Klątwy i uroki od zaraz - 10

Piątek 26 maja
***Marta***

Na czole miałam wielki opuchnięty fioletowy siniar. Wyglądało to mniej więcej jakby zaraz miał mi się stamtąd wykluć ogromny róg. Gdyby Niebieskooki trafił mnie trochę niżej, pewnie złamałby mi łuk brwiowy tak jak Wojtkowi. Najchętniej poszłabym teraz do niego i kopnęłabym go w dupę. Dosłownie, nie w przenośni.

Wsunęłam między nagrzane do dwustu stopni Celsjusza skrzydełka prostownicy kolejne pasmo rudych włosów i przeciągnęłam do samego dołu.

- Staruszka, on jest świrem - zaczęła znowu swoje Ania.

- Wiem, dlatego tak mnie do niego ciągnie. Nie łatwo znaleźć kogoś równie popierdolonego jak ja sama - oświadczyłam.

- Nie, on nie jest równie popierdolony jak ty. Powinnyśmy rzucić w niego krzyżem i zobaczyć co się stanie. Albo wynająć egzorcystę. A ty jak się z nim spotkasz, to weź chociaż główkę czosnku do torebki. Ponoć odstrasza złe duchy i wampiry - doradziła przyjaciółka.

- Nie skreślę go tak po prostu. Chcę zostać jego żoną. Jedna taka akcja nie świadczy jeszcze, że jest psycholem. Każdy ma czasem odpały.

- Daj, ułożę ci grzywkę i utrwalę lakierem. Nie powinno być widać, że chciano cię zamordować - burknęła.

- Nie zrobił tego specjalnie - mruknęłam.

- Gdzie ty dałnico masz oczy!? Nie widziałaś jak on się w ogóle zachowywał? Jak kurwa rozjuszony niedźwiedź w lesie!

- Nie krzycz małpo - upominam ją.

- A ty się nie wierć teraz, bo muszę to spryskać. Lepiej zamknij oczy na chwilę.

Aneczka krótkimi pryśnięciami lakieru do włosów utrwaliła mi grzywę przesłaniającą większe pół czoła i oko.

- Muszę pogadać dziś z tym rozjuszonym niedźwiedziem. Piotrek ci mówił, skąd się tam wziął Rafał? Może znowu ktoś życzliwy naopowiadał mu bzdur... - zgadywałam.

- Pewnie, że mi mówił. A ty masz pało szlaban na alkohol - pogroziła mi palcem.

- Odechciało mi się alkoholu. Mów mnie tę tajemnicę, skąd do cholery wziął się tam Rafał?

- Zrobili sobie wszyscy wolne, bo ich szef im wisi kupę kasy - wyjawiła.

- To pewnie był już wpieniony jak przyszedł - skrzywiłam się.

- Kurwa, przejrzyj na oczy, dałnico! Przestań go wreszcie usprawiedliwiać - zirytowała się.

- Nie usprawiedliwiam, tylko próbuję zrozumieć. Kocham go nie każe mu spierdalać, bo podwinęła mu się noga... - burknęłam.

- A rób co chcesz, ale obiecuję ci, ze jak to się powtórzy, to nawet smarki z niego nie zostaną! - oznajmiła z pasją.

Wczoraj od samego rana rzygałam jak kot. Mama Gołębicy zawiozła mnie na pogotowie, bo się bały, że mogę mieć wstrząs mózgu. Na szczęście nie miałam. To było zwykłe zatrucie alkoholowe. Dostałam kroplówkę i byłam wolna. Znałam też powód owego zatrucia. Strzyga Wojtasa postawiła mi Ance po drinku, gdy byłyśmy już porobione. Do mojego zapewne włożyła klątwę, a ja naiwna oślica to łyknęłam. Ohyda. Powinnam była najpierw zapytać Wojtka, gdzie i po ile kupił tę całą Wiktorię, a dopiero później ewentualnie coś od niej brać. Fuj.

Rafał wczoraj pisał i dzwonił cały dzień, ale byłam konająca. Czułam się wstrętnie i miałam wrednie na żołądku. Zero siły na jakąkolwiek rozmowę. Nawet gdyby przyszedł do mnie sam Bóg, kazałabym mu przyjść kiedy indziej.  

Dziś nie było dużo lepiej. Wciąż czułam się jakby coś mnie zeżarło i wypluło. Nigdy więcej pieprzonego alkoholu. Zwłaszcza tego darmowego, od strzygi Wojtasa.  

Mama Ani podrzuciła mnie do pracy. Po niecałej godzinie oczywiście zjawił się mój rozjuszony niedźwiedź.

- Cześć Kochanie - podszedł bliżej przywitać się. Lustrował mnie uważnym spojrzeniem.

- Cześć Rafał - odparłam beznamiętnie.

Ubierałam mały bukiet czerwonych róż w czarną wstążkę. W czarną, bo najdalej za kilka godzin kwiaty miały spocząć na czyimś grobie.

Niebieskooki stanął za placami kobiety, dla której szykowałam bukiet. Popatrzyła na niego przez ramię, wytrzeszczyła oczyska jak srający wilk i odruchowo odsunęła się od niego. Z oklepanym ryjkiem wyglądał jak zadziorny menel. Podałam babie róże, wzięłam hajsy i odprowadziłam ją wzrokiem, aż zamknęła za sobą drzwi.

- Słucham pana - zwróciłam się do Niebieskookiego.

Nachylił się do mnie nad ladą. Jego duże dłonie podniosły na chwilę mój hełm z włosów i lakieru.

- Bardzo boli? - zapytał.

- Nie, swędzi i prosi o więcej - burknęłam.

- Gdzie byłaś wczoraj cały dzień i całą noc? - zaatakował.

Ale nie ze mną te numery i to nie ja się powinnam teraz tłumaczyć. Nie ma takiego bicia, żebym mu pozwoliła odwrócić kota ogonem.

- U Wojtka, zrobiliśmy sobie trójkącik z jego strzygą. A dlaczego ty zachowałeś się ostatnio jak rozsierdzony wilkołak?

Do kwiaciarni weszły dwie kobiety i młoda dziewczyna, najprawdopodobniej córka jednej z nich. Jak zwykle nie w porę. Rafał przewrócił oczami i pokręcił głową.

- Weź je wygoń - szepnął cicho.

Pokręciłam głową.

- Robimy dziś ognisko w Piasecznie. Pójdziesz ze mną? Porozmawiamy na spokojnie, jeśli nie będziesz chciała zostać, to cię odwiozę do domu. Zgódź się, proszę - ładnie się produkował.

Położył swoje łapki na moich i miział mnie palcami.

- O osiemnastej mam przegląd podwozia - zakomunikowałam.

- Nie szkodzi. Przyjadę po ciebie jak tylko wrócisz od ginekologa - nie poddawał się.

- Więc okej - zgodziłam się.

Miałam ochotę jeszcze go pomaglować, ale nie chciałam, żeby klientki musiały czekać, bo właśnie stanęły za plecami Rafała.

- Czekam na telefon, kocham cię - pożegnał się krótko i wyszedł.

Pracy miałam dziś nielitosiernie dużo, bo klientów nawaliło jak grzybów po deszczu. Zebrałam też osiem zamówień na duże białe wiązanki i wieńce z nadrukami na wstążkach. Biel oznaczała, że niechybnie stracił życie ktoś młody i kwiaty były od szkolnych kolegów i przyjaciół. Moja upierdliwa ciotka Kamila i szefowa w jednym, chodziła zadowolona jak wszyscy diabli, bo wiadomo więcej kasy. Mnie to przygnębiło.  

Nigdy nie umarł mi nikt szalenie bliski, więc czasami zastanawiałam się, czy to naprawdę boli tak bardzo jak się mówi. To było jedno z nielicznych pytań, na które nigdy nie chciałam poznać odpowiedzi.

Po ośmiogodzinnej pracy poszłam zjeść na szybko kebab i do domku. Porządnie się wymyłam, zrobiłam delikatny makijaż na ognisko i poszłam do ginekologa. Czekałam prawię godzinę, bo doktor się spóźniła. Było to irytujące, bo płacąc za wizytę wolałabym tyle nie czekać.

W gabinecie wyjaśniłam kobiecie, że od dłuższego czasu przy każdym wysiłku odczuwam silny ból w dole brzucha po lewej stronie. Kobiety w mojej rodzinie miały poważne kłopoty z narządami rodnymi i chciałam się upewnić, czy wszystko mam tam okej.

Pani doktor zaprosiła mnie ładnie do gabinetu i kazała się rozgościć. Wobec tego miałam zapytać gdzie ma cukier i kawę, ale stchórzyłam. Zapytała mnie czy jestem dziewicą, co mnie wewnętrznie rozbawiło. Od kilku lat już nią nie byłam i nie spodziewałam się tego pytania. Później chciała wiedzieć kiedy miałam ostatni okres i czy mam regularne miesiączkowanie. Zapytała mnie czy jestem w ciąży, czy byłam kiedykolwiek w ciąży oraz czy miałam wcześniej jakiekolwiek problemy ginekologiczne.

Później powiedziała, że USG o które proszę można zrobić na dwa sposoby. Z zewnątrz i wewnątrz, przy czym zewnętrzne preferuje się u dziewic i jest mniej dokładne. Zapytała czy nie mam nic przeciwko, żeby zrobić to wewnętrzne i poprosiła mnie, żebym się rozebrała od pasa w dół.  

Doktor rozłożyła jednorazowy ręcznik i poprosiła, żebym się położyła na plecach na medycznym łóżku. Później uniosła cienkie pseudo dildo z kablem, naciągnęła na nie kondoma, a na główkę nałożyła żel. Ubrała rękawiczki i ostrzegła, że na początku poczuję nieprzyjemne zimno. Poprosiła, żebym podciągnęła nogi i wsadziła mi do szparki to ustrojstwo w kondomie. Nie było tak źle, jak się obawiałam patrząc na jej poczynania. Poczułam tylko lekki dyskomfort i zero bólu. Kurwen, ale ulga.

Pani ginekolog powiedziała, że mam bardzo ładną, szeroką i zdrową pochwę. A później dojebała takie pytanie, że jakbym miała na stopach buty, to by mi spadły.

- Czy pani jest świadoma, że jest pani w ciąży?

- Pani żartuje? - dopytałam z walącym serduchem. Cała aż się spociłam.

Kobieta uśmiechnęła się.

- Nie, pani Marto. Ten punkcik podobny do fasolki, o tutaj, to piękny rozwijający się płód.

- Jestem w ciąży!? - powiedziałam do siebie.

Serce waliło mi jak popierdolone, a w głowie ukazał się szereg obrazów arcy szczęśliwego Rafała, który bierze mnie na ręce i kręci mną ze szczęścia. Mózg jak zwykle był na nie. Jak sobie poradzisz z dzieckiem? Nie masz przed sobą żadnej przyszłości! Będziesz na łasce i niełasce Rafała! Koniec sielanki!

- Tak, jest pani w ciąży, to przełom trzeciego czwartego tygodnia. Bardzo pani gratuluję. Teraz obejrzymy jajniki... - gderała miła pani doktor, ale co mnie kurwa mogły obchodzić teraz jakieś jajniki!?

Co ja powiem Rafałowi? Tak wcześnie dziecko? Kurwa, ja będę mamą! Ja jebię, będę miała dzidziusia! I własną rodzinę, a jak dziecko się wda w Rafała, to zwariuję i zamkną mnie w psychiatryku. Sielanka, że nie ma co. Hosanna, kurwen!

-...obie szyjki są gładziutkie, jajniki bez jakichkolwiek zmian, narośli czy guzów. Nie ma pani najmniejszych powodów do obaw. Zaraz wydrukuję pani zdjęcia, żeby pani mogła zobaczyć jakie piękne ma pani wnętrze. Może się pani ubierać, za chwilę będą wyniki - paplała miła pani doktor.

Zapłaciłam stówę w recepcji i wyszłam na świeże powietrze. I co teraz? Napisał do Rafała, żeby już po mnie wyjeżdżał i na nogach jak z waty poszłam do domu. Walnęłam się na wyrko i próbowałam się opanować patrząc na małą fasolę na zdjęciu.  

Jak ja to powiem Rafałowi? Obracałam pierścionek zaręczynowy na palcu nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nie czułam się gotowa na bycie mamą, ale jakaś część mnie piała z zachwytu. Serce. Tak, zdecydowanie moje serce emitowało przyjemnym ciepłem. Rozanielone już kochało na dobre i złe fasolkę w moim brzuszku.

O dwudziestej byłam zła, bo Rafał nie przyjeżdżał, nie odpisywał i nie odbierał gównianego telefonu. Pół godziny później byłam wręcz wkurwiona. Wystawił mnie.
Jebany gnojek!!! Nic mu nie wybaczę i nie powiem! Jak jest pijany, to mu dziś nogi z dupy powyrywam, urwę jaja po samej szyji, a jego ścierwo rzucę na żer lisom i krukom! Ugh!!Ja się zamartwiam, a on zamiast pokutować za swoją nikczemność, po prostu mnie wystawił!
__________
Hej Skarby <3  

I jak? Spodziewaliście się tego? :D
Część miała być wczoraj, niestety zapisałam na wattpadzie i wyparowała :(

914 czyt.
100%102
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2057 słów i 11001 znaków, zaktualizowała 13 sty o 19:21

Komentarze (2)

 
  • Mysza

    Mysza 14 stycznia ip:94254243

    Nie no, nie rób z niego takiego dziada, proszę :(

  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem 13 stycznia

    Szok po prostu szok Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i reakcji Rafała