Ciemne oczy okien

"Część. Mam na imię Michał. Mam 28 lat. Mieszkam na Śląsku, gdzie pracuję, jako informatyk. Koleżanki z pracy mówią, że jestem przystojny, ale biorąc pod uwagę, jak wygląda typowy informatyk – nie jest to jakiś wielki sukces Lubię ciekawe towarzystwo, dobrą lekturę i jeszcze lepszą muzykę.”  
Przestałem pisać. Nie, tak nie będzie dobrze. Zdecydowanie za sztywno i oficjalnie. Jak ogłoszenie matrymonialne jakiegoś starego zgreda. Wykasowałem tekst i zacząłem jeszcze raz. "Hejka tu Michał. Wierzysz w teorię o dwóch połówkach pomarańczy? Być może ja jestem tą drugą połówką. Romantyczne spacery – to ja. Wieczory przy dobrej muzyce – to ze mną. Napisz…”  
Cholera, też nie tak. Skasowałem kolejny tekst i zamknąłem laptopa. Siedziałem, tępo patrząc w ścianę. Nie miałem pomysłu, jak napisać krótko o sobie, w ogłoszeniu na jednym z popularnych portali randkowych. A już zupełnie nie wiedziałem, jak napisać o najważniejszym.  
No właśnie, skoro o tym mowa. Rzeczywiście, tak jak napisałem, jestem informatykiem i mam 28 lat. Naprawdę lubię muzykę, dobrą książkę i ciekawe towarzystwo. Tylko z tymi romantycznymi spacerami, to tak nie do końca. Przed rokiem miałem wypadek na nartach. To miał być ostatni zjazd tego dnia. I był ostatni. Wyrzuciło mnie na jakiejś muldzie, wyleciałem z trasy, uderzyłem w drzewo i straciłem przytomność. Kiedy ją odzyskałem, leżałem sztywno na szpitalnym łóżku i wszystko mnie bolało. Poza nogami. Nie miałem czucia w nogach. Lekarze, z którymi rozmawiałem tłumaczyli, że i tak miałem wielkie szczęście, bo gdyby nie kask, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali. Okazało się, że przy upadku uszkodziłem sobie kręgosłup. Pół roku rehabilitacji nie przyniosło większej poprawy. Z trudem byłem w stanie poruszyć nogą. Co prawda lekarze dawali nadzieję, że będę jeszcze kiedyś chodził, ale nie byli w stanie powiedzieć, kiedy to nastąpi.  
Całe moje dotychczasowe życie się zawaliło. Chodziłem, czy raczej jeździłem na wózku, na kolejne zabiegi i czekałem na cud. Po wyjściu ze szpitala i po rehabilitacji dość szybko wróciłem do pracy. Całe szczęście mogłem ją wykonywać w domu. Wstawałem rano, robiłem śniadanie, potem przy kawie krótki przegląd informacji w necie i brałem się do roboty. Palce machinalnie wystukiwały kolejne linijki kodu. Koło południa robiłem jakiś szybki obiad, albo zamawiałem coś przez telefon. Potem znowu siadałem do komputera i pisałem programy. Bo co innego miałem robić?  
Po wypadku rodzice proponowali, żebym wrócił do domu. W końcu, tam też jest internet i też mógłbym zdalnie pracować, jako programista. Serdecznie im podziękowałem, ale tłumaczyłem, że w małym, dwupokojowym mieszkanku w starej kamienicy będziemy sobie nawzajem przeszkadzać. Poza tym, choć kochałem rodziców, nie chciałem wracać do dusznej atmosfery małego, zapyziałego miasteczka. Od ośmiu lat mieszkałem w Katowicach, które mnie urzekły brzydotą i równocześnie pięknem śląskiego, poprzemysłowego molocha. Zaraz po licencjacie rozpocząłem pracę w dużej firmie i zaocznie zrobiłem magisterkę. Po dwóch latach pracy było mnie stać (plus niewielki kredyt, całe szczęście nie we frankach), żeby kupić dwupokojowe mieszkanie na dziewiątym piętrze wieżowca na katowickim "Tauzenie”, czyli osiedlu Tysiąclecia. Zresztą w Katowicach miałem pracę, znajomych i dziewczynę.
No właśnie, skoro o tym mowa. Po wypadku, znajomi z mojej starej paczki na początku odwiedzali mnie w domu. Spotykaliśmy się u mnie w sobotnie wieczory, słuchaliśmy muzy, wypijali po piwku, gadali. No, ale oni potem zbierali się na jakiś koncert, spotkanie w klubie, imprezę na mieście. A ja? No cóż. Z czasem wizyty stawały się coraz rzadsze, aż niemal całkiem ustały. Czasami, któryś z nich zadzwonił lub zagadał na fejsie, co tam u mnie słychać. A co niby, kurwa, miało być słychać? Siedziałem w domu na wózku inwalidzkim. I tyle.  
Kilka tygodni przed wypadkiem rozstałem się z dziewczyną, z którą chodziliśmy od czasów studiów. Po wypadku zadzwoniła kilka razy pytając o zdrowie. Potem widziałem, jak na fejsie dodała fotkę jakiegoś faceta z adnotacją "w związku”. To tak w wielkim skrócie.  
Kiedy skończyłem rehabilitację i wróciłem do swojego mieszkania, zrobiłem małe przemeblowanie. Rehabilitantka namawiała mnie, żebym jak najwięcej ćwiczył. Poszukałem w internecie i zamówiłem sobie profesjonalny sprzęt. Poza atlasem, kupiłem także bieżnię, na której próbowałem chodzić, a raczej mozolnie stawiać kroki. Fachowcy zamontowali mi w pokoju drążek, a nawet profesjonalne kółka do ćwiczeń. Przy okazji zrobili mi remont łazienki, tak, żeby łatwiej było mi z niej korzystać. Po południu, kiedy kończyłem pracę, no chyba, że był jakiś pilny projekt i musiałem dłużej posiedzieć przy kompie, przebierałem się w dresy i koszulkę, puszczałem jakaś muzę i wyciskałem siódme poty na przyrządach. Po pół roku wyglądałem, jak kulturysta. Miało to też tę zaletę, że zmęczony szybciej zasypiałem i nie myślałem o tym, co utraciłem. A potem wstawał kolejny dzień, śniadanie, kawa, komputer. Tak mijały miesiące. Coraz rzadziej wychodziłem, czy raczej wyjeżdżałem z domu. Czasami, kiedy była ładna pogoda, zjeżdżałem windą na parter i jechałem na wózku do Parku Śląskiego. Z racji na charakter swojej pracy mogłem takie wycieczki urządzać w środku tygodnia, kiedy w parku było pusto. Niespecjalnie miałem ochotę jeździć tam w weekendy, czuć na sobie wzrok przechodniów i słyszeć niewypowiedziane słowa "Zobacz, taki młody, a na wózku”.
Zatem siedziałem w domu i pracowałem. Najgorsze były wieczory. Na początku próbowałem oglądać telewizję, ale odrzucał mnie widok zadufanych i zapatrzonych w siebie polityków oraz infantylność całej reszty durnowatych programów. Czasami ściągałem jakiś dobry film z netu. Po całym dniu siedzenia przed komputerem niespecjalnie chciało mi się surfować w sieci. Choć przyznam, że na początku wchodziłem na jakieś erotyczne strony. Był jednak problem. Po wypadku nie tylko straciłem czucie w nogach, ale miałem też problemy z erekcją. Mówiąc wprost. Czasami mi stawał, ale częściej nie. To, po co miałem oglądać te pornosy?  
Pewnego jesiennego, sobotniego wieczoru patrzyłem przez okno na wieczorną panoramę Katowic. Obserwowałem sznury świateł samochodów stojących w korkach. Ciemne bryły bloków z jasnymi plamkami okien na tle wieczornego nieba z zachodzącym w blaskach czerwieni słońcem. Wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Podjechałem do biurka, włączyłem komputer i zacząłem szukać. Po dwóch dniach, do drzwi zapukał kurier z przesyłką.  
Wieczorem, po skończonej pracy, uporałem się z taśmą, jaką było zabezpieczone pudełko, zgasiłem lampy w pokoju, podjechałem do okna i spojrzałem przez lornetkę, którą właśnie kupiłem. Dotychczas blok, jaki stał naprzeciw mojego, nie wzbudzał większego zainteresowania. Ale teraz, wyposażony w lornetkę, zacząłem oglądać kolejne, rozświetlone okna. Lornetka miała dwudziestokrotne powiększenie. To, co do tej pory było niewielkim prostokątem okna, teraz stało się oknem do czyjegoś życia.  
Może zabrzmi to dziwnie, ale wolałem oglądać prawdziwe życie prawdziwych ludzi, niż jakieś beznadziejne filmy, czy udawane orgazmy w pornosach.
Od tego czasu, dwa, czasami trzy razy w tygodniu, obserwowałem wieczorami życie mieszkańców sąsiedniego bloku. Patrzyłem na rodziny, które jadły wspólnie kolacje, zapatrzone w ekran telewizora. Na dzieciaki, które pochylone nad zeszytami odrabiały lekcje. Na facetów w wyciągniętych dresach, gapiących się w telewizor i pociągających piwko z puszki, na małolatów siedzących przy kompach i grających w jakieś gry.  
Nic nadzwyczajnego. Samo życie, ale jakże inne od mojego. Jedynie czasami, udało mi się zobaczyć jakąś kobietę, która nieświadoma, że naprzeciwko ktoś czai się z lornetką, rozbierała się do bielizny, potem wchodziła do łazienki na wieczorną kąpiel, aby po chwili wyjść ubrana w prześwitującą koszulkę i położyć się do łóżka.  
Pewnego listopadowego, piątkowego wieczoru siedziałem przy oknie i obserwowałem przez lornetkę okna w bloku naprzeciw. Większość okien była ciemna. Chyba nie było nikogo w mieszkaniach. W końcu zaczynał się weekend. Pewnie byli w klubach, kinach, teatrach, czy po prostu u znajomych lub rodziny. Ale w jednym z ciemnych okien coś się poruszyło. Wydawało mi się, że widzę czyjąś sylwetkę. Przypatrzyłem się uważnie.  
Przy oknie siedziała dziewczyna, chyba w moim wieku i obserwowała mój blok przez lornetkę. Wydawało mi się, że patrzy na mnie. W pierwszej chwili chciałem odłożyć lornetkę i zasłonić firanki. Zamiast to zrobić, patrzyłem na nią zafascynowany. Była ubrana w jakiś domowy strój, chyba bluzę od dresu. Reszty nie widziałem. W pewnym momencie dziewczyna podniosła rękę i nie zaprzestając obserwacji pomachała w moim kierunku. Czyli jednak miałem rację. Wiedziała, że ją obserwuję. Podniosłem rękę i też jej pomachałem. Po chwili dziewczyna wstała z krzesła, powoli podeszła do drzwi i zaświeciła światło. Stała przez chwilę bez ruchu na środku pokoju. Potem powoli zrobiła pełny obrót. Tak, jakby chciała, żebym ją oglądał. Była ubrana w obcisłe czarne legginsy, które uwydatniały jej zgrabne nogi i nieduże, ale krągłe pośladki. Powyżej miała na sobie szarą, workowatą bluzę od dresu, która nie uwydatniała nic. Jej długie, czarne włosy spływały na ramiona i okalały miłą, nieco krągłą twarz. Uśmiechnęła się do mnie. A potem podeszła do okna i przystawiła do oczu lornetkę. Tak, jakby na coś czekała.  
Spanikowałem. Cholera, jak zobaczy, że jestem kaleką, to ta znajomość skończy się szybciej, niż się zaczęła. Aaa zresztą, co mam do stracenia - pomyślałem.
Zapaliłem lampkę przy biurku. Podjechałem wózkiem pod drążek. Chwyciłem go obiema rękami i podniosłem się do góry. Brodą dotykałem drążka. Wtedy puściłem lewą ręką drążek i zawisłem na jednej ręce. Czułem, jak z wysiłku drżą mi mięśnie i pot spływa mi po twarzy. Powoli opuściłem się w dół. Wisząc na prawej ręce podciągnąłem się do góry, a potem opuściłem na dół. Siadłem na wózku, podjechałem do okna i wziąłem w ręce lornetkę. Dziewczyna z okna trzymała lornetkę i patrzyła na mnie uważnie. Po chwili odłożyła lornetkę i zaczęła bić brawo uśmiechając się mnie. Czułem się szczęśliwy, jak nigdy dotąd. Dziewczyna pomachała mi ręką, zgasiła światło w mieszkaniu i zaciągnęła zasłony.
Podjechałem do łazienki, wziąłem szybki prysznic i po chwili leżałem w łóżku przypominając sobie całą sytuację. Zasnąłem z uśmiechem na ustach. Po raz pierwszy od wielu miesięcy.  
Następnego dnia, wczesnym rankiem obudził mnie telefon z firmy. Okazało się, że w programie, który pisał mój kolega są jakieś błędy. Szef poprosił mnie o sprawdzenie, bo w poniedziałek program miał trafić do klienta. Była sobota i w zasadzie miałem wolne. Ale prośba szefa, to prawie, jak polecenie. Wchłonąłem kawę i szybkie śniadanie, a potem kilka następnych godzin spędziłem przy komputerze wpatrując się uważnie w kolejne linijki kodu. Odchodziłem, czy raczej odjeżdżałem od kompa tylko po, żeby zrobić kolejną kawę i przegryźć coś z lodówki. Nawet nie spostrzegłem, gdy za oknem zrobiło się szaro, a potem całkiem ciemno. W końcu znalazłem błąd w programie i go poprawiłem. Robota skończona. Wysłałem maila do szefa i przeciągnąłem się. Przygotowałem szybką kolację, z tego, co znalazłem w lodówce. Potem zgasiłem lampkę, sięgnąłem po lornetkę i podjechałem do okna.
Lustrowałem ścianę bloku, aż w końcu zatrzymałem się na jej oknie. Siedziała na fotelu zamyślona i czytała książkę. Była ubrana, tak jak wczoraj. Wpatrywałem się w nią dłuższą chwilę. Zauważyłem, że pokój miała dość prosto urządzony. Kanapa, fotel, stolik, półka z książkami. W kącie stał telewizor, wieża i kolumny. Już miałem odłożyć lornetkę, gdy dziewczyna wstała i podeszła do okna. Przyłożyła do oczu lornetkę i spojrzała w moją stronę. Nieśmiało pomachałem ręką. Dziewczyna odłożyła lornetkę, włączyła lampę i … wyszła z pokoju.  
Patrzyłem zdezorientowany. O co chodzi? Obraziła się? Po chwili dziewczyna weszła do pokoju. Jednak zamiast porozciąganego dresu miała na sobie seksowny strój do fitness. Obcisłe, czerwone legginsy do pół łydki i czarny, sportowy stanik opinający jej bujne piersi. Podeszła do wieży i, jak się domyślałem, włączyła muzykę. Potem stanęła na środku pokoju twarzą do okna i zaczęła ćwiczenia. Nie znam się na aerobiku, ani fitness. Jednak to, co zaprezentowała było rewelacyjne. Po kilku ćwiczeniach rozciągających, podczas których miałem okazję dokładnie obejrzeć jej sylwetkę, zaczęła wykonywać dynamiczne układy i ćwiczenia, które były połączeniem tańca i jakiś wschodnich sztuk walki. Jej obfite piersi falowały przy każdym wyskoku, skłonie i kopnięciu. Mogłem podziwiać szczupłe, ale umięśnione nogi, jędrne pośladki i płaski brzuch z takim "kaloryferem”, jakiego nie powstydziłby się niejeden kulturysta. Na zakończenie dziewczyna zrobiła szpagat patrząc prosto w okno. Legginsy były obcisłe, ale nie aż tak. Dlatego mogłem sobie jedynie wyobrażać, co kryje się za cienkim, czerwonym materiałem. Dziewczyna podniosła się z podłogi i stała przez chwilę bez ruchu patrząc w stronę okna. Powoli odwróciła się do mnie tyłem. Jednym ruchem rąk zdjęła z siebie stanik. Potem pochyliła się i ściągnęła z siebie czerwone legginsy. Stała tyłem do mnie ubrana jedynie w czarne stringi. Podziwiałem jej zgrabną sylwetkę i kształtne pośladki. Podeszła do drzwi i zgasiła światło. Zniknęła za drzwiami. Pewnie poszła wziąć prysznic.  
Odstawiłem lornetkę. Kurcze, to wydarzyło się naprawdę. Dziwne myśli przychodziły mi do głowy. A może chce mnie poznać? Dlaczego zaprezentowała mi pokaz tańca? Czy to, że się rozebrała wiedząc, że na nią patrzę oznacza, że...? Po dłuższej chwili podjechałem do okna i spojrzałem przez lornetkę. Jej okno było ciemne. Patrzyłem w nie dłuższą chwilę, a potem poszedłem spać.
Następny tydzień minął mi wyjątkowo szybko. Całymi dniami siedziałem przy komputerze nad nowym, pilnym zleceniem, jakie dostałem z firmy. Jesienna, deszczowa pogoda nie zachęcała do spacerów, więc przez kolejne dni nie opuszczałem mieszkania. Wpadłem w powtarzalny cykl. Pobudka, prysznic, kawa, śniadanie, praca, jakiś szybki obiad, praca, kolacja, sen.  
Codziennie przed położeniem się do łóżka obserwowałem przez lornetkę blok naprzeciw. Ale jej okna były ciemne. Może wyjechała? Nie mogąc zasnąć ćwiczyłem na drążku i kółkach, podnosiłem hantle. Nie mogłem wymazać z pamięci jej obrazu. Nawet przyszedł mi do głowy pomysł, żeby któregoś wieczoru zjechać windą na dół i podjechać pod jej blok. Potem wjechać windą na górę i zapukać do jej drzwi. Ale co dalej? Czy będzie chciała rozmawiać z kaleką? Czy w ogóle otworzy drzwi?  
Na pracy i rozmyślaniach przebiegł mi cały tydzień. W piątek wieczorem, z nawyku lustrowałem przez lornetkę ścianę sąsiedniego bloku. Zauważyłem, że w jej oknach pali się słabe światło. Przyjrzałem się uważnie. Dziewczyna – nawet nie wiedziałem jak ma na imię – siedziała w pokoju i patrzyła przez lornetkę. Wyglądała, jakby wróciła z pracy w jakiejś korporacji. Wąska ciemna spódnica, biała bluzka, ciemny żakiet. Podniosłem rękę w geście powitania. Po chwili dziewczyna pomachała ręką i dalej obserwowała mnie przez lornetkę, tak, jakby czegoś oczekiwała. Różne myśli przelatywały mi przez głowę. W końcu wpadłem na pewien pomysł.
Podjechałem do drzwi i włączyłem światło w pokoju. Potem ściągnąłem z siebie koszulkę i spodnie od dresu. Podjechałem pod zwisające z sufitu kółka gimnastyczne. Wziąłem głęboki oddech i podciągnąłem się do góry odsuwając na bok wózek. Potem rozchyliłem ramiona na boki i utrzymywałem się w tej pozycji przez kilka sekund. Po chwili zmieniłem trzymanie na podchwyt i zrobiłem kilka tzw. podciągnięć do poziomu. Niestety wiele ćwiczeń na kółkach, które znałem z treningów, teraz było dla mnie niedostępnych z racji na niewładne nogi. Ale postanowiłem zaprezentować ćwiczenie, które wymagało tylko sprawnych rąk i refleksu. Trzymając się kółek, zacząłem kołysać całym ciałem na boki. Z każdym ruchem moje ciało zataczało coraz większy łuk. W pewnym momencie puściłem kółka i obróciłem się dookoła osi. Uff udało się. Zrobiłem w powietrzu pełny obrót, a moje dłonie pewnie chwyciły kółka.  
Był tylko pewien drobny problem. W trakcie tych ewolucji zsunęły się ze mnie spodenki i byłem całkiem nagi. Opuściłem się na kółkach, przyciągnąłem wózek i ciężko w nim usiadłem. Podjechałem do drzwi, żeby zgasić światło, a potem do okna, żeby zobaczyć reakcję dziewczyny. Spojrzałem przez lornetkę w jasne światło jej okna.  
Dziewczyna stała przy oknie obserwując mnie przez lornetkę. Po chwili odeszła od okna i wyszła z pokoju. Byłem zdezorientowany. Może zniesmaczyła ją moja, przypadkowa zresztą, nagość? Nadal obserwowałem jej okno. Po kilku minutach otworzyły się drzwi i dziewczyna weszła do pokoju. Miała na sobie tylko czarne stringi i taki sam biustonosz. Spojrzała w stronę okna, wiedząc, że ją obserwuję.
Włączyła jakąś muzykę z wieży. Zaczęła powoli tańczyć wykonując niespieszne ruchy. Zafascynowany patrzyłem na jej niemal nagie ciało, które lśniło w świetle lampki. Dziewczyna tańcząc przesuwała dłońmi po swych nagich udach, brzuchu i pośladkach. Potem objęła dłońmi swoje piersi i zaczęła je pieścić przez biustonosz. Po chwili sięgnęła rękami za plecy, a potem powoli zsunęła ramiączka biustonosza, który opadł na podłogę. Mogłem podziwiać jej pełne piersi z dużymi, ciemnymi brodawkami. Dziewczyna, okrężnymi ruchami pieściła dłońmi swoje piersi, uciskając lekko brodawki. Cały czas patrzyła w okno. Świadomość, że ona wie, że na nią patrzę i chce tego, jeszcze bardziej mnie podniecała. Po kilku minutach dziewczyna polizała palce prawej ręki, włożyła je do ust, a potem wsunęła dłoń pod obcisły materiał czarnych majteczek. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Przełożyłem lornetkę do lewej ręki, a prawą zacząłem przesuwać, po rosnącym członku. Dziewczyna kołysała się w rytm muzyki pieszcząc równocześnie piersi i swoją szparkę. Na chwilę zatrzymała się w bezruchu, tak, jakby się nad czymś zastanawiała. Przerwała pieszczoty. Przysunęła bliżej okna fotel stojący w kącie pokoju, ściągnęła majteczki i siadła w fotelu całkiem naga. Przez chwilę trwaliśmy oboje w bezruchu.  
Dziewczyna ułożyła się wygodniej w fotelu i rozchyliła uda. Mogłem podziwiać jej wilgotną, zaróżowioną szparkę z wąskim paseczkiem włosów łonowych powyżej. Znowu zwilżyła palce prawej ręki i zaczęła pieścić łechtaczkę, co chwilę przesuwając placami wzdłuż rozchylonych warg sromowych. Była już cała wilgotna. Pieszcząc się kołysała biodrami, a lewą dłonią pieściła piersi. Miała zamknięte oczy i rozchylone usta. W pewnym momencie wsunęła palec do swojej dziurki i zaczęła nim rytmicznie poruszać kołysząc biodrami. Po chwili wygięła całe ciało w łuk, na jej twarzy malowała się rozkosz orgazmu. Obserwując dziewczynę coraz szybciej poruszałem dłonią, którą ściskałem mój nabrzmiały członek. W tym momencie musiałem puścić lornetkę, bo moim ciałem wstrząsnął orgazm. Pierwszy od wypadku.  
Dłuższą chwilę siedziałem bezwolnie w fotelu. Kiedy po kilku minutach sięgnąłem po lornetkę, okazało się, że okno mieszkania dziewczyny jest ciemne. Pewnie poszła spać. Dojechałem na wózku do łazienki, wziąłem szybki prysznic i padłem do łóżka.
Następnego dnia obudziłem się z silnym postanowieniem, że jednak pojadę do mieszkania dziewczyny. Przecież nie mogłem do niej zadzwonić, czy wysłać maila. Nawet nie wiedziałem, jak ma na imię. Układałem sobie w myślach, jak zacząć rozmowę. Zastanawiałem się, jak zareaguje, kiedy mnie zobaczy. Tydzień minął mi bardzo szybko. Musiałem skończyć pilne zlecenie dla firmy, bo po weekendzie miałem jechać na dwutygodniową rehabilitację. Codziennie wieczorem sięgałem po lornetkę i obserwowałem jej okna. Ale były ciemne. Może gdzieś wyjechała? – zastanawiałem się.  
W końcu przyszedł poniedziałek i rano, ze spakowaną torbą wyjechałem wózkiem z mieszkania. Przed blokiem czekała na mnie taryfa. Jechaliśmy przez szare miasto i po kilku minutach byliśmy na dworcu. Całe szczęście po przebudowie łatwiej było się po nim poruszać na wózku. Kupiłem jakąś gazetę i coś do picia, wjechałem windą na peron i czekałem na pociąg. Okazało się, że w przedziale było pusto. W listopadzie niewiele osób wybierało się nad morze. Kolejne godziny minęły mi na lekturze i słuchaniu muzyki. Za oknem przesuwał się szary, jesienny, polski krajobraz. Puste pola, rzadkie sosnowe lasy. Czasami mignęły zabudowania jakiejś wsi. Po szybie okna pociągu ściekały krople deszczu.  
"Polska deszczowa ja czekam na ciebie, na mieście ludzie mówili o cudzie…” – przypomniałem sobie słowa starego przeboju Staszka Soyki. Jechałem przez deszczową Polskę i też wierzyłem w cud, że rehabilitacja przyniesie efekty i, dosłownie, stanę na nogi.  
Dwa tygodnie rehabilitacji minęły mi bardzo szybko. Codzienne intensywne ćwiczenia, po których moje treningi na drążku i kółkach wydały mi się dziecinnie prostą i lekką zabawą. Pływanie, masaże i po tygodniu pierwsze próby samodzielnego chodzenia. Najpierw oparty na balkoniku stawiałem z trudem pierwsze kroki. Musiałem uruchomić partie mięśni, których nie używałem od dłuższego czasu. Kiedy po pół godzinie mozolnego stawiania kroku za krokiem doszedłem do końca kilkunastometrowej długości korytarza, czułem się jakbym przebiegł maraton. I wygrał. Ale z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej. Pod koniec drugiego tygodnia pobytu przeszedłem ten sam korytarz w pięć minut. To nic, że przed wypadkiem pewnie pokonałbym tę trasę w pięć sekund i nawet bym się nad tym nie zastanawiał. Cieszyłem się jak dziecko.  
- No młody człowieku. Miał pan bardzo dużo szczęścia. Uszkodzenie rdzenia kręgowego było znacznie mniejsze, niż się początkowo obawialiśmy. Nie doszło do porażenia. Pana organizm się szybko regeneruje. Proszę kontynuować ćwiczenia i spotkamy się za pół roku na kolejnej rehabilitacji. Sądzę, że za rok przyjedzie pan na turnus już bez wózka. – siwowłosy ordynator patrzył na mnie z uśmiechem ściskając mi dłoń na pożegnanie. Wyszedłem z gabinetu, jak na skrzydłach. Jeszcze w korytarzu zadzwoniłem do rodziców z dobrą wiadomością i słyszałem, jak mama na przemian płacze i śmieje się z radości.  
Nawet nie wiem, kiedy minęła mi podróż powrotna. W piątek wieczorem byłem już w swoim mieszkaniu. Nawet się nie rozpakowywałem, podjechałem do okna i spojrzałem na przeciwległy blok. Okna dziewczyny były ciemne.  
– Jest już dość późno i może śpi. A może gdzieś wyszła, w końcu jest piątkowy wieczór. – pomyślałem.  
Następnego dnia koło południa ubrałem się w kurtkę, zjechałem windą na dół i podjechałem pod sąsiedni blok. Wcześniej wyliczyłem sobie, że dziewczyna mieszka pod numerem 87. Drzwi do klatki były otwarte. Wjechałem windą na ósme piętro. Z bijącym sercem zapukałem do drzwi. Usłyszałem czyjeś kroki w przedpokoju. Drzwi się otworzyły i zobaczyłem pięćdziesięcioletnią na oko blondynkę, która patrzyła na mnie zdziwiona.
– Eee, przepraszam, czy mieszka tu może taka dziewczyna, szczupła brunetka około trzydziestki? – zapytałem, gdy w końcu odzyskałem mowę.
- A, pewnie chodzi panu o Ewę. Wyprowadziła się przed tygodniem, a my z mężem wynajęliśmy to mieszkanie i właśnie się urządzamy – blondynka wskazała ręką na nierozpakowane kartonowe pudła.
- Czy Ewa zostawiła może nowy adres? – zapytałem z nadzieją.
- Niestety nie. Przykro mi. Do widzenia – odpowiedziała blondynka zamykając drzwi.
Wracałem powoli do domu. Zaczęło padać i krople deszczu mieszały się z łzami, które spływały mi po twarzy. Wjechałem do pustego mieszkania i zamknąłem za sobą drzwi. Zdawałem sobie sprawę, że straciłem szansę na… Tak naprawdę nie wiedziałem nawet, na co. Na miłość, a może na przyjaźń? Siedziałem sam w pokoju i bezradnie patrzyłem w okno. Nawet nie wiem, kiedy dzień przeszedł w wieczór, a potem w noc. Patrzyłem tępo w lornetkę, którą przed wyjazdem zostawiłem na parapecie. Podjechałem do okna, zaciągnąłem zasłony i schowałem lornetkę w szafce. Nie będzie mi już potrzebna. Zgasiłem światło, położyłem się łóżku i zasnąłem.
Kolejne dni mijały mi na pracy. Brałem kolejne zlecenia, żeby zająć się robotą i nie myśleć o Ewie. Całymi dniami siedziałem przy komputerze. Wieczorem byłem tak zmęczony, że nawet nie chciało mi się ćwiczyć. Kładłem się i zasypiałem.  
Pod koniec tygodnia stwierdziłem, że mam pustą lodówkę i postanowiłem wyjść w końcu z domu. Ale kiedy spojrzałem w lustro, to się przeraziłem. Blada cera, przekrwione i podkrążone oczy, kilkudniowy zarost. Doprowadziłem się do porządku i pojechałem na wózku do osiedlowej Biedronki. Kiedy wracałem, zaczął prószyć śnieg. Na latarniach błyskały kolorami świąteczne ozdoby. Gdy wjechałem do swojego bloku, zauważyłem, że moja przegródka w skrzynce pocztowej jest pełna. Zupełnie o niej zapomniałem. Wyciągnąłem wszystkie listy i włożyłem do torby z zakupami.  
W mieszkaniu wypakowałem zakupy i spojrzałem na kupkę listów leżącą na stole. Zacząłem je przeglądać. Reklamy rzeczy, których i tak nie kupię. Do kosza. Oferta z banku. Do kosza. Pismo z ZUS. Na bok do przejrzenia. Na ostatniej kopercie był mój adres, ale zamiast mojego nazwiska było tylko zdanie "Ciemne oczy okien”. Otworzyłem kopertę i zacząłem czytać długi list.

10 komentarze

 
  • Akj

    Akj · 17 sty 2018 · 193143532

    Super napisane, czekam na ciąg dalszy

  • Chester2

    Chester2 · 13 sty 2018 · 201435701

    Piękne opowiadanie. Pisz wiecej

  • agnes1709

    agnes1709 · 13 sty 2018

    Świetny pomysł, a wykonanie jeszcze lepsze Tylko ta końcówka.. taka smutna, aczkolwiek nasuwająca spekulacje. Czy to ma oznaczać, że będzie dwójka? Byłabym bardzo rada, pięknie wyszła Ci ta historia

  • michael52

    michael52 · 13 sty 2018

    Brak słów którymi mogę opisać to cudo. .   ;]

  • Somebody

    Somebody · 11 sty 2018

    Rzadko mi się to zdarza, ale czuję się urzeczona. Ten przymiotnik zawsze trzymam na specjalne okazje i myślę, że to jedna z nich.  

  • valkan

    valkan · 11 sty 2018

    Brawo, brawo i jeszcze raz brawo Genialne opowiadanie Niebanalni bohaterowie, wciągająca fabuła i wspaniała atmosfera. Po kilkunastu linijkach tekstu czytelnik utożsamia się z głównym bohaterem. Opowieść pod każdym względem idealna. Do tego wszystkiego zakończenie jest wielkim plusem Wyrazy uznania dla autora
    Pozdrawiam

  • Gaba

    Gaba · 10 sty 2018 · 381258607

    Ale perełka się trafiła! I nie będę powtarzał violet ale zgadzam się "w całej rozciągłości"... Bdb+! Pozdrawiam i dzięki. Pisz więcej, jest więcej niż dobrze.

  • Lordvader

    Lordvader · 10 sty 2018 · 201438590

    Bardzo dobre opowiadanie. Historia poruszająca i dające niedosyt zakończenie. Czy będzie ciąg dalszy? Chętnie bym się dowiedział co było dalej.

  • MrHyde

    MrHyde · 10 sty 2018

    Super! Szkoda tylko, że akapity zlewają się w jedną bryłę tekstu. W innym miejscu zostawiłem jeszcze jedną uwagę.

  • violet

    violet · 10 sty 2018

    Interesujące opowiadanie. Ciekawa historia, dobrze opisane emocje, a to wyróżnia ten tekst z zalewu opowiadań o super kochankach i innych rżnięciach.