Klątwy i uroki od zaraz - 25

Wtorek, 26 września
***Rafał***

Niebo jest dziś zachwycająco piękne, rozświetlają je miliony gwiazd i księżyc w całej swej okazałości. Na zewnątrz panuje półmrok. Widzę jak wiatr szarpie gałęzie drzew. Patrzę tak sobie już na to od godziny i nie robię zupełnie nic. Delektuję się spokojem i ciszą.  

Dziś minęły równe cztery miesiące od feralnego dnia, w którym miałem wypadek. Tęsknię. Każdego dnia tęsknię za Martą i radością, którą wnosiła do mojego życia. Żałuję swoich słów wypowiedzianych w gniewie do niej. Próbowałem się dowiedzieć co z nią, ale Ptaszysko nie mówi nic nawet Gołębiowi. Piotruś twierdzi, że Ptaszysko się już z nią nie spotyka, ale nie wie czemu. Sam w końcu zapytałem Ankę co z Martą. Napluła mi w twarz i kazała spierdalać do Marioli.

Przełamałem się i zadzwoniłem do Wojtasa. Przyjaźnili się, więc musiał wiedzieć. Kazał mi się pierdolić i się rozłączył.

Tak bardzo chciałem ją zobaczyć. Byliśmy dziś z Gołębiem pod kwiaciarnią, w której pracowała Mała Wiedźma. Nie było jej tam. Od dawna mieli nową pracownicę, bo Marta jest ponoć na zwolnieniu lekarskim. To mnie zajebiście zmartwiło. Nie powiedziała mi w końcu, co wykazały jej badania. A jeśli tkwiła gdzieś w szpitalu poważnie chora? Jak ostatni chuj zapomniałem o jej problemach myśląc tylko o swoim kalectwie.

Muszę mieć pewność, że nic jej nie jest. Została mi tylko sąsiadka Marty, ale ją wcięło tak samo jak Martę. Obie jakby zapadły się pod ziemię, chociaż w przypadku tej staruszki to chyba nienajlepsze porównanie.

Napisałem na facebooku do brata Marty. Odpisał że dla niej umarłem w wypadku. I żebym się modlił, żebyśmy nigdy się nie spotkali, bo nie ręczy za siebie. Resztę moich pytań zostawił bez odpowiedzi.

Do samej Marty nie chcę pisać, ani dzwonić. Zraniłem ją już dostatecznie mocno. Podejrzewam, że mnie nienawidzi. Wciąż pamiętam że obiecała mi, że zabierze mi to co mam najcenniejszego. Nie zabrała mi niczego. Widocznie zrezygnowała z zemsty na mnie. A może czeka, aż coś będę miał. Jest zbyt nieprzewidywalna, by to ocenić.

Jestem nagi. Na moim łóżku śpi Mariola. Przytyła i już widać jej krągły brzuch. Sama też nabrała krągłości i wygląda z nimi lepiej, niż gdy była szczupła. Jest ładna. Jest miła. Stara się mi przypodobać, ale wiem że kłamie cały czas. Wcale nie rozstała się ze swoim facetem. Oprócz mnie i jego, ma jeszcze jednego. I tych starych facetów, co jej płacą za seks. Żwirek nie ma pojęcia że o tym wszystkim wiem. Właściwie to nie jestem nawet zazdrosny. Nie jesteśmy parą. Tylko się bzykamy i czasem trochę rozmawiamy. Nie wiem czego ona ode mnie oczekuje. Nie obchodzi mnie to, więc nie pytam. Chce, to się pieprzymy. Nie przychodzi, mam to gdzieś.

Wszystko mam gdzieś. Nie potrafię tylko wyzbyć się tęsknoty i zamartwiania się o Małą Wiedźmę. Gdzie jesteś najpiękniejsza z gwiazd?

- Rafał? Wszystko okej? - pyta mnie zaspana Mariola.

- Pewnie - kłamię.

- Przyjdziesz do mnie? - prosi.

- Nie jestem śpiący - znowu kłamię.

- To chodź ze mną poleżeć - namawia.

- Śpij, Żwirek. Nie mam ochoty leżeć – odpowiadam spokojnie.

- O co ci chodzi? - jest lekko zirytowana.

- O nic. Nie mam ochoty na leżenie, to wszystko - kłamię.

- Nie podobam ci się? - domaga się komplementów.

- Ładna jesteś - mówię obojętnie. Firanki w pokoju też mam ładne. W kwiaty. Paulina mi kupiła. Kupiła mi też kaktusa, a jak mi go dawała, powiedziała że jestem teraz taki sam jak on. Ale nie czuję się zielony.

- Więc o co chodzi? Jesteś na mnie zły? - Mariola zgłębia temat.

- Nie jestem zły. Zwyczajnie patrzę sobie na gwiazdy - odpowiadam.

- To włącz telewizor i chodź do mnie. Obejrzymy razem coś ciekawego - nalega.

- Gwiazdy są ciekawsze niż telewizor - mówię.

Bo Marta lubi na nie patrzeć, dodaję w myślach i natychmiast zastanawiam się, czy ona też tak bardzo tęskni. A może teraz razem patrzymy w niebo i żadne z nas o tym nie wie?

- W gwiazdach nie ma nic ciekawego - prycha obrażona Żwirek i słyszę jak opada na łóżko.

Kiedy udało mi się pierwszy raz umówić z Martą, zobaczyła spadającą gwiazdę. Pamiętam jak zamknęła na chwilę oczy, a otwierając je słodko się uśmiechnęła. Parę miesięcy później zapytałem ją, czy też to pamięta. Roześmiała się i powiedziała że życzenie się spełniło. Życzyła sobie zakochać się całym sercem. Dziś jednak gwiazdy nie spadały. Gdyby jednak jakaś spadła, nie chcę jej przeoczyć. Pragnę poprosić o szczęście dla Małej Wiedźmy.  

Znów zastanawiam się czy Marta mnie nienawidzi. Jest impulsywna i nieprzewidywalna. Jak wtedy, gdy pospuszczała z bratem mojej matce powietrze z kół w samochodzie. W życiu bym jej o to nie podejrzewał. Gdyby widziała wzburzenie mojej matki, pewnie śmiałaby się z tego do tej pory.

Nie oddała mi pierścionka zaręczynowego. Jeśli go nie sprzedała lub nie wyrzuciła, to może jednak nie znienawidziła mnie do reszty. Nie chcę żeby mnie nienawidziła, chociaż nie możemy już być razem.

- No chodź do mnie - burczy Mariola.

- Śpij - mówię.

- Jesteś okropny - stwierdza i przez chwilę wierci się na łóżku.  

Kiedy myślę że już śpi, niespodziewanie się odzywa. Jej słowa brzmią jak wyrzut.

- Nigdy nie robisz ani nie mówisz niczego romantycznego, a jednak jesteś cholernie romantyczny. Tak samo jesteś chłodny i nieczuły. Nawet nie musisz mówić podłych rzeczy! I nie umiesz sprawiać mi przyjemności poza łóżkiem! – wygarnia mi.

Mariola pospiesznie ubiera się i wychodzi trzaskając za sobą drzwiami. Nie przejmuję się tym. Chyba nawet na to dziś liczyłem. Jutro przyjedzie i mnie przeprosi. Zawsze wraca. Jak kiedyś nie wróci, to też w porządku. To bez znaczenia.

Słyszę drapanie. Podjeżdżam do drzwi i wpuszczam do pokoju Kazka. W pysku ma kawał grubego sznura z węzłami po obu stronach. Lubiliśmy się nim bawić. Teraz szarpak jest tylko przykrym wspomnieniem tego, co już nigdy nie wróci. Pies porzuca zabawkę pod moimi stopami. Liże mnie po rękach i merda zachwycony ogonem. Klepię go pod szyją, a on z zadowoleniem unosi głowę, bo właśnie tam lubi być klepany najbardziej.

- Nie ma jej - skarżę się mu szeptem. - Kazałem jej odejść. I odeszła.

I ja i mój amstaff wiemy że miałem na myśli tą, która tak jak my wolała patrzeć w gwiazdy i gonić wiatr, niż oglądać telewizję. Ocieram wierzchem dłoni łzy i w zadumie drapię za uchem przyjaciela.

***

Rano ubieram się powoli. Zauważam, że nogi mi zeszczuplały. Niedługo będą wyglądać jakbym miał anemię. Zanikną mięśnie, zostaną kości powleczone skórą. Jest mi przykro za każdym razem gdy na nie patrzę. Paulina mówi, żebym poszukał w tym co się stało dobrej strony. Jedyna jaką widzę, to ta, że gdyby mnie teraz upierdolił rekin w nogę, to by mnie nie bolało.

Lubię mój nowy pokój. Kiedyś należał do babci Marysi, matki mojego ojca. Przenieśli tu moje rzeczy, bo po schodach nikomu nie uśmiechało się mnie nosić. Ojciec zrobił mi też podjazd do drzwi wejściowych, żebym mógł samodzielnie opuszczać dom.

Mamie nie podoba się, że często przesiaduję w garażu z chłopakami przy piwie. Ma rację, ale ja wciąż nie wiem co ze sobą zrobić. Została mi kupa lat do przeżycia, ale czuję się strasznie wybrakowany. Nie umiem przeskoczyć paraliżu nóg.

Łatwo się teraz denerwuję i jestem co raz bardziej złośliwy i marudny. Mama mówi, że wręcz bezduszny i bezczelny. Wcześniej marudziła, "że to na pewno przez tamtą dziewczynę i że to ona mnie tak zmieniła". Miała na myśli oczywiście Martę. Teraz już o niej nie mówi, a na pewno nie w mojej obecności. Zrozumiała, że obrażanie Marty działa na mnie jak czerwona płachta na byka.

W naszym domu często pojawia się ostatnio Magda z Majką. Z Magdą nie rozmawiam za wiele. Wciąż ma do mnie żal, że powiedziałam mojej matce wszystko w tak okropny sposób. Nie wiele mnie interesuje Magda. Nie życzę jej źle, ale jakby zaginęła, to bym się nie przejął.

Rodzice często się kłócą, ale nie mieszam się w ich sprawy. Czasem w nocy słyszę ich podniesione głosy. Czasem widzę jak mama płacze, ale nie mówi nigdy co konkretnie się stało. Magdę znosi, traktuje ją z rezerwą i nigdy nie atakuje jej wprost. Myślę, że matce ciężko ją tolerować i to główna przyczyna kłótni rodziców. No cóż, sama naciskała na ojca żeby wziął odpowiedzialność za swoje dziecko. Dałbym sobie rękę uciąć że miała na myśli, że ojciec powinien spróbować odebrać Majkę Magdzie. Ale ojciec miał własną wizję ojcostwa.

Maja wciąż jest moim oczkiem w głowie. Wożę ją i Oliwię na kolanach w wózku po podwórzu i ganiamy się z Kazkiem. Dziewczynki przynoszą czasem patyki, żebym je rzucał Kazkowi. Kazimierz zawsze chętnie aportuje, ale nie zawsze chce mu się odnosić fanty. Czasem woli je "zagryzać". Wtedy dziewczynki mówią mu że ma tak nie robić, a on pozwala im się besztać przeżuwając w spokoju drewno. Fantów nigdy mu nie zabierają, bo im nie pozwalam. Kaziu by nie pogryzł dziewczynek, ale lubi skakać, łapać z powrotem swoje patyki paszczą i przeciągać, więc mógłby którąś podrapać.

To są chwile gdy jestem naprawdę szczęśliwy i zapominam o swoich ograniczeniach. Zdarza się, że dołącza do nas moja siostra. Z Pauliną gramy w piłkę. Wygląda to mniej więcej tak - podaj szybko do byle kogo, żeby tylko Kazek nie przechwycił i nie zżarł. Dzieciom nigdy nie zabiera niczego agresywnie. Gania je tylko ze zniecierpliwieniem albo wykrada fanty podstępem. A na końcu i tak rozszarpuje każdą piłkę. Kazek lubi mordować piłki i patyki. Taki ma psiak fetysz.  

- Rafał! - dobiega mnie krzyk ojca. - Wyjdź, Błażej przyjechał!

- Idę! - odpowiadam równie głośno.

Wyjeżdżam z pokoju i pakuję się do kuchni. Mama zrobiła nam omlety. Błażej już swój konsumował. Przybiliśmy zwyczajowe piątki i wymieniliśmy się zwykłym cześć. Przy mojej mamie nie wyzywaliśmy się od żadnych chujasów, pedałów i cipek. Respekt z dzieciństwa.

Po chwili wszedł też tata. Cmoknął mamę w policzek. Nie odsunęła się tylko dlatego, że mieliśmy gościa. Posłała jednak ojcu gniewne spojrzenie.

- Marysiu, gdzie są moje spodnie moro? Te które kupiliśmy na militariach w Nowej Dębie.
     
- Są na suszarce na balkonie. Powinny być już suche – odpowiedziała i wyszła.

Pewnie poszła się jeszcze położyć, bo wstała tylko po to, żeby zrobić nam śniadanie. Do pracy chodziła na dziesiątą, a nie było jeszcze nawet szóstej. Kawę i omlety robiła przepyszne. Zawsze miała do tego jakieś świeże owoce. Lubiła o nas dbać.

Gruby w końcu sam nabił sęków Damianowi - naszemu ostatniemu pracodawcy, i dostaliśmy swoje wypłaty. Od razu się zwolnił i zatrudnił u mojego ojca. Za mniejsze pieniądze, ale mój tata nigdy nie zalegał z wypłatami, ani nie miał nie wiadomo jakich wymagań dla swoich pracowników. Jeśli pracowałeś dobrze, nigdy się nie czepiał. Gruby był zadowolony. Poza tym jako kierowca zarabiał więcej, a do tego często łapał się na dobre darmowe śniadanie u nas w domu. W końcu był moim kolegą od najmłodszych, a nasi ojcowie byli dobrymi kolegami.

Mój życiowy szlak skrzyżował się z Błażejem dawno temu. Kiedyś, jeszcze w podstawówce, odbił mi dziewczynę. Moją pierwszą wielką miłość. Miała na imię Natalia, nosiła okulary z okrągłymi szkłami, włosy miała zawsze ułożone w dwa czarne warkoczyki, nos okraszony piegami i kradła mi kanapki. Kiedyś spróbowałem dać jej je dobrowolnie. Upierała się, że nie jest głodna i ma swoje. Nigdy nie miała, ale nie ośmieliłem się jej tego wytknąć. Podbierała też ze szkoły zabawki. Wiedziałem, ale milczałem i jak rycerz strzegłem jej tajemnic. Nosiłem jej plecak, czasem dawałem jakieś bukieciki z polnych kwiatów, a ona rysowała mi laurki z serduszkami. Po szkole chodziliśmy za rękę i wszyscy nam zazdrościli. Kiedyś w łazience dała mi nawet całusa w usta.  

Niestety, miłość moja i Natalki została poddana ciężkiej próbie i próby tej nie przetrwała. Tą próbą była nowiutka Motorola Grubego. Kolorowa i z aparatem, a do tego opcja kręcenia filmów. W całej szkole nikt nie miał takiego cudeńka. To było naprawdę coś w czasach szpanu czarno-białymi Nokiami i grą w węża. Przegrałem z kretesem. Moje dziecięce serduszko było złamane, bo Natalka została dziewczyną Błażeja. Byłem tak wściekły, że od tamtej pory rywalizowałem z nim we wszystkim, a moim hobby stało się odbijanie mu dziewczyn i podbieranie tych, które mu się podobały. Dopiero po szkole średniej odpuściłem, bo przypomniałem sobie dlaczego to robiłem. Nim się obejrzałem gniew zniknął, a my z wrogów staliśmy się kumplami. I tak już zostało.

-------------------
Cześć Kochani <3

Scenę spotkania Marty i Rafikiego mam tylko w połowie napisaną i mam zastój weny Pojawi się, ale musicie dać mi troszkę czasu   

Dziękuję za łapki, słowa wsparcia i komentarze <3 buziaki dla Was

2 409 czyt.
100%2110
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2483 słów i 13383 znaków, zaktualizowała 4 mar 2018.

10 komentarze

 
  • Lidia

    Lidia 17 kwi 2018 ip:188146128

    Byś mogła coś dodać wreszcie!

  • ansik

    ansik 4 kwi 2018

    Czekam na ciąg dalszy.  Mam nadzieję że niedługo dostaniesz weny i może jakiś maraton się pojawi.

  • Osóbka

    Osóbka 25 mar 2018 ip:194150251

    Trochę szkoda mi Rafała. Czekam na dalszy ciąg

  • Olciaa

    Olciaa 1 mar 2018

    Kiedy cos nowego ^^

  • Mysza

    Mysza 23 lut 2018 ip:94254241

    Niech pieprzy ją dalej. Dobrze mu tak. Niech sobie cierpi bo jest zwykłym dzieciakiem. Nie dorósł. Do diabła z nim. Czekam na moją Martusie  

  • AnonimS

    AnonimS 23 lut 2018

    Zastuj? Powinno być zastój.   Fajne wspomnienia z młodszych lat. Rafał psychicznie się nie zmienił, nadal traktuje laski instrumentalnie. Na plus zaliczam mu że się nad sobą nie użala i nie myśli np o samobójstwie. Kolejny dobry odcinek.

  • kryczka17

    kryczka17 23 lut 2018

    Nie mogę się doczekać aż sie spotkają .Myślę że wtedy dowie się o dziecku. Szybkiego przepływu weny kochana !

  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem 22 lut 2018

    Po tym rozdziale zrobiło mi się żal Rafała ale rozdział jak zawsze cudo  

  • KatiaZula

    KatiaZula 22 lut 2018

    duuuuużo weny, kochana Ci życzę no i oczywiście nie mogę się doczekać tego spotkania ale Rafałka i tak mi troszkę szkoda, ale tylko troszkę

  • Fanka

    Fanka 22 lut 2018

    I co tu by napisać Zycze Ci Kochana weny i czekam na kolejną część