Dom cz. 2

Obudziłam się kilka minut po siódmej. I choć spałam całą noc to nie czułam się wypoczęta, wręcz przeciwnie. Kanapa niestety nie należała do tych z serii „wygodne”, powiem więcej, należałoby ją natychmiast spalić za to, co zrobiła z moim kręgosłupem. Poszłam do łazienki i włączyłam bojler, o dziwo działał, więc zadowolona udałam się do kuchni i przeszukałam szafki. Nie było w nich niestety nic, co przypominałoby kawę. Westchnęłam zdruzgotana i uznałam, że to nie może być dobry początek dnia. Usiadłam przy stole w kuchni i odpaliłam papierosa, bez kawy mi nie smakował, ale i tak mocno się zaciągnęłam. Spoglądałam przez okno na plac, który o tej porze dnia zawsze wyglądał najpiękniej. Mocne promienie słońca obijały się od rosy zalegającej na wysokiej trawie, śpiew ptaków było słychać mimo szczelnie zamkniętych okien, na drodze leżał kotek, który bawił się swoim ogonem. Pięknie, po prostu cudownie. Uchyliłam okno i do wnętrza kuchni wdarło się chłodne i rześkie powietrze, które dawało poczucie beztroski i wolności. No cóż, pomyślałam, jestem wolna, nic ani nikt mnie nie trzyma, mam pieniądze i niezły dom, mam to, czego inni przez lata nie mogą się dorobić. Mam to, na co inni pracują całe życie, albo, o czym marzą. Mogę robić, co chcę i kiedy chcę. Jestem wolna. Dlaczego więc nie jestem szczęśliwa? Nie znalazłam odpowiedzi. Wstałam i poszłam pod prysznic.  
Orzeźwiona i pełna sił na oścież pootwierałam okna w kuchni i salonie, po czym wysprzątałam cały parter domu. Nie chciałam jednak spędzić kolejnej nocy w salonie, dlatego z pokoju znajdującego się na piętrze zrobiłam swoją sypialnie. Specjalnie wybrałam pokój gościnny, nie chciałam spać w żadnym z tych, które zamieszkiwała moja rodzina, a do swojego pokoju w ogóle nie zamierzałam wchodzić. Za dużo łez w nim wylałam, żeby móc tam spokojnie zasnąć. Dopiero po dziewiętnastej usiadłam na kanapie w salonie i z zadowoleniem przyglądałam się swojemu dziełu. Mogłam być zadowolona. Zostało mi jedynie przyniesienie dywanu, który już wcześniej wytrzepałam. Bez sił i głodna po całodziennej harówce wyszłam przed dom i zaczęłam zwijać dywan w rulon.
- Dzień dobry – spojrzałam w stronę, z której usłyszałam głos. Był to ten sam człowiek, którego widziałam wczoraj.
- Dzień dobry.
- Może pomogę pani wnieść ten dywan? – zaproponował.
- Nie, dziękuje, poradzę sobie.
Skończyłam zwijanie i objęłam gruby rulon ramionami. Z trudem go podniosłam i podeszłam do schodów. Nie wiem, jakim cudem udało mi się go wynieść, teraz ledwo utrzymywałam go w rękach. Zawzięłam się w sobie, ale nie byłam w stanie wciągnąć go do domu. Nagle poczułam, że dywan się unosi, odwróciłam głowę i zobaczyłam sąsiada. Nie miało sensu protestowanie, dlatego bez słowa zaczęłam wchodzić po schodach i wspólnymi siłami udało nam się ulokować dywan w salonie. Usiadłam na kanapie, cała zgrzana i spojrzałam na swojego pomocnika.
- Dziękuje, nie dałabym rady sama.
- Nie ma za co, miło mi, że się przydałem – chwilę milczeliśmy. Nie wiedziałam, co powiedzieć, nie znałam go, a co za tym idzie, nie miałam tematu do rozmowy – no i jakie wrażenie z powrotu? Dużo się zmieniło od wyjazdu? – zagaił.
- Niewiele, w zasadzie tylko pan jest tu nowością. Nie wiedziałam, że ludzie chcą jeszcze mieszkać w takich dziurach.
- Chcą, a przynajmniej ja chcę. To miła odmiana po życiu w mieście, gdzie codziennie trzeba przeciskać się przez tłumy ludzi.
- Skąd pan jest?
- Z Warszawy – pokiwałam głową, udając zainteresowanie – życie tutaj to przyjemność.
- Aha, pewnie tak – wstałam i spojrzałam na sąsiada z uśmiechem – przykro mi, ale nie poczęstuje pana nawet kawą, niestety nie mam – odwzajemnił mój uśmiech, pokazując rządek białych zębów.
- W takim razie ja zapraszam na kawę – tego się niestety nie spodziewałam. Myślałam, że się go w uprzejmy sposób pozbędę.
- Dziękuje, ale nie trzeba – odpowiedziałam szybko, a kiedy zamilkłam bardzo głośno zaburczało mi w brzuchu. Spojrzałam na niego zawstydzona – jutro dopiero zrobię zakupy, dziś nie miałam czasu.
- Ale to nic, zapraszam i na kawę i na kolację. Co pani na to? – kolejny raz mnie zaskoczył. Nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć, a on wyciągnął do mnie rękę – Darujmy sobie to pan/pani. Jan.
- Zuza – ujęłam jego dłoń i przez kręgosłup przeszedł mi dreszcz. Dłuższą chwilę trwaliśmy w uścisku, przez co musiałam ją delikatnie wyrwać – dziękuje za zaproszenie, ale raczej nie skorzystam. Tak naprawdę to jestem zmęczona i chciałabym odpocząć.
- Rozumiem – zrobił krok w stronę drzwi, ale zatrzymał się i spojrzał na mnie – jeśli będziesz potrzebować pomocy daj znać.  
- Jasne, dzięki – kiedy wyszedł szybko zamknęłam za nim drzwi i oparłam się o nie. Kurczę, co to było? Reakcja na jego dotyk, zupełnie zbiła mnie z tropu. Jakbym pierwszy raz dotknęła mężczyzny. Fakt, że byłam wyposzczona, Jason zmarł pół roku temu i od tamtej pory nie byłam z nikim, ale żeby tak przesadnie odczuwać pociąg do sąsiada? Żałosne.  
Szybko rozwinęłam dywan w salonie i wzięłam długi, gorący prysznic. To był bardzo ciepły i słoneczny czerwiec, dom się mocno nagrzał, więc do spania założyłam tylko koszulkę i spodenki. Z walizki wyjęłam moją ulubioną książkę i rozsiadłam się na kanapie. Po kilkunastu stronach poczułam jednak zmęczenie, byłam wykończona dzisiejszym dniem. Już miałam wstać i iść do łóżka, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Zdziwiłam się, bo nikogo się nie spodziewałam, ale ruszyłam do nich. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam Jana z kubkiem w jednej ręce i talerzem kanapek w drugiej. Patrzył na mnie z nieśmiałym uśmiechem, jakby nie był pewien mojej reakcji. Zaczęłam się głośno śmiać gestem zapraszając go do środka.
- Dlaczego się śmiejesz? – zapytał
- Przepraszam, po prostu zabawnie wyglądałeś stojąc w progu – Jan postawił kubek i talerz na ławie i odwrócił się w moją stronę. Dokładnie zlustrował mnie wzrokiem od góry do dołu, przez co poczułam się nieswojo.
- To burczenie nie dawało mi spokoju, uznałem, że nie chce mieć na sumieniu śmierci nowej sąsiadki – uśmiechnął się.
- Czyli tak naprawdę martwiłeś o swoje sumienie, a nie o sąsiadkę. Cóż za rozczarowanie, myślałam, że trafiłam na dobrego człowieka – zażartowałam.
- Bo trafiłaś, ale do świętego jeszcze troszkę mi brakuje – minął mnie i wyszedł na korytarz – życzę smacznego.
- Dziękuje, nie spodziewałam się, że ktoś będzie mnie dokarmiał.
- Czasami to niespodziewane jest lepsze – spojrzał mi głęboko w oczy – smacznego i do zobaczenia.
Wyszedł, a ja jeszcze chwilę stałam w miejscu. To był tak miły gest, z jakim nie spotkałam się od lat. Nie znaliśmy się, a jednak poczułam do niego szczerą sympatię. Przyjeżdżając tu nie chciałam z nikim odnawiać znajomości, nie czułam potrzeby kontaktu z innymi, od lat ludzie nie byli mi potrzebni. Miałam Jasona i to wystarczało. Po jego śmierci, uznałam, że samej będzie mi najlepiej, nie widziałam sensu w zawracaniu sobie głowy innymi. Ta wizyta jednak coś zmieniła, moje decyzje nieco straciły na mocy. Jan sprawiał, że zaczynałam się uśmiechać.

Hush

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1404 słów i 7525 znaków.

6 komentarzy

 
  • Almach99

    Hej, widze, ze stworzylas kolejka bohaterke mocno potluczona przez los. Fajny pomysl. Nic, czytam dalej...

  • Gaba

    Nie napisałem, ale napiszę------ czy znowu mam się upominać o dłuższe odcinki??? Człek ledwo się rozpędzi - koniec. Wrrrrrr! (to był pół żartem, oczywiście). Poza tym dobre, dobre! Pozdrawiam :rotfl:

  • Hush

    @Gaba Dziękuję za miłe słowa. Kurczę, mam tak mało czasu na pisanie! Ale postaram się dodawać dłuższe teksty :)

  • Gaba

    @Hush wybacz, ale piszę na tablecie i za bardzo mu wierzę.... :bitka:

  • Hush

    @Gaba :)

  • Gaba

    Piszesz coraz lepiej, musisz pisać, pisać, a efekty przyjdą same. Porównując z początkiem Twojego pierwszego opowiadania --- wyraźny progres :) . Będzie dobrze! Pozdrawiam

  • agnes1709

    Przecinki włażą Ci na głowę, totalna samowolka:lol2: A poza tym to przepłynęłam przez całość, tylko mało deko:sad:

  • Hush

    @agnes1709 :)

  • Monika1992

    Super historia. Dopiero sie rozkręca, ale już widać że autorka ma talent  :zakochany:

  • Hush

    @Monika1992 miło mi, że tak myślisz. Dziękuje i pozdrawiam :)

  • Somebody

    Historia nadal bardzo przyjemna. Ze strony technicznej - w pierwszej części jest trochę za dużo 'i'. Myślę, że można to dopracować. Naturalnie zostawiam łapkę i czekam na ciąg dalszy.

  • Hush

    @Somebody dziękuje :)