Klątwy i uroki od zaraz - 08

Środa 24 maj

***Marta***

Wczoraj nie udało mi się spotkać z Aneczką, bo gamonicy wypadło coś cholernie ważnego. Jakby wypadł jej dysk z kręgosłupa, to bym zrozumiała, że nie miała czasu się wytłumaczyć. A tak to mogę sobie tylko zgadywać, gdzie to Ptaszysko latało.

Zyg Zag w tygodniu nie miał szalenie wielu gości. Właściwie ja, Ania, jakichś pięciu chłopaków i dwóch starszych facetów stanowiliśmy w tym momencie całą klientelę. Samce pili piwo i z braku laku patrzyli trochę w duży telewizor zawieszony na ścianie, a trochę na mnie i Gołębicę, gdy wypinałyśmy się żeby oddać strzał. Byłam spokojna, opanowana i szczęśliwa. Dzisiaj też gra szła mi świetnie i bile chętnie toczyły się po milutkim zielonym włóknie do łuz, a przynajmniej tak było gdzieś do trzeciego piwa. Później byłam jeszcze bardziej szczęśliwa i ciągle śmieszkowałyśmy z Gołębicą, ale niespecjalnie sprzyjało to grze.

Koło godziny dwudziestej pierwszej zjawił się mój przyjaciel Wojtek. Przyprowadził ze sobą dziewczynę, Wiktorię. Niska, szczupła, z idealnie splecionymi w warkocz czarnymi włosami i niebieskimi oczami. Ubrana była w elegancką brązową w białe groszki bluzkę, czarne spodnie i czarne botki na wysokim obcasie. Dziewczyna była dość milcząca i sprawiała wrażenie znudzonej. Alkoholu nie piła w ogóle, Wojtasowi też zabroniła. Oczywiście czułam ukłucia zazdrości za każdym razem, gdy jej dotykał. Nie przejmowałam się tą zazdrością, bo wiedziałam że wynikała z tego, że przywykłam do zainteresowania mną Wojtka, a teraz on je przeniósł na Wiktorię. Po prostu ignorowałam to uczucie, żadną filozofią nie było że ono zniknie jak tylko stracę przyjaciela z oczu.

Pochwaliłam się zaręczynami. Wojtas najpierw zbladł i zrobił oczy jakbym go kopnęła w jaja, ale szybko się otrząsnął z tego dramatu, pogratulował mi i mocno przytulił. Później śmieszkował i robił za duszę towarzystwa. Wiktoria była zachwycona, Anka rozbawiona i tylko ja znałam go na tyle, żeby wiedzieć, co kryło się pod tą błazenadą. Złamałam mu serce. Wiktoria była tylko jego lekarstwem na wyleczenie się ze mnie, paracetamolem na zbicie gorączki. Biedak był skazany na robienie dobrej miny do złej gry przez calutki wieczór.

Rozegraliśmy w parach dwie partie bilarda i obie wygrałyśmy z Anią. Później usiedliśmy przy stoliku i gadaliśmy o głupotach. Wiktoria skupiała się na Wojtku, a mnie i Gołębicę ignorowała i patrzyła na nas z góry, gdy wcięte popijałyśmy bronki. Wojtas jako rodzynek zgarnął uwagę nas trzech i pewnie trochę się dzięki temu dowartościował.

Wiktori spodobały się te okropne paznokcie Anki i dziewczyny znalazły wspólny język. Ohyda. I paznokcie, i ich wspólny język i cała Wiktoria. Fuj.  

Po kolejnym wypitym przeze mnie piwie Wojtek wyszedł zapalić, a strzyga z warkoczem razem z nim do towarzystwa, bo jakoś mnie się wierzyć nie chciało, że pani poprawna sięgnęłaby po papierosa. My z Anią kupiłyśmy kolejną godzinę gry. Ułożyłam bile na stole, zdjęłam trójkąt i przyjęłam pozycję do rozbicia bil.

- Pogodziłam się z Piotrkiem - dojebała Anka.

- Co? - wydukałam. Miałam wrażenie, że coś źle usłyszałam.

- Wybaczył mi i znowu jesteśmy razem. Rozbijaj - ponagliła.

Znów przyłożyłam się do strzału i tym razem rozbiłam, przy okazji wbiłam jedną całą. W życiu bym się nie spodziewała, że Gołąbki wrócą do siebie, a tym bardziej po mroku rozłąki.

- Ale jak, co i kiedy? - ciągnęłam ważąc decyzję, którą bilę wbić jako kolejną.

- Właściwie to wczoraj. Poszliśmy na pizzę, później zabrał mnie do Rzeszowa do kina i pojechaliśmy do niego. Przegadaliśmy stara całą noc, było dużo łez i seksiku i Piotruś mi wszystko wybaczył.

Ledwie trafiłam w białą bilę i nie wbiłam zupełnie nic. Wyznanie Ani mnie trochę zdekoncentrowało, ale i ucieszyło.

- No tak, faceci dla seksiku zrobią wszystko. Serio tak po pierwszym spotkaniu po takim czasie wróciliście do siebie? - zdziwiłam się.

- No tak, byliśmy najebani, a on mnie bardzo kocha - wzruszyła ramionami.

- A ty? - dociekałam.

- A ja nie wiem czego chcę. Cały rok za nim tęskniłam, często go szpiegowałam i w ogóle chciałam być z nim, ale teraz... - urwała zamyślona.

Wbiła dwie połówki po sobie.

- Ale? - ponagliłam.

Popatrzyła za mnie i pokręciła głową.  

- Później ci powiem - mruknęła.

Wrócił Wojtas ze strzygą i patrzali na naszą grę. Strzyga uwiesiła mu się na ramieniu.

- Ania, nie wypinaj się tak - zażartował Wojtas.

- Nie tak? A jak mam się wypinać? Może tak? - chichrała się.

Wypięła pupę maksymalnie w jego stronę opierając się o stół. Strzeliłam jej porządnego klapsiora, na co przyjaciółka zajęczała i z udawanym podnieceniem poprosiła dysząc o jeszcze.

- Jak chcesz jeszcze, to możemy pójść gdzieś indziej - przemówił wesoło Gołąb.

Nie zauważyłam nawet kiedy podszedł. Ze mną i Wojtasem zbił piątki, przedstawił się Wiktorii, a z Gołębicą przywitał się nieskromnym pocałunkiem.  

- Anka, zaraz go zerżniesz na tym stole, idźcie przynajmniej do toalety - poradziłam w dobrej wierze.

Ania pokazała mi facka, co mnie bardzo rozbawiło.

- Wróciliście do siebie? - zdziwił się Wojtas.

- Serce nie sługa - odparł mu wesoło Piotruś, a później zwrócił się do mnie. - Romeo w delegacji?

- Niestety - westchnęłam z autentycznym żalem.

- Pierścień się podoba? Pomagałem mu wybrać - pochwalił się.

- Mogliście wybrać taki z kamorem na pół ręki i ze dwie diamentowe kolie do kompletu - droczyłam się.

- Jak chcesz duży kamień, to powiedz Romeowi i przytarga ci taki pięciokilowy z tamy jak będzie na rybach. Dokleisz sobie.

- Albo ci cegłę z budowy przywlecze - dojebała Ania.

- Okej, powiem mu. Ciekawe czy mi przyniesie - zgodziłam się chętnie, ba na głupie pomysły zawsze chętnie się łapałam.

Jakby wyczuł, że o nim rozmawiamy, Niebieskooki przysłał mi wiadomość.

Niebieskooki: Kocham cię tylko moja Mała Wiedźmo

Ja: Jak bardzo?

Niebieskooki: Zrobiłbym dla Ciebie wszystko

Ja: To dobrze, bo wyszła głupia sprawa z tym pierścionkiem zaręczynowym...

Niebieskooki: Tylko nie mów, że zgubiłaś!?

Ja: Aż taka roztrzepana to nie jestem

Niebieskooki: Więc o co chodzi?

Ja: No ładny jest i w ogóle, ale każdy mi mówi, że powinien być z dużym kamieniem... No i mnie przekonali, więc teraz musisz mi skołować jeszcze odpowiedni kamień...

Niebieskooki: Ty mówisz to poważnie?

Ja: Tak

Niebieskooki: Niech będzie, pójdziemy razem i kupię Ci jaki będziesz chciała

Ja: Gołąb mówi, że na tamie nad Wisłą są takie ładne, pięciokilowe... Ja tam nie polezę bo błoto, ale Ty i tak tam łazisz, to może wybierzesz mi jakiś kamyczek

Niebieskooki: Umarłem Przywiozę ci ile będziesz chciała

Ja: Yeah! Jeden wystarczy, bierz największy i niech podziwiają żałosne kmioty!



***Rafał***  

Dzień zleciał szybko. Pracowaliśmy dziś prawie od siódmej do dwudziestej i padałem już na pysk. Moja narzeczona poszła się szlajać z Ptaszyskiem, więc planowałem wykąpać się, zjeść coś i pójść spać. Jednak za nim się za to zabrałem zadzwoniła do mnie mama.

- Proszę? - odebrałem.

- Cześć synku, nie przeszkadzam? - zapytała.

- Cześć mamo. Nie, w porządku - przywitałem się,

- Co u ciebie? Jak w pracy? - wypytywała.

- Jestem szczęśliwy i wszystko się układa co raz lepiej. Myślimy z Grubym nad założeniem swojej firmy, ale to jeszcze luźne plany. A w domu jak?

- To wspaniale. W domu Paulinka ciągle się kłóci z mężem. Chyba się rozejdą - westchnęła mama.

- Najwyższa pora, ten kutas nie jest jej wart - stwierdziłem wojowniczo.

- Nie mów tak, dziecko. Oliwia powinna mieć ojca. Pomyśl jaki to wstyd przed ludźmi.

- Może za twoich czasów, mamo. Teraz rozwód jest normalną sprawą - sprostowałem.

- Ty wiesz swoje, ja wiem swoje. Może się jeszcze pogodzą. Janek pytał ostatnio co u ciebie.

- A co mnie to obchodzi? - burknąłem.

- Rafał, to twój ojciec i nie kłam, że cię to nie obchodzi.

- Po tym wszystkim mam go gdzieś. Nie miał prawa mnie tak potraktować - zirytowałem się.

- Rafał, nie chcesz mi czegoś powiedzieć? - zapytała.

- Już cię przeprosiłem, że dałem się wciągnąć w ten chory układ z Magdą i ojcem - mruknąłem.

- Ja nie o tym, synku.

- A o czym? Chodzi ci o to, że Magda u mnie była? - zgadywałem.

- Nie, wiem że była, bo sama ją o to poprosiłam. Maja stale o ciebie pyta i tęskni.

- To o co chodzi? - zaciekawiłem się.

- Wciąż jesteś z tą dziewczyną, prawda? - zapytała.

- Ta dziewczyna ma na imię Marta - znów się zirytowałem.

- Byli u nas dziś rodzice Piotrka - wyznała.  

- No i? - zapytałem, chociaż już się domyśliłem po co tak naprawdę zadzwoniła.

- To prawda, że się zaręczyłeś? - wreszcie wyłożyła kawę na ławę.

- Tak, mamo. Mieliśmy trudne początki, ale teraz jest jak w bajce.

- Synku, przemyśl to jeszcze. Nie chcę żebyś później cierpiał przez nią albo się stoczył.

- Mamuś? - westchnąłem.

- Tak?

- Odpierdol ty się w końcu od niej - warknąłem i zakończyłem rozmowę wkurwiony.

Nie wiem dlaczego, ale skurwysyńsko bolało mnie, że moja mama nie akceptowała Marty. Kochałem mamę i zawsze bym jej pomógł, ale nie potrafiłem nad sobą zapanować, gdy poniżała Małą Wiedźmę. Mama totalnie spierdoliła mi humor.

W hotelu mi się nie poprawiło, bo szef przywiózł nam tylko po dwie stówki zaliczki, a dziś miała być wypłata, którą powinniśmy dostać w ubiegłym miesiącu. Chciałem mu wyjebać, ale Gruby mnie przytrzymał. Wszyscy byliśmy tak wkurwieni, że spakowaliśmy sprzęt, narzędzia i nasze rzeczy do firmowego busa i pojechaliśmy do domu. Byłem maksymalnie wkurwiony i zacząłem z nerwów pić wódkę z chłopakami.

Gdy dojechaliśmy do Tarnobrzega, zatargałem swoje rzeczy do mieszkania i wziąłem szybki prysznic. Zadzwonił Gruby i zapytał czy idę z nim i Tigerem w tango. Zgodziłem się i ugadaliśmy się w Zyg Zaku, bo miałem nadzieję że Marta wciąż tam jest. Byłem pewien że zareaguje jak Kazek i ucieszy się na mój widok, a nie opierdoli że jestem pijany.

***

Przed barem stał Gołąb i palił szluga.

- Siema stary, skąd ty tutaj? - zdziwił się.

- Cześć, Piotruś. Chujnia z pieniędzmi i wróciliśmy wcześniej. Jest tu Mała Wiedźma? - zapytałem od razu.

- Pewnie - oświadczył i weszliśmy do środka.

Ja szedłem pierwszy, Gołąb za mną, bo schody prowadzące w dół były dość wąskie. To co zobaczyłem na dole, wkurwiło mnie jeszcze bardziej i moja kurwica osiągnęła apogeum. Mała Wiedźma pijana i roześmiana siedziała naprzeciwko Wojtasa, a ten chuj głaskał ją po dłoni i nadgarstku. Nie myśląc nawet co robię, podszedłem do nich szybkim krokiem i wydarłem Wojtasa za bety z narożnika. Od razu wyjebałem mu sztukę i padł na glebę. Wtedy rzuciłem się na niego i zacząłem napierdalać pięściami po ryju.

Piotrek próbował mnie odciągnąć, ale to nie dało wiele. To było wszystko co zapamiętałem z tamtego dnia. Gdy obudziłem się rano, nie pamiętałem jak się to wszystko skończyło.  
_____________________
Cześć Kochani!
Pewnie mnie znowu nie lubicie, że zaginałam w akcji i nie było mnie koszmarnie długo, ale ja Was i tak kocham i za Wami tęskniłam   
Jak myślicie, kto dostał bardziej w ciry, Wojtek czy Rafał?

2 komentarze

 
  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem 11 sty 2018

    Kobiety jak Ty tak możesz   przecież zostawiać swoich wiernych czytelników bez rozdziałów to zbrodnia, następnym razem się pilnuj, inaczej znajdę Cię i nie będzie kolorowo   Oczywiście rozdział Cudowny jak zawsze  

  • Wiktor

    Wiktor 11 sty 2018 ip:82160125

    No kto dostał?.  Wojtas.  Rafal jest silniejszy