Kiedy nadejdzie czas... cz.2

Kiedy wyszli z autobusu, miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Rozejrzała się na boki, lustrując wzrokiem ludzi. Każdy był zajęty swoimi sprawami. Jedni szli do szkoły, pracy albo wychodzili ze sklepu obładowani siatkami, drudzy wpatrzeni byli w komórki, a inni zaś dyskutowali ze sobą o czymś zawzięcie, jeszcze ktoś uspokajał dziecko, które płakało głośno, przez co ściągało uwagę na siebie i matkę. Dziewczyna westchnęła sfrustrowana, nie zauważając niczego podejrzanego. Naciągnęła kaptur na głowę, a dłonie schowała do kieszeni kurtki, wsłuchując się w opowieść Lucasa o nowym podboju miłosnym.
Zazwyczaj odór młodych, spoconych ciał w połączeniu ze słodkimi perfumami dziewczyn, a wszystko to połączone z desperacją i chęcią zabłyśnięcia na tle reszty, odtrącały ją od tego miejsca całkowicie. Teraz jednak poczuła dziwną ulgę, gdy przekroczyła próg szkolny. Potrząsnęła głową na boki, pozbywając się głupich myśli, które towarzyszyły jej w drodze. Szła korytarzem, który mogłaby przejść z zamkniętymi oczami, napotykała na bardziej lub mniej znajome twarze, co działało na nią zaskakująco kojąco.
- Faktycznie ze mną gorzej skoro dobrze się tutaj czuję.- burknęła pod nosem, ale słowa wmieszały się w panujący gwar, nim ktokolwiek zdążył je wyłapać.
Siedziała w ostatniej ławce, nie mogąc skupić się w nudnym wykładzie profesora. Nauczyciel historii podczas lekcji był tak pochłonięty swoją paplaniną, że nawet nie dostrzegał tego, że nikt go nie słucha. Cieszyła się, że wybrała z Lucasem miejsce na tyłach klasy, nie musząc udawać zainteresowanej zajęciami, jak robiła większość uczniów.
Podgryzając koniec ołówka, spojrzała na przyjaciela. Był tak zajęty pisaniem SMS-ów pod ławką, że nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Miał nieodgadniony wyraz twarzy, co było nowością dla dziewczyny. Zazwyczaj wystarczyło jedno spojrzenie, a czytała z niego, jak z otwartej książki.
Odwróciła głowę w bok, spoglądając przez okno. Po porannej pogodzie nie było śladu. Na niebie królowała szarość, nie dając możliwości zaistnienia innym kolorom. Sączył delikatny deszcz, uderzając lekko o szyby. Przyłożyła gumkę od ołówka do kącika ust, obserwując wzrokiem kroplę wody, która kierowała się spokojnie w dół. Nie wiedziała dlaczego, ale na jej twarzy pojawił się ledwo zauważalny uśmiech. Przezroczysta łza zatrzymała się w miejscu.
Dziewczyna ściągnęła brwi, przybliżając się trochę do parapetu. Podświadomie czuła, że to nie jest iluzja optyczna, ale dla upewnienia uderzyła lekko palcem w szybę.
Woda nie zmieniła swojego położenia, a co więcej, inne krople zaczęły do niej dołączać. Nie mogła oderwać wzroku od zjawiska, które działo się przed jej oczami.
Szturchała przyjaciela w bark.
- Widzisz? Widzisz to?- szeptała gorączkowo, czując nienaturalne podekscytowanie.
- Widzę.- usłyszała grobowy głos Lucasa.
Nie zwróciła na to uwagi, a opuszkami palców dotknęła wzór, który został nakreślony. Było to zwykłe kółko, przeplatane falowaną linią, na której krople były w ciągłym ruchu, dając wrażenie wijącego się węża. Spojrzała w środek okręgu.
Na ciele pojawiła się gęsia skórka, kiedy patrzyła prosto na postać w płaszczu. Znajdowała się po drugiej stronie ulicy, przy szarym murze sklepu ogrodniczego. Dłonie miał luźno puszczone po bokach ciała. Wpatrywał się w nastolatkę, przeszywając ją pustym wzrokiem. Mijający go ludzie, nie zwracali uwagi na niego. Wydawało się, że dla nich naturalne jest to, że ktoś nie dotykał stopami ziemi.
Przełknęła głośno ślinę. Zamrugała, ale nie zniknął. Choć w sali było dużo osób, a szkołę od budynku, przy którym znajdowała się tajemnicza postać, oddzielało przejście dla pieszych, ruchliwa jezdnia, to nie dodawało jej otuchy. Ten facet, ta kobieta, czy nie wiadomo, co to było, miało w swojej postawie coś, co paraliżowało od samego patrzenia.
Odkąd umarli jej rodzice, magia zniknęła z jej życia, mimo że dziadek próbował ją przemycić w najdrobniejszym obowiązku domowym czy też słowie. Z czasem uświadomił sobie, że to nic nie da, dlatego zaprzestał swoich działań. Nigdy nie wierzyła też w przypadek. Teraz jednak obie te rzeczy napotkały się na siebie, łącząc w mieszankę wybuchową. Uderzyły ze zdwojoną siłą, chcąc silnie udowodnić dziewczynie, że istnieją, że nigdy nie należy w nie wątpić. Totalnie jej się to nie podobało.
- Panno Brook, może się Panna podzieli z nami, co takiego ciekawego jest na zewnątrz, co odciąga Panny uwagę od lekcji.
Upuściła ołówek, podskakując na krześle. Odwróciła się do nauczyciela twarzą, a w żołądku czuła nieprzyjemny skurcz. Mężczyzna stał z założonymi rękami, patrząc na nią zza okrągłych szkieł okularów.
Zerknęła pospiesznie na Lucasa, który pobladł na twarzy, zastanawiając się nad czymś gorączkowo.
- Przepraszam, zamyśliłam się.- uśmiechnęła się krzywo, czując jak dłonie jej drżą, dlatego położyła je płasko na udach.
- Nie o to pytałem, moja droga. Może Twój przyjaciel się pochwali, w takim razie.
Lucas skrzywił się, poprawiając na krześle.
- Niestety, to tajne przez poufne, Panie profesorze.- ułożył usta w podkówkę.
- Właściwie to tajemnica wagi państwowej.- dodała śmiertelnie poważnie, poprawiając się na krześle.
- Skupcie się na lekcji zamiast błaznować.- ostrzegł ich, wracając do zajęć.
Z powrotem spojrzała na szybę, ale tak jak się spodziewała, nie było tam już okręgu ani zamaskowanej postaci. Mimo wszystko, otrząsnęła się, chcąc pozbyć dziwnego uczucia w brzuchu. Skupiła uwagę na sylwetce nauczyciela, który znów wpadł w trans historyczny.
Do końca lekcji Lucas siedział niespokojnie, zerkając raz po raz na zegarek. Przygryzał dolną wargę, pocierał dłonie o uda nerwowo. Kiedy zadzwonił dzwonek, szybko wystrzelił z sali, nawet nie mówiąc przyjaciółce, gdzie mu się tak spieszy. Chciała z nim porozmawiać o tym, co zaszło, jednak wiedziała, że jeśli chłopak się schował, to znajdzie go, jeśli on tego będzie chciał. Wywróciła oczami po czym skierowała się pod kolejne drzwi, gdzie miały odbyć się zajęcia.
Minęły dwie godziny zegarowe, a chłopaka jak nie było widać, tak nie było. Czuła jak ogarnia ją lekkie poddenerwowanie, bo przyjaciel nie odpisał na jej SMS-y ani nie odbierał komórki. Już wcześniej niespodziewanie urywał się z lekcji, ale zawsze odpowiadał na wiadomości bądź zostawiał karteczkę w plecaku. Tym razem nic takie się nie stało.
Podparła głowę na lewej dłoni, niecierpliwiąc się coraz bardziej. Wypuściła głośno powietrze z płuc, sprawdzając ukradkiem po raz setny panel powiadomień. Nadal nic. Zaczęła stukać opuszkami palców o drewniany blat, przygryzając dolną część ust.
Każdy, kto go znał, wiedział, że chłopak miał tendencję do wpadania w kłopoty. Co prawda, nie obejmowało to zatargów z prawem, ale często przychodził do przyjaciółki nocami, tak aby jej dziadek o tym nie wiedział, z rozciętą wargą czy podbitym okiem. Wzdychała wtedy tylko, zajmując się jego obrażeniami. Nie chciała nawet wiedzieć, dlaczego wdał się w kolejną bójkę.
Na myśl od razu przyszło jej kilka sytuacji z dzieciństwa. Jako, że zarówno ona, jak i on, byli jedynakami, a ich rodzice mieli bardzo dobry kontakt ze sobą, oboje spędzali razem mnóstwo czasu. Ilekroć przemycali do domu piłkę, żeby pograć, co było stanowczo zakazane, i nic się nie stało, to wtedy akurat musiało coś pójść nie tak. Dziewczyna od samego początku odradzała ten pomysł, ale chłopak był nieugięty. Bardzo chciał zaprezentować jej nowy trik, którego się nauczył. Uparty był jak stado osłów, dlatego kapitulowała, nie wiedząc wtedy jeszcze, co to jest męska duma. Zadowolony, przymierzał się do odbicia, ale piłka tak fortunnie mu poleciała, że zrzucił ulubione figurki mamy dziewczynki. Pamiętała, jak zmieniał kolory na twarzy i prawie płakał, błagając na kolanach, żeby szli w zaparte, że nie wiedzą, jak to się stało. Zgodziła się przez co musiała dwa tygodnie zmywać naczynia po obiedzie, a on dwa razy dziennie wychodzić z psem na spacer.
Innym razem, kiedy trochę podrośli, Lucas przechodził okres fascynacji ciałem dziewczęcym. Dobrze wiedział, jak podejść młodszą koleżankę, aby zrobiła to, o co ją prosił. Oczywiście, całkowicie znany był mu fakt, że największą słabością dziewczyny były wtedy słodkości, co wykorzystywał perfidnie. Zawsze, kiedy tylko w pobliżu nie było nadzoru, uruchamiał magiczną kieszeń, w której zawsze kryły się jakieś dobroci. Kiedy była zajęta batonikiem, który dostała, chłopak z łatwością mógł podwinąć jej sukienkę, żeby chociaż przez ułamek sekundy zobaczyć, co skrywa się pod zwiewnym materiałem. Dziewczyna dała się nabrać na tę sztuczkę kilka razy, ale później wycwaniła się. Gdy tylko dostała słodkie, siadała na udach, a na sukieneczce trzymała wolną dłoń, aby nie mógł jej ruszyć. Uświadamiając sobie, że jego strategia zawiodła, odpuścił na kilka dni. Potem jednak i on się wycwanił.
Poczęstował przyjaciółkę, ale widząc jej nieufną minę, położył batona na trawniku i zrobił krok w tył. Stał w miejscu, a dziewczynka w końcu kucnęła, przybierając tą samą pozę, co zawsze. Usadowił się obok niej, nic nie mówiąc. Otwarła batona i skierowała w jego kierunku. Ułamał kawałek i trzymał w dłoni. Ona zajęła się swoim jedzeniem, a chłopak niespodziewanie dał jej buziaka w policzek. Otworzyła szeroko oczy, zdziwiona tym, co zrobił. On jednak siedział uśmiechnięty szeroko. Odwrócili się w tej samej sekundzie, słysząc wrzask taty dziewczyny. Spojrzała na Lucasa, ale jego już nie było. Uciekał w kierunku bramy, a Brook pierwszy raz w życiu, i ostatni, widziała żeby ktoś tak szybko zwiewał.
Uśmiechnęła się na te wspomnienia, a na chwilę zapomniała o swoich obawach.
Nagle krzywiła się, prostując gwałtownie na krześle. Coś było nie tak. Nieprzyjemne mrowienie rozeszło się po jej plecach. Rozejrzała się, ale nikt nie zwracał na nią uwagi, mimo to, czuła na sobie czyjś wzrok. Palący, uporczywy, niepokojący. Potarła spoconymi dłońmi ramiona, a usta odruchowo ułożyła w prostą linię. Wciągnęła gwałtownie powietrze nosem po czym wypuściła je cicho przez lekko rozwarte usta. Skierowała twarz w dół, patrząc na swoje uda. Otrząsnęła się, jakby chcąc przez to uciec przed niechcianym spojrzeniem po czym zamknęła oczy.
Powoli jej ciało otulał chłód. Brook się wydawało, że skórę jej nakuwają niewidzialne igły. Najpierw delikatnie, prawie nieodczuwalnie, stopniowo przybierając na sile. Uniosła głowę, ale obraz zaczął jej się rozmywać, tracić kolory. Wszystko zlewało się w jednolitą plamę, a dziewczyna przestała dostrzegać to, co dzieje się dookoła. Poczuła jak panika narasta w niej, a w gardle ma gulę. Opuściła ją bezwładnie ponownie w dół. Nie mogła wykrztusić z siebie słowa, chociaż bardzo starała się to zrobić. Czuła się tak, jakby ktoś wyłączył u niej opcję władania nad własnym ciałem, kontrolując to, co robi, za pomocą niewidzialnego pilota.
- Ej, wszystko w porządku?- usłyszała jak przez bańkę.
Próbowała odwrócić głowę, ale nie udało jej się. Była ciężka. Ważyła tonę, a może nawet i więcej. Poruszała ustami, ale żadne słowo z nich nie wypadło. Czuła się jak w amoku. Jakby śniła na jawie.
W głowie słyszała cichy głosik. Delikatny, zdecydowany, ale dziwnie kojący dla jej duszy. Powtarzał w kółko.
  
Znalazłem Cię.

Odrzuciło ją na oparcie krzesła. W jednym momencie wzrok jej się wyostrzył, a sama dziewczyna zaciągnęła się mocno powietrzem, jakby odcięli ją od tlenu na długie minuty. Patrzyła na dłonie, który były w ciągłym ruchu. Nie wiedziała, co się stało. Cała drgała. Rozejrzała się ponownie po klasie, ale nikt nie zwrócił na nią uwagi.
Spojrzała przerażonym wzrokiem na przyjaciela, który pojawił się nagle, kiedy była w dziwnym stanie między rzeczywistością, a snem.
- Co się stało?- wyszeptał, nie ukrywając zaniepokojenia. Przeczesał dłonią grzywkę, wypuszczając głośno powietrze z płuc.
- Nie wiem, cholera, nie mam bladego pojęcia, Lucas.- odszeptała bezradnie, dławiąc się łzami.
Nie wiedziała, co o tym myśleć. Patrzyła nieporadnie na przyjaciela, który nie był w lepszym stanie od niej.
-------------------------------------------------------------
Heeejoski xd
Tak, witam serdecznie po miesięcznej nieobecność xd
Znowu...
Ale tak jak mówiłam,  
nie kończę z pisaniem, ale też nie obiecuję tej, no, ooo... systematyczności w częściach xD
Piszę kiedy mam ochotę, wenę, pomysł...
I powiem Wam od serducha, że naprawdę odpręża to i robi się to z przyjemnością ^^
Jest ten dreszczyk emocji, lekkie podekscytowanie, niepewność,  
jak się przyjmie... ^^
Tak więc u mnie działo się naprawdę duuużo,  
ale nie będę przynudzać, bo to bez sensu, prawda? xD
Nakreślę w skrócie, że było wesoło, jak smutno,  
wzloty i upadki, uśmiechy i łzy xD
Tak, tak, poetycko, wiem xD
Jeśli ktoś będzie się chciał dowiedzieć czegoś czy po prostu pogadać,  
to napisze do mnie osobiście, co nie? xD
Nick do snapa podaję, chociaż pod poprzednimi częściami też jest:

pisareczkaa13

I do pozostałych chyba Wam nie potrzeba xd
Myślę, że opłacało się czekać na część,  
bo mnie to w zasadzie się podoba, ale to tylko moja opinia xd
Zostawiam do Waszej oceny, ale mam cichą nadzieję, że nie wyszłam bardzo z wprawy xd
Także do zobaczenia... Nie wiem kiedy, ale na pewno się jeszcze pojawię nie raz :D
Pozdrawiam//
Lucy15

Lucy15

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użyła 2565 słów i 14095 znaków, zaktualizowała 7 lut 2018.

3 komentarze

 
  • Malawasaczka03

    Nice, jest co poczytać  :jupi:

  • Lucy15

    @Malawasaczka03 Dziękuję ^^

  • Fanka

    :bravo: Genialne ! Nic dodać nic ująć !  :bravo:

  • Lucy15

    @Fanka A dziękuję, dziękuję ^^

  • Fanka

    @Lucy15  :kiss:

  • AlexAthame

    Lucy moja przyjaciółko. Nie dlatego, że cie lubię. To jest GENIALNE. Nie popsuj tego. Umiesz świetnie opisać emocje.  :bravo:  :yahoo:

  • Lucy15

    @AlexAthame A dziękuję, staram się ^^