Pierwszy wróg i ostatni wróg cz 6

— Co myślisz, wygrasz?
Dziewczynka tylko się znowu uśmiechnęła. Chmura zarżała i zaczęli wyścig. Sa rwał jak szalony. Po chwili wyprzedził klacz o pół długości. Drobne ciał dziewczynki zdawało się nie dotykać konia. Halsa trzymała ogiera za szyję. Chłopak musiał przyznać, że siosta jedzie świetnie. Jej koń wyprzedzał już jego klacz o całą długość ciała. Kerst normalnie się złościł jeśli przegrywał, chociaż nie zdarzało mu się to często. Ale teraz ścigał się z siostrą. I wszystko odbierał całkiem inaczej.  
Kiedy ściana lasu była już zupełnie blisko, chłopak pogodził się, że ogier jego siostry wygra. Ale nie! Sa zwolnił i oboje wpadli równo na polane przed lasem.
Kerst zeskoczył na ziemię.  
— Remis, a myślałem, że przegram. Zwolniłaś?
Halsa zeskoczyła lekko na ziemię.
— Nie, to Sa zwolnił.
— Osłabł?
Halsa wybuchnęła śmiechem. Zostawili konie same, żeby jadły sobie trawę, a sami usiedli na trawie.  
— Lubię twój śmiech, siostro. Ale nie wiem czemu się śmiałaś.
— Widzisz ja czuję zwierzęta, szczególnie konie. On jest dobrze wychowany. Nie chciał wygrać, bo wie, że Chmura jest damą.
— Poważnie, nie wierzę!
— Jak chcesz. Sa powiedział mi, że jest prawie najlepszy wśród stadniny księcia. Tylko Piorun jest lepszy. Piorun jest najszybszy.
— Rextan nikomu nie daje się do niego zbliżyć, ze wzgledu bezpieczeństwa. Ale co do ciebie, nikt nie rozumie. On cię bardzo lubi. Piorun, znaczy
— Mylisz się, bracie. Piorun mnie pokochał. Wiem to. Czułam to, kiedy jechałam na nim.
— Rextan ci pozwolił!
— Tak. Domyślił sie, że Piorun tego chce.
— No cóż, widziałem, że jest dla ciebie łagodny. Ale pewnie nikt inny go nie będzie mógł dosiąść.  
Kerst nie patrzył na siostrę. Dlatego nie zauważył, że Halsa posmutniała na chwilkę.
                                               *
Żniwa udały się pięknie. Kilka dni później upieczono chleby z nowej mąki. Wszyscy byli zadowoleni. A głównie z tego, że groźba wojny została oddalona. Tylko dwoje ludzi w księstwie wiedziało, że to tylko kwestia czasu.  
Rextan pojechał do króla i próbował go przekonać, że Paxton gra na zwłokę. Z Alsadem nawet nie próbował rozmawiać, ponieważ książe dał mu do zrozumienia, że nie wierzy w jego obawy.  
Mijał czas. Życie osady toczyło się zwykłym rytmem. Z pośród przyjaciół Sergent coraz bardziej okazywał zainteresowanie w kierunku Maggi.  
     Minęły dwa lata. Kerst miał szesnaście lat. Jeszcze bardziej nabrał ciała. Halsa miała czternaście i wszyscy widzieli, że robi się piękniejsza z dnia na dzień. Sergent był przeznaczony do Maggi. Ale musieli czekać jeszcze dwa lata. Czasem wydawano za mąż dziewczynę piętnastoletnia, ale regułą była granica szesnastu lat.  
Armidzie bardzo podobał się Kerst, ale on nie dawał poznać, że z wzajemnością. Dziewczynka trochę się tym martwiła. Próbowała nawet rozmawiać o tym z Kruchtem, ale to nic nie dało. Wówczas zaczęła bacznie obserwować i chciała dostrzec kto podoba się Kerstowi. Ucieszyło ją to, że nie dostrzegła nikogo. Więc nadal czuła, że ma szansę. Oczywiście byli jeszcze bardzo młodzi i ich związki nie były jeszcze zupełnie dojrzałe. Ale dla nich było to bardzo poważne.
Przyszła jesień. Zazwyczaj padało otej porze. Ale Kerst już zrobił postępy w obserwacji przyrody. Wiedział, że ta jesień będzie sucha. Spodziewał się za to ostrej zimy.

Wiadomość rozeszła się jak błyskawica. Wojska Paxtona wdarły się do królestwa.  
Na szczęście musiały najpierw przejść przez ziemie blisko zamku Algarda, a ziemie gdzie mieszkał Alsadyn były bliżej południa.
Rexan zebrał wszystkich, którzy umieli trzymać broń. Burt i Mary obawiali się, że ich syn, jako najlepszy ze swojego rocznika, pojedzie z wojskiem na północ. Ale stało się inaczej. Rextan wezwał Kersta i dlatego nawet on sądził, że pojedzie z nim i całym wojskiem, żeby walczyć.
— Kerst zostawiam małą załogę, dla obrony Alsadyna, a głównie Atamiry i całego dworu. Jeśli nie zdołamy powstrzymać Paxtona, a nie zdołamy, nic nie zatrzyma wojsk Kruuna. Dlatego ty masz mieć staranie o księżnę. Moi zaufani rycerze wiedzą o tym. Ale to ostateczność. Algard wysłał posłów o pomoc do południowych krajów, ale zrobił to stanowczo za późno.
To były ostatnie słowa Rextana przed wyjazdem. Kerst otrzymał od niego kilka mieczów, kusz i mnóstwo strzał.
Wszyscy byli przerażeni. Dawno nie było wojny. Pokolenie Burta jej nie pamiętało, a co dopiero pokolenie Kersta.  
Przez gołębie i łączników książe dowiedział się, że wojska Algarda II zostały doszczętnie rozbite. Król dostał się do niewoli. Paxton zakuł go w łańcuchy i utrzymał przy życiu, tylko dlatego, żeby mógł patrzeć na niszczenie swojego kraju. Kruun zabił ważniejszych z wojska, ścinął mieczem ministrów króla. Utrzymanych przy życiu zmuszał do niewolniczej pracy. Jakiekolwiek próby oporu kończyły się wielkim przelewem krwi.  
Kerst bał się. Głównie o siostrę. Miał pewność, że Rextan zginął, albo jest w niewoli. Dlatego ucieszył się kiedy go zobaczył. Dowódca z małą grupą zdołał się przebić. Ale mściwy Kruun wysłał za nim pogoń. Ponieważ sam parł na południe wiedział, że Rexan będzie bronił księstwa. Dlatego pogoń nie tak bardzo się spieszyła, za to zostawiała za sobą śmierć. Tam gdzie dotarli, zabijali wszystkich nie szczędząc dzieci i starców. Krzywdzili kobiety i trzymali je tylko dla jednego celu.  
Rextan był lekko ranny, brudny i zmęczony.
— Nie mamy wiele czasu. Moim obowiązkiem jest bronić księstwa. Pewnie polegnę na polu. To lepsze niż dostać się w łapy Kruuna. Zapewne zgotuje mi długą i bolesną śmierć. Też zrobiłem bład. Powinienem przyuczyć wszystkich bez wyjątku do walki, ale niewiele mogłem. Teraz książe przyznał mi rację. Za późno. Dużo za późno. Jutro z rana wyruszysz z Atamira i kobietami z dworu do południowej granicy. Zabierzesz Halsę. Wiem, że nie muszę cię o to prosić, ale uratuj ją. Obiecałem dać życie za Atamirę, ale Halsa jest mi nawet droższa. Nie miałem nigdy żony i dzieci. Twoja siostra jest mi jak córka i mam ją w sercu.
Co było niezrozumiałe, Halsa wcale się nie bała.
Przyszedł ranek. Nikt nie spodziewał się dobrych wieści, ale też nikt nie spodziewał się tak strasznej.
Sam Kruun ze swoja przyboczna zgrają odciął południowa granicę. Takiego posunięcia nie spodziewał się nawet Rextan. Byli otoczeni. Pozostały dwie drogi ucieczki: jezioro i góry. Obie wyglądały beznadziejnie. Następnego dnia około południa pokazała się armia Kruuna. Rextan miał tylko dwustu żołnierzy. Kruun ponad tysiąc. Zajęło mu tylko dzień, by zdobyć zamek.  
     Zanim jesienne słońce schowało się za horyzont zobaczyli dym z księstwa. Zamek częściowo spalono. Wycięto wszystkich mężczyzn i wiele kobiet. Nikt nie wiedział kto ocalał. Następnego ranka przyjechał tylko Rextan i Atamira. Kobieta nie przypominała księżnej. Ból malował się na jej twarzy. Widziała na własne oczy śmierć swojego męża. Tylko dzięki niesamowitemu szczęściu i hartowi ducha Rextanowi udało im się przebić. Dowódca straży był  śmiertelnie ranny. Miał głęboką ranę na brzuchu. Poza tym inne drobniejsze rany na nodze, ramieniu i plecach.  
— Pozostała mi garstka. Jesteśmy otoczeni. Weźmiesz Pioruna i pojedziesz na nim w kierunku południowej granicy. Większa grupa się nie przeciśnie. Koń Atamiry ma ranę w nodze, nie podoła. Twoja Chmura będzie wiozła Atamirę. Zabierzesz Halsę. Ja zostanę tu i będę walczył do końca. Wiem, że przegramy. A mi nie zostało wiele życia. Co dobre, że Kruun nie dostanie mnie żywego. Nie zdąży.
Rextan zaśmiał się dziwnie.
— Musicie wyruszać natychmiast.
— Ja zostanę — szepnęła Halsa.
Najpierw nikt z nich nie zrozumiał. Ale Halsa powtórzyła.
— Co mówisz! Ten potwór nie oszczędza nikogo. Jesteś młoda, ale i tak mogą cię skrzywdzić. Wsiadaj natychmiast i jedźcie.
— Posłuchaj Rextan, Atamira pojedzie na Sa. Tylko Piorun jest szybszy od niego. Chmura pobiegnie na step... Kruun chcę Atamirę dla siebie, ale prawdziwy powód, że tak się stało jest inny.
— Co mówisz! Próbowałem go pokonać, to on mnie zranił. To nie człowiek, myliłem się. Wcielony demon. Otoczyło go dziesięciu moich najlepszych, a on ich posiekał jak młodzieńców.
Oczy Halsy zrobiły się zimne.
— Uwierzyłeś mi przedtem, uwierz i teraz. On chce się ze mna zmierzyć.
— Co pleciesz dziewczyno. Ty nie trzymałaś ani łuku ani miecza w dłoni, co mówisz!
    Dziewczyna weszła do chałupy. Mary płakała. Burt siedział z rękami wspartymi pod brodą i patrzył beznamiętnie w ścianę.
— Nie martwcie się, nie zginiecie. Potem pojedziecie na południe - szepnęła dziewczyna.
Halsa weszła do sypialni. Po chwili wyszła z Rey w jednym ręku i glinianym dzbanuszkiem w drugiej.
Wyszła na dwór. Atamira nie płakała. Na zakurzonej, pięknej twarzy miała tylko ślady łez.
— Nie płacz Atamiro, Kerst dowiezie cię szczęśliwie do południwego królestwa i tam będziesz bezpieczna.
   Atamira chciała coś powiedzieć, ale Halsa ją wyminęła i podeszła do brata.  
— Wiem, że nikogo nie kochasz jak mnie. I ja nikogo nie kocham jak ciebie. Rozstaniemy się na długi czas. Ale pamiętaj co ci kiedyś mówiłam. Ja będę z toba nawet jeśli mnie będzie. I Rey będzie z tobą.  
Podała zaskoczonemu bratu swoją szmacianą lalkę.
— Opiekuj się nią. Jedźcie już. Podeszła do Pioruna i pogładziła go czule po pysku
— Wiem, że mnie kochasz i sądziłeś, że mnie już nie zobaczysz. Ale widzisz, chociaż ostatni raz. Pozwól się osiodłać i dosiąść Kerstowi jak mnie, pozwoliłeś.
Halsa stała przed Piorunem, a on schylił głowę. Halsa pocałowała go w białą plamkę.  
Kerst nie chciał, ale czuł, że musi to zrobić, co powiedziała siostra.
    Ruszyli ostro. Piorun zachowywał się jak jego Chmura, był mu całkowicie uległy. Sa gnał obok z Atamirą na grzbiecie.
    To były ostatnie chwila. W okolicy zaoranych pól przenicy pojawili się rycerze strasznego Kruuna.
Rextan trzymał miecz, ale Helsa wiedziała, że za chwilę umrze. Zanim pierwsi żołdacy Kruuna wjechali na podwórko, oczy Rextana zgasły. Helsa delikatnie wysunęła drobną dłoń z jego i bez trwogi wyszła na przód.  
Kruun dał znak ręką swojej zgraii, by się zatrzymali.
— A więc tak wygladasz.
Miał niski głos. Ci co go usłyszeli, zadrżeli ze strachu. Halsa nic nie powiedziała.
— Wiem, że masz moc. Czyżbym się mylił?
Dał ręką znak i piątka jego zbirów ruszyła w jej kierunku. Kruun patrzył, ale nikt nie widział jego oczu, bo na twarzy miał stalową maskę z złotymi dekoracjami. Był ogromny i postawny. Miał wielki topór i długi, lekko zakrzywiony miecz.  
    Mało oczu widziało co się zaczęło dziać. Większość chłopów ukryła się ze strachu w domostwach. Ci co zdołali, zaryglowali drzwi, a okiennice zabili deskami.
Do tej pory przyboczna zgraja Kruuna postępowała podobnie. Walczyli, zabijali obrońców, gwałcili kobiety. Ładniejsze zabierali. Zabijali resztę, a napadnięte miejsce puszczali z dymem.  
Teraz było zgoła inaczej.  
Halsa nadal stała. Na jej buzi nie widać było strachu ani też żadnego uczucia. Kiedy rozpędzeni najeźcy byli blisko aby ją stratować, Halsa wyciągnęła dłoń. I wówczas stało się coś niemożliwego. Wszyscu zostali nie tylko zatrzymani, ale polecieli jak kamienie z procy w przeciwnym kierunku. Koniom nic się nie stało. Rozbiegły się omijając dziewczynkę.  
— A jednak — krzyknął Kruun.
Znowu dał znak ręką. Z cztrech tuzinów kusz wyleciały strzały. Ale nie doszły do celu. Teraz wszyscy, poza Kruunem strzelali, ale rezultat był ten sam. Strzały zatrzymywały się przed dziewczyną i spadały na ziemię. Jego ludzie zaczęli rzucać pochodnie na strzechy. Kiedy  zaczęły się palić dachy, Halsa poruszyła dwoma rękami i wówczas ostry wiatr, który pojawiła się nie wiadomo skąd,  zagasił płomienie. Poruszała szybko drobnymi rekami. Rzucała dorosłymi ciałami napastników jak drobnymi kamykami. Rzadko któryś z nich wstawał. A ci co przeżyli upadek, w popłochu uciekali, mimo wściekłych wrzasków Kruuna.
Ten zsiadł ze swojego wielkiego, czarnego rumaka i zaczął iść w kierunku młodej dziewczyny. Ona wówczas odwróciła się do niego tyłem.
— Walcz — wrzasnął.
Nagle zerwał się wiatr, ale wiał tylko na ogromne ciało Kruna. Wichura była tak silna, że ten z trudnością poruszał się do przodu. W pewnej chwili wiatr zwiał jego maskę. Ukazało się jego oblicze. Twarz miał pokrytą bliznami, a jedna wydawała się być lekko zaropiała. Kruun podchodził powoli. Na jego brzydkiej twarzy pokazał się szyderczy uśmiech, sądził, że ją dosięgnie. Ale kiedy się zbliżył na dwa yardy, nie mógł dalej zrobić ani kroku. Z trudnością wyciągnął miecz. Ale skoro tylko go uniósł, jakaś nieznana siła wyrwała mu broń z dłoni i rzuciła daleko. Podobnie stało się z z toporem, kiedy tylko chwycił za rękojeść . W końcu jego rosłe ciało poleciało do tyłu jak suchy liść na wietrze.
Mimo upadku podniósł się z ziemi.  
— Jeszczę cię dostanę, czarownico.
Klnąc, zaczął się oddalać. Kulał.  
     Po chwili wiatr ustał. Nie pozostał nikt. Tylko ci co zginęli po upadku. Konie odbiegły daleko.
Teraz wszyscy zaczęli zbliżać się do jej drobnej postaci. Większośń nie widziała co się stało.
— Jedźcie do południowej granicy. Nikt was nie będzie niepokoił. Musicie odejść, weźcie jadło na drogę. Nie jesteście tu dłużej bezpieczni.
— Dlaczego, Halsa. Masz moc, pewnie od Boga. Z tobą nic nam nie grozi!
— Tak, ale ja muszę iść.
— Gdzie, kochanie? — zapytał Burt.
— Idę do Rey. Już mnie nie zobaczycie.
— Zostań — szepnęła Mary.
— Nie mogę. Robię to dla Kersta.
— A czy on cię chociaż ujrzy? Pęknie mu serce z tęsknoty.
— On jeden mnie zobaczy, ale zanim to się stanie, upłynie dużo czasu.
Mimo próźb wszystkich, zaczęła iść w kierunku jeziora. Wszyscy mieszkańcy szli za nią. Ale nikt nie mógł się do niej zbliżyć, jakby tajemnicza siła ją oddzielała od reszty. Doszła do brzegu. Wówczas woda się rozstąpiła. Wszyscy zobaczyli piękną czarnowłosą dziewczynkę o prawie fiołkowych oczach.  
— Rey — wyszeptał Burt.
Rey uśmiechnęła się do Halsy. Podała jej dłoń. Po chwili woda zamknęła się za nimi. Chwilę było widać wrzosową poświatę ze środka tafli. Lecz po chwili wszystko znikło.  
     Jeszcze tej nocy grupa ocalałych wyruszyła na południe. Nie pochowano nikogo z napastników. Tylko Rextana.  
                                                 *
Kerst gnał na Piorunie, obok biegł Sa z Atamirą na grzbiecie.  
— Umarł — szepnął Kerst.
— I ja to czuję. To był dobry człowiek, tylko czasem porywczy. Ale twoja siostra go zmieniła. Szkoda, że ani król ani mój mąż go nie słuchali.
Milczała przez chwilę.
— Nie daj mnie żywej tej zgraji. Wiem co mi uczynią. Zabij mnie zanim to się stanie.
— Nie mów tak, pani. Przebijemy się.
— Czy sądzisz, że Halsa im pomoże. Co potrafi?
— Nie wiem, ale Rey jej pomoże.
— Kto to jest Rey?
Kerst wyjął z za pazuchy lalkę.
— Lalka?
— Ona jest obrazem prawdziwej Rey. Ona i jej dwór mieszka pod dnem jeziora.
— Czy to być może? - zapytała cicho piękna księżna.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2745 słów i 15614 znaków, zaktualizował 10 sie 2019.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę barwo Halsa niezła z ciebie amazonka

  • Duygu

    Świetna akcja! Pełna emocji, wzruszyłam się. Cóż za piękne poświęcenie  <3  Halso, bohaterko, mam nadzieję, że wrócisz. Łapa w górę.  :bravo:

  • AlexAthame

    @Duygu Dzięki moja droga.  :P

  • AuRoRa

    Świetna część, nie mogłam się oderwać czytając i jaka akcja  :bravo:

  • AlexAthame

    @AuRoRa Dzięki, dzięki :danss:

  • Somebody

    Masz moc nie gorszą od Halsy. Twoje opowiadania mnie zatrzymują w czasie:) Dobanoc