną ludzie, ponieważ chcą zdobyć szczyt. Ich ciała znajdowane są po kilku latach, czasem nigdy. Ale powtarzam wam, to was nie dotyczy. Jesteście moimi przyjaciółmi i potrzebuję was. Ale nasze zadanie to nie wspinanie aby pokonać siebie czy fałsz w mózgu. Idziemy tam, by zabrać z serca piramidy podobną do tej, kulkę. Bez tej, którą trzymam w dłoni, nie mogłabym uaktywnić mocy tej piramidy, do której zmierzamy. Jeśli nie miałabym kulki, która jest w sercu tej piramidy, to nie mogłabym uaktywnić innej piramidy, która znajduje się ponad dnem oceanu.
Po jej przemowie nie czuli nawet, że są sobą. Jeśli ktoś z boku by ich obserwował, sądziłby że to wyczynowi alpiniści. Doszli bez kłopotów do około 7000 metrów. Kasandra powiedziała tragarzom, by zostali. Ci bardzo zdziwieni, podporzadkowali się. Widzieli w tych młodych ludziach doświadczenie, którego nie widzieli u dwukrotnie starszych innych wspinaczy. Przed małą, drobną dziewczyną, czuli respekt, a nawet strach. Kasandra trzymała kulkę w okolicy serca. Umieściła ją w małej, odpinanej, złotej klateczce o kształcie kuli.  
   Na wysokości około 7250 metrów, zaczęła czuć wibracje. Teraz jej cała jaźń zespoliła się z kulką, a ta ją prowadziła. W pewnej chwili poczuła ciepły powiew powietrza, płynący z wnętrza góry. Wiedziała, że jest u wejścia. Przeszła przez szczelinę pomiędzy grubą warstwę śniegu i lodu. Dalej widziała pęknięcie w skale. Wyglądało jak naturalne, ale było sztucznie wykonane. Od tego miejsca nikt z śmiertelników nie mógłby wejść głębiej. A ponieważ kulka współpracowała tylko z odczuciami Kasandry, było to logiczne, że tylko ona i jej przyjaciele mogli tu wejść. Przeszła przez prawie dwu metrowej grubości skałę. Pomiędzy skałą, a granitową piramidą istniała przestrzeń około pięciu centymetrów. Jak przez mgłę, przypomniała sobie, jak obkładali wraz z Marc, kawałami skały, gładkie ściany piramidy. Teraz już szła po wyszlifowanym wejściu. Po około czterech metrach, znalazła się wewnatrz. W środku panowała ciemność, ale kiedy weszła, cała ogromna komnata rozjaśniła się bursztynowym światłem. Trudno było znaleźć jego źródło. Po chwili do środka weszła reszta. Piotr robił wrażenie kompletnie zaszokowanego. Jola natomiast, odezwała się pierwsza.
— Jest jasno, a nie rozumiem dlaczego.
— Kiedy weszłam było ciemno, To może ja, albo kulka jest inicjatorem — powiedziała Kasandra. Teraz pozostań z Piotrem tutaj, a ja z Marcinem wejdziemy do środka.
— Gdzie do środka, przecież tu nie ma wejścia — rzekł Piotr.
— Jest, zaufaj mi. Zanim tam pójdziemy, pragnę podziękować Bogu gór za opiekę.
Po chwili Kasandra wyciągnęła obie ręce do góry i rzekła.
— Dziękuję, że nam pomogłeś.
Głuchy pomruk rozległ się w komnacie. Piotr poczuł dreszcz.
— Jest ciepło jak czujecie, możecie zdjąć kurtki i szelki. Powinniśmy wrócić za pół godziny.
Podeszła z Marcinem do ściany, ale nic się nie stał. Kass wyjęła wisiorek z za bluzki.
— Pocałuj mnie, proszę.
Marcin popatrzył na nią. Czuł, że to ważne. Poczuł, że pragnie tego. Dotknął lekko rozchylonych warg Kassandry. To trwało dosłownie kilka sekund. Oderwał usta od jej warg.
Kulka zajaśniała różowym blaskiem. Wielka granitowa ściana rozsunęła się bezgłośnie. Weszli.  
Kasandra odwróciła się do Joli i Piotra.
— Nie wchodźcie za nami, tu jest labirynt.
   Zaczęli iść. Co jakieś dwadzieścia kroków dochodzili do rozwidleń na dwie, trzy, a czasem cztery drogi. Czasami Kasandra szła intuicyjnie. Czasem wchodziła, kiedy kulka gasła, wycofywała się. We właściwym korytarzu kulka rozjaśniała się malinowo. W końcu doszli do końca korytarza. Cały czas towarzyszyło im bursztynowe światło, ale gasło parę metrów za nimi.
— Pocałuj mnie jeszcze raz, ona musi być pewna, że mnie kochasz — szepnęła.
— To nie wie?
— Wie, ale zrób to, proszę.
— Zaczynam cię pragnąć, a nie chciałbym kochać się z tobą, tutaj.
— W tej nie.
Marcin nie za bardzo zrozumiał sens, tego co powiedziała. Pocałował ja delikatnie. Ściana rozsunęła się, znowu bez żadnego szmeru.
— Czy tu jest antygrawitacja?
— Tak, myślałam że od razu na to wpadniesz.
Stali chwilę w ciemności. Po chwili zaczęło jaśnieć, ale nie bursztynowo. Światło miało kolor malinowy lub lepiej dojrzałego arbuza. Komnata miała kształt sześcianu o krawędziach długości siedmiu metrów. Na środku stał blok białego marmuru, również dokładnie sześcienny, o boku jednego metra. Kasandra wzięła Marcina za rękę. Stanęli przed białą bryłą. Marcin zobaczył jak wieko marmuru unosi się lekko, falując do góry. W chwilę potem zaczęły unosić się płyty o kolorze rubinu, bursztynu, cytrynu, periodytu, błękitnego topazy, szafiru. W końcu ametystu. W środku ametystowej płyty znajdowało się kwadratowe wycięcie. Kiedy wszystkie płyty wisiały w powietrzu, dopiero wówczas wysunął się złoty blat. Wszystkie blaty, delikatnie kołysząc się na boki. Miały około 10 cm grubości i około 80 cm szerokości. Te pierwsze oddalone były trochę dalej. Na złotym blacie stała identyczna złota piramidka jaką znalazła Nancy. Przed nią znajdowało się małe zagłębienie. Kasandra rozpięła wisiorek i podała malinową kulkę Marcinowi.  
— Połóż ją w zagłębieniu.
Marcin zrobił to. Przez chwilę nic się nie działo. Po około minucie, złota piramidka otworzyła się. Tym razem jej dwie połowy nie upadły tylko wisiały w powietrzu. Wewnątrz wisiała zawieszona w powietrzu, podobnej wielkości kulka o przezroczystym kolorze. Kasandra delikatnie wzięła ją w palce, pocałowała i wsunęła do złotego wisiorka. Kiedy to uczyniła, różowa kulka wpłynęła na miejsce tej, która znajowała się tam poprzednio. Dopiero teraz piramidka zamknęła się i osiadła na złotym blacie.
— Obejmij ją dłońmi — szepnęła.
Kiedy to zrobił, wszystko zaczęło się składać. W końcu biała marmurowa płyta nakryła wszystko.
— Możemy już wracać — powiedziała.
Wyszli z komnaty. Podobnie jak poprzednio, ściana zamknęła się bezszelestnie. Tym razem widocznie piramida już wiedziała, że to oni, bo światło we właściwym korytarzu samo się zapalało, wskazując im drogę. Weszli do wielkiej komnaty. Kiedy weszli, ściana zasunęła się.
Piotr i Jola siedzieli na kurtkach.
— Czuję się jak nie z tego świata — powiedziała Jola.  
— Co to za cudowny mechanizm, przydałby się ludziom — rzekł Piotr.
— Tak sądzisz? Muszą najpierw zrozumieć kim są i dlaczego — powiedziała cicho Kasandra.
— Czy to jakieś pompy poruszały tą ścianę?
— Nie, to antygrawitacja — odrzekła Kass. Jak inaczej moglibyśmy to zbudować, większość tych bloków waży 360 ton. Możemy już wracać. Poczekajcie, tylko zobaczę pogodę.
Po chwili wróciła i popatrzyła na nich surowo.
— Które z was?
— Co się stało? — zapytała Jola.
— To ja — powiedział Piotr. Kiedy weszłaś z Marcinem do środka, pomyślałem że to zabobon z tym Bogiem gór. Przepraszam.
— Dobrze, że nie powiedziałeś tego na głos, byłoby gorzej. Musisz przeprosić na głos Boga gór, może sztorm się zakończy do jutra.
Piotr poważnie wypowiedział przeprosiny. Znowu głuchy pomruk przeszedł po komnacie.
— Uważaj następnym razem, bo z Bogiem morza nie ma żartów.
— Wybacz Kasandro, czy nie jest tylko jeden Bóg?
— Tak, ale on ma zastępców. Nie musisz obrażać prezydenta, wystarczy, że obrazisz ministra, a już masz kłopoty.
— Czy tam, to też tak działa?
Nawet nie zastanowił się czemu tak zapytał.
— To co tu widzisz, jest zniekształconym odbiciem tego, tam.
Powiedziała tak, chociaż czuła podświadomie, że on myśli o innym, ,,tam” niż ona.
— Dostałem nauczkę — rzekł Piotr.
— To ma też dobrą stronę, będziemy mogli opowiedzieć sobie wzajemnie najważniejsze przeżycia z dziesięciu lat. Ach, dla pewności, żeby nie było wpadki. Potrzeby fizjologiczne w lodzie, śniegu lub skale. Nie w piramidzie.
Tym razem Piotr wiedział, że nie ma żartów.
— Kto zacznie? — zapytała Kass.
— Może ja, bo nawaliłem.  
W ciągu paru minut, mój stary świat legł w gruzach. Przez to, co dzisiaj doświadczam. To dzięki Marcinowi, jeszcze w siódmej klasie zacząłem myśleć o Bogu. Ale do dzisiaj, a właściwie do teraz, odczuwałem to wszystko niewłaściwie. Mówiłem to już Joli, ale chętnie się z wami podzielę. Kiedy wyjechałem z rodzicami do Szczecina, czułem się bardzo źle. Jola bardzo mi się podobała zewnętrznie, ale już wówczas odbierałem to inaczej, głębiej. Potem widzieliśmy się dwa razy i tak naprawdę po tych spotkaniach czułem się jeszcze gorzej. Z perspektywy czasu zrozumiałem decyzję Joli. Czułem jednak, że ona jest moją miłością na życie. Kiedy podrosłem i nabrałem ciała, inne dziewczyny zaczęły mnie dostrzegać. Teraz myślę, że jest to smutne, ponieważ ludzie patrzą na zewnątrz. Przecież nie żyjemy z ciałem. A nawet to najpiękniejsze, na starość się zmienia. Unikałem sytuacji, w których mógłbym nie dotrzymać obietnicy. Mam pewnego rodzaju satysfakcję, że mi się powiodło. I na koniec, jeszcze raz dziękuję Kasandrze, że dzięki niej, mam Jolę. Co do przyjaźni. Ani wcześniej ani potem nie miałem nikogo takiego jak Marcin. Nasze wzajemne rozmowy trochę się ukróciły kiedy zaczął wracać z tobą, Kass. Ale nigdy mu nie zapomniałem tych kilku słów otuchy i pomocy duchowej.                                                  
— To wszystko jest takie niesamowite, co się teraz dzieje z moim życiem, że sama myślę, czy to nie sen — zaczęła Jola. Ja byłam chyba najbardziej rozwinięta fizycznie z klasy. Może psychicznie, także. Dostrzegłam Piotra, że patrzy na mnie i słucha. Tak naprawdę nie wiedziałam na początku, czemu mi się podobał. Później już wiedziałam. Może nie wyglądał atrakcyjnie w zewnętrzny sposób, ale ja widziałam w nim odwagę i prawość. Właściwie to źle powiedziałam. Był nie wysoki i raczej szczupły, żeby nie powiedzieć, chudy. Ponieważ jego wewnętrzne cechy przeważały, dla mnie już wówczas był pociągający. Szukałam okazji, by go lepiej poznać. I w końcu się powiodło. Już wcześniej, pragnęłam go fizycznie i to ja prawie doprowadziłam, że o mały włos, doszłoby między nami do fizycznego kontaktu. Nie wiem co on myślał wówczas, ale ja już wtedy, w siódmej klasie, byłam gotowa dać mu całą siebie. Chyba dobrze, że do tego nie doszło. Mama chorowała, a potem zmarła i czułam się naprawdę samotna. I to prawda, że wówczas kiedy spotkałam Marcina, miałam prawdziwy dołek. Gdy mi to objaśniłaś, dopiero zrozumiałam, że ten niesamowity ewenement z Marcinem i tym listem przywrócił mi siłę i wytrwałość. Właśnie w tym czasie kręcił się koło mnie dobry chłopak, a ja traciłam wiarę. Ale się udało. Inna sprawa przedstawiała się z Gino. Nie wiem jakby się to potoczyło, gdybym nie spotkała Piotra. Gino jest naprawdę ideałem. Ale oczywiście, nie żałuję. Kiedy tylko zobaczyłam Piotra, całe ukryte uczucie do niego, natychmiast wróciło w pełnej mocy. Co do Kass zawsze mnie intrygowała i teraz, odbieram ją więcej jak siostrę.
— Cóż ja mogę powiedzieć — zaczął Marcin. Byłem oczytany, inteligentny, ale niezbyt atrakcyjny fizycznie. Dokuczano mi zawsze z powodu nadwagi i okularów. Nie potraficie sobie wyobrazić co czuje ktoś taki, kiedy najładniejsza dziewczyna, jaką można sobie wyobrazić, ofiarowuje przyjaźń i coś więcej. Mimo, że później osiągnąłem wyniki w sporcie i moja sylwetka wyglądała dobrze, nigdy nie zapomniałem tego co dla mnie zrobiła. Piękna Nancy zakochała się we mnie i prawde mówiąc ostatnio zacząłem się nieco obawiać. Nie chciałem odrzucić jej uczucia, ale przecież miałem w sercu cały czas Kasandrę. Na szczęście dobrze się wszystko zakończyło.
Po tych wypowiedziach, wszyscy skierowali oczy na drobną postać Kass. Ona również patrzyła na nich i zastanawiała się co im powiedzieć. Przecież ona jedyna miała niezrozumiałe nawet dla niej poznanie. Tak do końca sama nie wiedziała jak to wszystko połączyć. Czy to jest reinkarnacja, czy w jakiś sposób żyli razem tam daleko na błękitnej gwieździe, a teraz żyją tu? Miała jeszcze inne poznanie, ale o tym nie mogła mówić i nawet ciężko jej samej było z tym żyć. Zdecydowała się jednak spróbować.  
— Sama nie wiem jak zacząć. To co robię, czynię, bo inaczej nie umiem. To co wiem, próbuję wam przekazać, chociaż zdaję sobie sprawę, że do końca tego nie pojmujecie. Bo nawet dla mnie jest to dziwne i nie do końca wyjaśnione. Od samego poczatku, tu na Ziemi, wiem że jestem tu, ale również tam, na Kassandrze. Kiedy zobaczyłam Marcina wiedziałam, że to on. Podobnie kiedy poznałam was, Piotra i Jolę. Już kiedy byłam mała inni byli mi posłuszni. Ja to rozumiem i nie wywyższam się ani nie nadużywam tego. Pomogłam Marcinowi, bo chciałam i musiałam. Nie mogło być inaczej. Dziękuję wam, że mi wierzycie, mimo że nie rozumiecie do końca ani kim ja jestem, ani kim wy jesteście.  
Pojechałam z rodzicami, bo musiałam. Nie mówię, że gdybym była dorosła to bym została. Ja żyję tu dla sprawy i to czego ja pragnę, nie ma znaczenia. Wiem, że nie może być inaczej i gdybym nawet chciała nie mogłabym tego zmienić. Nie znaczy to, że wiem wszystkie detale. Na przykład nie wiedziałam, że Piotr obrazi Boga gór i zostaniemy tu. Mam nadzieję, jak już mówiłam, że sztorm minie po nocy. Kocham wielu i wielu kocha mnie. Lecz ja, kocham najbardziej was. Jesteście mi bardziej bliscy niż ja sama sobie jestem. Mówię o ludziach, bo jest ktoś, dla którego żyję i nie mogę znaleźć porównania, jeżeli chodzi o miłość do niego. Wiecie, że mówię o Bogu. Wiem, że on miłuje mnie jak i was. I wiem, że wy go miłujecie. Nie próbujcie angażować zrozumienia, bo to nic nie da. Po prostu go kochajcie. Jeszcze wam coś powiem. Ale nie teraz, bo teraz nie mogę.
— Czy wiesz, że kiedy mówiłaś, kulka świeciła błękitną poświatą? — szepnęła Jola.
— Są trzy takie kulki malinowa, ta szafirowa i o kolorze bursztynu w Wielkiej piramidzie Atlantów. I one wszystkie są mną.
Jej oczy posmutniały na ułamek chwili. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. Wiedziała, że jeszcze nie czas.                                                                                                      
— Możemy spokojnie pospać, Bóg gór powiedział mi właśnie, że sztorm zakończy się nad ranem.
Położyła się na kurtce obok Marcina i zasnęła prawie natychmiast. Marcin położył jej głowę na swoich udach, oparł się o ścianę i także zasnął. Jola i Piotr przytulili się do siebie i również wpadli w objęcia snu...
                                        *
Kasandra wstała pierwsza. Poszła zobaczyć czy już przestało wiać. Na zewnątrz świeciło słońce i panowała bezwietrzna pogoda.  
Popatrzyła na swoich przyjaciół i zaczęła ich budzić. Wstali, rozprostowali kości i zaczęli wychodzić na zewnątrz.                                                                                
— Dziękujemy ci piramido za gościnę i ochronę — rzekła Jola.
Zaczęli schodzić z góry. Zajęło im to kilka godzin, ale Bóg gór w swojej łaskawości nie utrudniał im w niczym zejścia. Doszli do drugiego obozu. Zobaczyli, że tragarze nie ucierpieli od sztormu.
— Zdołaliście ukryć się przed burzą?  
— Tak, Bóg gór rozgniewał się, ale uprosiliśmy jego wybaczenie — rzekła w ich języku, tibeto-burman.
— Nie wielu białych ludzi wierzy w to co ty — odpowiedział jej szef Sherpów.
Wracali razem. Jola i Piotr wyglądali na bardziej zmęczonych, niż pozostała dwójka, więc zrobili kilka prrzystanków. Zostali na jedną noc w wiosce, w rejonie Helambu. Wrócili do Katmandu. Zostawili cały sprzęt w przechowalni na lotnisku.
— Jesteście dzielni, dziekuję wam — rzekła Kasandra. Odpoczniemy dwa dni w Kuala Lumpur, a potem polecimy do Perth. Tym razem wejdziemy razem do podwodnej piramidy, to znaczy do jej serca.  
— Czemu zatrzymamy się w Malezji? — zapytał Piotr.
— Wy musicie odpocząć, a ja wraz z Marcinem, pojedziemy do kwatery,,Złotego promienia”.
— To jest takie zagadkowe — powiedział Piotr. Robimy to, bo nas prosisz. Objaśniasz, a ja z Jolą mało co rozumiemy — dodał.
— Jest tak dlatego, ponieważ po tej stronie tylko mi jest dane wiedzieć. Po drugiej, wszyscy będą wszystko pamiętać.
— O czym ona mówi? — zapytał Piotr, Joli.
— Wiesz, do niedawna nie miałam zielonego pojęcia, ale teraz jakbym sobie zaczynała przypominać.
— Co?
— Pamiętasz mój plakat w domu?
— Tak, też potem śniłem coś podobnego.  
— To tamta strona, Kassandra, błękitna gwiazda. Sądzisz Piotrze, że Kasandra jest szalona?  
— Nie, ale to jest tak nierealne.
— Może więcej zrozumiemy w tej drugiej piramidzie, jak do niej dotrzemy — odrzekła Jola.
Piotr dalej nie pytał. Postanowił porozmawiać jeszcze raz z Kasandrą w samolocie.
Lecieli do Kuala Lumpur. Jednak nie zdołał z nią rozmawiać, ponieważ poczuł się ogromnie zmęczony. Kasandra zobaczyła zaraz po starcie, że wszyscy zasnęli. Ona czuwała i oddała się medytacji. Nie było jej łatwo. Wiedziała o swojej misji. Czuła się jednak wzmocniona ich obecnością. Ciężko jej było na sercu, że nie może im wyjawić wszystkiego. Ale gdyby nawet to uczyniła, oni by tego nie przyjęli. Nawet jej umiłowany, Marc z galaktyki.
Lot minął szybko, głównie z tego powodu, że spali. Kasandra czuwała cały czas i nawet nie zmróżyła oka. Obudziła ich, ponieważ samolot schodził do lądowania.
Odprawa paszportów odbyła się rutynowo. Wzięli taksówke i pojechali do hotelu, niedaleko największej atrakcji tego miasta. Podwójna wieża Petronas widoczna była już z daleka. Mieli załatwione rezerwacje w Grand Hyatt hotel. Nie najdroższy, ale o bardzo dobrej renomie, pięciogwiazdkowy hotel ze wszystkimi wygodami. Znajdował się bliżej niż kilometr od Twin Petronas Tower. Kasandra załatwiła dla nich obiad na samym moście.
Kiedy przyjechali, mogli się dobrze odświerzyć, a Jola miała możliwość porozmawiać z Danielem. Opowiedziała mu o wyprawie w Himalaje. Nie mógł uwierzyć. Jola nie powiedziała mu nic o piramidzie, ponieważ wiedziała, że to by było za wiele dla niego. Poza tym czuła, że nie powinna o tym mówić.  
Nie pytała Kass o ceny, bo ilekroć to robiła, zawsze słyszała tą samą odpowiedź, że skarbiec Kassandry jest pełny. Jola nauczyła się wyczuwać różnicę w intonacji. Kiedy jej przyjaciółka mówiła o nazwie błękitnej gwiazdy, mówiła inaczej, wydłużając, ,,s”.
Następnego ranka Jola z Piotrem mieli zwiedzać miasto z grupą, a Kasandra zabrała Marcina ze sobą.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 3698 słów i 20790 znaków, zaktualizował 11 lip 2017.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Świetne opisy podróży, wspinaczki w  górach. Tajemniczy bohaterowie, piramida, wchodzi się w ten świat, jakby się tam było.

  • AlexAthame

    @AuRoRa Miło że tak odbierasz.