Ciemne strony barmana cz.15

Ciemne strony barmana cz.15Obudziłem się, a właściwie to wilczyca przerwała drzemkę. Spojrzałem na zegar, minęło ponad trzy godziny, coś mi się śniło, ale za cholerę nie mogłem przypomnić co. Najchętniej to bym spał dalej, jednak zwlokłem się z łóżka, wypuściłem Murkę z pokoju, a sam wyszedłem na balkon, aby zapalić papierosa. Zaciągnąłem się mocno i spojrzałem na ogród, sunia podskakiwała już wokoło Marianny siedzącej na tarasie.
Przemyłem twarz, doprowadziłem się do porządku i zszedłem na dół.
— Och Tomaszu! — krzyknęła Marianna. — Pospałeś sobie.
— I to jeszcze jak — przytaknąłem. — A gdzie Ewa? — zapytałem.
— Pojechała na babskie zakupy — odpowiedziała.
Nagle mój telefon zaczął wibrować w kieszeni. Spojrzałem, numer zastrzeżony.
— Halo, słucham? — odezwałem się.
— Witam Pana — usłyszałem kobiecy głos. — Moje nazwisko nic panu nie powie, ale nazywam się Karolina Weiss i bardzo bym chciała się z panem spotkać — poinformowała.
— A w jakim celu? — spytalem — cisza — jest tam pani?– zawołałem.
— Jestem, ale nie bardzo bym chciała o tym mówić przez telefon — oznajmiła stanowczo.
— Skoro pani nie chce powiedzieć, to myślę, że nie mamy o czym rozmawiać — odrzekłem.
— Ależ Panie Tomaszu! — zawołała. — Proszę jednak to przemyśleć, chodzi o pana nieżyjącego ojca — wydusiła z siebie.
— Co pani może wiedzieć o moim ojcu — zaprotestowałem szorstko. — Proszę mi podać namiary, to podam pani czas i miejsce naszego spotkania. — A teraz pozwoli pani, że się pożegnamy. Po czym się rozłączyłem.

— Tomaszu — odezwała się łagodnym głosem Marianna. — Co się stało? Kto to był? — spytała. — Wyglądasz jakbyś z duchem rozmawiał.
— Karolina Weiss — poinformowałem.

Po chwili opowiedziałem jej treść rozmowy. Marianna wstała i zniknęła w salonie. Paliłem nerwowo papierosa i myślałem, co ona może wiedzieć o moim ojcu.
Kochana babcia przyniosła butelkę koniaku i dwa kieliszki. Wypiliśmy po jednym sznapsie, po czym zadzwoniłem do Antoniego. Wcale nie był zdziwiony, pochwalił mnie za moją stanowczą decyzję wobec tej pani.
Wypiliśmy jeszcze po jednym, obracałem w milczeniu kieliszek w dłoni, gdy nagle...
— Cholera jasna, już po dwudziestej, a Ewy jeszcze nie ma — krzyknęła.
— Rzeczywiście — przytaknąłem. — Zadzwonię do niej.
Okazało się, że Ewa spotkała koleżankę z okresu studiów i siedzą sobie w winiarni przy Krupniczej.
Do godzinki będzie już w domu i wszystko nam opowie.
Nalałem jeszcze jeden kieliszek koniaku i oznajmiłem Mariannie, że idę na spacer z Murką. Wyszedłem i coś mnie ciągnęło w stronę baru „Pod Papugami”
Minąłem przecznicę Kazimierza Wielkiego i ujrzałem znajome podwoje. Bar był zamknięty i opustoszały, a drzwi oklejone żółtą taśmą mówiły o zajęciu lokalu przez policję.
Murka zaczęła merdać przyjaźnie ogonem i dziwnie skomleć.
— Co jest królewno? — zapytałem głośno. — Kręciła się, jakby chciała coś powiedzieć.
Podszedłem do bramki i rzuciłem okiem na ogródek, uderzyła łapą i zatrzask odskoczył. Wszedłem i poprzez witrażową szybkę w drzwiach usiłowałem coś dojrzeć. Docisnąłem twarz do szkła, by widzieć wyraźniej przez lekko pofalowaną i nierówną powierzchnię. Jednak wnętrze baru było mroczne i puste.
— Daj szluga — usłyszałem za sobą.
Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem Stefana.
— Prędzej diabła bym się spodziewał niż ciebie — odpowiedziałem.
Usiedliśmy przy stoliku. Stefan był facetem Lodzi. Razem sobie gdzieś tam pomieszkiwali i wzajemnie szanowali. Kochali się, jak nie wiem co.
— Widzisz Tomasz, te skurwysyny zabili moją Lodzię — wydusił z siebie. — Oczy mu się zaszkliły. Jestem na bieżąco, jeśli chodzi o śledztwo i mówię ci, że znajdę tego chuja barmana i odpowie za wszystko.
Zakrył dłońmi twarz, a jego ciało zaczęło drgać. Siedziałem w ciszy, pozwalając mu się wypłakać. Powoli ciemność ogarniała ogródek, jedynie słaby blask lampy ulicznej przedostawał się pomiędzy dzikim winem okalającym ogrodzenie.
Murka jak nigdy była nadzwyczaj cicha, ale jednocześnie niespokojna. Od czasu do czasu wydawała dziwne pomruki.
Stefan poszedł po flaszkę, a ja wstałem i poszedłem na tyły baru. Wilczyca cicho skomlała. Wszystko jasne zaświtało mi w głowie, ktoś jest w środku. Czyżby barman? — zadałem w myślach pytanie.
Pewnie obserwuje skurwiel, pomyślałem. Czekaj bratku, już się nie wywiniesz?
Powróciłem do stolika, Stefan już siedział, wysłałem po kryjomu wiadomość Lemańskiemu i zaczęliśmy pić wódkę. Czekałem na ciąg dalszy wieczornej atrakcji.
Kiedy przyjechali funkcjonariusze i wyprowadzili Szymona, poprosiłem Lemańskiego o chwilę dla siebie. Odeszli na bok, a ja mocno kopnąłem go w brzuch.
— To za Niepołomice chuju — syknąłem i naplułem mu w twarz. — A to za całokształt — dopowiedziałem i kopnąłem go poraz drugi.
Zgiął się w pół i zakaszlał, ale stał twardo na nogach z tym swoim wrednym uśmieszkiem.
— Jeszcze ja — odezwał się Stefan. — A to za moją Lodzię skurwysynie.
Nie wytrzymał tego kopniaka, upadł i zajęczał.

— Wstajemy, raz, dwa — rzucił komendę jeden z funkcjonariuszy. — Jeszcze się wyśpisz za wszystkie czasy.

— No popatrz Tomasz, codziennie tutaj przychodziłem i nigdy go nie widziałem — stwierdził Stefan. — Miał szczęście, że to ja go nie dorwałem, bo by nie było co zbierać.

Pożegnałem się z nim i poszedłem w stronę Urzędniczej.

Prawdą jest, że najciemniej pod latarnią — pomyślałem. Lokal był zaplombowany, wcześniej przeszukany i dlatego stanowił dobre schronienie. Sprytnie to sobie wykombinował. Murka jednak ma szósty zmysł, bo gdyby nie ona, nigdy bym nie wpadł na to, że Szymon jest w środku.
— Brawo królewno — powiedziałem głośno.
Machnęła ogonem, jakby mówiła: Widzisz, jestem ci potrzebna.
Kiedy przekroczyłem progi domu babci... zostałem zaatakowany lawiną pytań.
— Tomaszu! Gdzie ty się podziewałeś? — zapytała z troską Marianna. — Dzwonimy do ciebie, a ty milczysz! — krzyknęła. — Zobaczysz, że ja kiedyś zwariuję przez ciebie.
Ewa też patrzyła na mnie wystraszonym wzrokiem i coś mówiła.
— Cicho, uspokujcie się proszę — stanowczym głosem przerwałem ten gwar. Wyjąłem telefon i zobaczyłem jedenaście nieodebranych połączeń. — Sam nie wiem, jak to się stało, że nie słyszałem sygnału — odpowiedziałem. — Poproszę o dobrą herbatę i wszystko wam opowiem — oznajmiłem. — A jest dużo do opowiadania — zakończyłem tajemniczo.
Kiedy bursztynowy płyn połaskotał moje podniebienie, poczułem ulgę. Obydwie kobiety siedziały w milczeniu i czekały na opowieść. Wyglądały przekomicznie, a ja nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem.
— Tomaszu! — wstrząsnęła Marianna — nie baw się nami.
A ja o mało nie zachłysnąłem się herbatą.
— Spokojnie babciu, już mówię — nabrałem powietrza i zacząłem polowanie na barmana. Kiedy skończyłem i zobaczyłem miny, znowu się roześmiałem.
— No co ty? — odezwała się Ewa. — Wcale to nie jest śmieszne — oznajmiła. — Zachowałeś się nieodpowiedzialnie, a gdyby on miał broń?
— Popatrz, ale się ukrył skubany — rzekła Marianna. – Po czym wstała i podreptała do kuchni. Wróciła z miską smakołyków i podała Murce.
— Moja ty bohaterko — powiedziała wzruszona i przytuliła mocno się do pyska wilczycy.
— A ja? — zaskomlałem jak pies. — Zazdrosny jestem.
— Ty zmiataj do stołowego — zaraz będzie kolacja — poinformowała.

Po kolacji chciałem udać się do siebie, ale kobiety kategorycznie zabroniły, więc nic innego nie pozostało jak udać się na górę. Posiedziałem chwilę na balkonie, wypalając trzy papierosy, myślałem o Oleńce. Szczerze było mnie jej żal. Taka kobieta powinna trwać przy mężczyźnie, a nie w zimnej celi.
Odwróciłem się do lustra i usiadłem na brzegu łóżka. Wyrosłem w surowej atmosferze dwóch kobiet. Czy to był klimat prawdziwego, rodzinnego domu? — zastanawiałem się.
Nigdy dotychczas nie pokochałem kobiety tak na całe życie, może gdzieś, kiedyś w okresie szkolnym jakieś zauroczenie. Nigdy nawet nie spoglądałem na nie tak, jak powinien spoglądać mężczyzna. W moich miłościach nie było pożądania. Za młodu, byłem idealistą i zawsze szukałem czegoś, co by mogło mnie zainteresować. Miałem wśród ludzi przydomek Dziki, unikałem towarzystwa, dużo czasu spędzałem nad książkami i nauką. I tak życie umknęło bezpowrotnie.
Właśnie teraz, gdy Oleńka odmieniła mnie zupełnie. Sprawiła, że starałem się być prawdziwym mężczyzną. Wyzwoliłem się z pęt własnej osobowości i chyba po raz pierwszy pokochałem. Okazało się, że znowu pudło. Pewnie jestem skazany na takie życie w samotności. Nagle z myśli wyrwał mnie sygnał wiadomości, rzuciłem wzrokiem... numer nieznany... Wydawnictwo Mrok... jesteśmy zainteresowani pańską książką. Prosimy o kontakt.
— Cholera jasna — krzyknąłem. — Tyle czasu minęło.  
Przeszłość razem z maszynopisem spłonęła tamtej nocy w piwnicy. Od tego czasu jestem innym człowiekiem. Zacząłem pisać, ale zupełnie coś innego. Skąd ja im wezmę teraz moją powieść. Kurwa — zakląłem. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem kogoś zupełnie innego. – Czy to jestem ja? – zapytałem.

Nagle przez otwarte okno balkonowe zawiało, usłyszałem z oddali grzmoty. Idzie burza, jak mawiała babka Sydonia.
— Eleonora aa! — wrzeszczała na cały dom. — Zapal gromnicę w oknie.
Wyszedłem zapalić, za chwilę zaczęło się błyskać i walić piorunami. Zobaczyłem w moim domu światło i Mariannę, która zamykała okna. Kochana, o wszystkim pamięta pomimo starszego wieku, pamięć ma doskonałą. Wróciłem do pokoju, przymykając za sobą drzwi. Usłyszałem skomlenie pod drzwiami, to Murka się dobijała. Kiedy otworzyłem, szybko zajęła miejsce na łóżku, chowając głowę pod pled.
— Nie bój się — usiadłem i pogłaskałem za uszami, lubiła to.

391 czyt.
100%112
kaszmir

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne, użyła 1741 słów i 10314 znaków, zaktualizowała 14 sie o 11:30.

2 komentarze

 
  • Duygu

    Duygu · 14 sie 14:07

    Witaj
    Coraz ciekawiej się robi. Myślę, że każdy ma to, na co zasłużył i mi Aleksandry nie szkoda    Mądra sunia i prawdziwy przyjaciel z Murki Ha! Papa, Szymonie!  
    Świetna część

  • AnonimS

    AnonimS · 14 sie 12:21 ·

    Fajnie to się czyta choc wszystko idzie w kierunku i zyli dlugo i nieszczęsliwie . Ciekawe co dowie się p ojcu. No i ten pies co się burzy boi...pozdrawiam