Kryształ cz. 12

Minęło kilka lat. Ziemia powoli dochodził do siebie po zniszczeniach. Wielkie jaszczury z Ally pobudowały wiele fabryk produkujących żywność. Wrócili do siebie. Oczywiście nie było jak poprzednio.  
Ludzie stali się lepsi, lecz do poziomu duchowego, jaki reprezentowali bracia i siostry Othh-nee, dużo im jeszcze brakowało. Scott i Sandy mieszkali na Ziemi, natomiast Dawid i Un-si, daleko. Z racji swoich obowiązków przebywała z Dawidem na Ally. Starr miał swoją wybrankę, pół-krwi labrador i Golden retriever. Miała na imię Tama. Urodziła kilka szczeniąt. Jednego z nich otrzymał Frank. Scott i Sandy mieli samca. Dali mu na imię Kleks. Kiedy Dawid i jego ukochana przybywali okresowo na Ziemię, zabierali Starr, Tamę i jej dzieci. Scott i Sandy mieszkali nad oceanem. Nie chcieli przepychu. Mieli mały domek, który otrzymali od władz dawnego USA. Zaprzyjaźnili się z Frankiem oraz z ze starszą parą z Nassau. Jeździli czasem na małą wyspę, tam, gdzie miał miejsce przełomowy incydent z H-oo.  
Właśnie tej nocy tam nocowali. Poprzedni dzień spędzili z Margaret i Harrym. Wieczorem Scott i Sandy siedzieli długo nad brzegiem. Fale oceanu nastrajały do medytacji i przemyśleń. Scott rozmyślał o niektórych sprawach. Gdzieś w głębi duszy czuł lekki żal. Zastanawiał się również, czemu otrzymał moc na powrót? Czyżby miało mu się to przydać. Mimo że Sandy miała ją jak i Dawid i Un-si, tylko jemu dane było czuć pewne rzeczy. O Un-si nie wiedział nikt, to znaczy o mocy, którą posiadała. Sandy czuła, że jej ukochanego coś trapi, ale nigdy nie pytała go o to.
Wstali w końcu z piasku i poszli do środka. Czasem Scott zastanawiał się, czemu teraz śpi, skoro przedtem nie musiał. Sandy szybko zasnęła z głową opartą na jego torsie.  
Sen tym razem go omijał. Przypomniał sobie nagle bardzo realnie moment, kiedy umarł... a potem ożył. I wtedy zasnął...
Obudził się mokry od potu. Pamiętał dokładnie sen. Tylko czy na pewno był to sen?
W śnie, jeśli był to sen, stał przed tronem. Bóg wyglądał jak mężczyzna z tą różnicą, że jego oblicze świeciło jak tysiąc słońc.
– Czego pragniesz, mój umiłowany? – zapytał Bóg.  
– Czy nie można odwrócić czasu, aby żyli ci, co umarli w tej niesprawiedliwej wojnie?  
– Czy jakakolwiek była sprawiedliwa? – odpowiedział pytaniem Bóg. Czy sądzisz, że kiedy wołali ,,Bij, kto w Boga wierzy”, miałem z tym coś wspólnego?
Teraz Scott przypomniał sobie ofertę, którą odrzucili, chociaż z miłością.
– Czuję, że ta ostatnia była z mojego powodu.
– Wiesz, że to nie z twojej winy – odparł Bóg. Czy można było nawrócić serce H-oo i pozostałej szóstki? Czy wiesz, dlaczego cię ożywiłem? – zapytał Bóg, zamiast odpowiedzieć na jego pytanie.
– Nie wiem.
– Kiedyś zrozumiesz, a wówczas poznasz odpowiedź na wszystkie pytania.
Zaraz potem Scott się obudził. Wiedział, że to tylko część przekazu. Nie chciał zasnąć, ale powieki ciążyły jak ołów. Spojrzał na śpiącą Sandy. Ucałował jej policzek.
– Ja wrócę kochanie, muszę to zrobić – szepnął. Zapadł w sen. On wiedział, że to jest sen. Lecz dla innych nie wyglądało to na sen. Dla innych Scott zapadł w śpiączkę.
Trwało to prawie sześć miesięcy. Medycyna, nawet z techniką mieszkańców Ally, była bezradna. Ani Dawid ani Un-si nic nie mogli zrobić. Jednak jako jego najbardziej umiłowani, mieli otuchę w sercu. I ta ich nie zawiodła. Pewnego ranka Scott się obudził. Tak, jak ze zwykłego snu. Bo dla niego był to tylko sen. Najlepszy i najsłodszy. Teraz wiedział. I musiał zapomnieć. Tak musiało się stać...
Scott i Sandy żyli jak zwykli ludzie. Kiedy Dawid i Un-si przebywali na Ziemi, nie ujawniali swojej mocy. Tylko raz uczynili wyjątek. Otóż nie poznali przy pierwszym poznaniu, że żona rybaka jest niewidoma. Zadziwiające, mieli takie poznanie, a jednak to zostało przed nimi zakryte. Któregoś razu odwiedzili ich wszyscy i Un-sii-hu ją uleczyła. Dla niepoznaki starsza kobieta odzyskała wzrok po tygodniu.
– Jest wspaniale znowu widzieć – powiedziała Margaret.  
– Szkoda, że nie widziałaś dziewczyny, która ci pomogła – rzekł Harry, bowiem czuł, że piękna dziewczyna z Marsa uleczyła mu żonę. Nigdy nie widziałem takiej urody, szczególnie koloru skóry.
– A jaki miała kolor? – zapytała.  
– Zielonkawy.
– Wiesz kochanie, po tej wojnie wszystko możliwe, może to jakaś reakcja na coś.
– Może i masz rację.
Nie domyślał się nawet, że ta dziewczyna nie pochodziła z Ziemi.  
– Najważniejsze, że jest dobra, tak jak i oni, to jest Scott i Sandy.
– Zauważyłeś, że ludzie są lepsi, bardziej serdeczni i otwarci?  
– Tak i ja to zauważyłem.
Un-sii-hu jak i Dawid bardzo się kochali i szanowali. Przyjęli decyzję Scotta odnośnie starzenia. Wiedzieli, że Scott robi to dla Sandy. Czy miało to związek ze snem? Tego nawet Scott nie wiedział. Mimo że Sandy miała nadal komórki otoczone ,,ochroną” od Dawida, nie była nieśmiertelna. W powyższej sytuacji Scott podjął tę decyzję. Z własnego wyboru zrezygnowali ze swoich mocy. Co do Dawida i Un-si, sami wiedzieli, że na razie się nie starzeją. I nie wiedzieli, czy to się zmieni, czy nie. Okazało się również, że Dawid nie mógłby mieć dzieci z ziemską kobietą. Wobec tego faktu Dawid przyjął, że Un-sii-hu była mu przeznaczona. Postanowili po cichu, że kiedy zabraknie Sandy i Scotta, wrócą na Ally. Powiedzieli o tym Othh-nee. Ten ucieszył się, ale kiedy poznał powód, lekko się zasmucił. Po kilku minutach powiedział.
– W końcu każdy kiedyś umrze, a po tamtej stronie już jest na zawsze.
Nie użył słowa ,,będzie” tylko ,,jest”, co miało właściwe i głębokie znaczenie...
Dawid wiedział, że pokochał w swoim sercu Ally.
Jego śliczna żona wiedziała o tym, ale nie dawała poznać. Oboje kochali Ziemię. I kochali ją nie jak planetę, ale jak istotę. I nie miało dla nich znaczenia, że nie czuli od niej uczucia inaczej niż inni ludzie. Tak, jak w prawdziwej miłości być powinno.
Ziemia przestała cierpieć. Ludzie korzystali z wolnej energii. Przybywało lasów. Rzeki stały się czystsze, a niebo bardziej błękitne.  
Rada Ally nie wyraziła zgody na udostępnienie innych wynalazków.
Może by i to zrobiła, ale Sandy przekonała ich.  
– Oni nie są gotowi, mimo że są lepsi, dużo im brakuje do was. Może kiedyś to się stanie. Mnie już nie będzie ani Scotta, ale Dawid i Un-sii -hu będą, ich pytajcie.  
Wyglądało, że pierwszy raz w historii tej cywilizacji, będzie dobrze na planecie Ziemia.
                                                                            *
Dzień zaczął się nie najlepiej. Wiało i zanosiło się na deszcz.
Po śniadaniu poszli z psem na spacer. Czarno-brązowy pies biegał po plaży, ganiał mewy. Czarny po ojcu, brązowy po matce, a plamka miała pewnie coś wspólnego z gwiazdką Starr. Sandy szła przytulona do męża  
– Muszę ci coś powiedzieć – szepnęła.
Oczywiście gdyby nie wygasiłby swoich własności, wiedziałby o tej samej godzinie, co mu chce oznajmić.
Ale tak?
– Jestem w ciąży – szepnęła.
– Och, to cudownie – rzekł Scott. Dzieci się ucieszą.
Po spacerze krzątali się po domu. Minęło kilka godzin.
– Zrobię coś do jedzenia.  
– Jak wrócę z Kleksem, to ci pomogę – odparł Scott i znowu szykował się do wyjścia.
Kleks lubił wodę. Wolał jezioro, ale morska woda była także dla niego rarytasem. Spacerowali dobre pół godziny.
– Wracamy – zawołał go Scott. Musimy pomóc mamie.
Wrócili ze spaceru, niczego nie przeczuwając.
Kleks przekręcił śmiesznie głowę na słowo ,,mama”.
– Tak, będziemy mieli dzidziusia – powiedział ucieszony Scott.
– Hej, już jesteśmy – zawołał z drzwi.
Pies zaczął nerwowo warczeć, a kiedy wszedł do kuchni, najeżył się cały.
– Sandy! – zawołał kilkakrotnie Scott.
Scott popatrzył na pozostawione, pokrojone częściowo jarzyny. Garnek skwierczał, ponieważ woda się już wygotowała. Scott nie zastanawiał się ani chwili. W sekundę przywrócił swoje własności. Wezwał pozazmysłowo Dawida i Un-si-hu. Przybyli po kilku chwilach.  
– Przepraszam, że tak długo, ale byliśmy na Marsie, sprawdzaliśmy coś – rzekł syn.
– Ktoś porwał Sandy – powiedział Scott. Żałuję, że wyłączyłem ponadzmysły – szepnął.
– Kto mógł to zrobić? – zapytał Dawid.
Scott popatrzył na Kleksa.
– On mówi, że to nie człowiek. Może ja wejdę w jego pamięć i oczy – szepnęła Un-sii-hu.  
– Wiem tylko to samo, to nie człowiek – powiedziała po chwili, kiedy sprawdziła swoimi zmysłami.
Siedzieli i próbowali wszystkiego, ale bez rezultatu.
– Poszedłem na spacer – zaczął Scott. Rano powiedziała mi, że jest w ciąży. Tak się cieszyliśmy...
Nad stołem zaczęła materializować się poświata. Pachnący Księżyc wiedziała chwilkę wcześniej.
Znajoma postać wielkiego jaszczura.  
– Mam dla was przekaz – zaczął Othh-nee. Kilka chwil temu, mieliśmy przekaz z Posłusznej. Pozostałe istoty, zbudowane przez zbuntowane zielone anioły, uaktywniły się. Niestety, nie wygląda na to, że są pokroju Scotta. Odmówiły powrotu na ,,Posłuszną”. Ostatni trak wiedzie na Ziemię.
– Przekaż Am-en-ru, że porwano Sandy – rzekł spokojny, ale zasmucony, Scott.
Z jakiegoś powodu Am-en-ru nie może komunikować się z Ziemią – powiedział Othh-nee.
– Musimy lecieć na Ally, a jak będzie trzeba, polecimy na Posłuszną.
Un-sii-hu podeszła do Scotta, położyła mu dłonie na ramiona.
– Poruszę gwiazdy, by ją znaleźć. Nigdy ci nie mówiłam, ale kocham ją bardzo i ciebie również.
– Co z psiakami? – zapytał Dawid.
– Pozostaje Frank, znają go i lubią. – To będziemy musieli powiedzieć mu prawdę i tylko nie wiem, jak to przyjmie. 
 – Nie wiem, mam nadzieję, że zrozumie – powiedział cicho Scott.
– Czy mogą jej coś zrobić?  
– Mam nadzieje, że nie. Tylko abyśmy ją znaleźli – rzucił Scott.
Zastanawiali się chwilę jak zabrać psy. W końcu Pachnący Księżyc zrobiła coś w rodzaju kuli. Tam najpierw umieścili Kleksa, potem polecieli do domu Dawida. ,,Zapakowali” resztę czworonogów i polecieli do domu Franka.  
Lekko się wystraszył, bo siedział przy biurku i coś pisał, a oni znaleźli się od razu w salonie.  
– Czy wy znowu ...?
– Nie gniewaj się, nie powiedzieliśmy ci. Po wizycie na planecie zielonych aniołów otrzymaliśmy na powrót moc. Ale postanowiliśmy jej nie ujawniać i nie wykorzystywać. Ze względu na Sandy, zdecydowałem się starzeć jak normalny człowiek – ciągnął Scott. Wygasiliśmy nasze własności. Porwano ją, a właśnie zaszła w ciążę. Z tego co się domyślamy, zrobiła to pozostała szóstka, podobnych mi istot, pozostawionych w różnych miejscach tego wszechświata – dokończył Scott.
– A psy? – zapytał rzeczowo Frank.
– Musimy lecieć na Ally, a może do innej galaktyki lub do Posłusznej, czy mógłbyś się nimi zająć?
– Jasne nie ma sprawy.
Przywyknął, że są super. Oni polecą na koniec wszechświata, a on zaopiekuje się ich psami, normalka.
Byłoby to nawet zabawne gdyby nie to, co stało się z Sandy.
– Czuję, że nie jesteś zły – powiedział Scott.
– Rozumiem was, rozumiem całkowicie – odparł Frank. Lećcie, rozumiem, że jestem zaproszony na chrzciny.
Scott popatrzył smutno na starego druha.
– Musimy ja znaleźć i to szybko. Nie wiemy czego się spodziewać, ale jest już w niej zalążek dzieciątka, a stało się to po naszej decyzji i nie wiem, co się może stać.
Uścisnęli Franka i po chwili lecieli na Ally.
Przy teraźniejszych zdolnościach i darach Dawida i Pachnącego Księżyca zajęło im to tylko ziemską godzinę.
Mimo powagi sytuacji trochę się zdziwili bowiem na Ally czekał na nich Am-en-ru.
– Przybyłem zaraz po przekazie. Wybacz, że nie przybyłem na Ziemię, ale po tych zajściach, obiecałem sobie, że nie pojawię się na umiłowanej planecie, którą istoty podobne mi, splamiły krwią.
– Czy widzisz szanse odnalezienia jej?  
– Czy możesz zlokalizować pozostałą szóstkę? – zapytał Dawid.
– Właśnie w tym kłopot i tego nie pojmuję, że nie mogę – rzekł zielony anioł. Uaktywnili się. Trzech w waszej galaktyce, a trzej inni w innych. Po czym ostatni trop prowadził na Ziemię, a potem nic.
– Czy możesz prosić Boga o pomoc? – zapytał Dawid.
– Każdy może, nawet zwykły człowiek. Jest tylko to, że On nie robi zasadniczo wyjątków. Obdarza istoty różną mocą, ale traktuje tak samo komara jak i mnie – rzekł Am-en-ru.
– Oni nie chcą dokuczyć jej, bardziej mnie.
– I ja tak odbieram – rzekła Un-sii-hu.
Kilka rozbłysków pokazało się na świetlistej postaci Am-en-ru.
Jego piękna twarz przyjęła na chwilę złowrogi wyraz.
– To niesłychane – rzekł. Są w Mgławicy Łabędzia i jest ich tylko dwóch.
A co z resztą? – zapyta Dawid.
– To właśnie mną wstrząsnęło. Nasza moc jest prawie nieograniczona, ale może być powiększona...
– Co się stało? – zapytał Othh-nee.
– Z tego co odczułem, tych czterech nie żyje, a pozostali zabrali ich moc, przez co są trzy razy silniejsi niż poprzednio.  
– Zabili ich po to? – zapytał Dawid.
– Tak, pewnie tamci nie chcieli uczynić tego zła, bo jaki miałby być inny powód – odrzekł Am-en-ru.
Zielny anioł się zamyślił.
– Pozostaje tylko pierwsze albo trzecie rozwiązanie, jeśli zajdzie potrzeba.
– Tak, z uwagi na Sandy nie mogę użyć mocy, poza tym tam mogą być zamieszkałe światy – rzekła Un-si-hu.  
– Jest coś, czego nie rozumiem, a uświadomiłem sobie to dopiero teraz.
– Mów co masz na sercu – rzekł Am-en-ru.
– Przecież przy mnie zginął H-oo, a resztę zniszczyła sama Ziemia. Ci pozostali nie są oryginalnie wami?
– Czemu tak czujesz, lub myślisz?
– Mówisz, że mają prawie nieograniczoną moc, a ja takiej nie posiadałem. Nie mogłem nawet się przemieszczać.
Zielony anioł popatrzył na niego z miłością ojca, przynajmniej Scott to tak odczuł.
– Służę Stwórcy od niepamiętnych czasów. Oczywiście on wszystko wie. Ja wiem to co mogę lub pragnę. Mogę ci tylko przybliżyć prawdę albo na nią naprowadzić, chcesz tego?
– Tak – odrzekł Scott.
Słowa Am-en-ru odczuł inaczej niż wszystko do tej pory. Czuł w swoim wnętrzu lub nawet w duszy, że będzie to wzruszające, co zaraz usłyszy.
– Każdy i zawsze ma swój wybór i zadanie – zaczął anioł. Twój wybór zaczął się kiedy powziąłeś decyzję, że nie zostawisz Sandy. Już wówczas w twoim sercu zaczęło kiełkować pragnienie zostania człowiekiem. Twoja miłość do niej spowodowała, że nie osiągnąłeś tej mocy, ale ujawniła się ona w Dawidzie. Wówczas czuliśmy już, że oni zrobią tę okrutną rzecz, którą planowali. Nie stało się tak jednak, wobec tego nie stałoby się nigdy – rzekł Am-en-ru.  
– Dlaczego? – zapytała Un-si-hu.
Czuła słusznie, że ani Scott, ani nawet Dawid też tego nie rozumieją.
– Kiedy Dawid się urodził miał już duszę. Ty ją otrzymałeś, zanim umarłeś. Sandy nie pozwoliłaby na to co chciał zrobić H-oo.
– Przecież ona była bezbronna na ich, waszą moc – rzekł Scott, ciągle nie rozumiejąc.
– Czy sądzisz, że ja mógłbym cię zabić? – zapytał Am-en-ru.
– Mógłbyś, ale nie chcesz.
– Zginąłbym podobnie jak H-oo, gdybym tak postanowił – odparł anioł. Jednak jest coś, co może zaprzątać twoje serce. To kwestia, dlaczego w ogóle H-oo i jemu podobni mogli czynić zło. Dlaczego mogli zniszczyć dwie siostrzane planety Ally i jak mogli zabić swoich ,,braci”. Ale na to, odpowiedział tobie już wcześniej Othh-nee.  
– Och pojęłam – szepnęła dziewczyna.  
Scott także zrozumiał. I w tym momencie odczuł inny przypływ wiedzy.
– Ten tajemniczy mnich wiedział wszystko lepiej niż ja. On wiedział, że Ziemia jest wyższą formą życia niż człowiek. Wiedział również, że istoty z Ally i sąsiednich planet są niewinne...
– Tak, a wiesz jak to możliwe? – zapytał Am-en-ru.
– Jego wiedza płyneła z jednego źródła – odparł Scott.
– Tak, dokładnie – odrzekł zielony anioł.
– Czy sądzisz, że Sandy wie, że nie zrobią jej nic złego?
– Wiem, że ona ufa Bogu, ale wie też, że zrobimy wszystko by ją odnaleźć.
– Nie jestem wam już potrzebny, wiecie co robić.  
Zanim przebrzmiały jego ostatnie słowa, zniknął.
– Wiem, gdzie ją ukryli – powiedział cicho Scott. Zabierzesz nas tam, Dawidzie, czy chcesz, bym przeniósł się tam sam – zapytał, po małej chwili, Scott.
– Podaj mi współrzędne – rzekł cicho Dawid.
Ani on, ani jego wybranka nie odebrali, co powiedział Scott na końcu.
Scott czuł spokój, wiedział, że ten, któremu zaufał, z pewnością go nie zawiedzie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 2889 słów i 17027 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto