Ciemne strony barmana cz.13

Ciemne strony barmana cz.13Głowa ciążyła po przedawkowaniu alkoholu, jednak zwlokłem się z łóżka i podszedłem do okna w salonie. Murka uparcie szczekała, podskakując do klamki drzwi wyjściowych. Próbowała je otworzyć. Przez okno zobaczyłem niebieskie błyski i za chwilę przeraźliwy sygnał erki. Pewnie jakiś wypadek... pomyślałem. Krzyknąłem na wilczycę i powróciłem w pielesze.
Obudziły mnie promienie słońca przedostające się przez szczeliny zasłon. Było parę minut po dziesiątej. Usiadłem na łóżku i poczułem przerażający ból w skroniach.
— O człowieku! — jęknąłem żałośnie. — Chyba trzeba będzie wspomóc się jakimiś medykamentami.
Sunąłem powoli w stronę kuchni, kiedy usłyszałem dźwięk telefonu, zawróciłem w poszukiwaniu aparatu, jednak po chwili zapanowała cisza. Machnąłem ręką i znalazłem się wreszcie w kuchni. Aromat mocnej i słodkiej kawy częściowo postawił mnie na nogi. W międzyczasie zażyłem musującą mieszankę. Usiadłem w fotelu i zadzwoniłem do Oleńki.
— Halo! — usłyszałem głosik. — Tomaszu co się z tobą dzieje? — zapytała.
— To ja mogę o to samo zapytać? — potwierdziłem.
— Niegrzeczny — stwierdziła. — Umawiamy się na sobotę, o dziewiątej trzydzieści będę przy Królewskiej — zapiszczała. — Bo niedziela nie wchodzi w grę.
— Nie mogę się doczekać — odpowiedziałem.
— To do zobaczenia!

Co robić w tak słoneczny dzień... pomyślałem. Trzeba coś przekąsić, więc otworzyłem lodówkę, ale na sam widok jajek ułożonych na drzwiach zrobiło mi się niedobrze. Wyszedłem na taras i wsunąłem tyłek w fotel. Zapaliłem papierosa i nagle przede mną jak spod ziemi wyrosła Marianna.
— Matko Boska! — krzyknąłem. — Czy ty się kiedyś nauczysz pukać? — zapytałem bezsensownie.
— Tomaszku, a widzisz tutaj jakieś drzwi? — uśmiechnęła się. — Przyniosłam śniadanie, bo na pewno nic nie jadłeś — utwierdziła swoje pojawienie się parującą jajecznicą.
Pokręciłem głową i natychmiast pobiegłem do toalety. Zwróciłem całą kolację i hektolitry alkoholu. Przemyłem twarz lodowatą wodą i przejrzałem się swemu odbiciu w lustrze. Nie było tak źle. Wróciłem na taras.
— Lepiej? — zapytała Marianna.
— To chyba spadek ciśnienia — przytaknąłem
— Tak, na pewno — roześmiała się Marianna, podsuwając kubek z zieloną herbatą. Jej zapach spowodował u mnie uczucie głodu. Spałaszowałem całą jajecznicę i mogłem powiedzieć, że było już dobrze ze mną.
— A gdzie jest Murka? — zapytała.
Rozglądałem się po ogrodzie i rzeczywiście nigdzie jej nie było.
— Murka! — zawołałem. — Cisza  — a kiedy zagwizdałem usłyszeliśmy głuche szczekanie jakby ze studni.
— Wiem! — krzyknęła Marianna. — Pewnie zamknęłam ją w piwnicy — oznajmiła spokojnie, po czym zniknęła w salonie.
Najpierw przybiegła wilczyca, a za nią przydreptała babcia. Zapaliłem papierosa i mocno zaciągnąłem się, nie odwracając wzroku od jej twarzy.
— Czekam na wyjaśnienia? — zwróciłem się pytająco w jej stronę.
— Wiesz, jakby ci to powiedzieć... już dawno chciałam — plątała się w słowach.
— Powiedz wreszcie całą prawdę! — krzyknąłem.
— Boztwojejpiwnicyistniejetajneprzejściedomojej — wyrzuciła jednym tchem z siebie i odetchnęła z ulgą.
— No nie! Zaraz mnie szlag trafi — wybuchnąłem, by za chwilę spokojnie powiedzieć. —Wiedziałem od dawna, że twoje najścia mają jakieś tajemne i ciemne strony. Złapałem ją za ręce i pociągnąłem do piwnicy.
— Tomaszu, to było wtedy, jak cię podejrzewano, że działasz wspólnie z barmanem — popatrzyła na mnie. — Wtedy też miałeś założony podsłuch. Po przesłuchaniu ciebie ściągnięto go, a tajemne drzwi pozostały. Wtedy już mieliśmy inne plany wobec ciebie.
— Marianno ja cię kiedyś uduszę — oznajmiłem groźnie.

Roześmiała się i pociągnęła ręką do siebie jedną półkę z nalewkami babki Sydoni. Za nią ukazał się wąski długi korytarz, gdzie na końcu były drzwi, za którymi ujrzałem piwnicę Marianny.
Zawróciliśmy z powrotem na taras, aby dokończyć herbatę.
— Pojutrze idę z Oleńką na wystawę i pewnie Antoni będzie miał jakieś wytyczne dla mnie — zagadnąłem.
— Już niedługo i wszystko będzie jasne. Rozmawiałam z Lemańskim i wiem, że śledztwo zbliża się ku końcowi — mówiła — i... nie dokończyła, bo zadzwonił jej telefon. — Halo, co tam Krzysztofie? — spytała. — Co! — krzyknęła. — Lodzia nie żyje. Jak to się stało? Za chwilę połączenie przerwano. — To łajdacy! — krzyknęła, a po policzkach popłynęły łzy.
Przytuliłem ją.
— Dzisiaj w nocy — zaczęła — tutaj na Królewskiej, niedaleko naszych domów — została potrącona przez samochód — ciągnęła. — Sprawca zbiegł. Przed chwilą zmarła w szpitalu.
— Wiem Marianno, kiedy to się stało — szepnąłem. — Murka szczekała, wstałem i widziałem przez okno, jak odjeżdżała karetka.
Sygnał wiadomości w telefonie Marianny przerwał rozmowę.
— Słuchaj! — odczytała wiadomość. — Pomyłka, Lodzia żyje, to było chwilowe załamanie. Lekarze walczą o życie, ale jest nadzieja. Do mediów poszła notka, że zmarła i niech tak zostanie. Was też proszę o milczenie w tej sprawie. Pozdrawiam Krzysztof.
Poczułem ulgę i miałem ochotę krzyczeć, jednak coś mnie zastanawiało.
— Co robiła w nocy na Królewskiej ta kobieta? — zapytałem.
— Właśnie — przytaknęła Marianna. — Co chciała nam przekazać? Przecież Antoni wynajął jej mieszkanie na Ruczaju — zakomunikowała. — A to na drugim końcu Krakowa. Muszę się spotkać jeszcze dziś z Antonim — oświadczyła.
Wyszła, a ja głowiłem się nad zagadką. Wziąłem prysznic i pomyślałem, że dzisiaj wybiorę się do baru Pod Papugami, aby sprawdzić, co słychać u Szymona.
Z myśli wyrwał mnie telefon od babci. Zapraszała na siedemnastą do siebie. Będzie też Antoni.
Kiedy wszedłem na posesję Marianny, Murka pobiegła jak szalona w ogród.
— Dziwne — zawołała Ewa, witając się ze mną.
Weszliśmy do salonu, a za chwilę wbiegła sunia, niosąc coś w pysku. Była to szara koperta.
— No i mamy rozwiązanie nocnej zagadki — krzyknąłem.
Na kopercie widniał napis... od Lodzi.

— Tomaszu nie otwieraj — krzyknął Antoni — po czym odebrał ode mnie kopertę. – Zadzwonię do Lemańskiego – powiadomił wszystkich. — Halo Krzysztof? Witam — zawołał i przedstawił mu okoliczności całej sytuacji.
Po skończonej rozmowie siedział chwilę w milczeniu.
— Lodzia jednak zmarła — poinformował nas ze smutkiem. — A w obozie barmana coś się dzieje, bar od dzisiaj zamknięty, na jego drzwiach widnieje napis REMONT i kancelaria na Starowiślnej też nieczynna z powodu urlopu mecenasa Zawitowskiego, czy to nie jest dziwne — zamyślił się.
W tym samym czasie usłyszeliśmy sygnał domofonu.
— Otwórz Marianno — rzucił Antoni. — To ludzie Lemańskiego przyszli po kopertę.
Kiedy wyszli, zapanowała grobowa cisza.
— Komu herbaty, kawy? — przerwała ten stan Ewa. — Przyjęła zamówienia i udała się w stronę kuchni.
— Tomaszu, czy jutrzejsze spotkanie z Aleksandrą jest aktualne? — zapytał Karawan.
— Do chwili obecnej nic się nie zmieniło — odpowiedziałem.
— Porozmawiam z Lemańskim — spojrzał na mnie — i damy ci ochronę.
— Świetny pomysł — zgodziła się Marianna. — Po czym zaprosiła nas do stołu.
Po jakiejś godzinie zadzwonił telefon Antoniego.
— Słucham — tak, jeszcze jestem — za chwilę będę — zakończył szyfrem. — Słuchajcie! — krzyknął swym tubalnym głosem. — Wiecie, co było w tej szarej kopercie? — zapytał i równocześnie odpowiedział. — Notes, czarny notes Aleksandry. Tylko dlaczego ta biedna Lodzia, musiała zginąć? Jak go zdobyła? Tego nie dowiemy się nigdy — wypowiedział łamiącym głosem. — Ale przyrzekam, że nie spoczniemy, dopóki morderca nie odpowie za swoje czyny. — Wybaczcie, ale muszę was opuścić. Wzywa mnie Lemański — poinformował nas i wyszedł.
Po chwili też opuściłem dom Marianny. Wróciłem do siebie i z wielką przyjemnością walnąłem się na sofę. Byłem tym wszystkim umęczony i ledwo co przytuliłem głowę do poduszki, usunąłem jak niemowlę. Obudził mnie dotyk czyjejś dłoni, otworzyłem oczy i ujrzałem nad sobą ukochaną babcię.
— Tomaszu — wyszeptała. — Dzwonimy wszyscy do ciebie już od godziny. Myślałam, że coś ci się stało. — stwierdziła zaniepokojona.
— Byłem bardzo wyczerpany całą sytuacją — odpowiedziałem. — Ale coś się dzieje? — zapytałem już całkowicie wybudzony.
— Mam dla ciebie ważne wskazówki na jutro i podsłuch — rzekła stanowczym głosem. — Oprócz tego będziesz miał ochronę. — W czarnym notesie twoje nazwisko jest podkreślone na czerwono i dlatego podjęliśmy takie decyzje. Być może Aleksandra nie przyjedzie po ciebie, ale w razie czego pamiętaj, że jesteś bezpieczny — wydusiła to z siebie i się całkiem rozkleiła.
Przytuliłem ją mocno, czułem jej rozedrgane, wątłe ciało. Biedna Marianna — pomyślałem. — Nie bój się babciu — szepnąłem — wszystko będzie dobrze.
Poszła, wyszedłem na taras i zrobiło mi się strasznie żal, że nie mogę już pójść na wódkę, by zobaczyć minę barmana. Wypaliłem papierosa. Czerwcowy wieczór chylił się ku nocy, wróciłem do salonu i usiadłem przy biurku. Otworzyłem Worda, zacząłem pisać. Po jakimś czasie spojrzałem na zegar, dochodziła druga.
— Pora spać, panie Kolankowski — stwierdziłem. — Czeka cię ciężki dzień i piękna kobieta, która nie może być twoja, choćbyś bardzo chciał. — To dlaczego ja wciąż o niej myślę?
Dźwięk budzika obudził mnie. Wstałem i otworzyłem drzwi na taras, Murka wybiegła, a ja z kubkiem kawy i z papierosem wdychałem krakowski smog.
Kiedy brałem prysznic, usłyszałem głos Marianny.
— Jestem, aby ci pomóc „ubrać” podsłuch — kwiliła jak poranny skowronek.
Ubrałem się i wspólnie z Marianną ukryliśmy mikroskopijny nadajnik pod kołnierzem koszuli. Za chwilę usłyszeliśmy klakson.
— Już jest skubana — szepnęła. — Jedź i mniej oczy szeroko otwarte.
Wybiegłem jak szalony, Ola wyglądała cudownie, skrojona jak z żurnala. Ruszyliśmy w kierunku Alei Trzech Wieszczów. Milczeliśmy obydwoje, ale widziałem zdenerwowanie w jej gestach i napięcie. Ruch uliczny był umiarkowany, więc szybko dotarliśmy na miejsce.
Po okazaniu wejściówek zostaliśmy wprowadzeni do Hali Kortów Tenisowych Politechniki Krakowskiej. Moje zdziwienie było ogromne, kiedy podszedł do nas prezes Krakowskiego Klubu Felinologicznego, Czesław Żurowski.
— Witam państwa serdecznie i życzę przyjemnego spędzenia czasu wśród tych uroczych futrzaków — powitał nas z uśmiechem. — Panie Tomaszu, czy przedstawi mi pan swoją uroczą partnerkę?
— Ależ oczywiście — odpowiedziałem i... nie zdążyłem, bo Aleksandra już kokietowała pana Czesława.
Sztywna atmosfera trochę się rozluźniła. Jednak widziałem, że zachowanie Oleńki było inne niż dawniej. Zachowywała się zbyt spontanicznie i tworzyła nerwową atmosferę.
Przekonałem się także, że jest znaną personą wśród hodowców kotów. Tylko jej znajomi nie byli moimi i odwrotnie. Cała impreza miała trwać do godziny szesnastej, z godzinną przerwą na lunch. Program imprezy był świetnie zorganizowany. Nie nudziliśmy się, tylko Ola co chwilę odbierała połączenia.
— Czy ty Oleńko nie możesz sobie dzisiaj darować tych telefonów? — zapytałem.
— Kochany, ja w przeciwieństwie do ciebie jestem kobietą i to kobietą biznesu — uśmiechnęła się cynicznie. — Muszę dbać o interesy dwadzieścia cztery godziny na dobę — odpowiedziała zgryźliwe. — Każdy sygnał to pieniądz kochaniutki — zakończyła.
Ogłoszono konkurs na najbardziej wytresowanego kota. Stałem przed Aleksandrą, gdy zadzwonił jej telefon. Spojrzałem przez ramię, na wyświetlaczu zobaczyłem... Janusz.
— Przepraszam cię, ale muszę odebrać — rzuciła niedbale i się cofnęła.
Podsłuchiwałem starając wyłapywać pojedyncze słowa rozmowy... dobrze, potem... jutro wylot z Katowic — westchnęła głęboko.
Kiedy wróciła, przytuliła się do mnie jak kocica.
— Tomaszu — szepnęła. — Kocham te stworzenia, ale może byśmy się urwali na wagary — zamruczała powabnie.
— Jak sobie życzysz — odpowiedziałem. — Poczułem dreszczyk. Nagle przypomniałem sobie słowa babki Sydoni — Myśl głową, a nie rozporkiem. Kochana, nawet zza grobu pilnuje mojej moralności.
Wyszliśmy, spojrzałem na zegar w holu, dochodziła czternasta czterdzieści.
— Zabioram cię do Niepołomic Tomaszu — oznajmiła Aleksandra.
Kiedy wsiadłem do samochodu, poczułem mocne uderzenie w tylną część potylicy.

655 czyt.
100%122
kaszmir

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne, użyła 2151 słów i 13103 znaków, zaktualizowała 4 sie o 11:10.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 4 sierpnia

    Mało ostrożny ten Tomasz.  Oberwał w główkę. Ciekawe co dalej ..

  • Duygu

    Duygu · 4 sierpnia

    Końcówka bardzo mnie zaskoczyła. Coraz bardziej podoba mi się postać Antoniego. Imponuje mi, ma w sobie coś takiego, co przyciąga uwagę. Jednak moją ulubioną postacią jest nadal Tomasz. Aleksandrze nie ufam, szczególnie po tym, co stało się na końcu... Biedny Tomasz, oby nic mu się nie stało.

      Bardzo dobra część