Pierwszy wróg i ostatni cz 18

Kruun siedział za stołem, który stał blisko ściany. Przed nim stało wielkie lustro, oparte o nią.
— Dostanę cię! Jesteś już wolna. Tylko czy zechcesz potwora? Zmuszę cię... Nie... obsypię cię  złotem. Tylko jak zniesiesz moje oblicze, jeżeli ja sam go nie mogę ścierpieć?
Przerwał monolog i zaczął powoli zdejmować maskę. Przyzwyczaił się do przykrego zapachu jaki wydzielała jego nie gojąca się rana na twarzy. Okłady oleju z mięty tylko nieco łagodziły smród ropy. Twarz miał pooraną ostrymi pazurami. Patrzył chwilę w swoje odbicie. Jęk bólu i rozpaczy rozdarł ciszę komnaty. Wielką pięścią rozbił lustro. Nie zwrócił najmniejszej uwagi, że odłamki szkła wbiły się w jego rękę. Ukrył twarz w dłoniach.
— Straż — ryknął.
Po chwili usłyszał pukanie.
— Tak, panie?
— Nie słyszałeś? Moje lustro. Przynieś natychmiast nowe.
— Tak, panie.
Strażnik wycofał się powoli.
— Obyś zdechł potworze — szepnął już za drzwiami strażnik.
Ale Kruun miał słuch jak nietoperz. Usłyszał. Brzydki uśmiech pojawił się na jego twarzy zakrytej już maską
— Myślisz, że nie czekam na to, głupcze. Ale nawet smierć nie chce patrzeć na moją szkaradną gębę.
Nieszczęsny Kruun tłukł przeważnie jedno lustro dziennie, a czasem i dwa. Pod groźbą śmierci odpowiedzialnych ludzi, specjalny wóz musiał być pełen luster.  
Po chwili strażnik przyniósł lustro. Wyniósł ramę z resztkami rozbitego zwierciadła i zamiótł rozbite ostre kawałki.  
— Nienawidzę cię! Czemu mnie nie zabijesz? Czy sprawia ci rozkosz patrzeć na moje cierpienie!
Kruun wiedział, że Bóg nie odpowie.
Dwa dni potem wydał dziwny jak na niego rozkaz i kazał go rozesłać do wszystkich na terenie Rublindy.
— Zaprzestaniecie przemocy i gwałtów. Kobiety, które macie w swojej mocy będziecie traktować dobrze. Jeżeli zechcą opuścić ziemię i odejść do ziem południa, pozwolicie im odejść i dacie eskortę poza nasze wojska na granicy. Dopiero tam uwolnicie je, żeby odeszły wolno. Każdy akt przemocy wobec porwanej kobiety będzie karany śmiercią.
   Niektórzy przyjęli rozkaz z radością w sercu, inni sądzili, że Kruun do końca postradał zmysły.
W końcu drugiego tygodnia straż zameldowała, że znaleziono młodą i piękna kobietę tuż przy brzegu jeziora.
— Przyprowadzić ją natychmiast przed moje oblicze.
Po czasie czwartej części straży do chaty wprowadzono młodą, czarnowłosa dziewczynę.
— Kim jesteś, kobieto? Jak znalazłaś się nagle na brzegu?
Rey popatrzyła bez nienawiści na olbrzyma.
— Jestem Rey, przybyłam bo muszę zobaczyć Karblissa.
— Nie znam nikogo o takim imieniu.
— To on dwa tygodnie temu pobił twoich żołnierzy i udał się do królestwa południa.
— Dobrze się składa. Mamy niedokończoną rozmowę. Wiesz może gdzie przebywa?
— Tak. Jest w osadzie gdzie przebywają mieszkańcy osady, w której teraz przebywasz. Jest z nimi ktoś kogo szukasz.
— O kim mówisz, nieznajoma?
Poczuł zimny pot na plecach.
— Jest tam twój niespełniony sen, Atamira.
— Łżesz!
Walnał pięścia w stół, aż cała chata zatrzęsła się w posadach.
— Ja nigdy nie kłamię, Kruun.
— Jesteś odważna i nie wyglądasz na szaloną. Wyślę tam jednego z moich najlepszych żołnierzy. Kapitan pojedzie do Lordeny i sprowadzi mi Atamirę. Jeżeli nie, zginiesz.
— Właśnie wydałeś pierwszy ludzki rozkaz i chcesz go złamać?
— Nikt nie musi wiedzieć, że tego nie zrobię. Nie obawiaj się, włos ci z głowy nie spadnie.
I wówczas Rey zaczęła mu mówić coś co nie mieściło się w jego zimnym sercu.
— Jeżeli mnie posłuchasz, może twoje cierpienie się skończy.
Kruun poczuł jak lód w jego piersi zaczyna powoli topnieć.
Miał siłę i szybkość. Poza twarzą jego ciało miało zwykłe blizny po ciętych ranach. Ktoś tajemniczy obiecał mu, że jego rana na twarzy się zagoji.  
   Dawno temu, kiedy wybrał się samotnie do kraju północy, napotkał dziwnego człowieka. Ten bez pytania powiedział mu, że jego przekleństwo się skończy. A stanie się to dzięki specjalnym płynom. Nie wyjawił mu jednak jakiego rodzaju mikstury zagoją jego rany na twarzy. I to się nigdy nie spełniło. Wezwał kapitana Margota. Rycerz przybył bezzwłocznie. Wszedł do komnaty. Zobaczył czarnowłosa dziewczynę i Krunna.
— Pojedziesz do Lordeny. Twoja w tym głowa, zebyś nie zginął. Odnajdziesz tego Karblissa, który was pokaleczył. Powiesz mu, że mam w rękach Rey. Jeśli nie przyjedzie z Atamirą, Rey zginie. Tak mu powiesz. A teraz posłuchaj uważnie. Jesteś człowiekiem honoru i jesteś odważny. Dlatego powiem ci prawdę. Rey nie spadnie włos z głowy. Oczywiście im tego nie powiesz. Powiedziałem to tobie, żebyś wiedział. Ruszaj niezwłocznie.
                                      *
Kiedy Kerst wyszedł z domu Atamiry, ta popadła w rozpacz. Zrzuciła piękną jedwabną suknię w kąt. Stała przed lustrem i patrzyła na swoje odbicie.
— Cóż mi po tym, że mam ładną figure i twarz. Cóż mi z tego, że staram się dla innych i kochają mnie ponoć w swoich sercach. Moje serce jest smutne. Moje ciało pragnie miłości. Mąż był zimny w łożu. I słyszałm plotki, że mnie zdradza z wieśniaczkami z kuchni. Czemu tak?
Założyła koszulę, a na to zwykłą chłopską suknię. Nie umyła się nawet i poszła do łóżka. Płakała długo, w końcu zasnęła.  
Obudziło ja kołatnie w drzwi.  
— Atamiro, Atamiro!
Poznała głos Garli. Zwlekła się z łoża. Poszła otworzyć wrota chałupy.
— Co ci, moja pani? Choraś?
— Wejdź Garlo.
Kiedy Garla weszła, ksieżna usiadła na niezaścielonym łożu.
— Co ci, Atamiro. Powiedz!
Księżna popatrzyła na dziewczynę.
— Ciężko mi na duszy.
— A co się stało?
— Powiem ci, boś mi najbliższa, ale co pomyślisz o mnie!
— Mów śmiało.
— Dobrze powiem. Tyś młoda, piękna i szczęśliwa.
— Przy tobie moja uroda jak Słońce przy Księżycu!
— Co mi po tym. Mąż był zimny i na pokaz pokazywał, że kocha. Słyszałam plotki, że mnie zdradza z kuchennymi pomocami.
Garla zrobiła minę i ksieżna to dostrzegła.
— Wiedziałaś!
— Co ci miałam mówić. Ona już nie żyję. Nigdy za nią nie przepadałam, ale nawet ona nie zasłużyła na taką śmierć. Zanim Varda uratował mnie od śmierci, żołnierze Kruuna zadali jej gwałt, a potem jeden obrzydliwiec przebił jej plecy nożem.
— Szkoda jej, pewnie to Alsadyn chciał ją, a nie ona jego. Przecież gotowa byłam dać mu wszystko co by chciał. Tylko on nic nie chciał. Nigdy nie rozkochał, położył jak kłodę, zanim coś poczułam, zostawił nasienie i poszedł. Może miał żal, że dziecka mu nie dałam. Nie wiem.
— Ale teraz to wspominasz? To już trzy lata jak go Kruun zabił!
— Nie to. Kiedy dowiedziałam się, że Kerst przyjechał, mało konia nie zajechałam. W sercu moim był od czasu jak mnie tu przywiózł z narażeniem życia. Miłuję go, jak sadzę... Dzisiaj rano miłości od niego chciałam...
— Co mówisz! Jak to?
— Piękny on, a w sercu moim ma miejsce, uratował mnie. Trochę go podeszłam. Zapytałam, czy mu się podobam. Czy piękna w jego oczach. Czy wadę jakąś u mnie widzi. Odrzekł, że uważa, że jestem piękna. Ja mu na to, że mnie nigdy nago nie widział i jak może wiedzieć. I zapytałam czy chce zobaczyć, zeby mieć pewność. I zgodził się.
— Rozebrałaś się do naga, jak przede mną kiedy cię kąpię?
— Tak.
Garla pokręciła głową z niedowierzaniem.  
— I co dalej.
— Patrzył i powiedział, że wady nie widzi. Poprosiam, czy mogę go pocałować. Kiedy mnie uratował w podzięce,  pocałowałam jego usta. Zgodził się, więc pocałowałam go nawet mocniej. Potem poprosiłam czy mogę jego ciało zobaczyć i zgodził się.
Garla z trudnością hamowała zdziwienie, ale prosiła, żeby księżna mówiła dalej.  
— Kiedy go zobaczyłam nago, żądza niepohamowana mnie ogarnęła. Ale umiałam się opamiętać, bo widziałam, że dziewiczy jest i nie chciałam go zbałamucić. Pocałowałam go znowu. Czekałam na jakiś ruch z jego strony, ale nadaremno. Wówczas poprosiłam, żeby wszedł we mnie.
— I zrobił to?!
— Powiedział, że właśnie Rey mu powiedziała, żeby zaczekał. Że musi upewnić się czy mnie miłuje mocno i właściwie.
— Rey to lalka Halsy...
— Tak, ale jest prawdziwa Rey. Ponoć mieszka pod dnem jeziora i Halsa do niej odeszła. Ubrałam się i prosiłam, żeby się ubrał, bo stał cały czas goły. Piękny jest, a męskość naprężona jak słup od flagi co wisiała przy zamku. Od Alsadyna męskości dwa razy grubszy i większy.
Garla patrzyła na nią i nie mogła wymówić słowa. Po chwili ochłonęła.
— Czyś ty kobieto rozum straciła? Mówisz o sercu, a o rozkosz ciała ci idzie.
— A ty szczęśliwa z Vardą, też cię uratował...
— Atamiro. To nie tak. Varda mnie uratował, ale ja wiedziałam w jego oczach, że on dla mnie, a ja dla niego. Z tego co mówisz, Kerst cię pociąga i chcesz z nim miłości, to wszystko.
— To nie prawda, miłuje go. A kiedy zapytałam czy o jego serce walczyć mogę, zgodziła się.
— Możesz mówić co chcesz, ja swoje wiem.
— Porozmawiaj z nim, proszę.
— O tak! Zrobię to z pewnością. Ale teraz muszę tobie pomóc. Żal mi ciebie. Ugotuję ci strawę i zrobię ciepłą kąpiel z olejkami wonnymi. Od razu poczujesz się lepiej.
— Zupę sama ugotowałam. Jeszcze ciepła, spróbuj. Dobra. A jeśli mi zrobisz kąpiel, dziękuję. Ale do dzieci nie musisz wracać?
— Nakarmione, Varda z nimi. A i ojciec z matką z radością pomagają jak trzeba.
Garla zawołała rycerza z dworu. Wielkie trzy gary wody na piecu postawił. Garla wlała dwa wiadra zimnej, żeby za gorąca woda dla księżnęj nie była. Po czwartej części straży kąpiel była gotowa. Garla wlała wonne olejki i Atamira weszła do wielkiej balji. Garla myła jej włosy, potem plecu, ręce i okolice piersi. Zawsze tak robiła. Księżna wstała. Garla umyła jej uda i łydki. Myła ją mięką ściereczką.
— To tylko okolice intymne zostały, to umyj sama jak zawsze.
Atamira popatrzyła na nią inaczej.
— Nago mnie widziałaś wiele razy, a dzisiaj odkryłam przed toba wszystko. Jeśli chcesz, umyj mnie tam sama. Nie ściereczką tylko samą dłonią.
Nie spodobało się to Garli co usłyszała. Ale miłość miała do Atamiry to i nic nie rzekła.
Ale Atamira popatrzyła na nią jak Varda przed kochaniem i zapytała.  
— Podotykaj mnie, proszę. Wiem, że roskosz mi sprawisz.
Tego było za wiele dla Garli. Aż się gotowała w środku. Jej gorąca natura jeszcze raz wybuchła.
Podeszła do łóżka i położyła równo kołdrę.
— A nie chcesz, żebym i ja coś skorzystała? Tylko ty masz brać, a ja nic?
— Tak, pewnie. Masz rację. Postaram ci oddać wszystko.
— Dobrze więc. Połóż się na brzuchu, a ja zajmę się tobą we właściwy sposób.
Atamira położyła się na brzuchu. Zerknęła tylko na Garlę. Garla zdjęła swoja konopną suknię i parciany pas.  
— Mam zostać w koszuli, czy też mam być goła?
— Jak chcesz, jak ci będzie wygodniej.
— To nie ma dla ciebie różnicy?
— Wiem, że piękna jesteś, chętnie popatrzę. Mamy to samo. Jak zechcesz to zrobię tobie co tylko zapragniesz.
— Dobrze więc. Popatrz sobie.
Garla wprost płonęła z gniewu, ale nic nie pokazała po sobie. Zdjęła koszule i stanęła nago przy łózku.
— Tak dobrze?
Atamira odkręciła głowe i popatrzyła na jej piękne ciało.  
— Piękna jesteś, naprawdę.
— To leż spokojnie, a ja zajmę się tobą we właściwy sposób.
Atamira czekała. Była lekko podniecona. Daleko mniej niż kiedy była z Kerstem, ale sądziła, żę Garla da jej przyjemność. Garla wzięła z podłogi parciany pas i zaczęła tłuc z całej siły zgrabny tyłeczek księżnej.
— Ja ci wybiję amory!
Uderzyła ją wielokrotnie, aż czerwone pręgi powstały na pośladkach i udach księżnej.
W pierwszej chwili Atamira była zaskoczona, ale ból nie dał jej czekać. Zaczęła krzyczeć.
— Zamknij się, albo stłukę ci samą cipkę.
Atamira zasłoniła usta i przyjmowała razy hamując krzyk bólu. Z oczu ciekły jej łzy wielkie jak groch. Garla w końcu przestała. Rzuciał pas na podłoge i sama zaczęła płakać.  
— Co zrobiłam, nieszczęsna! — powiedziała dziewczyna.
Podniosła ubranie z podłogi i ubrała się szybko. Wybiegła z domu.
Ksieżna czuła obolałe ciało. A w środku czuła wielką gorycz. Gorzki płacz zaczął wyrywać się z jej ust...

Garla wpadła do domu jak piorun z nieba. Miała zapłakaną twarz.  
— Co się stało, kochana? — zapytał Varda.
— Zbiłam księżną.
— Że co powiedziałaś?
— Ogłuchłeś! Zlałam jej tyłek parcianym pasem. Co ja nieszczęsna zrobiłam.
— Boże, pójdziesz do lochu. Oszalałaś!
— Nic mi nie będzie. Amory jej wygoniłam. Muszę do niej iść. Pary z ust. Nikomu.
Wróciła do księżnej. Atamira leżała nadal nago na łożku i płakała. Garla podeszła do niej i okryła ją suknią.
— Czasem tak trzeba. Jak to nie pomoże, to drugi raz zleje ci tyłek, albo i samą intymność, a to będzie dopiero bolało. Czyś ty dziewka karczemna? Pohamować żądzy nie potrafisz? Kerst cię nie chciał, to mnie prosiłaś! Chcesz tylko tego to załóż wór na głowę dla niepoznaki i idź na dziedziniec. I dawaj każdemu kto przyjdzie. Młodemu, staremu. Pięknemu i garbatemu. A jak ci mało będzie, to w stajni są ogiery. To ci dopiero dogodzą.
Atamira patrzyła na nią swoimi wielkimi oczami.  
— Już nie będę. Należało mi się lanie. Tyś mi bliska, dlatego poprosiłam. Z obcym... nigdy. A z ogierem, na mękę pańską... nigdy!
— Posłuchaj Atamiro. Ja cię miłuję. Kocham mojego Vardę ale i ciebie kocham. Może nawet bardziej, tylko inaczej. Powiem ci szczerze. Wiem, że to grzech. Ale ja bym to zrobiła dla ciebie, gdyby miało to ci pomóc. Ale wiem, że by nie pomogło. A i bić cię nie będę, bo serca nie mam. A może i to byś polubiła i co wówczas? Kerst pokocha cię, to i zapragnie. Ale ty go nie kochasz. To tylko zauroczenie. Może to wszystko po coś. Może jest gdzieś ten co jest dla ciebie stworzony. Bóg jest miłościwy. Nie będzie wiecznie dawał ci czekać. Ty masz serce złote. Ludzie cię miłują. A może jest gdzieś ten co pokocha cię miłościa szaloną, że nawet moja miłość do Vardy zblednie.
I wówczas jak odkryta księga otworzyła się przed księżną pamięć. Przypomniała sobie słowa Halsy.
— Ta wojna przeze mnie. Tak, jest taki co prgnie mnie szaleńczo. Ale wolę umrzeć na stosie niż być jego.
— Któż to taki? — zapytała przerażona Garla.
— Kruun. On właśnie.
Garla posypała popiołem jej pręgi na tyłku. Potem położyła ją na brzuchu.
— Zaśnij nieboże. Przyjdę w nocy zobaczyć czy wszystko z tobą dobrze. Porozmawiam z Kerstem, ale i jemu się dostanie. Ale bądź dobrej myśli.
Pocałowała policzek księżnej i wyszła. Poszła do domu. Varda siedział na fotelu z trzciny.
— Co tam?
— Już dobrze. Położyłam ją spać. Nie będzie mogła siedzieć dwa dni, ale potem będzie lepiej. Teraz idę do Kersta. Bo o niego też chodzi. Chcesz iść ze mną, bo nie wypada mi iść samej do obcego chłopa.
— Garla ty sama jak chłop. Przecież mnie kochasz i wierności dochowujesz. Masz ważną sprawe, idź.
Garla ucieszona pocałowała go w usta.
— Dobry z ciebie mąż.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2850 słów i 15542 znaków, zaktualizował 11 sie 2019.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę trochę mi szkoda Kruma

  • Duygu

    Ciekawa część. Szkoda mi Atamiry  :cray:  Oby znalazła szczęście i założyła rodzinę. Kruun jest okropny!  :whip:

  • AlexAthame

    @Duygu Nic się nie martw.Ja nie uśmiercam moich ulubionych bohaterów jak co niektórzy  :smiech2:

  • Duygu

    @AlexAthame Heh, to dobrze  :D

  • AuRoRa

    Wdowa z samotności nie wie co się z nią dzieje. Czyżby Kruun był jej przeznaczony, ciekawa część ;)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Otóż to. Zgadłaś. :blackeye: