Dom cz. 4

- No wychodź cholero jedna – złorzeczyłam pod nosem na gwoździe sterczące ze stelaża ławki. Deski udało mi się usunąć bez problemu, bo były zbutwiałe, natomiast gwoździe trzymały się tak mocno, jakby wbite były wczoraj. Kolejny raz pociągnęłam i ku mojemu zaskoczeniu udało się. Jednak niespodziewany efekt spowodował, że jak ostatnia łamaga klapnęłam na tyłek. Za sobą usłyszałam śmiech.
- Ale jesteś uparta! Myślałem, że odpuścisz skoro się tak mocno trzymają, ale nie. Walczysz do końca – podał mi rękę i pomógł wstać. Jego uśmiech z dnia na dzień stawał mi się bliższy.
- Cześć Jan, długo tu stoisz?
- No tak z dwadzieścia minut. Miałem niezły widok na twoje zmagania, a jaki ubaw z tego. Nie widziałem jeszcze nigdy tak zawziętej kobiety.
- Uznam to za komplement – uśmiechnęłam się, żeby ukryć zażenowanie.
- Ale to jest komplement – zapewnił – jestem pod wrażeniem. Mógłbym ci pomóc, jeśli chcesz.
- Dziękuje, ale chciałabym sama sobie poradzić. Masz heblarkę?
- Mam – uśmiechnął się dumny z siebie.
- To poproszę cię o pomoc, jak tylko naszykuje nowe deski, ok?
- Jasne. Słuchaj, robię dziś grilla, może miałabyś ochotę? Będzie moich paru znajomych, Rafał ze swoją dziewczyną i jego kuzyn Tomek, podobno się znacie – miałam wielką ochotę się zgodzić, ale słysząc o tym ostatnim musiałam odpuścić.
- Mam na dziś zaplanowane tyle zajęć, że raczej nie sądzę. Wiesz, na pewno padnę na twarz wieczorem. Dziękuje jednak.
- No, jakbyś zmieniła zdanie to zapraszam, wiesz gdzie nas znaleźć.
- Jasne, na razie.
Chwilę przyglądałam się jak odchodził. Od mojego powrotu minął już prawie miesiąc i coraz lepiej się tu czułam. Z dnia na dzień coraz bardziej zaczynałam kochać to miejsce mimo wielu złych wspomnień, a może właśnie dzięki nim, choć sama nie do końca to rozumiałam.
Byłam gotowa tu zostać na stałe, pogodzić się z przeszłością i zapuścić korzenie.  Na tę decyzję miał też on wpływ. Znaliśmy się krótko, ale był tak miły, sympatyczny, pomocny i zabawny, że nie potrafiłam utrzymać między nami dystansu. Sama nie szukałam kontaktu, ale każda minuta w jego towarzystwie sprawiała mi wielką przyjemność, choć przecież od lat wmawiałam sobie, że sama będę najszczęśliwsza. Nie bez znaczenia był też jego wygląd. Dwa razy zdarzyło mi się widzieć go bez koszulki, w samych szortach i niestety widok ten wrył mi się w pamięć. Nie byłam panną, która wieczorami marzyła o wielkiej miłości, o mężczyźnie, który ją pokocha jak nikt dotąd i porwie w ramiona. Ale byłam kobietą i miałam swoje potrzeby, pragnęłam coraz bardziej kogoś, kto będzie dla mnie wsparciem, bezpieczeństwem i pocieszeniem. Tęskniłam za uczuciem, które mnie wypełniało wtedy, gdy miałam Jasona. Kiedy niezależnie od tego, co się działo, był. Nie ważne, jaki miałam humor i czy go wyzwałam o bzdurę, po prostu przy mnie był. Myśląc o Janie, wydawało mi się, że on mógłby być kimś takim dla mnie. Ale nie widziałam zainteresowania z jego strony, tylko zwykłą sąsiedzką pomoc.  
Głęboko odetchnęłam i wystawiłam twarz do słońca, chciałam się cieszyć tym co mam, doceniać wszystko co mnie otaczało i nie płakać nad tym czego nie miałam, nie mam i być może nigdy nie będę mieć. Na ogół udawało mi się to, ale zdarzały mi się chwile, w których samotność dawała się we znaki. Żałowałam, że człowiek nie może sam siebie zaprogramować na to, co chce czuć. Byłoby zdecydowanie prościej żyć.
Tego dnia udało mi się wyrwać większość gwoździ, zostały trzy, których nie mogłam ruszyć z miejsca. Odpuściłam i wróciłam do domu. Na szybko coś zjadłam i zadzwoniłam do Martyny. Bardzo rzadko to robiłam, a ona za każdym razem to wypominała. Każda kolejna nasza rozmowa była gorsza. Jakbyśmy w ogóle się nie znały, zajmowały ją inne sprawy niż mnie, już nie było nic, co nas łączyło. Myslałam, że dłużej będziemy przyjaciółkami, dlatego było mi przykro.
- Zuzka, jest coś, o czym powinnaś wiedzieć.
- No to mów.
- Ten facet, który zabił Jasona miał rozprawę – zamilkła, spodziewając się chyba, że coś odpowiem. Nie wiedziałam jednak, co miałabym powiedzieć, więc czekałam na ciąg dalszy – Nieumyślne spowodowanie śmierci, niedługo posiedzi.
- Aha  
- Tylko tyle? Aha? – po głosie wyczułam, że się zdenerwowała.
- A czego się spodziewałaś? Wyrok to wyrok, koniec sprawy.
- Koniec sprawy? Nie poznaje cię, nie wiem co się z tobą stało, ale od powrotu tam jesteś inna. Facet zabił ci ukochanego, a ty mówisz „aha”, jakbym ci mówiła, jaka jest u nas pogoda. Kochałaś go w ogóle?
- Martyna nie pozwalaj sobie – ostrzegłam – nie tobie oceniać moje zachowanie i to, co nas łączyło. Nie mam wpływu na wyrok, nic nie przywróci życia Jasonowi, a to był wypadek, jakich tysiące każdego dnia. Co mam robić?
- Nie wiem.  
- No właśnie, więc robię, co mogę i żyję dalej. Przepraszam cię, ale muszę kończyć. Pa – szybko przerwałam połączenie.
Może miała rację, że za szybko przetrawiłam tę informację. Mogło się wydawać, że pogodziłam się z jego śmiercią i nie rusza mnie to, ale przecież tak nie było. Każdego dnia za nim tęskniłam, co dzień żałowałam, że zdarzył się ten wypadek, ale…. Co to dawało? Żal nic nie zmieni, a życie toczyło się dalej. Nic nie mogłam zrobić, nic.  
Wzięłam długi prysznic, który nieco oczyścił mój umysł. Rozsiadłam się w salonie i kolejny raz powróciłam do książki, niestety jak zwykle nie było mi dane jej dokończyć. Odgłosy grilla dochodziły do mnie wyraźnie, była dopiero osiemnasta, a śmiech, jaki słyszałam nabierał siły. Żałowałam, że mnie tam nie ma, ale moje pierwsze spotkanie z Tomkiem po tylu latach powinno mieć troszkę bardziej intymne warunki. Jakoś nie wyobrażałam sobie naszej rozmowy przy takiej widowni. Chciałam mu wyjaśnić swoje decyzje, ale na spokojnie, najlepiej przy Rafale, który całkowicie mnie rozumiał.  
Odłożyłam książkę i weszłam na górę. Z wahaniem i duszą na ramieniu otworzyłam pokój rodziców, ale nic się nie wydarzyło. Czasami nasze demony rosną w nas do niebotycznych rozmiarów, dlatego pusty pokój mnie zaskoczył. Poczułam się jak idiotka i zabrałam za sprzątanie. Po prawie trzech godzinach pokój był czyściutki, miałam dodatkową sypialnie i lżejszą głowę. Pokonałam kolejny swój strach, więc byłam zadowolona. Zniosłam worki na dół i ustawiłam przy drzwiach wejściowych z zamiarem wyniesienia ich rano. Spojrzałam w okno na plac Jana, nikogo już tam nie było, nareszcie nastała cisza. Już miałam wrócić na górę i położyć się spać, ale moją uwagę przykuł dźwięk, którego nie znałam.  Jakby szurające kroki pod domem, ale jakieś takie dziwne, nieregularne. Wyjrzałam po kolei przez wszystkie okna, ale nic nie zobaczyłam, a dźwięk ucichł. Nie byłam jakaś wyjątkowo strachliwa, ale mimo to czułam niepokój. Wzięłam do ręki latarkę, bo już robiło się ciemno i wyszłam na ganek. Nic dziwnego nie widziałam, ale zeszłam na dół po schodach i wyjrzałam za róg domu. Nadal wszystko wydawało się normalne, skradając się na własnym placu, ze zgaszoną nadal latarką przeszłam na tył domu. Od strony lasu było już naprawdę ciemno, więc snopem światła omiotłam tył domu i las, ale nic nie dostrzegłam. Wyłączyłam latarkę i zaśmiałam się nerwowo sama do siebie. Pewnie jakieś zwierzątko z lasu tu grasowało i tyle. Odwróciłam się i wrzasnęłam na całe gardło. Stał przede mną Tomek.
- Cześć Zuzka, kopę lat – przywitał się, a ja poczułam od niego alkohol.
- Tomek, ale mnie wystraszyłeś.  
- Nie masz się czego bać, to tylko ja. Twój były chłopak, ten którego kiedyś zostawiłaś – zaśmiał się
- Tak. Przepraszam cię, że tak wyszło. Ale wtedy musiałam uciec stąd, nie miałam czasu na zastanawianie się, zostawiłam ci list i….
- I co? List miał załatwić sprawę? Kilka zdań, w których piszesz, że będziesz za mną tęsknić, ale musisz wyjechać, że życzysz mi powodzenia?! – mówił coraz głośniej i żywo gestykulował, przez co odniosłam wrażenie, że nie tylko jest bardzo pijany, ale też nieźle na mnie wkurzony – ale to nie ważne, było minęło. Wróciłaś!
- Wróciłam i chciałabym ci wyjaśnić, co się wtedy stało – uśmiechnęłam się ugodowo mając nadzieję, że to rozładuje napięcie.
- Spokojnie, mamy czas na wyjaśnienia – zbliżył się do mnie i objął ramionami – mamy całą wieczność, żeby nadrobić zaległości – nachylił się, żeby mnie pocałować, na szczęście udało mi się w porę odsunąć.
- Tomek, nie rób tego – poprosiłam próbując rozluźnić jego uścisk, on jednak spojrzał na mnie twardym wzrokiem.
- Będę robił, co będę chciał. Drugi raz mi nie uciekniesz – jedną ręką przyciągnął mnie mocniej do siebie, drugą położył na karku uniemożliwiając ucieczkę – będziesz nareszcie moja.
Poczułam, że jestem w pułapce, nie zatrzymam go, serce waliło mi jak oszalałe, a w uszach słyszałam szum.  
- Przepraszam, chyba przeszkadzam – usłyszałam głos Jana.
- Nie, nie przeszkadzasz – wyrwałam się z ramion Tomka i korzystając z okazji minęłam go stając obok sąsiada – dobrze, że przyszedłeś. Muszę ci pokazać te deski nareszcie – paplałam jak najęta, złapałam Jana za rękę i pociągnęłam w stronę domu.
- Dokończymy tę rozmowę Zuzka – krzyknął za mną Tomek. Nie odwróciłam się jednak, wciągnęłam mojego wybawiciela do domu i zamknęłam za sobą drzwi przekręcając klucz. Na sekundę oparłam o nie czoło chcąc uspokoić oddech.
- Zuza co się dzieje?
- Nic – odwróciłam się w jego stronę – w Tomku ożyły wspomnienia, tylko tyle.
- Aha – przyglądał mi się chwilę – czyli dość dobrze się znacie?
- Kiedyś dobrze się znaliśmy, teraz już nie, poza tym Tomek bardzo się zmienił, napijesz się czegoś?
- Nie, już późno, wpadłem tylko na chwilę.
- Aha – pomyślałam, że chwila to za mało, nie chciałam zostać tu sama, bo bałam się, że Tomek nadal się tu kręci – może jednak? Napiłabym się wina, dotrzymasz mi towarzystwa?
- Niech będzie, ale tylko jedna lampka – uśmiechnął się, ale miałam wrażenie, że jest spięty.
- Ok, tylko jedna – szybko otworzyłam butelkę i rozlałam wino do dwóch lampek. Ręce nieznacznie mi drżały, ale starałam się udawać, że wszystko w porządku – a w jakiej sprawie przyszedłeś?
- W bardzo poważnej – napił się wina i uśmiechnął – mmm, pyszne to winko. Umówisz się ze mną?

Hush

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2056 słów i 10872 znaków.

6 komentarzy

 
  • Malawasaczka03

    Jak ja się w tym zakochałam,  megaaaaa :zakochany:

  • Margo1990

    Czekam na kolejną część. Opowiadanie super. Jestem bardzo ciekawa co dalej

  • Hush

    @Margo1990  :rotfl:

  • ja1709niezalogowana

    Coraz lepiej, coraz fajniej, coraz ciekawiej. Brawo!!!:przytul:

  • Hush

    @ja1709niezalogowana :)

  • Somebody

    Świetnie ci to idzie. Perfekt  :przytul:

  • Hush

    @Somebody Ach...... Mów mi tak dalej :* Dziękuje

  • gabas

    Bardzo fajne! Coraz lepiej :ciuch:

  • Hush

    @gabas Dziękuje :)

  • Miriam

    Jeszcze nigdy nie spotkałam ani nie widziałam faceta, który powiedział „mmm, pyszne to winko” :D :D Poza tym bardzo fajne opowiadanie :) ;)

  • Hush

    @Miriam Ludzie są różni, znam panów, którzy lubią wino :) ale prawdą jest, że mało takich.

  • Almach99

    @Hush co zlego w dobrym winie?

  • Hush

    @Almach99 w moim przekonaniu nic. Wręcz przeciwnie :)