Jasna ciemność cz 6

Teraz oddział sześciu ludzi z Promykiam na czele zbliżał się do stanowiska strażników, wojska Wu. Guang miała jeszcze większą przewagę. Widziała tak samo dobrze ich ciała energetyczne, a oni nie widzieli prawie nic z powodu ciemności nocy. Nie było widać księżyca. Chmury zasłaniały niebo od upalnego dnia. Promyk zlikwidowała jednego ze strażników, bezgośnie. Niestety, jeden z jej ludzi zrobił to w sposób niezbyt doskonały. To co stało się później, było powodem łez Guang mang. Przemknęło jej już kilka razy w okolicy serca odczucie, że może źle zrobiła, porzucając świętą górę. Ale z drugiej strony wiedziała, że tego chciała w głębi ducha.  
     Drugi strażnik padając wydał odgłos, który niestety usłyszano. Wszczęto alarm. Promyk nie czekała dłużej. Przebiegała jak duch, a za ostrzem jej miecza leciały kropelki coraz to innej krwi. Jej przeczucie sprawdziło się.  
Mimo, że pozostała siódemka walczyła dzielnie, wszyscy zginęli. W obozie wroga ostatni zginął sam Wu Czeng. Kiedy zrozumiał co się dzieje, zamierzał uciec. Nie mógł zrozumieć dlaczego jego wierny koń zrzucił go na ziemię. Zanim zginął, zobaczył w odblasku płomieni, błysk miecza i dostrzegł Guang mang w złotej masce. Nim umarł, uwierzył, że podanie o Jasnej Ciemności jest prawdziwe.
     Przez blisko dwie godziny, od kiedy poszli, Xiaoxi stał z mieczem w dłoni, a księżniczka Xue Pian siedziała w kucki, w środku powozu. Usłyszeli szelest.
— Kto tam? — rzekł kapitan.
— To ja, Promyk. Już po wszystkim.
Shan Chung Xiaoxi zapalił pochodnię. On i Xue zobaczyli Promyk. Wygladała strasznie.
— Jesteś ranna? — zapytał kapitan.
— Nie — odrzekła Guang.  
Całą jej postać umazana była krwią zabitych. Włosy, ubranie i miecz pokrywały szkarłatne plamy.
— Inni? — zapytał kapitan.  
— Wszyscy zginęli, walczyli dzielnie.
Xue wybuchnęła płaczem.
— Zginęli przeze mnie — chlipała.
— To nie przez ciebie. Wy jesteście tacy i teraz ja też stałam się taka — rzekła Promyk. Muszę pojechać i umyć się, tu w okolicy czuję rzekę.
— Tak, to dopływ Wei he — rzekł kapitan.
— Mogę pojechać z tobą? — zapytała Xue.
— Nie, chcę być sama. Wrócę nad ranem.
Xue nie nalegała, ponieważ czuła gorycz Guang.  
Promyk pojechała prowadzona przez zmysły. Czuła wodę. Po przejechaniu około trzech kilometrów, dotarła do brzegu. Weszła do wody w ubraniu. Woda zmyła krew i brud. Przez chwilę Promyk zjednoczyła się z wodą. Czuła słodycz. Nagle odczuła, że nie jest sama. Te wibracje miał tylko jeden człowiek. Człowiek, ktory kochał ją bezcieleśnie i którego ona kochała podobnie. Na fali rzeki siedział Shuijing.
— Nie chcesz wrócić, kochanie? — zapytał łagodnie.
— Jeszcze nie, wiesz to co ja.
— Tak, wiem Guang — rzekł cicho i zniknął.
Promyk wyszła z wody. Usiadła na brzegu. Po chwili jej oddech zwolnił rytm i zamarł, a serce wstrzymało bicie. Czuła w pełni rzekę, las, niebo, ziemię, gwiazdy i kosmos. Była wszystkim i niczym. Trwała w tym stanie aż do pierwszej zorzy. Chmury odeszły i słońce zaczęło wspinać się na nieboskłon. Pierwszy skurcz serca, Shuijing, drugi Xue Pian, trzeci Shan Xiaoxi. Zaczęła oddychać....      
     Wraciła do miejsca byłego obozu, lub tego co z niego pozostało. Kapitan drzemał na siedząco przed powozem. Kiedy przyjechała Guang mang, przetarł oczy.
— Nie spałem, czuwałem.
— I nie tylko ty —  powiedziała Xse.
W godzinę później przybyła pomoc.
— Czy Xue Pian jest bezpieczna? — zapytał Lu Senlin.
Smukły młodzieniec o czarnych włosach, patrzył na miejsce napaści.
— Tak panie. Już po wszystkim, ale dobrze, że przybyłeś.
Śnieg wyszła z powozu. Lu przybył z ponad trzystu ludźmi.
— Czy ktoś ocalał z twoich ludzi? — zapytał  Lu, kapitana.
— Nie panie, wszyscy zginęli.
— Kim jest ta kobieta — wskazał na Promyk.
— Gdyby nie ona, nikogo byś tu nie zastał. Wu Czeng miał dziewięćdziesięciu ludzi — dodał kapitan.
— Ona jest niewidoma — rzekł Lu, ze zdziwieniem.
Lu Senlin podszedł do Guang i powiedział.
— Wynagrodzę cię za to co uczyniłaś. Nie pojmuję  jak niewidoma osoba mogła pomóc, ale obsypię cię złotem.
— Nie potrzebuję twojego złota — odrzekła Guang. Bądź tylko dobry dla Śniegu, bo jest wrażliwa jak jej imię. Kochaj ją. Przynajmniej się postaraj kochać ją w małej części jak ja.
Promyk oddaliła się pospiesznie.
Lu nie usłyszał ostatniaj części tego, co powiedziała Guang. Xue patrzyła za nią. W pierwszej chwili chciała powiedzieć Lu wszystko, ale nie mogła. Co mogła zrobić? Schowała swoją miłość do Guang bardzo głęboko w swoim wnętrzu. Po paru godzinach Lu zarządził powrót.
— Mam wielki kłopot z klanem Wang, musimy wracać — odrzekł do  Xue Pian.
— Pożegnam się tylko z Promykiem — poprosiła księżniczka.
—  Dobrze, tylko pospiesz się.
Śnieg nigdzie nie mogła znaleźć Promyka. W końcu udało się jej ja dostrzec. Promyk siedziała na kamieniu w wysokiej trawie i patrzyła w dal, gdzie rozciągało się pasmo gór.
— I to wszystko? — zapytała prawie przez łzy Xue Pian.
— Tak kochanie, to wszystko.
Guang czuła w głębszej części duszy, że ich drogi znowu się zejdą. Gdyby nie miała co do tego przekonania, pewnie by wróciła do mistrza. Cierń ukuł jej serce.
— Mogę cię pocałować? — zapytała Płatek śniegu.  
— Wszystko możesz, ale będzie ci potem trudniej.
— Zobaczymy się jeszcze? — zapytała płacząc Śnieg.
— Jak nie będziesz mogła już żyć z tym wszystkim, zobaczysz mnie.
— Do zobaczenia — rzekła Xue i wskoczyła na konia.
Nie pocałowała jej, a nawet nie objęła. Może zrozumiała, że tak byłoby jej naprawdę ciężej.
    Promyk nie chciała wiedzieć czy zobaczy ją jeszcze, czy nie. Siedziała na kamieniu do wieczora. Wiedziała, że wszyscy odjeżdzają. Czuła się podzielona, ale umiała sobie z tym radzić. To odczucie miała pierwszy raz w życiu. Do tej pory miała ciało, ale żyła i kochała duchowo. Teraz doszo do tego jeszcze coś. Nie utraciła żadnych własności ani tego co nauczyła się przy mistrzu. Teraz kochała Xue i nie tylko kochała, pragnęła ją również. Lecz jej pragnienie miało tylko zarys fizyczny. To co czuła, mogła nazwać tylko pragnieniem całkowitego zespolenia. Postąpiła ze swoją miłością podobnie jak Xue ze swoją. Schowała ją głęboko w swoim sercu. Wiedziała, że ktoś o tym wie. Ten, który odwiedził ją w nocy, nad odnogą rzeki Wei. Usłyszała rżenie konia. Wiedziała i czuła, że ktoś ją szuka. Ktoś komu nie była obojętna. Kapitan zeskoczył z konia.
— Wszyscy odjechali. Pojadę z tobą gdzie chcesz. Lu szykuje się do wojny z klanem Wang. Ja straciłem wszystkich swoich ludzi. Poza tym, nie mam nikogo bliższego, niż ty.  
— Czuję, że masz do mnie uczucie, ale jest jeszcze coś — powiedziała Guang. Trochę się mnie obawiasz, prawda?  
— Widzę, że nic nie ukryje się przed tobą. To pewnie, dzięki darowi, który posiadasz.
— Ponieważ jesteś szczery powiem ci coś.
Opowiedziała mu o tym jak zaprzyjaźniła się z Ciemnością.
— Och, kiedy zobaczyłem cię pierwszy raz sądziłem, że umiesz walczyć, ale nie sądziłem, że jesteś aż tak dobra w sztuce walki.
— Kiedy zobaczyłeś mnie pierwszy raz, zapragnąłeś mojego ciała. Lecz kiedy zobaczyłeś moją twarz bez maski, poczułeś się nieswojo — rzekła Promyk.
— Czy jest coś czego nie wiesz?
— Jest parę rzeczy, ale tylko dlatego, że nie chcę wiedzieć.
Nie powiedziała tego z powodu dumy. Wiedziała, że ma dar i starała się nie wywyższać ponad innych. Teraz zaczęła myślała o czymś.
— Jesteś szczery, sądzę, że umiesz dotrzymać tajemnicy.
— Tak, to prawda. Otrzymałem dobre wykształcenie i było mi głupio wtedy nad wodą.
— Jeszcze to trzymasz?
Ponieważ milczał, dodała.
— Xue Pian jest mi droga.  
— Tak czuję — rzekł kapitan.
Milczeli przez chwilę.
— Gdzie się zatrzymasz? — zapytał.  
— Pokażę ci.
Dojechali do rzeki gdzie spędziła noc po walce.
— Jest tu jakaś grota? — zapytała.
— Poczekaj, poszukam.
Mogła ją znaleźć sama, ale chciała by odjechał na chwilę. Nie było go dłuższą chwilę.
W  końcu usłyszała jak przyjechał.
— Znalazłem grotę, zobacz czy będzie dla ciebie odpowiednia.
— Zaprowadź mnie tam.
Dojechali. Weszła do środka.
— To dobre miejsce, nawet bardzo. Tu się zatrzymam.
— Muszę  już jechać — powiedział kapitan.
— Gdzie ruszasz?
Kapitan chciał być z Guang, ale kiedy usłyszał jej wyznanie, pomyślał, że może będzie lepiej jeśli nie będzie z Promykiem.  
— Pojadę do Lu.
— Do Lu, a to czemu?
— Chcę mieć oko na Xue, gdyby chciała wrócić do ciebie, wiem gdzie jesteś.
— Jesteś bardzo szlachetny.
— Nie robię tego od tak sobie.
Kapitan nieświadomie wyznał jej swoje uczucie.
— Wiem co do mnie czujesz, mimo to nie zapomnę ci tego — rzekła cicho.
Przytulili się jak przyjaciele. Kiedy odjechał, usiadła w miejscu najlepszej energi jaką wyczuła w grocie. Zaczęła myśleć o Shuijing, potem o Xue, a potem o kapitanie. Potem powoli zapadła w pół sen, zwolniała swój oddech i bicie serca. W końcu wszystko w niej ustało.
Stan, który nauczyła się od mistrza, nie był snem. Raczej czymś przeciwnym. Kiedy człowiek śpi, przeważnie nie kontroluje tego o czym śni. Głęboka medytacja, w którą Guang się wprowadzała, łączyła ją z energiami wszechświata.  
                                                                *
     Po całym dniu jazdy, Lu i Xue ze wszystkimi żołnierzami dojechali do jego zamku. Całe jego ziemie szykowały się do wojny z klanem Wang. Mimo to, Lu zajmował się Xue i to bardzo. Wzięli ślub. Pierwsza noc była dla niej katorgą. Nie w sensie fizycznym, raczej duchowym. On wyczuł, że coś jest nie tak, ale nic nie powiedział. Próbowała go pokochać i nawet jej się to udało. Jednak nadal kochała tak samo silnie Guang. Za każdym następnym raz kiedy kochała się z mężem, myślała o Guang i było jej łatwiej. Fizyczne doznania miały dla niej marginesowe znaczenie. Prawie całe jej serce, wypełniała Guang. Ale Xue starała się być dobrą żoną.
                                                                *
     Przyszła wojna. Wiele ludzi zginęło. Szala zwycięstwa przechylała się to w jedną stronę, to w drugą. W końcu Lu odniósł kilka zwycięstw i klan Wang wycofał się na swoje terytorium, nieco osłabiony. Śnieg przybrała na wadzę. Nie dlatego, że przytyła, tylko z powodu treningu. Spodobało jej się uczyć techniki lekkiego miecza. Lu chętnie ją uczył. Był dla niej dobry i starał się być wyrozumiały.  
Kapitan cały czas przebywał na jego zamku. W końcu poprosił o kilka dni wolnego. Cieszył się w duchu, że Xue Pian czuje się dobrze. Lecz głównym powodem wyjazdu była jego miłość do Guang. Nie liczył na nic, po prostu pragnął ją zobaczyć. Wskoczył na konia. Jechał cały dzień. Musiał robić postoje by nie zajechać konia. W końcu pod wieczór dojechał nad rzekę. Znalazł grotę.
      Zaczęła się wiosna. Promyk budziła się z głębokiej medytacji i po kilku dniach wchodziła w następną. Teraz siedziała nad brzegiem. Czuła, że kapitan przyjedzie. Obydwoje ucieszyli się, kiedy znalazł ja nad brzegiem, blisko groty.
— Wygraliście wojne?
— Pytasz, czy wiesz?
— Wiem. Widziałam we śnie.
— Czuję, że coś cię smuci? — wtrącił.
— Nie pytaj, to jeszcze się nie stało.
— Chcesz wiedzieć jak z Xue, czy wiesz?
— Co do Xue, mam pustkę. Chętnie usłyszę jak się miewa.
— Chyba jest szczęśliwa. Uczy się z Lu sztuki miecza. A Lu Senlin stał się bardziej opanowany.
— Och tak, to dobrze. A ty... poznałeś kogoś?  
— Ja?
Kapitan zamilkł.
— Co się stało Shan Xiaoxi? Bo co do ciebie też już nie chcę wiedzieć. Tylko mów szczerze — uśmiechnęła się.
— Ja...
Nie bardzo mu szło.
— No wyrzuć to z siebie, to co leży ci na sercu.
— Ja, nadal kocham ciebie.
— Ach — rzekła, tylko Promyk. Przejdźmy się — dodała po chwili.
Zaczęli iść. Wzięła pod rękę.
— Tak mi lepiej. Myślę czasem, że może lepiej by było być zwykłą, ślepą dziewczyną...Wiesz co Shan, nigdy nie widziałam twojej twarzy, mogę zobaczyć?  
— Tak, jeśli chcesz.
Zatrzymał się. Ona zaczęła dotykać jego twarz palcami.
— Jesteś przystojny. Chyba masz powodzenie u kobiet?
— Tak, ale już ci mówiłem... — powiedział cicho.
— Posłuchaj Shan i ja mam do ciebie uczucie. Ale ja nigdy nie przestanę kochać Xue. Nigdy, nawet jeśli ona zapomni o mnie.
Kapitan milczał.
— Chcesz coś powiedzieć?  
— Tak, ale nie wiem co pomyślisz jak ci powiem.
— Jak mi powiesz, to zrozumiem jak jest — powiedziała ciepło.
— Kocham cię, chociaż rozumiem, że nigdy nie zajmę jej miejsca w twoim sercu. Czy to bardzo głupie, co myślisz?
— Myślę, że to bardzo piękne co powiedziałeś.
— I nie czuję zazdrości o to, że ją pragniesz — wypalił.
Guang nie chciała go wyprowadzać z błędu o jaki rodzaj pragnienia chodzi.
— Nigdy ci nie mówiłam, że tak jest — rzekła tylko.
— Mówię jak czuję. Jesteś jedyną osobą, z którą mogę i chce być zupełnie szczery.
Wracali.
— Nauczyłem się przy tobie wiele.
— Jesteś na pewno głodny. Nazbierałam trochę leśnych owoców, bo wiedziałam, że przyjedziesz. Wiesz, że ja nic nie jem, inaczej bym coś przygotowała.  
— Mam coś ze sobą do jedzenia, ale chętnie zjem jagody i maliny.
Weszli do groty. On zapalił ogień i przygrzał swoją porcje wędzonego mięsa. Siedziała obok kiedy jadł.
— Chodź na deser — powiedziała.
Usiadł przed nią. Zaczęła wkładać mu do ust maliny i wszystko co zerwała. Czuła, że patrzy na nią. Po chwili zdjał jej maskę.
— Czemu to robisz, Shan?  
— Pragnę pocałować twoje usta.
— Wiem co czujesz do mnie i wiem co czujesz teraz w środku. Jeśli mnie pocałujesz, będziesz pragnął więcej — powiedziała cicho. A ja... nie chciałabym, aby było coś jeszcze.  
— Rozumiem — rzekł bez smutku Shan Xiaoxi. Jesteś miłością i dobrocią.
Poczuła, że jego hormony tonizują się i wypełnia go uczucie miłości.  
— Teraz mogę cię pocałować bez pragnienia ciała — rzekł cicho.
Wiedziała, że to prawda. Wtulili się w siebie. To nie był namiętny pocałunek. To było same uczucie. Czyste i szczere. Stali kilka minut bez słów.
— Pobędziesz kilka dni, Shan?  
— Tak, zostanę jeśli zachcesz, Guang.
— Tak zostań, tak będzie dobrze.
Został kilka dni. Spali w nocy obok siebie jak przyjaciele.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 2568 słów i 14711 znaków, zaktualizował 30 sty 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto